(m348) Czym skorupka…
(by PoGOOD) Odezwał się dziś do mnie Camel z pytaniem, które od dłuższego czasu chodzi również po głowie don Blogusowi. “Tak się zastanawiałem, czy sobie nie strzelić niedrogiego kasku, który zarzucę na głowę w przypadku gdy mnie wywieje na gokarty?”
I jedzie chłopak dalej z tematem…
- Czy jest sens inwestować w coś w cenie ok. 400 pln, czy lepiej dać spokój i wypożyczać na bieżąco?
- A jeśli kupić to czy jest coś w miarę sensownego w tym przedziale cenowym?
- Jakich producentów szukać?
- Na co zwrócić uwagę?
.
Oto moja podpowiedź dla nich obu (dla Blogo i Camela) – dorzućcie proszę w komentarzach własne uwagi, bo każdy z nas ma pewnie własne spojrzenie i doświadczenie w tym temacie…
Własny kask na gokarty ma PLUSY:
- nie musisz zakładać balaclavy (kominiarki), bo tylko Twój pot będzie w środku skorupy i nie dostaniesz jakiejś choroby skóry głowy (grzybica, łupież pstry i parę innych “przyjemnostek”)
- masz idealnie dopasowany rozmiar, czyli nie ma kłopotu ze zbyt luźnym kaskiem, który porusza się na głowie podczas sprawdzania czy ktoś za Tobą nie przymierza się do wyprzedzania, nie ma też problemu zbyt ciasnej skorupy uciskającej Ci kości policzkowe i powodującej po dłuższej jeździe (20-30 minut) ból głowy
- możesz dopasować szybkę do Twoich upodobań (lustrzanka, jakieś kolorki, częściowe przyciemnienie, choć niezbyt mocne, bo nie każda hala jest naprawdę mocno doświetlona)
- jesteś cool, bo możesz sobie pierdyknąć na skorupie jakąś graficzkę czy nalepę
- jesteś cool, bo masz własne zabawki.
.
Niestety takie rozwiązanie ma też swoje MINUSY:
- musisz pamiętać, żeby zabrać go ze sobą jadąc na gokarty, bo co Ci po kasku, który został w domu? Ja zwykle woziłem go ze sobą cały czas w bagażniku, ale to z kolei rodziło kolejne kłopoty – zagracony bagażnik i niedoczyszczony kask,
- kask wożony stale w aucie “obrywa” od innych bagaży, albo cierpi turlając się po kufrze – to mu nie pomaga…
- trzeba o niego dbać od strony czystości – szczególnie latem, gdy się w nim intensywnie pocisz – wymaga wtedy co jakiś czas prania wkładek we wnętrzu i porządnego suszenia.
.
No i ostatnie pytanie – o sens…
Jeśli jeździsz na gokarty 2-3 razy w tygodniu, albo startujesz w jakiejś lidze – chyba warto. Możesz wtedy faktycznie wykorzystać swój zakup. Jeśli gokarty trafiają ci się 1-2 razy w miesiącu – szkoda prądu. Ja sam jeżdżę w swoim kasku tylko dlatego, że kupiłem go sobie na motór, więc mam go pod ręką.
Dla wszystkich innych najlepszym rozwiązaniem jest zakup porządnej balaclavy i użytkowanie kasków dostarczanych przez tor. A zaoszczędzoną kasę możesz wtedy wydać na porządne rękawice, że o kombinezonie czy butach nie wspomnę. Tylko w takim “zestawie” to już trzeba faktycznie coś potrafić, żeby sobie wstydu nie narobić ;)
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
A jeśli faktycznie chcesz się porozglądać za kaskami – kieruj się wygodą i wyglądem, bo jeśli nie zamierzasz go wykorzystywać na motocyklu – prawdziwie istotne parametry bezpieczeństwa są praktycznie nieistotne – ważne, żeby miał pałąk szczękowy i porządne zapięcie.
A to, czy jego producentem jest tani AGV czy drogi Schubert – nie ma już w praktyce żadnego znaczenia ;)
Co Wy na to? Jak na to patrzycie?
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
PS. Autorem tego wpisu jest PoGOOD, który zgodził się mnie zastępować podczas ferii zimowych. Wiem, że On to nie ja, ale lepsze jego wpisy niż żadne ;)
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)


przyspamuję, a co! http://www.spalaczbenzyny.pl/gokartowy-sprzet
ze wszystkimi plusami się zgadzam, u mnie dochodzi jeszcze możliwość jego przewiercenia aby sobie kamerę zamontować,
kto tam bardziej aktywny to też znajdzie kolejne zastosowania kasku (jakieś tam quady, czepianie się tramwajów, okazjonalna jada rowerem na złamanie karku), nie mówiąc już o jeździe motocyklem, a właśnie z moich skromnych obserwacji wynika, że kaski gokartowe mają osoby “stale” jeżdżące gokartami, a cała reszta z własnymi kaskami ma motocyklowe…
co do wymienionych minusów:
- wozimy go na stałe w aucie, mocujemy siatką :]
- nie trzeba o niego dbać :] kominiarkę jedynie pierzemy/płuczemy… ale ostatecznie to lepiej o niego zadbać niż jeździć nie zadbanym “publicznym” kaskiem ;)
- nie ma minusów kasków gokartowych, jedynie gorąco w nim, bo zamknięty jest i nie da się w nim dłużej wysiedzieć w zamkniętym aucie, musi być powiew powietrza… do jazdy autem trzeba sobie sprawić otwarty kask…
no i posiadanie własnego kasku pozytywnie wpływa na chęć uprawiania jakiegokolwiek sportu, w końcu wywalając kasę na kask należy raz na jakiś czas się gdzieś z nim ruszyć aby nie było, że ponieśliśmy zbędny wydatek i się teraz kask marnuje :)
Jeśli kask będzie w stylu Stiga i zakładamy go do codziennych dojazdów do roboty – jestę na tak.
Bo pytanie nie jest z gatunku tych ekonomicznych – każdy kto skończył 2 klasy wiejskiej podstawówki jest w stanie rozważyć koszty. Tu wchodzi grę zwykły kaprys i jego zdolność do drenażu kieszeni.
@Spalacz – wyobraź sobie, że już dzisiaj ten Twój wpis przerobiłem :)
Co do innych zastosowań to mogą się właśnie jakieś quady itp. pojawić, ale to bez takich szaleństw jak w gokarcie na torze, of koz.
BTW – Ty tramwajem w kasku jeździsz? ;P
Do kasku można dokupić szereg akcesoriów m.in torbę.
Problem z turlaniem się sprzętu po bagażniku zniknie.
@ Piotrek :
To nie jest kwestia dokupienia torby – barziej tego, czy będziesz tę drogocenną skorupę traktował z nabożną uwagą, czy po pewnym czasie nie zaczniesz go używać do… blokowania w kąciku proszku do prania pod marketem.
Ja się złapałem na tym, że mimo wartości mojego motocyklowego Schuberta czasami, jak ostatni debil, wychodzę z założenia, że “twardy jest to da radę” podtrzymać reklamówę z zakupami. Jakby rozbita oliwa z oliwek, czy inny sos były warte Bóg wie ile…
Mój szwagier wozi na stałe swój kask w bagażniku Forestera – płaskim i śliskim. Kask jest zapakowany w oryginalny pokrowiec, ale jest już tak porysowany, że wygląda jakby jeździł na sznurku za wozem młodej pary…
Z tym wożeniem kasku w bagażniku to chyba raczej sprawa indywidualna i zależna od tego ile czasu spędza się w robocie i jak miejsce pracy – o ile jest w miarę stacjonarne ;) – jest zlokalizowane – czyli tu się pojawia problem typu “czy jak wyskoczy niespodziewany wypad na gokarty to mam po drodze do domu, żeby zabrać kask, czy raczej muszę go wozić cały czas”.
@ Spalacz :
Piszesz, że “w końcu wywalając kasę na kask należy raz na jakiś czas się gdzieś z nim ruszyć aby nie było, że ponieśliśmy zbędny wydatek i się teraz kask marnuje”…
Stary – wiesz ile ludzi ma po domach wieszaki na “jeszcze nie brudne” ciuchy, które wyglądają zupełnie podobnie do rowerków treningowych?
;)
Albo stojaki do kartonów w piwnicach, dziwnie przypominające małe domowe siłownie?
Ja mam taki po amerykańsku rozkładany do leżenia fotel, który najczęściej służy jako… podręczny składzik suchego prania ściągniętego ze sznurków.
Wiem już skąd goście z Hollywood brali inspiracje do Transformersów… ;)
@PoGOOD
Jest tak jak napisałeś. Kwestia indywidualnego podejścia. Nie popadajmy jednak w paranoję. Intensywnie eksploatowany kask nie jest na całe życie (choć w ciężkich przypadkach może tak posłużyć, bo czasami i on nie pomoże). Najważniejsze żeby spełniał swoją funkcję, dlatego tak ważny jest odpowiedni dobór. Kwestie estetyczne schodzą na drugi plan. Chyba, że jeździsz dukatem/mv agustą i chcesz mieć też ferrari wśród kasków. Ceny tych topowych z homologacją FIA przerażają.
Dobra torba zabezpieczy przed rysami choć i te mogą wyglądać fajnie. Na pewnym forum o Nürburgringu widziałem zdjęcia kasku motocyklowego porysowanego w wyniku upadku. Na tym dosyć mocnym szlifie właściciel nakleił nalepkę z obrysem pętli północnej. Wyglądało to genialnie.
@PoGOOD, mój kolega ma taki właśnie wypasiony rower treningowy, wszystkomający, nie wiem ile kasy wywalił na niego ale chyba w nadziei ‘im więcej wydam tym szybciej schudnę’… kupił go ze 2 lata temu, do tej pory właśnie za wieszak robił, ale teraz kolega wpadł na pomysł, że siłownie sobie zrobi w piwnicy (już prawie gotowa), tam go postawi, i zacznie wtedy na nim jeździć :]
dlatego, ja sobie tak myślę, że przed TV postawie tylko rowerek do jazdy, żadnej kanapy! :)
Nie chcę Was martwić, Kwadransowe wy Grubasy moje, ale ja od początku roku robię pompki nie na żarty. Ale skoro wolicie rozmawiać o umiejscowieniu rowerków treningowych, Wasza sprawa…
Pfff, Blogo, ja to squash 1x w tygodniu + siłka 2x w tygodniu, eat that ;)
Co do kasku to jako biedny student mam nolana (bo na jednośladzie popykać lubię) jeszcze z czasów skuterowych i nie narzekam :)
@Blogo – tak z ciekawości – brałeś pod uwagę jakieś konkretne modele hełmów?
Kask można używany dorwać na alledrogo czy innych tablicach. W sumie nie wiem, dlaczego jeszcze go nie mam.
Ale podstawa to buty i rękawiczki. Po 10 minutach jazdy ni czuć dużej różnicy (w zależności od gokarta) ale po dłuższej zabawie przewaga odpowiednich rękawiczek jest niepodważalna !
A buty SPARCO dają +10% mocy :)
Blogo – pompek nie rób bo kto je będzie kupował ?
Lepiej byś się za jakąś gimnastykę korekcyjną zabrał :)
Kupić ale porządny i nie wywalać pudła to się nie będzie obijał w bagażniku. A z rowerem treningowym się nie wygłupiać tylko kupić prawdziwy. Super zabawa zwłaszcza w zimie: http://www.extreminada.com/extreminady/0/0,435,0,0,wszechsniegi_roztocza_zimowa_extreminada_rowerowa.html
http://www.extreminada.com/artykuly/0/0,72,0,0,zima_na_rowerze_poradnik_tylko_dla_zuchwalych.html