#325 Odebrałem już wiele porodów

Swoje pierwsze trzy auta dostałem od rodziców – to były Malacze Kaszlakami zwane i liczyło się tylko to, że paliwo na ogół wlewał w nie ojciec a zimą byłem drugim vicemistrzem w lataniu bokiem na parkingu pod wtedy Geantem, dziś już Realem.

Potem kupiłem sobie używaną Hondę Civic i był to najgorszy zakup – nie w moim życiu, ale w całym lucasowskim Uniwersum.

Ja byłem młodym debilem a sprzedający wytrawnym handlarzem – oszukał mnie totalnie, epicko i biblijnie. Nie chce mi się do tego wracać.

Potem, zniesmaczony zamieszaniem z Hondą, poszedłem sobie do salonu Nissana i kupiłem ot tak sobie nową Almerę. I teraz..

I teraz ważna dygresja – jakaś fałda na moim płacie czołowym każe mi myśleć, że zakup nowego auta jest pozbawiony sensu. Dlaczego? Hmmm… od czego by tu zacząć? A bo w pierwszym roku traci na wartości więcej niż akcje Facebooka. A bo koszty gwarancyjnego serwisowania są abstrakcyjne i w większości przypadków niczym nieuzasadnione. A bo auto 3-letnie w zdecydowanej większości przypadków jest tak samo dobre jak auto 3-dniowe, a kosztuje połowę. Bo mądry znaczy sprytny, a nie ma nic sprytnego w kupowaniu auta nowego – to łatwizna i trwonienie pieniędzy. Ale teraz…

Ale teraz, mając pięknie utrzymaną, wspaniale wyserwisowaną i od lat wymarzoną moją najmojszą 323i czasami tęsknię za Almerą i co jakiś czas zabieram ją sobie na przejażdżki (jeszcze się nie sprzedała, ale czuję, że zaraz się sprzeda).

Bo kupno auta nowego i pozostanie z nim na długie lata ma zaletę, której auto kupione jako używane nigdy mieć nie będzie – WIESZ O NIM WSZYSTKO. Być może jest gorsze, być może bardziej skrzypi, być może trzeszczy i się kolebie – ale jako pierwszy właściciel byłeś przy porodzie każdego denerwującego drobiazgu.

Że drzwi klapią przy zamykaniu? Nie cierpię tej cechy, ale jest moim dzieckiem i byłem przy jej porodzie – był długi i niespieszny, zaczął się niewinnie od lekkiego klumkania.

Że fotel pasażera skrzypi na wybojach? Nie znoszę tego, ale to moje dziecko i jak dziś pamiętam poród – był dość gwałtowny i wywołany przez Rybę, która nieporadnie wpadła do auta, zamiast do niego wsiąść.

Że silnik bierze olej? Irytuje mnie to, ale taki się urodził i popija olej od okresu niemowlęcego, gdy delikatnie go docierałem przez przesadzone 5000 km.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

To kwestia psychiki – ja mam tak, że nikomu nie ufam. “Trust no one” i normalnie “The truth is out there” oraz “Scully, natychmiast tu przyjedź”. No bo teraz…

No bo teraz obczajcie to – zauważam na aucie małą rysę. I jeśli jest ona na moim od nowości Nissanie, to jest to moja kochana rysa – jak dziś pamiętam ten wystający z pobocza patyk, którego nie mogłem ominąć, bo z naprzeciwka jechał Jelcz. A taka sama rysa na mojej najmojszej 323i to na pewno ślad po nieudanym klepaniu – strzał w przystanek co najmniej, co najmniej!

Wykwit rdzy w Nissanie to mój kochany synek – tak pięknie i nieśpiesznie się rodził, tak dojrzewał, tak ładnie pęczniał. Popatrz babciu, jaki Ci wnuczek wyrósł. Taki sam wykwit na mojej najmojszej i diagnoza jest oczywista – jakiś dureń źle auto zespawał po dzwonie kasacyjnym, na bank!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Mój 11-letni Nissan trochę poskrzypuje – jak to 11-letnie auto. Skrzyp, bo studzienka. Chrup, bo dziura. Puk puk puk, bo tarka przed przejściem. To urocze. Pamiętam dni, gdy nic nie szeleściło. Ale pamiętam też chwile, gdy pierwsze szmery nieśmiało zaczynały przeciskać się przez szczeliny montażowe i wygłuszenia. Pamiętam swoją radość, gdy zdiagnozowałem pierwsze irytujące popiskiwanie. Moje popiskiwanie – moje kochane, na moich oczach narodzone.

Pamiętam dzień, w którym wjechałem w zaspę i poluzowałem osłonę termiczną tłumika. Ten towarzyszący przyspieszaniu i hamowaniu silnikiem brzęk narodził się nagle, niespodziewanie – jak w filmach o nastolatkach rodzących na tylnym siedzeniu. Ja sam przyjmowałem ten poród, wspierany przez nieudolnie wyciągające mnie z zaspy Tico. Lecz teraz…

Lecz teraz, mimo bycia rozsądnym i niegłupim chłopakiem mężczyzną, każdy szmer lub trzask w mojej najmojszej 323i traktuję jako zwiastun poważnych kłopotów. To nie są moje trzaski – to są trzaski nabyte wraz z autem, z dobrodziejstwem inwentarza. Podobno dzieci adoptowane kocha się jak swoje. No właśnie – podobno. Kiedyś wiele o tym myślałem i wymyśliłem jedno – że ja bym nie potrafił. Że przez 360 dni w roku byłoby pięknie, ale na pewno zdarzyłyby się dni, w których bym sobie w brodę pluł – że to nie moje, że geny złe, że się wkopałem na całe życie.

Każdy irytujący drobiazg w Nissanie jest moim irytującym drobiazgiem. Nie tylko asystowałem przy jego narodzinach, ale także te narodziny spowodowałem – czasami nie omijając dziur, czasami ze zbyt wielkim rozmachem waląc się na fotel, niechlujnie bagaże pakując. Te wszystkie skrzypy, puki i trzaski mają moje geny. To moje dzieci. Irytują, ale je kocham.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Zakup auta używanego to pod każdym względem genialny pomysł. Jeśli trafisz na dobrego sprzedającego, to jest taniej, fajniej, milej – po prostu lepiej. Pod każdym względem, poza jednym – każdy irytujący drobiazg jest tylko i wyłącznie irytujący. Nie można go pokochać (albo i można, ale jest to bardzo trudne), bo nie jest twój – narodził się na oczach poprzedniego właściciela i ma jego geny. Ciężka sprawa.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Kilka lat temu mój ojciec kupił 6-letnią Astrę. Historia auta była typowo handlarska: “Panie, żona jeździła a ja mam znajomych w ASO Opla, więc wszystko na czas i na oryginałach robiłem”. Bzdura ogłoszeniowa – taka sama, jak: “Sprowadzony, pierwszy właściciel, igła”.

Ale po kilku miesiącach się okazało, że faktycznie ten Opel taki jest – praktycznie niedotarty, prawie nieużywany, w ogóle i w szczególe nie do odróżnienia od nówki salonowej. I ojciec, który przekazał mi swoje geny irytacji drobiazgami i braku zaufania do świata, pokochał to auto jak swoje. Dziś z ręką na sercu gotów jest stwierdzić, że odbierał poród każdego trzasku i skrzypnięcia.

Boże, jak ja bardzo chcę dotrwać do tego etapu znajomości z moją najmojszą 323i. Żebym jak swoje pokochał wszystko, co jej doskwiera. Kilka jest tych rzeczy, to drobiazgi – tu skrzypnie, tam puknie, gdzieś indziej zaszeleści. Ech, żeby wreszcie się w mojej głowie pełne usynowienie (ucórowienie?) dokonało – taka psychiczna adopcja, pełna, bezwzględna i bezwarunkowa.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Jak wiecie, jakiś czas temu zmieniłem sobie fotele – stadnardowe klapciochy zamieniłem na sportowe para-kubełki. Są genialne pod każdym względem – wyglądają, trzymają, pachną, odwzajemniają dotyk… traktuję je jak nówki, bo kupiłem je w stanie idealnym (jedno zagniecenie skóry na boczku wskazywało na ich używanie) i teraz…

I teraz po najechaniu na wystającą studzienkę praktycznie jedynym dźwiękiem (poza klumknięciem opony) jest delikatne skrzypnięcie fotela kierowcy. Tego mojego sportowego fotela. Boże, jak ja nienawidzę skrzypiących foteli – sprawiają, że drętwiejesz za kółkiem, bo siedzisz spięty i sztywny, by tylko skrzypnięć nie wywoływać. Irytuje mnie to skrzypienie, bo jest irytujące i skrzypiące, proste. Ale jednocześnie je kocham – jest moim dzieckiem narodzonym w chwili własnoręcznego montażu. Dziś za nic w świecie bym się tego skrzypienia nie pozbył. Moja najmojsza 323i i moje najmojsze skrzypienie fotela – tandem doskonały.

Ale gdy podczas najechania na tą samą studzienkę przez skrzypiący dźwięk skrzypienia doleci do moich uszu jakiś ultra cichy, niesłyszalny nawet dla nietoperza trzask dajmy na to z okolic drzwi pasażera… oj to wtedy od razu mam ochotę wjeżdżać na kanał i z lampą diodową i śrubokrętem poszukiwać śladów rdzewiejącego spawania po atomowym dzwonie z pługiem odbytym jakieś 7 lat temu, gdzieś na niemieckiej drodze drugiej kategorii odśnieżania.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Dobra, dość wywnętrzania się – jadę moją najmojszą umyć i odkurzyć, i nabłyszczyć jej wnętrze. A potem, jak już i choinka “New Car Fragrance” na lusterku zawiśnie, podjadę do właściwego mi Sądu (Wydział Rodzinny), by dobrowolnie uznać biologicznie obce drobiazgi za własne. Tak, mam już tego dość – zamierzam adoptować ten cichy trzask z okolic drzwi pasażera, skrzypnięcie z wnętrza deski rozdzielczej i to głuche zadudnienie, które wczoraj po raz pierwszy obiło mi się o uszy.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

PS. Na koniec przygotowałem dla Was kilka standardowych komentarzy, bo ostatnio się w takowych lubujecie. Wystarczy podać numer, nie trzeba klepać elaboratów ;)
1. A gdzie zaległy wpis nr. 159?
2. Czy Hołd dla serii 3 to już umarł?
3. A tak w ogóle, to o czym jest ten tekst?
4. Kiedy robimy spot?

Oraz pozwoliłem sobie przygotować również dla siebie pewne ułatwienie – taki skrót, by paluchy oszczędzać:
5. Spadówka!

45 komentarzy

  1. Wybieram numer 4, a tak na poważnie to nie wydaje Ci się czasami że stajesz się podobny do “Detektywa Munka” jemu też wszystko przeszkadzało i chyba popadł w chorobę :)

  2. Genialne fotele, ale jednak bez boczków od kompletu jest jakoś słabo.
    Nie możesz podpytać Panów z ASO BMW czy nie da się tego wymienić tak by nie trzeszczało? Może Ci jakieś nowe spinki, zatrzaski itd. dadzą i będzie jak z fabryki?

  3. 4. Kiedy robimy spot?

    Po euro!

    Blogo ale aż się dziwie, że jeszcze nie pokochałeś tych wszystkich skrzypnięć, walnięć i innych dźwięków. Rysek, wgnieceń itp. Przecież to się bierze od razu jak żonę z dobytkiem i wadami ukrytymi. I te wady się kocha mimo, że czasem człowiek ma ochotę zabić.

    Może Ty się w tej Twojej natwojszej nie zabujałeś?

  4. 1. i 3.

    I należałoby uzupełnić cytaty o “Dobrze, Scully. A jaka jest twoja teoria?”

    Siostra kupiła w tamtym tyg. Bravę za parę złotych. Uradowana bo super, bo wszystko ok i w ogóle.

    Przejechałem się.

    I do wieczora siedziałem pod maską dokręcając telepiące i postukujące pierdółki.
    Półleżałem w bagażniku owijając szmatkami brzęczące klucze i dociskając telepiący zapas.
    Wepchałem kupę gąbki pod drżące plastiki wnętrza.
    A na ograniczniki drzwi zużyłem całe kilo smaru.

    Ni-na-wi-dzę pisków. Stuknięć. Tarcia.

    Jak trzeba będzie to na autostradzie w poprzek stanę i wypier..ę charczący głośnik!
    Razem z drzwiami.

  5. Hehe, takiś mądry?

    To masz:

    Ad 1) to akurat mało mnie obchodzi, bo kompletnie nie pamiętam o czym miał być. Zresztą okres życia większości nowych informacji publikowanych w sieci to jakieś 3-4 godziny, więc osohozi?

    Ad 2) O ile wiem, umierać mogą jedynie te rzeczy/istoty, które się narodziły …

    Ad 3) O niczym, ale trzeba było cokolwiek skrobnąć, żeby nie było, że bloger umarł

    Ad 4) patrz Ad. 1 – i tak na nim nie będę, więc mało mnie to obchodzi ;-)

    Ad 5) eee, nawzajem?

    ;-)

  6. “A bo w pierwszym roku traci na wartości więcej niż akcje Facebooka.”

    jeszcze się mówi “traci od razu po wyjeździe z salonu”… a “traci” tyle co wszystko inne konsumpcyjne zaraz po zakupie, ale aby to zrozumieć trzeba zobrazować na przykładzie, tj. kupujemy auto w salonie, płacimy 100%, wyjeżdżamy z salonu, robimy 5 km, i nagle diagnozujemy u siebie raka, musimy auto sprzedać, więc za ile ktoś od nast te auto może kupić? 100% nie zapłaci to przecież lepiej sobie kupić w salonie, skonfigurować po swojemu, itd.. 90%? też od przypadkowego człowieka nikt nie kupi, woli dopłacić 10% i wziąć z salonu… 20% taniej? już warto dla kupującego, sprzedane! no i właśnie w ten sposób auto “straciło” 20% po wyjeździe z salonu… gdyby te auto co wyjechało z salonu ocenić realnie, pod względem faktycznej wartości, zużycia, itd.. to przecież nie ma ono żadnej utraty wartości, można zamienić rejestrację z nowym w salonie i żaden znawca utraty wartości nie rozpozna, które auto jest 100% wartościowe, a które już ma utratę wartości za sobą…

    tyle wywodu…

    “A bo koszty gwarancyjnego serwisowania są abstrakcyjne i w większości przypadków niczym nieuzasadnione.”

    nieźle muszą w tym Nissanie kosić ;)

    “A bo auto 3-letnie w zdecydowanej większości przypadków jest tak samo dobre jak auto 3-dniowe, a kosztuje połowę.”

    te co kosztują połowę to składają się z dwóch połówek… no ale racja, jak się chucha i dmucha na nowe auto to mimo upływu lat dobrze się trzyma, i to jest argument za zakupem nowego auta, bo po 3 latach dalej mamy “nówkę”… te co są w sprzedaży to takimi nówkami nie są, albo kosztują 70% ceny z salonu… kto nie wierzy niech się przejedzie w jeździe testowej nówką-mało-śmiganą, a później upatrzonym 3-letnim autem… pomijam już to, że 3 letnie zwykle auto różnią się technicznie od nówek, nowe mają poprawione różne elementy, eliminowane są usterki, bieżące poprawki…

  7. Spalacz nie gadaj :) A w ASO Audi nie koszą ;) Jak dla mnie ASO to specjaliści od wymieniania części, które da się naprawić na nowe. Tylko wtedy opłaca się do nich jeździć gdy ma się gwarancję bo później to już tylko pieniądze wyrzucone w błoto :) Znam ludzi, którzy kupili nowe auta a ich noga po zakupie nigdy więcej w serwisie nie zawitała i żyją i są szczęśliwi a ich auta jeżdżą :)

  8. Na skrzypienie, dzwonienie, stękanie i jęczenie istnieje niezawodne pacaneum. Przestań myć uszy a za kwartał fura zrobi się cicha jak nówka i będziesz mógł ją sprzedać za 100% wartości.

  9. @Misiek, koszą, koszą, ale tak z umiarem ;)

    ale jak się tym ludziom by popsuło auto na gwarancji to za żadne skarby by nie chcieli mieć naprawianej turbiny tylko wymienione na nową, prawda? :)

    ps. ASO często podsyła części do naprawy do innych serwisów, szczególnie w przypadku starszych aut po szkodzie komunikacyjnej, gdzie właściciel chce mieć “nówki części z ASO bo płaci ubezpieczyciel sprawcy”…

    myślę, że to dobre rozwiązanie, tj. kupić nowe auto i nie serwisować w ASO, bo nowe auta mimo wszystko mało się psują i chyba warto zaryzykować…

    nie twierdzę teraz, ani wcześniej przecież, że ASO jest dobre, czy złe… pieniądze wyrzucone w błoto nie są aż tak wielkie…

  10. Każdy mechanior ci to powie – ludzie dzielą się na dwie kategorie:

    – tych co słysząc skrzypienia / stuki / zgrzyty podkręcają radio i są w-dupie-wszystko-mający dopóki im coś nie odpadnie,

    oraz tych, którzy w takiej sytuacji wyłączą nie tylko radio, ale nawet i wentylator klimy w 40 stopniowym upale, każą jeździć żonie po najgorszym kawałku bruku w całym województwie, a sami będą siedzieć w bagażniku lub pod fotelem pasażera, żeby tylko namierzyć źródło tego dźwięku.

    Żeby jeszcze od razu coś z tym zrobili jak już znajdą… Ale nie – oni przyjeżdżają wtedy z miną usatysfakcjonowanego sadysty do serwisu i rzucają komendę – “ja znalazłem – teraz wy to usuńcie”…

  11. @PoGood ja tak robię ale ostatnio mi nawet głośniki zaczęły trzeszczeć to trochę jestem w kropce.

  12. Jeśli auto hałasuje – pogłośnij radio.
    Jeśli to nie pomaga – bardziej pogłośnij radio.
    Jeśli to nie pomaga – kup głośniejsze radio.
    Jeśli mimo wszystko coś hałasuje – Alfa nie jest dla ciebie:)

    (z pamięci z forum Alfy)

  13. @PoGOOD
    Ja po drodze do roboty mam taki odcinek testowy. Kilometr drogi 687 kategorii, sadystyczne wyzwanie dla zawieszenia, pogromca gleb i niskich profili.

    Na ta minutkę jazdy zawsze wyłączam radio.
    I nasłuchuję.

    Coś puknie?
    Zabrzęczy?

  14. Zdecydowanie 3. takie duże 3!
    btw. W tak zwanym międzyczasie przejrzałem jeszcze historie hondy,(omijając nudniejsze fragmenty) bo cały czas liczyłem że może honda okaże się spawana z 3 albo chociaż kradziona gdzieś w Japonii a tu taki nudny finał ;)

  15. W schowku Hondy przemycono z Japonii trzech tamtejszych inżynierów – podobno na zlecenie Opla. Po dokładnym przeszukaniu auta pod tylną kanapą jeden z Japończyków po latach odnalazł ojca.

  16. Po pierwsze: first world problems :D. Jak się jeździ samochodem, który zaczyna skrzypieć od razu, jak się na niego za mocno spojrzy, a na wybojach radio jest niepotrzebne, bo kakofonia skrzypnięć, brzęknięć, stuknięć i turlających się po bagażniku gratów pozwala na odkrycie swojego wewnętrznego Czopena to koncepcja wsłuchiwania się w trzaski przekracza granice pojmowania. Ja tylko czasem nasłuchuję, czy się gaźnik nie dławi od za bogatej mieszanki albo przystawiam rękę do kół żeby sprawdzić, czy tłok w zacisku dobrze odbija i nie grzeją się tarcze :).

    A poza tym: obstawiam, że się przyzwyczaisz. Teraz trochę przeginasz, bo Nissanem jeździłeś dłuuuuugie lata, trójkę masz raptem kilka miesięcy. Zasymilujesz, przyzwyczaisz się, poznasz. Docieracie się, to jak wczesne momenty po zamieszkaniu razem. Niby wszystkie zalety zostały, ale nagle okazuje się że narzeczona strasznie pierdzi w nocy pod kołdrę ;).

  17. A to wszyscy w PL tacy baronowie, że nowe auto od reki za gotówkę kupują ? :) Wtedy można odczuć utratę wartości (teoretycznie), ale np. w przypadku leasingu to tak trochę jak wypożyczenie, kończy się umowa to oddajesz “im” auto i możesz wziąć następne.
    A do kochania są auta z duszą, historią (nie wypadkową), a nie takie z salonu :)

  18. Blogo, czy te beemki takie kiepskie są że trzaski, dudnienia i skrzypienia nich słychać? Myślałem że to dobre jakościowo auta ale widze jednak nawet zadbane modele zalatują tandetą ze starego golfa.

    1. @Damian: Gdyby mi 14-letnie auto nic a nic nie skrzypiało/pukało, to bym w galoty ze strachu robił, że zamiast poduszek powietrznych i oryginalnych wygłuszeń wożę pod tapicerką 200 kg pianki montażowej kryjącej spawy i emblemat przystanku tramwajowego.

  19. A potem podczas przeglądu diagnosta znajdzie numery nadwozia:
    “Düsseldorf-Berlin: 7.12, 10.28, 15.10”

  20. No to przyzwyczajony do padła chyba jesteś, bo mi w 14 letnim nic w środku nie stuka ani puka, a poduchy i wygłuszenia jak najbardziej są ok. A auto 3 razy tansze od tego bmw. Ta jakoś legendarna chyba jednak przesadzona.

  21. @Damian: Woow, a co to za tajemnicze auto? Miałem kupić Evoque, ale skoro można taniej i jest takie super to się zastanowię!

  22. Najlepszy sposób na stuki-puki? Wyj… usunąć wszystko ze środka samochodu a to co zostało mocno przykręcić lub skleić przy pomocy jakiejś gumy w płynie :P Polecam! :P

  23. @Blogo – świetny tekst! Przeczytałem z zapartym tchem. A co tam – pochwalę Cię. Masz i się ciesz :)
    Czytam komentarze i popraw mnie, ale mam wrażenie, że nikt nie dotyka problemu, o którym piszesz w artykule. Nie jest on bowiem o skrzypieniu samym w sobie. Ja dokładnie jak Ty, mam te same odczucia. W swojej historii motoryzacyjnej miałem 2 nowe auta: skode octavie i forda mondeo. I wiem, jak rodza sie w bolach wady auta, ktorym moge ufac. Inna sprawa z autem uzywanym. Niby jest twoje, ale czujesz w nim jeszcze zapach zapyzialego poprzednika, ktore ‘na pewno’, ‘na zlosc przyszlemu wlascicielow’ cos zrobil twojemu obecnie najukochanszemu dziecku. Twojemu autu, ktore kiedys ktos mial. To troche tak, jak z ‘przechodzona’ zona, albo kochanka. Zawsze gdzies z tyłu glowy zostaje pytanie – czy ten poprzednik to aby na pewno nie mial wiekszego ;-)))))

  24. fajnie opisane emocje, ile ja wałczyłem ze skrzypiącą delikatnie kierownicą w mojej trójce. Bloga odkryłem stosunkowo niedawno i raz zasiedziałem się do 4 w nocy, czytając archiwum.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *