#197 Pierwszy samochód – te polecam!


Kontynuując wątek rozpoczęty tydzień temu (Pierwszy samochód – tych unikaj!) dziś moja subiektywna lista aut, które polecam na pierwszy własny samochód. Znając siłę mojego bloga, dziś już po opisane poniżej auta ustawią się kolejki. Dlatego zwlekałem z opublikowaniem tego postu aż tydzień, bo chciałem wcześniej powiadomić wszystkich dilerów, ASO i komisy w kraju o nawałnicy młokosów ze świeżym prawem jazdy, którzy lada moment przed ich biura się przytoczą i śliną zaleją podłogi i place.

Tekst jest niestety dość długi a wiem, jak trudno Ci czytać dłuższe formy – przecież jesteś świeżo zmęczony lekturą „Lalki” i „Nad Niemnem”. Dlatego poniżej lista moich typów – przejrzyj ją i od razu siej flem w komentarzach ;)

.
A spragnionym pięknej polszczyzny polecam uzasadnienia.

Saab, używany Saab

Świetnym wyborem na pierwsze auto jest używany Saab. Primo – to auto o charakterze kolekcjonerskim (ale nie w sensie „dopalaczowym”, choć są egzemplarze, że jak najbardziej) i już sam fakt jego zakupu sprawia, że inaczej zaczynamy myśleć o samochodzie – nie jak o maszynce do wyżywania się, a o przedmiocie kultu i… tu chyba fanatycy Saaba się ze mną zgodzą… jak o członku rodziny. Secundo – nie znam nikogo, kto ma używanego Saaba a nie należy do jakiegoś internetowego klubu Saaba. Być w klubie Saaba jest równoważne z tym, że się dba o auto, nie wydurnia się nim i jeździ się świadomie. Świadomie, czyli ze świadomością kosztów naprawy zawieszenia, problemów z regeneracją zaturbionych silników i detali wnętrza. Świadomie, czyli rozsądnie. Nie zawsze wolno, ale zawsze rozsądnie. Tertio – mając Saaba nie trzeba obnosić się na światłach z jego mocą i zrywnością – wszyscy wokoło wiedzą, że ma turbo pod maską, więc nikt nie próbuje stawać w konkury. Oni odpuszczają a ty (jako szczaw pełen młodzieńczych hormonów) nie masz kogo ścigać. Sytuacja win-win.

Nówka z salonu + wysokie raty

Niezłym pomysłem jest zakup na pierwszy samochód czegoś nowego, prosto z salonu. Jednak istotny jest jeden warunek – miesięczna rata kredytu musi być dla Ciebie sporym obciążeniem. Nie chodzi mi o to, że po jej opłaceniu nie starcza Ci nawet na pizzę i jesz chleb z paprykarzem szczecińskim. Wystarczy, byś wieczorem zasypiał lekko zestresowany myślą „Ojej, zbliża się obowiązkowy przegląd, skąd ja na to wezmę kasę? Przecież ledwo mi na jedzenie starcza po opłaceniu raty!”. Dzięki temu nawet przycisk centralnego zamka na pilocie będziesz wduszał z namaszczeniem – przecież jeśli się zepsuje, nie stać Cię będzie na jego naprawę. Dzięki temu zasady Eco-drivingu wpoisz sobie w ciągu pierwszych 10 przejechanych kilometrów. Dzięki temu snowboardowy wyjazd do Szczyrku zamiast przewozem upitych kolegów będzie rajdem o kropelce.

Młodzi kierowcy w nowych autach, którzy męczeni przez bank wysoką ratą ledwo wiążą koniec z końcem, stanowią grupę niewystępującą w policyjnych statystykach drogowych. Stanowią co prawda spory odsetek samobójców („Przytarłem nadkolem o śmietnik! Lakierować mogę tylko w ASO, by nie stracić gwarancji. Nie stać mnie na to! Chyba skoczę! Tak skoczę! Aaaaa….!”), ale to jest blog o tematyce motoryzacyjnej a nie społecznej, więc kwestia „ratalnych samobójców” nie będzie tu roztrząsana. Ważne jest to, że do pierwszej stłuczki lub przycierki (czyli de facto do końca swego życia) jeżdżą bardzo zachowawczo i bezpiecznie.

Maluch, po prostu Maluch

Wbrew temu co większość z Was myśli, uważam Malucha za fajne auto na początek. Z kilku powodów – jeździ z gokartową precyzja, nie pozwoli ci wyjechać w trasę (a nawet jeśli, szybko zginiesz pod kołami TIRa nie czyniąc nikomu krzywdy) a zimą na parkingu pod Auchan nabierzesz szlifów rasowego driftera. Tak uważam głownie dlatego, że sam miałem Malucha jako pierwsze (no, ex equo z Polonezem ojca) swoje auto. I jakoś żyję. I nie narzekam.

Honda Civic z okolic 1993 roku

Całkiem niegłupim wyborem jest Honda Civic (tzw. żaba) z mniej więcej 1993 roku. Samochód nawet dziś wygląda rewelacyjnie i ma to coś, co czyni Cię dumnym i pewnym siebie. Nie oszukujmy się – żaden młody, 19-letni kierowca nie chce podjeżdżać pod uczelnię Daewoo Nexią czy Roverem 214. Ta Honda wygląda lepiej. I na szczęście niespecjalnie pozawala tą pewność siebie przełożyć na brawurową jazdę, gdyż 99% dostępnych egzemplarzy to delikatne 1,3 najczęściej zagazowane. A więc nikomu krzywdy nie wyrządzisz – co najwyżej szybko kończącym się piskiem spod świateł i głośną muzyką z przegiętych głośników. No i szybko tą Hondę sprzedasz, bo okaże się droga w naprawach, nadspodziewanie awaryjna (gaz, wiek, nielekkie traktowanie) i wcale nie tak fajnie jeżdżąca. Wiem, bo miałem. Ale do dziś ją wspominam. I dlatego Tobie też takiej życzę – lepiej chyba takie auto wspominać niż Skodę Favorit zwaną „grzechota”.

Tak, wiem że niechcący możesz się pomylić i zamiast dychawicznego 1,3 kupić wariacki V-Tec. Ale zluzuj beret – jeśli uda ci się znaleźć takiego wypasa bez wspawanej ćwiartki i prostowanego dachu, od razu potem zagraj w Lotto – szóstkę masz jak w banku. A porad dla milionerów nie podejmuję się udzielać.

Auta na “F”

Też was przestrzegano przed autami na „F”? Żeby unikać Fordów, Fiatów, francuzów i tych fiatowskich Alf, prawda? A ja uważam, że to idealny wybór na pierwszy samochód. Przystępne cenowo Fordy są całkiem przyjemne – nieźle jeżdżą, mają słabe benzynówki pod maską i tanie części zamienne. Fiaty są miejskie, niewysilone i nikt nie będzie chciał się z Wami ścigać – bo z Fiatami po prostu nikt się nie ściga, stojących na światłach Fiatów się nie zauważa. Francuzy nauczą cię podstaw elektryki i mechaniki. Co ja mówię „podstaw” – spokojnie podwaliny pod pracę doktorancką sobie zbudujesz. No i są komfortowe, co zniechęca do wariacji. A fiatowskie Alfy za niewielkie pieniądze to… nie, nie będę kopał leżącego. Wiemy przecież, że to nie są samochody. To są samostoje. A więc ekstremalnie bezpieczne i nieszkodliwe. W sam raz dla kipiącego hormonami nastolatka.

Z aut na “F” są jeszcze foldzwageny, ale te pominę, bo akurat tam poniżej polecam Golfa.

Mercedes, każdy Mercedes

A co, jeśli mimo młodego wieku wcale nie ciągnie cię do zadziornych kompaktów i tanich aut? Kup Mercedesa. W sumie dowolnie jaki model. Każdy Mercedes jest autem nobliwym, statecznym i tak samo mocno zachęca do drogowych wariactw, jak mocno Actimel wzmacnia odporność. Nawet wielka klasa E z dynamicznym dieslem sprawi, że będziesz uprawiał cruising, zamiast dymić przy źle wbitych redukcjach i zamiatać tyłem. Co ja piszę – jakie źle wbite redukcje? Przecież każdy Mercedes jest w automacie. Jedna uwaga – potem do końca życia będziesz musiał jeździć automatami. Ale to nic złego – o ile będzie Cię w dorosłym życiu stać na BMW, VW czy inne cacka z dwusprzęgłowymi skrzyniami.

Kup jakiś agrotuning

Na koniec coś kontrowersyjnego, ale wcale nie tak głupiego, jak by się wydawało na pierwszy rzut oka. Otóż – kup sobie mocno stuningowanego Golfa (najlepiej III lub IV) albo prastarego, ale (moim zdaniem!) ładnego Opla Calibrę. Powtarzam – te auta muszą być już przez kogoś stuningowane. Najlepiej, by ich poprzedni właściciel opłacał KRUS.

Skąd ten pomysł? Bo nawet na osiedlu będziesz się taczać – inaczej urwiesz zderzak lub złamiesz „dyfuzor”. Na większości dróg pozamiejskich będziesz okupywać prawy pas – również z uwagi na wyboje. W mieście będziesz jeździł wolniej od autobusów – bo nie da się jechać szybko, gdy z uszu wycieka ci osocze a żołądkiem wstrząsają torsje powodowane przez tubę basową w bagażniku. Na prostej i równej drodze również nie pokozaczysz, bo jak zbyt gwałtownie zredukujesz lub gaz ujmiesz to ci LPG tak strzeli w kolektor, że do poszukiwania rozstrzelonych elementów silnika będzie Ci potrzebna wiza. No przecież nikt w takie auta nie montuje odpowiednich instalacji gazowych – cóż to byłby za fun?! Montuje się te najtańsze i przed każdą jazdą (oraz kilka razu w jej trakcie) ręcznie wykonuje się strojenie i regulacje. A to uczy pokory i buduje relacje kierowca-samochód.

Co więcej?

To chyba wszystko. Generalna zasada jest taka – kup coś, co pozwoli Ci poznać niuanse mechaniki, coś co wygląda na szybkie ale takie nie jest albo coś nowego, co będzie drenować Twoją kieszeń. Dzięki temu szybko nabędziesz szacunku do auta i zrozumiesz, że jechać a dojechać to dwie różne, i w przypadku Twojego szczenięcego wieku, często wykluczające się czynności.

Nieźle się wymądrzam, prawda?




Wpis opublikowany dnia 05.11.2010
Kategoria: [Porady], [Rozważania] | Tagi: , , , , , , , , , ,
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 23

  1. Zbigniew 'zibi' Jarosik ( November 5th, 2010 13:58 )

    Polecam ałto na eF. Ford Escort, najlepsiej w dizlu 1.8. Zajefajne zawieszenie, genialnie trzymające w zakrętach, tuleje wymienia się tylko dwa razy do roku, zużycie bunkra jest rozsądne, nie puszcza z torbami, ciasnota pod maską szybko oduczy cię robienia pewnych rzeczy samemu i zmusi do przekalkulowania, czy lepsiej siedzieć 8h pod autem aby wymienić nagrzewnicę czy załapać fuchę na 4h i dać do mecha. 1/8 dizla jest baardzo elastyczna, spod świateł delikatnie sprzęgając idzie i z IIIgo. Jadąc po mieście wybacza wbicie II zamiast IV czy I zamiast III. Na trasie przy 1pln i powyżej buja się majestatycznie, więc trzy razy pomyślisz zanim zaczniesz wyprzedzać. Części tanie i dostępne. Polecam wersje Ghia z szybami w prądzie i szybrem, ale automat omijać z daleka.

  2. Przemek ( November 5th, 2010 14:10 )

    Jeśli ja miałbym to tym decydować, to obowiązkiem powinno być przez pierwsze 1/2 roku po zrobieniu prawka jeździć Maluchem (tak jak ja;).
    Uczy mechaniki, determinacji, i (co najważniejsze) pokory.
    A i komfort jazdy jest, bo uszy zasłonięte…

  3. Przemek ( November 5th, 2010 19:58 )

    A ja jako drugi właścicielmojego pierwszego w życiu Lanosa w koloże beż jestem skory wysunąć tezę by jako pierwsze auto kupić sobie właśnie Lanosa.
    W tico zginiesz przy zderzeniu ze skuterem.
    W matizie nawet kiedy jesteś facetem zostaniesz żoną i będziesz nim jeździł do marketu.
    W nubirze będziesz myślał, że jedziesz limuzyną a co za tym idzie to Tobie jako przyszłemu premierowi/prezydentowi należy się cała droga.
    W leganzie… nie kupisz leganzy bo jak na daewoo to zbyt drogie (za tą samą kasę można mieć stjuningowaną calibrę).
    Lepiej zamienić z czasem lanosa na leganze, bo ta druga jest duża wygodna i części są tanie.

  4. mosfet ( November 5th, 2010 21:10 )

    ee tam.
    Ja swoją siedemsetą to byłem niepokonany na drogach, co prawda z piskiem nie ruszała, ale jak już ją do 120 rozpędziłem na trasie to było mi szkoda hamować i się wyprzedzało po kolei co się natrafiło. Nie patrząc czy ciągła, czy przerywana, czy wzniesienie, czy most, czy wiadukt. Po prostu rozpędzenie z 90 do 120 trochę trwało, a ja byłem niecierpliwy. A wyprzedzanie nowych zachodnich samochodów sprawiało mi niesamowitą frajdę.
    Więc maluch jako konstrukcyjnie podobny powinien być zakazany dla młodych kierowców.

  5. Zbigniew 'zibi' Jarosik ( November 5th, 2010 23:13 )

    E, jak się ktoś chce uczyć elementarnych praw mechaniki to polecam trampka. Dolewanie miksolu, podwieszanie bandażem elastycznym urwanego kolektora wydechowego, wymiana pierścieni na polu w środku nocy z płaską latarką w zębach, wymiana tylnego koła… razem z całym wahaczem, składanie stacyjki, obsadzanie przedniej szyby, wymiana szczęk, wymiana amortyzatorów, wymiana tłoków, wymiana uszczelek pod głowicami, wystrzeliwujące świece (jedna mi zrobiła dziurę w masce), wymiana zapłonu na elektroniczny od tavrii, jazda na benzynie rektyfikowanej i eksperymenty z etanolem (dobacznie, że tak powiem, nie doustnie), wymiana sprzęgła (pieprzone śrubki 10-tki, niby o podwyższonej twardości – urwałem dwie), zatarcie silnika (potężny accu i brak paliwa – czytaj brak smarowania), zamykanie budzika na obwodnicy, machanie klamką od zakrystii, ślizgi na pasie startowym i ten absofakinlutnie niezapomniany, kompkurwaletnie fantastyczny (baaaaambambambambam!) gang silnika.
    W sumie do rozebrania auta na elementy pierwsze wystarczą klucze 10 (sprzęgło i elektryka), 13 (wszystko prawie), 14 (wydech), 17 i 19 (zawieszenie i koła) i 22 (do odkręcenia piast).
    Eh… Gdybym miał więcej czasu to bym sobie kupił…

  6. Motorized ( November 6th, 2010 23:15 )

    A ja proponuje zagazowanego Poloneza jak ktoś chce wydać dwie pensje studenta na auto:) Albo jedną.

  7. Piotrek ( November 6th, 2010 23:55 )

    Myślę że każdego młodego kierowcę stać na zagraniczne auto – Skoda Favorit lub Łada Samara to jest to.
    Ponoć trzeba tylko uważać na tureckie części zamienne do Skody – słychać opinie, że są złej jakości.

  8. kszyhu ( November 7th, 2010 09:20 )

    Wszystko ok., ale co jeśli nie mam 17-19 lat, a +30 (tak, tak – w tym wieku też dostaje się _pierwsze_ prawo jazdy)? Mi też polecisz malucha? Nigdy w życiu nie spojrzałbym już sąsiadce w oczy :)

  9. Blogomotive ( November 7th, 2010 10:09 )

    @kszyhu: Bierz co chcesz. Radzić to ja mogę szczawiom po ogólniaku, a nie basiorom 30+ ;)

  10. kk ( November 7th, 2010 10:54 )

    oj Blogo blogo… zaprzeczasz sam sobie

    w poprzenim wpisie odradzasz seicento/cc a ze wzgledu na bezpieczenstwo a tutaj polecasz malucha – ktory raz ze niesamowicie stara konstrukcja a do tego ma napęd z tyłu i napewno nie jest łatwiejszy w opanowaniu od sc/cc

    Odradzasz BMW ze względu na tylny napęd a tutaj polecasz mercedesa…

    co do agro tuningu to nie polecił bym czegos takiego najgoszemu wrogowi…

    A golf…. na 10 skradzionych aut w PL, 8 to VW a w tym 5 golfów… a kogo młodego stać na AC?

  11. Alex ( November 7th, 2010 15:48 )

    Proponuję jakiegoś 7metrowego Cadillaca z V8. Jeździć szkoda, bo chleje jak wściekły. Problem z parkowaniem. W 90% sytuacji mając go pojedziesz autobusem. Tak. Bardzo bezpieczne i pewne auto:)

  12. goscinny ( November 8th, 2010 11:19 )

    Czekam na kolejne części tak pięknie zaczętego cyklu. Może by tak “Auto dla/nie dla gerbera”? Albo coś dla kobiet (lub nie)?

    A na pierwszy samochód poleciłbym nissana sunny, najlepiej w dizlu. Znajomy nissan wozi już trzeciego z rzędu prowojazdowego świeżaka i nadal całkiem dziarsko jeździ. W dodatku z tych, którzy uczyli się na sunny są teraz całkiem przyzwoici kierowcy.

  13. Blogomotive ( November 10th, 2010 12:35 )

    @goscinny: No sam nie wiem. Dość już się na wymądrzałem. Choć “Najlepsze auto dla kobiety” kusi, kusi… Tylko nie chcę w konflikt z Rybą popaść.

  14. Autogielda ( November 11th, 2010 18:18 )

    Polecam Rover 214i :)

  15. karol ( November 12th, 2010 14:31 )

    Długa myslałem co napisać poniewaz jestem w miarę młodym kierowcą… Świetny pomyśł na furę to Volkswagen Caravelle, dlaczego? Dlatego, że: dla kumpli jesteś guru – masz zaproszenie na każdą imprezę, robisz kazda imprezę w busie – wakacje obowiązkowo z dużą grupą znajomych we Władku. acha jest mała wada – fajnie gdy jesteś abstynentem. A fura ma swój styl, do zielonego koloru można się przyzwyczaić, silnik – jest.

  16. Zik C ( November 12th, 2010 20:02 )

    .. a moje pierwsze auto to Ibiza 1.4 zagazowana. Polecam gorąco!! Nie wygląda tak epokowo, chociaż z rocznika 94, części tanie jak barszcz, większość naprawisz w garażu. Mimo że ma już 260tyś, chociaż pewnie więcej, to jestem bardzo zadowolony i boję się, że jak kupię takiego 5-latka, to nie będę tak zadowolony, bo wiecie.. wszędzie elektronika, komputery, czujniki… ehhh…

  17. goscinny ( November 15th, 2010 13:50 )

    @ Blogo
    olej najlepsze. “Najgorsze auto dla kobiety” – o! – to może spowodować konflikcik jak się patrzy :)

  18. Blogomotive ( November 15th, 2010 13:54 )

    @goscinny: Zrobię to, już nawet prawie napisałem. Ale mi się nagle zachciało najlepsze i najgorsze z każdej marki opisywać i wsiąkłem w temat bez reszty.

  19. goscinny ( November 15th, 2010 14:11 )

    Publikuj! Nie czekaj!

  20. Blogomotive ( November 15th, 2010 14:16 )

    @goscinny: “Publikuj”… boszszsz, jak to dystyngowanie brzmi. Może jeszcze zaczniecie się do mnie zwracać per “Panie Redaktorze”?

  21. goscinny ( November 15th, 2010 14:22 )

    Jaśnie Panie Blogoredaktorze! Racz ożywić nam maluczkim dzień porcją swojego ciętego humoru i trafnych spostrzeżeń, które już spisałeś. Nie trzymaj ich tylko dla siebie, inni tez są ciekawi :)

  22. Motogen ( November 16th, 2010 11:16 )

    Z tych wszystkich chyba najbardziej polecam Honde. jednakże na pewno nie będziesz jedyny z takim autem, gdyż niestety, ale jest chyba już na równi z Golfem co do popularności wśród młodych zaciętych sportowców. Jak pisze autor wygląd świetny nawet dziś. Malucha odradzam i ogólnie uważam, że powinny one zniknąć z naszych dróg.

  23. Przemek ( November 24th, 2010 15:29 )

    Ja równierz polece Honde(ten model ze zdjecia to tzw, jajko a nie żaba. Żaba to model nowszy 6 gen)
    Jako mlody kierowca rocznik 91 prawko mam ponad rok zdecydowanie polecam rowiesnikom i innym kierowca honde jako 1wszy samochod. Hania jak na swoj jest bezawaryjna, co do silnika to nie polecam 1.3 tylko 1.5 vtec lub 1.6 vtec w nadwoziu coupe. Spalanie tego samochodu nie jest tragiczne a wrazenia z jazdy naprawde duze wiem bo jechalem. Podsumowujac Hanka to najlepsza propozycja dla mlodego kierowcy, poniewaz sie nie psuje tak jak samochody na F, ma fajny uklad jeszdny i calkiem dobre przyspieszenie poza tym wersja coupe jest ładna i nie trzeba sie jej wstydzic przed kolegami w przeciwienstwie do posiadaczy agrotuningowanych golfow czy calibr.



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!