BMW| Misja w Monachium (3/3)


Pamiętacie na czym skończyliśmy? Że po wbiegnięciu po ruchomych schodach do pomieszczenia znajdującego się na samym szczycie BMW Museum, zobaczyłem tajemnicze drzwi. I do nich podszedłem. Dokładnie o 14:04 czasu środkowoeuropejskiego. Nadążacie?

Godzina 14:04:25 CET
Nie zdecydowałem się na otwarcie tych drzwi tak od razu. Chciałem najpierw napawać się tą chwilą. Chciałem posmakować sukcesu. Sukcesu, który był tuż za tymi drzwiami.

Godzina 14:04:52 CET
Zza drzwi dobiegł mnie dziwny warkot. To nie warczał sukces, oj nie. Przyłożyłem ucho i wtedy…

Godzina 14:04:57 CET
…potężna siła uderzyła w drzwi od drugiej strony. Oba ich skrzydła otworzyły się z takim impetem, że uderzony w głowę odleciałem na dobre kilka metrów. Nim jednak spadłem na ziemię… klamka znajdująca się na krawędzi dłuższego skrzydła drzwi przekroczyła prędkość dźwięku. Wywołało to falę uderzeniową, która (jak to fala uderzeniowa) uderzyła we mnie. Tuż przed tym, jak skończyłem lot zainicjowany uderzeniem w łeb. I ta fala wystarczyła, bym…

Godzina 14:05:01 CET
… tuż po upadku na posadzkę stracił przytomność.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

No witam Was drodzy czytelnicy!

Pod chwilową nieobecność Rafika… ups, przepraszam, zapomniałam że Wy na niego mówicie jakoś tak Bologo czy Blogo, no coś w ten deseń… a więc pod chwilową jego nieobecność to ja, jego żona Ryba… hihi… w dwóch słowach streszczę Wam sytuację. Otóż mój mąż Raf… ups, sorkens… Blogo stracił przytomność, bo uderzyły go drzwi. A dlaczego go uderzyły, zapytacie? Ano bo się nagle otworzyły. A kto je otworzył? A motocyklista, który nie chciał już jeździć po dachu i sobie chciał wjechać do środka. Bo zmarzł. Hihi. Ale wszystko OK, przeprosił itepe. Nawet pomógł mi Ra… Blogo (Bloga? – kto mu tą ksywkę wymyślił? On sam czy Wy? Litości!)… no pomógł mi go jakoś tak w bezpiecznej pozie ambulatoryjnej ułożyć na takich rurkach ogradzających to pomieszczenie. Fotkę mu zrobiłam. I specjalny rekwizyt za czapkę wcisnęłam. Tak mi przyszło na myśl, bo Terminatora w podróży oglądałam. O takie coś:

No dobrze. Tak. No i tego… to ja może już na razie przestanę blogować. Jeśli nie macie nic przeciwko temu, poczekajmy chwilę, aż mąż dojdzie do siebie, oki? Ale jak długo to może potrwać? No sama nie wiem. Może umówmy się, że wrócicie tu o 12:34, OK? Ja obiecuję, że do tego czasu jakoś go ogarnę.

Całuję,
Ryba.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Już jestem. Głowa mnie boli, ale dam radę. Gdyby nie czapka, byłoby po mnie. Wróćmy jednak do misji.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Godzina 15:07 CET
Ryba mówi, że byłem nieprzytomny przez godzinę. Bardzo się zdenerwowałem. Nie mogę sobie teraz przecież tracić ot tak przytomności, gdy mam misję do wykonania. Wstałem i na miękkich jeszcze nogach podszedłem do drzwi. Bardzo ostrożnie. Wręcz zachowawczo.

Godzina 15:08 CET
Złapałem za klamkę i… i nic. Naparłem na drzwi ramieniem, ale to było bez sensu – wiem przecież, że otwierają się w moją stronę. Więc ponownie je pociągnąłem. Nadal nic. Ryba z daleka krzyknęła, że są zamknięte. “Ale jak to, zamknięte?!” – odkrzyknąłem. Przecież dopiero co były otwarte. Wiem to na pewno. Nawet byłem tuż obok, gdy się otwierały. Ryba coś powiedziała ale za cicho, bym usłyszał. Wciąż mi w głowie szumiało. Ponoć to normalne po zderzeniu się z fala uderzeniową.

Godzina 15:17 CET
Kilkuminutowe szarpanie się z drzwiami na niewiele się zdało – nadal pozostawały zamknięte. “Tatusiu, bo motocyklista zabrał klucz” – powiedziała Margolcia. “Jak to zabrał?! Gdzie zabrał?! Jakim prawem, do cholery!” “No no, przybastuj trochę” – skarciła mnie Ryba. Miała rację. Chwila nieuwagi i Margolcia zaniesie do szkoły wulgaryzmy. Potem będę się wstydził chodzić na zebrania. “Mam tego dość” – powiedziałem. “Wychodzimy”.

Miejsce: BMW Welt

Godzina 15:19 CET
Zjechaliśmy ruchomymi schodami i wyszliśmy z BMW Museum. Musiałem kilka spraw przemyśleć. Mój “Plan A” właśnie nie wypalił. Co teraz, co teraz? Usiadłem w zacisznym kącie BMW Welt i pogrążyłem się w marazmie.

Godzina 15:21 CET
Dzieci są urocze. Nawet jeśli nic o życiu nie wiedzą (a tym bardziej o życiu blogera wysłanego na zagraniczną misję), zawsze starają się pomóc. Gdy ja trwałem w marazmie (czytaj: rozmyślałem, planowałem, rozważałem różne opcje), Margolcia stanęła na wysokości zadania i przyszła mi z pomocą:

Tylko co miała na myśli? I skąd u zerówkowiczki takie obeznanie w filmowych memach?! Przecież gdy Ryba oglądała w podróży “Z Archiwum X” Margolcia spała…

Godzina 15:28 CET
Ryba zdecydowała, że skoro i tak tylko siedzę i myślę, mogę to robić w znajdującej się na terenie BMW Welt restauracji “International”. Ja wziąłem sobie pysznego steka, Ryba rybę w sosie bąbelkowym. Margolcia i rybę, i kawałek steka, i pierożki, i chińszczyznę, i zestaw egzotycznych surówek, i napój z mango, i… i wiele, wiele innych rzeczy.


Wcale nas to nie zdziwiło – wszak dzieci z zerówki dzielą się na te bez żołądka (niejadki) i na te, które liczbą żołądków zawstydzają nawet krowę. Magolcia należy do tej drugiej grupy. O ile ma dobry humor. Akurat dziś ma. W przeciwieństwie do mnie. Cały czas myślę o tym jaka to “the truth” jest “out there“. I gdzie to “out there” konkretnie się znajduje.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Jako że chcemy sobie w spokoju zjeść i nie lubimy, gdy kilkadziesiąt tysięcy osób patrzy się nam w talerze, zapraszam na kontynuację wycieczki po BMW Museum. Do misji powrócimy za chwilę.

A zatem… zwróćcie uwagę, jak niebywale skomplikowana jest struktura BMW M6. Samochód w salonie wydaje się taki prosty – jakby był z jednego kawałka wytłoczonej blachy. Tymczasem tych kawałków jest chyba kwadrylion (blacha, aluminium, karbon), a sposób ich montażu naprawdę powala. Wierzcie mi, ale stałem przy tym eksponacie przez dobre 15 minut.

W muzeum jest również bardzo dużo pojazdów historycznych, sprzed co najmniej 70, 80 lat. Ja niestety niespecjalnie się ówczesną motoryzacją pasjonuję. Dla mnie, o czym już Wam wielokrotnie pisałem, każdy nowy model jest lepszy od swojego poprzednika. Ale jedno mnie w tych “pradziadkach” urzekło – wszystkie miały maski silnika zapinane skórzanymi pasami. Jak stare walizki. Gdyby tak samo było dzisiaj, by otworzyć maskę w celu dolania płynu do spryskiwaczy, trzeba by najpierw na pokrętłach wybrać 3-cyfrowy kod. Wtedy odskoczyłyby zatrzaski, otworzyłaby się maska a spod niej wprost na asfalt wypadłyby różne drobiazgi. Zupełnie jak w dzisiejszych walizkach.

Jak już pisałem w poprzedniej części, wnętrze BMW Museum jest naprawdę niesamowite. W pewnym momencie idąc jednym z wielu mostków zauważyłem dziwne auto. Na szybko strzeliłem mu zdjęcie zoomem z ręki (stąd ten rozmaz) licząc, że za chwilę podejdę do niego blisko. Ale niestety – nie znaleźliśmy do niego drogi! Tak zawiły i pokręcony jest ten budynek. Zastanawiają mnie dwie sprawy – ilu jeszcze rzeczy nie widziałem, bo przeoczyłem ukryte przejście lub drzwi w kolorze ściany, oraz co to za samochód:

A tu mój kolejny faworyt – BMW Z8. Z 1999 roku – tak samo jako opisywane w poprzedniej części koncepcyjne Z9 GT. Cóż to był za wybitny rok dla BMW! Wiecie, co mnie w tym roadsterze urzeka? Dwie rzeczy – przepiękna karoseria oraz najpiękniejsza chyba na świecie kierownica. Coś fajnego jest w jej prostocie i tych poczwórnych pręcikach.



Piękne linie, prawda? No to żeby nie było zbyt monotonnie, spójrzcie na ten projekt:


Nawet nie próbujcie się mnie pytać, co to jest i dlaczego tak wygląda. Ale możecie mnie pytać o model Gina z 2001 roku. Jestem jego wielkim fanem. Wiecie o co chodzi, prawda? Poszycie karoserii wykonane jest z materiału obleczonego na skomplikowanych mechanizmach. Drzwi otwierają się niby normalnie, ale zawiasy ukryte są pod materiałem, więc on się po ich otwarciu marszczy. Światła normalnie są ukryte. Po ich włączeniu karoseria “otwiera oczy”. Maska przedzielona jest po środku na pół – gdy chcesz zajrzeć do sinika, ona się otwiera niczym silos kryjący rakiety nuklearne. W środku nie ma żadnych widocznych mechanizmów – wszystko (zmiana biegów, regulacja kierownicy) pokrywa materiał. To chyba jeden z najbardziej działających na wyobraźnię concept carów. A mimo wszystkich tych bajerów – jest po prostu śliczny.

BMW Museum

Nie zwracajcie uwagi ta to, co stoi obok Giny. Postawiono to chyba tam tylko po to, by jeszcze bardziej uwypuklić jej piękno.

A skoro o pięknie mowa, zobaczcie co Margolcia przygotowała specjalnie dla Was. Motylek jest alegorią Waszej lotności i lekkości wypowiedzi, a brak żółtych kropek na jego skrzydełkach ma uczulić Was na pieszych, którzy takiego koloru świateł nie mają na swoich sygnalizatorach. A może o coś innego w tym obrazku chodzi? Sam nie wiem…

A skoro o kolorach mowa, popatrzcie na to pomarańczowe BMW M1 – konkurenta Ferrari i Lamborghini. Czy ktoś może mi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego najlepsza motoryzacyjna marka świata nie ma w swojej ofercie superkara?! Hę?!! Ech, muszę pogadać z ludźmi z BMW. Tak dalej być nie może!

A propos superkarów ;)

A tu naprawdę fajny, malutki rekin. A Ryba i Margolcia pozdrawiają Was “nie machając” z ławki tuż koło jego wydechu.

A na koniec wycieczki zajawię Wam coś, co zasługuje na osobny wpis. I ten wpis powstanie. Ale nie od razu. Muszę się więcej na temat tego fenomenu wywiedzieć, bo temat wart jest głębszego opracowania. Wiecie, zgodnie z zasadą “Blogo bawi, Blogo uczy“. O czym mówię. BMW Art Cars, czyli samochody wyścigowe, których malowanie robili najwięksi mistrzowie świata sztuki.

Ale o tym wkrótce. A teraz wróćmy już do misji.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Godzina 16:17 CET
Zjedliśmy, a ja nadal nie miałem pojęcia, gdzie jest to “out there“. Zeszliśmy na dół BMW Welt, gdzie Margolcia mogła dokończyć malowanie BMW X1, a ja w spokoju mogłem pomyśleć, o co temu brzdącowi mogło chodzić.

GODZINA 16:34 CET
Nie mogąc myśleć na siedząco wybrałem się na mały spacer po BMW Welt. Stanąłem nostalgicznie przy oknie i nagle… wtem… TAK! Już wiedziałem, co brzdąc miał na myśli!

Z kopyta ruszyłem po Rybę i Margolcię. Zobaczcie, co dziecko potrafi zrobić z autem, gdy nikt mu nie przeszkadza:

Godzina 16:38 CET
Z trudem odciągnęliśmy Margolcię od X-jedynki, ubraliśmy się i ruszyliśmy wypełnić misję. Wszystko już miałem w głowie poukładane. Tym razem nie może się nie udać. W przypływie entuzjazmu wyciągnąłem z torby markera i na stojącym nieopodal BMW X3 trzasnąłem autografik:

(Dziś, patrząc na to z perspektywy czasu wydaje mi się, że autograf ten trzasnąłem markerem typu “Permanent”, a nie tym wodnym, które miały do dyspozycji dzieci. Jeśli ktoś z Was kiedyś spotka to białe X3 na mieście – zróbcie fotkę i podeślijcie. Ciekaw jestem, w jakim stanie będzie autograf. Bo że będzie, to nie mam wątpliwości)

Godzina 16:51 CET
Idąc “out there“, czyli dokładnie tam gdzie jest “the truth“, mijaliśmy Centrum Olimpijskie. Robi wrażenie, z bliska jeszcze większe. Sami zobaczcie, co na jego widok stało się z ręką Ryby – zaczęła drżeć i się skręcać. Cóż za niefart, że akurat wtedy, gdy robiłem zdjęcie. To ci pech.

Godzina 17:11 CET
Wjechaliśmy na szczyt wieży Olympiaturm i z poziomu zadaszonego tarasu widokowego spojrzałem w dół. Cały kompleks BMW był u mych stóp. Wiecie, jaki jest plan, prawda? Nie bardzo? No to może tak w skrócie:

Z wieży przerzucam linę na kwaterę główną BMW. Z niej na BMW Welt. Stamtąd na BMW Museum. Zjeżdżam po linie (w zasadzie: po linach), robię fotkę i misja wykonana. Łatwizna. Z radości zdradziłem swój plan Rybie…
- A jak chcesz tą linę przerzucić? Wybijesz tu szybę, czy jak?
- No nie, choć się wdrapiemy tam wyżej, na ten odkryty taras widokowy.
- I co, tam będziesz liną kręcił i nią rzucał? Dorzucisz?
- Ja nie dorzucę?

Godzina 17:16 CET
Co za pech – cały odkryty taras widokowy był okratowany. Niech to szlag! Ale chwileczkę, przecież dam radę wejść wyżej. Wystarczy, że się tu złapie, tu postawię nogę i już jestem na tej platformie z antenami. Tam nie ma zabezpieczeń, będę mógł swobodnie rzucać. Znów z radości zdradziłem plan Rybie…
- A linę wziąłeś?
A niech to k%#$&&*@#, ja #$@%^@*!#! No żesz #$%^@$^%@!!!
Została w hotelu po wczorajszej akcji…

Godzina 17:26 CET
- Zobacz Misiek, zróbmy to tak – Ryba nachyliła się ku mnie i zaczęła szeptać mi do ucha. Hmmm.. muszę przyznać, że miało to sens.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Drodzy czytelnicy. Chciałbym niniejszym ogłosić, że już za chwilę będziecie świadkami wykonania przeze mnie pierwszej misji z cyklu “Blogo w świecie BMW”. Wykonam ją wzorowo, czego dowodem będzie poniższe zdjęcie. Dla porządku przypomnę Wam, jakie miałem zadanie. Oto fragment ORYGINALNEJ treść listu, który otrzymałem od ludzi z BMW Polska. Cytuję z pamięci:

“… bla bla bla… chcemy, byś dokładnie tego dnia wybrał jeden z załączonych rekwizytów i zrobił sobie z nim zdjęcie na TLE dachu, na którym jest ogromne logo BMW… bla bla bla”

Nie miałem tego listu przy sobie, ale głowę daję, że tak właśnie brzmiała jego treść. Poza tym, nie mam jak sprawdzić, bo nam zamókł. Bo trochę siąpiło. I potem nam wypadł. A że wiał wiatr, to gdzieś poleciał.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Godzina 17:34 CET
Długo zastanawialiśmy się z Rybą, co umieścić na rekwizycie. Ostatecznie padło na cytat z filmu “Titanic“. Jakoś tak nam pasował. Sami spójrzcie:

Tak się wykonuje misje!
Uczcie się od hus-de-bossa!

Koniec.

PS. We wtorek z rana wrzucę epilog do całej tej monachijskiej opowieści. Nie możecie go przegapić, choćby ze względu na fakt, iż to właśnie w epilogu Ryba jasno i klarownie wyartykułuje swoje zdanie na mój temat. Ale to nie wszystko, będzie jeszcze o… ale nie uprzedzajmy faktów. Do wtorku, moi Wy dzielni czytelnicy!

Prolog | część 1 | część 2 | to jest część 3 | epilog




Wpis opublikowany dnia 04.03.2011
Kategoria: Blogo w świecie BMW | Tagi: , ,
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 32

  1. Kuba ( March 4th, 2011 08:07 )

    Co za suspens :). Z roboty mnie przez was wywala!

  2. Krasus ( March 4th, 2011 08:15 )

    Ryba zaczyna blogować, czekamy na ryboblog.pl ;)

  3. wyszyna ( March 4th, 2011 08:26 )

    Wiedziałem… Wiedziałem, że to kobieta bedzie ratować całą sytuację, a jak to już jest Ryba, to sytuacja musiała być drastyczna… Dobrze że nie pokazałaś stanu twarzy Rafała po całym zajściu… Bo moglibyśmy przeżyć i afilaktyczny czy jakoś tak…no a poza tym brzydal jest to połowa ludzi obrazilaby sie ze taki brzydal prowadzi ten blog :-)

    Znowu czekać… A zeby go cholera i tego jego cholernego pecha … ;-)

  4. red. ( March 4th, 2011 08:32 )

    rybomotive ;)

  5. Bol ( March 4th, 2011 09:43 )

    Szczęście, że Blogo miał na głowie tę niezwykłą czapkę!
    Przeżyje!!

  6. Bol ( March 4th, 2011 09:49 )

    Mam propozycję- niech już dalej Ryba prowadzi ten
    blog. Styl jakiś taki lepszy a i zakończenie jakże miłe…

  7. Renek ( March 4th, 2011 09:56 )

    Gość przez 4 lata sumiennie bloga prowadzi, a potem wpuszcza na jego łamy małżonkę, która jednym akapitem zdobywa sobie sympatię czytelników. Ot, rodzinne dramaty.

  8. goscinny ( March 4th, 2011 10:17 )

    “Rafik”… to brzmi tak jakoś… psio, hehe :-)

  9. whoBee ( March 4th, 2011 10:20 )

    CHCEMY RYBY, CHCEMY RYBY, CHCEMY RYBY… BOLOGO NA TACZKE..

  10. Blogomotive ( March 4th, 2011 10:30 )

    A weźcie Wy wszyscy idźcie w cholerę! Nie ma Ryby. Jest moja. I blog też jest mój. A za Rafika i Bologo to każdego wyzywam na solówę!

  11. Krasus ( March 4th, 2011 10:50 )

    Może wyzywaj na pojedynki “od świateł”, wszak teraz masz czym:)

  12. Blogomotive ( March 4th, 2011 11:00 )

    @Krasus: Nie znasz naszej polskiej natury? Wtedy każdy chciałby się ze mną sprawdzić i mielibyśmy tu istną nawałnicę “Rafików” i “Bologów”.

  13. chacal ( March 4th, 2011 11:37 )

    to bankowo było ukartowane , bo niby skąd Ryba miała przygotowany gotowy opis do sytuacji ? ha ;]

  14. Blogomotive ( March 4th, 2011 11:42 )

    Chacal, nie cwaniakuj! ;) Rekwizyty to czyste dymki. Plus flamaster. I co teraz, gupio ci? ;)

  15. chacal ( March 4th, 2011 11:47 )

    kajam się ;)

    ale swoje wiem;]

    wrzucaj kolejną część a nie mi polimizujesz czy tam polemizujesz:)

  16. wyszyna ( March 4th, 2011 12:35 )

    No i znów nie dotarł mój poranny koment grrrrrrrrrr

    Rafik – przyjmuję wyzwanie – przyjedź eMką do Bydgoszczy to wrócisz na taczce :P

    Już 12:34 a tu nic…

  17. Blogomotive ( March 4th, 2011 12:42 )

    Dalsza część wrzucona. Miłej lektury.

  18. Wyszyna ( March 4th, 2011 13:31 )

    No to żeś przycwaniaczył po Polsku – BARDZO DOBRZE – przysadka-kombinatka w mózgu widzę działa – jak chcesz wiedzieć co to za cześć mózgu to pózniej dam znać ;-)

  19. rzepak ( March 4th, 2011 15:05 )

    sztejki! Blogo pamiętaj, zwiększ masę!
    a z wiadomego powodu (albo i niewiadomego) zaintrygował mnie ten sos bąbelkowy. Ot, ciekawostka.

  20. stefan ( March 4th, 2011 18:45 )

    permanentnym “Der Polacke was here”

  21. nyssan ( March 4th, 2011 20:24 )

    Jak to oba skrzydła otworzyły się z impetem? Czyli, że ktoś dopuścił się zaniedbania i nie zatrzasnął zapadek w węższym skrzydle. No dobra, tą na górze koleś na moto jeszcze by otworzył, ale dolną…
    Teraz na pewno już tam nie pojadę.
    Mazaj fajny,ale taki jakiś nie dociskany. Wiem, wiem osłabienie po upadku.

  22. tk ( March 5th, 2011 00:15 )

    Jakość języka nie aspiruje może jeszcze do klasy wyższej, natomiast nie mam zastrzeżeń co do składni zdań oraz ergonomii notki. Nic nie skrzypi, równe akapity, przyjemne zdjęcia.

  23. Blogomotive ( March 5th, 2011 00:32 )

    Przepraszam tk, ale czy ja dobrze rozumiem, że Ty MNIE oceniasz?

  24. tk ( March 5th, 2011 09:58 )

    Ciężko powiedzieć co autor miał na myśli, podejrzewam że chwaliłem po prostu wpis… Moje wysublimowane poczucie humoru potrafi czasem wpędzić mnie w takie niezręczności, wiesz jak jest.

  25. Blogomotive ( March 5th, 2011 12:04 )

    A no chyba że tak ;)

  26. Delfin ( March 6th, 2011 20:00 )

    Wszystko fajnie, historia z jajem ale jedno mi się nie zgadza.

    Na końcu 3 części napisałeś, że tekst listu brzmiał “… bla bla bla… chcemy, byś dokładnie tego dnia wybrał jeden z załączonych rekwizytów i zrobił sobie z nim zdjęcie na TLE dachu, na którym jest ogromne logo BMW… bla bla bla”

    natomiast w 1 części wyraźnie jest napisane w liście:

    “Chcemy, byś dokładnie tego dnia wybrał jeden z załączonych rekwizytów i zrobił sobie z nim zdjęcie na dachu, na którym jest ogromne logo BMW.”

    Więc suma sumarum miało być zdjęcie na dachu a nie na TLE dachu ;O

  27. Skub ( March 6th, 2011 20:04 )

    Maska i ta dzielona szyba w Ginie kojarzą mi się jak nic z jakąś sportową motorówką.

    Ale kulinaria również zwróciły moją uwagę. Przez tego stejka zachciało mi się rozpalić grilla. A jak smakował ten bąbelkowy sos, bo wygląda przeciekawie?

  28. Blogomotive ( March 6th, 2011 20:09 )

    @Delfin: Brawo, Watsonie ;) Przyłapałeś mnie na cwaniakowaniu ;)

  29. Blogomotive ( March 6th, 2011 20:10 )

    @Skub: Sos był waniliowy. Lekko słodki. Przepyszny.

  30. OPL ( March 7th, 2011 08:45 )

    Oj było co pooglądać, zazdroszczę:D

  31. KurczaK ( March 7th, 2011 22:33 )

    gdzieś na forum znalazłem linka do Twojego bloga…
    wciąga jak chodzenie po bagnie.

    Czekam na wtorek :)

  32. wicherek ( March 7th, 2011 23:25 )

    Sweter ssie, ale szalik szałowy. Ryba robiła?

    ps. dawno mnei nie bylo, ale propsy za misję. jesli chcesz czytelnika marnotrawnego odwiedzić z tą betą, to pamiętaj, że nie mieszkam juz na zwm ;)



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!