[Konkurs zakończony] Kim jest mistrz kierownicy?

Sprawa jest prosta – dla mnie mistrzem kierownicy jest ex equo Robert Kubica i Ken Block. Wierzycie mi? I bardzie dobrze, że nie. Bo tak naprawdę jest tylko jeden znany mi mistrz kierownicy – jestem nim ja sam. I założę się, że każdy z Was odpowiadając w myślach na tytułowe pytanie również wskazał mnie siebie samego!
Ale nie interesuje mnie, kim personalnie jest mistrz kierownicy, tylko jakie powinien przejawiać cechy. Pomyślcie i napiszcie w komentarzu. Znacie mnie – nudny populista nie wygra! Oczekuję kreatywności i poczucia humoru. To wszystko – nawet SMSów nie musicie wysyłać ani pod „nul-nul-sieben” dzwonić.
Kim dla Ciebie jest Mistrz Kierownicy?
Jakie umiejętności i cechy powinien posiadać?
Odpowiedzi zostawiajcie proszę w komentarzach. Kto teraz nie poda do siebie adresu e-mail a nie daj Boże wygra, będzie miał na to 3 dni po ogłoszeniu wyników. Jeśli skrewi, na jego miejsce wejdzie osoba z listy rezerwowej. Nie ma przebacz.
Nagrodzimy 3 osoby
Każdy zwycięzca zostanie zaproszony do Stowarzyszenia (SKiP), zwolniony z rocznej składki i otrzyma Legitymację Bezpiecznego Kierowcy. A ponadto wybrany przez siebie pojazd zostanie objęty na okres 1 roku następującym pakietem ochronnym:
- I miejsce: Assistance na Auto SKIP VIP MAX
(holowanie w Polsce bez limitów km, w Europie 800 km); - II miejsce: Assistance na Auto SKIP VIP 500
(holowanie z limitem 500 km w Polsce i Europie); - III miejsce: Assistance na Auto SKIP VIP 200
(holowanie z limitem 200 km w Polsce i Europie).
.
Konkurs trwa od dziś do środy 20/10/2010 do godziny 12:00.
Ogłoszenie wyników w piątek 22/10/2010 wieczorem.
Ważna sprawa
Ze względu na misyjną działalność Stowarzyszenia Kierowców i Pasażerów, zwycięzcą może zostać tylko i wyłączenie osoba, która:
- posiada prawo jazdy od co najmniej 5 lat;
- oświadczy, iż przezostatnie 3 lata nie spowodowała szkody komunikacyjnej lub posiada min. 30% zniżki ubezpieczeniowej (OC lub AC).
Ciekaw jestem, jak wielu z Was nie spełnia w/w kryteriów? Bo ja się łapię na luzach – 60% zniżki na wszystko mam od dobrych 7 lat.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Cóż, by trochę Was wprowadzić w klimat, postaram się w jednym zdaniu odpowiedzieć na konkursowe pytanie. Otóż moim zdaniem Mistrz Kierownicy to ktoś, kto z idealnym wyczuciem czasu przeskakuje krzyżówkę na żółtym, sprawnie lawiruje pomiędzy kolumną pieszych idących po zebrze i zawsze daje radę wyprzedzić kolumnę TIRów tuż przed szczytem wzniesienia.
Żartowałem. Partnerem konkursu jest SKiP (Stowarzyszenie Kierowców i Pasażerów), którego misją jest popularyzowanie i nagradzanie bezpiecznej jazdy. Tak więc nie przeginajcie w stronę opisów brawury – wiem, jak fajnie jest przybić piątkę lusterkami z autem jadącym z naprzeciwka, ale nie o to dziś chodzi. O takich zachowaniach pogadamy innym razem – dziś bądźcie równie dowcipni i kreatywni, ale choć odrobinę rozsądni.
Powodzenia!
PS. SKiP obecny jest na Facebooku – nic nie stoi na przeszkodzie, byście polubili ich fanpage.
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!












RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)


Jak dobrze, że mi się auto nie psuje i nie muszę się spinać w takich konkursach ;)
Jeszcze. Jeszcze Ci się nie psuje ;)
Ten rocznik JUŻ się nie psuje ;)
Dawno nie jechałam samochodem, nie miałam takiej potrzeby. Jarek był w domu więc wszędzie jechaliśmy razem, ale skończyły się dobre czasy – szef pojechał do pracy. A ja miałam kilka spraw do załatwienia w Gostyniu. Rano dzieci poszły do szkoły, uszykowałam się i w drogę. Brama otwarta, kluczyki w stacyjce i… cisza. Akumulator padł. Koniec.
I co teraz? Jedyną deską ratunku był samochód SZEFA on na pewno odpali. ON ZAWSZE ODPALA!!! Szybka zmiana bram, dowód rejestracyjny i kluczyki. Gdzie one są? Wszystkie miejsca gdzie owe kluczyki mogły się znajdować przeszukałam – nie ma. Już lekko wkurzona napisałam więc sms-a do Jarka: „Cześć, gdzie trzymasz kluczyki? Muszę jechać do Gostynia i niestety nie mogę ich nigdzie znaleźć.”
Po chwili przyszła odpowiedź: „Cześć… Nie!!! Ola, a musisz jechać, a po co, a gdzie, w taka pogodę? Nie, lepiej nie, śnieg pada.” No tak… innej odpowiedzi nie oczekiwałam. On po prostu się bał i tak do końca nie wiem czy
o mnie, czy o samochód:)
Jarek twierdzi, że u mnie w samochodzie można znaleźć wszystko: od plastikowych kubków, pilniczka do paznokci, papierków po czipsach, paragonów do wielu innych bardziej lub mniej potrzebnych rzeczy. Przeeeeeeesadza! Przecież samochód to tylko środek transportu, który ma mnie przewieść z miejsca A do miejsca B. Oprócz rodziny, zwierzaków
i wielu obowiązkowych rzeczy, w moim samochodzie można znaleźć też praktyczne rzeczy np. blachę do ciasta, mapę Warszawy (bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy wyląduję w stolicy), grabie, łopatkę (może się przydać coś zakopać
i jeszcze ładnie zagrabić). Ważne żeby zimą było ciepło, a latem klimatyzacja działała i hamulce były ok.
Niestety mój mąż ma całkiem odmienne zdanie na ten temat. Jego samochód to „świątynia czystości”, która „mieszka” w garażu. Dwa razy w miesiącu zostaje zakupiony nowy, modny zapach. Pachnie pięknie – to muszę przyznać. Każdej soboty podczas cieplejszych miesięcy auto jest myte i dokładnie odkurzone. To prawdziwy rytuał, nawet felgi są przesmarowane specjalnym płynem, a opony opłukane wodą. Kto widział myć opony?! Klucze posiadają specjalny breloczek, oczywiście zgodny z marką pojazdu.
Moje klucze wiszą na smyczy z bardzo praktycznego powodu, abym mogła je szybko i łatwo znaleźć w torebce, przecież to jest o wiele praktyczniejsze. Oczywiście ja też co pewien czas myję (płuczę) samochód – jak już rejestracji nie widaćJ Wnętrze spryskuję „plakiem”, aby się świeciło, wytrzepię wycieraczki, pozbieram papierki i pasuje – można jechać. Za każdym razem jak mam zaszczyt jechać samochodem -cudem mojego męża to już od momentu wejścia dostaje reprymendę, aby nie śmiecić, nie jeść, nie dotykać brudnymi palcami i zawsze dobrze wytrzepać buty. Dobrze, że oddychać można:)
Oj, miałam kilka razy zaszczyt prowadzić i to bez żadnych zastrzeżeń właściciela. Zazwyczaj było to po imprezie, kiedy to właściciel nie był w stanie…
Pamiętam jak kilka lat temu sprzedawaliśmy samochód. Dawałam ogłoszenia, opisałam wszystko jak „bozia przykazała”: rok, przebieg, kolor itp., a na końcu napisałam dużymi literami AUTO UŻYWANE PRZEZ KOBIETĘ. Wieczorem Jarek czytając moje ogłoszenie o mało zawału nie dostał, usłyszałam tylko wrzask: „Matko Boska, Ola natychmiast mi to skasuj!”. Wymazałam, ale do dziś nie wiem o co tyle hałasu :-)
Ale wracając do naszej rozmowy sms-owej – po kilku nerwowych minutach kolejna wiadomość: „Ok…jedź!”. Ale i tu się zaczęło (2 wiadomości): uważaj bo ślisko, nie zaciągaj ręcznego bo mróz na dworze, uważaj na bramę, nie gazuj, sprzęgło delikatnie, a czy naprawdę musisz jechać? Kluczyki są w szufladzie pod teczką…
Moja kobieca duma mi nie pozwoliła na takie traktowanie, więc zmieniłam swoje plany, a Jarek dostał odpowiedź: „Stoję na przystanku i jadę PKS-em. Była to dla mnie ogromna frajda…. po 10 latach, ciepło, wygodnie i bez stresu dotarłam do celu”. Jarek skwitował to krótko „OK :) super!!!!”. W sms-ie od męża, aż słychać było jak „kamień spada mu z serca”.
I nie dam sobie w kasze pluć najlepszym mistrzem jaestem ja , nawet czy to sie mojemu męzowi podoba czy nie!!!!
kobieta z naklejką na tylniej szybie UWAGA BABA
Uuu, wysoko ustawiłaś poprzeczkę.
@MISTRZYNI – trochę kupy się nie trzyma Twoja opowieść…
1. Skoro Jarek jest takim pedantem, A Ty nie jeździłaś (długo) swoim autem tylko on, to nie wierzę w to, że był tam bałagan – myślę, że nie wytrzymałby i posprzątał (no chyba, że jeździliście JEGO autem)
2. Poza tym ten typ człowieka jakim jest Twój mąż nie przysłałby takich wyagzaltowanych sms-ów z kilkoma wykrzyknikami na końcu zdania :P
3. Myślę, że akumulator padł z Twojej winy (niewyłączona lampka nad podsufitce? niewyłączone radio?) Rozumiem, że była zima etc., ale akumulatory nie padają tak, żeby nawet rozrusznik nie drgnął, więc albo coś wyciągnęło prąd, albo znowu mijasz się z prawdą :-)
–
Jeśli chodzi o mnie i mój typ mistrza kierownicy – dla mnie mistrzem kierownicy jest każdy, od którego praca wymaga jazdy po całym kraju (i poza) bez udziału w stłuczkach, wypadkach, karambolach itd. Raz, oznacza to, że takich nie powoduje, a dwa, że ma na tyle wyobraźni, że potrafi takich sytuacji unikać.
Ja mistrzem kierownicy nie jestem – w zimie wpadłem do rowu, bo nie przewidziałem, że w tamtym miejscu może być szosa wyślizgana, a ostatnio wyjeżdżając z koperty tyłem tak się skupiałem na tym, żeby nie wymusić pierwszeństwa, że nie zauważyłem auta za mną (na szczęście to był jakiś starszy nissan, który miał prawdziwe zderzaki nie-w-kolorze nadwozia, więc nawet rysa nie została).
Kubica? a kto to taki? aaa to ten mistrz “długiej prostej”?
POKORA – Rzadka cecha, ale charakteryzująca najlepszych kierowców.
Najlepszy kierowca powinien posiadać umiejętność słuchania. Istotnymi czynnikami jest także motywacja i determinacja. Wiara we własne
zdolności i możliwości, połączona ze świadomością potrzeby zdobywania nowej wiedzy, pomaga
osiągać zamierzone cele. Niezbędne jest wówczas planowanie etapów, których realizacja zwiększa doświadczenie i pewność siebie. Dostarczając osobistej satysfakcji, utwierdza w
poczuciu własnej skuteczności.
Dobry kierowca powinien posiadać umiejętność rozpoznawania cudzych emocji a przede wszystkim zdolność zapanowania nad swoimi przy jednoczesnej koncentracji na problemie. Ważną cechą jest opanowanie i empatia połączona z szybkością
podejmowania decyzji, nawet jeśli niepopularnych, to sformułowanych w sposób możliwy do
zaakceptowania przez ogół. To niełatwa sztuka i wymaga albo wrodzonej inteligencji emocjonalnej,
albo zdobycia odpowiedniej wiedzy niezbędnej we właściwych „momentach obrotowych”.
Mistrz kierownicy, jeździ z głową, która ma oczy na wszystkie strony otwarte. Jedzie powoli w myśl przysłowia: śpiesz się powoli. Umie dostosować prędkość do warunków drogowych. Stara się przestrzegać przepisów ruchu drogowego, nie tylko się stara, lecz je stosuje. Nigdy nie jeździ pod wpływem alkoholu. Z ciekawością spoziera na postać św. Krzysztofa…
Dobry kierowca jadąc 200 km/h po autostradzie i wyprzedzając wszystkich w skupieniu nie rozkojarzy się i nie zdejmie nogi z gazu, gdy jego druga połowa siedząca obok nagle podrapie go w kark.
Drogi Pani Zbyszku
na pierwszy Pana punkt odpowiadam PUDŁO!!!
na drugi nie zna Pan mojego męża i jego zdolnośći pisania sms-ów
po trzecie i znów pudło , akumulatory padaja jednak do tego stopnia ze nie mozna rozrusznika odpalic , oj co z Pana za kierowca ze nie wiedział Pan takich rzeczy hmmmmm…..
Dla mnie mistrzem kierownicy jest ten koleś (lub koleśka):
http://www.youtube.com/watch?v=KKfWzGy5Kug
… i ja.
@Mistrzyni – może i nie znam zdolności pisania smsów przez Pani męża, ale te zacytowane sms-y wyglądają jakby je Pani sama napisała (wyegzaltowany styl) :P
Co do akumulatorów to racja – padają. Szczególnie, jeśli się odpala auto raz na pół roku :)
Zaczynam rozumieć dlaczego walczy Pani o nagrodę – darmowe holowanko może się przydać, gdy znowu padnie aku.
wyegzaltowany styl… czywiście ze treść opowiadania jest ubarwiona znakami interpunkcyjne, musiałam ich uzyć aby ładnie wyglądał tekst . Oj widze ze , chyba Pan mnie nie lubi i ciągle sie czepia .Mysle ze powinien dać Pan spokój . Chciałam oficjalnie ogłosić !!!!!Jeśli udami się wygrac nagrode w całości podaruje ją Panu Zbyszkowi Czerniakowi .I napewno mojej obietnicy będe się trzymała :).
P.S.
Teraz walcze o nagrode dla Pana , pozdrawiam serdecznie
Mistrzyni
@mistrzyni
1. Czernikowi, a nie Czerniakowi :)
2. myślisz, że mi zależy na tej nagrodzie? nawet gdybym wygrał to o tak pewnie nie skorzystam, bo, cytując przedmówcę o nicku tk: “Ten rocznik JUŻ się nie psuje ;)”
Nie mam powodu, żeby Cię nie lubić, pozdrawiam :)
jak mogłam popełnić taki błąd Czernikowi !!!!!!!ależ przepraszam
Mistrzyni! Zbigniew! Natychmiast proszę przestać się kłócić! Co to, peczkole?! ;)
my się nie kłucimy , my sie uwielbiamy :):):):):):):):)
my się nie kłócimy , my sie uwielbiamy :):):):):):):):) i tak sobie rozmawiamy
A no to OK.
A tak na marginesie – proszę moich starych czytelników, kumpli niemalże, o nie dissowanie nowych, szczególnie dziewczyn ;)
dissowanie to bluzganie sie nawzajem… przeciż nic takiego tu nie miało miejsca , bardzo się lubimy do tego stopnia ze jak mi się uda oddam w całości moją nagrode mojemu przemiłemu znajomeu Panu Zbyszkowi (zeby sie nie pomylić , zeby sie nie pomylić :):) )Czernikowi ..udało sie!!!
pozdrawiam wszystkich ide gotować zupe :)
Nie ważne, że już po konkursie. Nie ważne, że na dworze -1. Nie ważne, że siedzę teraz w kołnierzu ortopedycznym i wypisuję te bzdury.
Dla mnie mistrz to człowiek, który o 7 40 nie zważając na to, że widzi nadciągającą z prędkością 85km/h (+/-5), w terenie niezabudowanym, zieloną Micrę, wyjeżdża z podporządkowanej drogi nie zważywszy ani na jego prędkość, ani na znak “Ustąp pierwszeństwa przejazdu”. Dla mnie mistrz to ktoś, kto widząc manewr wymijający kierowcy Micry, mający na celu uniknięci śmierci kierowcy czerwonego Fiata Albea, bez jakiegokolwiek kierunkowskazu zmienia pas na “lewy”, przekraczając podwójnie ciąglą linie, co skutkuje wypadkiem. Dla mnie mistrz to kierowca tegoż Fiata, który widząc gramolącego się z Micry, kaszlającego dymem z poduszek powietrznych oraz trzymającego się głowę człowieka podchodzi i wydziera się na niego – “dlaczego strzaskałeś mi auto”. Wreszcie – mistrzem jest ten, kto podczas składania zeznań policjantom przybyłym na miejsce próbuje wmówić, że do kolizji doszło już “na poboczu” a kierowca Micry wjechał w Fiata z premedytacją.
Prawdziwy mistrz… kretynizmu.
Arcymistrz.
p.s. Mistrzem pozytywnym jest dla mnie kierowca Fiata Tipo na blachach NOS…, który widząc zaistniałą sytuację zatrzymał się i zapytał czy nam przypadkiem nie pomóc.
Kurde, Flogu, poza autem wszystko OK?
Blogo – obudziłem się dziś i czuję jak ci wszyscy bohaterowie filmów akcji, którzy w pewnym momencie dostają kolbą pistoletu w potylicę a potem zawożą ich do Kong czy innych Laosów. Aaa, z bohaterami tymi mam też inną wspólną cechę – tak jak im, mi także życie (krótkie bo krótkie) mignęło przed oczami.
Idę po Ketonal a potem czekam na drugą część juniora kupującego samochód :)
p.s. Może dzięki tygodniowemu L4 uda mi się wreszcie przeczytać sławetną Tryblogię :)
p.s.2. Będę żył – przecież jechałem Micrą a nie jakimś tam Volvo czy innym 5 gwiazdkowym Euro NCAP’em.
co do zachęty z kolejnego posta – jeśli ewentualna nagroda obejmie mi alfę z poprzedniego konkursu to mogę startować. jeśli nie, to co się dzieje z autobusami nie mój biznes, a rower mogę sam poholować :/
@wally: A pomyśl jakiego szyku byś zadał, gdybyś na osiedle wjechał w szoferce koło kierowcy z rowerem na lawecie? Hę?
Nie sądziłem że to kiedykolwiek napiszę, ale mistrzem kierownicy jest dla mnie mój ojciec. Tak Tato, właśnie Ty :)
Staruszek ma już swoje lata, choć jak sam twierdzi “wciąż może”. Ale do rzeczy.
Odkąd pamiętam ojczulek w samochodzie zajmował miejsce kierowcy. Ja byłem zawsze pasażerem. Odwożony trabantem do żłobka, maluchem i fiatem 125 do podstawówki czy też wieziony z resztą rodziny na wakacje peugeotem, fiatem, maluchem albo jakimś innym samochodem, zawsze uważałem, że jedziemy za wolno, że inni nas wyprzedają, że wleczemy się niepotrzebnie zamiast gnać do przodu. Niezależnie od tego, czy była to gminna droga gdzieś na Podlasiu, autostrada na zachodzie czy ulica w rodzinnym Wrocku, ja, wszystkolepiejwiedzący dzieciak i nastolatek, zawsze sądziłem, że MOŻNA pojechać szybciej.
Kiedy sam zrobiłem prawo jazdy byłem przez jakiś czas wpuszczany za kierownicę, podczas gdy Tato siedział obok. Ech… ależ my się nawzajem irytowaliśmy: “no i po co tak szybko jedziesz?? zwolnij!”; ten eksperyment zakończył się z chwilą kiedy uzbierałem na stare ale własne renault 5. Miałem od tamtej pory kilka samochodów, szybszych i wolniejszych, przejechałem pewnie z 300k km i nie miałem nigdy żadnego wypadku, ba, żadnej stłuczki, ale mistrzem kierownicy jednak nie jestem. Nie jestem bo parę razy było naprawdę baaardzo blisko, parę razy było naprawdę za szybko, a fakt że nic się nigdy nie stało zawdzięczam szczęściu, być może po trosze refleksowi swojemu i innych kierowców. Mea culpa.
Dopiero teraz, kiedy sam jestem ojcem, słowa staruszka, które kiedyś tak bardzo działały mi na nerwy brzmią inaczej, jak słowa godne prawdziwego mistrza. Zawsze powtarzał, że za kierownicą każde ryzyko to zbędne ryzyko, że ograniczenia są dla wszystkich, nie tylko dla innych, że pięć minut go nie zbawi, woli dojechać później ale w jednym kawałku. Tak, jazda z rodziną nigdy nie sprawiała mu wielkiej frajdy, bo jak sam twierdzi przyjemność to będzie miał jak nas wszystkich bezpiecznie dowiezie do celu. Już łapię, że o to właśnie chodzi Tato!
KONKURS ZAKOŃCZONY.
Dzięki wszystkim za udział. Wyniki w piątek (22/10) wieczorem.
WYNIKI TUTAJ