#235 Kim są kierowcy BMW?

By się tego dowiedzieć, umówiłem się na spotkanie z Tadeuszem Fusem. Gdy ja mając 12 lat zimą latałem w Relaxach a latem w Sofixach, on już prowadził autoryzowany salon BMW – jeden z pierwszych w Polsce. Czy dowiedziałem się, kim są kierowcy beemek? Cóż… rozmawialiśmy przez bite dwie godziny i tyle fajnych rzeczy usłyszałem, że z wrażenia zapomniałem to konkretne pytanie zadać…

850i

– Miałem drugą w Polsce 850-tkę. Czerwoną. Grała w wielu, naprawdę wielu filmach.
– Sprzedała się w końcu?
– Oczywiście. Do dziś przyjeżdża do nas z Jeleniej Góry. Pięknie utrzymana. 1989 1990 rok. Cudowne auto.

Zachorowałem

Mniej więcej w 30. roku życia zachorowałem na śmigłowce. Z takim kolegą pułkownikiem przeleciałem się wtedy na Mazury i z powrotem. On kupił MI – takiego wycofanego z Dęblina. I tak bardzo mi się to latanie spodobało, że postanowiłem, iż w swoim życiu muszę latać. A potem tak mnie to wciągnęło, że zacząłem te śmigłowce i sprzedawać, i naprawiać.

– Kiedy pan ostatnio leciał?
– A w sobotę.
– Daleko?
– Na Mazury. Tam mam działkę i lądowisko. Ja mam wszędzie lądowiska. Tu na dachu salonu też. I na podwarszawskiej działce też.

Teren zamknięty

Warszawa jest terenem zamkniętym i nie wolno cywilnymi statkami latać – może tylko pogotowie, rząd i policja. Dlatego najpierw, jak stąd startuję i chcę na przykład lecieć do Krakowa, to lecę nad Wisłę i dopiero za Górą Kalwarią mogę już lecieć na wprost. Byle minąć Okęcie i podejście do Okęcia.

Taki alfabet

Jest taki alfabet lotniczy, który trzeba znać. Mój statek ma oznakowanie SP-GTF, co czyta się Sierra Papa (czyli Polska) Golf (oznacza helikopter) i Tango Fokstrot od „Tadeusz Fus”. Sierra Papa Golf Tango Fokstrot – tak się zapowiadam.

Zaraz po starcie mówię: Informacja Warszawa, tu Sierra Papa Golf Tango Fokstrot, dzień dobry. Ale mnie to znają, bo zawsze mówię po czesku „dobry deń”. Po głosie mnie poznają. On wtedy mówi: Słucham cię Golf Tango Fokstrot.

I ja mu muszę wtedy powiedzieć: Śmigłowiec R44 z Ostrobramskiej, 1500 stóp, transponder 7000. Czyli wysokość 1500 stóp mierzona od poziomu morza do statku powietrznego (dzieli się to przez trzy, czyli dla uproszczenia ok. 300 500 metrów). Transponder to nadajnik. Jak ja mu zgłaszam 7000, a on będzie miał sporo statków na tych siedmiu tysiącach, to żeby mu się nie myliło może powiedzieć: Zmień na 7524. I ja to muszę zrobić. Wszystko co powie wieża na Okęciu, pilot musi wykonać.

Nigdy nie wolno tylko na GPS polegać. Jak nie masz połączenia z satelitami, to co wtedy? Musisz mieć specjalną mapę – takie lotnicze wydanie. Może leżeć z boku, ale być musi. Wojsko lata tylko z mapy. Jak się leci, trzeba znać po drodze kilka charakterystycznych miejsc. Takich nietypowych, dobrze widocznych z góry: tory, rzeki, kościoły, młyny, fabryki.

I jak przechodzę ze strefy Warszawa na strefę Olsztym, mówię: Informacja Warszawa, przechodzę na strefę Olsztyn. On odpowiada: Zrozumiałem, kontynuuj. I wtedy powtórka: Informacja Olsztyn tu Sierra Papa Golf Tango Fokstrot, dobry deń. Wysokość, transponder i ta cała reszta.

Potrzeba tlenu

Śmigłowcem nie można latać wyżej niż 4500 metrów. Bo na tych wysokościach to już potrzeba tlenu. Samoloty z chwilą przekraczania tej granicy są dotleniane. Śmigłowce być nie mogą – one nie są zbudowane tak, by były szczelne.

Uliczka

Ostatnio leciałem z młodszym wnukiem i jego dziewczyną. Pytam się jej: Latałaś już w życiu? Boisz się? Nie wiem – odpowiedziała. I wyobraźcie sobie, że 30 km za Warszawą złapało nas oberwanie chmury. W takich warunkach nie ma latania, więc musiałem gdzieś w pszenicy u chłopa usiąść. Patrzę na nią, a ona blada.

Za 15 minut taka luka się w chmurach pojawiła. Przez radio powiedziałem: Słuchaj no, podaj mi z wieży, z radaru, jak widzisz. On mówi: Słuchaj, jest taka uliczka. A ja już tą uliczkę widziałem. Musisz – mówi – okrążyć Różan i tam masz piękną pogodę. I rzeczywiście – poleciałem w uliczkę pomiędzy dwoma burzami, okrążyłem Różan i pogoda jak z bajki.

Na drugi dzień ją pytam: Jak się czujesz, bo wczoraj było źle? Polecisz jeszcze raz śmigłowcem? Wiecie, co odpowiedziała? Z panem, zawsze!

Się ruszy

– Dużo jest klientów na helikoptery w Polsce?
– Prywatnych jest 65. Teraz zamówiliśmy jeden śmigłowiec i mamy na niego 3 kandydatów.
– Więc to na razie jest bardziej taka sprzedaż jednostkowa?
– Ja przewiduję, ze to jest sprawa czterech, może pięciu lat. I potem się ruszy. Można mieć dobry samochód i co z tego, jeśli się stoi dwie godziny w korku.

Szok

– Kiedyś spod Elbląga zadzwonił mój stały klient i mówi, że coś mu się z BMW stało. Przywołałem elektronika do telefonu, żeby się wywiedział co i jak. Posłuchał, popytał, w głowę się podrapał. Da się zrobić na miejscu? – zapytałem. Kiwnął głową, że się da. No to posłałem go po przenośny komputer, skrzynkę z narzędziami i posadziłem obok siebie. Pyk i byliśmy na miejscu w 30 minut.
– A klient co na to?
– W szoku był. Ale ja przy takich awaryjnych akcjach dla stałych klientów to nie mam nawet sekundy zawahania. Jak się da pomóc na miejscu, to lecimy.

Lata 80-te

– A kim jest stały klient?
– Ma na przykład piętnasty samochód BMW. Ci co kupują BMW to nie są typowi ludzie – to nie jest prywaciarz, który nie wiem – bije kołki w podeszwy. To są na ogół mniejsze lub większe firmy, zakłady, biznesy. Są wierni marce – wielu klientów mam od 1988 roku.

W tamtym okresie, pod koniec lat 80-tych, sprzedawałem 280 samochodów. I wszystkie z katalogu – żaden nie stał w salonie – wszystko było z obrazka. Ciężko to szło. Nie zapomnę jak kupowała u mnie ……. Chodziło o starą piątkę, E34. I samochód zmieniałem jej 8 razy. Osiem zmian w opcji lakieru. Panie Tadeuszu, do tego sweterka. To myśmy zamawiali – pyk, zamówienie szło do Monachium. Po tygodniu: Wie pan co, może do tego drugiego sweterka, albo do butów. Potem mi w Monachium powiedzieli: Daj jej spokój na miesiąc, niech się zastanowi i potem ostatecznie się określi.
Do dziś mam klientów z tamtych lat.

Ulubione BMW

– Pana ulubione BMW?
– Ja zmieniam auta co 3 tygodnie. Nie mam ulubionych. Wczoraj się właśnie z siódemki na 535d GT przesiadłem.

Intuicja w dodatkach

Sprzedawca musi mieć intuicję. Musi umieć dobierać dodatki. Jak dodatki są trafione, to auto jest naprawdę fajne i długo sprawia radość.

Najtrudniej z takimi klientami, którzy kupują swoje pierwsze BMW a wcześniej mieli naprawdę słaby i dość tani samochód – miał klakson, dźwignię zmiany biegów i drzwi mu się nie domykały. Wydaje się im wtedy, że BMW to ogromna kasa i trzeba ciąć koszty. A potem okazuje się, że taki kupiony „golas” już po miesiącu zaczyna irytować – tego nie ma, tamto nie takie.

Z takim klientem naprawdę trzeba zakup solidnie przepracować – po co mu ten samochód? Czy będzie nim jeździł na co dzień? Kogo będzie woził? Na jakich trasach? Trzeba mu pomóc wybrać takie dodatki, żeby za miesiąc nie przyszedł z pretensją: Mógł mi Pan powiedzieć, bym wziął automat zamiast manuala, albo te lepsze fotele, albo klimę dwustrefową, bo się z żoną nie dogadujemy. Przecież i tak płacę raty, ta dodatkowa stówka miesięcznie różnicy by mi nie zrobiła.

Błędy

Teraz błędów przy konfiguracji aut jest mniej. Ale kiedyś standardem było: Panie, po co mi klima, okna sobie otworzę. I jak braliśmy te auta później w rozliczeniu, to za swoje ściągaliśmy z Monachium takie zestawy klimatyzacji i żeśmy je montowali, bo bez tego nikt używanego auta nie chciał kupić.

Dziś na przykład w modelu X1 podstawą jest xDrive. Rezygnacja w takim aucie z napędu na obie osie to kardynalny błąd. Że klient nie potrzebuje? Co znaczy, że nie potrzebuje?! Ma rewelacyjny samochód, który teoretycznie może nawet w teren wjechać, a on rezygnuje z napędu 4×4. Nawet jak mu się tylko raz w życiu przyda, to już coś. No i przy odsprzedaży nie będzie dramatu.

Przy trojkach są ciekawe sytuacje. Klient wybiera sobie eleganckiego sedana lub kombi z wieloma dodatkami i nagle okazuje się, że wskakuje w pułap cenowy piątki. Co prawda zamiast 3 litrów w trójce za te pieniądze dostanie w piątce tylko 2 litry, ale auto jest o klasę wyższe, bardziej prestiżowe, większe. A 2-litorwy silnik to przecież świetna maszyna.

Ale klient się upiera i ostatecznie wyjeżdża trójką. I przy pierwszym przeglądzie zaczyna narzekać – że źle zrobił, że w piątce czułby się lepiej, że coraz młodszy się nie robi i tęskno mu do większego, bardziej prestiżowego auta. A gdy mu to mówiliśmy, nie chciał słuchać.

Przypadek szkoleniowy

Przyjechał facet w podartych adidasach, podartych spodniach i brzydkiej koszuli. Rękę otarł o spodnie, przywitał się ze sprzedawcą i mówi: Proszę pana, chcę kupić beemę. Sprzedawca go zmierzył od stóp do głowy i mówi: Więc co, trójka? Nie. Piątka? Nie.

No – pomyślał sobie sprzedawca – to ja ci tu dokotłuję. Mieliśmy wtedy taką siódemkę na salonie – brakowało jej tylko wanny i szafki na buty. Może siódemkę? A on z rekami w kieszeniach obszedł to auto dokoła i mówi: Może być.

I w tym momencie ja podszedłem, sprzedawca mnie przedstawił, dzień dobry, dzień dobry, ja mu wizytówkę. I on mówi: Proszę na jutro przygotować. I co tu zrobić? Nie chce się przejechać, nie chce ceny negocjować. Obejrzał i chce na jutro.

Następnego dnia rano jem śniadanie i nagle dzwoni telefon: Halo, pan Fus? Pan mnie nie poznaje, ale ja tu wczoraj byłem w sprawie tej beemy. Już mam tablice próbne i zaraz wsiadam w taksówę i jadę do pana.

Przyjechałem do salonu, było tuż po 8 rano. Mówię chłopakom: Przygotujcie ten samochód. Jakbym mu teraz go nie przygotował, to bym go zlekceważył. Przecież zadzwonił.

Po 4 godzinach jest. Wchodzi z duża kopertą, w kopercie pieniądze. Nadal nie chce się przejechać. Od razu poprosił z prezesem. Przyprowadzili go do mnie do biura, wypiłem z nim kawę, i zaczynam rozmawiać. Przepraszam, jeśli pan może powiedzieć, to czym się pan zajmuje – pytam. Ja, proszę pana, jestem królem melioracji w okręgu krakowskim.

Pogadaliśmy trochę i pytam, czy myśliwy. Tak, a jaką pan ma strzelbę? – on do mnie. Ja nie poluję. Ale dam panu wykładzinę do bagażnika, taką na trofea, plastikową. To wrzuć pan.

Minęły dwa miesiące, dzwoni telefon: Halo, pan Fus? Pan poznaje tego krakusa, prawda? Ma pan taką druga siódemkę jak ta, którą wziąłem? Ma pan? No to dobrze, to ja zaraz z bratem przyjeżdżam.

Przyjechał tego samego dnia i kupił.
Zgadnijcie ile on siódemek kupił.
Siedem.

Siódemka

Ale generalnie ci co jeżdżą siódemkami, to mecenasi, dyrektorzy poważnych firm, lekarze. Na palcach jednej ręki policzyć można tych, którzy nagle weszli do auta tej klasy. Do takich dóbr dorasta się powoli. Systematycznie.

Rolls Royce

Dużo, dużo wcześniej przymierzaliśmy się do Ferrari. Gdy powiedzieliśmy o tych zamiarach w Monachium, narodził się temat Rolls Royce’a. I tak zostało.

Sprzedaliśmy sześć, teraz mamy czterech chętnych, z którymi rozmawiamy. To jest samochód dla ludzi bardzo bogatych. Dobra siódemka kosztuje pół miliona złotych. Ghost półtora miliona. Phantom od 2 do 2,3 miliona w zależności od wyposażenia. A przedłużony Phantom od 3 do 3,5 miliona.

Ten Ghost jest ciekawy, bo teoretycznie może być następnym samochodem po siódemce. Kilku właścicieli siódemki się do niego powoli przymierza. Do niedawna dla wielu barierą nie do przełamania była konieczność posiadania kierowcy – bo w dużym Rollsie tak wypada. Ghostem można jeździć samemu. To wielki plus.

Kontener

Rolls Royce’y dostarczamy zawsze w zamkniętym aucie ciężarowym. W specjalnym kontenerze. Nawet gdy klient dzwoni, że coś się stało z autem – jedziemy po nie zawsze tym autem zakrytym. Nie ma takiej możliwości, by ktokolwiek zobaczył Rolls Royce’a holowanego lub wiezionego na odkrytej lawecie. To się nie ma prawda wydarzyć. Zawsze specjalna ciężarówka. Zawsze specjalny kontener.

Stylistyka sprzedaży RR

Na razie sprzedajemy Rolls Royce’y tutaj, na Ostrobramskiej, ale to tylko chwilowo – zaraz otwieramy salon w centrum. Będzie w nim stał Ghost i Phantom. Ale salon będzie zawsze zamknięty. Klient będzie umawiał się na dzień i godzinę. Nigdzie na świecie nie wchodzi się do salonu Rolls Royce’a z ulicy.

Na początku myślałem, że to błąd. Że ograniczamy klienta. Ale okazało się, że ci, którzy do tej pory od nas Rolls Royce’a kupili, zawsze postępowali tak samo – jakby byli w zmowie. Dzwonili z pytaniem, do której mamy czynny salon (bo na razie tutaj, razem z BMW sprzedajemy RR). Do 19:00. A czy znaleźlibyście dla nas czas o 20:00? – pytali.

. . . . . . . . . . . . . .

No i co – wiecie już kim są kierowcy aut BMW?
Nie wiecie? No ja właśnie też nie wiem… ;)
Ale fajnie się czytało, prawda?

. . . . . . . . . . . . . .

PS. Pojawiła się możliwość wykopania tego tekstu na Wykopie, więc jeśli reflektujecie…

94 komentarze

  1. A bardzo fajnie się czytało :). Fajnych ludzi blogo poznajesz. To za pare lat blogo w świecie RR.

  2. To byś musiał helikopter w Hong-Kongu zarejestrować, a i tak by było co najwyżej B-LOG.
    A tekst bardzo fajny. Poczułem sympatię dla pana Fusa.

  3. Ja pasuje jak ulał:)

    2 letnia firma – e38 740 „99 rok (2 samochód) za 2 lata najnowsza siódemka a poxniej wszystkie modele wykupie. Miło mi, że pan Fus wstanie o 8.00 dla mnie :)

  4. Czegokolwiek nie studiowałem, to i tak mnie w końcu wyrzucali. Obawiam się, że to dlatego, że wnerwiałem wykładowców. ;)

  5. Imperium Fusów to klasa sama dla siebie na mapie BMW w Polsce. To ekskluzywny klub i na przynależność do niego trzeba sobie zasłużyć, albo zostać zaproszonym.

    Dawno nie widziałem się z p. Tadeuszem, ale to jeden z tych naprawdę niewielu polskich biznesmenów branży samochodowej, którzy „wyszli z kanału” i pokazali klasę oraz stale się rozwijają. Mam szczęście znać ich kilku – m.in. nieodżałowanego Mirka Wróbla.

    Myślę jednak, że jego sprzedawcy mogliby pokazać nieco inny obraz klienta BMW. Trochę mniej kryształowy… Nieco bardziej odległy od Rolls-Royce’a…

    W tej branży (jak też i we wszystkich innych) są różni klienci.

    Ludzie z klasą, albo tylko z kasą.
    Mądrzy albo bucowaci.
    Znani albo tylko bogaci.

    Są tacy, z którymi z przyjemnością wypijesz kawę, gdy czekają na serwis, zapytasz z nieudawanym zainteresowaniem o biznes, dzieci i hobby, ale są też i tacy, do których podchodzisz z musu i szukasz powodów, aby jak najszybciej wrócić do swojej roboty.

    Są gawędziarze i analitycy. Są fetyszyści bagażników i wyznawcy Diesla. Są fani xDrive’a i driftowi hardkorowcy.

    Myślę, że wielu dobrych sprzedawców mogłoby opowiedzieć Wam trochę ciekawych historyjek z kategorii „bez nazwisk”…

    Blogo – może to temat na osobny wpisik?

  6. „Myślę, że wielu dobrych sprzedawców mogłoby opowiedzieć Wam trochę ciekawych historyjek z kategorii „bez nazwisk”. Blogo – może to temat na osobny wpisik?”

    Chyba PoGOOD mylisz mój prestiżowy i elegancki blog z Pudelkiem! ;)

  7. Ale Blogo wiesz co mnie urzekło (i mówię to serio), że Pan Fus pomimo pieniędzy wstanie rano i to auto sprzeda. Niesamowite! To aż zachęca do kupna (kto był w salonie to wie o czym mówię – nie wspominając o komisach…)

  8. Tośmy się nie zrozumieli… ;-)

    Myślałem raczej o pewnych stereotypach – E38 to Pruszków, E39 Wołomin itp.

    A od jakichś 6 lat w BMW wsiadają normalni, przyzwoici ludzie.

    Kiedyś od swojej klientki usłyszałęm, że woli Volvo, bo „w BMW wyglądałaby jak żona przemytnika papierosów”.

    Na szczęście to już dawno nieprawda…

  9. @PoGOOD
    widać, że nadajesz z dala od stolicy. Wołomin skończył się 15 lat temu a ludzie w kraju ciągle wierzą w te zabobony…

  10. @ sportif :
    To było celowe przerysowanie…

    Naprawdę sądzisz, że „gość z branży” mógł nie zauważyć, że BMW Polska sprzedaje przez ostatnie 5-6 lat po 3-5’000 samochodów rocznie? Tylu bandziorów nie ma chyba nawet grupa ze Szczecina, a nie tylko Wołomin czy Pruszków ;-)

    Albo, że nie zwrócił uwagi na takie „drobne akcje”, jak loteria Orange, która jednym haustem wpompowałą w rynek ponad 100 fabrycznie nowych BMW? Z czego część do dzisiaj wisi na allegro?

    Albo floty firmowe po 15-20 sztuk? Sam mam dwie takie na koncie, więc czuję zmiany na tym rynku.

    Ja odniosłem się po prostu do najstarszego stereotypu dotyczącego „kierowcy BMW” w tym kraju.

    Na szczęście ostatnio „chłopcy z miasta” wolą Audi… :-)

  11. Podjąłem decyzję – zostaję królem melioracji okręgu kujawsko-pomorskiego… Nie ma innej opcji…

    Wiadomo, że Pan Fus trochę marketingował w rozmowie z Blogo, ale tak czy siak wydaje się przefajnym gościem, zresztą wiele dobrego o nim słyszałem z ust ludzi z branży i związanych z BMW…

    Fajowy artykuł Blogo… ehhh… Jak zwykle :P

  12. To tak dla podrażnienia Panów Dziennikarzy, którzy czytają Twój blog: NO WIESZ: GRUBY, BRZYDKI, CHUDY, GŁUPI :P

    A tak serio – NIE PIERDYL :P

    A powieść bym kupił :D

  13. świetny post…

    są przecieki z ostatniej misji… pojawiła się niespodziewanie, gdy Blogo jadł z rana kanapkę z plasterkiem szynki i pomidora zadzwonił telefon… „Pan Fus leciał na Mazury i tam popsuł mu się helikopter… trzeba go szybko naprawić! bo awaryjnie lądował w Puszczy Białowieskiej a tam aż roi się od żubrów!”… Blogo tylko krzyknął „Już lecę!”… po czym uświadomił sobie, że przecież „ale ja nie umiem latać!”… i właśnie dlatego do Blogo był ten telefon, bo drugim helikopterem ktoś się wybrał na golfa i zanim by go ściągnięto to minęło by 35 minut! tyle nie można było czekać! Blogo już po 4,5 minuty był w parku aut, tam czekało na niego… M3, wyważone 50:50, nawet serwisant od helikoptera został dobrany do wagi Blogo… ważne to było bardzo, bo na dojazd do helikoptera miał tylko godzinę, a ruch na trasie taki, że częściej niż gaz-hamulec trzeba było kręcić lewo-prawo wyprzedzając slalomem wszystkie auta… raz z lewej raz z prawej… ale cel uświęca środki…

    co było dalej to nie wiem, to tylko przecieki z trzeciej ręki… ponoć Blogo tą misją, czasem przejazdu tak zawstydził Pana Fusa, że ten rzucił w @#$%^& te helikoptery i postanowił organizować pierwsze komercyjne w Polsce loty w kosmos…

  14. „nawet serwisant od helikoptera został dobrany do wagi Blogo”

    Wszystko pięknie ;) ale gdzie niby miałbym znaleźć serwisanta o trzycyfrowej wadze (licząc z ubraniem)? To wszystko są cherlaki w okularkach…

  15. @Blogo
    nie pomyliłeś się? Fus ma lądowisko na parkingu za nowym salonem a nie na dachu.
    15 to nie tak dużo, może mam szanse w tym życiu :)

    Jacy są klienci bmw? Tacy sami tylko mają większe środki. I tu i tu przychodzą i chamy i normalni i profesorowie.

    Jeśli chcesz, chociaż na pewno masz taką możliwość, mogę cię umówić z równym sprzedawcą który coś nie coś może opowiedzieć.

    A tekst REWELACYJNY, przeczytałem z zainteresowaniem 2 razy. Wszystkie poprzednie do niczego, żarcik :) :)

  16. @PoGOOD
    „ludzie z miasta” to jeżdżą skodą fabią – żeby wtopić się w tłum, lub gówniarze z prochami leksusem.
    Pruszków i Wołomin to wiocha, tu już nikogo nie ma, tu psy dupami szczekają.

  17. W 1989 nie produkowali ósemek, przynajmniej takich na sprzedaż. Były to jedynie modele testowe i skończyły żywot na ścianie.

  18. @PoGOOD
    nic z tych rzeczy
    dawni ludzie z miasta ucywilizowali się, zeszli z drzewa, weszli w deweloperkę

  19. hej:) świetny artykuł ;) mój ojciec ma bmw 650i, a brat 330i, oba coupe ;) super auta, przede wszystkim bardzo wygodne. Nie mogę się doczekać, kiedy sama sobie sprawię bmw;) Jednak salony samochodowe w Polsce..no niestety do serwisu w Polsce bym nie oddała:) Bratu w Warszawce przy silniku czegoś nie dokręcili i stanął na środku drogi…Tato wcześniej miał Lexusa..źle dokręcili świece i cały silnik poszedł..niestety, chociaż może doczekamy się czasów, kiedy bezpiecznie będzie można oddać auto do serwisu;)

    btw. z chęcią będę czytała Twoje kolejne teksty, rewelacyjne i ciekawe! pozdrawiam;)

  20. @KinceK: Zmienię, bo wygląda na to, że masz rację. Choć cholera wie jak było – T. Fus był jednym z pierwszych dilerów w PL i zawsze świetnie dogadywał się z Monachium – być może miał jakiś „najpierwszy” egzemplarz.

  21. @ Lenka : w serwisach na całym świecie pracują tylko ludzie – i wszędzie mogą się pomylić, mieć gorszy dzień, czy zwyczajnie – nie mieć pojęcia o danym silniku czy elemencie.

    Oczywiście po to płacisz więcej za serwis autoryzowany, żeby takich niespodziewanek uniknąć, ale… nie licz na zbyt wiele.

    Myślę, że może być wręcz przeciwnie – wielu sensownych mechaników / diagnostów z serwisów autoryzowanych otwiera swoje prywatne „dziuple”, a w ich miejsce wchodzą ludzie, których dopiero trzeba szkolić. A tacy popełniają błędy znacznie częściej.

    Nie raz miałem sytuacje, gdy mój mechanik czy diagnosta dzwonił do swoich kolegów w innych serwisach, żeby dowiedzieć się jak ma sobie poradzić z jakąś trudną naprawą.

    Wczoraj mój przyjaciel w Niemczech odebrał swoje BMW po dużej naprawie powypadkowej i nie dojechał nim nawet do domu – powód – serwis wymianiał całe przednie zawieszenie i układ kierowniczy, ale ktoś zapomniał wymienić również zniszczonego w wypadku łożyska.

    To są tylko ludzie i tego nie zmienią nawet najbardziej drakońskie procedury, czy przysłowiowe „niemieckie podejście do roboty”…

  22. @PoGOOD
    Myślę, że może być wręcz przeciwnie – wielu sensownych mechaników / diagnostów z serwisów autoryzowanych otwiera swoje prywatne “dziuple”, a w ich miejsce wchodzą ludzie, których dopiero trzeba szkolić. A tacy popełniają błędy znacznie częściej

    Święta prawda. W autoryzowanych serwisach jest często gorzej niż w prywatnych zakładach. Oczywiście serwisy takie ładnie wyglądają, ale po pierwsze, ładnie Ciebie skasują, a po drugie jakość wykonywanej usługi jest często niestety wątpliwa.

  23. Dlaczego taki krótki ten artykuł? tak fajnie się go czytało;)
    Gratuluje. I oczywiście ogromny szacunek dla Pana Fusa.
    Pozdrawiam

  24. Witam serdecznie czesto czytam publikacje Blogo ale udzielam sie poraz pierwszy,otoz musze powiedziec ze na te wszystkie ochy i achy nad panem T.Fusem jest duuuza rysa o ktorej tu niema mowy..wiec powiem tak,ze poprzez swoich pracownikow i polityke firmy odchodzi mnostwo klientow do Bawaria Motors jak i Inchcape,w Fusie od pewnego czasu sa dla lienta miluscy jak kupuje samochod lub zostawia duza kwote za cos..np pelen pakiet „M”a potem maja cie gdzies,to nic ze pakiet sprzedaja wybrakowany i tracisz 1,5 miesiaca na to by zwrocili pln lub wymienili pakiet ktory kosztowal grubo ponad 30tys zl,to nic ze kupiles juz 2 BMW za gotowke!!! Poprostu maja Cie gdzies,sa historie z nie dokreconymi kolami,zle spasowane inne rzeczy i wiele wiele innych,tak ze nie jest tak kolorowo u Pana Fusa,u konkurencji jest wszystko od A do Z zapiete na ostatni guzik,swoja droga ciekawe skad Pan Fus zgromadzil majatek bo jak wiadomo to albo sa bogaci ci co grubo krecili,albo Sluzby im pomogly:)Tak to juz jest w tym naszym kraju i nie tylko w naszym,a tak na marginesie widze ze kolega „PoGOOD” jakis taki zorientowany w temacie,i dokladnie popieram to co napisal klienci BMW byli postrzegani w wiekszosci jako gangsterzy,tzn terazniejsi biznesmeni;)

  25. WYKOP KU#$%A!!!
    m_b pozdrawiam :)

    – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

    [ten komentarz, mimo swojej wulgarności i kompletnego bezsensu, nie zostanie usunięty. Bo jest zabawny. Otóż: zawołanie „WYKOP KU#$%A!” to już pewna tradycja – wpis trafia na główną, musi zostać w ten sposób oznaczony. O wiele fajniejszy jest podpis – m_b jest Szefem serwisu Wykop.pl. Czujecie ten absurdalny humor? ;) – przyp. Red. Nacz. Rafała vel Blogo ;) ]

  26. Nodek, do cholery! Czytasz od dawna, a inaugurację komentowania żeś koncertowo spieprzył.

    Musisz się wyłamać z tej naszej durnej i zawistnej polskości. Ten tekst nie jest o problemach serwisowych. On nawet nie jest o firmie Autofus. To wywiad z jej twórcą, właścicielem i człowiekiem wielu pasji. Po jakiego grzyba wrzucasz tu niepotwierdzone i pełne generalizowania bzdury?

    To jest bez sensu, rozumiesz? Do niczego ten kraj nie dojdzie, jak przy każdej okazji znajdzie się ktoś, kto wytknie zasłyszany błąd czy z dupy wziętą teorię! Tobie zepsuli? Tobie nie dokręcili? Jeśli nie, to nie konfabuluj. A jeśli Tobie, to jedź do nich i reklamuj – a może nawet pozwij. Ale po jaką cholerę dzielisz się tu tymi doświadczeniami? Poczekaj na wpis o problemach serwisowych (kto wie, może kiedyś będzie) i tam pojedź po całości.

    Ależ mnie takie akcje irytują. Takie znajdywanie paraleli – fajny i pozytywny tekst, ale zaraz, coś mi się przypomniało, tak – pamiętam, że kiedyś serwisant komuś nie dopompował koła.

    A pieprzenia o służbach specjalnych nawet nie skomentuję. Dorośnij!

    Arghhhh!

    Koniec.

    PS. Ale spoko, miło że się wreszcie przełamałeś i cokolwiek napisałeś. Następny komentarz będzie lepszy ;))

  27. @Mateusz: Blogo, tak czytam te Twoje teksty z uśmiechem na twarzy i jestem dumny z tego, że Cię osobiście znam :D

    Może to zabrzmi dziewczyńsko i lamersko, ale takie komentarze mnie wzruszają. Serio serio.

  28. @Ewagriusz, ale zauważ, że to tylko osoby związane z BMW, co jeżdżą za friko :]

  29. @ Spalacz Benzyny
    ja bym zwrócił raczej uwagę, że do tej 5GT przesiadł się z 7er. Nie do jedynki, trójki (do tych Mr Fus pewnie już w ogóle nie wsiada), jakiegoś X-a. Blogo już ten mechanizm opisywał zarówno przy teście siódemki, jak i piątki gran turismo :)

    Przypomnijmy sobie jak było z E60. Cała masa pomyj w kierunku zespołu Bangle’a, że doklejony kufer i ogólnie blee. A dziś ówcześni malkontenci twierdzą, że całkiem ładny, a nawet rewelacyjny :)

  30. Salon BMW w latach 80-tych? Na takie luksusy stać było tylko ludzi poprawnych politycznie(mam tu na myśli zarówno klientów jak i samego dealera bawarek). Jestem uprzedzony co tego typu historii ale najlepsze i najbardziej dochodowe biznesy zawsze należały do partyjniaków, UBeków itp.

  31. @ yozzz… :
    chłopie myślę, że ten blog nie jest najlepszym miejscem do prowadzenia lustracji… i chyba jest dość miejsca w innych mediach, żeby wypatrywać dymu ze Smoleńska… ale – skoro zacząłeś…

    W czasach kiedy zaczynał Fus, Zasada, Kulczyk czy Smorawiński wielu innych ludzi też miało podobną kasę czy kontakty (oczywiście partyjne, bo nie zapomnij, że inne wtedy nie miały znaczenia). Tylko, że oni woleli postawić kilka szklarni w Grójcu, bo to był pomysł na dużo szybszy szmal, niż „sprzedawanie BMW z katalogu”.

    Z własnego wrocławskiego podwórka znam doskonale historię Mirka Wróbla, z którym pracowałem. Zaczynał od małego warsztatu, gdzie sam walczył w kanale, ale zamiast skupić się na klejeniu Polonezów i Syrenek, co dawało natychmiastową kasę w tamtych czasach, on wolał się uczyć, siedzieć na praktykach w Niemczech i stale rozwijać siebie i swoich ludzi, bo miał wizję.

    Dziś jego już nie ma wśród nas, ale firma którą stworzył jest mega-profesjonalna, ma sensownych ludzi u steru i nie zamierza znikać z rynku.

    I to właśnie jest wynik tej wizji…

    Każdy z nas ma zawsze wiele wyborów przed nosem, ale wiem po sobie, że często idziemy tam, gdzie mamy szybszy szmal, fajniejszy służbowy wózek czy komórę, a nie tam gdzie musimy dłużej poczekać na wyniki ciężkiej pracy.

    Pracowałem przez 11 lat dla różnych firm i korporacji, ale dopiero po przejściu „na swoje” mam wyobrażenie o tym, jak ci goście walczyli w durnych latach 80-90-tych.

    Dzisiaj w porównaniu z nimi mamy pełny lajcik…

    Oczywiście, że p. Tadeusz koloryzuje, oczywiście, że pomija porażki czy wtopy, bo zaliczył ich niemało. Ale stawianie go w jednym szeregu z ubekami, czy ZOMOwcami, albo partyjnym betonem jest raczej nie na miejscu.

    Ten gość osiągnął coś, czego samymi układami partyjnymi nie dało się innym zbudować. I za to należy mu się szacun.

  32. @ Nodek / @ Blogo.. :
    W odpowiedzi do Lenki napisałem już co myślę i wiem o tematach serwisowych i nie widzę sensu powtórki, ale jest jeden element, który łamie ten grobowo-skandalizujący klimat…

    Nodek napisał, że wielu klientów odchodzi do Bawarii czy Inchape’u. To oczywiste, bo obydwie te firmy odpaliły potężne inwestycje (Janki/Prymasa) i mają dzisiaj duuużo mniejsze kolejki na oczekiwanie do serwisu. Warsztat Fus’a nie jest z gumy, podobnie jak stary warsztat Bawarii, pamiętający jeszcze czasy Smorawińskiego, czy jak stary warsztat Inchcep’u na Bemowie, którym notabene przez chwilę zarządzałem…

    Ale nie zapomnij, że wielu NOWYCH pracowników tych NOWYCH serwisów nie miało wcześniej styczności z BMW i będą się uczyli tego fachu właśnie na samochodach swoich klientów.

    Ciesz się Chłopie, że jest trochę firm, którym chce się inwestować w tym dziwnym, ksenofobicznym kraju urzedniczej samowolki, bo to daje nam wszystkim nadzieję na szybsze dogonienie „cywilizowanego świata” pod względem motoryzacyjnym.

    Dziś zakup nowego czy sensownego używanego BMW, Audi czy innych nie jest już powiązany z łapówkami, znajomościami czy talonami – jak to było zaledwie 20 lat temu. I chwała Bogu!

    I tym optymistycznym akcentem zakończmy te rynsztokowe rozważania…

    Dawaj Blogo jakąś zmianę tematu, to się nam poziom agresji/żenady obniży…

  33. @PoGOOD: Dawaj Blogo jakąś zmianę tematu, to się nam poziom agresji/żenady obniży
    Będzie dobrze, ja wierzę w ludzi. A poza tym, nie bardzo mam czas napisać w tej chwili coś nowego ;)

  34. @PoGOOD
    popieram cię, w pełni, my starzy ubecy pier….ni musimy się trzymać razem, hehe :)

    @do zaplutych karłów reakcji
    A tak na poważnie, jakbym zamieścił zdjęcie swojego garażu to byście mnie też wyzywali od ubeków, krwiopijców, prywaciarzy itd.
    Prawda jest taka że do pieniędzy dochodzi się mając ogromną pasję, pracując od rana do wieczora ale EFEKTYWNIE. Codziennie poprawiając każdy szczegół. PRACOWITOŚĆ i WIARA W SUKCES też ma znaczenie, jak myślisz o sobie, że nigdy nie będzie cię stać to faktycznie cię nie będzie. Niestety, niektórzy mają mentalność niewolników. Warto zaczynać karierę zawodową od jakiegoś kasjera, żeby oswoić się z widokiem forsy, żeby nie robiła wrażenia. Tak jak z podejściem do dobrej dupy, jak jesteś spięty to się nie uda.

    Oba serwisy Fus i Bawaria są bardzo dobre, Bawaria jest trochę lepsza, tylko różnica jest taka, że Bawaria jest serwisem sieciowym który np ma większe wsparcie na autach z EXAG, a Fus to prywatna firma gdzie właściciel ryzykuje wszystko własnym majątkiem.
    Oba serwisy dokręcają koła bardzo dobrze, natomiast słyszałem nie raz historie, że jak przychodzi gównozjad ze swoim olejem, bo na allgro kupił taniej 20zł na litrze, żąda tylko wymiany w E46, a przy okazji zachowuje się jak nie wiadomo kto, to się go traktuje tak by nie myślał, że jest szefem wszystkich szefów.

  35. Ostatnia myśl @ Nodek :

    Podrzucony przeze mnie streotyp „gangstera w BMW” to nie wynik moich osobistych doświadczeń, ale właśnie STEREOTYP.

    Sprzedaję BMW już 7 lat, a samochody luksusowe prawie 10. Większość „Karków”, którzy jeżdżą BMW (a znam ich sporo, bo serwisowali się u mnie), kupiła te wózki jako ostro przechodzone używki z bardzo słabą historią (dzwony, odkupy z aukcji ubezpieczeniowych, powodzie itp.), bo im zależy na wrażeniu jakie robi ich fura, a nie na samym samochodzie.

    Ci goście zwykle:
    a – nie mają tyle szmalu, żeby doskoczyć do ceny nowego
    b – nie mają legalnych dochodów, żeby dostać leasing czy kredyt
    c – nie ukradli ich, bo te które kradną, zwykle sprzedają lub demontują po dziuplach, a jeżdżą zwykłymi używkami, takimi samymi jakie możesz kupić Ty czy ja.

    A ich złote zegarki, krzykliwe ciuchy czy wypucowane fury mają nas – zwykłych leszczy – postawić pod ścianą i zapewnić im respekt na mieście.

    Większość moich Klientów to od lat ta sama grupa społeczna – mali i średni przedsiębiorcy, którzy najpierw stawiali firmę, potem dom, a dopiero na końcu myślą o fajnym wózku. Nie jest niczym dziwnym, że przesadzam ludzi z 8 letniej Laguny wprost do X6/Q7, bo ich firmy zwykle mogą spokojnie taki wóz spłacić i utrzymać.

    Wiem, że to lipna informacja, bo mało ekscytująca, wiem że pewnie zanim pewne stereotypy zdechną, minie sporo czasu.

    Ale ja się z tego cieszę, bo to znak, że w odróżnieniu od Rosji, Bułgarii czy innych krajów dawnych „demoludów”, u nas rynek bardzo szybko stał się normalny.

  36. @ PoGOOD:
    Oczywiście masz rację. Nie można temu gościowi ując talentu do biznesu. Nawet z najlepszymi kontaktami pierwszy lepszy wannabe biznesmen nie doszedł by do salonu z Rolls Royce’em. Jak już pisałem wcześniej jestem uprzedzony co do karier rodem z lat 80’tych i wykorzystam każdą okazje żeby coś na ten temat powiedzieć.

    Dobra koniec sączenia jadu:D

    Kim są kierowcy BMW?

    P. Tadeusz jest pasjonatom i z pewnością wielu klientów jego salonu również w końcu BMW to wspaniałe samochody.
    Mój kolega ma jednak takie powiedzenie: „Pitbulle są jak BMW, świetne, tylko mają pecha do właścicieli” :P Niestety opinia starej „piątki” naładowanej pięcioma karkami jest dalej aktualna i raczej tak szybko nie przeminie.
    Szkoda bo naprawdę wspaniałe samochody.

  37. @ mono… :

    Zabiłeś mnie tym „pracując od rana do wieczora ale EFEKTYWNIE”.

    Cholera – mi się przez to komentowanie efektywność pracy obniża…

    ;-)

    A co do „zaplutych” itd. – nie filozuj tylko dawaj zdjęcie tego garażu, to się wszyscy trochę pojaramy…
    :-)

  38. @ yozzz… :
    Boskie były te „pitbulle…”

    Na szczęście oni się hurtowo przesiadają do Audi, więc niedługo można będzie kupić jedynkę czy 530i/M5 E39 z miłości i jeździć nim bez wstydu…

    Czego sobie i Wam wszystkim życzę!
    ;-)

  39. @ PoGOOD:

    Z tymi Audicami masz rację. Obserwuje te zjawisko w moim mieście już od jakiegoś czasu. Ja mam słabość do bawarek w stylu „rekin” jak bodajże E-21. To dla mnie takie europejskie muscle car’y :D

  40. pitbule super :)

    @PoGOOD,
    musiałem trochę wylać żali bo znów są w stolycy te oszołomy z Solidarności.
    A prawda jest taka, że jak ktoś ciężko haruje a nic z tego nie ma, to albo tylko chodzi do pracy wcześnie rano, albo nie lubi książek, albo… jakby to powiedzieć, jedne dziewczyny mają duże piersi inne nie, takie życie.
    Słyszałem kiedyś też, że ważne by chodzić do PRACY a nie do ROBOTY.

    A garaż to bez przesady, marzeń nie jest, ot E92, F10 i rowery bmw :)

  41. Ok nie bede juz poruszal tych tematow,ale musze odpowiedziec PoGOOD ja rowniez mialem na mysli STEREOTYP gangstera ktory mi sie tez nie podoba,sam jezdze BMW aktualnie F10 przedtem wieloma innymi modelami a z racji na swoja posture bylem tak postrzegany,a co do tych co sie PoGOOD serwisowali u Ciebie …”Ci goście zwykle:
    a – nie mają tyle szmalu, żeby doskoczyć do ceny nowego
    b – nie mają legalnych dochodów, żeby dostać leasing czy kredyt
    c – nie ukradli ich, bo te które kradną, zwykle sprzedają lub demontują po dziuplach, a jeżdżą zwykłymi używkami, takimi samymi jakie możesz kupić Ty czy ja.

    A ich złote zegarki, krzykliwe ciuchy czy wypucowane fury mają nas – zwykłych leszczy – postawić pod ścianą i zapewnić im respekt na mieście.” to zwykle zlodziejaszki i jakies ciecie,bo ktos znaczacy nie nosi zlotych zegarkow,stac go na wille w Konstancinie lub Radosci oraz dobry samochod;)Wiec z calym szacunkiem to byli „ciecie” ;)) Oraz rzecz ostatnia tak mialem osobiscie zle doswiadczenia z Fusem chociaz kupilem 3 samochody od niego,ale juz nie bede tu pisal co i jak bo jak Blogo powiedzial to nie ten watek,a wiadomo ze nie kazdemu musi sie podobac co pisze bo kazdy ma swoje zdanie i poglad na to co nas otacza,ale przyznaje Fus ma pasje,fajna pasje,pozdrawiam wszystkich i zycze milego dnia.

  42. @Nodek: Dzięki za zrozumienie! Serio. Jestem ostatnim blogerem, który usunąłby niewygodny komentarz lub robił chore akcje „uciszania zdegustowanych”. Po prostu to nie miejsce na takie opinie (teraz już wierzę, że prawdziwe i uzasadnione) – najzwyczajniej w świecie szkoda mi tego, by tak fajny tekst zszedł w komentarzach na bezsensowne klimaty.

  43. @ mono… :
    nie mów o Solidarnościowcach „oszołomy”, bo oni w odróżnieniu od nas mają jaja, żeby zrobić pikietkę, popalić trochę oponek, pogwizdać i… wydębić co chcą z Wiejskiej.

    A my (kierowcy):
    – płacimy podwójny podatek drogowy (w paliwie i na bramkach autostrad),
    – płacimy moją ukochaną akcyzę (choć samochód inny niż zajebisty według mnie używką nie jest)
    – walą nas w rogi banki, leasingi i ubezpieczalnie, podnosząc co chwila stawki oprocentowania
    – … mógłbym tak jeszcze długo…

    Zamiast na nich narzekać, powinniśmy ich naśladować. Wybory blisko, a kandydata kierowców nie widać.

    To jak Blogo – pójdziesz za naszą sprawą popracować na Wiejskiej?

    Byłaby w końcu jakaś sensowna alternatywa…

  44. @ garaż mono… :
    z tymi rowerami to już pojechałeś…

    @ Nodek :
    ja dokładnie tak samo tych „cieci” postrzegam, bo prawdziwego bandziora to pewnie bym i tak nie rozpoznał, oni – jak wszyscy wirtuozi – mają klasę.

  45. Kurde, rzadko się tu odzywam, bo za młody jestem (tegoroczny maturzysta), „w dupie byłem, gówno widziałem” i tak dalej…
    Ale na litość boską – czy musicie na blogu motoryzacyjnym rozmawiać o układach? Jak tak dalej pójdzie, to pod następnym wpisem pojawi się licząca 50 komentarzy dywagacja na temat mgły i Smoleńska…

  46. Ja bym głosował, Blogo na premiera :)
    Może załóżmy Polską Partię Przyjaciół Kierowców, PPPK :)

  47. Ja na Wiejskiej pierwszego dnia bym się potknął a drugiego złamał sobie nogę. W „Kropce nad i” bym się zrypał z krzesła. W Tomasza Lisa Na Żywo pewnie bym glutem się skichał. A interpelacje bym pewnie składał na pół i robił z nich samoloty.

    Słabym byłbym posłem. Ale pewnie medialnie najpopularniejszym.

  48. Szkoda, że nie można edytować komentarzy, bo tak się sporo spamuje.

    @PoGOOD
    ma to swoje plusy, jak jadę do serwisu to wrzucam rower i dwa serwisy z głowy :) Poważniej, to rower bmw nie jest wart swojej ceny, ale cóż, płaci się za znaczek :D:D
    @Blogo
    …no właśnie, nie testowałeś jeszcze roweru BMW, który jest sprzedawany w dziale samochodów (a nie motorów, czy mini) :)

  49. „Szkoda, że nie można edytować komentarzy”

    Od dawna się noszę ze zmianą mechanizmu komentarzy, ale nie chciałem rozłożyć bloga w trakcie akcji z BMW. Może się w wakacje za to wezmę.

  50. strata tata się do Audi przesiadają… siedzą dalej w BMW :]

    co do wymiany oleju, komunikat wyskoczył, pojechałem nie tam gdzie auto kupione, ma być wymiana oleju, wycieraczki, i wszystko inne co tam się powinno robić… ile to kosztuje? ileee? za to tyle? ‚aaa.. bo podłączymy pod komputer i sprawdzimy’… ale co sprawdzimy? no, zobaczymy jak sprawdzimy? ale przecież nic się nie dzieje? no, ale można podłączyć i sprawdzić… co prawda producent nie przewiduje takiego przeglądu w swoi harmonogramie, ale my znamy polskie drogi i możemy sprawdzić… no to ja poproszę tylko ten olej…

  51. @ Spalacz… :

    Jak nie musisz – nie podłączaj wózka do komputera. Chłopaki kody grubych błędów mogą zczytać z kluczyka podczas otwierania zlecenia, a jeśli nic się nie dzieje – szkoda kasy.

    Poza tym, jeśli dawno nie byłeś w serwisie (w końcu olej long-life pozwala na rzadkie wizyty), może się okazać, że będzie chciał sobie zaktualizować bazę sterowników.

    Moje ówczesne grube E60 kiedyś aktualizowało się prawie 4 godziny – jeszcze na starym systemie diagnostycznym BMW. teraz trwa to krócej, ale jeśli nie ma takiej potrzeby – szkoda kasy, bo każda godzina warta jest równowartość wagi diagnosty w złocie… :-)

  52. Pamietam, ze kiedys to byl salon Renault, a teraz BMW i RolceRoyce i helikoptery:) Mocno poszedl do przodu ten Fus

  53. Bardzo fajny i ciekawy tekst. Czekam na następne :-)
    Tylko o ile łaska nie piszcie w komentarzach o współpracy z ZOMO i UB, bo mnie jako fana motoryzacji średnio interesują wasze teorię spiskowe rodem z PISu

  54. Znalezione w sieci:

    AUTO FUS
    Historia tej znanej, warszawskiej firmy jest długa i ciekawa, rozpoczyna się w roku 1945, początkowo w maszynach rolniczych, a w motoryzacji od roku 1950.

    Lata 1950 – 1960: samochody, motocykle, sport (tuningowanie i serwis)

    1968 – 1970: pierwsza autoryzacja FIAT (serwis)

    1970 – 1986: autoryzacja Mercedes i Bosch (serwis)

    1986 – 1994: autoryzacja BMW w pełnym zakresie (sprzedaż i serwis)

    1995 – 2000 (listopad): autoryzacja Renault. II miejsce w Polsce ze sprzedażą około 1300 samochodów rocznie,

    22 maja 2000 roku: Auto Fus wypowiada współpracę z Renault Polska,

    2001 – powrót do BMW, autoryzacja dilerska BMW i MINI

  55. A ja kiedyś u Fusa kupiłem autko :)
    Renault Megane I, bo do 2002 roku tam był salon Renault :))

  56. A`propos tytułu.

    Miałem nie komentować, ale dziś po raz kolejny widziałem klasyczny obrazek:

    Czarne X6 niemal w poprzek dwóch miejsc parkingowych. Dla niepełnosprawnych.

    Kim więc są kierowcy BMW?

  57. powaliłeś mnie tą notką.
    fajnie, gawędziarsko napisana, samo mięcho ze środka.. no, środowiska posiadaczy bmw.
    i ten chłopięcy entuzjazm :-).

  58. bardzo pozytywna notka. i ja tę będę nalegał na więcej takich „opowiedzianych przez królika” historii.

    bo ludzie z branży niejedno widzieli i w niejednym uczestniczyli. i to są czasem takie historie (i historyjki), że przeciętnemu zjadaczowi chleba nie zdarza się oglądać podobnych w telewizorze. i przeciętny zjadacz chleba chłonie takie smaczki otworami ciała – oczodołami i otwartą gębą (a coście myśleli, he? :P)

    więc – może jednak?

  59. Choć bym chciał to w BMW zawsze widze łysych karków którzy sie na wszystkich dookoła patrzą jakby im sie żony poodbijało. Jak tu nie wierzyć tym cholernym stereotypom?

  60. Widze że jesteś tym zbulwersowany, no ale powiedz mi czym mam jeździć jak na swoje mnie nie stać na razie? Kolego Dominiku :)
    A co do BMW to sam sie nad nim zastanawiam, ale wkurza mnie ten stereotyp, który w swoim umyśle chciałbym obalić, ale za cholere nie moge.

  61. ależ skąd, jestem rozbawiony :)
    pytanie jest jedno, chcesz robić to co lubisz czy robić to żeby inni zupełnie Ci nie znani nie przykleili Ci łatki? a skoro posługują się łatkami to kim są? na pewno nie guru inteligencji

  62. Z jednej strony mam to w d. co inni o mnie myślą ale przypuszczam że byłoby to irytujące jakbym widział te spojrzenia sfrustrowanych użytkowników swoich Vagów :D które patrzą mi do środka mojej beemki i szukają tam tego łysego debila i traktowali jak wroga na drodze, ale ponoć do odważnych świat należy ;)
    Moment wysiadki z „auta tatusia” powoli, powoli sie zbliża, ale czas wyrzeczeń jeszcze trwa :D

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *