#271 Rdza jest bezwzględna

Wczoraj na Facebooku wspólnie zastanawialiśmy się, dlaczego dobrze wyglądające BMW E46 328i stoi w komisie od 10 miesięcy i nie może znaleźć kupca. Dziś byłem z tym autem w ASO BMW (Bawaria Motors Janki) i wiem tyle, że ja też go nie kupię.

Krótko o aucie: kupione w 1999 roku w PL salonie, serwisowane przez cały czas w jednym ASO – aż do 2009 roku. Potem nabył je drugi właściciel, który pojeździł nim rok (w trakcie którego wymienił przednie wahacze – są prawie nowe) i ostatecznie zostawił w rozliczeniu za Alfę Romeo Giulietta. Przebieg 237 000 km wydaje się być prawdziwy. Wizualnie z zewnątrz samochód jest bardzo OK, wnętrze zadbane. Ale…

Kaszanka, ale nieistotna

Samochód stał przez 10 miesięcy praktycznie nie ruszany i podwozie jest w stanie agonalnym. Gdyby stało cały czas w wodzie, byłoby pewnie podobnie zardzewiałe. Ale zaraz – ostatnie miesiące są praktycznie bezdeszczowe, skąd więc ta rdza? Cóż, mamy taką teorię, że prawdopodobnie komis mył to BMW co jakiś czas – a ono obciekało i sobie w spokoju rdzewiało.

Ale to drobiazg – 11 letnie auto musi mieć zardzewiałe podwozie. To nic złego – byłoby gorzej, gdyby było w idealnym stanie ;)

Silnik pracuje bardzo równo, ale niepokojący jest wszechobecny zapach płynu chłodzącego. Podejrzewamy (wskazywać może na to choćby mocno wygięta plastikowa nakładka na silnik), że został kiedyś drastycznie przegrzany i być może coś stało się z uszczelką, a kto wie czy nie z głowicą. Bo z układem chłodzącym na bank, cieknie nawet pod spodem.

Ale to drobiazg – w sumie to nawet szukamy auta z usterką mechaniczną, by mieć pretekst do zbicia ceny i późniejszego opisywania warsztatowych przygód.

Samochód z oddali pachniał spalonymi hamulcami. To w sumie normalne – jak się auta przez 10 miesięcy prawie nie rusza, muszą się klocki zlepić, nie ma bata. Ale to drobiazg – układ hamulcowy i tak będę miał odświeżony, czy nawet odbudowany.

Powłoka lakiernicza w niezłym stanie. Miernik grubości lakieru wykrył co prawda poprawki przy tylnym lewym nadkolu (o tym komisant wspominał – zrobili to u siebie), nowy lakier na masce i poprawki z prawej strony w dolnej części obu drzwi. Generalnie wszystko OK. No, po zimie wyszłyby purchle rudej na końcówce lewego progu, ale to pikuś.

Plus wiele dupereli – felgi niezbyt proste (ze dwie co najmniej były znacznie wygięte – od środka uderzone), wnętrze było bardzo wilgotne (ponoć niedawno było prane – załóżmy, że wierzę), zwalony sterownik chłodnicy (wentylator działał non stop, wyłączyć można go było tylko przez wyjęcie wtyczki) oraz brak oznaczeń modelu – a przecież po to się kupuje 328i, żeby inni widzieli i czuli respekt. Żartuję.

Słuchajcie – i to tyle nieistotnych detali. Obawiam się jednak, że Wy, wybierając się na zwykłe oględziny auta, nic więcej byście nie dostrzegli. No, chyba że byście samochód unieśli – a wiem, że to niewiele osób robi. Na ogół jedziesz do handlarza, oglądasz blachę, klękasz i rzucasz okiem pod auto, słuchasz silnika. Są pewne rytuały – jak pracuje na zimnym, czy zawieszenie stuka, czy lakier jest wszędzie tak samo gruby.

Na tym etapie byłem przekonany, że mam wreszcie swoje E46. Nie macie nawet pojęcia, jak wiele wysiłku kosztowało mnie tłumienie wewnętrznego zajarania! ;)

To już są grubsze sprawy…

Jak wspomniałem, auto pod spodem było dość dramatycznie zardzewiałe. To świadczy o jednej rzeczy – o bezmyślności komisu. Gdyby od razu wystawili samochód za niższe pieniądze – dziś on by jeździł i wyglądał pod spodem znośnie. A tak stał i butwiał.

Niestety zbutwiał w wielu newralgicznych miejscach.

Zacznijmy od hamulców. To, że przednie się zapiekły to drobiazg. Ale to, jak wyglądały przewody hamulcowe drobiazgiem już nie jest. Każde ich łączenie było jedną wielką kulą rdzy. Oczywiście wymagałyby wymiany i serwisowy budżet akcji na luzach to przełknie. Problem w tym, że w miejscach, w których nowe przewody należałoby przymocować do auta, było jeszcze więcej rdzy.

Normalnie nie znaleźliśmy pod autem żadnej śruby, którą dałoby się odkręcić bez jej ułamania. Pewnie, że można wiercić podłogę i gwintować w niej dziury. Tylko czy da się zrobić gwint w czystej rdzy?

Ponoć się da – jest to bardzo pracochłonne, ale wykonalne. Oglądaliśmy więc to auto dalej.

Zawieszenie przednie wyglądało w miarę OK. W miarę znaczy tyle, że żadne elementy nie wymagały na razie (tak na oko) wymiany. Ale wszystkie one umocowane były nieodkręcalnymi śrubami składającymi się w 86% z rdzy. A zawieszenie na pewno w moim aucie będzie robione – więc powstałby problem wspomnianego wcześniej łamania śrub, wiercenia podłogi itp.

To grubsza sprawa, ale wykonalna.

Ogólnie temat długiego postoju auta i jego znacznego zgnicia od spodu po dłuższych oględzinach zdecydowaliśmy się jednak uznać za sprawę grubą. Bo o ile układ hamulcowy i tak byłby wymieniony, o ile zawieszenie i tak byłoby poprawione / wymienione, o tyle wiele drobnych dupereli mogłoby znacznie wydrenować budżet serwisowy akcji. O jakich duperelach mówię?

A na przykład o drążku dbającym o odpowiednie wypoziomowanie lamp xenonowych – jego przeguby składały się w 99% z rdzy.

A na przykład o wszelkich mocowaniach maty termicznej wokół tłumika – śruby i zatrzaski ją trzymające praktycznie nie istniały. Jedną śrubę skruszyłem w palcach na pył. Tego nie byłoby jak poprawiać – nie istniały gwintowane dziury, w które można by nowe śruby wkręcić.

A na przykład o mocowaniu układu wydechowego, który podczas napraw chyba trzeba byłoby zdjąć. Wyglądało na to, że jego ponowny montaż byłby niemożliwy – dziś trzymał się na rdzy.

A na przykład o tym, że wszelkie uszczelki w układzie napędowym (silnik, wał, tylna oś) po tak długim postoju raczej straciły nie tylko swoją gumowatość, ale także jakiekolwiek zdolności do uszczelniania. Oczywiście nie wiemy, czy wszystko zaczęłoby ciec po 500 czy dopiero po 5000 kilometrów. Ale na 100% ciec by zaczęło.

No i przy drugiej, takiej bardziej szczegółowej kontroli lakieru odkryliśmy, że prawy tylny słupek był bardzo grubo szpachlowany – tak punktowo. Absolutnie (tak nam się wydaje) nie ma tu mowy o wspawanej ćwiartce – pod autem wszelkie elementy nośne są OK. Raczej samochód dostał mocny strzał w okolice prawego tylnego koła.

Jego skutki widać również w bagażniku – z prawej strony wnętrze jest klepane młotkiem. Jak to mówią – było naciągane.

Sporo tych rzeczy grubych.
Moim zdaniem powinny one dyskwalifikować auto dla każdego z Was. Wy nie macie wsparcia BMW Polska i pewnie w życiu byście tych rzeczy nie naprawili – albo zrobilibyście to wtedy, gdy się już coś wydarzy. Skończyłoby się to tym, że przewody hamulcowe poszłyby się… prawda… coś tam, tłumik by się urwał, pozbawiony chłodziwa silnik wywaliłby uszczelkę i uszkodzeniu uległaby głowica (ponoć w tym 3-litrowym motorze czasami się to zdarzało) a tydzień po zakupie pod autem znaleźlibyście kałużę wszelkich płynów silnikowych.

Myśmy te rzeczy uznali jako „grube”, ale nadal auto kwalifikowało się do zakupu. I ja nadal z trudem tłumiłem w sobie wielkie, naprawdę wielkie podniecenie. Słuchajcie – 328i, 193 konie, piękny czarny lakier i siedemnastki. Jakbym tym pod blokiem zaparkował, jakby się sąsiedzi patrzyli…!

Knock Down, ale jeszcze się podniosłem

Rdza i procesy gnilne są bezwzględne – jak już się zaczną, to nic ich nie zatrzyma. Zupełnie jak ceny paliwa – rosną i nie mogą przestać. Albo jak silikon wokół wanny – jak się zacznie łuszczyć, to się złuszczy do końca.

Podłoga przy tylnym lewym kole była w bardzo słabym stanie. Prawdopodobnie ta zgnilizna i rdza zrodziła się niewinnie – auto ześlizgnęło się z podnośnika i zgrzewany fabrycznie profil został naruszony. Do środka dostała się wilgoć i… dziś poczułem się jak SuperMan – najpierw zgniotłem śrubkę na pył, teraz palcem przebiłem blachę.

To można naprawić. Wszystko można naprawić. Tylko czy jesteśmy tak zdeterminowani, by wycinać dokładnie ten kawałek podłogi, do którego przymocowane jest całe zwieszenie tylnego lewego koła? Teoretycznie jesteśmy, ale auto nie może kosztować 16 400 zł. Nie dlatego, że nas nie stać ale dlatego, że zakupu muszę dokonać rozsądnie. A rozsądek nie pozwala mi naginać się i przepłacać komisowi za auto niewarte swojej ceny. 13 tys. zł – tyle jest wart ten samochód z taką rdzawą zgnilizną w tak ważnym miejscu.

Ale to nie koniec – w tym momencie nadal sprawa kupna była aktualna. Lecz…

Knock Out tak potężny, że wpadłem w śpiączkę

Jak wspominałem, podwozie było praktycznie całe mocno pordzewiałe. I jak również wspominałem, nie uznawaliśmy tego za wadę wykluczającą – raczej za drobiazg wymagający naprawy, czy wręcz kosmetyki.

Coś nas jednak tknęło i uzbrojeni w szczotki druciane zaczęliśmy oczyszczać kluczowe miejsca w strukturze nośnej. I nagle BUM obuchem w łeb! W pół sekundy wyparowało ze mnie całe napalenie się na auto.

Zamknięty profil podłogi dokładnie pod tylnym mostem, lekko z lewej, był pęknięty. To jest element struktury nośnej auta. Z tym nie ma żartów!

Takie rzeczy albo naprawia się u Pana Henia, który rozdziobie tę szczelinę śrubokrętem, napcha tam kitu i z zewnątrz zaspawa, albo wycina się dość spory fragment podłogi i zastępuje nowym. Jest to do zrobienia – ale chcąc to zrobić dobrze, trzeba się liczyć ze sporymi wydatkami. I wieloma nieprzewidzianymi rzeczami, które wyskoczą w trakcie. A wyskoczą na 100%.

Jeśli kupisz takie auto nieświadomie i będziesz je po prostu upalał na parkingach pod Realem, być może za rok coś cicho stuknie w tylnym zawieszeniu. Być może Twój mechanik to wykryje i zaspawa. Ale ja w to nie wchodzę – ja zamierzam na Torze Poznań przed ostrym zakrętem dohamowywać ze 180 km/h. Zamierzam czasami wpaść tyłem na tarkę. Zamierzam czasami niechcący się obrócić. Nie potrafiłbym się dobrze i bezpiecznie czuć w aucie, mając świadomość tego, że przejazd lekkim bokiem przy 140 km/h przez dość nierówne łączenie asfaltu na Torze Ułęż może mnie pozbawić koła wraz z połową bagażnika.

Podzieliłem się swoimi obiekcjami z ludźmi z ASO. Powiedzieli, żebym nie pękał, że wszystko da się naprawić. Tylko auto nie może kosztować 16,4 tys. zł. Z taką poważną wadą nie może też kosztować 13 tys. zł. Ile może kosztować? Uznaliśmy, że 10 tys. zł.

Nie chciałem składać takiej propozycji człowiekowi z komisu, który tym autem do Bawaria Motors przyjechał. To byłoby nieeleganckie. Wręcz bezczelne.

Ale gdy żegnałem się z nim dziękując za poświęcony czas, wypaliłem luźnym tonem:
– 10 tysięcy w gotówce. To maks, jaki mogę za to 328i dać. Zbyt dużo poważnych rzeczy jest do zrobienia.
– Nie, nie mogę. To za mało. Poza tym mam kupca za mniej więcej 15 tys. zł.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Jeśli jest wśród Was ktoś, kto (podobnie jak przy opisie pierwszych oględzin) zacznie mi tutaj udowadniać, że jestem debilem bo spodziewam się nie wiadomo czego po 12-letnim aucie – niech się mocno puknie w łeb i chwilę zastanowi.

Opisałem to, co udało się nam wychwycić – a nawet nie zdążyliśmy przepuścić auta przez pełną ścieżkę diagnostyczną, nie podłączaliśmy się do komputera, nie sprawdzaliśmy zawieszenia na „trzepaczce”, nie badaliśmy płynów w silniku, nie analizowaliśmy spalin i nie próbowaliśmy zlokalizować miejsca wycieku chłodziwa.

Zrobiliśmy tylko „mały przegląd przed-zakupowy” wart cennikowo mniej więcej 300 zł. Pełen przegląd kosztuje około 530 zł. W tym wypadku nie był już potrzebny.

Chcąc krytykować moją (naszą) decyzję o rezygnacji z kupna tego całkiem nieźle z zewnątrz i w środku utrzymanego auta, miejcie również na uwadze fakt, że ta wszechobecna rdza zmieniłaby naprawę auta w inwestycję bez końca. Byle wymiana przewodów hamulcowych niosłaby za sobą konieczność dorabiania uchwytów i ich mocowań w podłodze. Byle zmiana sprężyn wymagałaby cięcia śrub i gwintowania przerdzewiałych blach. Wycena tych napraw dziś jest niemożliwa – w podwoziu naprawdę nie było żadnej śruby, którą dałoby się odkręcić i ponownie wkręcić. Żadnej.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Jestem podwójnie zły.
Raz, bo auto naprawdę świetnie wygląda z zewnątrz i nieźle w środku.
I dwa, bo komis pozwolił mu przez 10 miesięcy gnić, zamiast spuścić z ceny i sprzedać je po miesiącu. Tak nie można postępować – nie z takim ładnym 328 w benzynie!!! Wątpię, by jego przyszły właściciel był z niego zadowolony. Coś mi mówi, że to będzie zakup w stylu” „Ale wtopiłem„…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Smutno mi. Myślałem już, że mam auto i ruszamy z drugim etapem akcji – z naprawami, wymianami i testami typu „stare vs. nowe”. A tu dupa – nadal szukamy. Chciałbym, by ktoś w tym roku odwołał Święta, Sylwestra i ferie zimowe – tylko przeszkadzają mi w tej akcji! ;)

188 komentarzy

  1. Ten wóz to mi wygląda na topielca 2 lata temu w Warszawie i okolicach głównie w Piasecznie mieliście sporo podtopień ;) Zapewne auto miało przygodę z wodą. Nie sądzę, aby nawet rok stania auta w bezruchu mogło tak zniszczyć podwozie… Gdyby to był fiat, ok… Ale nie BMW… Gdzieś wspominałem że ojciec miał citroena C5 a tam blachom daleko do tych z bmw, stał niemal 2 lata pod chmurką praktycznie bez uruchamienia i poza akumulatorem i rzężącym przez pewien czas silnikiem nic nie było. A tutaj 10mccy i taki syf ? Coś mi tutaj pachnie błotkiem z Wisły…

  2. Szkoda fajnego auta, jeszcze z rok i pójdzie na części…
    A tekst naprawdę dobry. Nie każdy potrafi rozwinąć „ładne auto ale zgnite od spodu” do kilkuset słów, które się z zaciekawieniem czyta

  3. Szwagier, to je RAT STYLE..to je tuning.. Ta rdza jest przecież profesjonalnie nałożona i pielęgnowana.

  4. I niech mi ktoś powie, że mu szkoda 300-500 złotych na profesjonalny przegląd samochodu przed zakupem… bo pojedzie z wójkiem, który „się zna”, bo od czasów Syrenki wszystko sobie sam naprawia…

    Nawet przy cenie rzędu 15-20’000 zł taki wydatek to pryszcz w porównaniu z wtopą, którą można sobie samemu zafundować…

    Bez dalszego komentarza…

    Dzięki za gorzką lekcję Blogo!

  5. W 100% zgadzam się z marv’em. Topielec jak nic! albo był myty od spodu wodą z solą o stężeniu 50% :/ jak można zapuścić takie ładne auto … bez serca te handlarze

  6. Przedliftowe e46 mialy problem z pekajacymi elementami nosnymi przy tylnym zawieszeniu. Bmw wymienialo ta czesc podlogi wszystkim e46, ktore nie przekroczyly chyba 100tys km, za darmo jako akcja serwisowa. Ale niestety malo ktore polskie Aso o tym wie… Obecnie ta czesc podlogi wystepuje jako czesc zamienna.

  7. Tak, wspominano mi o tym. Problem w tym, że przy takim zgniciu i zardzewieniu ciężko byłoby znaleźć punkty montażu dla tego elementu.

    Na serio – gdyby nie ta pęknięta podłoga tak mocno wokoło pordzewiała, już bym kupił. Bo to mocowanie tylnego zawiasu jest do zrobienia. A reszta to luz – czasochłonny, ale wykonalny.

  8. Te pęknięcia podwozia to norma. No, może nie norma, ale częsta usterka w E46. W BMW TIS jest artykuł na ten temat i opisany sposób naprawy. Ponoć problem dotyczy sporego procenta tych modeli. W Ameryce był proces zbiorowy i BMW naprawiało za darmo, w Europie niestety tylko w ramach gwarancji.

    http://www.bmwblog.com/2009/05/30/statement-on-bmw-e46-class-action-settlement/

    Z resztą niestety trzeba się zgodzić, po prostu auto totalnie zaniedbane, i jedyna słuszna decyzja, to nie kupić.

  9. Blogo jak pierwszy raz zobaczylem fotke calego podwozia to myslalem, że zes to przez fotoshop`a je przepuscil … Normalnie ‚Strefa W11-Niedowiary’ !!! Jak mozna tak malutka E46 zapuscic??? A i nie lam sie- na pewno znajdziesz ta jedyna wymarzona :D trzymam kciuki

  10. Ja bym profilaktycznie wrzucił link na forum BMW albo Bezwypadkowe. Nie każdy ma możliwość tak dokładnego sprawdzenia auta.

  11. Znajomy miał ładne E46 328i na sprzedaż jakiś czas temu (1998 rok, klasyczne – granatowy metalic, pomarańczowe kierunki, czarne skóry) ale sprzedał niedawno innemu znajomemu za 17 tys., który traktował to auto tak, że szczerze mówiąc miąłem ochotę go pobić (np pozwalał na to, żeby mu jakiś debil gasił papierosy o podsufitkę), totalnie go nie szanował i na dodatek założył instalację na jad kapuściany LPG, a po 2 tygodniach przy nieudolnych próbach driftu wpadł w barierkę i konkretnie skasował cały jeden bok. Szkoda, że nie trafiła ona do kogoś takiego jak Ty, Blogo, autko by miało „drugie życie” a tak to można powiedzieć, że umarło. A tym bardziej szkoda, że przed sprzedażą była zadbana, jechałem nią i dynamika M52TUB28 mnie bardzo zaskoczyła. A teraz może odrobinę odbiegnę od tematu – Szwagry, słuchajcie – czy wszystkie E46 od początku produkcji miały elektroniczny pedał gazu?

  12. Problem jest poważny – za chwilę będzie autem jeździł jakiś zadowolony pseudo-amator biało-niebieskiej szachownicy, a później przekreśli kilka istnień. Duże ryzyko. Pozdrawiam

  13. hmmm… dobrze zrobiłeś że go nie kupiłeś… powiem szczerze że moje 22 letnie e34 jest w lepszym stanie karoseryjnym, bo podłoga auta i nadwozie nie ma w ogóle rdzy… również potwierdzam fakt, że auto mogło być zalane… no cóż, coraz trudniej kupic zadbane bmw, bo zadbanych jest coraz mniej… co z tego że właściciel sprzeda igłę, jak kolejny zrobi z niego „złom” . przeglądając ogłoszenia 80 czy nawet 90% e46 wygląda b. ładnie. własnie tylko wygląda, ale nie jeździ. ciekawe ile procent również ładnie jeździ? coż- pewnie zaledwie kilka procent. co mam powiedzieć , niektórzy szukają dobrego bmw miesiącami , w tym przypadku tez tak może byc, a nawet jest. powodzenia

  14. @wnr_21: „Szkoda, że nie trafiła ona do kogoś takiego jak Ty, Blogo, autko by miało “drugie życie” a tak to można powiedzieć, że umarło.

    U mnie, drugie życie?? Ja przecież to BMW zakatuję na torze, a Margolcia zaleje środek Bobofrutem ;)

  15. Denek, właśnie że każdy ma możliwość. Na boga, to raptem koszt trzech stówek. Nawet mnie studenta stać!!!!

  16. To i tak byłoby nic w porównaniu z tym co przeżyło z tamtym osobnikiem, bo dla mnie niepojętą sprawą jest doprowadzić E46 do takiego stanu, że przy otwieraniu drzwi wypadał z auta cały tzw. „boczek” – środek drzwi. Po prostu wypadał. Cały. A więcej już nawet mi się nie chce pisać o tym co to auto przeżyło, bo się tylko denerwuję, bo ja gdybym miał na co dzień takie E46 to bym je pieścił jak pierworodne dziecko.

  17. Szkoda auta, ale już wczoraj SZWAGRY wróżyły, że tego się należy po tym komisie spodziewać.

    Popieram @Denka, podzieliłbym się tą wiedzą na jakimś forum, żeby ktoś nie wtopił.

  18. Blogo jakbys byl normalnym klientem to ile byś już wydał kasy na przeglądy? ile juz przejrzanych?

  19. @Dominik: Ile bym już kasy wydał. To moja trzecia wizyta w ASO. Dwie były tańsze (2x 300), ta krakowska z zielonym 320i była droższa (więc 500). Poza tym trochę na wachę – bo to i Kraków, i Radom itp – dajmy na to coś koło 400 zł. Czyli jakby nie patrzeć 1500 zł już by pękło.

    Na dłuższą metę tak kupować taniego auta kompletnie się nie opłaca – warto to jedno jedyne zabrać na solidny przegląd i nie jeździć po PL, bo to kosztuje.

  20. EEE jęczysz jak stara baba. Weź sie kolo stuknij i daj se spokój z tym gównem w Polsce. Uciułaj ze
    22-25 tys i jedz do Austrii czy Belgii czy Szwajcarii i kupo se tam auto. Bo po pierwsze to w Polsce aut sie nie kupuje chyba ze w salonie, a po drugie lepiej dać 3k więcej przy zakupie niż srać potem co miesiąc na to. Ja jak kupuje auto to wchodzę na autoscouta i oglądam od najdroższych ofert. Oczywiście wywalając oszołomów co chcą za 15 letnie volvo 10k euro

  21. forum BMW-Sport.pl na biezaco relacjonuje relacje Blogo :D i odnosniki rowniez umieszczaja na swoim fanpage’u na facebooku

  22. Pewnie już padała taka propozycja, ale: skoro już wszyscy wiemy, że zakup e46 z 6cioma cylindrami pod maską, za 15kpln w stanie dobrym jest trudne to może kupiłbyś używane w salonie BMW (jak zdejmą koszty gwarancji to powinieneś zmieścić się w budżecie a gwarancja i tak Ci nie potrzebna) i przejdziemy do etapu drugiego? :)

    Chyba podjadę ze swoim Compactem (jak już silnik odżyje) na taki “mały przegląd przed-zakupowy” tyle że „po-zakupowy”. Przynajmniej będę wiedział czy naprawiać wszystko i cieszyć się z jazdy, czy przechodzić do Etapu I ;P

  23. 10 000 PLN?? przepłaciłbyś grubo. za 10k taki wóz mógłby kupić mechanik-lakiernik, który zrobiłby sobie wszystko sam, wtedy może by się to opłacało.

  24. a czy e46 to ostateczna decyzja? bo jednak myslę że e39 łatwiej by było znaleść…w końcu to „piatka” i prawdopodobne jest to że jeździł tym jakiś starszy człowiek, a nie „małolat”… hmmm czemu nie chcesz starszego wozu, ale za to utrzymanego naprawdę dobrze , i można powiedzieć „unikalnego”? mam na przyklad coś takiego:

    http://otomoto.pl/bmw-540-zamiana-na-inne-auto-C21842114.html

    osiągi bedzie miał lepsze niż porównywalne 328i…a środek to bajka… odpowiedz co o czymś takim sądzisz?

  25. cichy to z ogłoszenia to nie e39 tylko e34.
    a poza tym założenie całej akcji jest takie, że ma być e46…

  26. dobrze że nie kupiłeś tego 328 i tak sporo dłużej byłeś skłonny to zrobić niż ja bym był. kupić auto w którym jest sporo tego typu drobnych rzeczy do zrobienia (+ to co wyjdzie) to jak mieć sraczkę- najgorsza możliwa opcja, zasuwasz do kibla co chwile. już lepiej jak jest coś do zrobienia raz a sporego, bo inaczej to masz niewyczerpane źródło frustracji

  27. Akcja robi się popularna, pod każdym wpisem znajdą się komentarze „za taką kasę brałbym traktor” czy inne „kup lepiej snopkowiązałkę i stjuninguj”. Że Ci ręce nie opadają od tłumaczenia czemu, co i jak po 10 razy ;).

    Widziałem, jak chłopaki na fejsie studzili Twój zapał. Aż mi się wierzyć nie chce co jesteście w stanie przełknąć pod spodem, jak widziałem te zardzewiałe łączenia to mi się słabo robiło – rozkręcanie i tłuczenie młotkiem hamulców ostatnio pokazało mi jak upierdliwa jest rdza i nastoletnie zużycie. A tu rozwiercanie, nabijanie tulejek/wkładek gwintowanych, wspawywanie blachy? To robota bardziej na Overhaulin’ niż Wheeler Dealers.

    Dobrze, że go nie kupiłeś. Wychudłbyś nam i zapadł się w sobie, jakby to wszystko się posypało. Ale na pewno w końcu dasz radę, jeżeli takie naprawy ASO i budżetowi nie straszne :). Co nie zmienia faktu, że obiektywnie i prywatnie kolejny dowód, że nie ma samochodów i dobrych, i tanich.

  28. To mój pierwszy komentarz ale przyglądam się akcji od jakiegoś czasu bo w nadchodzącym roku miałem zamiar szukać jakiegoś znośnego e46 do ok 20k(tylko że raczej diesla lub benzyny poniżej 2 litrów), teraz już wiem że napewno nie kupie takiego auta i nawet nie będę szukać! Pod tym względem akcja promocyjna bmw udana ;)
    Nakręciłeś mnie trochę poprzednimi wpisami na 1er ale tutaj bez min 50k nie warto podchodzić do tematu, więc też sobie daruje.
    Powodzenia w poszukiwaniach nie szpachlowanego nogami strucla – e46. czołem

    1. Ty się pluszowy nie wycofuj z zakupu E46 tylko zrozum jedno – jak masz do wydania 20 tys. zł to szukaj auta za 15 i resztę od razu przeznacz na mini remont/poprawki. Chyba inaczej o zakupie używanego, tak starego BMW nie można myśleć. Choć są wyjątki – wiem to, bo dostaję fajne oferty od zwykłych właścicieli. Acz wszystkie ponad mój budżet.

      Focusa lub Astrę łatwo kupić i potem złotówki się długo nie dokłada. Coś za coś.

  29. Cześć Blogo! Czytam Twój blog już od dłuższego czasu, ale to mój pierwszy komentarz, więc chciałbym się przywitać :)

    Akcja dotycząca kupna używanego auta to strzał w dychę. Robisz kawał dobrej roboty i doskonale uzupełniasz się z Tylikiem, żeby uzdrowić rynek używek w Polsce i wyedukować takich motoryzacyjnych głąbów jak ja.

    Ponad 3 lata temu kupiłem megankę z dieslem. Auto z otomoto, jak się okazało, sprzedawcą był znajomy znajomego znajomego, po szybkiej weryfikacji okazało się, że zajmuje się handlem, ale „sprzedaje tylko dobre auta”. Więc szybka wizyta, na miejscu gość chwali, że „nic nie stuka” i ogólnie auto jest w rewelacyjnym stanie. Decyzja podjęta, kieszeń chudsza o 17 tysiaków.

    Po tygodniu od zakupu padł prędkościomierz. Okazało się, że styki w komorze akumulatora są zaśniedziałe a cała komora w rdzy i dziurach – aku musiał gubić kwas. Na początku około tysiak do wydania. Później nie było miesiąca żeby coś nie padło – sprzęgło, wtryski, osprzęt silnika itd. Przy -15 stopniach musiałem wstawać po 2 razy w nocy i „przegonić” auto bo inaczej rano nie odpalił. Mało tego, okazało się, że auto było po solidnym dzwonie. W końcu padł rozrząd (pomimo wymiany zaraz po zakupie). Po naprawie za 3 tysiaki silnik zaczął chodzić nierówno na wolnych obrotach. Diagnoza serwisu: pompa wtryskowa, koszt regeneracji 1,5 tysiaka. Nie zrobiłem tego, miałem już dość. Podsumowując, przez 2 lata wydałem na serwis prawie tyle, co przy zakupie auta. Sprzedałem padło za grosze uczciwie opisując co jest nie tak.

    Następne moje auto to Astra z 2009r. Nauczeni doświadczeniem podjęliśmy z żoną decyzję, że silnik będzie benzynowy (niższe koszty serwisu) a auto nowe lub maksimum roczne, na kredyt lub w leasingu (wolę wpłacać stałą sumę miesięcznie do banku niż denerwować się co miesiąc w serwisie). Podjechaliśmy do komisu w Gliwicach, umówiliśmy się z fachowcem na przegląd w stacji diagnostycznej. Pomierzony lakier, jazda próbna, test zawieszenia i inne szczegółowe badania. Okazało się, że auto było lakierowane po obcierce parkingowej, ale mimo wszystko podjęliśmy decyzję o zakupie, bo poza tym było jak nowe. I nie żałujemy – jeździmy już ponad rok i jak na razie obyło się bez przykrości. Świadomy zakup okazał się dobrą decyzją, a dwie stówy wydane na profesjonalny przegląd dobrą inwestycją.

    Dlatego chciałem Ci podziękować i pochwalić Twoją akcję, bo wiem że dzięki niej chociaż paru osobom otworzą się oczy i unikną takiej wtopy jak ja. Gdybym 3 lata temu kupował świadomie, pewnie miałbym kasę na wypasione wakacje z żoną, mógłbym coś odłożyć na mieszkanie czy roztrwonić na dobrą whisky :) Jeszcze raz dzięki! I przy okazji pozdrowienia i podziękowania dla Tylika za to, że uświadamia ludzi już od dawna :)

  30. nie kumam, do 3/4 artykułu byles zdecydowany brać to pruchno bo „da sie naprawic” a tej bmw z podrapanym lakierem nie wzieliście.

    1. Bo te naprawy podwozia robione by były przy okazji wymiany zawieszenia – a to wpisuje się w ideę przygotowania auta do jazdy torowej.

      W tamtym aucie kupa kasy poszłaby na lakier, co nijak by mi na torach nie pomogło.

      Innymi słowy: chętnie wydamy kasę na poprawę bezpieczeństwa i osiągów auta. Niechętnie na poprawki wizualne.

      A usługi lakiernicze w ASO są bardzo kosztowne, bo wykonywane w „technologii producenta”.

  31. @Jay za krótko szukał, myślał, że znajdzie coś bardziej odpowiedniego ;)).. A tak na serio to już opisałem wcześniej, dlaczego ten porysowany nie przeszedł. Marketing, Marketing Panowie ;) To bardziej BMW Polska go nie klepnęło niż Blogo ;)

  32. @ Blogo
    Widzisz Blogo, mówiłeś do mnie, że Carservis to może bardziej uczciwi bo duzi i profesjonalni. A ja ci mówiłem, że oni robią przewały większe i bardziej profesjonalnie :)
    ps
    nie pisz tak że urwałeś śrubkę palcem bo jeszcze każą ci naprawiać :)

  33. @Blogo jeśli się mylę to mnie popraw :). Ale był jakiś inny powód , że nie kupiliście tego samochodu ? :) W końcu z ryskami o ile nie były do podkładu dałoby radę spokojnie jeździć, a jedyny walor, na którym straciłby pojazd to walor estetyczny, co przy aucie na tor nie ma aż tak dużego znaczenia ? Były jaszcze jakieś przesłanki by nie kupić tego wozu ?

  34. @monogramus: Nie chcę bronić Carservisu, ale jedno warto dodać – to BMW trafiło do nich w rozliczeniu. Gość wziął Giuliettę i jestem pewien, że Carservisowi się to opłacało – nawet jeśli to BMW sprzedadzą za rok poniżej kosztów, to i tak gość im sporo kasy w gwarancyjnym serwisie Alfy zostawił.

    Gdyby to było auto, które sami sobie na parking ściągnęli – wtedy faktycznie patrzyłbym na nich jak na oszołomów. Ale skoro trafiło w rozliczeniu, niejako z przypadku – trochę ich to wybiela. No, chyba że historia z Giuliettą jest wydumana…

  35. @marv: Masz dużo racji z marketingiem – od początku pisałem, że kupię auto, które będzie dobrze wyglądać. A podwozie i silnik z przyjemnością mi BMW Polska naprawi.

    A tego konkretnego egzemplarza nie kupiliśmy z dwóch powodów – bardzo po warszawsku zaniedbanej powłoki lakierniczej (kosztowne naprawy prawie całego auta) oraz (o czym również w tekście wspomniałem) nadciągających kłopotów z przekładnią kierowniczą. U Pana Henia można ją zregenerować za 1000 zł, ale w ASO się ją raczej wymienia za grubo ponad 6 tys. A mniej więcej za tyle to ja mam zawieszenie M-Technik.

    Innych powodów chyba nie było.

  36. @Blogo
    Po raz kolejny powtórzę swoją historię by sławić dobre imię Giulietty. Rok temu kupiliśmy z narzeczoną auta, ja BMW, ona Alfę (oba salon Polska), ja miałem 3 poważne naprawy gwarancyjne, ona nawet nie wie gdzie jest aso.

    Poprzedni właściciel 328i zrobił dobry deal. Chociaż sam nie wiem, jak raz pojechałem jej umyć Giulkę, to na stacji zagadnął do mnie gay (znaczy pedał zwykły, jakby ktoś nie znał ang:)).
    Ale dla dziewczyny to pyszne autko.

  37. Jak chcesz to mogę jutro wpaść na sesję „swoją” Giulką, porobimy sobie taakie milusie foteeczki ;* ;*

  38. @Blogo znając nasze polskie drogi to w co drugim egzemplarzu przekładnia będzie do wymiany. Ale sumując jeszcze lakierowanie faktycznie kwota mogłaby się uzbierać sporawa. Nie wiem czemu tam u was w slyycy tyle wozów obdrapanych jeździ. To już nie pierwszy raz kiedy z tym się spotykam. Miałem tam u was namierzone fajne e60, jak to się mówią Panowie z komisów full opcja, rzadko spotykane wyposażenie z PL salonu, który miałby niemal wszystko, przyjeżdżamy na miejsce i mniej więcej to samo co i Ty zastałeś w tamtym e46, pozostaje tylko malowanie całościowe bo prócz dachu i tylnej klapy do malowania wszystko, nawet lusterek (które były składane) nie oszczędzili… Wcześniej z ojcem jeździłem za jego wozem i też w Warszawie natknęliśmy się na pokiereszowanego Tourana… Echhh co wy tam w tym mieście wyprawiacie to ja nie wiem :P

  39. Giulietta???
    Może czerwoną Miatę weź od razu…
    I ten człowiek jeździł niedawno iksami i emkami, topił po bagnach auta za pół melona a mi ot tak zafundował Porsche.
    O męskości..quo vadis?

  40. Szacun dla Wg za pisanie prawdy. Niestety każdy sąsiad się tylko chwali, jaką „igłę” kupił i to za pół ceny. A kupuje jabłka z przeceny i bierze kredyt, bo mu padła dwumasa albo wtrysk. A o tym jak mało palą te ropniaki co nimi jadą tylko na zakupy to już legendy słyszałem. Takie blogi jak ten obnażają niestety smutną, polską rzeczywistość i mentalność.

  41. ASO i tak odsyła auto do lokalnego lakiernika z którym ma umowę ;) albo ma swoją lakiernię, ale jeśli robi to po kosztach to wcale nie wychodzi tak dużo ;]

  42. @Michał, ropniaki, szczególnie 3.0d palą naprawdę mało, o połowę mniej niż 3.0i przy takim samym stylu jazdy – przetestowane!

  43. @Alex
    mam auto za „około pół melona”, a weekendowo bardzo lubię przejechać się Alfą. To bardzo fajna marka i z gorącym charakterem, wyzwala pozytywne emocje, a tego bardzo brakuje obecnym samochodom.

  44. Blogo możesz jechać pierwszy ;) tylko później co zrobisz – stopa na 15 minut jak wyprzedzę? :D

  45. @Dominik ASO nie mają lakiernii, przynajmniej nie spotkałem takiego. Dają zaprzyjaźnionym warsztatom, doliczając sobie stosowną marżę i nie piszę tutaj o ASO BMW tylko o każdym innym również. Nie opłaca się utrzymywanie takich pomieszczeń oraz zakup sprzętu po prostu. Tak samo jest np. z automatami, wiele ASO nie naprawia skrzyń automatycznych we własnym zakresie tylko zleca to warsztatom specjalizującym się w tym. Jeśli chodzi o silnik 3.0d automat (buda e60) pali średnio przy normalnym dynamicznym przemieszczaniu się w trasie ok +/- 7l w mieście 11-12L, natomiast 3.0i ok 9l trasa 13 miasto, przy tym jak drogie mogą być awarie diesli, oraz droższa ropa chyba jednak mimo wszystko rozglądać się za benzyną ;) Przy okazji 3.0i lepiej brzmi ;)

  46. @Marv – cóż znajomka ma który kreci 70 tys. rocznie… mial 3.0d e46 184km@220km palilo mu to w trasie kolo 7-8… teraz mam 330i – pali 12-13 – oczywiście w trasie ;]
    moja mi spala 6,3-7 w zależności od tego jaka to trasa, na miescie 8ke,
    inna spraw, ze gdy ją kupowalem to ropa byla za 2,80 ;] i miałem tanio wszędzie

  47. BMW Misiak w Krakowie ma lakiernię, ponoć rewelacyjną. Inne ASO pewnie też mają.

    Nie ma co roztrząsać tematu – naprawdę w moim przypadku naprawy lakiernicze się nie opłacają.

    Dla przykładu – lekkie purchle na nadkolu Pan Henio wyprowadzi polerką i szpachlą za 300 zł. Naprawa tego w ASO zgodnie z zaleceniami producenta (czyli mnie dotycząca) wygląda tak: wycina się kawałek nadkola, w to miejsce dopasowuje się fabryczną reparaturkę (tak to się chyba nazywa), którą się „wspawuje cynowo” (nie znam się, powtarzam ze słuchu) bez grama szpachli. A następnie lakieruje i poleruje się… uwaga! – cały bok auta łącznie ze słupkami aż po dach. Koszt takiej akcji to kilka tys. zł. Stąd moje (nasze) parcie na znalezienie auta o dobrym lakierze.

  48. a w gdańsku toyota ma lakiernie, skoda… ASO BMW ZDUNEK akurat ma podwykonawce…
    nadkola nikt nie naprawia – nowe w ASO to 400 pln :) plus oczywiście lakierowanie boku

  49. Alfa tak..i to nawet TAK! ale Blogo w takim czerwonym (zakład że dadzą mu czerwoną?) maluchu to nie wygląda majestatycznie he?

  50. @Dominik spalanie jest uwarunkowane wieloma czynnikami. Często jest wyższe gdy coś nie działa jak trzeba, a pamiętać trzeba, że komputer nie wszystko jest w stanie wychwycić. Ale rozbieżność jest chyba spowodowana czym innym Ty pisałeś o motorze M54 a ja N52, czyli nowszym, w e46 taki nie występował. Ale 13scie i tak brzmi dość dużo jak na trasę dla 3.0. Ale nie wiem nie miałem, nie testowałem, musze uwierzyć na słowo.

    @Blogo – dobrze wiedzieć o Krakowskim ASO. Nie sądziłem/ nie wiedziałem, żę ASO się w takie rzeczy bawią, chociaż o ASO kraków słyszałem często dobre opinie. I bardzo dobrze, widzę, że nawet aluminium robią, co się chwali bo nawet niewiele warsztatów niezależnych się tym zajmuje… Dzięki za sprostowanie.

  51. Bawaria w Warszawie na czerniakowskiej ma lakiernię. Lakierują rewelacyjnie – świetnie dobrany kolor, czysto nałożone warstwy. Niestety nie mają zielonego pojęcia o wykonczeniu. Samochód chcieli mi oddać cały w rysach, odkurzu i hologramach.

    Blogo jak znajdziesz auto które wreszcie spełni oczekiwania to poszukaj jeszcze firmy zajmującej się detailingiem chetnej do pokazania na blogu swoich możliwości :)

  52. @Alex mi się wydaje, że będzie biała ;) No bo chyba mają resztki przyzwoitości w tym fiacie i nie dadzą mu czerwonej… W czerwonej na wyposażeniu z automatu dostaje się szminkę o tym samym kolorze ;)

  53. ok oficjalnie uderzam się w pierś, bo faktycznie i Bawaria i Misiak mają lakiernię, ma też Smorawiński. Natomiast Inchcape, Bońkowscy, zdunek, sikora, m-cars, dynamic motors, fus, tłokiński, best auto posiłkują się zaprzyjaźnionymi warsztatami.

  54. Mnie tam czerwony nie przeszkadza, lubię takie oczojebne kolorki.
    Z czerwonego Ferrari jakoś nikt się nie śmieje a w sumie też przeważnie w automacie są:).
    Alfa się pogubiła pod zarządem Fiata. Kiedyś to były bezkompromisowe, sportowe samochody dla facetów którzy wiedzieli czego chcą. Ładne dla oka były przy okazji. A dziś…. metroseksualne wozidła i ambasador marki … Olivier Janiak…żal.

  55. Maggot – prawdziwa alfa może być czerwona, ale nie giulietta, ona i tak za bardzo jest metro/homo seksualna, a jeszcze ta czerwień podsyca jedynie ciepłą orientację…

  56. Ale spoko, blogo jeździł miniaczem, który też jest taki hołmo i dał radę… Co prawda miniacz był czarny, może alfa też będzie ? :) Taki mix homo-gansta :D

  57. Ej, kurde. Kiedy czerwony stał się „ciepło-homo”, zamiast koloru dla nie do końca psychicznie zrównoważonych?

  58. Moim zdaniem nawet czarna nie jest męska, to jest samochód stworzony dla młodej kobiety i to raczej nie dla takiej która chodzi w szerokich spodniach i flanelowej, kraciastej koszuli :D
    A najładniejsza jest biała i czerwona. Na czarnej giną trochę wszystkie smaczki. Natomiast w dojczlandzie widziałem SZARĄ Giulettę (WTF!!!, tak im zostało po tych panzerach, że teraz wszystko potrafią pomalować na szaro od audi do alfy :)

  59. ktosZdaleka, ty o tym Janiaku tak serio? No jakaś komedia.. Kiedyś kupowało się Alfę nie rozumem a sercem. Teraz trzeba też odrzucić cojones? Co oni robią..tak szczelić w kolano tak zajebistej marce??

  60. Wiesz Alex, może doszli do wniosku, że większość polskich facetów jest zdania, że passacik po fl w tedeiku od dziadka jest uber alles, a Alfa to śmieć.
    Więc celują w młode, niezależne panie do których Olivier z pewnością trafia. Pamiętaj, że dla producentów aut ważna jest opinia ludzi którzy kupują nowe a nie sprowadzone z raichu.

  61. Bo marketing kierowany jest rozumem..i chłodną kalkulacją.
    Czasy chromowanych kolektorów..kiedy to było.

  62. No właśnie, ciekawy temat. Poza reklamami modeli R, RS, GTI itp Żadna marka nie reklamuje się odwołując się do emocji, testosteronu, agresji. Wszystkie są takie… metroseksualne. Mimo, że byle rodzinny sedan ma teraz ~200KM. W Europie chyba nie wypada kojarzyć się z dynamiką, macho, ostrą zabawą.
    W USA są dużo ciekawsze reklamy, w co drugiej auta latają bokami po normalnych ulicach, jest w nich seks i agresja, i jest w porządku :). Wiem, że to proste instynkty, ale do cholery, to trafia do facetów, czyli głównych odbiorców.
    BMW :):http://www.youtube.com/watch?v=b_v5fPI-DUw&feature=related

  63. Dobre, dobre :D
    Tylko te clio jakieś takie za brzydkie do takiej reklamy :)
    W ogóle reklama w Polsce to nuda i średniowiecze, nie wiem dlaczego. Przecież polscy młodzi-dobrze-zarabiający nie są głupsi niż na reszcie świata, przecież oni najwięcej wydają.

  64. @monogramus
    Reklamy samochodowe w Polsce pozostawiają wiele do życzenia, ale może dlatego, że są skierowane do mas a nie do pasjonatów.
    Jeśli mówimy o kampaniach reklamowych BMW, to nie ma co liczyć na reklamę M w Polsce. Głównym rynkiem dla emek są stany a w naszym kraju to niewielki procent sprzedaży.
    Niemniej jednak reklamy takie jak ta z pięknym metalicznym dźwiękiem S54B32:
    http://www.youtube.com/watch?v=BbNacresHow
    lub pamiętny bilboard dealera BMW w Santa Monica, CA:
    http://bit.ly/DiIVU
    zapadają w pamięć.
    Ostatnia globalna kampania BMW JOY była do kitu.
    Radość to, radość tamto… Porażka, ale rozumiem, że targetem ponownie było USA. Nawet dwa M3 GT wystawiane przez team RLL w ALMS w tym sezonie oklejone były w to hasło. Na szczęście Schnitzer Motorsport nie promował tej kampani na swoich M3 GT.
    Znając zamiłowanie polskiej klienteli do diesli, BMW powinno (być może będzie) promować nowy rozdział w inżynierii marki – diesel M. X6 M50d i M550d mają być pierwsze.

  65. Czy brat szanownego Blogo, wielmożny Junior i jego Astra zasługują na posta? Wszakże Opel był kupiony jako używany, dość tanio, bez większych oględzin i puknął ponad rok od tego czasu – jakieś refleksje właściciela lub brata-jego-właściciela?

    1. Opel Juniora został kupiony po zwykłych oględzinach parkingowych. Zaraz po zakupie mechanik Sylwek wymienił płyny, rozrząd i tylne bębny, bo były agonalne. Od tamtej pory auto jeździ bezawaryjnie.

      Starego salonowego Opla i Forda chyba można kupować po ciemku, po pijaku, korespondencyjnie bez oględzin. Ryzyko trafienia na zgniły / spawany / szpachlowany syf jest nikłe. Chyba.

  66. @marv

    Dziecko drogie o jakim fiacie piszesz w kontekście korozji ? Punto I ? Uno ? Tempra ? CC ?
    Seicento, które mam w rodzinie z 06.1999 z 240k na liczniku nie ma korozji. Przeciętne SC z tego okresu (99-00) wygląda lepiej jak przeciętne BMW E46. Przejdź po mieście. Obejrzyj fiaciki. Jak zauwazysz rdzę to przyłóż miernik i będziesz miał odpowiedź skąd się wzięła i… że było walone ;) Głupie, tandetne fiatowskie SC nie ma rdzy w newralgicznych miejscach. Egzemplarz nie był garażowany.Mało ? Sąsiad ma Punto z 2002 160k. Garażowane. Brak ognisk korozji. Uprzedzając – byłem pod samochodem zmienialiśmy wahacz.Mało ? Kuzyn posiada Stilo z 2003 1.9jtd prawie 300k km. To samo brak korozji, poza uderzonym miejscem. Poczynając od Seicento blachy są naprawdę OK!

    W kwestii E46.
    Wspomniane BMW z tydzień w wodzie musiało stać, albo ktoś musiał non stop przez 11 lat w trawie parkować – co też mimo wszystko nie świadczy dobrze o beemwe – jedynym słusznym (dla ciemnej masy – jak sama nazwa wskazuje) zaraz po ‚fałwe’ samochodzie.

  67. Janiak nie jest już ambasadorem AR, wycofali się z tej „instytucji” bo to nijak przekładało się na promocję czy sprzedaż. Inną genialnie trafioną ambasadorką była Felicjańska, która po pijaku rozwaliła kilka fur użyczoną jej 147. Co jak co ale marketingowców to w ostatnich latach w PL mieli słabych :) ale cóż, oficjalnie pewnie znany ryj był, zdjęcia na pudelku, marketingowcy zliczali obecność w mediach i miało to niby sens ;)

  68. Kogo by tu dać na ambasadora BMW..
    Mmmm…
    Kogo by tu skusić czarną piątką..
    Który blog(omotiv)er oddałby duszę za własne F11..
    Ależ dylemat:)

  69. Już kiedyś pisałem felieton na FI.pl o prawdziwych ambasadorach marek – pasjonatach, klubowiczach, kolekcjonerach, oni codziennie świadczą o tych produktach, promują je organizując zloty, spoty czy wszelkie akcje, wciągając patronaty medialne i honorowe władz lokalnych, to jest prawdziwe i autentyczne a nie jakiś dureń, któremu dzisiaj zapłaci jeden jutro drugi.

    Bloger pasjonat jako ambasador, zdecydowanie tak!

  70. @Alex: Wybacz (i Ty, Blogo, również) , ale jeśli miałbym do wyboru obecną ambasadorkę i Bloga, to niestety, jako najzwyklejszy samiec gatunku homo sapiens sapiens, zmianom powiedziałbym stanowcze NIE! :P

  71. Oj..pamiętaj Szczypior, że b(L)ogowie są wrażliwi na punkcie braku szacunku i wazeliny.
    Ciut dłuższe włoski urosną i reggae ambassador jak z obrazka;p

  72. E tam, Szcypior – co mi po ambasadorce, która po prostu fajnie wychodzi na zdjęciach? Takie to sobie w internecie na pęczki oglądać :]. Wołałbym ambasadora, który by mały zlot zorganizował, załatwił jakieś cztery koła, żeby fani/zainteresowani mogli się dookoła zlotu przejechać i ogólnie dobry imidż marce robił.

    Kurcze, gdzieś już taką akcję widziałem, tylko za cholerę nie mogę sobie przypomnieć gdzie…

  73. Moim skromnym zdaniem, najlepszą reklamą dla marki samochodowej jest uczestnictwo w sportach motorowych/sponsorowanie zespołów (stara zasada „Win on sunday, sell on monday”).

    Promowanie marki za pomocą ambasadorów/celebrytów jest nietrafione, choć ktoś musi (najlepiej znana i ładna aktoreczka) uczestniczyć w premierach i bankietach uśmiechając się do zaproszonych gości.

    W polskim sporcie motorowym najbardziej dynamicznie rozwija się drifing a Driftingowe Mistrzostwa Polski stoją na naprawdę wysokim poziomie.
    Jeśli BMW Polska szukałoby prawdziwej machiny marketingowej, powinno zainwestować w PUZ Drift Team, czołowy polski zespół driftingowy, którego auta (BMW) są zasilane silnikami ///M Power.
    Przy wsparciu sponsorów zespół mógłby wystąpić w europejskich rundach i pojawić się na Gatebil Festival.
    Polacy udowodnili, że potrafią konkurować z najlepszymi w Europie.

  74. Ambasador marki.a może coś bardziej cichociemnego? Temat z filmu Joneses – rodzina sekretnie sponsorowana przez koncerny wszelkich kategorii, taki product placement z sąsiedztwa. Pokazywać, wzbudzać zazdrość, napędzać sprzedaż – ot taka ich praca.
    Coś jak bycie Janiakiem, ale bez gęby Janiaka i całej tej pudelkowatości.

  75. BMW to chyba jednak zależałoby na tym, aby nie być kojarzonym z driftem, bo pewnie dla większości potencjalnych klientów ten kojarzy się z kręceniem bączków przed remizą.

    Mi, poza Ferrari z F1 i Subaru Imprezą z WRC, to żadna marka nie kojarzy się jednoznacznie z żadnym innym sportem motorowy.

    Ciekaw jestem czy są w Polsce jakieś przykłady, analizy, kejsy dotyczące sponsorowania sportów motorowych vs. postrzegania, promocji marki.

    Nie zdziwiłbym się jakby to celebryci byli skuteczniejsi w promocji aut niż profesjonalni sportowcy. Ewentualnie jakiś mix, coś a-la Adam Małysz w rajdzie Dakar ze swoim Cayenne czy Tauregiem? o tym będą trąbić media, poza tym cisza.

  76. Od Adama wziąłbym jakiś gadżet i przejechał się z nim Kajenem gdyby jakieś barbekju na lotnisku robił. Ale jazda na zlot bo Janiak czy inny Gracjan ogłosił „Heloooł! zapraszam wszystkich prawdziwych facetów, będziemy ujeżdżać mojego nowego (tu wstaw auto)” to temat na zły sen a nie przepis na promocję marki.
    Odnośnie używek:
    Na forum Subaru stoi do sprzedania RS4 B5 niegdyś należące do Kuzaja.
    Ślinię się…
    Na Maserati po Mroczkach nie spojrzałbym;p

  77. @Spalacz Benzyny
    Nie ma w Polsce drugiego tak dobrego/znanego teamu, który byłby oddany bawarskiej marce bardziej niż PUZ DT.
    Niestety postrzeganie driftu przez potencjalnych klientów salonów może być takie jak napisałeś, ale mam nadzieję, że się to zmieni. Takie imprezy jak runda DMP w Karpaczu może być tego przykładem.

    To dziwne, że Audi nie kojarzy Ci się z Le Mans – 10-krotnie wygrywało tam w klasyfikacji generalnej (choć ostatnie 5 zwycięstw zawdzięcza prototypom z technologią TDI – może dlatego nie kojarzysz).

    Podobnie Porsche – 16-krotny zwycięzca 24 Heures du Mans w generalce. Wraca w 2014 żeby wygrać jako benzynowa hybryda po raz pierwszy w historii.

    Pasjonatom sportów motorowych BMW kojarzy się przede wszystkim z wyścigami samochodów GT i wyścigami samochodów turystycznych. Na długo przed zaangażowaniem w F1, jak i teraz, BMW Motorsport na tym skupiało swoją działalność. W przyszłym roku wracają do DTM.

    aha, Małysz pojedzie Dakar w Mitsubishi Pajero T1.

  78. Panowie, tylko nie bierzcie tak serio serio tego, co napisałem wcześniej. Co mi po Gośce, jak ambasadorem to Ona może i jest, ale na papierku i galach. To, co Blogo robi z BMW choćby teraz, jest znacznie lepszym motywem promocji marki.

  79. @dejf dziecko drogie – dobre ;) W moim subiektywnym odczuciu fiat gnije już na prospekcie… Natomiast jeśli mielibyśmy przejść do suchych faktów to w Fiacie Grande Punto zdarzają się ataki korozji na tylnej klapie, progach i nadkolach. Po mimo iż Fiat chwali się jednym z lepszych zabezpieczeń antykorozyjnych, oraz udziela 8letniej gwarancji na swoje blachy…. To mimo wszystko użytkownicy nawet po rocznej eksploatacji uskarżają się na problemy w tym temacie. Oczywiście mowa o w 100% bezwypadkowych samochodach i autach zakupionych w ASO. Sam mam znajomego, który w swoim Grande Punto walczy z ASO o uznanie reklamacji na tylną klapę i progi, gdyż pojawiły się w tych miejscach pęcherze… Być może jest to spowodowane kiepską kontrolą jakości, a może czysty chwyt marketingowy aby przyciągnąć klienta… Sam nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć, bo jeżdżę BMW i o rdzę się nie martwię… Natomiast nigdy nie ukrywałem swojej awersji do fiata…

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *