BMW| Misja odnowy duchowej (2/2)

Długo zwlekałem z opisaniem tej misji, bo musiałem dojść po niej do siebie. Pobyt w klasztorze potrafi człowieka odmienić. Mnie odmienił. Spoważniałem, a konspekty nowych wpisów na bloga zacząłem robić w Excelu. Nie mówiąc o tym, że wprowadziłem w życie zasady Inbox Zero, Mind Maping oraz GTD. Koszmar, mówię Wam!
Pewnie już nie pamiętacie, jaki był cel mojej “misji odnowy duchowej”.
Przypomnę Wam zatem:
Blogo, Twoją misją jest… wstąpienie do klasztoru. Wierzymy, że modląc się i medytując skupisz się na celach i nie popadniesz już więcej w spiralę spóźnień i zaległości.
Zajawkę tej misji opublikowałem na blogu 1 kwietnia. Wielu z Was (jeśli nie wszyscy) myślało, że to kiepski żart z okazji Prima Aprilis. Jednak nie – naprawdę byłem w klasztorze. I by dobitnie Wam to udowodnić, opis tej misji przygotowałem w formie historyjki obrazkowej. Na pewno pamiętacie “Bravo Foto Love Story”, c’nie? No to tutaj zrobiłem coś w ten deseń. Endżoj!

![]() |
Pod klasztor Ojców Dominikanów w Rzeszowie zajechałem w sobotę 2 kwietnia tuż przed południem. Zaparkowałem tuż przed wejściem i zadzwoniłem do o. Artura. Odebrał z lekkim opóźnieniem. Mówił szeptem. Spytał, czy może do mnie wyjść w habicie. Powiedziałem, że może. Więc przyszedł. A w zasadzie przybiegł. W habicie. Był bardzo przejęty. Miał rozbiegane oczy i krótki, płytki oddech. Powiedział, bym wjechał sobie bramą na tyły klasztoru. Powiedział też, że zaraz do mnie tam przyjdzie, musi tylko mszę dokończyć. I pobiegł. |
![]() |
|
![]() |
Na tyłach klasztoru czekał już na mnie przeor Andrzej. Przywitał mnie słowami “Czy można szczęść Boże wsiąść za kierownicę?”. Zgodziłem się. Więc wsiadł. |
![]() |
|
![]() |
Chwilę później przyszedł o. Artur. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się i uznaliśmy, że czas rozpocząć proces odnowy duchowej. W tym celu udałem się do celi o. Artura. Celi, która okazała się być większa niż moje mieszkanie. Miała też wielki balkon, a w zasadzie loggię. Z widokiem na “moje” BMW 5GT. |
![]() |
|
![]() |
Gdy o. Artur przygotowywał dla mnie habit (wszak duchowa odnowa nie może się bez habitu obejść), ja rozejrzałem się po jego celi. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to fakt, iż o. Artur jest fanbojem. I gadżeciarzem. Zapytałem go o śluby ubóstwa. Nie wiedział, o czym mówię. |
![]() |
|
![]() |
Przy pomocy o. Artura wskoczyłem w habit. I powiem Wam, że czułem się w nim dobrze. Do wyglądu super bohatera brakowało mi tylko peleryny. Ale i ta się znalazła. A co można robić, mając pelerynę? |
![]() |
|
![]() |
Mając pelerynę można udawać, że jest się Batmanem. Tu widzicie, jak podrywam się do lotu. |
![]() |
|
![]() |
Zrobiłem dwa kółka wokół klasztoru i miękko wylądowałem na trawniku koło auta. Fotki z latania wyszły zamazane, więc ich tu nie pokazuję. Ale ta z lądowania jest OK, prawda? |
![]() |
|
![]() |
Tak bardzo dotleniłem się tym lataniem, że musiałem na chwilę usiąść i odpocząć. “Masz tę swoją czapkę?” – spytał o. Artur. Skinąłem głową. “To pokaż” – poprosił. “Pokazywałem jak byłem mały” – chciałem odrzec, ale się powstrzymałem… i pokazałem. |
![]() |
|
![]() |
“Ty, Blogo, a obrączkę to na której ręce nosisz?” – spytał o. Artur. Odpowiedziałem, że na lewej. “To weź przełóż na prawą i mnie tak pozdrów, no wiesz jak… tak nobliwie” – poprosił. Pozdrowiłem. |
![]() |
|
![]() |
“A silnik pokażesz?” – spytał o. Artur. Zamyśliłem się na moment – “Co on ma z tym pokazywaniem?” Ale w końcu pokazałem, co mi tam. |
![]() |
|
![]() |
Gdy o. Artur biegał wokół auta szukając tego jednego jedynego ujęcia na miarę World Press Photo, ja przysiadłem na krawędzi bagażnika i się zadumałem. W głowie kłębiły mi się pytania i wątpliwości. No bo po co tu przyjechałem? Jak mam wyciszyć się, gdy wciąż robię za modela? Czy to aby tędy wiedzie droga do duchowej odnowy? |
![]() |
|
![]() |
Przystanąłem przy aucie i podzieliłem się swoimi wątpliwościami z o. Arturem. Podszedł do mnie, klepnął mnie w ramię i powiedział, bym zdjął na razie habit. “Weźmiemy o. Mikołaja i pojedziemy na chwilę na starówkę, oderwiemy się od tych głupot. Po powrocie na spokojnie rozpoczniemy proces Twojej duchowej odnowy” – powiedział, a ja w myślach przyznałem mu rację. Ma |
![]() |
|
![]() |
BMW 5GT rewelacyjnie wygląda z perspektywy tylnej kanapy. To prawdziwa limuzyna. Bez trudu mogłem w drodze na rzeszowską starówkę kontemplować. Przynajmniej starałem się sprawiać takie wrażenie. A tak naprawdę, to siedziałem cicho ze ściągniętymi brwiami i ustami w dziubek. Tak chyba się wygląda, gdy się kontempluje. Chyba. |
![]() |
|
![]() |
Dojechaliśmy na miejsce i poszliśmy pod mapę miasta, przy której sobie chwilę pokontemplowałem. To znaczy starałem się kontemplować, ale skutecznie przeszkadzał mi w tym o. Mikołaj. Wciąż gadał, opowiadał, sypał rzeszowskimi ciekawostkami z rękawa. Gdybym miał go do czegoś porównać, to chyba do… chmmm… do pralki. Bo jak już ją włączysz, to nie ma siły – trzeba doczekać do końca, aż wypierze. Z o. Mikołajem było tak samo – robił wdech i mówił, dopóki mu powietrza starczało. Potem brał kolejny wdech i znów mówił. I kolejny, i kolejny, i kolejny. W końcu (Bogu dzięki!) dopadła go hiperwentylacja i zemdlał. Posadziliśmy go z o. Arturem na ławce i dalsze zwiedzanie kontynuowaliśmy już we dwójkę. |
![]() |
|
![]() |
A skoro omdlały o. Mikołaj chwilowo nie emitował z siebie miejskich legend i ciekawostek historycznych, mogłem w spokoju oddać się krótkiej kontemplacji w Muzeum Dobranocek. |
![]() |
|
![]() |
Przez chwilę kontemplowałem też koło Pałacu Lubomirskich. |
![]() |
|
![]() |
Aż w końcu wróciliśmy do klasztoru, gdzie ponownie wdziałem habit. Zeszliśmy do przestronnego salonu (takiego wspólnego) i usiedliśmy naprzeciwko siebie. Dołączył do nas ociec Tomasz (*). Przywitał się ze mną, usiadł, rozejrzał się i zapytał: “A ojciec Mikołaj do nas dołączy?”. Spojrzałem na o. Artura. On spojrzał na mnie. Ja zbladłem. On też, ale błyskawicznie opanował atak lęku i odrzekł: “Mikołaj wyszedł na miasto, pewnie zaraz wróci”. “Aha” – odrzekł o. Tomasz. I rozpoczął się proces mojej duchowej odnowy. (*) Od pierwszej minuty mojego pobytu w klasztorze Dominikanów zapowiadano mi, że po południu z wyprawy rowerowej wróci o. Tomasz i że na pewno go poznam, bo kiedyś występował w programie “5-10-15″. Gdy w końcu się pojawił, kompletnie go nie poznałem, czym wprawiłem wszystkich w lekką konsternację. “Jak to? Nie poznajesz go?!” – zdawały się krzyczeć do mnie ich miny. No niestety, ale z telewizyjnych duchownych kojarzę tylko ks. bp. Antoniego Długosza ;) |
![]() |
|
![]() |
Duchowa odnowa polegała na rozmowie, rozmowie i jeszcze raz rozmowie. W życiu nie sądziłem, że rozmowa ma taką siłę. Czy ostatecznie doświadczyłem duchowej odnowy? Jak cholera doświadczyłem! Sami zobaczcie, co się ze mną potem stało. |
![]() |
|
![]() |
Nagle zacząłem się interesować roślinami doniczkowymi… |
![]() |
|
![]() |
… naściennymi dewocjonaliami… |
![]() |
|
![]() |
… nastrojowym oświetleniem w kaplicy… |
![]() |
|
![]() |
… klasztornym dziedzińcem pełnym krętych, żwirowych alejek… |
![]() |
|
![]() |
… oraz zapachem kwiatów ciętych. Tak – odnowa duchowa się powiodła. Zdecydowanie się powiodła. Z ogarniętego stresem, będącego w ciągłym pędzie blogera stałem się mężczyzną spokojnym, pełnym wewnętrznego piękna. Ojej. |
![]() |
|
![]() |
Nim jednak zdjąłem habit, usiadłem na moment za kierownicą “piątki” GT. I doznałem szoku – wszystko, co widziałem wokoło kompletnie mnie nie kręciło. Ani rewelacyjna kierownica z pakietu “M”, ani genialne wykończenie wnętrza, ani automatyczna skrzynia pracująca jakby miała ze trzy sprzęgła. Nic, normalnie nic. Wtedy zrozumiałem, że wyciszenie i odnowa duchowa nie jest dla mnie… |
![]() |
|
.
Nie chcę być spokojny i poukładany, bo to zabija moją pasję. Chcę być znerwicowany, bałaganiarski i wiecznie spóźniony. Chcę być taki jak jeszcze dziś rano. Chcę na powrót mieć pasję – tą samą, która po odnowie duchowej mi zaniknęła. Chcę jarać się samochodami, pisać o nich i czuć tremę przed kliknięciem przycisku “Publikuj”. Nie jest dobrze. Normalnie musze się stąd zabierać. Gara muwałt, szwagier, gara muwałt…
Pożegnałem się i ruszyłem w drogę powrotną. Krążąc po Rzeszowie w poszukiwaniu wyjazdu na Warszawę, zauważyłem o. Mikołaja – stał otoczony grupką emerytów i szeroko gestykulując coś im tłumaczył. “Ten to ma gadane” – pomyślałem i zatrąbiłem na pożegnanie. Spojrzał na mnie i pomachał mi energicznie. Niestety zbyt energicznie – trafiony w potylicę emeryt zwalił się na chodnik, jakby go ktoś z kości zluzował.
W okolicach Warszawy wszystko wróciło do normy – zacząłem się stresować tym, że jutro niedziela i mam zlot na Lotnisku Bemowo (tak wiem, że jeszcze tego nie opisałem). Zacząłem zapominać o tym, co miałem przygotować na poniedziałek do pracy. Zacząłem bałaganić w aucie. A także… zacząłem odczuwać przyjemność z jazdy! Tak – znów byłem sobą. Uff ;)
PS. Z tego miejsca chciałem serdecznie (i nie ma w tym żadnej uszczypliwości ani ironii!) pozdrowić ojców Dominikanów, a szczególnie o. Artura! Dawno nie spędziłem tak fajnego dnia. I dawno się tak nie wygadałem.
Szacun, chłopaku ojcze, szacun! ;))
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Część 1 | to jest część 2
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!




































RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)


Z duszą na rameniu czytałem, że straciłeś pasję… Normalnie bałem się, że w sobotę będzie Cie trzeba przewieźć po autostradzie 250 żebyś wrócił do normalności ;-P
Kurcze… Ale ojciec Artur to niezły kozak – Blackberry etc. Gadget-man jak nic ;-P
I z tymi odnowami to nie przesadzaj – bo Ci do głowy wpadnie żeby brodę ściąć, ale nawrócić się na “tęczową” stronę ;-P
A tak przy okazji coś Ci powoli system ogłasza, że jest nowy post… Mail przychodzi gdzieś dopiero po 12 godzinach. W App’ce Pulse (do rss) pojawia się po 6-8 godzinach… Słaaaaabbbboooo
Bo mail o nowym poście wysyłany jest zawsze o 5:00 rano a RSS działa, jak działa – na to chyba nie mam wpływu. Za obie te rzeczy odpowiada FeedBurner.
Excuses, excuses… Przyznaj się … Nie panujesz nad tym ;-P…
Kurde… Ależ mi się ta 5GT podoba… Normalnie rewelacja jest :-)
Pozycja za kierownicą jest trochę wyższa niż normalnie w limo??
Jest wyżej niż w piątce, bo ona jest na siódemce zrobiona (chyba). Ale tego się nie czuje, bo się siedzi głęboko i wszystko jest wielkie i przestronne. Czuć to dopiero w korku, gdy inne auta są blisko. Tak – 5GT jeździ się rewelacyjnie.
W końcu to jedyna słuszna marka ;-P… IMHO… szkoda że moja wciąż u blacharza to bym sobie w sobotę porównał machinki … Chociaż to już F-ka a moja to jeszcze E-ka
I te zazdrosne spojrzenia ludzi gdy patrzą na 5GT – mówiąc – “Jak można czymś tak brzydkim jeździć” a w sercach zazdrość rozsadza dupę ;-p… Czy jakoś tak ;-P
” ale genialne wykończenie wnętrza” błęd
Poprawione, tęks.
oh give it a break!!! Czepiata się głupich błędów… A tu kwintesencja samochodowości… 5GT i X6 to dwie chyba najcudowniejsze beemki (no może jeszcze 5 jest śliczna)…
Apropo… Nowa M5 wgniata w fotel :-) ja chce wiedzieć jaki tam jest silnik!!!
Olaboga,
Zupełnie nie rozumiem tego podniecenia 5-ką GT. Przecież to auto jest po prostu brzydkie. Kiedy widzisz taką na ulicy, od przodu, myślisz sobie: o, fajna fura. Kiedy przejeżdża obok Ciebie i widzisz jej linię boczną zaczynasz wątpić w swoje stwierdzenie, po czym widzisz jej tył i nie wiesz gdzie uciekać.
To jest moja opinia popierana przez szkocką klasę średnią :P Zwykłych 5-tek F10 jeździ tutaj masa, bo rzeczywiście jest cudownym samochodem, a GT nie bierze nikt. Już łatwiej spotkać na ulicy Porsche czy Astona.
RSS działa pierwsza klasa. Info dostałem natychmiast.
Na końcu mojego wyższego wpisu powinien być jakiś emot typu “:P” albo “;)”, bo zabrzmiało to tak cwaniacko, że aż mi głupio ;(
Poza tym przeczytałem u Ciebie na fb, że nie wpadniesz do Katowic, nie dałeś też odzewu kiedy wspominałem o Krakowie. Przy wpisie pod Sopotem pojawia się masa miejscówek, ale nigdzie nic o południu Polski. Więc jeszcze raz po cichu skomlę: może Kraków pod koniec maja? :)
O w Rzeszy był i nie ostrzegł :[
Wpisu z okazji 1 kwietnia nie biorę pod uwagi, z racji, że jest to Światowy Dzień Bezwartościowych Newsów.
BMW 5 GT ma dość kontrowersyjną stylistykę, to taka forma przejściowa pomiędzy serią 5 a X6 ;)
Względem powyższego wpisu, to szanowny pan Blogomotive przyczynia się do wzrostu nastrojów antyklerykalnych. Jak? Otóż w kraju inflacja, bezrobocie, a tutaj po Rzeszowie krążą Dominikanie w nowym BMW 5GT ;-)
P.S. Skąd takie podniecenie w narodzie w kontekście “zlotów” ? Każdy tak bardzo pragnie pomacać auto, którego w życiu nie kupi czy pomacać autora wpisów (którego chyba tez nota bene mieć im nie będzie dane) ?
Moze dlatego jest takie poruszenie, bo ludzie dość mają zapory swoich firewall’i i chcą się spotkać w realu. A jak można obejrzeć fajne auto, spotkać gościa którego się czyta od kilku lat, spotkać ludzi z którymi się gada na blogu… To cóż tu mówić – impreza murowana :-)
Do soboty ludziska :-)