#339 Forza Italia 2012

Zróbmy sobie przerwę w paryskiej opowieści i przenieśmy się na moment do Włoch (a w zasadzie do Obór), gdzie znów Forza Italia organizuje swój zlot. Mam ochotę im dowalić, bo…

…bo QbaS nie dał mi naklejki, ględząc coś o tym, że ma ją w sali, w której teraz jest wykład o architekturze Włoch epoki bunga-bunga i on nie chce przeszkadzać. Dawno takich bredni nie słyszałem. Ja mam jaja i jak kogoś nie lubię, to mu to w twarz mówię, a nie jakieś dyrdymały o prelekcjach. Co za hipster!

Kolejna sprawa: z rana Ryba z Margolcią nie mogły się wybrać z domu – najpierw coś tam, potem koleżanka do grzdyla przyszła i latały po domu z lalkami, potem „weź pranie rozwieś” – no i się dwie godziny na start „Rajdu turystycznego” spóźniliśmy. Dwie godziny, nędzne 120 minut, raptem 8 kwadransików – no normalnie korona by im z głowy nie spadła, gdyby na nas poczekali. Ale oni nie, o nieeeee… oczywiście, są równi i równiejsi, czekać tyle nie można – i rajd ruszył, załogi pojechały i gdy myśmy się pojawili o 14:03 (zamiast o 12:00) to oczywiście już po herbacie było. Co za bubki!

Raz mi się tylko coś podobnego w życiu przytrafiło – spóźniłem się kiedyś liche dwie godziny na samolot… i on odleciał. Lotniskowe bubki tylko na mnie patrzyły i zero współczucia. Ciężko było przetrzymać tego Boeinga chwilę dłużej? Miałem lekki bagaż, na kółkach, mogłem sobie do niego na ten początek pasa startowego podreptać. Dam sobie głowę uciąć, że QbaS lub inny krzychoo na co dzień na lotnisku pracują. Takich zachowań nie można w sobie ot tak wyrobić – one muszą być albo genetyczne, albo z korporacyjnego szlifu.

A na domiar złego, oficjalna prezentacja najfajniejszych aut zlotu przewidziana została na jutro (na niedzielę). No tak jakby QbaS i krzychoo nie odebrali ode mnie telefonu w czwartek z informacją, że będę w sobotę. Ile czasu trzeba, by zmienić harmonogram? Dwa dni to mało, by prezentację aut przełożyć na dzień, w którym będę? Mało?! O, tacy to właśnie są kumple, co nie patrzą dalej, niż czubek własnego nosa. Zasmarkanego.

Ale ja mam klasę i mimo tego, że obrażam się śmiertelnie, poznać nic a nic po sobie nie daję. Uśmiecham się, po plecach klepię i, jakby normalnie mnie nie olano i za nic miano, publikuje fotki z sobotniej imprezy. O tu i teraz.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Do 164 mam ogromną słabość. Najpewniej dlatego, że za młodu gnając codziennie na desce ku najlepszej osiedlowej miejscówce, by lepić tam kick-flipy i elegancko wyciągać sad-bone’y z siedmiu schodków, mijałem właśnie taką stojącą pod warzywniakiem. Nasiąkłem nią, oczy na niej wypatrzyłem – przepiękne proporcje i masywność sylwetki. Auto absolutnie ponadczasowe.

Wiecie, że stare auta to mnie tak średnio na jeża, ale w 164 bym wsiadł i na spotkanie typu „Matura 20 lat później” pojechał bez wstydu.

Czerwona jeszcze lepsza – opisywałem ją rok temu, niezły rodzynek, auto zlotu w 2011 roku. Że co? Że nadal go nie czujecie? Obadajcie profil, dla mnie bomba:

Nic bym nie zmienił.

Co innego tutaj, tutaj zmieniłbym prawie wszystko…

…począwszy od zderzaków, na tych czerwonych dodatkach kończąc. To nie jest tak, że 156 jest brzydkim autem. Ono jest cholernie piękne, ale ostatnio zauważyłem pewną prawidłowość – obłości starzeją i nudzą się 17 koma 4 razy szybciej niż kanty. Dlatego to dziś 164 wygląda rasowo, a 156 nadal ładnie… ale nic ponadto.

Gdyby ktoś mi obok siebie postawił 156 i 155, wziąłbym tego przerobionego Fiata Tipo. Bo kanciak. Bo jego rasowość drzemie w stłumionej sile, w ostrych liniach, w męskiej toporności – a nie pięknej urodzie karoserii. Starszy samochód ma być bardziej jak Daniel Craig a mniej jak Krzysztof Ibisz, c’nie?

Tych Fiatów kompletnie nie kumam:

Zrozumiałbym, gdyby to były Lancie albo jakieś budżetowe Ferrari. Ale jakoś znaczek Fiata mi się z takim projektem gryzie. I przez to, gdy widzę takiego centralnosilnikowego, tylnonapędowego Fiata X1/9, to zamiast sobie myśleć „Ale bym nim w miejscu zawracał na mokrym” wciąż mi po łbie lata: „Nieźle się ktoś w fabryce rypnął ze znaczkiem”.

W bocznych alejkach pięknego parku kwitł handelek – do kupienia był Fiat Kant za symboliczna złotówkę:

oraz – siedzicie? – Maserati (chyba BiTurbo) za symbolicznego tysiaka:

Zluzujcie berety, na bank w niedzielę już ich nie będzie.

Obok pięćsetki był obowiązkowy punkt programu każdego gościa imprezy – oprzeć się o Ferrari tak, jakby było moje, i przypozować do fotki robionej własnym telefonem przez kumpla. Potem krótkie poszukiwanie cienia, by cokolwiek było na ekranie widać, i szybka wrzuta na fejsa z obowiązkowym komciem „Wreszcie odebrałem :DDDDD” albo „Jadę ribądować lachony na oldtałn :-P”

Potem przylukałem mojego ulubionego Freemonta…

…który snorkelem, napędem 4×4 i ogólną dzielnością swojej minivanowej bryły z US&A czyni Jeepa trochę jakby zbędnym…

Na koniec, tuż przed definitywnym strzeleniem focha za brak naklejki, zbyt wczesny start rajdu i ten niedzielny (a nie sobotni) pokaz najlepszych aut, przyjrzałem się jeszcze Alfie GT, która bardzo ładnie się starzeje i dzięki ekstremalnie niskiej pozycji za kierownicą coraz bardziej mi się podoba:

oraz skonstatowałem, że Delta w czarnym macie
nawet przy kombinacie
górniczo-hutniczo-węglowym
urwie górnikom głowy.

Ołmajgad, ale częstochowską żenę na koniec zarzuciłem :-O

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

I co, cwaniaczki typu QbaS i krzychoo, jak się teraz czujecie? Nie chciało się po naklejkę iść, nie wpadło się na pomysł, by start rajdu opóźnić o marne 2 godziny, nie zaiskrzyło w synapsach i prezentacja zawodników nie została z niedzieli na sobotę przeniesiona. No właśnie! Pięknie! Cudowanie! Cóż za koleżeństwo! Wy dla mnie nic a ja twardo i męsko – urazy nie chowam, fotki puszczam i cały wpis Wam poświęcam, na niedzielę Wam Szwagrów zganiając. Miejcie się z pyszna. Znajcie mą charakterność.

No ja też wpadłbym w niedzielę, bo rok temu byłem i sobie chwaliłem, ale nie wpadnę, bo… bo żeście mnie wkurzyli ponad miarę, się mi przelało i mam Was dość, buce jedne w siebie zapatrzone, zero współczucia i zrozumienia, empatia jest wam słowem nieznanym, nie wróżę Wam sukcesów, tylko wy, wy i wy się liczycie, ależ się zirytowałem – czy wy w ogóle macie przyjaciół?! …bo mam już inne plany, Familiada jest o 14. Ale urazy nie chowam, gdzieżby tam.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

PS. Jeśli ktoś z Was, Szwagry Wy moje, będzie w niedzielę w Oborach na tym zlocie, to weźcie rozejrzyjcie się koło bramy wjazdowej za moim lewym okiem – duże, piwne, lekko przekrwione. Prawe wtoczyło mi się pod fotel i je znalazłem, ale lewe za okno poleciało i kaplica, nie mam go. Gdy wyjeżdżaliśmy z parkingu zlotowego, to minęło nas Lamborghini Espada i nim zdążyłem powieki zacisnąć, gały już mi wybombiło z oczodołów.

PPS. QbaSa i krzychaa o pomoc nie proszę, bo w sobotę udowodnili, jacy to z nich kumple. Ale urazy nie chowam. A nawet jeśli, to głęboko w sobie i się tym nie chwalę. Bo ja charakter mam i kumplem na zabój jestem, nie to co wy!

PPPS. A tak w ogóle, to jak się was pisze – Foża czy Forza?

23 komentarze

  1. Znam ten ból Blogo, nie raz spóźniłem sie gdzieś gdzie bardzo mi zależało na punktualnym przybyciu oczywiscie z powodu kobiety . No ale z nimi już tak bywa Haha . Kurde podobają mi sie coraz bardziej Alfy . Ale tutaj w Norwegii Alfa i Fiat to niezły egzotyk . Jeździłem sporo po kraju i nie widziałem żadnej Alfy masakra . Idzie zwymiotować od tych samych volvo , gdzie sie nie popatrzy to volvo albo toyota . Pozdro

  2. Trudno, żeby zmieniać harmonogram dnia tylko dlatego że jedna osoba się spóźnia.

    Po drugie jak się ma słaby dzień to się nie tworzy bloga…

  3. „Raz mi się tylko coś podobnego w życiu przytrafiło – spóźniłem się kiedyś liche dwie godziny na samolot… i on odleciał.” Samolot to nic , ale nawiązując do spotkania , które opisał Gardor lepiej aby to był odlatujący samolot niż ukochana osoba. A blog jak najbardziej spoko, apetyt na czytanie rośnie.

  4. Blogo! Ja byłem dzisiaj i Ci powiem, że dużo nie straciłeś. :) Nie było nic więcej niż wczoraj, więc nie wiem czy ta prezentacja, by była taka fajna. Aha, Duży Fiat nie miał już karteczki, że „za 1zł sprzedam” tylko miał po prostu „oddam w dobre ręce”, a to Maserati BiTurbo także nie miało karteczki o sprzedaży. :)

  5. Ojj blogo blogo, słabo sobie żonę wychowałeś :P

    A co do włoszczyzny to co następuje :
    -GT wcale takie fajne nie jest, ma wnętrze z 147 a to duży minus
    – 156 GTA będe bronił do upadłego, bez czerwonych felg i w normalnym kolorze wygląda, brzmi i jeździ przecudowaśnie
    -164 to klasyka gatunku i jedna z ostatnich Alf puszczonych do produkcji za czasów „samodzielności” Alfy
    -X1/9 po za idiotyczną nazwą ma wszystko na miejscu, a przejadżka i pojemność wytłumaczyły by Ci dlaczego ma znaczek Fiata a nie Ferrari :P

    I to by było z cała stanowczocią być może na tyle ;)

  6. Pingback: Koniec!
  7. Dobra Blogo,
    załatwiaj na test tego Freemonta.
    Stajesz ze mną i moją totalnie nieprzygotowaną do terenu terenówką na seryjnej oponie M+S.
    Ty możesz wybrać trasę, przejeżdżasz pierwszy.
    Tylko weź linę i szwagra z ciągnikiem.

  8. @zlomnik: Jeśli ta Twoja terenówka ma kubaturę i wagę porównywalną z Lancią Lamperią, to ją sami z błota wyrwiemy – bez liny, szwagra i ciągnika.

  9. To nie jest tak, że M+S nic nie mówi o „terenowości” opony, bo i AT i MT i szosowa może być M+S (nie znam się, płaskim jeżdżę póki co)?

  10. Buuuu, szkoda. Nie ukrywam, że poczytuję twòj blog głównie ze względu na przygodę z BMW. A jakieś trackday bądź inne kjs jeszcze planujesz czy cały koncept umarł?

  11. Jednym logicznym i oczywistym powodem jest chyba ogłoszona jakiś czas temu upadłość Nürburgring Automotive GmbH?

  12. @Szczypior – Wiesz, Blogo postraszył że przyjedzie to profilaktycznie wzięli i upadli… ;)

  13. @maciuś

    Swego czasu było BiTurbo w komisie w Zielonej Górze za dychę na otomoto… Może jeszcze stoi.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *