#322 M Drive Tour 2012

Chętnie bym sobie jeszcze z opisem tego M Power Drive pozwlekał, bo wiem, że to co dziś o BMW M5 napiszę, to mnie ośmieszy i skompromituje w oczach purystów i fanów prawdziwych… ale charakter blogera od czasu do czasu musi trafić do kuźni, w której młot tłucze z agresją setek obelg i miech wieje z siłą tysiąca drwin. Więc nie oszczędzajcie mnie, a ja w siłę urosnę!

Zeszłoroczne M Power Drive (relacja jest tutaj) ewidentnie sponsorowane było przez cyferkę 1 i literkę M. To się rok temu czuło – wszystkie M-trójki i iks-emy pomijało się wzgardliwym pufnięciem, bo liczyło się tylko BMW 1M.

W tym roku było podobnie: co prawda 1M było nieobecne (produkcja zakończona i kto kupił niech trzyma, bo ceny już rosną), ale znów M3 i X5M/X6M pomijało się wzgardliwym pufnięciem, bo gwiazdą było BMW M5.

Ale, ale… pamiętacie, że rok temu uznałem M3 za lepsze od 1M? Sentyment mi został i gdy inni goście czyścili poranny catering, ja przylepiłem się z czternastoma koma coś tam milionami pixeli do niebieskiej M-trójki. Ależ to jest ładne auto!

A potem zaproszono mnie do namiotu na część oficjalną. A tam, zaraz po tym jak dostałem genialną smycz (którą z przyjemnością Wam tu pokazuję, bo lubię, jak Wam gul skacze):

…a więc jak tylko dostałem powyższą smycz, to od razu usiadłem z wrażenia.

Jest coś w starej szóstce niesamowitego. Gdy się ją rozbierze na czynniki pierwsze, to trochę chała – za wysokie okna, za cienkie słupki, tandetnie wyglądające wnętrze a rozstaw osi to jakaś parodia. Ale jako całość… jako całość to auto jest niesamowite.

Nie jestem fanem klasyków, youngtimerów i czarnych blach (że o żółtych nie wspomnę) – bo moim zdaniem od strony praktycznej takie auta do niczego się nie nadają – skrzypią, psują się, pachną 25-letnimi bąkami poprzednich ośmiu właścicieli a elementy gumowe w 52% składają się z parci – o ile takie słowo w ogóle istnieje. Tak, mają styl, czasami klasę i w pewnym towarzystwie można nimi zadać szyku. Ale na co dzień, gdy po prostu trzeba do pracy pojechać, zakupy przywieźć czy na wakacje skoczyć – to one mówią “pas” i poddają się szybciej niż Najman. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale jest ich tyle, ile substancji aktywnej w “leku” homeopatycznym.

Tymczasem taką szóstkę mógłbym mieć. Bardzo chciałbym mieć. Wręcz ją pragnę. Mimo że jest stara, niepraktyczna i poza wyglądem zewnętrznym pewnie niewiele oferuje. Ale ma coś w sobie takiego, że by ją człowiek chciał odkurzać, polerować, mydlić i przytulać. Wiem, to dość wstydliwe pragnienia i chyba głupio robię, że się przed Wami tak odsłaniam…

Coś mi mówi, że gdyby powołać międzynarodowe Jury, które miałoby wybrać najpiękniejsze auto na świecie, ta szóstka nie znalazłaby się nawet w pierwszej setce. Ale i tak każdy członek tego Jury miałby taką w garażu. Bo ona jest nieocenialna, nieporównywalna i niekonkurująca. Ona gra w swojej lidze – samotnie sobie jeździ po parkingu, w innym czasie, innym wymiarze. Z ręką na sercu – czy jest na sali ktoś, komu się to auto nie podoba?

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A potem przyjechali bohaterowie dnia – trzy nowiutkie BMW M5. I nawet gdybym był fanem Mercedesa albo, nie daj Boże, Audi i tak bym musiał przyznać, że ten sedan ma bajeczne proporcje, genialny wygląd i wnętrze, które przeszło rok temu skalibrowało moje wewnętrzne czujniki mierzące zajebistość pozycji za kierownicą.

A potem pojechaliśmy gdzieś za horyzont pojeździć po torze dwoma potężnymi SUVami…

BMW X5M oraz BMW X6M

Rok temu kompletnie tych aut nie rozumiałem – wydały mi się bezsensowne. Po cholerę do takich mastodontów pakować silniki o mocy 555 koni, skoro zwykłe 306 koni z silnika 35i spokojnie wystarcza? – takie pytania sobie wtedy zadawałem. I zeszłoroczne jazdy po torze totalnie mnie od tych aut odrzuciły – te nosorożce płużyły przodami i pozbawione były agresji M-trójki. Takie wielkie nic – na papierze szybkie i mocne, za kierownicą niespecjalnie lepsze od 3-litrowego Diesla.

Dziś jednak coś się zmieniło. I nawet dokładnie wiem co – ja się zmieniłem! Nie, nie zestarzałem się. Ja po prostu dziś o wiele więcej umiem. Ja już wiem, jak należy pokonywać zakręty, czym jest dohamowanie, jak nosić masę po krawędziach auta, kiedy wchodzić w trotyl a kiedy niekoniecznie, jak przejeżdżać slalom i dlaczego ostatni zakręt jest ważniejszy od pierwszego.

Z taką wiedzą i umiejętnościami (amatorskimi, ledwo średnimi – ale jednak!) BMW X6M (oraz X5M) jest niewiarygodnie szybkie. I cholernie skuteczne w zakrętach! Niewiarygodnie wręcz! Intuicyjność napędu na 4 koła i to, jak wielką lokomotywą jest ten silnik, pozwalają po dobrym dohamowaniu wyjść z zakrętu z prędkością Warp4. Dam sobie głowę uciąć, że BMW X6M (oraz X5M, bo są praktycznie identyczne) wychodzą z zakrętu lepiej niż BMW M3. Tu nie ma walki z uciekającym tyłem, przyczepnością opon i nerwowością gazu oraz skrzyni biegów. Tu jest płynność, atomowy ciąg i delikatny przechył.

Jeśli nie umiesz tego co ja, to taki wielki X6M na torze wyda Ci się żenujący, wręcz skandalicznie kiepski. Tak go odebrałem rok temu. Dziś mimo wielu prób (normalnie z X5M nie chciałem wysiadać) nie udało mi się w torowym zachowaniu tego auta znaleźć bardzo słabego punktu. Tak – jest ciężki i to się czuje. Tak – jest bardziej miękki niż M3 i to się czuje. Ale strumieniem mocy i napędem na 4 koła niweluje te drobne wady.

Odszczekuję wszystko, co rok temu niepochlebnego o X5M i X6M napisałem. Fakt – nie są tak bezkompromisowe i męsko brutalne jak M3, ale wierzcie mi – momentami wydają się być dwa razy skuteczniejsze.

BMW M5

A potem wsiadłem do M5 i gdyby słońce akurat zachodziło, ruszyłbym ku niemu. A tak z dudniącym wydechem ciąłem tylko ku horyzontowi.

I po zrobieniu trzech pełnych okrążeń toru rozpętałem kłótnię z instruktorami (z Andrzejem Dziurką to prawie żeśmy się za łby chwycili ;) twierdząc, że albo coś jest zwalone w ustawieniach trybu “M”, albo to nie jest M5 tylko jakiś samochód za rozsądną cenę.

Bo posłuchajcie – do czego to jest podobne, żeby podczas jazdy 180 km/h na zwykłych drogowych ustawieniach, przy wciśniętym do deski gazie system kontroli trakcji non stop interweniował?! Non stop. I to na prostej drodze poprzecinanej lekkimi pęknięciami asfaltu!

W zakręcie kontrola wygaszona do trybu M (bez systemów nie jeździliśmy, bo tylne opony poszłyby z dymem w dwie minuty) cały czas szarpała silnik za mordę, cały czas!

Do M5 zrobiłem sobie 6 solidnych podejść. W sumie pokonałem jakieś 25-30 okrążeń toru i ani jednego zakrętu, slalomu czy szykany nie udało mi się przejechać poprawnie. Zawsze albo elektronika mnie dławiła, albo przód mi uciekał. Z zewnątrz wyglądałem jak amator, co nie może się zdecydować, na które koło przerzucić masę samochodu.

Start genialny – jak na roller coasterze – jak się zapomniało przed ruszeniem nabrać powietrza, to można się było udusić, bo przepona zaczynała działać dopiero w okolicach 200 km/h, kiedy to już przyspieszenie powoli przestawało być tak boleśnie odczuwalne. Ale potem przychodził zakręt i… no i dupa, po prostu dupa.

Coś tam umiem, na kilku torach byłem, znam teorię i ćwiczę ją w praktyce. BMW M5 rozłożyło mnie na łopatki – ono wymaga innego podejścia, kompletnie mi nieznanego. Ono żyje w innej, równoległej rzeczywistości rządzącej się inną fizyką, prawdopodobnie z tarciem zawsze większym od sił znoszących. U nas ono normalnie nie działa.

Rozmawiałem z instruktorami i są podobnego zdania – ten samochód byłby genialny, gdyby nie jedna podstawowa wada – JEST ZBYT MOCNY.

“Nie ma aut zbyt mocnych!” – zakrzykniecie. A ja Wam odkrzyknę, że się nie znacie. BMW M5 jest zbyt mocne. Ono jest zajebiście zbyt mocne. Jest tak mocne, że aż bessęsu. Nie da się nim jeździć w zakrętach, na prostej elektronika walczy z tylnymi kołami a podczas ruszania za autem zostaje gumowa mgła.

Ktoś kiedyś powiedział (chyba z Saaba), że na przednią oś nie można przenieść więcej niż 250 koni. Dziś przenoszone jest więcej, bo są elektroniczne szpery, lepsze opony i takie tak duperele. Ale jeśli przyjmiemy, że BMW M5 jest szczytem obecnej technologii dla aut tego pokroju (wyłączamy superkary, bo to inna rasa), to 560 koni przenoszone na tylną oś jest przegięciem, po prostu przegięciem.

I teraz zapowiadana na wstępie myśl, którą boję się napisać, ale co mi tam – kuźnia charakteru. Gotowi? No to jadę:

BMW M5 powinno mieć napęd na 4 koła.
Ze zdecydowanym preferowaniem tyłu, ale przód też powinien mocno ciągnąc.

W teorii brzmi to jak bluźnierstwo, ale wierzcie mi – ten samochód teraz nie ma żadnego sensu. Bokami to sobie można latać po torze, ale BMW M5 nie jest autem torowym – to jest Gran Turismo szybkie jak trąba powietrzna, które niestety dziś jedyne co dobrze potrafi, to zmieniać gigantyczną moc w gumową mgłę oraz w impulsy elektryczne szalejące po rozgrzanym do czerwoności układzie DSC.

Od wywoływania lęku, chodzenia bokami i zostawiania kawałków opon na torowych zakrętach jest M3. W BMW M5 kierowca chce wcisnąć trotyl, poczuć łupnięcie w kręgosłupie, świst powietrza wokół lusterek i tyle – potem już chce hamować przed bramą swojej willi. A tymczasem po wduszeniu gazu samochód zaczyna wewnętrzną walkę z kagańcami, których naprawdę nie warto odłączać – bo nawet gdyby dwie tylne opony zrobić z adamantu, karbonu i skóry Hulka, i tak by nie dały rady 560-ciu koniom. Nie w naszej rzeczywistości, nie przy naszym ziemskim tarciu.

Piękne auto. Wszechmocne. Byłoby genialne, gdyby w XVIII wieku Charles Coulomb nie sformułował tak beznadziejnego prawa tarcia.

BMW M3

Genialne, wspaniałe, moje wymarzone. Inaczej niż przed rokiem, dziś wydaje mi się, że dałbym radę nim jeździć na co dzień. Że wcale nie jest tak narowiste. Fakt – trzeba się z nim obchodzić delikatnie, ale tego można się nauczyć, z tym da się żyć.

Robiłem M3 slalomy na czas (po suchym i mokrym torze) i gdybym nie złapał kary za trącenie słupka – plus 5 sekund – miałbym najlepszy wynik spośród zaproszonych gości – ale nie jaram się tym, bo Rafał z BMW Polska objechał mnie o 2 sekundy na torze, który robiło się w sekund 23. Takiej różnicy to nawet po roku intensywnych treningów mógłbym nie zniwelować.

Na kompletnie rozpiętych systemach, po minucie prób, robiłem w M3 pełne kółka bokiem na płycie poślizgowej. Idealna reakcja na gaz, genialny układ kierowniczy, pełna świadomość położenia przednich kół… normalnie największy gokart świata, bez dwóch zdań.

Próbowałem to samo powtórzyć w BMW M5 i… no jak myślicie? I nawet przy zapiętej na 100% kontroli trakcji wywalałem bączki takie na 360 lub więcej stopni. Nie to czucie auta, nie taka reakcja na gaz… no i ten niewiarygodny wręcz nadmiar mocy. NIE-WIA-RY-GOD-NY.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A potem postanowiłem ukraść jeden z tych genialnych leżaków, na które już rok temu miałem chrapkę, ale mi śmiałości nie starczyło.

Niestety najpierw ktoś mnie zauważył, potem ktoś inny zaczął do mnie biec, jeszcze ktoś inny zabiegał mnie z prawej… więc czmychnąłem na lewo i kolka złapała mnie dopiero daleko w lesie. Przystanąłem i zerknąłem za siebie – nikt mnie nie gonił a tor Ułęż majaczył daleko na horyzoncie. Biorąc przykład z piłkarzy splunąłem na ściółkę, wysmarkałem nos wprost na własne obuwie i przez najgęstsze zarośla ruszyłem w kierunku parkingu i mojej najmojszej 323i.

Na szczęście nikt mnie z nią nie skojarzył i stała sobie sama, przez nikogo nie pilnowana. Pod osłoną gęstniejącego już zmierzchu udało mi się jakoś leżak na tył wrzucić i spokojnie odjechałem…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

PS. Wszystkie zdjęcia, ino większe, są w albumie na Facebooku.

26 komentarzy

  1. Ja najbardziej chciałbym M3 w sedanie, w standardowym lakierze (nie z palety M) i bez szołmeńskich poczwórnych wydechów…

    Wtedy nikt by się nim nie jarał – tylko ja…

    ;)

  2. hmmm. ale od tego jest M. Ma zamiatać, ma upalać, ma po prostu przenosić ogromną moc na jedyną rozsądną oś. Oglądając testy, nikt nie miał problemów z M5.

    Mówisz o za dużej mocy … powiedz to tjunerom Mercedesa ;)

    Zresztą, czego wymagasz od bawarskiej marki. To tylko BMW …

  3. @PoGOOD – mi tu , mi tu !!

    Blogo – jak widać dalej się nie znasz :) Kto z BMW Polska twierdzi, że M5 to auto klasy gran turismo ?
    To czym jest M6 (lub 6 jako całość)?

    M5 miało zawsze aspirację do tytułu “najszybszego sedana świata” i jak widać dalej o to walczy.

    W momencie, w którym zrobią M5 xDrive – zapominam o istnieniu marki BMW.

    eMka to dla mnie zawsze był wyznacznik ekstremalnej maszyny dla świetnego kierowcy.
    Nie umiesz okiełznać M5? Kupujesz 535xD.

    Ja wiem, że fani/ klienci nie mogą wyznaczać kierunku rozwoju koncernu, ale dude c’mon! 4×4? W eM?

    Temu leżaku coś go zapożyczył, to na działkę zabierasz, hę?

  4. Drwijcie, lżyjcie – już czuję, jak mężnieję! ;)

    Też bym siebie krytykował, gdybym się nie przejechał. W życiu nie miałem do czynienia z takim nadmiarem mocy na tylnych kołach. Nawet Viper przy M5 wydaje się grzeczny i do opanowania.

    Niecierpliwie czekam na przyszłoroczna ;)

  5. @PoGOOD – no przecież wiadomo, że to byłby idealny sleeper :) Też bym takim mógł jeżdzić, nawet białym, bo koloru z wewnątrz aż tak nie widać ;)

    No i źle ze mną, napisałem, że mógłbym jeździć białym autem, ja, zapalony miłośnik szarości… ;)

    @Blogo – skoro już wspomniałeś o Viperze… To wiesz co… :P

  6. Ja tylko formalnie spytam jak się załapać na taką pojeżdżawkę? Nigdy w życiu chociaż bym sprzedał wszystko co mam (łącznie z królikiem miniaturką) nie kupię (bo nie będzie mnie stać) w miarę świeżego i nie składanego z przystanku modelu M5, a chętnie bym posmakował chociaż ze 20 km :)

  7. Nawet nie wiesz jak zazdroszczę Tobie takich jazd! :)

    A do tego taka smycz… :-) Niech BMW tą smycz wrzuci do sklepu! Ja ją muszę mieć!

  8. @Mirek: płacisz ~2800 PLN i masz całe parę godzin* w tych autach ;)

    Najnowszą M5 jeszcze nie jeździłem, ale temat mocnego (454, potem 500 KM) tylnego napędu przerabiałem i jakoś dramatu takiego nie było jak tutaj Blogomotive przedstawia. Ale to inny koncern ;)

    * w teorii

  9. @SSSS – Miałem podobne podejście. Wsiadłem do M6, wyłączyłem systemy i jazda. Wyjazd z parkingu, zobaczyłem, że spokojnie zdążę włączyć się do ruchu ulicznego bo jadę M6 i ogień. I co się stało? Obróciło mnie :) 550 KM to już kawał mocy, więcej niż 450 :)

    Pozdro

  10. w kontekście tego co napisałeś mam spore obawy co do nowej M3, która przecież ma mieć silnik doładowany.. no ale poczekajmy, oby następca był godny.

    Blogo jesteś w stanie podać przybliżony termin wyjazdu na Nürburgring?

  11. @Blogo
    Myślałem, że M3 E92 w Santorini Blau i takiej konfiguracji jest limitowaną edycją (500 egzemplarzy) na rynek brytyjski. Widziałeś tabliczkę “One of 500” na desce rezdzielczej, czy może jest to jedyny egzemplarz demonstracyjny z LHD?
    Wiadomo skąd ta flota przyjechała? Auta wypożyczone z BMW Deutschland lub Niederlassung Muenchen?

  12. O matko emki same ostatnio, Panie Blogo, gdzie jest vademecum szwagra kupującego E46?! Jak mam coś kupić bez tego się pytam? :)

  13. Blogo:

    Skoro 560 koni w M5 to za dużo, to jak się w takim razie jak się musi prowadzić F458 Italia które ma 10KM więcej i jest 560 kg lżejsze, albo FF które ma 660 KM?

    Może to nie jest do końca kwestia mocy tylko charakterystyki silnika?
    Może turbo przy takiej pojemności jest be, a samochód na tor powinien zostać “wolnym ssakiem”? ;)

  14. @ kucyk :

    Z tym FF to Cię ciut poniosło, bo ono przecież ma napęd na cztery koła, a właśnie tego “detalu” Blogusowi brakowało w eMce…

    Jak dla mnie to chyba jedynym błędnym założeniem tej całej “pojeżdżaffki” było to, że odbywała się… na torze…

    Ten samochód nie jest torowym skalpelem i NIE MA NIM BYĆ. To ultra szybka limuzyna do sprawnego wyprzedzania, pozowania i “czucia się lepszym od reszty” – jak wszystkie M5. A że w międzyczasie zmieniła się rzeczywistość, a wyścig zbrojeń samochodowych producentów zapędził nas w rejony “ciężkie i drogie” to mamy takie potworki.

    Gdy debiutowała M535i a potem M5 w nadwoziu E28, SPORTOWY Golf miał 110KM, dziś ma 270KM. Pierwsze M5 miało niespełna 300, a dzisiejsze ponad 550…

    Tylko człowiek w międzyczasie nie wyewoluował na istotę szybszą i sprawniejszą – dlatego dziś jazda tymi potworkami zawsze jest na pół gwizdka.

    Jak to ładnie napisał koleś na forum Subaru – dlaczego nie da się jeździć na co dzień wózkiem, który ma 500 koni? Bo to jest tak, jakbyś miał na raz pięć lasek – nie ogarniesz i po co ci to…

    :D

  15. Co do 6-stki to mam te same odczucia. Aż ciarki przechodzą patrząc na ten egzemplarz, i wogóle wrażenie jakie robi jako całość, nie no zaczynam się rozklejać…:)

  16. Dla mnie ostatnim ///M które było sens kupić to było E46. Testowałem M3 jesienią kiedy były już założone zimówki i było mokro choć nie padało. Ten sam efekt który opisujesz w przypadku M5. Cały czas migała kontrola trakcji. W sumie po dwóch godzinach jazdy muszę przyznać, że byłem bardzo zawiedziony. Ale przecież to jest 420KM, musi być idealna droga, idealne warunki i idealna pogoda, żeby wykorzystać możliwości auta. Pomijam już fakt, że wraz z dwójka dzieci mój poziom ryzyka znacznie się obniżył, ale mam nadzieję na 430Ci – może ostatni raz BMW da wolnossący silnik do coupe i wraz z dodatkami z pakietu performance byłoby to super auto.

  17. Wniosek prosty, M5 jest besęsu. Oryginalnie powstało po to, żeby dorównać konkurencji na torach. Teraz na tor się średnio nadaje, naszprycowane elektroniką, ciężkie i w ogóle. A w dodatku mocy ma takie morze, że hamulce mają najwięcej roboty przy przyspieszaniu, kiedy ESP daje z siebie wszystko.

    Fajnie zalety oryginalnego M5 opisywał ostatnio Chris Harris.

    Do dupy taki interes. Samochodu będącego szybkim, przyjemnie się prowadzącym, przystępnym i oszczędnym NA RAZ nie da się stworzyć. A chyba tego wszystkiego wymagają od BMW fani marki. Skończy się na M5 w dyszlu i z napędem na przód, zobaczycie :D.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *