BMW| Misja festiwalowa (2/4)

“Blogo do Michała!” – odpowiedziałem na pytanie “Kto tam?” i przy brzęczeniu elektrozamka wszedłem do eleganckiej kamienicy. To tu na ostatnim piętrze mieści się Stowarzyszenie im. Ludwiga van Beethovena, które jest organizatorem 15. Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena. To tu czeka na mnie Michał, który przekaże mi auto, bym przez dwa dni woził nim gości specjalnych.

Wybór auta

– Które BMW jest najlepsze? – zapytałem wprost.
– Chyba czarne 750Li – odparł Michał bez chwili zastanowienia.
– Biorę.
– Hehe… – zaśmiał się. – To jest auto dedykowane pani Elżbiecie Pendereckiej. A ją wozić może, przynajmniej tak jest od co najmniej 3 lat, tylko Janek.
– A zatem… – spojrzałem w rozpiskę wszystkich 10 aut jeżdżących w obsłudze festiwalu – bordowe 535i GT jest kuszące, tym bardziej zwykła piątka 35i z “M-pakietem”… chmmm… czarną i granatową 520d oraz srebrną 520d Touring chyba sobie odpuszczę – miałem już ten silnik dwukrotnie… granatową 530d Touring będę miał chyba za kilka dni na dłużej, wiec nie ma sensu teraz jej brać… brązowe X5 xDrive40d miałem – i we Wrocławiu nią byłem, a złota 740d xDrive jest chyba zbyt ostentacyjna, bo… jest złota. Wezmę tą czarną 740d xDrive z “M-pakietem” i “Shadow Line”. OK?

Michał patrzył na mnie przez chwilę w skupieniu.
– No, jak na dwa miesiące współpracy z BMW to jesteś zblazowany jak jakiś milioner mający w Austrii zamek i flotę Rolls Royce’ów w garażu.
– Szybko się człowiek przyzwyczaja do dobrego.
– Racja. No dobra, masz… – powiedział i wręczył mi kluczyk. – Stoi tu na dziedzińcu.
– Idę się usadzić.
– Najpierw to ty idź zamelduj się u Sylwii i weź zadania na dziś. Może się okazać, że na usadzanie się to będziesz miał czas dopiero wieczorem, jak wszystko się uspokoi.

Przydział zadań

– Jesteś tu na usługach artystów – Sylwia już od dobrych 5 minut tłumaczyła mi podstawy. – Masz sprawić, by kontakt z Tobą był dla nich zawsze miły. Ale o tym, co masz zrobić i gdzie pojechać decyduję ja wspólnie z pilotem.
– Kim jest pilot? – spytałem.
– Pilot to opiekun artysty. Dba o to, by ten zawsze na czas dotarł na próbę i koncert.
– A skąd on to wszystko wie?
– Pilot odbiera artystę z lotniska i w drodze do hotelu wszystko z nim ustala. Musi wiedzieć, jakie artysta ma przyzwyczajenia, to znaczy np. ile czasu wcześniej chce być na próbie, jak zamierza spędzać wieczory i czy chce uczestniczyć w uroczystych kolacjach, które są wydawane codziennie po zakończeniu najważniejszego, wieczornego koncertu.
– A więc to pilot mi mówi, gdzie jechać?
– Gdzie jechać mówię Ci ja. Pilot może zmienić Twój plan, ale tylko po konsultacji ze mną.
– A jeśli artysta będzie chciał po próbie pojechać zwiedzać miasto – czy mogę zrobić mu objazdową wycieczkę?
– Nie możesz. Chyba że pilotowi na tym zależy a ja sprawdzę, że nikt na Ciebie nigdzie nie czeka – wtedy zadzwonię do Ciebie i Ci pozwolę. Zaraz dam Ci plan na dzisiejsze popołudnie i wieczór. Ale pamiętaj, że to co dostaniesz będzie tylko połową grafiku. 50% wszystkich naszych działań jest niemożliwe do zaplanowania. Więc dowiesz się o nich ode mnie przez telefon.

– Założę się – wtrącił się Michał, który do tej pory stał obok i przysłuchiwał się mojej rozmowie z Sylwią – że zadzwoni do Ciebie dokładnie wtedy, gdy będziesz jadł lub mył samochód ;)
– Mam myć samochód? – spytałem gubiąc się już w tym wszystkim.
– Za samochód odpowiadasz Ty i tylko Ty – stanowczo stwierdził Michał. – Ma być zawsze czysty, odkurzony i pachnący.
– Zawsze, czyli?
– Kilka dni temu, gdy na przemian padał deszcz i świeciło słońce, bywało się w myjni i 4 razy dziennie. Albo jak był ten wiatr i ciągle auta paprały się w tej pozimowej soli – wtedy też trzeba było myjnię częściej odwiedzać. Teraz jest ładna pogoda, więc myjemy auta z rana i jeszcze ewentualnie koło 18:00, by ładnie się błyszczały nocą, gdy odbieramy gości koło 23:00 po ostatnim koncercie. Mamy taka jedną myjnię tu niedaleko – jest dograna bezgotówkowo i myją nas poza kolejnością.
– A odkurzanie i czyszczenie wnętrza?
– To sam musisz ocenić, ale co najmniej raz na dwa dni wypada.

– A czemu – tu zwróciłem się znów do Sylwii – tylko połowę zadań potraficie kierowcom zaplanować?
– Bo mamy do czynienia z artystami. Wyobraź sobie, że Twoim zadaniem jest dowieźć 4 solistów na próbę z dyrygentem, czyli z Maestro. Próba zaczyna się o 14:00, a wszyscy soliści mieszkają w jednym hotelu. Więc teoretycznie powinieneś pojawić się pod hotelem o 13:30 i zabrać wszystkich do Filharmonii na próbę. Tymczasem okazuje się, że Maestro życzy sobie od 14:00 do 14:30 odbyć próbę z solistą numer 1, następnie od 14:30 do 15:30 z solistami numer 2 i 3, a od 15:30 do 16:00 z solistą numer 4. I oczywiście my dowiadujemy się o tym w ostatniej chwili. I tym sposobem z jednego prostego kursu zrobiły się trzy kursy.
– To co jest tak naprawdę na sztywno zaplanowane?
– Na sztywno zaplanowany jest przylot, wylot oraz koncert. Próba na ogół też, ale jak już mówiłam, zdarza się różnie. A reszta to wolna amerykanka.

– Masz już samochód? – spytała Sylwia.
– Mam.
– To jedź teraz szybko pod Bristol. Masz 30 minut. Jedziesz po Maestro i jego pilotkę. Masz ich zawieźć do Filharmonii Narodowej na próbę zaczynającą się o 14:30.
– A reszta?
– Jaka reszta?
– No… muzycy, śpiewacy itp.?
– Orkiestr nie wozimy – oni mają swoje autokary. A śpiewaków dowiezie ktoś inny, nie zajmuj się tym.

Samochód

740d xDrive. Z “M-pakietem” i “Shadow Line” – coś podobnego miałem w BMW 5GT. Nie do końca jestem przekonany do czarnego wnętrza i czarnej podsufitki, ale “M-pakietowa” kierownica jest rewelacyjna – tak miękkiej i delikatnej skóry nigdy w życiu nie widziałem. Wierzcie mi – standardową dzieli od niej przepaść. Jest warta każdych pieniędzy.

Maestro, co piechotą chodzi

W nawigacji zerknąłem w historię podróży i błyskawicznie wybrałem Hotel Bristol. Wyjechałem z dziedzińca i… utknąłem w korku. Był czwartek, godzina 13:30 – powoli zbliżał się popołudniowy szczyt. Nawigacja twierdziła, że pod hotelem będę o 13:42. Sęk w tym, że stałem w miejscu. Teraz stałem. Pięć minut później nadal stałem. A o 13:42 we wstecznym lusterku nadal widziałem bramę, z której wyjechałem. Wtedy zerknąłem na nawigację i zrobiło mi się gorąco – twierdziła, że u celu będę o 14:02…

Maestro to sam czubek piramidy festiwalowych VIP-ów. Dla Maestro samochód musi być zawsze. Jeśli jest problem – swoje auto oddaje mu sama Pani Elżbieta. A ja właśnie jestem na dobrej drodze, by się spóźnić. Niby niewiele, bo tylko dwie minuty. No może teraz to już trzy. O, nawet cztery! Pięknie!!!!111oneonejeden

Nie wiem, jak to się stało, ale o 13:58 byłem pod Bristolem. Z tego stresu włączyło mi się “widzenie tunelowe” i straciłem pamięć krótkotrwałą – nic a nic nie pamiętam z trasy. Ale to nie jest ważne. Ważne, że ja jestem pod hotelem a Maesto jeszcze z niego nie wyszedł.

– Dzień dobry – powitała mnie elegancka Pani wsiadając z przodu na fotel pasażera. – Dobrze, że jest Pan o czasie. Maestro nie lubi, gdy ktoś się spóźnia.
Uśmiechnąłem się udając, że przyjazd o czasie był dla mnie bułką z masłem. Chciałem coś powiedzieć, gdy nagle pilotka złapała mnie za ramię.
– Jest! – krzyknęła. – Maestro wyszedł. Proszę szybko otworzyć mu drzwi!
Wybiegłem z auta i zgodnie z jej życzeniem otworzyłem prawe tylne drzwi, oczekując obok nich elegancko. Tymczasem Maestro skręcił w prawo i ruszył żwawym krokiem wzdłuż fasady hotelu. Spojrzałem pytająco na pilotkę. Ta uchyliła szybę i krzyknęła do mnie:
– Szybko, jedziemy za nim!

Wsiadłem i ruszyłem. Po chwili zrównałem się z Maestro i toczyłem się powoli skrajem jezdni. Maestro nadal nas nie dostrzegał. Mało tego – nagle zniknął w sklepie. Zatrzymałem się i włączyłem światła awaryjne. Spojrzałem pytająco na pilotkę. Powiedziała, że czekamy. Czekaliśmy.

– Jest! Szybko, drzwi! – krzyknęła wskazując na sklep, przed którym nagle pojawił się Maestro.
Wysiadłem z auta i tak samo jak poprzednio, uchyliłem prawe tylne drzwi oczekując elegancko obok nich. Maestro jednak ruszył żwawo z powrotem do hotelu.
– Szybko! Wracamy pod hotel!

To nie było łatwe zadanie – o tej porze powoli korkowało się nawet Krakowskie Przedmieście a moja niechęć do jazdy pod prąd sprawiła, że pod hotelem byliśmy dopiero 5 minut później. Po Maestrze nie było śladu. Pilotka zbladła i nim jeszcze na dobre się zatrzymałem, wysiadła i z prędkością błyskawicy wbiegła w obrotowe drzwi. Nie mając nic innego do roboty – czekałem patrząc jak drzwi kręcą się, i kręcą, i kręcą…

10 minut później z hotelu wyszła pilotka, podeszła niespiesznie do auta i gestem poprosiła, bym uchylił szybę.
– Maestro życzy sobie być na próbie dopiero o 15:30.
– Ale przecież próba zaczyna się o 14:30… – oponowałem.
– Twierdzi, że przez pierwszą godzinę soliści muszą się rozśpiewać.
– Mam więc tu czekać?
– Nie wiem. Wiem tylko, że o 15:00 ktoś tu musi być – powiedziała pilotka i wróciła do hotelu.

Zamiana aut

Zadzwoniłem do Sylwii i pokrótce opisałem jej całą sytuację. Nie była zaskoczona.
– To już wiesz, skąd się bierze te nieplanowane 50% zadań – powiedziała z uśmiechem. – Nie ma sensu, byś tam prawie godzinę czekał. Maestra zabierze Janek, bo wiem, że Pani Elżbieta właśnie ma spotkanie z Ambasadorem i trochę to potrwa. A Ty jedź teraz na pusto pod Filharmonię – zamienisz się tam na auta.

Pod filharmonią stało kilka błyszczących BMW. Zaparkowałem na wolnym miejscu koło brązowego X5. Nim wysiadłem z auta, podszedł do mnie Adrian.
– Dzwoniła do mnie przed chwilą Sylwia. Masz wziąć moje X5 i jechać na lotnisko. O 16:00 na “przylotach” odbierzesz solistkę z wiolonczelą. Wiesz, jak się tu składa tylną kanapę?
No oczywiście, ze wiedziałem. To było to samo brązowe X5, którym kilku z Was jeździło sobie na wrocławskim zlocie. Wymieniliśmy się kluczykami i dokumentami, i ruszyłem w stronę lotniska.

Wiolonczela, co lata klasą biznes

Dojechać o tej porze z centrum na lotnisko w półtorej godziny jest prawie niemożliwe – każda ulica praktycznie stoi. A droga na lotnisko nawet się cofa. Koszmar. Nawet klimatyzacja nie pomaga, tak się ze stresu pocisz.
– Sylwia, słuchaj… – rozpocząłem nieśmiało rozmowę – jest właśnie 16:02 a ja mam do lotniska jeszcze dobre 4 kilometry…
– Jest dobrze – powiedziała Sylwia. – Przed chwilą rozmawiałam z pilotką, która już tam jest. Ponoć samolot wiolonczelistki ma 30-minutowe opóźnienie. Nie stresuj się, spokojnie jedź, będzie OK.

Pod halą przylotów byłem o 16:35. Na szczęście obsługa lotniska pozwala nam, kierowcom BMW oklejonych festiwalowymi symbolami, parkować tam, gdzie nikomu nie wolno. Nim wyłączyłem silnik, drzwi od strony pasażera otworzyła pilotka.
– Czy możesz pomóc artystce? Utknęła wewnątrz hali…
To zabrzmiało niepokojąco.

Mimo około 500 osób kłębiących się w hali przylotów, “moją” solistkę zauważyłem od razu – stała przy czymś większym od solidnej szafy gdańskiej. Przedstawiłem się i wzrokiem wskazałem na skrzynię wysoką prawie na metr osiemdziesiąt.
– My precious – wyszeptała solistka głosem Goluma.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Jeśli mam zabrać Ciebie – zwróciłem się do pilotki – oraz artystkę wraz z mężem i dzieckiem, to instrument musi pojechać jakoś inaczej. Może taxi bagażowe?
– Nie ma takiej opcji, by artysta nawet na sekundę spuścił instrument z oka. Ta wiolonczela warta jest tyle co samolot, którym przyleciała. Albo pojadą obie razem, albo nie pojedzie żadna.
– A to jak ona ją przywiozła samolotem? Siedziała z tą skrzynią w luku bagażowym?
– To ta skrzynia siedziała z nią w biznes klasie.
– Ale, nie no… pytam serio.
– Serio. Gdy zapraszamy solistę z większym instrumentem, to wykupujemy dla niego dwa miejsca – to drugie na instrument. Nie ma takiej możliwości, by instrument został nadany na bagaż. To niemożliwe.
– A jeśli zapraszacie pianistę, to co z…
– Pianista przylatuje sam. Ale oczywiście wcześniej dopytuje się, na czym będzie grał. Filharmonia ma 4 różne koncertowe Steinway’e, więc każdemu się podpasuje.

Wyszliśmy przed halę przylotów. Odszedłem kilka kroków na bok, by spojrzeć na wszystko z oddali – pilotka, solistka, jej mąż, jej córka (na oko coś koło 4 lat) oraz skrzynia z wiolonczelą. A brązowe BMW X5 nieśmiało wychylało się zza skrzyni. Nie jest dobrze.
– Jeśli ktoś lub coś musiałoby jechać innym autem – zwróciłem się po angielsku do solistki – to co to by miało być?
– Ja i wiolonczela to jedno – odparła bez namysłu.
Chmmm… zacząłem zatem kombinować. Niech te setki godzin spędzone na grze w Tetrisa wreszcie zaprocentują.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Czy możesz zadzwonić do Sylwii, by przysłała na lotnisko kogoś po męża i córkę? – zwróciła się do mnie pilotka głosem pełnym wysiłku i cierpienia. Zaskoczyło mnie to, że się do mnie w ogóle odezwała. Myślałem, że człowiek tak ekstremalnie rozprasowany na szybie nie jest w stanie wydać z siebie czegoś więcej poza charczeniem.
– Niech może Bar… – nie dokończyła. Pewnie dlatego, że niechcący najechałem na wystającą studzienkę. Ten delikatny wybój musiał poruszyć skrzynię z wiolonczelą. A ta z kolei zapewne jeszcze mocniej docisnęła pilotkę do drzwi. Współczułem jej, choć nie bardzo. Prosiłem, by poczekała z rodziną solistki na drugie auto. Ale nie – ona uparła się, że musi jechać. Ciekawe, na jak długo starczy jej oddechu…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

PS. Już jutro kolejna część relacji z mojej pracy przy Festiwalu Ludwiga van Beethovena. Dowiecie się z niej, jak fajnie jest gonić po Polsce autokar i co dał mi Maestro tak bogaty, że aż strach.
PPS. Z góry przepraszam za fotki słabej jakości. Nie wypadało mi biegać wokół auta z aparatem, więc co mogłem pstrykałem komórką…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Dla zagubionych: cz.1 | to jest cz.2 | cz.3 | cz.4

24 komentarze

  1. Może zmień śródtytuł o wiolonczelistce, chyba że to celowy zabieg stylistyczny :)

    Nie mogę się doczekać tego autokarowego pościgu! O której jutro można się spodziewać 3 części?

  2. Robi się ciekawie! Ba, jest fabuła, jest twist zupełnie nieoczekiwane zwroty akcji jak Back to the Future :)

  3. Nooooooo…. robi się konkretnie :P… Ale Steinway’a to mógłbyś spróbować przewieźć… co prawda droższy od X5 kilkakrotnie, ale jaki to byłby widok :P.

    Maestro…. rozwiany siwy włos? Apaszka na szyji?? Dobrze myślę?

    A 7-ka to nie nuuuuuda :P….

  4. @mr_bg: eeee…. “Blogo w świecie BMW”… doczytałeś ostatnich kilka postów czy masz na to wyje..ne i hejtujesz, żeby hejtować??

  5. Bardzo fajnie się czyta – i do tego praktycznie same konkrety, niektóre mocno zaskakujące. Takie fuchy to chyba równie dobry powód do zazdrości jak samo jeżdżenie drogimi beemkami za free ;).

  6. @tromb – kolejny Cwel W Niemcu. Tak ich ciągnie do “dżerman indżiniring” że to aż obrzydliwe.

    1. Szczerze mówiąc, nie widzę w tym manewrze niczego niestosownego. Ot, wyprzedził po prawej. Gładko i lekko. Co najwyżej wyprzedzanemu korona z głowy spadła.

      Nie, to nie ja. Ja gdy kogoś z prawej łyknę, zawsze potem wbijam heble aż do dna ;)

  7. Dopiero jak sprawisz sobie RWD lub xDrive z BMW z porządnym silnikiem i ichnymi możliwościami trakcyjnymi, przekonujesz się, że taki manewr nie jest niczym zaskakującym ani niebezpiecznym w bimmer’ze. Wiem że wygląda to kichowato, ale jadąc maszynką co ma 300KM a przed Tobą “wlecze” się gościu to niestety różne szalone pomysły wpadają do głowy.

    Ten manewr naprawdę nie jest niczym zaskakującym jak dla mnie.

  8. Najlepszy tekst ostatnim czasy :) naprawdę wciąga jak dobra książka. Jak na razie najfajniejsza misja.

  9. Co do filmiku to manewr nie był niebezpieczny czy coś takiego. Ale przeczytajcie opis i patrzcie, jak gość napada na heble zaraz po manewrze. To jest po prostu nieeleganckie i tyle.

  10. Oj, cicho :P. Nie mówię że by tak w tej beemce nie zrobił (pamiętasz tory tramwajowe? ;)), ale muszę bronić tego, co powiedziałem wcześniej, żeby nie wyjść na chorągiewkę :D

  11. @wyszyna: A po czym wnioskujesz ,że hejtuje? Zadałem blogo normalne pytanie, i oczekiwałem odpowiedzi. Nigdzie nie napisałem, że nie lubię bmw czy coś podobnego, a nawet jakby to jaki masz do tego problem? Masz bmw i ludzie się ciebie czepiają, taki kompleks ,że od razu nastawiasz się na atak? Współczuję ;>

    1. @mr_bg: O BMW piszę teraz praktycznie bez przerwy, bo współpracuję z nimi od końca lutego do początku czerwca. W sumie nic nie stoi na przeszkodzie, bym w tym czasie pisał o innych markach / wydarzeniach. Ale najzwyczajniej w świecie nie mam na to czasu – misje z BMW są bardzo absorbujące a i etatowa praca trochę ciśnie ;)

      Potem (połowa czerwca) zniknie z bloga logo BMW, przestanę się nimi wozić i znów będzie jak dawniej. Już mi smutno…

  12. Już powoli strzela focha – puszcza spaliny plecionką pod silnikiem. Plus jest taki, że warczy jak 300-konne Z4. Minus jest taki, że trochę w środku tymi spalinami śmierdzi. Tak to jest, jak auto głównie stoi – niejeżdżone się psuje.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *