#218 Test BMW X3 xDrive20d (1/3)

Historia, którą tu Wam przedstawię, wydarzyła się za górami i lasami… oczywiście tylko dla tych z Was, którzy mieszkają w okolicach Zakopanego lub pod Suwałkami. Niezależnie jednak od tego, gdzie mieszkacie, wydarzenia tu opisane miały miejsce dawno, dawno temu. Tak dawno, że w Warszawie leżał jeszcze śnieg.
BMW X3 było pierwszym autem, które wziąłem do testów po dograniu akcji “Blogo w świecie BMW“. Niejako na zachętę, niejako na dobry początek, niejako ot tak, bo było akurat dostępne. I miałem je opisać tuż po “Misji w Monachium“. Ale wiecie jak jest – prokrastynacja. Albo zwykłe lenistwo. Jak zwał, tak zwał. Nie Wasza sprawa. Do rzeczy!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Auto odebrałem w piątek. Dawno temu w piątek. I od razu wiedziałem, gdzie nim pojadę. Napęd na 4 koła, 184-konny 2-litrowy diesel, pełen bak i zima w pełni – z tych puzzli tylko jeden obraz da się ułożyć: krajobraz górski.

Zadzwoniłem do Juniora:
- Jak wrócisz z pracy, to się pakuj. Przyjadę koło 21:00.
- A nie lepiej tak w sobotę z rańca?
- Nie, nie lepiej. Nocą będzie luźniej. Dojedziemy koło pierwszej, kilka godzin snu i od rana już na stok.
- A co masz?
- X3.
- To ja nie jadę. Widziałeś, jak ono wygląda z przodu?
- Nie chrzań! I wrzuć do swojego pokrowca tego Burtona od Janka. Mojej mi się nie chce brać, bo ponoć przecierki są i kamieni pełno na trasach.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Spakowałem się w pół minuty, a kolejne 30 sekund zajęło mi zakładanie butów i kurtki. Prawdziwy snowboardzista, gdy zdecyduje się na weekendowy wyjazd, powinien wyjść z domu góra w pięć minut. A prawdziwy żonaty snowboardzista w… no właśnie okazało się, że minuta to za długo. Bo gdy już stałem po drugiej stronie drzwi i przez mini szparkę starałem się wcisnąć zwinięte w dzióbek usta by krzyknąć do Ryby “No to papatki, wracam w niedzielę wieczorem”, drzwi się otworzyły i… tak, dobrze się domyślacie… i stanęła w nich Ryba.
- A ty dokąd?!
- Yyy, z Juniorem do Szczyrku. Będę z powrotem w niedzielę wieczorkiem – uśmiechałem się głupkowato jak to tylko ja potrafię.
- Ale ty chyba żartujesz?!
- No nie… eee… dwa lata nie wyjeżdżałem, bośmy Margolcię odchowywali, chyba teraz mogę, co nie?
- A jedź sobie, jedź. Tylko pamiętaj, że…
- Wiem, wiem… nie wrócę w niedzielę późno, spoko. Dam radę Margolcię w poniedziałek do szkoły zaprowadzić, na luzach.
- No to chyba jest oczywiste. Ale pamiętaj też, że jutro z rana jest odkurzanie.
- Ale…
- No proszę Cię, żadnych ale. Raz dwa odkurzysz i po sprawie.
- Ale…
- Rafciu, dlaczego ja mam z tobą co weekend to samo?! Albo źle się czujesz, albo masz jakiś syndrom leniwej soboty, albo tak jak teraz sobie nagle do Szczyrku jedziesz. Samo się mieszkanie odkurzy?
- Yyy, ale…
- Skończ już z tymi “ale”. Wchodzisz czy wychodzisz, bo ciągnie z klatki?
- Tylko że…
- No to ty się tu zastanów, a ja wracam przed telewizor – powiedziała Ryba obracając się na pięcie. – I zamknę, bo naprawdę ciągnie – dodała, zatrzaskując mi drzwi przed nosem.
Spojrzałem na stojącą u mych stóp torbę i lekko zrezygnowany sięgnąłem po telefon.
- Ty, młody, słuchaj… – zacząłem nieśmiało – bo jest problem.
- To dobrze… – przerwał mi – … że się chwilę spóźnisz, bo jeszcze się nie spakowałem. No i tego Jankowego Burtona nie mogę za cholerę znaleźć na strychu. Może chcesz tego Ride’a Domanowego albo Santa Cruza po Konradzie?
- Słuchaj, cokolwiek, ale to bez znaczenia, bo…
- No i masz rację, wypożyczysz sobie na miejscu. Przynajmniej ostra będzie, bo te co mam to tępe jak szpatułki do masła. Dobra, dawaj-dawaj, ja już kończę.
I się rozłączył.
Przepełniony smutkiem wziąłem torbę i zszedłem do auta. Spojrzałem na nie – stało skąpane w świetle osiedlowej latarni. Ten widok humoru mi nie poprawił. “Kurcze” – pomyślałem – “to jest naprawdę genialny samochód. Czemu tylko jest tak brzydki z przodu…”

Wsiadłem i ruszyłem. I mimo całej tej absurdalnej sytuacji, humor mi się poprawił. Bo BMW X3, gdy siedzi się już w środku i nie patrzy się na jego przód, jest samochodem wybitnym. Jest lepsze niż X5 – pod każdym względem. Oczywiście pod warunkiem, że nie patrzy się na jego przód. Jest lepsze od serii 5 – najlepszego samochodu na świecie. To znaczy byłoby, gdyby nie ten przód…
Jeździłem tym autem kilka tygodniu temu. I nawet dziś, naprawdę usilnie się zastanawiając, nie potrafię znaleźć w nim innej wady niż brzydki przód. Wiecie co to znaczy? To znaczy, że już niebawem BMW X3 będzie najlepszym autem na świecie. Trzeba tylko poczekać kilka lat (nie wiem ile – dwa, góra trzy), aż przejdzie lifting. Dostanie wtedy nowe światła i więcej przetłoczeń na masce. I wtedy zdetronizuje serię 5.
(Tak czytam ten powyższy akapit i zastanawiam się, kiedy to ja się tak dramatycznie zestarzałem? Od kiedy to bardziej niż sportowe sedany i śliczne kombi podobają mi się podwyższone SUV-y?! Może z dynamicznego mężczyzny zmieniłem się w tatuśka, a może z zajawkowego chłopaka od razu zmieniłem się w emeryta? A może to po prostu znak naszych czasów? Nie wiem, nie wiem… może Wy macie jakąś teorię na ten temat?)
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Wrzuciliśmy torby do bagażnika a pokrowiec z deską Juniora przypięliśmy do tylnej kanapy pasami.
- Na pierwszą trzydzieści powinniśmy być – powiedział Junior i ustawił sobie fotel pasażera w pozycji bardziej niż gangsterskiej.
- Tylko że… – zacząłem nieśmiało – … jutro przed południem muszę odkurzyć mieszkanie…
- Co? Przecież tydzień temu odkurzałeś?
- No wiem… przeginka, co nie?
- No…
- Ech… – westchnąłem podłamany, ale postanowiłem walczyć i mimo wszystko jakoś tę noc spędzić. – To co robimy?
- Ja bym pojeździł.
- No to dawaj, jedziemy na działkę. Tam za domem musi być jeszcze mnóstwo śniegu.
- Poczekaj, to skoczę po linkę – z entuzjazmem podchwycił Junior i pobiegł do swojej Astry.
Dochodziła 22:00, gdy dwóch prawdziwych snowboardzistów (w tym jeden karny – i, co zapewne przyznają mi czytelniczki – bardzo mądry mąż) wyruszyło jeździć na snowboardach po łące…
Cdn.
PS. Tymczasem nie odchodźcie od monitorów, bo już za 24 godziny (czyli w czwartek z rana) druga część opowieści! A z niej dowiecie się, jak jeździć na snowboardzie za BMW X3 oraz czy drabina i wieszak nie są czasem zbyt duże.
PPS. Pamiętajcie także, że już za 48 godzin (czyli w piątek z rana) trzecia część opowieści, z której dowiecie się, jak łatwo dojrzałego blogera, męża i ojca zmienić w licealistę oraz kiedy przód BMW X3 wydaje się ładny. Zapraszam!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Nawigacja dla zagubionych: to jest cz.1 | cz.2 | cz.3
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!












RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)


Blogo, już z Sebastianem się martwiliśmy, co tak ucichłeś :P tekst zostawiam sobie na jutro:)
Ryba powoli idzie na główną bohaterkę tego bloga ;)
Też mnie to martwi… :(
jeatem napalony na BMW i za jakiś niedlugi czas sobie kupuje. Piękne zamochody.
http://mojwozik.blogspot.com/2011/03/nowe-czy-uzywane-dylematy-przy-zakupie.html
zauważyłem, że na allegro można sobie dokupić do e90 albo e60 te białe ledowe ringi, wtedy to dopiero jest lans na wsi
Kolejna ciekawa historia :) Czekam na więcej, szczególnie po przeczytaniu PS’ów.
@stefan: to się nazywa ringi ccfl i w czymś innym niż BMW rzeczywiście robi wioskę.
Może nie powinienem tego pisać na twoim blogu ale zemeryciałeś się Blogo. Wystarczyło kilka lat abyś odstawił w zapomnienie Civica V generacji a bardzo poważnie jarał się tłustymi SUV-ami…
P.S. Jeszcze będziesz chciał pożyczyć mojego paździerza…
denerwujące blogo, że z Ciebie taki pantoflarz… toż to nie przystoi do wizerunku gościa w bmw… Nie pojechać na weekend przez odkurzanie (to się słabo kupy trzyma..).
Blogo, ja Ci już mówiłem, jakie jest najlepsze auto i co sądzę o X3 (jeździłem modelem z 2008 roku);
Tak na marginesie – X3 to podobno SAV, nie SUV (Sport Activity Vehicle – hę ??!)
@aniec2: Ja na co dzień jeżdżę Nissanem – stąd bierze się pewnie moje pantoflarstwo. Ale kto wie, jak bardzo się zmienię po tym kwartale z BMW, kto wie…
@parrot: Ech, te marketingowe akronimy. Skoro tak, to Fiat Sicento to CSI – City Shopping Item ;)
Rafał! To jest właśnie to! Od kiedy zacząłem jeździć Nissanem też stałem się pantoflarzem. Gdy jednak sprzedasz swego Nissanka (a przecież po misjach BMW masz to jak w banku), to Ci przejdzie…
Ale co wtedy zrobi Ryba?
@Bol: kupi sobie seata :D
Po twoich testach zainteresowałem się nową piątką F10 i w końcu ją kupiłem :) Więc możesz powiedzieć chłopakom z bmw, że niszczenie modeli które ci wypożyczają nie idzie na darmo :)
Piszesz bardzo fajne teksty, pozdrawiam,
PP
@monogramus: Zatkało mnie. Serio. Chyba muszę renegocjować porozumienie z BMW Polska ;)
Czy mogę Cię prosić o kontakt mailowy?