#332 Narodowy Mini Countryman Cooper S

Jest taki stary dowcip o Stirlitzu, w którym ten, gdy nie udało mu się zwerbować Mullera na agenta rosyjskiego wywiadu, szybko zmienia temat i pyta o cokolwiek, na przykład o to, czy Muller widział już tą nowo narodzoną żyrafę w ZOO. Dlaczego o to pyta? Bo wie, że ludzie zapamiętują tylko końcówkę konwersacji. Ha, dlatego też ja dziś zacznę od wad.

Bo ja w gruncie rzeczy tego czerwono-białego Countrymana polubiłem i chyba go będę miło wspominał. Więc najpierw łyżka dziegciu. Bajdełej – pił to ktoś kiedyś, ten dziegieć?

Wad jest pięć, tyle ile palców u obu rąk drwala.
No rechot normalnie. Ale się mi żart udał.

PRIMO. To jest auto do miasta i nie możesz nim jeździć w trasy, bo się maksymalnie zirytujesz. Nawet nie o to chodzi, że ono jest twarde i trzęsie. Tu chodzi o coś innego – o ten specyficzny hałas. Każde BMW (łącznie z moją najmojszą) na wszelkie dziury i studzienki reaguje bardzo elegancko – takim stłumionym bum. Każde Mini (jeździłem raptem trzema, ale wyżej coś tam niż coś tam mam i nikt mi nie zabroni generalizować) na dziury reaguje bardzo niemiłym trzaskiem – jakby się miało zaraz rozpaść. To słabe jest. I bardzo irytujące.

SECUNDO. Pozycja za kierownicą jest nawet-nawet, ale żeby ją znaleźć, trzeba się namęczyć. Są takie auta, w których jak się wreszcie swoją pozycję za kółkiem znajdzie, to nie daj Bóg, żeby ktoś coś ruszył – bo miesiąc będziesz jej ponownie szukał.

Nie wiem na czym to polega, ale miałem tak kiedyś w służbowym Focusie. Tydzień ustawiałem i w końcu się udało – jeździłem, cieszyłem się, tyłkiem zakręty czułem – aż przyszedł kumpel (“Daj, nie peniaj, do markpola skoczę, chcesz coś?”) i znów miałem 2 tygodnie wyjęte z życiorysu – kręciłem gałkami, kręciłem tyłkiem, oparciem jak wachlarzem machałem.

Tu jest tak samo – nadgarstek wywichnąłem od kręcenia pokrętłami i szarpania za dźwignie – i się udało. A potem pojechałem do Torunia i najpierw Filip (ten z Oponeo), potem Darek (ten szef Oponeo) a na końcu Marcin Gagacki (ten kierowca rajdowy) coś tam pokręcili, przesunęli i już do końca dni moich z Countrymanem nie udało mi się mojej pozycji znaleźć.

TERTIO. To może nie jest wada, ale zaskoczenie ogromne. Countryman, szczególnie w tej specyfikacji JCWorks, z daleka wydaje się autem naprawdę małym – takim jakby żelaźniakiem w skali 1:18. Jak do niego podchodzisz, to rośnie. Ale nigdy zanadto. Ot – taki trochę bardziej masywny Focus. I potem z nudów wyciągasz dowód rejestracyjny, bo ludzie różne rzeczy z nudów robią, i czytasz, że ten Mini waży… 1840 kg. Dla porównania – moja najmojsza tylko 1445 kg. (Chyba się tu strasznie pomyliłem i nie spojrzałem na właściwą cyfrę w dowodzie, gapa ze mnie. Wedle Internetu Countryman waży mniej niż moja najmojsza. Zwracam honor.)

I nagle wiesz, czemu to wystylizowane na WRC (czytaj: wurca) Mini jakoś tak nie jedzie. Ale brak dynamiki to jeszcze nic, z tym da się żyć. Mnie w takiej chwili nachodzi natarczywa unijno-ekologiczna konstatacja – w mojej najmojszej 170 koni pochodzi od 6 cylindrów i 2500 ccm – w tym Countrymanie podobną moc generuje zaturbione 1,6 litra. I musi sobie z dodatkowymi 400-kilogramami radzić. Retorycznie zapytam – jak długo taki silnik da radę pociągnąć?

QUATRO. Nie wiem, jak realizowany jest w tym Countrymanie napęd na 4 koła (czy to jest platforma BMW X1 czy coś innego), ale coś tu nie gra – każde ruszanie powoduje jakieś dziwne napięcia i wszystko się trzęsie. Nie da się ruszyć spokojnie na pół sprzęgle, bo wibracje rozpinają Ci rozporek. Dziwne, męczące i zaskakujące. A może ja czegoś nie wiem? Bo to faktycznie jest pierwsze w moim życiu auto w konfiguracji: napęd na 4 koła + skrzynia manualna. Może tak ma być? Chmmm… no nie wiem.

QUINTO. Nigdy przenigdy nie możesz tak wyglądającym autem zbliżać się do toru wyścigowego. A już na pewno nie wolno Ci wjechać na parking, na którym pełno startujących w zawodach fur. Bo się nie opędzisz od ludzi, którzy po trzykroć z rzędu będą zadawać Ci pytanie kiedy startujesz i czy mogą się z Tobą przejechać. Nikomu nie przyszło na myśl, że ja sobie czymś takim po prostu przyjechałem popatrzeć. Ten samochód – możecie się z tym nie zgadzać, ale wierzcie mi, że tak to działa – nie budzi żadnych wątpliwości – wszyscy patrzą i wiedzą, że zaraz wjedzie na tor. Bardzo mnie męczyły te pytania. I tak dogłębnie irytowały – bo rwałem się na start, ale to było auto prasowe bez zgody na jazdy torowe. Smuteczek.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Skoro wady odbębniliśmy, to czas na zalety. I tu niespodzianka, bo nie ma ich zbyt wiele. Ale ze mnie surowy tester! Drżyjcie koncerny! To ja, pogromca sprzedaży, niszczyciel trendów wznoszących! Zaraz Wam tu…
Dobra dobra Rafik, do rzeczy, bo się zapowietrzysz.
Jedziesz jedziesz.

Nie lubię miniaków, to nie moja bajka. Zwykły Countryman też do mnie nie przemawia, ale ta krzykliwa stylizacja John Cooper Works mnie kupiła. Coś jest w rysunku tego auta niesamowitego – te wielkie koła, długi dach, krótkie zwisy – że on naprawdę wygląda jak jakiś Hot Wheels. Z daleka wydaje się malutki, najmniejszy na świecie chyba, ale gdy się przybliżasz, przerasta wieloryba – że tak sparafrazuję mistrza Dżej-Ti.

Na Kaszubach jest “dom do góry nogami” – byłem tam i po dwóch minutach zrobiło mi się niedobrze. W Centrum Kopernika jest kilka pokoi z krzywą podłogą i dziwnymi ścianami – po dwóch krokach zrobiło mi się niedobrze. W Countrymanie siedzisz bardzo wysoko – niczym w gigantycznym SUVie. Wysiadasz na proste nogi, prawie zeskakujesz na jezdnię. Zamykasz auto, odchodzisz odeń dwa kroki, obracasz się… i jest ci niedobrze, bo ci mózg się lasuje. Przed chwilą wysiadłeś z wysokiego grzmota, a teraz patrzysz na matchbox’ika.

Serio – proporcje tego auta i gigantyzm jego kół zakrzywiają czasoprzestrzeń, kubaturę i masę. Gdy siedzisz w środku, 1840 kg nie robi na Tobie wrażenia – to się nawet czuje. Gdy jesteś 5 metrów od auta, nie dałbyś mu tony sto.

Ale żeby nie było – w środku nie jest jakoś nader przestronnie, ale w końcu to jest bądź co bądź Mini – wątpię, by ktokolwiek podejmując decyzję zakupową powiedział: “Co tydzień wożę, bo lubię, lodówkę i dwie pralki na działkę i z powrotem – chyba kupię Mini!”.

Zaletą jest wnętrze – jest takie urocze. Oczywiście ten centralny prędkościomierz jest kompletnie nieczytelny i nieprzydatny – ale jest uroczy. Sterowanie systemem iDrive (czy to się w Mini jakoś inaczej nazywa?) przy pomocy takich trzech patyczków (ja fotki nie cyknąłem, ale poglądowo zerknijcie na tą) nie jest jakoś specjalnie wygodne, ale jest urocze.

A, byłbym zapomniał – nie tylko prędkościomierz jest nietrafiony. Ta szyna między fotelami też jest dziwna (znów obce foto, bom zapomniał pstryknąć), taka przekombinowana. I gałka zmiany biegów jakaś taka niezbyt ciekawa. Ale fajnie jest mieszek zwinięty – ciągle chcesz go odkręcać, a on taki właśnie ma zamysł.

I otwieranie przednich szyb z konsoli centralnej jest irytujące. Acz nieźle się ubawiłem patrząc, jak Margolcia próbuje się przewietrzyć i nijak nie może. Ale to są detale – po miesiącu człowiek się przyzwyczaja.

Kierownica jest mistrzowska. Gdyby ktoś mi ją dał – wziąłbym ją do mojej najmojszej z pocałowaniem ręki i nawet bym się złym logiem nie przejmował. Genialny rozmiar. Genialna alcantara, która nie jest taką alcantarą jak na kierownicach rajdowych, tylko jest alcantarą bardziej przemysłową. W dotyku identyczna, ale ponoć przetrwa wieki i nie trzeba w rękawicach jeździć. Super, super, super. Wydłubałbym tą carbonową wstawkę ale nie dlatego, że mam do carbonu awersję (acz nie da się ukryć, że to strasznie niemiły w dotyku materiał, taką taniością zalatuje), tylko logo John Cooper Works mi się bardzo nie podoba.

No i na koniec jazda. Jak wspominałem – nieprzyjemnie tłucze na dziurach. I masa zabija dynamikę. Ale jak nie oczekujesz kopa w plecy i droga jest równa – ołmajgad, ależ on jeździ! Twardo, precyzyjnie i cholernie responsywnie. Kto wie, czy na ruchy kierownicą nie reaguje lepiej niż moja najmojsza. A wierzcie mi, że ona jest w czołówce i bije na głowę wiele nowych aut.

Jak ustawisz sobie (po tygodniu prób i błędów) pozycję za włochatą fajerką, jak nauczysz się ruszać bez szarpania (można, ale łatwo nie jest), jak przywykniesz do trzasków na nierównościach – to wkraczasz w emocjonalny rewir do tej pory zarezerwowany dla torcika wedlowskiego, małych pączków i hot dogów ze Statoila. Parskasz śliną, nos wycierasz w mankiet a spodnie przepacasz na wylot.

Jesteśmy ludźmi, ale tak naprawdę zwierzętami – i nad pewnymi emocjami nie potrafimy panować. Mnie sposób, w jaki ten przerośnięty Miniak jeździł, absolutnie zauroczył. Miałem go 6 dni, pokonałem nim 830 km (średnie spalanie 9,5 l/100km – masa robi swoje) i 14-krotnie zmieniałem bieliznę oraz 7-krotnie spodnie. Skarpetki tylko 2 razy, ale to przez nieuwagę, zapominałem. No nie mówcie, że Wam się coś takiego nigdy nie zdarza?

Dobra, nie ma co się wywnętrzać – Mini Countryman Cooper S w takim właśnie malowaniu mnie kupił. Co nie znaczy, że ja bym go sobie kupił. Ale jest OK, naprawdę OK. Jak chcesz, to z łatwością przyczepisz się do miliona drobnych pierdów – ale jak podejdziesz do niego z sympatią i pewne niedociągnięcia zbędziesz uśmieszkiem politowania – okaże się całkiem fajnym autem. I niezbyt szybko, acz cholernie dobrze jeżdżącym. Jak każde Mini.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A teraz clou testu, czyli przygody. No przecież, bez tego ani rusz. Otóż… miałem tego Countrymana gdy jeszcze trwało Euro. Odebrałem go w piątek a w weekend był półfinał z finałem. Nasze Orły już dawno odpadły, ale to nic – przecież Euro było u nas i każdy Polak był (musiał być!) prawdziwym kibicem.

I teraz… no nie macie zielonego pojęcia, jak auto pomalowane w barwy narodowe prowokuje. Obczajcie to – turlam się w korku, gorąco jak cholera, klima szumi a obok Omega tak wyładowana kafarami bez koszulek, że aż szyby mają zaparowane od środka. Włączam wewnętrzny obieg powietrza, bo się zapach potu przedarł przez filtry. I tak się leniwie toczymy prawie obok siebie.

Mój pas przyspieszył, ich zwolnił i skończyliśmy lusterko w lusterko. Oni po lewej, ja po prawej. Naraz słyszę pukanie w szybę – to dwa kafary pukają – pasażer siedzący z przodu, i ten siedzący za nim. Do połowy wywalili się z Opla, by pięściami sięgnąć mych okien. Przełykam ślinę, rozgrzewam żuchwę (bo manto mam pewne na 100%) i uchylam szybę. Miłym i niezuchwałym uniesieniem brwi pytam się, o co cho. A oni:
POLSKAAAAA BIAŁOOOCZERWONIIIII POLSKAAAAA KURWAAA DAJEEESZ ZIOOOOM POLSKAAA BIAŁOOO…

Co było robić – opuściłem szybę do końca i:
…CZERWONIIIII POLSKAAAAA…

Tkwiłem tak koło nich w tym korku dobry kwadrans. I cały czas “śpiewaliśmy”. Nigdy nie byłem na meczu reprezentacji, ale już mniej więcej wiem, z czym to się je.

Albo obczajcie to – siedzę sobie w aucie, klima na full a w tym czasie Filip z szefem Oponeo robią kolejny przejazd swoim Lancerem ściągniętym z Dubaiu. Kończą i kierują się na swoje stanowisko – by coś tam podregulować, opony obuć w koce podgrzewające, ciśnienie sprawdzić. Po drodze jednak przystają na chwilę koło mnie i gestem pokazują, bym uchylił okno. Uchylam a oni:
POLSKAAAAA BIAŁOOOCZERWONIIIII POLSKAAAAA

Albo to – jem frytki a Miniak stoi sobie sam na pełnej patelni. W środku pewnie z milion stopni. Koło niego pusto – wszyscy siedzą w cieniu. Kończę, wyrzucam przesiąkniętą tłuszczem tackę i idę w kierunku auta. Upał jest taki, że jak zaraz w klimie kwadransik nie posiedzę, to normalnie odłożę łyżkę.

Podchodzę do auta i widzę, jak z daleka ktoś do mnie macha. Macha, żebym podszedł. Kurde balans – siedzi gościu w cieniu i sobie leniwie macha a ja mam drałować w tym skwarze. Ale okej, z asfaltu autostradowego nie jestem, się w słońcu nie roztopię – podchodzę. A on:
POLSKAAAAA BIAŁOOOCZERWONIIIII POLSKAAAAA

To trochę tak, jakby na pytanie fryzjera “Jak tniemy?” odpowiedzieć “Żeby trochę dłuższe były”. Zarąbisty żart, szkoda tylko, że fryzjer słyszy go 5 razy dziennie… codziennie od 8 lat.

Albo łażę sobie z aparatem bez sensu i fotografuję furki na zakrętach:

…no fotografuję i nagle pojawia się koło mnie grupka chłopaków. Ja wiem, że to moi czytelnicy, oni wiedzą, że ja to ten znany bloger, więc sytuacja jest klarowna. Zatykam obiektyw pokrywką, zwracam się ku nim i słyszę:
– To twój? – pytają wskazując na Countrymana.
– Yhy.
POLSKAAAAA BIAŁOOOCZERWONIIIII POLSKAAAAA

Około 17-tej wymiękłem. Kiedyś za młodu wyłowiliśmy z kumplami raki z jeziora i żeśmy niechcący je na pomoście zostawili, zamiast je z powrotem do wody wrzucić. Jak sobie o nich przypomnieliśmy, to było już za późno – wszystkie wyschły na wiór. 4 godziny na pełnym słońcu i po raku. Ja wytrzymałem siedem. To i tak za długo, bo mój nos – jedyna część twarzy zawsze wystająca spod każdego daszka – wyglądał jak rak – był czerwony i właśnie zrzucał pancerzyk.

No więc pożegnałem się i ruszyłem. Będąc już prawie poza terenen toru zauważyłem w lusterku Filipa – machał i żwawo ku mnie szedł. Zatrzymałem się, ale że nie było jak zawrócić (w Toruniu parkują normalnie prawie tak źle jak ja pod blokiem), wysiadłem z auta i ruszyłem w jego kierunku. Spodziewałem się przyśpiewki – wiadomo, nie jestem głupi. Powinienem był mu odmachnąć i krzyknąć, że “Oj już dobra, dobra, daj se spokój” – i by się skończyło śmiechem. Ale ja nie – liczyłem, że ma mi coś ważnego do powiedzenie. Może o oponach, może o felgach a może o czymś innym. Tymczasem…
POLSKAAAAA BIAŁOOOCZERWONIIIII POLSKAAAAA

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Do domu wróciłem tuż przed meczem finałowym. Zaparkowałem pod samym wejściem do klatki i niedbale klapnąłem drzwiami. Kliknąłem pilota i wszystko zaczęło piszczeć. Drzwi nie domknąłem – OK, zdarza się. Wyłączyłem alarm, prawidłowo zamknąłem drzwi, załączyłem alarm i spojrzałem w górę, a tam pół pionu balkonowego mnie obserwowało. Wszyscy bez koszulek, czerwoni od upału i piwa. W rękach butelki i paczki chipsów bekonowych.
SĄSIAAAD KURWAAA POLSKAAAAA BIAŁOOOCZERWONIIIII POLSKAAAAA

Zaśpiewałem razem z nimi. Z pieśnią na ustach wszedłem do domu. Ryba pokiwała z politowaniem głową. Margolcia pokręciła palcem wokół skroni. Tak jest, Pan domu wrócił, szacuneczek być musi!

39 komentarzy

  1. @Blogo, z tą masą to czy Ty przypadkiem nie odczytałeś maksymalnej dopuszczalnej masy całkowitej przyczepy?

    Kurcze, moje vw b6 kombi waży 1510 kg… ;-)

  2. O cholera!!! Możesz mieć rację. Zerknąłem w sieć i rzeczywiście waży mniej – nawet mniej niż moja najmojsza. Ale to ciekawe – bo wszyscy byli zaskoczeni brakiem dynamiki i uwierzyli w tak dużą masę.

  3. PoGOOD, na codzień jam jest zimna biurwa cytująca wykute na blaszkę, napisane w warszafce durne artykuły bez krzty humanizmu.
    Na blogu Rafała jestem chiba inną człowieką:)

  4. @ Linxus :
    Strona MINI podaje, że masa własna Country-Worksa w manualu to 1485…

    … ale jak doliczyć Blogusa + jego spodnie cisnące w kroczu (typu worek) + czapkę typu worek..

    … to się jakoś te “brakujące” 300 kg uzbiera… ;)

    ***
    (Wiem, wiem, wiem – przyganiał kocioł… ;)

  5. Alex – ja to mam podobnie – w robocie powaga i uosobienie pracowitości, a tu… kawał lenia ze mnie wyłazi… ;)

  6. A co do MINI – jestem ostatnio trochę nieteges – jedyne MINI, które mi się naprawdę podoba to… Clubman mojej księgowej. Brązowa S-ka z naklejką w kształcie śladów pazurów tygrysa na tylnym błotniku.

    Cóż – kiedyś jeździłem błękitnym Cooperem Cabrio, potem (przez moment) szarą, męską S-ką na czarnych osiemnastkach (ach ten dźwięk kompresorka, mniam…), a teraz jakiś się taki metroseksualny zrobiłem, czy co?

    Jest na to rada – nogi ogolić, piórko w dupcię i do rewii!!

    ;)

  7. Blogo a mógłbyś podać dokładny model twojego zegarka bo szukałem tego lorusa na necie to nie znalazłem takiego jak twój ;/ a podoba mi się bardzo.

  8. …tylko, że zakupy u Iwana najlepiej załatwiać rano, bo pod wieczór, przy tych upałach to mu już strasznie się pod pachą te zegarki zapocają…

    :D

  9. Co Wy kuźwa z tym zegarkiem?! On ma już dobre kilka lat i wątpię, by był jeszcze do kupienia. Ale jakby co, podaję wszelkie dane:

    Lorus Sports Water 100m Resist (oł jes!)
    Movement Japan (bałns bejbe!)
    VX43-X018 (coś jak pocisk ziemia-powietrze)

    Tak sobie myślę, że skoro jedna fotka przedramienia taki tumult wywołała, to może już najwyższy czas założyć bloga o ciuchach i fotografować się w przymierzalniach H&M?

    A stąd już do pstrykania żarcia jeden krok. Kurde, będę bonzem i dyktatorem blogosfery. Jaki jest skrót od Imperator, bo chcę sobie na liście lokatorów dopisać?

  10. Blogo, do imperator nie stosuje się skrótów – jak się reszta lokatorów na liście nie zmieści, to już tylko ich problem.
    Powinni być wdzięczni, że to właśnie Imperator ich wysiudał…

  11. Skrót od Imperator to chyba BlogomotIMP ;)

    A co do zmian osobowości to ja w robocie muszę być kawał ch… (reszta dziada). A jak se wrzucam komentki na blogaskach to już jestem słitaśny… Gdzie niby te nogi golą? ;)

    Poza tym co ja tam miałem? A, no tak, remont łazienki…awruk…

  12. Dali mu pewnie Miniacza zalanego pod korek.
    Stąd ta waga.

    Przeciętny kierowca nigdy nie dociąży tak auta;p

  13. @ZakiZaki: No ;( Ale coś musi w tym aucie być ciężkiego, bo nikt z nas tego nie kwestionował. 1800? Spoko, widać i czuć że jest ciężki. Coś w tym musi być… Acz nic a nic mnie to nie tłumaczy. Redaktor już ze mnie nie będzie.

  14. Za to jak jak dalej czytałem artykuł a Ty na siłę wszystko argumentowałeś wagą to aż patrzyłem na Ciebie z wyższością :D

  15. Nie wkurzały Was te flagi na autach ? – Szczególnie na autostradzie. Koleś wyprzedza mnie przy 140/150, a flaga ledwo trzymająca się resztkami plastiku bocznej tylnej szyby, celuje prosto między moje oczy.
    Przecież jakby takie tałatajstwo we mnie strzeliło to co najmniej zdarło by mi naskórek !

    W jeździe miejskiej to nie widzę problemu, miło się zrobiło na drodze jak na trzech pasach obok siebie jechały sztandary. Ale te flagi powyżej 80km/h chyba nie powinny znajdować się poza obrysem samochodu…

  16. Te lusterkowe flagi to nie problem, to jak odpadnie to nic nie zrobi (chyba, że z lusterkiem).
    Serce mi mocniej biło za każdym razem jak mijałem/byłem wyprzedzany ze znaczną prędkością plastikowy maszt skierowny niczym kopia prosto między oczy. Moje oczy. Jestem do nich przywiązany bardziej niż do mojej nowej przedniej szyby.

  17. Mi się sezonowy patriotyzm nie podobał…

    Gdyby euro zdarzało się co miesiąc, częściej umierali papieże albo spadały Tupolewy – mielibyśmy taką szopkę z flagami na codzień.

    Bo bez takich okoliczności to jednak wciąż Polak Polakowi..Polakiem.

  18. Jak zawsze ciekawe spostrzeżenia:)

    Tak mi się nasunęło odnośnie sterowania szybami, ułożonego centralnie na konsoli… po mniej niż miesiącu człowiek się przyzwyczaja, a po dłuższym okresie dochodzi do wniosku, że to nawet wygodniejsze i bezpieczniejsze. Dlaczego? Ponieważ wszystko jest w zasięgu jednej ręki, która i tak wędruje z kierownicy do lewarka. A jak już odpoczywa na lewarku, to sterować może szybami (w Mini na wyciągnięcie palca), w tym czasie druga ręka nieprzerwanie trzyma kierownicę.
    Płacąc np za przejazd autostradą ze sterowaniem w drzwiach – ile to się trzeba “nazmieniać” rąk, żeby wyciągnąć pieniądze/ bilecik z pasa środkowego, otworzyć szybę i podać.. a tak kilka ruchów mniej:)
    Wiadomo co kto lubi:)
    Nie podzielam jednak poglądu umieszczania sterowania szybami poniżej poziomu lewarka bo to już jest kłopotliwe.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *