(m274) Krótka akcja z Fordem

Zapewne zastanawiacie się, skąd wziął się ten baner reklamujący Forda C-Maxa i stronę RodzinnePodróże.pl, prawda? Zżera Was ciekawość, wiem to. Zatem wyjaśniam…

Zaproponowano mi (BrandNewMedia – czyli Blogvertising – w imieniu Ford Polska), bym w czasie wakacji wziął sobie na tydzień Forda C-Maxa i pojechał nim gdzieś z rodziną. Nie mogłem odmówić – wszak lepiej jest jeździć nowym Fordem niż 10-letnim Nissanem.

C-Maxa odbieram pod koniec lipca i mam go przez tydzień. W tym czasie zawiozę Rybę i Margolcię do Kołobrzegu (gdzie, niestety beze mnie, będą wypoczywać przez 2 tygodnie) i kilka dni później wrócę sobie sam do Warszawy. Podróż przez ponad pół Polski – najpierw spokojnie z rodziną, potem równie spokojnie, ale samemu – to wprost idealne warunki do testu.

W szczegółach układ jest taki:

  • Forda C-Maxa mam na tydzień. Samochód odbieram zatankowany pod korek i oddaję na płytkiej rezerwie. Dodatkowe paliwo leję za swoje.
  • W miarę możliwości korzystam ze strony RodzinnePodróże.pl, opisując tam swoje wojaże.
  • Przez dwa miesiące (mniej więcej) wisieć będzie na moim blogu wspomniany na początku wpisu banner.
  • Z podróży mam obowiązek napisać 4 testy, co nie będzie ani dla mnie trudne, ani dla Was męczące – wszak standardowo mam skłonność do dzielenia fajnych opowieści i testów na części.
  • W miarę możliwości mam robić zdjęcia i kręcić filmiki. Zdjęcia luzik, ale z filmami będzie problem, bo primo – nie jestem fotogeniczny i secundo – nie mam emejzing iPada, by na nim elegancko filmy montować (a MovieMaker doprowadza mnie do szału).
  • Za całą akcję otrzymam wynagrodzenie, które (jak to zawsze w takich przypadkach) owiane jest tajemnicą.

.
W akcji udział bierze 16 blogerów, z czego połowa tylko emituje reklamę.
Ósemka testerów przedstawia się następująco:

.
To tyle tytułem wyjaśnienia.

Jeśli macie pomysły, co mógłbym zrobić z autem w drodze powrotnej z Kołobrzegu (będę jechał sam, więc możliwości są nieograniczone – wszak wiecie, że jestem hardkorem) – piszcie w komentarzach. Ale pamiętajcie o jednej rzeczy – umowa użyczenia auta zabrania jeżdżenia nim po torach wyścigowych. A to była pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy. Ale jest jak jest ;)

wstęp 〉 odc.1odc.2odc.3odc.4

40 komentarzy

  1. ‘Jeśli macie pomysły, co mógłbym zrobić z autem w drodze powrotnej z Kołobrzegu (będę jechał sam, więc możliwości są nieograniczone – wszak wiecie, że jestem hardkorem)’

    Rozbij ? :)

  2. @parrot – ten po prawej nad miniblogiem. Może masz jakiegoś adblockera w przeglądarce?

    @Blogo – jeszcze do mojego pierwszego komentarza – crash testa chyba jeszcze nie miałeś :D

  3. Misja samobójcza = powrót z Kołobrzegu do Warszawy wg. następujących zasad:

    1. jedziesz NAJKRÓTSZĄ trasą, którą podpowie Ci nawigacja (taką, która dopuszcza promy, drogi gruntowe i leśne przecinki – nie sądzę, żeby poprowadziła Cię przez któryś z licznych torów wyścigowych, więc umowy nie złamiesz);

    2. trzymasz się WSZYSTKICH przepisów po drodze (ograniczenia, podwójne ciągłe + przepisy z kursów jazdy bezpiecznej = przerwy co 2 godziny oraz z eco-drivingu);

    3. zabierasz wszystkich autostopowiczów spotkanych po trasie.

    Miałbyś z tego 4 korzyści:
    1. wyniki jazdy na skróty mógłbyś opchnąć ludzikom od nawigacji

    2. do “głównej dyrekcji dziur i remontów” (GDDKiA) i NIK mógłbyś wysłać oficjalny “raport blogosfery o stanie państwa” – trochę bardziej realistyczny, niż zwykle

    3. zdobyłbyś wdzięczność zabranych autostopowiczów oraz ich czekających dziewczyn / rodzin / kumpli na Mazurach – bezcenne

    4. taki powrót zająłby Ci pewnie cały “ofiarowany przez Forda” tydzień, więc i to zadanie miałbyś załatwione…

    Wchodzisz w to?

    :-)

  4. @SirSmark: Ci, którzy mają je wziąć po mnie, będą zachwyceni. Ale czego nie robi się dla szumu medialnego.

    @parrot: Śmaki-pierdziaki, ty wstrętny adblokerowcu!

  5. @PoGOOD: No to po kolei:
    Najkrótsza trasa to dobry pomysł!
    Trzymanie się WSZYSTKICH przepisów mnie zabije psychicznie. To jest wręcz niebezpieczne.
    Autostopowiczów i tak zawsze biorę. W ten sposób spłacam dług młodości, bo wtedy sporo jeździłem na stopa.
    Ale ogólnie – gites pomysł! ;)

  6. Co do przepisów – zgoda. Wczoraj w Gliwicach, na odcinku z ograniczeniem do 70km/h wyprzedziły mnie dwa TIR’y. Chyba nie wyłączyli tempomatów po autostradzie…

    A ja głupi myślałem, że w takim miejscu to na 100% zaczai się ktoś z suszarą i pilnowałem się jak nigdy…

    Resztę trasy do domu przebyłem już w normalnym tempie…

    Ten punkt odpuszczam… ;-)

  7. @parrot: Niezły screenshot, naprawdę nie musiałeś ;) A propos Estimy – fajne jest w tych Previach/Estimach to, że zawsze na pierwszej stronie obrazków w Google jest co najmniej kilka fotek aut zglebionych na wielkich kołach, wyglądających jak kosmiczne żelazka. Chyba żaden inny van nie ma tak wiele tak absurdalnych (że nisko, że wielkie kapcie, że doklejki spojlerów) modyfikacji ;)

  8. @ Parrot: ta Estima to nowe wcielenie Previi?

    To były od początku totalnie odjechane samochody – piękne we wszystkich wersjach i tak totalnie nie podobne do Voyagera / Espace / SharAlhambrAlaxy, że aż miło.

    Japońcy pokazali, że może to inni wymyślili minivana (choć nie można zapomnieć o pierwszym Nissanie Prairie), ale to oni zrobili go z największym jajem. Silnik pod tyłkiem, odsuwane drzwi tylko z jednej strony (dla bezpieczności) i deska rozdzielcza z kosmosu – to był wypas-po-sam-pas już w 1990 roku…
    Espace wtedy wyglądał jak zgnieciony z przodu karton po butach, a Voyager usiłował zerwać z powodzią weluru we wnętrzu…
    Jeździłem takim Voyagerem Dieslem z austriackiej produkcji przez tydzień, tyle że wersją z roku 1997. Dramat…

    To już stary Pontiac TransSport mojego znajomego lepiej się prowadził…

    A Previa zawsze miała swoją klasę…

    Co do C-Max’a – mam podzielone zdanie. Poprzedni był świetnie jeżdżącym i bardzo ładnym wózkiem, szczególnie jeśli się zsunęło tylne fotele na środek. Ten nowy ma dla mnie strasznie ciężki tył. Tak jakby się zapatrzyli w Mazdę 5, ale im nie wyszło…

  9. Na drogę powrotną (przywiezienie Ryby i Margolota z Kołobrzegu) planuję zrobić im mega niespodziankę – przyjadę naprawionym (wydech, klima, hamulce), umytym i wypachnionym wewnątrz Nissanem. Od nowości takiego nie widziały. Będą w szoku.

  10. @tk: Ustanawiam takie słowo. Dziś. Od 15 czerwca 2011 roku można pisać “wewnątrz”. W każdej składni. O!

    @PoGOOD: Właśnie nie wiem. Nie znam koloru, silnika, wersji. Szczerze mówiąc – nawet o to nie pytałem. Mam tylko nadzieję, że to będzie najmniejszy diesel. Bo akurat w minivanie bardziej niż na zapitalaniu zależy mi na tym, bym taniej dojechał. Szczególnie, że za swoje leję ;)

  11. Proponuję..tylko ciii – Ford słyszy i widzi – ..proponuję już pierwszego dnia upozorować…tą…uwaga..
    KRADZIEŻ.
    A dziesiątego “bohatersko odbić” auto z macek kołobrzeskiej ośmiornicy.

  12. Albo zamiast Forda oddam im Nissana i będę udawał, że nie mam pojęcia, o co im chodzi ;)

    Eee… jednak nie. Nie zamieniłbym Nissana za vana. Choćby dlatego, że to się rymuje po częstochowsku ;)

  13. A może inny pomysł na misję?

    Kołobrzeg to stolica piosenki żołnierskiej (starsi z nas to pamiętają)…

    Spróbuj odnaleźć najstarszą i najmłodszą żyjącą gwiazdę festiwalu i namówić ich na publiczny występ w ich własnym mieście.

    Focus robiłby wtedy za wóz wielofunkcyjny:
    1. samochód detektywa, który poszukuje dawnych sław
    2. limuzynę dla gwaizd, dowożącą ich do centrów ich własnych miast na występ
    3. wóz nagłośnieniowy – na pewno znajdziesz kogoś z branży car-audi, żeby za promocję zrobił Ci demontowalne nagłośnienie koncertowe ;-)
    4. wóz satelitarny mediów – w końcu będziesz robił relację na żywo z tego wiekopomnego wydarzenia

    … jeśli gwiazda z powodu wieku nie nadaje się już do publicznych występów – zawsze można zrobić jej promo z playback’iem.

    A na dokładkę możesz sfotografować krótki foto-komiks z kołobrzeskiego amfiteatru, utrzymany w stylu Wołoszańskiego: “to właśnie tym przejściem, dwunastego lipca 1985 przeszła …, aby jako ostatni artysta w historii tego wielkiego festiwalu, wystąpić przed rozentuzjazmowaną kołobrzeską publicznością…”

    Pasi?

  14. @blogo & PoGOOD: miód na moje uszy, thx ;)

    Estima zawsze była Estimą – jako JDM. I taką pozostała. Previą nazywała się w Europie i USA, w Australii – Tarago. Niestety – Previa III generacji nie doczekała się następczyni na naszym rynku (Toyoda, WHY!?), jedyne egzemplarze z kierownicą po “naszej” stronie są chyba na rynku chińskim (tam prawdopodobnie nazywają się Previa) – docierają nawet do Polski w prywatnym imporcie. Zglebione “jaja” za to można obejrzeć razem tutaj:

    http://www.rcmaniacs.snap.pl/gallery/

    Co do C-Maxa moje zdanie “fajny” opieram jedynie na pierwszym wrażeniu (efekt aureoli, hehe ;) ); nie miałem okazji nim jeździć.

  15. @PoGOOD: Pomyślę. Ale generalnie nie napalam się na żadną misję. To słowo po wcze czasy chyba już sobie rezerwuję dla aut BMW ;) Raczej bym, korzystając z nie swojego auta, sobie gdzieś podjechał po drodze.

  16. @ Parrot: dzięki za linka do tej galerii – to jednak jest pokręcony kraj, pokręconych ludzi…

    Mnie się Japonia kojarzy głównie z K-car’ami (3,60m długości, malutkie 660cm w czterech garach pod maską, ale koniecznie z turbiną i blow-off’em, a do tego napęd AWD), zapominam często, że mają tam wynalazki w stylu Toyoty Crown czy swoich własnych minivanów.

    A swoją drogą – zabiłeś mnie tym hasłem “prywatny import z Chin”. Siedzę w sprzedaży samochodów ponad 10 lat i na ten “pomysł biznesowy” nie wpadłem…

    Ciekawe tylko, czy Estima/Previa w wersji na rynek chiński ma taką samą jakość materiałów we wnętrzu, co wersja amerykańska czy EU? Bo jeśli robią “cenę sprzedaży za cenę jakości” to ja podziękuję…

  17. @ Blogo – skoro nie chcesz misji, a nie boli Cię klimat piosenki żołnierskiej – proponuję zwiedzanie Bornego-Sulinowa. Klimat wprost z głębokiego PRL’u, zabarwiony końską dawką militaryzmu, a do tego atmosfera porzucenia i rozpierduchy w ruinach starych silosów na pociski atomowe… To może mieć swój urok dla Ciebie – zaprawionego mieszczucha…

    Przy okazji potestujesz zawieszenie C-Max’a na drogach n-tej kategorii i wojskowych “czołgówkach”, później na trasie Borne-Poznań – klasyczne polskie piekiełko z wyprzedzaniem na 3-go, a od Poznania – autostradą (prawie) do Wawy.

    teraz pasi?

    ;-)

  18. Zaprawiony mieszczuch – to do mnie pasuje. :-)

    Nie pałam gorącą miłością do komarów, wygódek z serduszkiem, mokrych namiotów, dymu z ogniska wprasowanego w każdy ciuch, czy zimnej kiełbasy połączonej z ciepłą colą.

    Zaprawiony mieszczuch – to brzmi dumnie!

    :-)

  19. A może pogadasz ze Sztabem i wysmefrujesz sobie jakąś smakowitą przejażdżkę przy okazji? W końcu wojsko szuka dobrego PR’u po Nangar-Khel…

    Rosomak, T-85, Hummerek – to by była i przyjemność i materiał dla “zaprawionych mieszczuchów”…

    Ale wtedy daj znać gdzie i kiedy mam się stawić, bo się ode mnie nie opędzisz…

    (piszący zastygł w pozie ratlerka roszącego o wyjście na spacer + jęzor wywalony do pępka + wielkie oczy wpatrzone w Łaskawcę…

  20. Jeszcze jedno – jak sztab cię ole… zlekceważy – znajdzie się jakiś militarysta, który pewnie swego SKOT’a czy GAZ’a podstawi…

    Zawsze to coś innego niż Almera czy BMW… :-)

  21. Nie wiem, czy to dobry pomysł biznesowy, bo chłopaki bujają się z autkiem jakiś rok… Inna sprawa, że na “wynalazki” trzeba pasjonata…

    Czy akurat ten egzemplarz pochodzi z Chin – nie wiem, to tylko moje domysły. W każdym razie w/g moich informacji Previa/Estima jest Made in Japan – nigdy nie była produkowana w innym kraju, więc o jakość można być raczej spokojnym.

    http://carsdubai.com.pl/ogloszenie,toyota-previa,27,23

    @Blogo: jak już będziesz jechał tym c-maxem, to polecam następującą trasę (przynajmniej do autostrady w Poznaniu):

    http://mapa.targeo.pl/Mapa_Polski,27,17.24144,53.22624?l=e287d40f5ae2c011

    Punkt pośredni nr 1 – Bar U Bazyla + mini-zoo – świetne jedzenie za niewielkie pieniądze
    Punkt pośredni nr 2 – wędzona sieja – lepszej ryby w życiu nie jadłem…

    Trasa przepiękna widokowo i dobra jakościowo – przetestowałem ją dziesiątki razy (jeździłem tamtędy 2 razy w miesiącu przez cztery lata); Szczególnie ulubiony przeze mnie był odcinek od Połczyna do Czaplinka – dla kierowcy to po prostu bajka :)

    http://www.youtube.com/watch?v=pwTlKQd1MgI

    Dla c-maxa będzie jak znalazł, a i rodzina nudzić się nie będzie (chyba… ;) )

  22. @ Parrot – on będzie jechał bez Rodziny. Jakby to zresztą miało wyglądać – wieźć Rybę do knajpy z rybami? Kanibalizm…

    A co do trasy Czaplinek – Połczyn – rewelka.

    Włączyłem tam nawigację na maksymalne zbliżenie, zeby widzieć profile zakrętów i bawiłem się bosko!

    POLECAM!

    (najlepiej wieczorem, żeby widzieć odblask świateł wózka jadącego z przeciwka) :-)

  23. To jak blogerzy dostali już auta, to zostało coś do jeżdżenia w konkursie? Czy będą dopiero jak tamci skończą? :D

  24. Przełom lipca i sierpnia? No staaaaary, to jasne! Przystanek Woodstock 2011!! Zajedziesz to coś wymyślimy! Wypróbuje się, ile osób może jednocześnie spać w C-Maksie, ile piwa może przewieźć C-Max i parę innych spraw;)

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *