#195 Kupię Opla!

“złas, jestem na ddole. Wysłano z BlackBerry ®” – takiej treści maila dostałem w niedzielę rano, gdy przy śniadaniu leniwie przeglądałem sobie blogosferę. Wstałem i wyjrzałem przez okno – rzeczywiście na dole w swojej nowej Astrze siedział Junior. Wszystko rozumiem, ale żeby mailem a nie SMS-em mnie popędzać, to już przegięcie.

– Nie mogłeś SMS-a wysłać?
– Wysłałem.
– Maila wysłałeś!
– No co ty?
– Gubisz się młody, w technologii się gubisz…

Po 40 minutach byliśmy na działce, gdzie rodzice już od bladego świtu krzątali się leniwie wśród opadłych liści.
– Na którą jesteś umówiony do Sylwka? – spytał tata
– Na 11 – odparł Junior.
– To na co czekasz?

Junior pojechał, a ja poszedłem przez wieś. Sylwek to mój kumpel z dzieciństwa, mieszka nieopodal a warsztat ma na obejściu. Gdy byłem małym srajtkiem 10 miesięcy w roku tu na wsi spędzałem – mieliśmy piaskownicę wielką jak zajezdnia autobusowa i każde dziecko z okolicznej wsi marzyło, by się w niej bawić. Ja nie robiłem selekcji, więc bawili się wszyscy, w tym również i Sylwek. Jest on jednak ode mnie o jakieś 10 lat starszy – teraz to nie stanowi różnicy (no, może poza tym, że ma całkiem spory wąs, co wizualnie go mocno postarza), ale kiedyś dzieliła nas przepaść. Więc szczerze mówiąc specjalnie go jakość z zabaw nie pamiętam. Rodzice jednak twierdzą, że przychodził. Więc jestem z nim na „ty”, na takie solidne „ty”. Przecież nie będę „na pan” mówił do faceta, który raptem 30 lat temu stawiał babki w mojej piaskownicy.

Od czasu wspólnych dziecięcych zabaw nasze drogi się rozeszły. Ja coraz więcej czasu spędzałem w Warszawie, a on wykształcił się na mechanika i podjął pracę w ASO Opla. Gdy on przez dobre 8 lat szlifował technikę i zgłębiał tajniki silników Ecotec, ja prawdę mówiąc pierdziałem w stołek. No bo jak inaczej określić jedyny sukces, jaki udało mi się w tym czasie w życiu osiągnąć, czyli zostanie najbardziej rasowym polskojęzycznym blogerem motoryzacyjnym na świecie, jak nie pierdzeniem w stołek podczas pisania? Mówię Wam, gdyby mój stołek miał nozdrza, dawno już by nie żył…

W pewnym momencie swojej kariery Sylwek uznał, że umie już wystarczająco dużo i czas na „pójście na swoje”. Zakredytował się, sczyścił konto i wyposażył swój naprędce wybudowany garaż we wszystkie te maszyny, na których przez 8 lat pracował w ASO Opla.

Początkowo brał na warsztat każdą markę, lecz w pewnym momencie zrozumiał, że to nie ma sensu – jest specjalistą od Opli, więc nie będzie przy innych autach robił z siebie głupa tłukąc się po silniku w poszukiwaniu filtra paliwa.

Pamiętam, jak kilka lat temu przyjechałem do niego Nissanem na wymianę klocków hamulcowych. Kręcił trochę nosem, ale się zgodził. Uniósł auto, zdjął koła i coś zaczął odkręcać, potem rzucał mięsem, coś kopnął a na końcu powiedział, bym sobie poszedł i wrócił za godzinę. Wróciłem.
– Więcej mi tego japońca tu nie przywoź!
– ?
– Ja się tu nie rozeznaję, nie te śruby odkręciłem, nie tak odpowietrzałem układ. W tym czasie, jak się tu pieprzyłem z tymi klockami, cztery Ople bym jedną ręką zrobił. Po ciemku!
– Dobra. To ile za to?
– Z dupy taka robota. Nic nie płacisz, tylko więcej nie przyjeżdżaj.

Jednak Juniora przyjął z otwartymi ramionami. Czule obejrzał auto, poklepał dach, ze znawstwem kopnął w oponki i zarządził:
– Wjedź tu na dwójkę. Uniesiemy go, zobaczymy coś tam sobie kupił.

I oglądaliśmy tak tą Astrę dobre 2 godziny. I z każdą minutą czułem coraz większą zazdrość. Nie o samochód, bo uważam swojego Nissana za fajniejsze auto. Zazdrościłem Juniorowi tej wiedzy, którą o swoim Oplu będzie miał. Zazdrościłem tej pewności, którą zagwarantuje mu Sylwek. Zazdrościłem tej niewidocznej więzi z autem, która rodzi się, gdy wiecie o sobie wszystko.

Ja tego nie mam. Kupiłem auto w salonie i mam je od nowości, lecz wiem o nim mniej, niż Junior o swojej Astrze, którą przez ostatnie 12 lat jeździł ktoś inny. Sylwek sprawdził wszystko – roztarł w palcach olej, sprawdził wspomaganie kierownicy, napięcie na kablach, elektrolit w akumulatorze, mocowania tłumika, stan katalizatora, uszczelki, chłodnice, komunikaty błędów (nie było żadnych) i dane z komputera. Wszystko sprawdził.

Ja o Nissanie wiem to, co sam usłyszę lub zauważę. Że coś w silniku lekko popiskuje. Że czasami coś chrupnie. Że olej bierze. Ale od nowości nikt mu nie zaglądał do skrzyni biegów, nikt nie patrzył czule na zbiornik wyrównawczy płynu chłodniczego, nikt nie oczyszczał tylnych szczęk i nie wymieniał lekko już sparciałych zawieszek tłumika. Bo nie mam takiego Sylwka, co się w Nissanach specjalizuje. W każdym serwisie (a w ASO to już wybitnie) mechanik oczekuje, że to ty mu powiesz, co ma zrobić!

Dwa razy skusiłem się na coś, co nazywa się „duży przegląd”. Liczyłem na to, że fachowiec obejrzy, zajrzy wszędzie i mi potem powie, co dobrze, co słabo a co warto wymienić. Tymczasem za pierwszym razem nikt mi nic nie powiedział – dostałem tylko wydruk czegoś kompletnie bez sensu i niedomkniętą maskę. Uniosłem, upuściłem, powinna się zamknąć. Nic z tego – odskoczyła. Uniosłem, opuściłem, odskoczyła. I jeszcze raz. W końcu uniosłem wyżej – a tam, proszę jak Was, korek od oleju leży sobie koło zawiasów i rezonuje. Taki fachowiec mi przegląd robił! Po krótkiej rozmowie z kierownikiem dostałem 50% zniżki na robociznę.

Za drugim razem majster po wykonaniu gruntownego przeglądu powiedział mi, że najwyższy czas wymienić pasek, a silentblock w tylnej osi to się lekko wyrobił. Znów skończyło się na rozmowie z kierownikiem. Bo primo – moja Almera nie ma paska tylko łańcuch. A secundo – tylna oś w Almerze jest praktycznie niezniszczalna, więc nie wierzyłem w luzy silentblocka. Kierownik przełknął kwestię łańcucha zaskakująco łatwo – pewnie to jakiś ich standard. A po obejrzeniu silentblocka przyznał mi rację – więcej luzów widział pomiędzy kamiennymi blokami piramidy, gdy z rodziną był na autokarowej wycieczce w Egipcie.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Gdy Junior zapłacił a Sylwek wpisał mu wszystkie czynności, naprawy i sugestie w książkę serwisową, wtedy ja postanowiłem po raz ostatni zaatakować. Zrobiłem puszka i spytałem:
– A chociaż ręczny byś mi zrobił, bo mi się tłoczek zapiekł, co?
– W życiu! Opla sobie kup, to ci go na igłę wyszykuję po starej znajomości.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Przed chwilą sprawdziłem – za Almerę, gdy się uprę, mogę wziąć jakieś 14,800. Jak dobiorę z oszczędności 10,000 to będę mógł przebierać w ofertach. Ale o tym, co mi się teraz marzy, opowiem Wam w czwartek z rana.

A tymczasem zadam Wam pytanie. Zadawanie pytań jest takim trickiem, który stosują wytrawni blogerzy, by wzniecić pod postem burzliwą dyskusję. Ciekawe, czy na Was to zadziała. Gotowi? Pytanie brzmi: A ty, czy masz zaufanego mechanika?

» Dla zagubionych: cz.1 | cz.2 | to jest epilog | GTS

22 komentarze

  1. Niestety, w chrzanionej Warszawie to o takich trudno. MX3 chętniej reperowałem w rodzinnych stronach, Pan Piotr (kolega ojca) to ziomek, któremu ufać można. Ja już prawie pokochałem Jędruś Motor-Sport, ale… jak się przeprowadzili do Piaseczna to mimo pasującej lokalizacji się wycofałem. A powodem był… skaczący na mnie permanentnie pies, który tam na wolności latał. Ot, nie lubię psów;P

  2. Blogo … kpisz? Wyprzeć się nisma? Ja rozumiem, że cię miło zaskoczyło podejście mechanika do tematu – ale po to, do jasnej cholery, kupujesz nissana, żeby mechaników omijać szerokim łukiem. Tosz to świętokradztwo. (aż mnie w szyi piknęło!)

    Nie, żebym miał coś do Opla – u mnie w korpo połowa żeńskiej populacji jeździ Astrami – ale weśśśś.

    Wracając do meritum (fajne słowo) – blacharkę w Micrze robiłem u kolegi kolegi, sprzęgło wymieniałem u kolegi ojca, hamulce u kolegi teścia a oleje wymieniałem u młodszego brata kumpla. Ani jeden nie wzbudził mojego zaufania! Kolorz lakieru oraz rdza, która zaczęła pojawiać się na nowych częściach (taaaa, jasne – nowych!), półtorej godziny czekania na wymianę klocków; że nie wspomnę o sugestii wymiany amortyzatorów jasno dały mi do zrozumienia, że nawet na takiej małej wsi jak powiat wodzisławski nie ma co liczyć na fachowca. Wbrew pozorom najlepiej obsłużono mnie w “normalnym”, zapchanym autami serwisie gdzie trzeba umówić się tydzień wcześniej i zostawić auto na 2 dni (żeby wymienić głupią linkę ręcznego i silniczek nawiewu).

    Takich gości jak kiedyś już nie ma! Z opowieści dziadka znam mechaników, którzy znali się na wszystkim: pokazali, poradzili i wymienili. Teraz próżno szukać fachowców “z duszą na misce olejowej”.

  3. z mniej więcej czystym sumieniem mogę polecić serwis J&M przy ul. Szarych Szeregów w Wawie. Trzeba się wprawdzie umówić wcześniej, ale auto zostawione rano jest zawsze gotowe na popołudnie. Niską cenę robocizny odbijają sobie pewnie na częściach i płynach, ale cen “sklepowych” nie zawyżają. Nie specjalizują się raczej w żadnej konkretnej marce, prędzej w popularnych modelach. Jako klient czuję się u nich zwykle dobrze obsłużony i wyczerpująco poinformowany, ale jak większość mechaników mają pewnie i swoje grzechy… W skali zaufania od 1 do 10 dałbym im 6, a nie spotkałem jeszcze mechanika któremu dałbym więcej niż 7… Zazdroszczę Juniorowi, bo taki Sylwek na 10 to prawdziwy skarb. BTW, może ktoś zna jakiegoś Sylwka od fordów w okolycach stolycy?

  4. Flog, może w Radlinie zaczniesz serwisować swoją micrę? ;) Jestem z Rydułtów, jeżdżę albo do Radlina, albo do Olzy (bdb lakiernik tam mieszka, a jego ojciec jest mechanikiem). Wszyscy z mojej rodziny jeżdżą albo do jednego, albo do drugiego ;) tak na przemian ‘jak się komu widzi’ albo w zależności od tego co jest do zrobienia (no bo ja na wymianę oleju nie pędzę od razu do Olzy :p)

  5. Tak mam, na wiosce gdzie mieszkam jest były serwisant mercedesa teraz zarabiający “na swoim”. A podstawowe wymiany robię sam więc wiem czym jeżdżę :)

  6. Niedaleko domu rodzicow pojawil sie mechanik “na swoim”, ktory ostatnio mi za 300PLN wymienil zwrotnice (z czesciami) w Golfie, bo jakis patalach z serwisu ukrecil gwint. W Wawie nie wiem nawet gdzie sensownie olej wymienic zeby nie zdarli. Wychodzi na to ze wszystkie naprawy bede robil 200km od stolicy.

    Znajoma ma za to zaufanego mechanika od Lancii, podobno robi rowniez rzadowe Kappy.

  7. Mam. W Tczewie. Z Gdańska do niego jeżdżę. Jest maniakiem merców, ale moją czeszkę bardzo lubi, więc zawsze autko ma u niego czułą opiekę. Majster od dizelków. Do tego bierze dobre części z dobrego źródła. W gda mi jeden mech do eska wsadził gówniany pasek, który nie przetrzymał 30kkm i silnik poszedł do piachu ;/

  8. No mam. Ale w Krakowie. Kolega tam serwis prowadzi. Zaufanie jest. Nie to, żeby czasem czegoś nie spartolili, ale się tego nie wypierają i poprawiają co trzeba bez szemrania w razie potrzeby. Problem to jest taki z mechanikami co poszli na swoje, że na początku jest dobrze, starają się, idzie fama, klientów jest coraz więcej, nie wyrabiają czasowo i przychodzi czas, że trzeba zatrudnić kolejnego mechanika i kolejnego i kolejny podnośnik wstawić itd. I potem się okazuje, że już tak fajnie nie jest, bo ci kolejni zatrudnieni potrafią coś spipcyć. Jak trafisz na mechanika z początkowej ekipy – jest dobrze. Trafisz na kogoś później zatrudnionego – dobrze nie jest. Popularność szkodzi warsztatom. Tam gdzie właściciel jest równocześnie mechanikiem i sam może wszystko ogarnąć jest dobrze. Tam gdzie się za bardzo rozrosło, są kolejki, dużo ludzi – już różnie bywa. :|

  9. Ja tam mam fajną Vectrę i się z niej cieszę :P Ale znalezienie w Szkocji zaufanego mechanika (tym bardziej szkota) graniczy z cudem :D Ale chociaż mam kumpla, który się na blacharce zna, co przy standardowo gnijących nadkolach jest podstawą :)

  10. Tak sobie cały czas myślę, czy podzielić się z wami moim Ssssskarbem, mechanikami ze Skweru Wyszyńskiego i naprawdę nie wiem … Bo to mój sssskarb.

    Robią mi już 3 samochód. Pierwszy uwielbiali, bo to nissan n14 – boski samochodzik, dobry aż do znudzenia, jeździłem tam tylko po to, żęby raz na pół roku go przejrzeli i powiedzieli żebym spadał, że nie chcą go oglądać, bo to samochód na którym nie mogą zarobić.

    Mercedes 202 był prawie taki sami, bo oprócz świec żarowych i manetki kierunkowskazów (to bydle co ma wszystkie kontrolki w sobie) było podobnie jak z nisskiem.

    Najdłużej serwisuję u nich VW passata, który jest samochodem przezabawnym, których ich zawsze rozbawia. Albo nie pali na słońcu, albo nie pali w cieniu, albo jak deszcz pada. Albo odstawia inny “wesoły” numer. No dobra. Podzielę się z wami, bo jak widzę że macie takie kłopoty, a goście nigdy mnie nie nacięli (8 lat tam się pojawiam), zawsze oddają wymienione części, a jak na czymś można jeszcze pojeździć z pół roku to mówią wyraźnie: fajnie by było to wymienić, ale możesz jeszcze się troszkę pokaczać.

    Elektroauto, Bogusław Łobacz
    Warszawa, Skwer Wyszyńskiego 1
    tel.: +48 22 828 37 51

    Ale kurcze nawet strony nie mają.

  11. Ja mam dwa w miare zaufane ale w Anglii bo tu jestem. Pojechalem na przeglad rejestecyjny do warsztatu duzej sieci i mi znalezli napraw na 1000 funtow zanim autko przejdze. Zabilem goscia smiechem i pojechalem tam gdzie bylem 3 razy wczesniej. Obejrzeli, zawolali mnie i powiedzieli ze 2 rzeczy ktore mi wymienic kazali sa jak nowe a reszta spelnia wymagania, ladnie pokazali co mi tamci wypisali a zazwyczaj tego nie robia. Zarejestrowali bez problemu. Co jeszcez smieszne te 1000 funtow co chcieli specjalista od Volvo (ten drugi warsztat) zrobilby za 800. W tym drugim robilem hamulce i turbo i wiem ze taniej nigdzie bym nie zrobil na oryginalnych czesciach, nawet jakbym sam kupowal i sam wymienial.

  12. @Hawk2:

    dzięki dzięki za info – pewnie bym się zgłosił do tych mechaników gdyby nie jeden malutki szkopuł… od zeszłego piątku moja micra umiera u “sitka” po dzwonie na mszanie z fiatem albea. wyrok był szybki i bolesny – nie opłaca się naprawiać ( z ubezpieczenia). co prawda na wiosnę będę myślał o nowym autku – pewnie i almerę wezmę pod uwagę – ale będzie to decyzja wraz z małżonką (zrażoną do nissanów) więc raczej skończy się na golfie 5 albo passacie w kombiku.

    na tą chwilę kwitnę na zwolnieniu lekarskim a później – do wiosny pewnie pojeżdżę golfem 3 od małżonki.

    zobaczymy co będzie

    p.s. polecam jastrzębskiego mechanika – nie kojarzę nazwy firmy – ale zakład ma zaraz obok LOK’u i EC na Moszczenicy – jarek się zwie.

  13. Ja dla swojej Reni mam dwóch mechaników. Taki, który dogląda ją pod kątem eksploatacji oraz taki, który jest lekarstwem na wszelkiego rodzaju tematy elektryki, elektroniki itd. . Gość z doświadczeniem w Aso Renault-teraz urzęduje w garażu przy domu. Adres: Pabianicka 27, Szczecin.

  14. Tak mam. Ale jeżdżę alfą więc nie mam wyboru. Ostatnio poznałem nowego mechanika (defacto specjalistę od opla) który stwierdził że takie alfy to przy śniadaniu ogarnia. Spędziłem z nim tydzień urlopu, trochę wódki razem wypiliśmy więc trafiła do niego alfa bo zaczęła gorzej zapalać. Oczywiście w związku z tym że to alfa pierwszą diagnozą nie były świece żarowe tylko brak kompresji na cylindrach. Po dwóch tygodniach zabrałem alfę a specjalista przyznał się że głupia alfa go przerosła. Takich my mamy speców od wszystkich marek. Dodam tylko że wspomniany mechanik ma naprawdę świetną opinię wśród znajomych ale tam przeważają ople i skody.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *