#198 Najlepszy vs. Najgorszy (T-Z)

To już ostatnia część długiego i pracochłonnego cyklu. Z jednej strony mi ulżyło, bo pisać codziennie nie jest łatwo, z drugiej trochę mi szkoda, bo to był samograj. Nic to, dziś Tata, Toyota, Trabant, UAZ, Volkswagen, Volvo, Wartburg, Yugo, Zaz i kilka zupełnie nieznanych marek.

Tata

Tak, macie rację – tak samo jak Wy, ja też śmieję się z tej firmy i jej aut. Ale mam nadzieję, że macie świadomość tego (bo ja mam), że już za kilka lat ten śmiech nam w gardłach uwięźnie. Tata spokojnie może być lepsze od Kii, Hyundaia i połowy aut japońskich. Kasy mają jak lodu.

Tesla

Ani te ich auta ładne, ani mnie elektryczne silniki nie wzniecają… takie jedno wielkie phi.

Toyota

Najlepsza jest Celica VI generacji (1993-1999). To ten samochód sprawił, że Toyota w moich oczach do dziś jawi się jako marka sportowa. Wiem, że obecnie to absurd, ale nic na to nie mogę poradzić – Celica to taka moja Magdalenka. Pierwsze rajdy jakie na żywo widziałem, obfitowały w Celiki.Kuzaj Ś.P. Janusz Kulig śmigał wtedy Meganką MAXI, a będący na gościnnych występach kierowcy z Czech i Niemiec właśnie Celikami driftowali. Pamiętam, że kiedyś spiesząc się na OS zobaczyliśmy gdzieś na dojazdówce zaparkowaną Celikę GT4. I tyle żeśmy OS widzieli. Mam z tą Celiką chyba ze 200 zdjęć strzelonych moim pierwszym nowoczesnym lustrem, Canonem EOS 500E.

Supra jest przegięta. Fajna jest Corolla V generacji (1991-1997). Doceniam potęgę i renomę Land Cruisera. Lubię Yarisa. Podobała mi się MR2 pierwszej generacji za udawanie Ferrari. Mistrzowska jest Previa. Ale nie ma Toyoty nad Celikę. Kropka.

Najgorsza Toyota to chyba Corolla IX generacji – ten poprzedni kanciak. Ni to Japończyk, ni to Niemiec z lat 90-tych – takie jedno wielkie błeee… Nie ma ładnej wersji nadwoziowej – 3-drzwiowa kuleje w proporcjach, 5-drzwiowa ma tandetną linię szyb a kombi to pudełko. I do tego ten dziw-nad-dziwy w środku – zegary podświetlane na biało, a konsola centralna na zielono, przy czym wyświetlacz radia jakby jaśniej. To nie jest złe auto konstrukcyjnie – ono jest po prostu bardzo brzydkie, nijakie i nudne.

Auris też mnie drażni za zbytnie podobieństwo do Yarisa. Ale mimo tandetnego wykonania wnętrza, jest ono fajnie narysowane.

Trabant

Koleżanka kiedyś kupiła sobie Trabanta kombi z silnikiem od VW Polo. Tak się złożyło, że kupiła go na kilka dni przed odebraniem prawa jazdy, więc razem ze Stopsem po niego pojechaliśmy. Koleżanka dała nam kasę, myśmy zapłacili (oczywiście sprzedawał emeryt) i ruszyliśmy w miasto. Cóż to była za jazda – Trapcio był na zimówkach i mocy miał nadwyżkę, więc na zakrętach palił gumy tak, że od smrodu chciało nam się rzygać. Re-we-lac-ja. Ale najlepszego i najgorszego nie wskaże, bo się nie znam.

Tramontana

Nie macie pojęcia, o czym mówię, prawda? Ja też nie mam ;) Wyszperałem fotkę tego auta w sieci i wiem tylko, jak nazywa się firma co je wyprodukowała. Nie wiem nawet, czy robi jakieś inne modele. Ale to nie jest ważne. Nic nie jest ważne przy tym, jak ten wóz wygląda. Powiem Wam jak wygląda, ale pod warunkiem, że najpierw od monitorów odejdą osoby niepełnoletnie. Już? OK. No to on wygląda tak, że ja pierdolę!

TVR

Absolutnym mistrzem jest model T350 – za mega agresję z przodu i kompletnie koszmarny tył. To właśnie takie absurdalne połączenia są zapamiętywane na wieki.

Najgorszego nie ma, bo TVR to fajna marka. Nazwę ma fajną. I fajnie nazywa modele: Chimaera, Cerbera, Griffith, Sagaris, Tuscan. Gdyby szukali nazwy dla nowego auta – proponuję „Koshmar”. Bez kitu, pasowałby.

UAZ

Nie znam się kompletnie na UAZ-ach – kilka z nich ma jakieś normalne nazwy, a reszta to numerologia. Nie ogarniam, ale wiem, że z tych wozów nie wolno żartować – są cholernie dzielne.

Venturi

Phi.

Volkswagen

Najlepszy jest Golf. I co do tego naprawdę nie można mieć wątpliwości. I nie piszę tego dlatego, że silę się na obiektywizm. Mam w dupie obiektywizm. Nawet nie jestem pewien, czy istnieje coś takiego jak obiektywizm. No bo jak można wygłaszać obiektywne sądy – przecież skoro ja je wygłaszam, to są subiektywne, co nie? Ale dość już tych dywagacji, nie chcę byście pomyśleli, że tym bralczykowaniem odwracam uwagę od Golfa.

Dawno temu, gdy czasy Garbusa przeminęły bezpowrotnie, jedynym cieszącym się uznaniem VW był właśnie Golf. Potem zupełnie nieoczekiwanie na faworyta menadżerów wyrósł Passat. Dlaczego zatem nie jest najlepszym VW? Bo jego obecna generacja podchwyciła design, który powstał dla Golfa. To jest dla mnie wyznacznik siły modelu – gdy na nim wzoruje się cała reszta aut z rodziny. A poza tym Golf wcale nie jest taki zły. Jest trochę brzydki i nudny, ale nie jest zły.

Passat CC też jest fajny, ale to moim zdaniem chwilowy model – pewnie za kilka lat VW zdecyduje się zakończyć jego produkcję. To auto jakoś mi do gamy VW nie pasuje. Scirocco jest mistrzem, ale ciężko o nim mówić jak o najlepszym VW – bo to przecież Golf, tyle że inną blachą okryty. Acha – bardzo doceniam Polo. Jest w klasie aut miejskich (choć ciężko dziś o nich tak mówić) tym, czym kiedyś był Golf w kompaktach. Nowe Polo wygląda świetnie (ha! – to zasługa Golfa) i moim zdaniem jest o klasę bardziej dojrzałe niż tak bardzo chwalona Fiesta.

A najgorszy VW to bez wątpienia Touareg. Brzydkie to, prostackie a kosztuje jakby miało podsufitkę wysadzaną brylantami. A poza tym wygląda jak zbudowana w skali 1,5:1 tania wersja Golfa kombi na rynek Brazylii czy innego Meksyku.

Nie lubię też poprzedniego Passata (lub aktualnego, bo ten najnowszy chyba jeszcze nie jest w salonach) – bo ma skopane proporcje: zawsze za małe koła, za ciężki i długi bagażnik. Ale o dziwo siedzi się w nim tak rewelacyjnie, że o całej jego zewnętrznej niezgrabności się zapomina.

Bardzo też nie lubię Golfa V, bo jest po prostu koszmarnie brzydki – z tymi swoimi rozlanymi światłami wygląda jak smutny kundelek, co ma jakieś ropne zapalenie spojówek. Ale nie odrzuca mnie tak bardzo jak Touareg.

Volvo



Najlepszy jest model S80
– bo nadal, mimo upływu kilku miesięcy, jestem nim zauroczony. Wygląda elegancko, jest rewelacyjny wewnątrz i tak jak już pisałem, pozwala się wyluzować. Tak bardzo wyluzować, by na pytanie kolegi „Ale na miłość boską, dlaczego za TAKIE pieniądze kupiłeś tylko Volvo?” odpowiedzieć „Nie znasz się”.

Doceniam też poprzednią generację S60, bo od niej się wszystko zaczęło. To ten model sprawił, że Volvo zaczęło jakoś wyglądać. To ten model spotykam codziennie na mieście dziesiątki razy. Setki much nie mogą się mylić. Sęk w tym, że to akurat nie jest zbyt odległe porównanie, bo w każdym S60 w jakim siedziałem, coś strasznie nieciekawie pachniało… by nie powiedzieć, że waliło.

Bardzo też lubię V50 – coraz mniej mam przeciwko lekko wylaszczonym autom kompaktowym. Jeździ toto jak Focus, a wygląda świetnie. Kto bogatemu zabroni.

A najgorszego Volvo nie ma. Przyznam się Wam, że w brudnopisie miałem tu wpisane C30, ale jak zacząłem przeglądać jego zdjęcia, to się ugiąłem. Faktem jest, że samochód ten jest pozbawiony sensu i spokojnie może za najgorsze Volvo uchodzić, ale w niektórych ujęciach wygląda tak dobrze, że aż szkoda go tytułem „najgorszego” krzywdzić.

Dlaczego nie piszę nic o starych modelach Volvo, o tych „prawdziwych” Volvo? Bo się z takim rozumieniem rzeczy nie zgadzam. Mnie się stare Volvo nie podobają – wolę współczesne im Saaby. Dla mnie Volvo zaczęło się od modelu S40 – tego robionego w holenderskiej fabryce Mitsubishi. Tego teoretycznie bliźniaka Carismy. Tego, którego wersja kombi w pierwszych latach produkcji nosiła oznaczenie V40, zamiast zwyczajowego V50. Stare kanciki są nie dla mnie – nie potrafię w nich znaleźć grama uroku. Ale się z nich nie śmieję, bo wiem, że wielu z Was albo je ma, albo je lubi. Być może czegoś jeszcze do końca w nich nie skumałem.

Wartburg

Nie znam się. Kolega kiedyś miał. Ponoć silnik Wartburga palił mniej, gdy się go kręciło wysoko. Kolega (wtedy tak jak ja, nastolatek) zawsze jeździł na rezerwie. Więc by oszczędzać wachę, piłował go niemiłosiernie. Ech, to były czasy…

Wiesmann

Fajny, co nie? Bardzo fajny. Bardzo.

Yugo

Pamiętam tylko model Koral i jakiś krótki tekst (chyba w tygodniku „Motor”) o tym, jak to trzeba teraz się bać, bo lada moment Yugo zawojuje motoryzacyjne rynki. Ta.

Zaz

Absolutnie najlepszy Zaz to Tavria. Kolega kiedyś miał. To był mistrzowski samochód. Mistrzowski. Podłogę miał tak przerdzewiałą, że w deszczowe dni tylko gumowy dywanik chronił nas z przodu przed zachlapaniem. Zamki w drzwiach otwieraliśmy patykiem – serio. Fotel kierowcy, pewnie ze względu na zużycie, miał profil podobny do żyrandola – 3 kilometry dawało się bez bólu pleców przejechać. Ale skubaniec odpalał zawsze. I ani razu się nie zepsuł. Byliśmy nim chyba ze 4 razy w Szczyrku. Raz go tak zasypało w nocy, że odkopując go spod śniegu znalezionym nieopodal szpadlem, wybiliśmy tylną boczną szybę. I wiecie co – ten wóz miał taką aerodynamikę, że w drodze powrotnej do Warszawy nie dało się braku szyby odczuć. Nic nie wiało, nie huczało – rewelacja. To mogła byś kwestia prędkości, które osiągaliśmy na trasie – jak dobrze poszło, to i 5 dych szafa pokazała, ale nie wnikam. Wolę żyć wspomnieniami.

Najgorszego Zaza nie potrafię wytypować. Innego poza Tavrią nie znam.

Zenvo

Niestety nie. Przekombinowany. Wygląda jak prototyp jakiegoś Lamborghini, które nie weszło do produkcji. I słusznie.

KONIEC

Już czuję, że wielokrotnie będę do tego cyklu się odwoływał, bo kilka błędów popełniłem. Normalnie o paru autach zapomniałem, jedne niesłusznie wyróżniłem a inne niepotrzebnie skrytykowałem…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Nawigacja dla zagubionych: AB CDE FGHI JKL MN OP R S TUVWZ

14 komentarzy

  1. Kuzaj nigdy nie jeździł Meganką! Obłędnym Megane MAXI jeździł nieodżałowany Janusz Kulig.

  2. Z toyotą trafiłes w sedno :)
    Trabant i wartburg – pierwsze auta mojego Taty (moje jako dziecka) i moje :) Na nich trzeba się znac – jak na uazie (szkoda, że na G nie było GAZa ;)).
    dobry cykl,
    pzdr

  3. Marki z dzisiejszego odcinka mnie nie kręcą zbytnio, ale ostatnio widziałem Camry 2007 w sportpacku ()T-Sport się to bodajże nazywa) z jedwabiście brzmiącym V6. O taką. I podoba mi się to. Tył w stylu nowego Avensisa, tylko ładny. Przód zadziorny. Mimo że jest większy od Avensisa, wygląda lżej i zgrabniej. To jest obecnie moja ulubiona Toyota, choć Celica VI to faktycznie ikona tej marki. Uwielbiam na nią patrzeć, ale nie chciałbym jej w swoim wyimaginowanym garażu ;-)

  4. A wiesz co jest najlepsze?

    Że ideały runeły i na razie nie mam kanciaka.

    Za to zajebiscie wybuchowa mieszanke, auto podwojnie na F:
    Fiata robionego we Francji :D Fiat Ulysse 2.1 td ’98

    Ale do klasyki wroce, czesc kasy na 960 kombi juz mam :D

  5. Ło matko! Skąd wytrzasnąłeś ten pomysł, że wysoko “kręcony” wartburg mniej palił? Jeździłem takim 353w i przy szybkiej jeździe musiałem mocno trzymać kierownicę, bo wir w baku mógłby mnie wciągnąć. A “alfabet” świetny…

    1. @bol: Z tym Wartburgiem to takie moje młodzieńczu “urban legend”. Kolega miał i twierdził, że w 2-suwie tak to działa. A ja się nie znałem, nie weryfikowałem. Wtedy jeszcze wikipedii nie było…

  6. @Blogo – trampek był jeden jedyny słuszny i naukowy. 601, obojętnie czy sedan czy kombi. W sedaka ładowało się słonia w kiełbasach. Auto z dwusuwem 27KM szło jak przeciąg. Jak się miało nieco wprawy to klamką od zakrystii biegi się wbijało szybko i precyzyjnie. No i ta prostota… Wymień samemu nocą w dowolnym aucie pierścienie w 40 minut. Eh…

    Volvo – jedyne słuszne to kanciaki i koniecznie w kombi. W Gdyni widziałem V, którym chciałbym aby mnie woził za życia i po śmierci. Szkoda, że nie był na sprzedaż… Klasyczna, piękna, przedłużona 740, czarna, lakier błyszcząca perła, stan – igła. Nawet firanki w oknach miał oryginalne, choć auto miało już 20 lat. Tak, to był karawan…

    Co do VW – najlepszym jest… nowy SuperB w kombiaku ;P Bo – choć z biedronki – czeszka to nadal VW ;D

  7. O tak Toyota VI generacji piękna, no a nowa to już jest co jest, całkiem inny styl.
    TVR również świetny, z tyłu wygląda zabójczo!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *