#228 Nasza polska Arrinera


Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się tego – myślałem, że za mojego żywota nie będziemy mieć my, Polacy, superkara z prawdziwego zdarzenia. A tymczasem mamy… lub mieć będziemy za chwilę. I pal licho to jak wygląda i jak jeździ – najważniejsze, że ma zajebistą nazwę: ARRINERA. Brzmi nieźle, prawda?

Lecz mimo genialnej nazwy, reszta nie jest już tak różowa. Coś mi tu w tym wszystkim nie gra. Ale zacznijmy od początku.

Otóż w 2008 roku spółka inwestycyjna / fundusz kapitałowy Veno S.A. (notowana na NewConnect) pochwaliła się swoim nowym projektem – wówczas nazwanym Venocar. Na szczęście była to tylko nazwa robocza. Projekt auta (tak samo jak i jego niedawno pokazana wersja produkcyjna) nie powalał – ale przyznać trzeba, że wstydu też nie przynosił. Wyglądało to w 2008 roku mniej więcej tak:

Potem na ponad dwa lata zaległa cisza. Aż tu nagle kilkanaście dni temu temat powrócił i powołana w międzyczasie spółka Veno Automotive S.A. (obecnie Arrinera Automotive S.A.) zaprezentowała prototyp auta.

Przyjechał na lawecie (to o niczym nie świadczy!) i wbrew panującym zwyczajom, wcale nie miał czarnych szyb i zamkniętych drzwi. Nieliczni inwestorzy (bo to dla nich był ten pokaz przygotowany, jak mniemam) mogli obejrzeć auto z każdej strony.

Ja, patrząc na powyższe zdjęcia, jestem pod wrażeniem. Tak samo jak Wy widzę w tym projekcie zbyt dużo zapożyczeń i stylistycznych niespójności – ale nie od razu Rzym zbudowano. Pierwsze Ferrari i Lamborghini (że już o koszmarnie brzydkim i wykonanym gorzej od podróbki Matchboxa Gumpercie Apollo nie wspomnę) też nie grzeszyły stylistyką i jakością.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Życzę temu samochodowi jak najlepiej. Uważam, że spokojnie możemy mieć swój własny polski superkar. Ale, kurdelek serdelek, jakoś radość mnie nie przepełnia. Bo coś mi tu nie pasuje… coś tu jest robione nie tak jak trzeba.

Wszystkie superkary jakie znam zostały powołane do życia przez pasjonatów, którzy swoją wiedzą, doświadczeniem, sercem i zdobytą wcześniej fortuną gwarantowali powodzenie przedsięwzięcia. Matką super samochodu nie może być Zimna Kalkulacja, a ojcem nie może być Arkusz Excela. Super samochód nie może być dzieckiem Rady Nadzorczej i Działu Księgowości. Super samochód nie może mieć za wujka jakiegoś rzutkiego posiadacza dyplomu MBA mającego na wizytówce stanowisko New Business Manager. Nie może i już!

Superkary są dziećmi geniuszy, pasjonatów i ludzi obdarzonych tak wielką charyzmą, że samo przebywanie z kimś takim w jednym budynku sprawia, że osoby rozchwiane emocjonalnie bezwiednie się moczą.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Co nam szkodzi – przelećmy pobieżnie po ikonach motoryzacji:

Enzo Ferrari najpierw chciał zostać śpiewakiem operowym, ale coś mu tam nie wyszło i zatrudnił się w Turynie jako kierowca testowy. Potem zaczął startować w rajdach i ostatecznie w wieku 22 lat trafia do Alfa Romeo. 19 lat później był już szefem ich ekipy rajdowej. I rzucił tą robotę, by samodzielnie budować samochody.

Ferruccio Lamborghini był producentem ciągników rolniczych. Biznes szedł mu tak dobrze, że mógł sobie pozwolić na zakup Ferrari. Niestety ono ciągle mu się psuło (głównie nawalało sprzęgło), a żaden okoliczny mechanik nie potrafił sobie z tym problemem poradzić. Co zrobił Ferruccio? Pojechał wprost do domu Enzo, by opowiedzieć mu o problemach z autem i poddać kilka pomysłów na usprawnienia – wszak był fascynatem technologii i twórcą niezawodnych traktorów. Enzo jednak wyrzucił do na zbity pysk, wrzeszcząc przy tym “Ty wieśniaku!“. Takiej zniewagi Ferruccio przełknąć nie mógł i w odwecie postanowił samodzielnie stworzyć auto, przy którym każde Ferrari miało wyglądać jak metroseksualny (wtedy jeszcze tego słowa nie znano – najprawdopodobniej ówczesny synonim brzmiał: Pizza Margarita) wóz dla fryzjera. I mu się to udało, nawet bardzo.

Christian von Koenigsegg od maleńkości chciał produkować sportowe aut. Firmę założył w wieku 22 lat i z powodzeniem (wraz z żoną) prowadzi ją do dziś. Na pozór nie ma w tej historii niczego ciekawego, ale zastanówcie się, skąd do cholery 22-latek wziął kasę na budowę super samochodu? Prawdziwa zagadka godna Herkulesa Poirot.

Lee Noble, nim pod własnym nazwiskiem zaczął produkować auta, był uznanym brytyjskim inżynierem i projektantem, który na swoim koncie miał takie potwory jak Ultima GTR czy Ascari.

Roland Gumpert przez wiele lat był szefem działu sportowych samochodów Audi. W końcu postanowił samodzielnie produkować auta. I robi to do dziś. Co ciekawe, nie produkuje aut po to, by stały na parkingu czekając na kupca. Każdy samochód robiony jest na zamówienie. I każdy ma w zasadzie coś koło 700 koni.

Colin Chapman, jeden z najbardziej uznanych projektantów samochodów sportowych w historii, był nie tylko inżynierem i konstruktorem, ale także beznadziejnym kierowcą wyścigowym. Nie miał na swoim koncie żadnych osiągnięć. Raz tylko (w 1956 r.) zakwalifikował się do wyścigu o Grand Prix Francji, ale na skutek awarii silnika nawet nie ruszył z linii startu. Ale chwilę później jego firma w wyścigach F1 przez wiele lat wytyczała granice technologicznych możliwości.

Bruce McLaren był z kolei nowozelandzkim inżynierem, kierowcą wyścigowym, technikiem oraz wynalazcą. Wygrał mnóstwo rajdów i wyścigów, aż w 1965 roku założył własny zespół, w którym startował i całkiem nieźle mu szło (wygrywał wyścigi zarówno w produkowanych przez siebie bolidach, jak i w autach obcych firm, np. w Fordzie GT40). Jak dziś wygląda zespół McLaren – pisać chyba nie muszę, wszak należy do Wielkiej Trójki teamów z F1.

Trevor Wilkinson, młody angielski inżynier, zbudował samodzielnie lekkie, aluminiowe nadwozie sportowego pojazdu. Cały samochód, oznaczony już symbolem TVR powstał dwa lata później, a do jego napędu posłużył silnik Forda.

Horacio Pagani już jako dziesięcioletni chłopak kreślił nadwozia samochodów sportowych. Gdy miał 12 lat, jeden z jego projektów został wyrzeźbiony w drewnie i wzbudził zachwyt specjalistów. Potem uczestniczył w projektowaniu bolidu F3 w stajni Renault. Potem znalazł pracę w Lamborghini i współprojektował m.in. modele Countach oraz Diablo. A potem założył własną firmę.

Sami widzicie, że za każdym superkarem kryje się jakiś geniusz. Jakaś legenda, którą wystarczy raz usłyszeć, by pamiętać ją do końca życia.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Czy ktoś taki jest w Arrinera Automotive? Na 100% nie ma – bo gdyby był, nie musiano by stanowiska przewodniczącego Rady Nadzorczej obsadzać osobą Lee Noble’a. Tak tak, tego samego Noble’a, co stworzył markę Noble.

Ja wolałbym, gdyby za Arrinerą od samego początku stał jakiś pasjonat i prawdziwy lider – a nie biznesmen dywersyfikujący swoje lokaty i szukający zysków na nowych rynkach. Ale cóż – i tak źle nie jest – Lee Noble na pewno jest KIMŚ, a to dobrze rokuje.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Jest jednak pewien drobny fakt, który mnie uwiera – na stronie Veno S.A. przeczytałem, że w 2011 roku firma chce, by jej dziecko (Arrinera Automotive S.A.) zadebiutowało na NewConnect. Wiecie, co mi to przypomina? Ten pośpiech z prezentacją prototypu, ten Lee Noble na czele Rady Nadzorczej, ta niezbyt huczna prezentacja auta, ten lekko amatorski sposób produkcji prototypu (obejrzyjcie ten filmik sprzed roku – jest dość sensacyjny, ale czy prawdziwy i słuszny, tego nie wiem) … wiecie co mi to przypomina? Trochę mi to przypomina ten projekt Piotra Tymochowicza… jak on się zwał… chyba Solaris Gate… też był niekompletny (by nie powiedzieć – pusty w środku), też był mocno promowany, też był owiany tajemnicą… i też bardzo szybko wszedł na NewConnect. Jak skończył – zapewne wiecie.

Bardzo mi się te dwa tematy wydają podobne. Szkoda, gdyby tak było. Bardzo, naprawdę bardzo chciałbym, aby za mojego życia Jeremiasz Klakson driftował polskim superkarem i darł się jak debil:
I was off the track, I’m on it now!
What a machine! It’s astonishing!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Obym się co do Arrinery mylił. Obym już niebawem mógł wszelkie swoje dywagacje odszczekać. Nich się ziści to, co tak obiecująco jest opisywane na ich blogu firmowym. Niech te laserowo wycinane przyciski nie wylądują w czyimś koszu na śmieci. Niech im się uda!!!

Niech nie cwaniaczą, nie kombinują i nie starają się wydymać inwestorów! Niech do kurwy nędzy zrobią ten prototyp jak należy! Niech uruchomią produkcję! Niech Arrinera zyska światowe uznanie!
Ależ bym tego chciał!!!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

PS. Jakby co, to winę za ten wpis ponosi Robert ;)




Wpis opublikowany dnia 10.06.2011
Kategoria: Arrinera | Tagi: , , , ,
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 30

  1. Drewniacki ( June 10th, 2011 01:58 )

    A naszym polskim, pięknym Leopardzie, budowanym właśnie przez geniusza, na tym blogu już było? Pewnie było, ale ja świeżym czytelnikiem jestem i nie wiem :)

  2. Blogomotive ( June 10th, 2011 02:00 )

    Z Leopardem z Mielca jest ten problem, że to jest CHYBA filia szwedzkiej firmy i nie mam pewności, że w tym aucie jest nasza myśl techniczna.

  3. Wojtek ( June 10th, 2011 07:26 )

    Bez jaj, ale ta ARRINERA wygląda ja Reventon bo małych zmianach stylistycznych. Sama Lamborghini nawet o to się podobno upomniało do firmy która ma robić to auto.

  4. Renek ( June 10th, 2011 07:43 )

    Chyba Wojtek nie doczytałeś. Tu nie chodzi o wygląd auta tylko o to, że mogliśmy mieć pierwszy polski supercar, a mieć będziemy kolejny skok na portfele drobnych inwestorów. Patrzyłeś na kurs akcji Veno? Czytałeś giełdowe fora? To, czy prototyp podobny jest do lambo czy do kii jest najmniejszym zmartwieniem.

  5. Sebastian Rydzewski ( June 10th, 2011 09:51 )

    http://jalopnik.com/5805404/did-you-hear-the-one-about-the-polish-supercar

    Przeczytajcie to wyżej sobie :) Jalopnik to ogromny portal z milionami wejść – i zobaczcie co oni o tym myślą.

    To dzięki mnie o Arrinerze dowiedziała się zagranica.

    Ale na szacunek od strony firmy liczyć nie można ;) Coś czuje, że oni kręcą. Wolą bawić się ze specjalistami z “TVNów”, a boją się w taki sposób zagrać z profesjonalnymi blogami, które mogą poważnie ośmieszyć ich projekt. Co za naszą sprawą zrobił np. Jalopnik :)

  6. Blogomotive ( June 10th, 2011 10:04 )

    Ja jestem daleki od ośmieszania Arrinery. Dla mnie ten samochód może być zerżnięty z Lamborghini, może jeździć słabo i być marnie wykonany. Ważne, byśmy gdzieś w motoryzacyjnym świecie zaistnieli nie tylko jako ci, którzy montują Fiaty i Ople.

    Jeśli Arrinera nie okaże się przewałem giełdowym, będę jej oddanym orędownikiem.

    Naprawdę marzy mi się polski samochód w Top Gear (tylko nie linkuje mi tu proszę do filmiku, w którym Klakson jeździł Polonezem ;)

  7. Grzegorz ( June 10th, 2011 10:45 )

    Kto to kurdę tłumaczył? Kali chcieć, Kali mieć, mniej więcej ten poziom. Temu Arrinerze trzeba dać szansę, zobaczymy co z tego wyniknie. :)

  8. mivipe ( June 10th, 2011 12:01 )

    Ja również liczę, że coś im z tego wyjdzie..
    Tylko jakoś średnio do tego podchodzą ;)
    Filmik z prezentacji.. http://www.youtube.com/watch?v=G36AntlW2Z0&feature=related
    Przywołany “przewał giełdowy” może to być… ale nic mi do tego ;)
    Wiadomości zainteresowani do nich wysyłają bo myślą że jak z Polski to będzie grosze kosztował :>
    PS. Brakuję mi tam z tyłu konkretnego zakończenia układu wydechowego.. ale.. jeszcze bardziej przypominałby Lamborghini ;)
    A te czujniki parkowania z Allegro mogli sobie darować :P

  9. Agli ( June 10th, 2011 12:07 )

    “Bardzo, naprawdę bardzo chciałbym, aby za mojego życia Jeremiasz Klakson driftował polskim superkarem i darł się jak debil:
    I was off the track, I’m on it now!
    What a machine! It’s astonishing!” – taka sama była moja pierwsza myśl, gdy przeczytałem wiadomość podlinkowaną przez Roberta w komentarzu do 5GT. ;) Dlatego Arrinerze życzę jak najlepiej, jednak tak jak piszesz – wszystkie udane superkary budowane są/były przez pasjonatów. A w tej tworzonej w pośpiechu przez jakieśtam przedsiębiorstwo kopii Reventona (ja przynajmniej) pasji nie dostrzegam.

  10. monogramus ( June 10th, 2011 12:45 )

    To mrzonki, nierealne.
    Prześledźmy ostatnie próby tworzenia suprerkarów przez rady nadzorcze największych firm:
    SLR
    Mercedes wyłożył się na nim strasznie, szybko go zwinęli.
    VEYRON
    Robota chałupnicza, sporo części z passata, ludzie kupują tylko dlatego że ma magicze 1000KM.
    R8
    Dziecko Audi które chyba najlepiej wyszło, nie wiem jak, nie jeździłem :)
    BMW
    nawet nie próbuje walczyć w tej lidze.

    Porsche nawet powoli się wycofuje z ligi włoskiej na rzecz samochodów dla fryzjerów. Czytając doniesienia o polskim superkarze chce się tylko powiedzieć “z czym do ludzi”.
    Nie mają szans nawet osiągnąć poziomu Vipera czy Mustanga.
    Jedyne co są w stanie robić to tak zwane repliki, czyli podłoga jakiegoś 407 coupe obudowana blachami z szopy.

  11. monogramus ( June 10th, 2011 13:01 )

    A wygląda oczywiście bardzo dobrze, czyli tak jak lambo. Nie wiem czy zyska popularność podróbka lambo, nie wiem też czy chińskie podróbki znajdą uznanie. Te najtańsze pewnie tak. Ale jak masz do wydania 500tys na zabawkę to chyba lepiej kupić niezawodne porsche czy M3 niż ładować się w polską samoróbkę bez żadnego zaplecza.
    Oczywiście może po 20 latach ciężkiej pracy…
    Natomiast teraz wygląda to tak jakby chcieli zrobić szum i naciągnąć inwestorów korzystając z hossy na giełdzie.

  12. Piter ( June 10th, 2011 14:47 )

    Też mi się wydaje, że to auto zostało zaprezentowane tylko po to, żeby ktoś zarobił nieco na giełdzie. Auto wygląda jakby było projektowane na kolanie i oczywiście pewnie silnik z Corvetty. 500tys zł to zdecydowanie za mała cena, żeby to auto mogło być dobre. Merc SLS kosztuje bańke z jakiegoś powodu. Kosztuje tyle bo cały sztab ludzi pracował przez lata w pocie czoła aby gotowy samochód był tak cudowny jak się da, a to kosztuje. Taka cene byłaby ok gdyby sprzedaż szła w tysiace, a to raczej Arrinerze nie grozi. Jeżeli to w ogóle wejdzie do sprzedaży to kupi to może jakiś szejk, jakiś biznesmen patriota i tyle. Reszta ludzi kupi 911, M3, GT-Ra.

  13. andy ( June 10th, 2011 17:35 )

    Gratuluje ambicji i zycze powodzenia!
    W tak zwanym miedzyczasie, czy mozesz Ralaf podac mi jakis
    przyklad polskiego produktu lub polskiej marki, ktora osiagnelaby
    sukces na miedzynarodowym rynku, probuje dumnie przytrzec
    nosa niepolskim kolegom i tylko wodka mi do glowy przychodzi…

  14. Blogomotive ( June 10th, 2011 18:26 )

    Jesteśmy światową potęgą w truskawkach.

  15. Mateusz ( June 10th, 2011 19:33 )

    A ja nie jestem wielkim fanem tego pomysłu. Są rzeczy, w których Polacy się po prostu nie sprawdzają, rzeczy, których na których się nie znamy. Już choćby nie ze względu na to, że wykonanie tego samochodu nie będzie należało do najlepszych. Lamborghini, Ferrari, czy Porsche nie kupuje się tylko ze względu na to, że są strasznie szybkie, dobrze się prowadzą i świetnie się prezentują, ale także ze względu na kawałek historii czy dziedzictwa, który w sobie mają. Arrinera tego nie posiada i raczej posiadać w najbliższej przyszłości nie będzie. Do głowy nie przychodzi mi żaden powód, dla którego jakiś bogacz miałby kupić właśnie te auto. My mamy piękne dziewczyny i tak jak wspomniałeś – truskawki. Samochody najwidoczniej możemy tylko składać ;)

  16. dejko ( June 11th, 2011 08:17 )

    Ale co w tym samochodzie jest tak naprawdę Polskiego? Lamborghini po zretuszowanej kresce + silnik chyba od Corvette.

    Ja tam bym się z tego cieszył w sytuacji gdy:
    - przynajmniej nadwozie byłoby od początku do końca zaprojektowane w Polsce, lub
    - byłby tam Polski silnik lub
    - obie te rzeczy jednocześnie

    Czy ktoś będzie chciał jeździć samochodem “kundlem” pochodzącym z kraju, w którym motoryzacja była zawsze 100 lat za Murzynami? Gdyby to był własny produkt – no to jeszcze jakaś egzotyka. Ale osobiście, to ja bym wolał kupić sobie to Lambo czy inne Ferrari, niż auto które ma tyle imagu co bezfirmowy produkt w hipermarkecie.

  17. Blogomotive ( June 11th, 2011 08:51 )

    Tak samo zaczynał Koeniggsegg (czy jak się to tam pisze), Pagani, Rinspeed, TVR, Lotus itp. Wszyscy zaczynali od składaków.

    Gdyby nagle w PL pojawił się gość i zapowiedziałby podbój świata syperkarem ze 100% polskim silnikiem – pękłbym ze śmiechu i pierwszy bym go wykpił. Silnik trzeba sobie wypracować. Podwozie też. To zajmuje lata. Świetlne.

    Zaczynanie ze sprawdzonymi podzespołami to jedyne mądre rozwiązanie. Sęk w tym, że ten projekt Arrinera to chyba tylko i wyłącznie giełdowa wydmuszka.

  18. SSSS ( June 11th, 2011 09:49 )

    @Sebastian Rydzewski: Czy naprawdę jest się czym chwalić :)

    “First of all, big thanks to our friends at Motofilm.pl for not only tipping us off to the existence of this car, but also for providing a (probably Google) translation.”

    Hahaha!

    @Blogomotive: lata świetlne to niestety miara odległości ;) i oczywiście moje ukochane “tą” ;)

    Nie ma w Polsce super aut, bo nikt nie chce inwestować w tak ryzykowny projekt. Znam ludzi, którzy mogliby w to “wejść”, ale… no właśnie – najpierw wyliczenia księgowe, potem dopiero szał na desce kreślarskiej i w manufakturze.
    Tutaj potrzebna jest pasja i rodzinna fortuna (vide pan ze Szwecji ;) )

  19. Blogomotive ( June 11th, 2011 09:55 )

    Pieprzone “tą” i “tę”. Mam z tym prawdziwy problem. Nawet Ryba mnie za to wyśmiewa. Ale specjalnie robię błędy, bo to idealne droga do pozyskania inwestora ;)

  20. Miko ( June 11th, 2011 11:53 )

    Blogo,
    Do pozyskania inwestora to stanowczo za mało. Musisz zacząć robić więcej literówek, przecinki stawiać losowo i od czasu do czasu walnąć takiego byka, że aż boli ;)

  21. Piter ( June 11th, 2011 12:17 )

    Niech o jakości zaprezentowanego konceptu świadczy fakt, że zaraz po jego prezentacji akcje firmy spadły o bodajże 33% (tak podał jeden z polskich serwisów moto). To się po prostu nie uda. Nie ma co sobie robić nadziei. Jedynym pozytywnym akcentem byłoby to, że dzieki silnikowi z ZR1 to coś byłoby baaardzo szybkie.

  22. SSSS ( June 11th, 2011 16:01 )

    @Blogomotive: Następnym razem pomyśl sobie czy wolisz dostać “tę książkę w prezencie” czy “tą książką po łbie” :)

    Ahhh, zapomniał bym! Otóż i prawdziwa perła rodzimej myśli motoryzacyjnej i to w jakiej przystępnej cenie!

    http://moto.allegro.pl/honda-prelude-jedyna-na-swiecie-i1648526410.html

  23. monogramus ( June 13th, 2011 10:40 )

    Trochę w obronie polskich produktów, mamy marki które podbijają świat, może jeszcze nie tak jak cocacola ale są obecne pod własnym szyldem:
    - autobusy Solaris
    - lody Koral
    - kleje Atlas
    - okna chyba Velux
    - gry komputerowe Wiedźmin, nie pamiętam kto to tam robi, osobiście chodziłem do szkoły z głównym grafikiem.
    - prawie wszystkie biznesy grupy Kulczyk
    Jeszcze parę by się znalazło pewnie. Wszystkie powyższe firmy zaczynały w latach ’90 od garażu i ludzi z pasją. Więc szansa jest, tylko superkar to nie klej, wymaga więcej czasu.
    Jak ktoś powyżej napisał, ważny jest KAWAŁEK HISTORII i wizerunku który kupujesz z autem, to samo zresztą się tyczy tańszych aut. Dlatego nikt dalej nie wie jak piszę się Koniseg bez sprawdzania w G. :) Wszyscy kupują lambo.

  24. PoGOOD ( June 13th, 2011 12:06 )

    Zapomnieliście o polskim SAMOCHODZIE, który robi karierę na świecie…
    nie jest szybki…
    nie jest piękny…
    za to ma masę wersji i wszystkie się dobrze sprzedają…

    MELEX

    :-)
    cztery koła ? są…
    silnik? jest…
    jeździ? a jak…
    sprzedaje się? jeszcze jak…

    Szkoda tylko, że Melex + Solaris to 100% POLSKIEGO wkładu w motoryzowanie świata. I to nie do końca świata marzeń…

  25. LAm ( June 13th, 2011 12:20 )

    Ogólnie fajny, ale widzimy tutaj idealny przykład tego jak ciężko jest stworzyć fajne nie tylko z przodu, ale także z tyłu, który wg. mnie jest do poprawki.

  26. andy ( June 14th, 2011 00:23 )

    klej i truskawki, niezle…
    Dlaczego nie ma o tym slowa w pokazanej gdzies tu
    reklamowce Polski? Niech sie ludzie dowiedza, z czego slynie!

    a na serio to moze jednak Rafal powinien wrocic do
    prawdziwych samochodow?

  27. złomnik ( June 17th, 2011 13:40 )

    Ten supersamochód jest pospawany z metalowych ceowników jak ławka szkolna, bez planu, ładu i składu. O niebo lepszy jest Leopard Zbysława Szwaja.

  28. Blogomotive ( June 17th, 2011 13:57 )

    Wiem, wiem – ale traktuję to jako coś naturalnego, przy robieniu prototypu nas szybko.

    Leoparda podziwiam – zajebiście solidna robota. Ale tak jak już pisałem w komentarzy gdzieś powyżej – Arrinera (jeśli powstanie, w co niestety mocno wątpię) ma się nijak to Leoparda – to kompletnie różne typy aut. Nie ma sensu ich porównywać – łączy ich (lub łączyć będzie) tylko polskie pochodzenie.

  29. mivipe ( August 1st, 2011 20:29 )

    Widzieliście… jeździ :)
    I tak powiem szczerze, że na tym filmie tył nie wygląda ta bardzo źle jak na zdjęciach :D
    http://www.youtube.com/watch?v=2ABet4kJVbI&feature=player_embedded

  30. Alex ( August 1st, 2011 20:58 )

    mivipe:
    Kierowcą jest emeryt w kapciach – czyli to tanie auto dla ludu.
    Wyprzedzone przez E36 – więc nie takie szybkie znowu.
    Luzy w układzie kierowniczym powodują że ledwo trzyma się na 3 pasach.
    Fajny chwyt marketingowy z golfem na awaryjnych. Że niby ta Arrinera jest mniej zawodna niż kultowe kupe, kąbi i kabrjo Polaków:)



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!