BMW| Misja festiwalowa (3/4)

95% artystów przygotowywało się do tegorocznego 15. Festiwalu Ludwiga van Beethovena przez dwa ubiegłe lata – bo właśnie wtedy potwierdzili w nim swój udział. To mnie bardzo stresuje – głupio teraz nawalić, gdy od tak dawna występ jest planowany. Bo machina festiwalowa nie rusza na 2 tygodnie przed festiwalem. Rusza duuużo wcześniej. Dziś już potwierdzeni są artyści i zarezerwowane sale na kolejne dwie edycje Festiwalu – w latach 2012 i 2013. Szok, c’nie?

– Wiolonczelistka i pilotka w hotelu – zameldowałem Sylwii przez telefon.
– A instrument?
– Jaki instrument? – zażartowałem
– Jak to “jaki instrument”?!!!
– Nie zmieścił się – dalej brnąłem w żart.
– Jak to “nie zmieścił się”?!!!
Coś mi mówiło, że zabrnąłem zbyt daleko. Ułagodziłem sprawę i spytałem, co teraz.
– A stań sobie gdzieś w centrum. Zawsze muszę mieć kogoś w centrum, a Michał właśnie pojechał po rodzinę tej “twojej” solistki. Zaparkuj gdzieś i czekaj – zadzwonię, jak coś będzie.

Kebab

Zaparkowałem i wyszedłem stanąć w kolejce po kebaba. Gdy byłem już prawie przy kasie, zadzwonił Adrian.
– Wiem od Sylwii, że masz teraz chwilę wolnego? Jesteś może na kebabie?
– Yhy, kupić ci jednego?
– Nie, nie. Beemki chcę wymienić. Gdzie stoisz X-piątką?
– Tu i tu.
– A, wiedzę ją. Weź tu szybko podejdź, to się wymienimy.
Opuściłem kolejkę prosząc osobę stojącą za mną, by mi zajęła miejsce, bo zaraz wracam. Wymieniłem się z Adrianem na auta i wróciłem. Nie było mnie minutę, może dwie. Po moim “trzymaczu kolejki” ślad zaginął, więc karnie stanąłem znów na końcu. Była tu cała buńczuczna i pewna siebie warszawka. Nie chciałem się dziś z nimi kłócić – jeszcze by mi któryś garnitur wygniótł.

I gdy 10 minut później wreszcie miałem w ustach kęs kebaba wielkości żelazka a w dłonie zbierałem wyciekający z bułki wartką strugą sos, zadzwonił telefon. Mogłem się tego spodziewać. Wyrzuciłem kebaba, strząsnąłem sos z dłoni i odebrałem. I okazało się, że telefon traktuje rozsmarowany po wyświetlaczu sos jak miliony impulsów. Rozmowa rozłączyła się nim na dobre się zaczęła. W zamian włączył się aparat fotograficzny, skrzynka mailowa oraz czytnik RSS. A w tle słychać było muzyczkę z Angry Birds.

Smyczek

– Dzwoniłaś? – spytałem, gdy w końcu doszedłem z telefonem do ładu.
– Odbieraj. Zawsze odbieraj.
– Sorry, jadłem.
– A zjadłeś?
– Jakby nie bardzo…
– A to niedobrze. Bo jest bardzo pilna sprawa. Na CITO. Pamiętasz, jak mówiłam Ci o orkiestrach?
– Mam przewieźć orkiestrę?! – przeraziłem się nie na żarty. Stu chłopa nawet do “siódemki” nie wejdzie.
– Nie, orkiestra już jest w Filharmonii i zaraz rozpoczyna próbę. Ale jedna skrzypaczka zgubiła smyczek.
– I co? Niby mam go znaleźć? W życiu smyczka na oczy nie widziałem. Żadnego.
– Nie musisz go szukać, my na 90% wiemy gdzie jest.
– To w czym problem.
– Problem jest w tym, że smyczek jest teraz w autokarze, którym orkiestra przyjechała. A ten autokar od godziny jest w drodze powrotnej do Białegostoku. Dogonisz go?
– A nie możesz zadzwonić do kierowcy, by wrócił?
– Nie odbiera. A nawet gdyby, to i tak nie wróci. Jedź za nim szybko, a ja będę dzwoniła. Jak tylko odbierze, powiem mu by stanął gdzieś na poboczu. A nawet jeśli nie, to “siódemką” dopadniesz go w połowie drogi.
– W połowie drogi do Białegostoku?
– Yhy.
– To żart, prawda? Macie tu falę i nabijacie się z nowych?
– Blogo, to nie jest żart. Lepiej już ruszaj. Skrzypaczka próbę jakoś na pożyczonym smyczku odbębni, ale wieczorny koncert tylko na swoim zagra. Albo wcale.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Godzinę później zaparkowałem na poboczu tuż za autokarem. Wysiadłem i wszedłem do środka przez otwarte drzwi. Kierowca spał.
– Ma Pan ten smyczek?
Kierowca nie otwierając oczu (i nie przestając chrapać) wskazał na leżący na desce rozdzielczej smukły i długi pokrowiec. Wziąłem go w rękę i rozsunąłem. W środku był smyczek, ale jakiś taki stary i postrzępiony. O takie barachło tyle zachodu?
– Telefony niech Pan odbiera. Nie musiałbym tyle jechać.
Kierowca otworzył oczy, przeciągnął się i spojrzał we wsteczne lusterko na świecącą ringami “siódemkę”.
– Weź już Pan nie narzekaj…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

W drodze powrotnej dzwoniono do mnie 12 razy – 8 razy pilotka odpowiedzialna za orkiestrę i 4 razy Sylwia. W ogóle praca przy festiwalu przypomina dość mocno telemarketing. Sylwia dziennie wykonuje (lub odbiera) ponad 200 telefonów. Każdy kierowca co najmniej 40. Jak łatwo policzyć – podczas 14 dniowej pracy przy Festiwalu każdy kierowca odbędzie około 600 rozmów telefonicznych. A Sylwia prawie 3000. Tyle rozmów to ja odbyłem od czasu swojej pierwszej Nokii 1610 do dziś…

– Masz smyczek? – spytała mnie pilotka, gdy o 19:24 wbiegłem do Filharmonii.
Uniosłem go w górę w geście triumfu.
– A kalafonia? Nie wziąłeś kalafonii?
– Jechałem po smyczek i przywiozłem smyczek…
– Boże, módlmy się, żeby zechciała używać kalafonii od kolegów z orkiestry – westchnęła pilotka i zniknęła w otchłani wyciemnionej przed koncertem sceny.

Odlot

– Dasz radę jeszcze jedną rzecz załatwić? – spytała mnie Sylwia, gdy telefonicznie zameldowałem jej wykonanie zadania.
– A mogę nie dać rady?
– Wiesz, pracujesz w zasadzie od 13:00. Dochodzi 20 więc masz już wyrobione 7 godzin. Normalnie każdy kierowca powoli kończy już pracę. Bardzo tego przestrzegamy. Dlatego pytam.
– A to coś dużego?
– Kurs z hotelu na lotnisko. O tej porze uwiniesz się błyskawicznie i potem będziesz już mógł jechać do domu, stamtąd masz przecież blisko.

Podjechałem pod Hotel Radisson. Zadzwoniłem do Sylwii. Ona zaraz potem zadzwoniła do pilotki. Pilotka minutę później zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy jestem. No jestem, jestem – odpowiedziałem. Ona na to, że zaraz do mnie wyjdzie.

– Dobry wieczór – przywitała się wsiadając z tyłu. – Maestro musi być jak najszybciej na lotnisku. Dziś rano mi mówił, że odlot ma o 21:30.
Spojrzałem na zegarek – była 20:10. Teoretycznie zdążymy na luzach. Ale biorąc pod uwagę obyczaje panujące na lotnisku (“na godzinę przed odlotem”) – powinniśmy ruszyć lada chwila. Lecz na razie czekaliśmy na Maestro.

O 20:19 też czekaliśmy.
O 20:26 nadal czekaliśmy.
I o 20:38 tak samo… czekaliśmy.
A o 20:51 jak myślicie – co robiliśmy? No, dokładnie…

W końcu coś we mnie pękło – odwróciłem się i spojrzałem wymownie na pilotkę. Jednak moje spojrzenie bezwładnie opadło na tylną kanapę, gdyż pilotki już na niej nie było. Rozejrzałem się zauważyłem rąbek jej spódnicy znikający w wejściu do hotelu.

Wróciła po 5 minutach.
– Maestro wylatuje później – powiedziała spokojnie.
– Ale jak później? Innym lotem? O której?
– Tym samym lotem… za półtorej godziny. Albo i trochę później. Jeszcze nie wie.
– Ale ten lot wylatuje za pół godziny.
– Ten lot wyleci wtedy, gdy Maestro będzie na pokładzie.
– Tak? – zapytałem z przekąsem.
– Tak.
– Ale…
– Ma “private jeta”. Nie miałam o tym zielonego pojęcia…

Witaminy

Zadzwoniłem do Sylwii. Pozwoliła mi jechać już do domu. Po Maestra przyjedzie ktoś inny. Powiedziała, żebym się wyspał, bo jutro o 5:00 rano mam być ponownie na lotnisku. Uruchomiłem silnik i już chciałem odjeżdżać, gdy w okno od strony pasażera zapukał miły, starszy Pan w eleganckim szlafroku i jedwabnym szaliku. Uchyliłem szybę. On uśmiechnął się i głosem Seana Connery’ego (z takim samym szkockim seplenieniem) powiedział:
– Proszę, niech Pan to ode mnie przyjmie. To same witaminy. Ja dbam o swoich kierowców.
I podał mi zielone, błyszczące jabłko…

Kontrola

Następnego dnia wstałem o 4:17 i gdy myłem zęby, zadzwonił telefon. To była pilotka.
– Halo?
– Wstał Pan?
– Wstałem.

O 4:31 kończyłem lekkie śniadanie, gdy zadzwonił telefon.
– Ja jestem już w drodze, a Pan?
– Już ruszam.

O 4:43 byłem w połowie drogi, gdy zadzwonił telefon.
– Jestem już na miejscu, a Pan?
– Dojeżdżam.

Gdy o 4:58 zaparkowałem przed halą przylotów, zadzwonił telefon.
– Jest Pan już?
– Jestem.
– Do dobrze. Bo samolot ma 20-minutowe opóźnienie.
“To jakaś bardziej zaawansowana logika” – pomyślałem i odsunąłem fotel do tyłu, rozsiadając się wygodnie.

Uraz

– Panie Blogo, nie jest dobrze – szepnęła mi do ucha pilotka, gdy już w trójkę (ja, ona i solista) jechaliśmy w kierunku Hotelu Sheraton. – Mistrz mówi, że w samolocie doznał urazu dłoni i… sam Pan rozumie…
Błyskawicznie pojąłem grozę sytuacji. Artysta miał przy sobie tylko dwie małe walizeczki. Ani śladu instrumentu. To pianista. Na 100% pianista. A pianista z nadwyrężoną dłonią to… koszmar.
– I co teraz? – spytałem, autentycznie przejmując się sytuacją.
– No właśnie, i co teraz…? – spytała retorycznie pilotka i popadła w zadumę.

Mimo wczesnej pory wykonałem krótki telefon do Sylwii i streściłem jej problem. Powiedziała, że zadzwoni za minutę. 57 sekund później zadzwoniła… w zasadzie to Michał do mnie zadzwonił. Chyba też już nie spał.
– Wiem wszystko od Sylwii. Nie wypuszczaj go z auta pod hotelem, będę tam za kwadrans.
– Człowieku, nie ma jeszcze 6 rano… jak ty dajesz radę?
– Przywykłem. Festiwal to dwa tygodnie wyjęte z życiorysu…

Michał, co w przypadku tej konkretnej historii ma niebagatelne znaczenie, jest magistrem rehabilitacji. Przyjechał pod hotel, zrobił pianiście mobilizację i masaż. Obiecał, że tuż przed próbą zrobi to ponownie. Po próbie też. I jeszcze raz przed koncertem.

Stałem i patrzyłem na to zaskoczony. Serio – koparka mi opadła. Michał mnie dostrzegł i najzwyczajniej w świecie ochrzanił:
– Co tak stoisz? Skończyłeś zadanie, to dzwoń do Sylwii!

Zaproszenia

– Dziś o 19:30 ostatni i chyba najważniejszy koncert Festiwalu – mówiła Sylwia, gdy na jej prośbę przyjechałem do biura na Chmielną, wypełnionego już po brzegi innymi kierowcami. – Mamy do rozwiezienia na CITO 70 zaproszeń. Ty Blogo weź te z Saskiej Kępy i Żoliborza – to głownie ambasady. Reszta z Was niech sobie wybierze co tam chce. Najważniejsze, by zaproszenia dotarły do południa. Jak ktoś skończy, niech natychmiast melduje. Dziś tylko 1 koncert, ale ważny – może być zamieszanie z próbami.

Rozwożenie zaproszeń to jeden z obowiązków każdego kierowcy. Codziennych obowiązków. Na ogół robi się to z rana – wczoraj zacząłem pracę o 13:00, dlatego mnie to ominęło. Większość VIPów przyjeżdża na Festiwal na 1-2 dni po to, by obejrzeć konkretny koncert. Zostali zaproszeni osobiście przez Panią Elżbietę Penderecką, a zadaniem kierowców jest dostarczenie im eleganckich zaproszeń. Takich zaproszeń nie wysyła się pocztą – takie zaproszenia wręcza się osobiście.

Pani Elżbieta zwraca szczególną uwagę na formę. Formę wszystkiego. Dlatego pracujemy (my, kierowcy) zawsze w garniturach. Auta są zawsze błyszczące i czyste. Zawsze otwieramy drzwi. Zawsze pomagamy z bagażami.

Przejrzałem pobieżnie zaproszenia – Ambasador, Sekretarz, Ambasador, Ambasador… Spojrzałem na zegarek – dochodziła 7 rano. Jeśli się sprężę, powinienem się przed porannym korkiem wyrobić. Ruszyłem ku wyjściu na dziedziniec, gdy Sylwia podbiegłą do mnie i schwyciła mnie za ramię:
– Jak tam, dajesz radę?
– Spoko, ale jestem w szoku, że to jest taki kierat.
– A mówiłam Ci – uśmiechnęła się. – Ale jest OK, prawda? Jadłeś coś?
– Lekkie śniadanie przed piątą rano.
– Nic więcej? Zjedz coś, bo dziś lekko nie będzie.
– A, jeszcze wczoraj wieczorem zjadłem zielone jabłko.
– A to OK, masz zapas witamin na cały dzień ;)

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

PS. Jak widzicie, nie zmieściłem się we wcześniej zaplanowanych 3 częściach. Ale jutro wieczorem już ostatnia część – obiecuję! Czy warto na nią czekać? Cóż… chyba warto, choćby dla kilku ciekawostek, którymi się w niej z Wami podzielę.
PPS. Za słabej jakości fotki już przepraszałem.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Dla zagubionych: cz.1 | cz.2 | to jest cz.3 | cz.4

23 komentarze

  1. rewelacyjny tekst Blogo :)… Rozczuliło mnie to zielone jabłuszko Maestro :P

    … Rozumiem, że nie opisanie Twej pogoni za autobusem jest JAK NAJBARDZIEJ CELOWE… na ilu by się skończyło?? 30-40 punktach :P

  2. Czyta się świetnie. Jak mało kiedy czekam na kolejną część. :-) Praca jako taki kierowca festiwalowy to gorsze niż taksówkarz! Swoją drogą domyślałem się, że artyści mają pewne swoje, czasem dziwne, zachcianki ale żeby aż tak? Instrumenty w biznes klasie, wyjątkowe smyczki – nie zdziwiłbym się jakby te instrumenty same grały. :-/

  3. Ehhh ten Angry Birds mnie zmylil, ale wiem jest tez na Adka.
    Ok zrobimy tak:
    1. Pozycze Ci iPhone
    2. Zrobimy wywiad

    PS. To ze robisz misje dla BMW to tak jakby Steve Jobs zatrudnił nas do testowania iPhonow :)

  4. Misja jest świetna! Bardzo fajnie się czyta każdą kolejną część. Opis pościgu za autobusem miałby sporo blogerskiego potencjału. :)Gdyby tylko można to było oficjalnie opisać :)
    Jak na razie to moja ulubiona misja, bo z racji swojego charakteru autentycznie trzyma w napięciu. Czekam z niecierpliwością na ostatnią część.

  5. Blogo, dzięki za poprawienie humoru przy porannej kawie. To jeden z najlepszych tekstów, jakie miałem przyjemność u Ciebie przeczytać. Co prawda niewiele bije tekst złomnika n/t czarnychpassatówkombiwtedeiku, ale tu muszę przyznać, że lekkością pióra przebiłeś wiele. Serio. :)

  6. no wreszcie, kolejny post, szczerze Ci powiem że zawsze gdy przeczytam jednego chciałbym już aby kolejny właśnie został wstawiony, Twój blog motoryzacyjny jest jak dobra książka nie czytając do końca nie odchodzisz od niej a u Ciebie jest tak że ku**a muszę czekać na następny odcinek mimo wszystko czekam na kolejny

  7. Czyta się to jak dobrą książkę :D. Jak dla mnie to tych części mogłoby być nawet i dziesięć. Dasz radę ;D ?

  8. Kurde. Czekam od 2-óch godzin na ostatnią część, i odpuszczam. Trzeba jutro jakoś wstać ;)

    pozdrawiam ;)

  9. @Szczypior
    Będziesz miał nauczkę, żeby ‘zalajkować’ blogo na fb (a jak nie masz konta to założyć;), bo Blogo już kilka godzin temu napisał, że ma swoich czytelników głęboko gdzieś i dzisiaj nic nie wrzuci. Tłumaczy się zmęczeniem :P

  10. @Miko “że ma swoich czytelników głęboko gdzieś i dzisiaj nic nie wrzuci. Tłumaczy się zmęczeniem :P”

    LOL – konkretna wrzutka ;-P

  11. @Blogo
    Spełnisz swoje motoryzacyjne marzenia? Czyli parkingu BMW stoi Mercedes CLS? Ale to się kupy nie trzyma :P

    @Wyszyna
    Wszyscy się rozpływają nad wpisami z zadania, więc trzeba autorowi też trochę wrzucić, żeby nie popadł w przesadny samozachwyt ;)

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *