#250 Nie jestem puchaczem!

Wczoraj potrąciłem rowerzystę. Na przejściu dla pieszych ścieżce rowerowej przecinającej ulicę. Niegroźnie. Miał zielone, a ja skręcałem w prawo. Zawiniłem, ale nie czuję się winny.

Stanąłem pod kątem 45 stopni do przejścia. Przepuściłem pieszych, rozejrzałem się na tyle, na ile pozwalają mi na to kręgi szyjne, i delikatnie ruszyłem. Ledwo wtoczyłem się na ścieżkę rowerową (która poprzedzała zebrę dla pieszych), gdy w prawą felgę wjechał mi rower a odziany w różowo-zielone rajtuzy chłopak przeczyścił mi maskę i wylądował w strudze świateł mijania.

Wysiadłem i wysłuchałem jego przekleństw. A potem pomogłem mu wstać, przeniosłem jego rower na chodnik i przeparkowałem Nissana za przejście dla pieszych. Potem wysiadłem, by jeszcze z nim pogadać. Generalnie nic się nie stało – otarł sobie trochę kolano, ale był twardy – powiedział, że to drobiazg. I pojechał.

Nie wypowiedziałem słowa “przepraszam”.
Bo wcale mu nie współczułem.

Wszyscy rowerzyści, którzy mając zielone światło przejeżdżają na pełnym gazie przez ulicę, są skończonymi debilami i chciałbym, by połowa z nich miała takie stłuczki jak ta. A druga połowa niech od razu wpakuje się pod tramwaj.

Też jestem rowerzystą.
Nie mam tak fajnie obcisłych ciuchów ani kasku, który bardziej wygląda niż chroni, ale mam mózg i wyobraźnię. Wiem, że kierowca skręcający w prawo czeka na to, by przejechać przez przejście, gdy tylko w tłumie pieszych pojawi się luka. Wiem też, że kierowca ten siedzi w aucie, które ma dach trzymający się nadwozia dzięki licznym słupkom, które dość znacznie ograniczają widoczność na boki, nie mówiąc o tej do tyłu. Wiem również, że człowiek nie jest w stanie obrócić głowy o 180 stopni. Ba, nawet 90 stopni wielu przysparza ból.

Wiem to i dlatego gdy jadąc na rowerze zbliżam się do przejścia dla pieszych i widzę auto, które nadjechało z tej samej strony co ja i teraz próbuje skręcić w prawo przecinając mi drogę, zwalniam.

ZWALNIAM!

A jak jest to możliwe, to łapię kontakt wzrokowy z kierowcą. By mieć pewność, że mnie widzi. Bo ja nie pojawiłem mu się w polu widzenia powoli i niezdarnie jak pieszy. Ja mu wjechałem nagle. Byłem w jego martwym punkcie i nagle WZIU! – oto jestem. Jeśli by mnie widział wcześniej, to znaczyłoby, że jestem grubym na pół tony Amerykaninem i raczej na rowerze jeździć nie powinienem.

Rowerzysto w obcisłych ciuchach! Pamiętaj, że ja, gdy skręcam w prawo, to głownie wypatruję luki w tłumie przewalających się przez przejście ludzi i z trudem dostrzegam 10-letnie dziecko jadące na hulajnodze. Jeśli myślisz, że zauważę Ciebie, jak zupełnie z nikąd wjeżdżasz mi przed maskę z prędkością dwóch machów, to się grubo mylisz.

Nie jestem pieprzonym puchaczem!
Nie mam ani tak dobrego wzroku, ani tak łbem kręcić nie potrafię.

Następnym razem gdy przelecisz mi przez maskę i wylądujesz w strudze moich świateł, delikatnie wtoczę ci się na stopę. Byś mógł w domowym zaciszu przemyśleć swoją głupotę.

Tak, będę winny. Zapłacę mandat, może nawet mnie pozwiesz. Ale nie przeproszę. Szkoda mi życia na rozmowę z pozbawionymi wyobraźni debilami.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

AKTUALIZACJA z dnia 28/10 godz. 10:30.
Bo chyba ten wpis trafił na jakieś forum rowerowe albo pojawili się czytelnicy, którzy nie czytają ze zrozumieniem.

Ja na niego nie czyhałem. Ja po prostu powoli ruszyłem, by przejechać przez puste przejście dla pieszych – bo wszyscy w zasięgu mojego wzroku (i skrętu karku) już przeszli. On zapieprzał. Pojawił się znikąd. Nie byłem ani zmęczony, ani w pośpiechu.

Wina jest po mojej stronie – tak mówią przepisy.
Debilizm po jego stronie – tak mówi rozsądek.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

AKTUALIZACJA z dnia 29/10 godz. 09:40.
Mapka i więcej info specjalnie dla tych z Was, którzy czytają bez zrozumienia i traktują powyższy wpis jako manifest mojej samczej agresji – TUTAJ.

311 komentarzy

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *