#281 Snow&Fun, czyli traktor rządzi

Pojechałem do Białki Tatrzańskiej na ferie zimowe po to, by odpocząć, by się oderwać od tego całego motoryzacyjnego zgiełku, by przemyśleć różne kwestie związane z moim 323i, by pobyć z Nissanem, by odwyknąć od zapachu benzyny, by na śnieg patrzeć jak na materiał do jazdy na desce, a nie do jazdy bokiem. Niestety.

Niestety zadzwonił telefon.
– Jesteś w tej Białce? – spytał Tomek (poznaliście go już przy okazji krótkiego driftu, którym mnie zemdlił).
– Od poniedziałku.
– No to grzej tu do nas na lotnisko w Nowym Targu, pochodzisz sobie bokiem.

Droga dojazdowa do lotniska jest genialna – długa, równa, szeroka i biała. Co prawda wydurnianie się na śniegu autem przednionapędowym przeszło mi jakoś w grudniu 2003 roku (bo ileż można zapinać rękaw i piłować przód udając, że ma się w sobie geny skandynawskie?), ale teraz nie mogłem się pohamować.

Mój Boże, ależ to lotnisko zimą jest malownicze – płat ośnieżonego pola ciągnący się po horyzont, z wytyczonymi trasami do chodzenia bokiem. Gdzieniegdzie niedbale zaparkowany ratrak lub traktor z doczepioną linką, oczekujący na leszcza, który beznadziejnie wjedzie w śnieg.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Oficjalny start imprezy mamy jutro, dziś trenujemy – tymi słowami powitał mnie Rafał, właściciel KTM-a X-Bowa.
– I śnieg ugniatamy – krzyknął Tomek z traktora.
– Długo jeszcze będziecie ugniatać? – spytałem cholernie marznąc.
– A co?
– A bokiem bym pochodził.

Tomek rozejrzał się, podrapał po skrywanej pod kapturem łysinie i powiedział:
– Wybierz sobie coś. Dziś mamy tylko KTM-a, Imprezę GT i tego mocno odelżonego Lancera Evo X. Jutro dojedzie jeszcze Evo dziewięć, siedem i pięć. No i skutery śnieżne oraz cross kartingi.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Hmmm… Impreza GT kusiła karbonową maską i dachem.

Trochę żałuję, że kupiłem sobie czarne 323i – bo kontrastowa czarna maska strasznie mnie ostatnio jara i idealnie wyglądałaby na niebieskim lub bordowym nadwoziu. I naprawdę nie interesuje mnie, co o tym sądzicie. Jestem trochę wieśniakiem, uznaję tjuning i guzik mnie Wasze zdanie obchodzi ;)

Tak, czarna maska jest super. Kto wie – może jednak w swoim BMW zdecyduję się chociaż na czarną matową folię. Każde salonowe autko w Gran Turismo 5 mam z czarną maską i w lekko kontrastowym kolorze – tak by czerń maski podkreślić. Nie wiem czemu, ale bardzo mi się to podoba.

Ale Impreza GT? Żeby chociaż estiaj… Ruszyłem zatem w kierunku bramki numer dwa.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Evo X urzekało typową dla siebie agresją.

No i drzwiami odelżonymi tak, że gdyby nie zawiasy, to by uleciały.

Ale jako że dość słabo wspominam przejażdżkę podobnym Evo X po torze Ułęż, zdecydowałem się na wybór bramki numer trzy.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Na pierwszy rzut oka KTM X-Bow bardziej przypominał kratownicę montowaną przed drzwiami klatki schodowej, na której zimą oczyszcza się buty, niż wyczynowe auto. W każdym zakamarku jego ciętego brzytwą nadwozia tkwił śnieg zbity na kamień.

Pomyślałem sobie, że skoro już tu jestem, to chociaż pomogę. Ukucnąłem, zdjąłem rękawicę i ciepłym paluchem powoli acz systematycznie zacząłem wyciskać śnieg z kratki chroniącej chłodnicę.

– STÓJ! AŁA!! STÓJ!!! – krzyknąłem, ale Rafał nie słyszał. W kasku niewiele słychać.

Na pomoc ruszył Tomek – rzucił się tygryskiem nad zwałą śniegu i wylądował tuż przed kołami X-Bowa. Rafał go zauważył, ale za późno i od dziś Tomek poza łysiną możesz poszczycić się jeszcze piękną grawerką na udzie, układającą się w regularne kształty kolców:

– Chcesz jakiś bandaż? – spytał Rafał, patrząc z obrzydzeniem na mój wskazujący palec lewej ręki.
– Przydałoby się to jakoś doklepać, może się zrośnie – powiedziałem bawiąc się kawałkiem skóry, który oderwał mi się od palucha.
– A jakby… uhmmm… to przymrozić? – powiedział Tomek stękając obficie podczas rozcierania obolałego uda.
– Mam tak stać z gołą ręką? Nie wytrzymam.
– To weź się przejedź bez rękawiczek – powiedział Rafał rzucając we mnie kaskiem. Nie spodziewałem się tego, ale lata gry w kosza wyrobiły we mnie właściwe odruchy i refleks.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Be do eL do O do Gie do O
Nie ma bata, zawsze czytam go
Gościu ma nawijkę respekt ful
Jorga klimat, styl ma, kontent król

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Blogo! Ej! EEEEJ!
Powoli otworzyłem oczy – nade mną stali Rafał i Tomek. Stęknąłem i pomogli mi usiąść.
– Co się stało?
– Drgałeś.
– Śniło mi się, że rapuję.
– Tak bywa.
– Tak bywa kiedy?
– Kiedy się kaskiem w skroń dostanie.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Przed zakrętem puść gaz, żeby dociążyć przód. Kolce wtedy wbiją się w śnieg i będziesz mógł ostro skręcić. Potem zdecydowanie pyknij trotyl, żeby tylne koła zabuksowały, to Cię ładnie ustawi bokiem. A potem już pełna kontrola i jak w drifcie. I od razu ustaw się do następnego zakrętu.
– Proszę cię… – spojrzałem z politowaniem na Rafała.
– Co?
– Człowieniu, do kogo ta gadka. Jestem królem driftu, ambasadorem dociążania przodu i profesorem chodzenia bokiem.

Dociągnąłem pasy, opuściłem szybkę w kasku, wystawiłem lekko krwawiący i dość mocno powiewający odszarpaną skórą palec na podmuchy wiatru i ruszyłem w nieznane.

Wprost ku horyzontowi przysłoniętemu przez przepiękne Tatry.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Coś długo nie wraca? – powiedział Tomek, wymownie patrząc na zegarek.
Rafał niechętnie zarzucił kurtkę i wyszedł z ciepłego biura. Wrócił po kilku minutach z nietęgą miną.
– Nigdzie go nie widać. Albo pojechał na tą nieuklepaną jeszcze trasę pod lasem, albo na tą dopiero co wytyczoną, tą do jazdy swoimi autami.
– Dobra, olej, pewnie lata bokami za horyzontem. Jakby co, to ma telefon, nie?

Miałem telefon – ale w swoim Nissanie zaparkowanym tuż koło biura.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

“Jeden na milion” – tak potocznie określa się coś, co jest totalnie nieprawdopodobne, ale jednak się zdarza. W moim przypadku powiedzenie to powinno brzmieć “jeden na trzydzieści dwa”. Bo 31 zakrętów pokonałem jak trzeba – przed wejściem dociążałem przód, gdy tylko kolce wbijały się w śnieg i KTM zaczynał skręcać dodawałem gazu i z pełną kontrolą leciałem bokiem o milimetry mijając śnieżne bandy.

Jednak na zakręcie numer 32 jakoś nie wyszło mi ujęcie gazu i kolce się nie wżarły, co momentalnie wywołało podsterowność tak gigantyczną, że praktycznie nie do odróżnienia od zwykłej jazdy na wprost. Próbowałem się ratować, wykorzystując cały arsenał znanych mi sztuczek: krzyczałem, kląłem i kopałem w przypadkowe pedały. A KTM i tak sunął prosto przed siebie. Do czasu…

Po kilku nieudanych próbach wycofania, wysiadłem i sięgnąłem do kieszeni po telefon. Nosz kuźwa mać, został w Nissanie. Rozejrzałem się i ręce mi opadły – ciepłe biuro pełne chłopaków gotowych mnie wyciągnąć ze śniegu znajdowało się tam:

Tak, dokładnie tam, gdzie te ledwo widoczne światełka na horyzoncie.

Wyłączyłem światła oraz silnik, odłożyłem kask na siedzenie kierowcy i ruszyłem w ciemność. Spojrzałem na zegarek – była dokładnie 17:03

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Zamawiamy coś do jedzenia? – spytał Tomek wszystkich zgromadzonych w biurze.
– Tylko nie to co wczoraj.
– No, ja po tym do kibla to z futryną wbiegłem.
– A nie możemy do Nowego Targu podjechać?
– Zamówię – zadecydował Tomek i wybrał numer pizzerii.

– OK, to czekamy – powiedział i schował telefon do kieszeni.
– Kiedy będą?
– Za 20 minut.
– Czyli?
– Nie byłeś u komunii?
– Chyba ty.
– O wpół do siódmej.
– I gitara.
– Ej, a dla Blogo też zamówiłeś?
– A właśnie, gdzie on do cholery jest?

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

“Gdzie ja do cholery jestem?” – zastanawiałem się w myślach, brnąc bez rękawiczek i bez czapki w śniegu po kolana. I co mnie podkusiło, by iść na skuśkę a nie wygniecionym torem?!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– O, to pewnie pizza. Otworzysz? – spytał Rafał, wskazując na drzwi.
Tomek wstał i energicznie je uchylił, czemu towarzyszył głuchy łomot.
– O żesz w mordę! – zaklął i skoczył w ciemność.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Be do eL do O do Gie do O
Gdy go czytam czasem nie wiem o-co-cho
Ale polew jest, więc szacun full
Słowa klei, łga i kontent król

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Blogo! Ej! EEEEJ!
Powoli otworzyłem oczy – nade mną stali Rafał i Tomek. Stęknąłem i pomogli mi usiąść.
– Co się stało?
– Drgałeś.
– Śniło mi się, że rapuję.
– Tak bywa.
– Tak bywa kiedy?
– Kiedy się drzwiami w skroń dostanie.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Na pytanie Rafała, gdzie dokładnie jest jego KTM, nie potrafiłem konkretnie odpowiedzieć, bo za cholerę nie pamiętałem, z której strony przyszedłem. No i zostawiłem auto bez świateł a chmury właśnie zasłoniły księżyc, wiec… no nijak nie szło go znaleźć.

– Dobra, to ja jadę Lancerem na ten tor po lewej, a ty weź Tomek sprawdź ten pod lasem – powiedział Rafał i ruszył od razu bokiem.
– Chodź – Tomek kiwnął na mnie głową – pojedziesz ze mną.
– Tym?
– Zajarasz się.

Początkowo się nie zajarałem, bo jazda traktorem jako “ten drugi siedzący na obitym skajem nadkolu” równać się może chyba tylko z siedzeniem na pracującej betoniarce – ale gdy zmieniłem się z Tomkiem za kierownicą… no, mówiąc kolokwialnie, zajarałem się.

Skrzynia biegów między nogami (pięć do przodu, jeden do tyłu), zawieszenia brak, fotel na pneumatyce, pług z przodu, komin centralnie przed oczyma, dzielność terenowa niewiarygodna no i ten dźwięk, to jednostajne TER TER TER TER niezależnie od tego, w jak głębokim śniegu się jedzie.

– Tam! – krzyknął Tomek wskazując na godzinę drugą.
Skręciłem gwałtownie i poszedłem pełną bombą (8 km/h) na skróty przez śnieg skrywający osie przednich kół. Traktor zawahał się na milisekundę, ale zaraz potem powrócił do swojego TER TER TER TER i kroił biel jak gdyby nigdy nic.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Wolniej, wolniej, stój! – krzyknąłem do Tomka, który powoli cofał traktorem naprężając linkę przymocowaną do tylnego zaczepu w KTM-ie.
– Już? – spytał.
– Yhy, jak struna. Dawaj.
– Stój! – krzyknąłem po chwili – To bez sensu, jeszcze bardziej się zarył.
Tomek wysiadł, podrapał się po łysinie, potarł obolałe udo i odczepił linę.
– Przodem go wyrwiemy. Weź zaczep, a ja podjadę.

– Już?
– Dawaj!

Tak się superkara ze śniegu wyciąga!
Oraz – nie pytajcie, po co w traktorze te patyki. Gdy o nich chłopaków pytałem, każdy tylko wzruszał ramionami.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Bilans mojego pobytu na terenie lotniska w Nowym Targu:

  • jedno symetrycznie poranione udo,
  • jeden krwiście poszarpany palec wskazujący,
  • jeden zaryty w śniegu KTM X-Bow,
  • jedna udana misja traktorowo-ratunkowa,
  • dwa omdlenia.

Całkiem nieźle jak na trzy godziny.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

W ramach zadośćuczynienia za kłopoty obiecałem chłopakom, że wspomnę co następuje:

  • impreza nazywa się Snow&Fun i trwa do 29 lutego;
  • odbywa się na lotnisku w Nowym Targu, czyli 5 km od Białki Tatrzańskiej, 12 km od Bukowiny Tatrzańskiej i 17 km od Zakopanego;
  • śnieżnych torów jest kilka, a jeden (o długości 3 km) został specjalnie przygotowano do jazdy własnym autem;
  • samochodów jest około 6-8, głownie Lancery (320-400 KM) plus Impreza GT (420 KM), stare ale jare driftowe BMW E30 (220 KM) oraz ów KTM X-Bow (240 KM);
  • koszt dwóch okrążeń waha się od 30 do 60 zł;
  • a więcej info pod adresem www.DEVIL-CARS.pl

.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Wracając do Białki ani razu nie zaciągnąłem w Nissanie rękawa. Nawet trójki nie wrzuciłem. Nie, nie dlatego, że się po przygodzie z zaryciem w śniegu czegoś bałem. Po prostu mój poharatany palec zaczął odmarzać i tak cholernie bolał, że aż chciało mi się omdleć. Ale nie omdlałem – trzeci raz w ciągu jednego dnia to już byłaby gruba przesada.

32 komentarze

  1. Oż Ty, no tego to już ci totalnie zazdroszczę! :D

    Ale nie mówiłem, zajarasz się wszystkim co ma cztery koła, c’nie? (a i to nie zawsze bywa wymagane) Skąd ja to znam :].

    No i widzę, że wypad na narty dobrze działa na wenę. Tekst po prostu “klasa pierwsza, z wolnego blogu”.

  2. Sorry, że nie odnośnie wpisu (jestem zbyt zanietrzeźwiony, aby go teraz przeczytać), ale Blogo, mógłbyś się przyłączyć do akcji anty Acta prowadzonej przez wykop, Hazana i resztę. Przecież swój gość jesteś.
    I nie mów, że Twój blog jest mały, że bezsęsu i w ogóle. O, tu masz wskazówki, jakbyś miał ochotę:):
    http://antyweb.pl/nie-dla-acta-jutro-protestujemy-kulturalnie-czyli-blackout/

    No chyba że popierasz ACTA? :> To wtedy słowem się już na ten temat nie zająknę :)

  3. Wypoczynek posłużył Blogo.

    Świetny tekst, brakowało mi tego z rana :)

    Ja mam tylko pytanie, czy panowie z Devil Cars mają prawa autorskie do tej odśnieżonej drogi na lotnisku, bo jak nie…

    Powiadasz, że dobrze Ci się jeździło Zetorem ? Ja tylko na “nadkolu obitym skajem” jechałem :)

  4. Jeśli w poślizgu nie zamknąłeś oczu, to twoje sztuczki i techniki są skromne. Zamknięcie oczu to podstawa – potrafi zeszperować przód i po ich otwarciu jesteś znów na torze.
    A traktorem na lodzie się pięknie lata bokiem.

  5. Widzę że ferie służą, mistrzowski tekst. No a co do tematu czarnej maski, to wiesz jak mówią, człowiek wyjdzie ze wsi, ale wieś z człowieka nigdy ;]

  6. Szwagry, wybaczcie offtopic, ale szybka sprawa: szukam przyzwoitych klocków na przód do Almery N15 1,4(75KM) i filtrów poza kabinowym, tanio. BARDZO tanio… Ktoś ma może jakieś doświadczenia z tymi tanimi częściami “niewiadomego” pochodzenia? Coś, co ew. może “polecić”(za dużo powiedziane, ale wiecie co mam na myśli)?

    @Blogo ja nie wiem, czy Ty bardziej się z przejażdżki KTM-em cieszyłeś, czy Zetorem… ;)

  7. Zetor 7211, pętla autobusowa na wsi, 4ty bieg. Ileż za młodu się tam ropy wypaliło;) A jak lód na szosie był szklisty, to i na 5tce szło slajda zrobić.
    I taki traktór podobnie jak gokart – i napęd i heble ma tylko na tyle!

  8. Rafał, to kolejny świetny tekst jaki popełniłeś.

    Rozumiem, że wziąłeś KTMa, bo ma RWD i jak na posiadacza BMW przystało, szlifujesz do perfekcji latanie bokiem, zwłaszcza na śliskiej nawierzchni. Ciekawy jestem, czy spróbowałeś któregoś z czterołapów. Evo X czy ta subaryna są stworzone do zabaw na luźnych nawierzchniach. Zapewne nie muszę Cię przekonywać, że w takich warunkach, to ich naturalny plac zabaw, w przeciwieństwie do suchego toru w Ułężu.
    Gdybyś był zainteresowany sportowym współzawodnictwem wkręć się w 4Turbo Motul Cup. Niedługo trzecia edycja. Zawody na torze wyścigów konnych na Służewcu. Trasę dwóch poprzednich rund rozegrano w konfiguracji drugiego oesu 49. Rajdu Barbórka. OK, większość zgłoszeń to STI, Evo albo ich N-grupowe odpowiedniki, ale ostatnią rundę pucharu wygrał zawodnik w przednionapędowym Subaru Justy. Trzecia runda już 29 stycznia. Formularz zgłoszeniowy: http://www.4turbo.pl/pl/446
    Zgłosiłbyś się nissanem, czy bawarką?

    Zamiast propagowania black-outu powtarzam za @Aniec2 informację o rankingu wpływowych blogerów 2011 Kominka. Myślę, że nasze zgłoszenia kandydata w osobie Blogo mogą mu zapewnić mocniejszą pozycję w dyskusji z potencjalnymi reklamodawcami a nam jeszcze więcej klimatu, stylu i kontentu.

  9. @ Piotrek: Justy które wygrało 2 rundę 4 Turbo Motul Cup ma napęd na 4 łapy (jest klasyfikowane w klasie 1 w generalce ze względu na pojemność). w ogóle byłem pełen podziwu dla techniki tego typka, nie pozostawił cienia nadziei reszcie stawki.
    wybierasz się na 3 rundę, w najbliższą niedzielę? jeśli tak to można by się ustawić (ja będę bankowo), może zaraz sie okaże że są tu też inni bywalcy :)

  10. Blogo, masz ziomków z zaśnieżonym lotniskiem i wtyki w BMW, może by połączyć i wykorzystać te dwie opcje i np. zrobić akcję “blogosfera testuje xDriva”, jakiś konkursik na blogu, kilku szczęśliwców, kilka BMW z xDrivem i ruszamy, na lotnisku jakaś szkółka jazdy z instruktorem jakieś latanie bokami no a potem powrót i werdykt blogosfery co do xDriva. Co Ty na to :)

  11. Blogo, a jak tam warunki w białce nadaje się to miejsce dla początkujących i dla średnio zaawansowanych? Po drodze oczywiście wizyta w Snow&Fun :D

  12. Blogo ile było tych zakrętów? Podobno 3 przejechane wolno i na 4 wyleciałeś z trasy ;) Opis fajny tyle że coś naciągane są opisy tych omdleń – raczej mi to wygląda na glebę z nadmiaru alkoholu :)

  13. [i]Blogomotive, który w swej dziedzinie jest nie tylko ekspertem, ale też najzwyczajniej w świecie nie ma w Polsce konkurencji. Myśląc motoryzacja, myślisz Blogo.[/i]

    To już jesteś jak adidasy?
    – myślę buty sportowe, mówię adidasy
    – myślę blogi motoryzacyjne, mówię blogomitive’y? :)

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *