#341 Wyjątek potwierdzający regułę

– Panie Władku! – Wanda z księgowości krzyknęła za przechodzącym kierowcą. – Widział już je Pan?
– Już jest? – spytał Pan Władek, nie kryjąc zdziwienia. Pracuje w Ambasadzie od lat i jak do tej pory nic nigdy nie uszło jego uwadze. Wszystko wiedział jak nie pierwszy, to przynajmniej jako drugi. Jest w końcu kierowcą Ambasadora – któż inny miałby być lepiej od niego poinformowany? Szczególnie w tym konkretnym temacie!

– Nowe Volvo szefa przyjechało – powiedziała Wanda z nieskrywaną satysfakcją. Władek od dawna ją irytował tym swoim ogólnym zorientowaniem i miną, którą przybierał, gdy ktoś opowiadał mu o rzeczach, o których on od dawna już wiedział. Teraz ona triumfowała – a on gorzkniał w oczach. Bo nie wiedział.

Władek zgorzkniał, bo nie wiedział – więc zmarszczył brwi, odwrócił się na pięcie i ruszył ku windzie. Do garażu można było dostać się również schodami, ale on wolał nie ryzykować, bo z podniecenia mógłby zacząć biec, może nawet i po dwa schodki zeskakiwać. 18 lat temu, gdy pomagał szwagrowi na budowie, dźwignął zbyt ciężki worek cementu i wywaliło mu przepuklinę na prawo od pępka. Od tamtej pory uważa – nie wysila się, wszystko robi spokojnie i stara się trzymać nerwy na wodzy. Lekarz mu powiedział, że jak się będzie spinał, to mu znów flak z otrzewnej pod skórę wyskoczy.

Wysiadł na minus 2 i pewnym krokiem ruszył tam, gdzie dziś rano zaparkował wysłużonego już Mercedesa. Czyżby teraz w tym miejscu miało stać Volvo? Jeszcze dwa kroki, jeden i… ostrożnie wyjrzał zza węgła. Wanda nie kłamała. Piękne, błyszczące, granatowe, z malutkimi wycieraczkami na światłach. Zbliżył się powoli i przyklęknął. Położył ręce na masce.
– Ciepła. Przed chwilą Cię przywieźli. Moja ty… – przytulił policzek do lusterka i zaszlochał. Delikatnie, bez zanoszenia się – wszak lekarz nie kazał mu się wzruszać i napinać, coby flak nie wyskoczył.

– I masz już na chorągiewki… – czule musnął dłonią srebrne gniazdo…

…i przysłaniając przedramieniem światło jarzeniówki zajrzał do środka.

– Mój Boże… – westchnął cicho i profilaktycznie złapał się za brzuch.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Słyszała Pani o Władku? – Wioletta z księgowości, cała rozedrgana, zatrzymała Wandę na korytarzu.
– Nie, a co się stało?
– Nie wiemy. Przed chwilą wybiegł z krzykiem z gabinetu Ambasadora, trzymając się za brzuch!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Uspokoić się, tylko się uspokoić. Kolega szwagra był w wojsku i widział na własne oczy postrzelenie w brzuch. Ponoć z przepukliną jest tak samo. Mówił, że jak tylko flak wyskoczy, trzeba go energicznie wciskać. Włókna mięśniowe są jeszcze ciepłe, rozchylone – czasami udaje się flaka z powrotem na miejsce wepchnąć. I nie trzeba przejmować się bólem – on nic nie znaczy, on tylko przeszkadza, ogłupia. Dam radę.
– Aaaaarggghhhhh!!!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Widziałyście Panie może pana Władysława?
– Tak, tam pobiegł, Panie Ambasadorze.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Co za pomysł, żeby AC nie kupować?! Kraj bogaty, ambasady po całym świecie rozsiane, pensje płacą zawsze na czas, nigdy na nadgodzinach nie oszukali, a na Auto Casco dla jednego auta ich nie stać. Z portfela by wyjął, to by jeszcze reszty dostał! – Władek uniósł się w myślach i napiął, wypychając znów flaka pod skórę. Zaklął słowem siarczystym i mocniej brzucha ucisnął.

Bez AC się nie ruszę, życie mi miłe. Przydzwonię w cokolwiek i co potem? Na zderzak oszczędności pójdą, reflektor dzieci będą spłacać a gdzie pieniądz na te wycieraczki?! Jak dziada mnie pochowają przy płocie za cmentarzem, bo skąd na msze dać, jak komornik będzie siedział na chałupie? Na stare lata mi przyszło pociągiem wracać. Z Sułkowic jak będę szedł, to się spalę. Wasilewski, Waligóra, Wągiel – oni wszyscy tylko czekają, żeby mi nie poszło, żeby mnie zwolnili, żebym z nimi u Werczyńskiej pod sklepem siarę walił. Będą mieli teraz używanie, nosz kuźwa mać! – znów się uniósł i jeszcze bardziej mu ten wepchnięty chwilę wcześniej flak pod skórę wylazł.
– Aaaaaarrrrghhhhh!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Panie Ambasadorze, to chyba stamtąd! – krzyknął Wiesław z marketingu.
– Tutaj. Jest tutaj! – zawołała Wiktoria z działu wizowego.
Ambasador ostrożnie uchylił drzwi schowka gospodarskiego i ujrzał w środku zwiniętego w kłębek Władka.
– Może Pan wstać?
Władek pokiwał głową.
– To niech Pan wstanie. Porozmawiamy.

Uniósł się sapiąc ciężko, bo mięśnie brzucha paliły go żywym ogniem. Uciskanie pomogło – śladu po flaku nie było, ale ból trwał w najlepsze.

– Panie Wiesławie, niech mu Pan pomoże wstać i przyprowadzi go do mojego gabinetu – powiedział Ambasador i odszedł ciężko wzdychając.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Jak brzuch? – spytał Ambasador, gdy Władek opadł bezwładnie na obszerny fotel.
– Przejdzie.
– Zdarzyło się to Panu już kiedyś?
– 18 lat temu, na budowie. Źle ciężar schwyciłem i mi przepuklina wyskoczyła. Od tamtego czasu uważam, się nie denerwuję i nie napinam, ale dziś…
– No właśnie, też chciałem o tym porozmawiać. Takie czasy nastały, Panie Władku, że wszędzie się oszczędności szuka. Jest Pan moim kierowcą ile to już lat, osiem chyba?
– Osiem i pół w czerwcu było.
– Osiem i pół, mój Boże. No i nigdy Pan stłuczki nie miał, nawet przytarcia. Dlatego z AC zrezygnowałem. W obecnych czasach nie możemy sobie pozwolić na taki wydatek. Cudem na nowe auto wygospodarowałem z budżetu, przesunięcia robić musiałem. Ale AC jest poza naszymi możliwościami. Może w przyszłym roku, tego nie wykluczam. Ale ten rok musimy przejeździć ostrożnie, sam Pan rozumie. Odpowiedzialność jest po stronie kierowcy. Chyba że mnie Pan wiezie, wtedy jest pan w pracy i nasz fundusz wszelkie nieszczęśliwe zdarzenia pokrywa. Ale poza pracą, sam pan rozumie. Ja nie mam nic przeciwko, Pan może z auta korzystać do woli – nigdy przeszkód nie czyniłem, Mercedesa miał Pan wedle potrzeb. Ale teraz trzeba ostrożnie, bo nie wszystko, odpukać, da się z OC pokryć.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

6 lat później mój serdeczny przyjaciel z dzieciństwa – Doman – stał w sekretariacie Ambasady i rozmawiał z Panem Władkiem. To już nie był ten sam człowiek co wcześniej – posiwiał, skurczył się, jakby zmarniał i zanikał. To przez sąsiadów – drwili dzień w dzień, gdy z pociągu wysiadał i przez wieś szedł.

– Mercedes miał wszystko popłacone – snuł opowieść Pan Władek – ale nie lubiłem go zbytnio. Obok Słomczyna mieszkam, tam co drugi to Mercedes, a reszta to szmelcwageny. Jak się dowiedziałem, że na Volvo zmieniamy, to tydzień spać nie mogłem. To było coś! Takich aut się na giełdach nie spotyka, one na wsiach niepopularne, po nich widać, że są z miasta, z samego centrum!

Przerwał na chwilę, pociągnął łyk gorzkiej herbaty i kontynuował:
– Widziałem już ich miny. Z Mercedesa się śmiali – co drugi takiego miał a bez roboty był. Z zasiłków, i tego mleka co sprzedali, sobie merole pokupowali. Szroty śmierdzące, ale z gwiazdą. Lakier pokładli, to się świeciły jak ten ambasadowy. Jak luj w nim wyglądałem, jak jeden z nich. Volvem miałem im gęby zamknąć, pokazać gdzie ich miejsce, ale oszczędności przyszły…

Pan Władek zamyślił się, pociągnął łyk herbaty i…
– Strasznie mały przebieg – zagaił Doman w swoim stylu, czyli z wyczuciem i ze swadą, których spodziewać się można co najwyżej po maszynie zrywającej asfalt.
– A jaki ma być? – wzruszył ramionami Pan Władek zły, że się wygadać nie mógł. – Szef ma willę tu obok, może z raz w tygodniu jechał gdzieś dalej. Panie, ja PINu do karty paliwowej kilka razy zapomniałem, bo jak tankowałem raz na kwartał to wszystko.
– A pan nie jeździł?
– Panie, bez AC? Ja mam przepuklinę, jak się nie mogę denerwować.
Doman przytaknął bez zrozumienia, jak zwykle zresztą, i zostawiwszy na biurku kopertę z ofertą przetargową wyszedł bez słowa.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Poczekaj chwilę, Doman dzwoni – powiedziałem do Ryby i odebrałem. – No?
– Wygrałem to Volvo!
– Pierdzielisz?!
– No na serio! Trochę co prawda przepłaciłem, ale wiesz jak jest w przetargach – wrzucasz cyfrę w kopertę i tyle. Ten drugi dał ode mnie ponad 2 tysiące mniej, ale wiesz co? Wali mnie to. Stary, mam Volvo, czujesz!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Gdy kilka dni później przyjechał, to poczułem. Był wielki i trochę niezgrabny (mowa o samochodzie, choć Doman również jak najbardziej się pod opis łapie), ale środek miał w najlepszym stylu – solidny, tłusty i taki męsko wykończony – żadne tam plasticzki i sreberka – skóra, drewno i pokrętła.

Jest taki frazes, który idzie tak: “Dziś już tak się aut nie robi”. Wyświechtany, przelatany, durny frazes. Ale przy tym Volvo jakoś tak nie razi i prawdy nabiera. Bo dziś chyba naprawdę już tak się aut nie robi. Ani tak jak ten Volvon, ani tak jak moja najmojsza. Tak tłusto i solidnie. Z taką wrodzoną gęstością – dotykasz i wiesz, że to przetrwa wieki. Że jest za grube, zbyt mocne a przez to niewysilone i trudy codzienności znosi łatwiej niż kura jajko. Coś w tym jest, normalnie coś w tym jest…

A nie dalej jak kilka dni temu Doman mi powiedział, że chyba je sprzeda. Bo Volvon ma już ponad 10 lat. Bo się nim boi gdzieś dalej jechać, żeby awarii w polu nie złapać. Ale na pytanie, czy kiedykolwiek go zawiodło, odpowiada: “No co ty?! Dwa koma dziewięć w benzynie się nie psuje!”. Ale chce sprzedać, taka to logika bankowca.

Ja mu odradzam, bo nic lepszego nie kupi. Że niby nowsze V70? Litości – bliżej mu do Chin niż Szwecji. Bo ja uważam, że takie auto jak ten jego ambasadorski Volvon to trzeba trzymać póki więcej zdrowej blachy jest od rdzy. Bo kupione było okazyjnie – może i drogo, ale jak elegancko – ambasada, Pan Włodek i jego flak, który w dniu przetargu znów mu wyskoczył. Bo mimo, że autem prywatnie nie jeździł (bo się Ambasador nawet po kilku latach na AC nie szarpnął), to pokochał je szczerą, chłopską miłością. Kilka razy w godzinach pracy (gdy był finansowo chroniony) podskoczył nim do Sułkowic. A wtedy nawet ten idiota Witek butelkę upuścił, jak mu się obok zatrzymał i szybą zjechał do połowy, zapach waniliowych choinek wypuszczając ku niemu.

Wyjątek potwierdzający regułę – to takie coś, co masz w głowie, ale znaczenia nie kumasz. W liceum podłapałeś i tak powtarzasz. Wyjątek potwierdzający regułę. Ale jaki wyjątek i jak reguła, do diaska?! I jak coś, co jest kompletnie od czapy, może potwierdzać istnienie czegoś innego? Nic nie kumam.

Na rynku nie ma okazji. Statystycznie ich nie ma. To znaczy są – ale w liczbie absolutnie pomijalnej. Występują jako błąd statystyczny. Są… no właśnie… są prawie nieistniejącym wyjątkiem potwierdzającym regułę. Że okazji nie ma.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Doman, jak sprzedasz to Volvo, to Ci już nigdy nie dam forów w babinktona. Już nigdy nie zagramy tak, że Ty zaczynasz od razu z dziesięcioma punktami przewagi. Już nigdy nie będę Ci nagrywał na środek pola. Przestanę ci dawać tylko górne, opadające lotki. Rozumiesz! Już nigdy ze mną nie wygrasz i podczas meczu będziesz musiał biegać!

No, chyba że sprzedasz Volvona synowi. Wtedy to co innego – nawet i dwa seciki Ci podaruję. Dotarło?!

28 komentarzy

  1. Znajoma mojej mamy dostała służbowy samochód na własność wracając z Anglii do polski. S80. Jakoś tak się niefortunnie potoczyło, że chciała go na szybko sprzedać, i poszedł za… 3 tys.

  2. Fajne auto tylko szkoda ze tak dużo plastiku we wnętrzu jak na tą klase…
    BTW ile gdzieś warte takie Volvo?

  3. Damian, ja już wolę plastik wyglądający jak plastik niż plastikowe aluminium, plastikowe drewno czy plastikowy karbon.

    I plastikowa skóra odparzająca tyłek.

  4. Volvo z danych lat to naprawdę niezrównane maszyny. Pamiętam jak jakiś czas temu mój dobry kolega przyjechał ze Szwecji Volvo 360 z bodaj 85′ roku (bezstopniowy automat!). Auto użytkowane w tamtejszym dość surowym klimacie przez te wszystkie lata nie ucierpiało, prowadziło się fajnie i miało napęd na tył!

    A ten motor z s80 o pojemności 2.9 to chyba jest biturbo?
    Od ambasady to raczej pewny zakup, ale taki motor z rąk prywatnych od jakiegoś Janusza z wąsem to bym się bał kupić.

  5. Prawdziwe drewno to albo na konsoli w BMW powyżej 500 tys zł albo w zawieszeniu Dacii poniżej 40 tys zł;p

  6. no no no. Pan się powoli w powieściopisarza przemieniasz. Dobry tekst, bardzo mi umilił poranne czynności fizjologiczne za co jestem bardzo wdzięczny :)
    Robisz jakiś spocik we stolycy??

  7. Alex nie pleć dziwnych bzdur bo nawet samochody za 15tys. mają prawdziwe drewno, prawdziwą skóre i prawdziwe stopy metali we wnętrzu :) Nie tylko bmw jest luksusowe.

  8. Ale 406 to nie ta liga;) 607 też kupisz za 15 tys. i tam jest prawdziwe drewno.

    A S80 to poczciwe auto. Wuja kupił 5 lat temu nową, to chyba jeździ nią tylko od święta , a tak dociera Audi A6. Starsze S80 bardzo mi się podobało, w tych nowych gdzieś ten urok zanika…

  9. Dlaczego tydzień po zakupie Saaba nagle pojawiają się takie smaczki !?! Przecież ja bym tę Wołowinkę rachu ciachu zakupił !
    Nawet za 3tys !

  10. W żadnym e36, e46, e90 nie widziałem piktogramów na przyciskach pościeranych. W moim f10 już 3szt. są prawie łyse (paznokcie obcinam, naciskam z czułością).
    Dziś już się tak aut nie robi jak kiedyś…

  11. mono, trochę lipa jak pościerają się oznaczenia. zechcesz grzanie zydla włączyć a wciśniesz omyłkowo “DAS KATAPULTE AUF”.

  12. Po co piktogramy skoro BMW zmniejsza liczbę przycisków na rzecz iDrive? Pewnie niedługo dadzą tylko jeden nieopisany przycisk, a jego aktualną funkcję będzie się wybierać na ekranie dotykowym. Niedługo po tym wprowadzą jeden pedał i w iDrive będziemy wybierać czy chcemy gaz, sprzęgło czy hamulec :)

  13. wszystkie najwazniejsze opcje zawsze beda pod 1 przyciskiem, taka jest obecna polityka i watpie, zeby sie to zmienilo :P

    chociaz juz niedlugo czuje, ze bedzie autopilot, ostatnio bawie sie aktywnym tempomatemi jedyne co mi zostalo to kierowanie lewo prawo,

  14. A potem jedno koło, i w iDrive będziesz wybierał kiedy ma być przednie prawe a kiedy tylne lewe. Oczywiście w tym samym momencie będziesz musiał zmienić którym wahaczem ma być ten jedyny wahacz w Twoim BMW i pod którym pośladem masz mieć ten jedyny kawałek skóry w Twoim samochodzie.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *