#198 Najlepszy vs. Najgorszy (F-I)

Wśród sponsorów znalazły się literki F, G, H oraz I, przy czym G mocno na wyrost. Zobaczmy, co dobrego i złego ma w swej historii Ferrari, Fiat, Ford, FSO, Honda, Hummer, Hyundai, Inifiniti oraz Isuzu.

Najlepsze Ferrari | Najgorsze Ferrari

Nie potrafię wybrać ani najlepszego, ani najgorszego modelu Ferrari. Jakoś specjalnie żaden mnie nie kręci, ani żaden specjalnie nie odrzuca. Ot, takie lekko rozpłaszczone Seicento Sportingi ;) Poza tym mam wrażenie, że ich design jest jakiś taki oczywisty – szerokie, obłe, niskie z przodu, ascetyczne wewnątrz.

Zróbcie test i zaparkujcie obok siebie dowolne Ferrari i dowolne Lamborghini. Tak, zgadzam się że to do Ferrari przytulicie najpierw swoje ciało. Lecz ciałem tym będzie tyłek – oprzecie się nim wygodnie o nadkole lub bagażnik, by na spokojnie móc podziwiać kosmiczne Lambo.

Najlepszy Fiat | Najgorszy Fiat

Najlepsza jest Panda – bo takie samochody są esencją Fiata. Niezłe jest też Seicento i Cinquecento, ale ich sztywność karoserii pozostawia wiele do życzenia – a to budzi mój lęk od zawsze. Acha – nie zapomniałem o Maluchu, kocham ten samochód szczerą miłością nastolatka. Jednak z Pandą przegrał. Choć gdybym miał na bezludnej wyspie wylądować z jednym jedynym modelem Fiata, wybrałbym Malucha, by móc driftować wokół palmy.

Najgorsza jest Croma – to nawet ładne auto, które niestety jest kompletnym niewypałem. Fiat po prostu nie ma co wchodzić w segment aut bardziej luksusowych niż Bravo. A jeśli już, to nie w formie otłuszczonego kombi. Dacie wiarę, że nowa Croma chodzi (chodziła?) za coś ponad 100,000 zł?! Sto kafli za Fiata, no tego to jeszcze nie było!

Acha – niedawno tutaj (oraz prawie 2 lata temu tutaj) wyjaśniałem, czemu najgorsza nie jest Multipla. W skrócie: jest brzydka, ale nie najgorsza, bo jak napisałem: “By najpierw zaprojektować, potem wyprodukować a na końcu wprowadzić do salonów tak brzydkie auto trzeba mieć jaja kurna jak berety, albo i nawet większe od kostki bauma.“. A taką odwagę graniczącą z brawurą należy docenić.

Najlepszy Ford | Najgorszy Ford

Najlepszy jest Focus – każdy Focus. Nawet ten najnowszy pewnie też będzie najlepszym Fordem. To właśnie Focus sprawił, że o Fordzie zaczęto mówić jak o mistrzu usportowionych zawieszeń. Świetne auto. Ale wygrało w moim rankingu o włos z czadowym Escortem RS2000 (nie mylić z RS200), na którego chorowałem tuż po zrobieniu prawa jazdy. Dlaczego zjawiskowy Ford GT tu się nie pojawia? Bo jakoś mi pospolity znaczek Forda nie leży dobrze na takim superkarze.

A najgorszy jest chyba Ford Probe – szkoda, że Mazda zgodziła się tak zepsuć idealny wręcz model MX-6. Nie lubię takich wysilonych modeli. Jak się nie ma fajnego coupe w ofercie, to się go po prostu nie ma i już. To nic złego, żaden wstyd. A na pewno mniejszy, niż nakładanie tak chałowej karoserii na prześwietnego japończyka.

Najlepsze FSO | Najgorsze FSO

FSO nie oceniam. Zbyt emocjonalnie podchodzę do Poloneza. Prawko zdawałem na Maluchu, ale pierwsze jazdy samodzielne robiłem właśnie na Poldonie taty. Cóż to były za emocje…

Najlepsza Honda | Najgorsza Honda

Najlepszy jest chyba jednak NSX, bo to ten wóz zbudował legendę Hondy jak producenta aut sportowych. Choć i mój Civic z roku 1994 nie był zły, szczególnie jako 160-konny VTi. Choć i malutki wariat określany mianem S2000 też zły nie jest. Choć i najnowszy Civic (mnie się nie podoba) może za niezłą Hondę uchodzić, bo co by o nim nie mówić, styl jakiś tam ma. No i wysokoobrotowa szlifierka zwana Integrą nie jest zła. A pierwszy CRX – to maleństwo jadowite? Czyż to nie jest esencja Hondy? Ale jednak zostanę przy NSX.

Aż tu nagle (Wtem!) powstała najgorsza Honda wszechczasów – 5-drzwiowy Civic poprzedniej generacji. Kto wpadł na tak szalony pomysł, by na malutkich kołach postawić ogromny kubek po jogurcie?! A tuż za tym bździdłem na kółkach od taczki plasuje się poprzednie City – głównie za urokliwie głęboko w nadkolach schowane malutkie koła. Jakby kto za dużą karoserię na za małym podwoziu postawił. Wizualny dramat charakterystyczny dla pierwszych Polonezów.

Najlepszy Hummer | Najgorszy Hummer

Każdy jest do dupy. No, może poza modelem H1 – tym wojskowym zrobionym na bazie wojskowego Humvee, ale na oczy go nie widziałem, więc nie bardzo jestem w stanie sobie jego rozmiar wyobrazić. Tak czy siak, nie oceniam.

Najlepszy Hyundai | Najgorszy Hyundai

Najlepszy jest Coupe, zwany Tiburonem za oceanem. Bo jest chyba już ostatnim przedstawicielem w miarę tanich aut o sportowym wyglądzie i zapędach. Dziś, jeśli jakiś producent zdecyduje się zrobić auto „sportowe”, od razu wywala za niego cenę zaporową dla młodzieży. Hyundai Coupe jako nowy co prawda super tani nie był, ale używki chodzą za grosze i z tego co kiedyś kątem ucha podsłuchałem, nie są wcale jakieś bardzo awaryjne. Santa Fe (ta poprzednia, bo nowa to otyły amerykan) też mi się podoba, ale chyba nie na tyle, by być najlepszym Hyundaiem.

Najgorszy jest Getz – kompletnie nie wiem, po co powstał. To w miarę współczesne auto, które wygląda jakby żywcem je wyjęto z lat 80-tych. I do tego jeszcze Robert Leszczyński, który szmacił się reklamując je w prasie – koszmar designu, marketingu, PR-u. Bardzo zły jest również Matrix – oj bardzo bardzo.

Najlepsze Infiniti | Najgorsze Infiniti

Uwielbiam każde współczesne Infiniti. Jeśli miałbym wybrać to jedno najlepsze, to biorę FX, choć za SUV-ami nie przepadam. Ale z drugiej strony – taki SUV to jak nie SUV!

A najgorszy jest niestety model G w prześlicznej wersji coupe. Raz w nim usiadłem i mi wystarczyło – wysoko i niewygodnie jak w pierwszej generacji Punto. Dla mnie tragedia, ale wiem, że dla kogoś o wzroście 165cm to może być auto życia. Bo jest śliczne. Aż szkoda nazywać je “najgorszym”.

Najlepsze Isuzu | Najgorsze Isuzu

Isuzu olewam. To chyba bardziej producent silników diesla dla Opla niż jakichkolwiek aut.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Nawigacja dla zagubionych: AB CDE FGHI JKL MN OP R S TUVWZ

9 komentarzy

  1. Jako fanboj Forda czekałem w napięciu na tę markę, ale szczęśliwie same trafne typy. Focus, Escort RS1600/2000? Miód lejesz na serce me. Jeszcze tylko brakuje choćby wzmianki o nowiusieńkim Mustangu (2010/2011), który udowadnia że także 100% amerykańskie Fordy dogoniły już w zasadzie Europę (GT to już konkurent M3 jeżeli chodzi o osiągi). Ofiary z niemowlaków pozwoliły wykrzesać z zależnego tylnego zawieszenia doskonałe właściwości jezdne, a po dołożeniu nowiutkiego widlastego 5.0 (i Ecoboostów w drodze) i zapakowaniu w genialne linie nadwozia (osobiście uważam poprzedniego Mustanga, tego z okolic 2005, za paszteta) powstał naprawdę ekstra wóz. I w stanach można mieć go już za śmieszne pieniądze. Zazdroszczę.

    A choćby wzmianka o Ferrari? (I o tym, że F40 jest najlepsze?)

  2. Fordy. Jeździłem 2 lata starym Essim, klekot 1.8. To auto miało boską zawiechę. Trzymało się drogi jak polityk stołka. RS2000 widziałem na Orskim w Sopocie. Przeszło 200 kobył pod maską, 4×4 i nadal właściwie… Escort ;D Jechało aż miło.

    Sorry za rozczłonkowanie commentów, ale tak wygodniej mi myśleć ;P

  3. Honda. CRX, klasyczne żelazko. Najpiękniejsza zabawka, obiekt moich samochodowych marzeń sennych. Żeby jeszcze była wersja 4×4…
    Najgorsza – City. Aż drgawki obrzydzenia przechodzą, obleśne, budyniowate, na nibynóżkach.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *