#297 Jesteś kierowcą czy frajerem?

W dzisiejszym wpisie popełnię dwa błędy – oba gigantyczne i oba w tak zwanym “pierwszym kroku”. Te błędy rzutować będą na cały tekst, który będzie jednostronny i pewnie dla wielu z Was niesprawiedliwy. Ale mam to gdzieś. Ej, mięczaki, jesteście gotowi przyjąć na klatę miażdżącą krytykę?

Dwa błędy

Błąd pierwszy jest błędem generalizowania. W tym tekście wszystkich Was wrzucam do jednego worka. Nie zamierzam szczędzić Wam przykrych epitetów i wyzwisk bez względu to, jak bardzo się od siebie różnicie – dzisiaj Wy wszyscy jesteście dla mnie bardzo słabymi kierowcami.

Błąd drugi jest błędem pozjadania rozumów. Otóż mimo tego, że na amatorskiej torowej pojeżdżawce byłem dopiero dwa razy, będę się wymądrzał tak, jakbym od dekady co weekend w takich imprezach brał udział. I mam gdzieś to, że mało widziałem, mało wiem i najlepiej by było, gdybym jeszcze przez kwartał siedział cicho i się uczył – to mój blog i mogę mądrzyć się tutaj ponad wszelkie miary i wagi.

Okej, uprzedziłem Was.
No to miłej lektury.

Rally Sprint Karolinka 2012

W niedzielę 11/03 byłem w Lublinie na Rally Sprint – to amatorska impreza organizowana co jakieś 2-3 tygodnie na lubelskim torze kartingowym. Tor jest króciutki (taki na minutę czternaście), bardzo kręty i niezwykle równy. Impreza ma świetny klimat i jest przyjemnie zorganizowana – luźno, amatorsko i bez napinki. Koszt uczestnictwa wynosi 50 zł.

Od godz. 10:00 można było już sobie zapoznawczo jeździć po torze. Około 12:00 był briefing, rozdanie numerów startowych i zaczęły się przejazdy konkursowe – najpierw 3, potem zmieniono trasę i kolejne 2. Wszystko skończyło się chyba około 17:00, ale głowy nie dam, bo do końca nie dotrwałem. Ale o tym za chwilę.

Przed zawodami zrobiłem chyba 7 krążeń toru. Dwa pierwsze na pełnej elektronice – i zupełnie mi się to nie podobało. Pięć kolejnych już bez kagańca i wtedy dopiero zrozumiałem, czym jest pod- i nadsterowność, czym jest słabo trzymający fotel, co zrobić by nie wypaść na trawę i jak hamować, by nie zdjąć opony z felgi.

W jazdach konkursowych poszło mi różnie – ale olewałem klasyfikacje, moim celem było pokonanie Spalacza Benzyny i jego mocniejszego o 41 koni Audi A4 Quattro ;) Nie pamiętam dokładnych czasów, ale pierwszy przejazd przegrałem z nim o jakieś 0,6 sekundy (przy naszych czasach okrążenia wynoszących około 1:13 – 1:15 min.). Drugi przejazd pojechałem płynnie i bez upalania tyłu na zakrętach – i objechałem go o jakieś 0,7 sekundy. Wtedy on się wkurzył i w trzecim przejeździe przegonił mnie chyba o 0,8 sekundy.

Nie patrzyliśmy na innych zawodników, bo rywalizowaliśmy tylko ze sobą – ot tak, by czuć dreszczyk emocji. Ani razu nie puściły nam nerwy i nie zrobiliśmy niczego głupiego – każdy z nas świadom był własnej amatorszczyzny i ograniczeń auta, każdemu z nas szkoda było opon (obaj mieliśmy zimówki, ja nowiutkie Dunlopy SP Winter Sport 3D), każdy z nas szanował hamulce (moje były na dotarciu).

Odpuściliśmy sobie dwa ostatnie przejazdy (przez co nie zostaliśmy sklasyfikowani w generalce – brak mojej siódemki i trójki Spalacza), bo primo – trzeba było na nie trochę poczekać (organizatorzy musieli zmienić przebieg trasy), oraz secundo – bo nam zeszła adrenalina i koncentracja, a jazda na siłę skończyć się może tylko źle.

Jak mi poszło? Poszło mi genialnie – mam moje najmojsze 323i od pięciu dni i już wiem o nim więcej, niż Ty o swoim aucie, które masz od kilku lat. Bo ja wiem (w PRAKTYCE, a nie w teorii!), co się z autem stanie, gdy ono wybuja się tyłem poza asfalt. I co się stanie, gdy skręcę bez dociążenia przodu. I jak ono reaguje na ostre hamowanie w zakręcie. I co zrobić, by przód przestał płużyć. I jak łapać uciekający tył, by obeszło się bez kolejnej kontry.

A Ty co o swoim aucie wiesz? Pewnie tylko to, ile pójdzie na prostej i przy jakich obrotach odcina. Żenujące.

Jak auta znoszą takie imprezy?

Nasze auta nic a nic nie ucierpiały! Myślę sobie, że zarówno moje opony jak i hamulce o wiele bardziej zmęczyła trasa Warszawa – Lublin – Warszawa, niż te 9 okrążeń toru. Z nudów sprawdziliśmy tylko olej…

Uczestnicy Rally Sprint Karolinka 2012

To fakt, że wielu uczestników Rally Sprintu jeździło wydłubanym żelazem na betonowym zawiasie i gładkich oponach.

Ale wielu było takich lamerów jak ja – zwykłe auto, zwykłe gumy, bujający zawias i fotel pozbawiony trzymania bocznego. Nie wierzycie?

Szwagier, ty nie potrafisz jeździć!

Celem akcji “Blogo i jego BMW” jest propagowanie rozsądku i bezpieczeństwa – ale w wydaniu pasjonackim. Rozumiem to w ten sposób – by jeździć rozsądnie i bezpiecznie, trzeba być świadomym swoich umiejętności, znać granice własnego auta i cały czas się doskonalić. Bo niebezpieczne zdarzenia nie dzieją się same z siebie – w 99% ktoś musi je sprowokować. I na ogół jest to ktoś, komu się wydaje że jest dobrym kierowcą i potrafi wyjść z poślizgu. Owszem, potrafi – na noszach.

Jesteś beznadziejnym kierowcą!

Prawo jazdy mam od 1994 roku i ekstremalnych hamowań doświadczyłem w życiu pięć, z czego dwa skończyły się stłuczkami. Uślizgi w zakrętach przeżyłem trzy – po każdym musiałem prać bieliznę i wytrzeć pachy do sucha. Raz mnie na skrzyżowaniu obróciło – do domu wracałem na dwójce, drżąc przed każdym zakrętem.

A mimo tych mizernych doświadczeń, uważałem się za dobrego kierowcę. Bo byłem debilem.

Ty też masz się za dobrego kierowcę, prawda? Czy dlatego, że zrobiłeś już milion km po polskich drogach? Czy może dlatego, że wieczorami wyjeżdżasz na osiedlowe dróżki i pokonujesz ronda bokiem? A może dlatego, że nocą na parkingach tniesz krawędzie opon? Albo na trasie na Radom rozpędzasz się do 230 km/h?

Wiesz kim jesteś? Jesteś frajerem, który nie potrafi jeździć! Jesteś zadufanym w sobie palantem, który nie zna swojego auta i w sytuacji zagrożenia zamyka oczy, wciska sprzęgło wraz z hamulcem i modli się o to, by zbliżające się drzew wbiło się w auto od strony pasażera – bo przecież Ty musisz być cały i zdrowy, świat płakałby po stracie tak dobrego kierowcy.

Po jednej takiej amatorskiej pojeżdżawce zrozumiecie , do czego służy samochód. Zrozumiecie, że przednie nieoryginalne kierunkowskazy nie mają znaczenia. Że radio na kasety jest nieistotne. I wzór felg również. Że liczy tylko i wyłącznie umiejętność kontrolowania pojazdu na krętych drogach, świadomość granicy przyczepności, wiedza o zachowaniu auta w nagłym hamowaniu. Tylko to się liczy dla prawdziwego kierowcy. Chromy, kierunkowskazy, zmieniarka i tapicerka – to wszystko jest tak ważne, jak kolor choinki zapachowej…

Każde auto się nadaje!

Chcę, byście razem ze mną stali się kierowcami – czyli ludźmi zrośniętymi z własnym autem. I mam gdzieś, jaki macie samochód i w jakim jest on stanie. “To tylko rozklekotany paździerz, nie mam co się na nim sportowej jazdy uczyć!” – powiecie zlewając moje zaproszenie na tor. Cóż, ja to widzę tak – jeśli nim jeździsz, to również możesz w nim zginąć. I tego lepszego auta “nadającego się” na tor, możesz nie doczekać.

Jeśli Twój samochód potrafi bezawaryjnie pokonać dystans 300km, to również bezawaryjnie przejedzie cały Rally Sprint, czy inną podobną imprezę. A po tym wszystkim, nawet posiłkując się mikroskopem elektronowym, nie znajdziesz w aucie uszczerbku.

Bo ja to mam dobrze…

Jeśli uważasz, że łatwo jest mi się wymądrzać, bo mam świetne i sprawne auto, którego osiągów nie muszę się wstydzić, to obczaj tego Hyundaia:

Malec na oponach rowerowych, na oko ponad 100 koni mniej niż moje 323i. Czas mojego okrążenia – mniej więcej 1:14 min. W jakim czasie okrążenie robił ten Koreańczyk? W ponad dwie minuty? Nie, ten seryjny mały Hyundai był ode mnie wolniejszy o… jedną sekundę!

Kierowca tego auta jest moim idolem. Pieprzę Kubicę, Kena Blocka i Stiga – przy tym gościu oni są neptkami.

Chcę, byś Ty był taki jak on – byś swoim zwyczajnym autem brał udział w podobnych imprezach. Byś potrafił jeździć na granicy. A w razie, gdybyś tę granicę przekroczył – byś umiał się wyratować. Na osiedlowych uliczkach się tego nie nauczysz. A jeśli będziesz próbował, to najpierw zmień sobie w dowodzie imię na “Debil”.

Scenka rodzajowa

Wiecie, skąd we mnie ta żółć i, być może, zbyt górnolotne podniecenie i poczucie misji? Otóż, opuszczając teren Rally Sprintu, przystanąłem na moment na nasypie, który otaczał tor. Przez całą imprezę stało tam około 80 aut z kierowcami, którzy oglądali nasze zmagania.

Przystanąłem i trzech z nich podeszło ze mną pogadać. Na pytanie jak mi poszło, odpowiedziałem, że nie mam pojęcia – bo wyniki mnie walą. Najpierw się zdziwili, a potem zaczęli się ze mnie podśmiewać – że niby dałem ciała i się boję przyznać. Że mnie pewnie Hyundai Coupe objechał. Że po co mi BMW, jak jeździć nie umiem.

– Czym jeździsz? – spytałem pierwszego z nich.
– Tym – wskazał na Passata z czerwonymi literkami DI na klapie – mam program na 170 koni. Ale gościu ode mnie z pracy wycisnął 190 i niedługo też tak będę miał.
– A ty? – spytałem trzeciego.
– Tamtym Civic’iem – wskazał na Hondę.
– V-Tec?
– Nie, jeden cztery, ale zawieszenie na gwincie.
– A ja mam to Megane – powiedział trzeci, wskazując na piękne żelazko.
– Kurde, ile one mają? – spytałem z podziwem, lekko kopiąc w oponę.
– Osiemnastki, wzór od RS-a. Silnik na czipie ponad 150 koni.

– Czemu nie jeździcie? – spytałem, wskazując na tor.
– Nasze auta się do tego nie nadają.
– A do czego się nadają?
– Do normalnej jazdy.
– To po cholerę Wam te programy i zawieszenia.
– No na ulicę, co nie? – prychnęli śmiechem i z radości wystawili jęzory.

Pożegnałem się z nimi – ale nie zwyczajowym “Cześć”, tylko zaskakującym dla nich, acz prawdziwym w moim mniemaniu “Zejdźcie mi z oczu, debile”.

Ja Was Szwagry błagam…!

Szwagry, ja Was proszę, ja Was błagam – nie bądźcie debilami, którzy dłubią auta po to, by potem parkować na nasypie i oglądać, jak inni jeżdżą.

Chcę, byście byli świadomymi kierowcami. Chcę, byście znali granice swoich aut. Byście umieli przewidzieć ich zachowania. Byście w bezpiecznych warunkach kilka razy delikatnie przegięli a potem opanowali auto i bez szwanku pokonali zakręt. Byście później na prawdziwej drodze nie zabili rodziny jadącej na obiad do stryjenki.

Uderz w stół, a nożyce się odezwą

Słuchaj Szwagier (i Ty Szwagierko) – jeśli czujesz się urażony, to bardzo dobrze. Znaczy to tylko tyle, że ten tekst jest o Tobie. Ale nic straconego – jak będę wiedział o kolejnej takiej imprezie – napiszę o tym na blogu. I chcę, byśmy wspólnie na nią pojechali – watahą i konwojem, fuck yeah! ;)

Hej, jesteście ze mną czy strzelacie focha?!

122 komentarze

  1. Spalacz: WŁACHA!
    Każdy z nas to robi instynktownie po zmianie opon – przeszuranie w winklach żeby wyczuć przyczepność i zachowanie nowej gumy.
    Tyle że na mieście da się to zrobić na dwójce i przy 50kmph..na torze da się bezkarnie sprowokować sytuację bardziej odpowiadającą realiom – przy prędkości podróżnej.

    Nie znając możliwości swoich i maszyny – zagrażasz sobie i innym.

  2. Nie podoba mi się forma, ale zgadzam się z przekazem. Natomiast nawet jeśli ktoś tuninguje auto i tego nie wykorzystuje to jego wybór, może to jego hobby, a może jest mistrzem prostej. Jego wybór. Nie do końca zgadzam sie natomiast z tym co Blogo napisałeś. Zwykły wyjazd na tor jaki popełniłeś to co najwyżej utrwalenie swoich błędów lub bardzo powolny progres.
    Rafał jesteś w tej lepszej sytuacji, ze miałeś jakieś jazdy z instruktorami, a od innych oczekujesz żeby pojechali na tor i czego się uczyli?, jak zwiedzić plener? jak obrócić auto? Większość kierowców nie wie czym różni się przedni napęd od tylnego, czym różni się nadsterowność od podsterowności itd.
    Masz wyzwanie, napisz jak należy się zachować w konkretnych sytuacjach, albo jeszcze lepiej…

    … zapraszasz nas na tor? zorganizuj to jak należy we współpracy z BMW – wykład, ćwiczenia i dopiero wtedy próby na torze…

    … a tak to trochę bez sensu i mało rozwojowo

  3. Ja natomiast rozpatruję temat z innej strony.
    Uważam że właśnie dobry “kierowca”, czyli osoba która ma świetne wyczucie samochodu, praktykę, odruchy itp. jest często frajerem(nawiązanie do tekstu).
    Jak często zdarzają się wam sytuacje, awaryjne, ostre hamowanie, lub konieczność wyjścia z poślizgu?
    Wiem… nie często, ale mogą być groźne w skutkach, i jak najbardziej popieram doskonalenie swoich umiejętność.
    ALE… zabrakło mi w tekście i komentarzach choćby wzmianki o kulturze jazdy! Bo to brak kultury doskwiera bardziej niż upalanie pojazdów na parkingach, lub ledwo widzący emeryt w A-klasie.
    Podczas codziennej jazdy najczęściej brakuje ludziom kultury i przewidywania sytuacji, ale nie podczas manewrów, a myślenia o innych kierowcach- rodzice zatrzymujący się na środku jezdni by odebrać swe pociechy ze szkoły, lub brak kogoś kto dobrowolnie zrezygnuje ze swojego “pierwszeństwa przejazdu” na rzecz kolejki samochodów próbujących wyjechać z uliczki. Uczmy się najpierw zwykłych zachowań ułatwiających codzienną jazdę, a dopiero potem szkolmy się w sytuacjach ekstremalnych.

  4. Dzięki za świetny artykuł ! uświadomiłeś mi że znowu zjechałem jednym zjazdem z autostrady za wcześnie … niestety zbaczam na złą drogę poprzez wpływ otoczenia :(

  5. Blogo, czy mogę mówić do Ciecie “Mój mentorze” :D. Fajny tekst, fajnie, że zebrało Ci się na to wszystko. Ja z moją Karoliną i E36 chętnie pojedziemy na kolejny Rally :)

    Pozdro

  6. Po części się zgadzam (każdy się przecenia), ale wytłumacz mi, na grzyba przeciętnemu zjadaczowi auta z asc, dsc, abs wiedza jak ma hamować, żeby nie udrzeć gumy, czy wiedza “co to znaczy zjechać z fotela”. Bo jeśli po to, żeby te systemy wyłaczyć w normalnym ruchu (nie daj Boże na stałe), to sorry – to promocja kretynizmu do kwadratu (tyle razy ile mnie, zmęczonego po 200-300km jazdy, DSC dupę uratowało to nie zliczę – wyłączam od święta, żeby przyburaczyć na firmowym parkingu wieczorem, dla czystej radochy). Wiedza bardzo fajna i potrzebna na torze, a w “realu”? W realu większość ludzi trafia na nadsterowność rwd nie oczywistej (nawet dla tych głupszych) sytuacji przedobrzenia z gazem w zakręcie, ale np. przy zmianie pasa na śliskiej drodze, przy próbie wyprzedzania – niejednokrotnie umiejętności też nie pomogą, bo na ratowanie nie ma czasu, bo ptyś nadciąga z naprzeciwka 18-to kołowy. Utwardzony zawias i 230km bez występów na torze dla gokartów, to nie przejaw debilizmu, tylko po prostu inne potrzeby (kto nie jechał więcej niż 200km/h po autostradzie, niech pierwszy rzuci kamień, a potem sprzeda bmw i kupi renault megane – tam w ogóle nie wiadomo co się z autem dzieje, bo zawias jest tak “niesportowy”).

  7. @pielgrzym: Zwykłemu kierowcy “z punktu A do punktu B” tor nie jest potrzebny, bo on inaczej jazdę autem rozumie.

    Ale pasjonaci, którzy nie dość, że bardzo przeceniają swoje umiejętności, to jeszcze często gęsto auta mają zdecydowanie zbyt mocne – powinni na tor przyjechać. By nabrać ogłady, by się sprawdzić, by zobaczyć, jak niewiele ich na osiedlu dzieliło od skoszenia latarni.

  8. @Blogo: no z tym się zgodzę :) jak skończę przeprowadzę to sam wpadnę do Lublina w kwietniu :)

  9. @Dominik: są za mocne auta – za mocne w stosunku do umiejętności, jakie prezentują ich kierownicy. Śmiem twierdzić, że posiadaczy “za mocnych aut” jest całkiem sporo. Sam się zaliczam, choć moje auto wcale do mocarzy nie należy ;) Natomiast pomysł takiej pojeżdżawki, po krętym torze, nie pozwalającym rozwijać dużych prędkości, w cenie 50 zł – rewelacja! W dolnośląskim też gdzieś coś takiego można znaleźć?

  10. @Dominik: powiedz to kierowcom rajdowym nie chcącym jeździć prototypowym Audi Quattro, które miało startować w Grupie B. Nikt nie ogarniał tego samochodu. Ponad 1000 koni lekko wyprzedzało resztę konstrukcji.

  11. “może Kielce ? tam można jeździć “na codzień” ? ktoś coś wie”
    @Noriad, na co dzień raczej nie, ale praktycznie co niedzielę trenuje tam pewna grupka (więcej, w tym rozpiska treningów tutaj – http://scyzzor.pl/), i jeśli się z nimi po ludzku zagada to mogą pozwolić jeździć z nimi. Najlepiej przyjechać przed planowanym treningiem i zagadać z jedną z osób odpowiedzialnych za owe treningi, po czym pomóc im sprzątać tor (tuż przed treningiem zawsze kończy się tu giełda i jest wszędzie kupę śmieci, na ogół takie sprzątanie to 30-40 minut – każdy sobie bierze worki na śmieci, rękawiczki i zasuwa aż nawierzchnia będzie na tyle czysta żeby się nadawała do jazdy). Później rozstawiają pachołki i opony, prowadzą jeden przejazd który ma zaznajomić ludzi z ustawioną próbą. Następnie zaczyna się już jazda treningowa, zazwyczaj bez pomiarów czasu aczkolwiek czasami się zdarza, że mierzą. :) Trwa to wszystko mniej więcej od 15 do 18, latem czasami dłużej.

    Oprócz tego co miesiąc na torze odbywa się impreza SuperOES – około 100 zł wpisowego, 3-4 przejazdy z pomiarem czasu, do tego trasa prowadzi dodatkowo po “leśnej” części toru – dość szybkiej i hardkorowej. Najbliższy SuperOES JUŻ JUTRO, jeśli nie masz Blogo na jutro planów to zapraszam, można się zapisać jeszcze na miejscu (najpierw najlepiej się zapoznać z regulaminem na stronie, kask i tym podobne sprawy) – jeśli mnie do końca nie rozłoży przeziębienie i będę miał z kim tam podjechać to będę (wymarzłem ostatnio strasznie i auto na weekend w warsztacie – wymiana półosi). Więcej o tym tutaj: http://superoes.pl/superoes/

    Zapraszam serdecznie, jestem na raczej często (większość treningów i prawie każdy SuperOES), zazwyczaj jako obserwator ale czasami zdarza mi się wpaść na pętlę moją padlinką. :)
    http://polskajazda.pl/Samochody/Citroen/Xsara/94537

  12. Cześć autorze
    mam do Ciebie dwa pytania
    1. Czemu używasz co chwila słów szwagier/szwagierka, skąd Ty to wziąłeś?

    2. Czy naprawdę sądzisz, że wiesz o swoim aucie DUŻO skoro byłeś nim na torze raz czy dwa?

    no proszeCie…

  13. Wiesz, to ja już znam odpowiedź kim Ty jesteś, odnosząc się do pytania z tytułu notki.
    Rozważałeś zmianę nazwy bloga na “Alfa&Omega byłem 2x na torze” ?
    ;)
    dzięki, dobranoc

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *