(m187) Oldsmobile Golden Rocket

Patrząc z motoryzacyjnego punktu widzenia, lata 1949 – 1961 należą w USA do Motoramy. Był to objazdowy auto show (dziś powiedzielibyśmy: salon) prezentujący najbardziej ekstrawaganckie prototypy, jakie inżynierom przyszły do głowy. Cel był jeden – jeszcze bardziej rozbuchać i tak już świetnie sobie wówczas radzący przemysł samochodowy. Ludzie szaleli. Sam bym szalał, gdyby ktoś mi dziś na Poznańskim Auto Salonie pokazał takiego Oldsmobila i zrobił nadzieję na jego produkcję. Niekoniecznie w Gliwicach. Produkcję, po prostu produkcję.
Nie tylko wygląd tego auta był niesamowity. Weźmy na przykład takie drzwi – otwierały się normalnie, lecz by ułatwić wsiadanie i wysiadanie, do góry podnosił się fragment dachu – widać to na poniższej fotce. Jakby tego było mało – fotele pierwszego rzędu dodatkowo unosiły się o 3 cale (~8cm) i… uwaga… obracały o 45 stopni. Zatkao-kakao?

Kształtu nie komentuję – brak mi słów. Wygląda jak praprzodek tego mistrza – tyle, że jest chyba jeszcze fajniejszy. Ponoć za inspirację posłużyły dwie torpedy. Jak tak patrzę, wcale mnie to nie dziwi:

A wiecie co mnie dziwi? Że nigdy nie wszedł do produkcji. Że zrobiono jeden egzemplarz, z którym objechano Stany. I tyle. Był jeszcze raz w 1957 roku pokazany na salonie paryskim gdzie również wzbudził entuzjazm. Nie wiem – czy to nie wystarczyło, by go wdrożyć do produkcji? Rozumiem, że dziś miałby problem – te torpedowe dzioby niespecjalnie się nadają na strefy zgniotu – ale wtedy, w latach 50. jedna strefa, jaka przychodziła ludziom na myśl, to strefa zrzutu. W czym więc był problem? Nie wiem, ale może kiedyś kogoś zapytam.

Kurcze – dziś każdy 50Cent, Eminem i inny Xzibit mieliby takich po 5 sztuk. Każdy na 24-calowych felgach, w 18 kolorowym malowaniu, koniecznie z diamentowymi pasami puszczonymi po dachu. Do tego 18 monitorów, w tym 4 największe 32-calowe pod autem – cholera wie po co… za raperem nie nadążysz.
- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – -
Ten wpis jest inspirowany lekturą “The Illustrated Encyclopedia of Extraordinary Automobiles” autorstwa Gilesa Chapmana. Książkę tą swego czasu przesłał mi goscinny, mój czytelnik i komentator.
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)
