#231 Verva Street Racing 2011 (2/2)

Ostatnia część relacji. Szkoda, bo bardzo miło mi się to wspominało przeglądając wszystkie fotki. Oby więcej takich imprez.
16:33 Red Bull NASCAR Show
Przepraszam, jaka Twoim zdaniem jest najbardziej sportowa Toyota: Celica, MR2 czy może Supra? Otóż nie, odpowiedź brzmi: Camry?

Amerykanie nie znają pojęcia tabu i każdą świętość zszargają – nawet rodzinnego sedana przerobią tak, że będzie tylko skręcał w lewo i dymił.

Ale na szczęście Tomasz Kuchar pokazał wszystkim, gdzie jest miejsce tych amerykańskich niewydarzonych aut. W firmach zajmujących się efektami specjalnymi. Nic tak dymu nie robiło, jak ten Camras.

Do czasu, aż mu się opony skruszyły. Normalnie się posypały.

Ledwo na samych felgach do Paddocku dojechał.
Tak, to było niezłe. Takie polskie, ułańskie. Tłum miał niezłą uciechę. W sumie to i ja też ;)
16:54 Super Moto
Do tej pory wszystkie “wyścigi” były wyścigami w cudzysłowie. Nikt się ze sobą nie ścigał – to były kurtuazyjne przejazdy wzbogacone czasami o przyjaranie gumy, lekki uślizg czy machanie do widzów. Fajnie się na auta patrzyło, ale emocji sportowych nie było. Aż do teraz…

Czterech zawodników Super Moto (to chyba najfajniejsza dyscyplina motocyklowa) zupełnie na serio ganiało się z trzema zawodnikami dakarowymi. I mimo rodzinnego charakteru całej imprezy, nikt z nich się nie oszczędzał. Przy ciasnych zakrętach się nawzajem kopali, na prostej sobie zajeżdżali a gdy tylko mogli, wtykali przeciwnikom patyki w szprychy. Serio – były emocje.

Ostatecznie chyba dakarowcy wygrali (a przynajmniej jeden z nich) – na oko ich motocykle wydawały się po prostu szybsze. Mocno tracili na zakrętach, ale odzyskiwali wszystko na prostych. Naprawdę to był fajny wyścig. Bez “”.
17:06 Rally Street
Kolejny prawdziwy wyścig. Zero spokoju, luzu i zimnego łokcia. Rewelacja. Mimo tego, że siedziałem na trybunie pełnej rodzin z dziećmi, czułem się jak w krzakach na jakimś OS-ie.

Styl jazdy kierowcy wyścigowego / rajdowego od kierowcy amatora, który nawet bardzo się stara, dzieli przepaść. Dwie przepaście. Albo i trzy. Prosta, zakręt, wyjście z zakrętu – widzisz i wiesz, kto jest za kierownicą. Niby proste manewry, codziennie wykonywane w drodze do pracy, a jednak gdzie nam do nich, zawodowców… Kurde, szok.

Bębenki uciekały, reszta ich goniła. Co okrążenie ktoś komuś siedział na ogonie. Ilu zawodników, tyle technik pokonywania zakrętu. Rewelacja – normalnie jak rally cross, tyle że szybszy, bo cały czas na asfalcie.
17:21 Dakar Spirit
Kolejny wyścig na całego. Hołowczyc w kolebiącej się na kołach plątaninie rur udających BMW X3 poprzedniej generacji, a tuż za nim Stephane Peterhansel (podpowiedzcie, proszę, w komentarzach –> już wiem) w takim samym dygoczącym, podskakującym kłębku rur odzianym w plastikowe wdzianko udające BMW X3.

Żaden nie odpuszczał. A Hołek nawet tym rozdygotanym wielbłądem driftował.

I bączkował na zakończenie. A przynajmniej się starał.

Przezabawne auto – tak rozbujane, jakby koła do nadwozia miało tylko sprężynami przymocowane. Ale fajnie, naprawdę fajnie się to oglądało. Jak już mówiłem, co mistrzowie to mistrzowie.
17:39 Dragster Show
Podziwiam organizatorów, że coś takiego ściągnęli do Polski – to spora atrakcja. Ale wiecie – dragster jak to dragster – startuje, pruje i hamuje. Tak samo jak winda – tyle że ona w innej płaszczyźnie. Zero emocji. No, chyba że taki dragster zdąży jeszcze tuż przed hamowaniem sobie wybuchnąć. Wtedy jest OK. Wtedy jest jak fajerwerk, który właśnie startuje, pruje i wybucha. Wszyscy lubią fajerwerki, więc taki wybuchający dragster jest OK.

Tym razem niestety nie wybuchł. Na dobrą sprawę to nawet nie wystartował jak należy. I nie pruł tak jak powinien. No i nie hamował jak to tylko on umie – ze spadochronem.

Ale nie mogę zbytnio narzekać – pierwszy raz widziałem dragstera na oczy, więc jest OK. Teraz umrę szczęśliwy.

A Motocykl dragsterowy… cóż, gdyby był czarny i miał przednią oponę trochę szerszą, mógłby uchodzić na motocykl Batmana. A tak to ani jeździł (bo nie było miejsca na przyspieszanie), ani brzmiał (bo nie było miejsca na przegazówki). A skręcał pokracznie – łagodne zakręty brał na trzy razy, a te ostre na osiemnaście.
17:54 VERVA Street Champions
Trzy “wyścigi” – niestety w cudzysłowie.

Najpierw BMW Z4 GT3 przeciwko Porsche z Super Cup. BMW cały czas prowadziło, aż nagle na ostrym zakręcie strzeliło bączka. Porsche poszło po wewnętrznej, acz chwilę potem kurtuazyjnie pozwoliło wyjść BMW na prowadzenie. Cóż – za jego kierownicą siedział Jörg Müller, głupio byłoby go objechać.
Potem Bolid F3 (Kuba Giermaziak) kontra stary, legendarny Lotus F1 (Dan Collins). Przepaść.



Gdyby ten bolid F3 przenieść w lata świetności tego Lotusa, podczas wyścigu rozgrywanego na 60-ciu okrążeniach toru ten dzisiejszy bolid zdublowałby wszystkie inne 60 razu. Co najmniej.

I trzeci wyścig: Hołek w swojej rurowej, pokracznej acz cholernie szybkiej i dzielnej dakarówce kontra Bębenki w rajdowym Lancerze. Fajnie się zaczęło, bo na zielone światło Hołek wyrwał do przodu jak złodziej paliwa spod dystrybutora, a Lancer stał nieruchomo. Zgrzytał biegami, raz zrobił kangura i tyle. W końcu zakaszlał i poooszedł.

Byłem święcie przekonany, że taki jest scenariusz – w równym wyścigu dakarówka Hołka prowadziłaby przez pierwsze 45 centymetrów od startu – więc postanowiono dodać dramaturgii i najpierw udawać problemy techniczne Lancera, by potem zafundować widzom pogoń.
Niestety Lancer się naprawdę skaszanił i cały wyścig (6 albo i więcej okrążeń) przejechał na 2500 obrotów i światłach awaryjnych. Cóż… szkoda, bo mogło być fajnie. Myślę, że gdyby już Hołka doszedł, to ten by tą swoją rurową, pustynną konstrukcją zepchnął go w betonowe barierki. Ducha rywalizacji przy jazdach zawodowców naprawdę się czuło.
18:17 Parada kończąca VSR 2011
Stałem i klaskałem. Bez dwóch zdań organizatorom należy się niewiarygodny szacunek. Zrobienie czegoś tak spektakularnego, widowiskowego i wielkiego w centrum Warszawy jest po prostu niemożliwe. A jednak!
Uważam, że Ci którzy się po raz pierwszy rok temu na to porwali, byli po prostu kompletnymi debilami bez wyobraźni. A jednak rok temu się udało. I w tym roku również się udało. I już planowany jest przyszły rok. Szacun! Kurna wielki jak felgi w aucie u Murzyna.
Ciekawostki i takie tam inne…
Powtórzę to ponownie: wystarczy jeden zakręt, by odróżnić kierowcę sportowego od amatora mającego szybkie auto. Wszyscy kierowcy odpicowanych muscle carów i tych Ferrari itp. zakręty brali z tak wielką rezerwą bezpieczeństwa, że moja Margolcia objechałaby ich nawet po zewnętrznej na hulajnodze z Decathlonu. I nawet jak się starali zrobić coś szybciej, to wychodziło widowiskowo – z mocnym uślizgiem, dymem, hałasem. Fajnie, ale widać było brak agresji i zacięcia.
Zawodowi ścigańci tymczasem zakręty brali w swoim wyuczonym stylu – wyścigowo lub rajdowo. Mniej efektownie, acz cholernie szybko. W zakręcie nawet ja na swoim góralu bym ich nie objechał. Nawet ja. Widać było, że margines błędu jest naprawdę niewielki. Zero zachowawczości, niepewności czy spokoju. Każdy zakręt na maksa, każda prosta na pełnej łyżce.
Naprawdę różnica była ogromna. Z przyjemnością się na nich patrzyło, mimo że mieli o wiele gorsze, brzydsze i mniej błyszczące auta niż ta pierwsza grupa. Ale umiejętności wypływały im oknami, nadkolami i wydechem. Zewsząd. To się czuło. I to się podobało.

Drzwi tego BMW Z4 GT3 wykonane są w całości z karbonu, plexi i kilku rur. Ważą tyle co pusty termos na herbatę. Gdy je pierwszy raz zamykałem (bo trochę bawiłem się tym samochodem w paddocku BMW – wiecie, mam u nich chody), prawie wbiłem je do wnętrza auta. Ich nie można zamykać dłonią. Ani palcem. Wystarczy w ich kierunku dmuchnąć – z jednej dziurki w nosie – by zamknęły się z głuchym i pustym klapnięciem.

Ciekawe, czy gdybym ja usiadł sobie ot tak na nadkolu tego Porsche, to wróciłbym do domu z pełnym zestawem zębów?

Nawet nie macie pojęcia, jak cholernie ciasno jest we wnętrzu tego ponad 1000-konnego Porsche. Kierowca, by móc komfortowo w nim jeździć, zmuszony był poddać się zabiegowi infantylizacji i miniaturyzacji. Są na świecie dwie kliniki coś takiego oferujące – jedna w Kielcach, druga w Southampton. Wkrótce każdy kierowca F1 będzie tak wyglądał. Na razie trwają testy – poddał się nim Bernie Ecclestone. Jak widać, to działa!

Pozdrawiam dziewczyny z punktu wydającego akredytacje i przepustki, i dziękuję im za to, że i tym razem tak mocno zapięły mi nierozpinane opaski, że prawie straciłem dłoń przez zanik krążenia. Co to za moda, by nie zostawiać nawet milimetra luzu?

Ford GT robi na żywo bardzo słabe wrażenie. Nie mówię o tym, jak wygląda ogólnie – bo wygląda świetnie gdy jeździ i harczy – ale o tym, jak wygląda z bliska. Szczeliny montażowe karoserii są monstrualnie wielkie. Wnętrze tylko na pierwszy rzut oka wygląda fajne. Drzwi zamykają się z dramatycznie tanim i plastikowym trzaskiem. Doklejony do nich fragment dachu drży podczas jazdy, nie mówiąc już o tym, że wisi flakowato gdy drzwi są otwarte.

A Dodge Challenger jest bez wątpienia jednym z najpiękniejszych auta na świecie. Wiem, że wnętrze mu dość mocno kuleje, ale who cares! Wygląda jak muscle car z prawdziwego zdarzenia – a nie jak plastikowa podróbka, którą moim zdaniem przypomina współczesny Mustang.

Reasumując
Świetna impreza!
Aaa…
Byłbym zapomniał – na koniec filmowy skrót z imprezy przygotowany specjalnie przez naszą Redakcję ;)
…ale chyba lepiej oglądać go bezpośrednio na YouTube.
Koniec.
odc.0 〈 odc.1 〈 odcinek 2
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!












RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)


Z Hołkiem ścigał się chyba Stephane Peterhansel.
Dzięki. Dopisałem. Chodząca z Ciebie wikipedia ;)
Właśnie zaliczyłem szczękopad pełny.
Blogo zamieścił tekst zanim nawet przez myśl przeszła mi taka śmiała myśl, że może by się pojawiło tu coś nowego. Do tego to drugi tekst w ciągu jednego weekendu!
Blogo, rozpieszczasz nas :*
Tylko uważaj, bo się jeszcze przyzwyczaimy i będziesz miał bandę rozpieszczonych czytelników zamiast grzecznych i uległych fanów ;)
edit: “przez myśl przeszła mi śmiała myśl” – facepalm. Chyba idę spać.
Powiem Ci Miko, że moim marzeniem jest móc pisać 2 razy dziennie. Codziennie. Od dawna robię sobie takie postanowienia na początku każdego miesiąca. Ale nic z tego nie wychodzi, bo czasu brak i weny.
Może kiedyś… zatrudnię sobie redakcję i zrobię sobie w kuchni News Room z prawdziwego zdarzenia ;)
@Blogo: “…bo czasu brak i weny…” może, że Vervy brak ;) Za “taką” promocję Verva Ci się należy od PKN Orlen S.A. (co najmniej 1 skromna cysterka) i już jakoś we wszechświecie byłoby lepiej, a i Nissan by się chyba nie obraził ;)
A propos auta Hołka, to chyba miałby szanse na starcie z Evo – nawet sprawnym, bo z tego co wiem to diesel a wiadomo że diesel ma wysoki moment dość szybko dostępny… bla bla bla… ;)
Dobranoc.
P.S. Ja sam nie wiem skąd biorę te moje wywody.. ;)
Miło zobaczyć zdjęcie prawidłowego modelu Imprezy w konfrontacji z beee wersją Lancera.
Ale zdjęcia Evo są dwa.
A STI jedno!
Co to ma być!?
@Alex
Masz rację Evo X nie powala wyglądem.
Zdecydowanie lepiej prezentuje się odbudowana dziewiątka Steca, którą pojechał w ubiegły weekend GSMP Banovce
http://www.youtube.com/watch?v=yUS5EWX0TYQ
off topic. Blogo, sprawdzasz kosz/spam na skrzynce gmailowej ? Sprawdz proszę. Wysłałem Ci maila w sprawie MOTORyzacyjnej i pewnie znowu trafił do spamu ;-(
ale te twoje filmiki to chyba tosterem krecisz, czyz nie ?
fajne:))