#342 Klątwa spełnionego marzenia

Zawsze chciałem napisać tekst, który w tytule miałby słowo klątwa. Jest w tym wyrazie coś niepokojącego – nie dość, że brzmi tak, jakbym pociągnął z baśki w blachę falistą (Kląąąt!), to jeszcze niedaleko mu do słowa mątwa, które ma taaakie mroczne konotacje, że ojej.

Dawno temu (AD 2001) pilnie potrzebowałem samochodu, a że byłem akurat poważnie zrażony do używek, załatwiłem formalności leasingowe i ruszyłem w obchód po salonach.

Początkowo chciałem Civica, ale zraził mnie tandetą wnętrza i tym, że pod koniec 2001 roku (to były pierwsze dni tej Hondy na rynku) sprzedawane było tylko dychawiczne 1,4 na 14-calowych stalówkach plus kapsel w opcji za prawie stówkę sztuka.

Corolla miała wejść lada miesiąc, a mi się czekać nie chciało. Dziś żałuję – ta Corollka swoim gerberowym i kapeluszowym charakterem idealnie pasowałaby do mojego beżowo-sztruksowego usposobienia.

Leon w akceptowalnej cenie nie miał ani dobrego silnika na benzynę, ani radia, ani klimy – miał za to siedzisko fotela tak miękkie, że aż mi między udami wychodziło mosznę boleśnie w górę wypychając.

Xsarę odrzuciłem, bo w 2001 roku była już dość stara – acz muszę przyznać, że mnie nęciła – w mojej cenie mieściła się wersja 2,0. Tylko jakoś nie mogłem się za kierownicą usadzić, no i wnętrze kompletnie mi nie leżało.

Pierwszy Focus nigdy mi się nie podobał – acz muszę przyznać, że jeździł genialnie. Tylko że to nie rekompensowało brzydoty karoserii i wnętrza. No i słabej pozycji za kółkiem – taboretowej do granic możliwości. Tylko Megane ją przebijało.

No właśnie, Megane… ono jakoś wtedy do mnie nie przemawiało. I dziś nie przemawia. Tak się zastanawiam, czy kupując teraz takie coś z 2001 roku nie awansuje się do ligi „Buyer-Frajer”. Od kilku lat uwielbiam Renault (głównie za RenaultSport), ale wtedy z tym kompaktem pokpili sprawę. Co tam jeszcze? A, no tak…

…Stilo mi się podobało (i nadal podoba), ale było zaskakująco drogie. Kurde, ależ w 2001 roku ten samochód robił wrażenie – szeroki, kanciasty i tak potężnie we wnętrzu zabudowany. Gdyby był tańszy, dziś byłbym już członkiem seniorem w Forza Italia.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Po co ten zdecydowanie zbyt długi wstęp? Primo – bo nie umiem się w pisaniu opanować, oraz secundo – by dowieść, że wybór Almery był pozbawiony emocji – miałem mieszkanie zawalone ulotkami i wycenami z ASO, analizowałem, kalkulowałem i skończyło się na Nissanie.

To niewiarygodne, że chłopak w wieku 25 lat kupił sobie auto w tak wyrachowany sposób. Od tego czasu nie mam do siebie za grosz szacunku. Gdy tylko się widzę w jakiejś witrynie sklepowej, spluwam z obrzydzeniem. Ostatnio pokłóciłem się ze sobą podczas mycia zębów. Golę się po ciemku i tylko na walerianie, by sobie z nienawiści ryja nie porżnąć.

Ale.

Almera nigdy nie była samochodem moich marzeń – i dziś wiem, że tylko i wyłącznie dzięki temu – że nie była autem moich marzeń – tak wspaniale przeżyłem z nią 11 lat. Nigdy się o nią specjalnie nie troszczyłem, parkowałem byle gdzie, myłem raz do roku, jeździłem po największych dziurach i jak było trzeba (bo z naprzeciwka jechał pług śnieżny), to wpadałem w zaspę po lusterka.

Była przedmiotem użytkowym. Genialnym przedmiotem użytkowym, który na dobrą sprawę nigdy mnie nie zawiódł, mimo tego, że traktowałem ją jak przedmiot użytkowy właśnie – bez zbędnego namaszczenia, wszelkie tak zwane czynności wykonując na ostatnia chwilę.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A tymczasem.

Ja od zawsze marzyłem o trójce, bo mi mentalnie pasowała. Bo primo – to jest BMW, a ja należę do tej drugiej grupy ludzi. No wiecie – bo ludzie dzielą się na dwie grupy – dla pierwszej BMW to wieś i szpachla, katowanie na zimo i dużo dymu z opon – a dla drugiej to genialnie wyważone, świetnie zaprojektowane i agresywnie tylnonapędowe auta.

Ale wracając do marzeń o trójce. Ona mi zawsze leżała, bo primo to co powyżej, i secundo: nie jest tak biznesowo sprofilowana jak piątka, ani tak młodzieżowa jak trójka w kompakcie (o jedynce nikt wtedy nie słyszał). I co się stało? I teraz mam trójkę w naprawdę genialnym stanie, z silnikiem o jakim wcześniej marzyłem.

No i to jest kuźwa klątwa – klątwa spełnionego marzenia. Za bardzo chciałem i teraz tak bardzo się cieszę, że zamiast być karafką pełna radości, jestem wiadrem pełnym stresu i wanną pełną rozterek. Lub cokolwiek.

W Nissana wsiadałem i jechałem. W moja najmojszą zanim wsiądę, to myślę, czy warto ją ruszać. Stoi tak ładnie zaparkowana (acz na ogół krzywo – to taka moja forma buntu), umyta, z dala od drzew. Po co ją niepokoić trzaskaniem drzwi, po co ją męczyć zimnym rozruchem, po co tłuc się po kostce parkingowej? Przecież mam niedaleko – 4 minuty do metra, 7 przystanków i kwadrans na piechotę. Nie opłaca się samochodem jechać – tak dziś sobie mówię, ale jeszcze pół roku temu przez myśl mi nie przeszło, by do miasta inaczej niż Nissanem się dostać. Bo był przedmiotem użytkowym. Moja najmojsza jest… no właśnie, czy ona jest?

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Gdy kiedyś lataliśmy na długie wakacje, Nissan zostawał pod blokiem. Wracałem po raz ostatni z pracy i parkowałem go byle gdzie – bez strategii i pomyślunku. Gdy wybieraliśmy się niedawno na 2 tygodnie do Paryża, moja najmojsza trafiła na zamknięte osiedle Juniora, tuż pod okna jego sypialni. 10 minut ją parkowałem by mieć pewność, że nikt jej przechodząc nie zarysuje, i że stojące nieopodal drzewo będzie kapać sokami bardziej na chodnik.

Kiedyś każde zakupy robiliśmy w innej galerii handlowej – bo do każdej nas Nissan zawoził. Teraz jeździmy tylko do Złotych Tarasów, bo tam łatwo jest metrem dojechać. Bo kiedyś słysząc: Właściciel auta o numerach… rozglądałem się wokoło chcąc uświadczyć gościa nerwowo biegnącego na parking. Teraz nim wybrzmią pierwsze dwa słowa ja już jestem przy najmojszej.

Hipermarket. Kiedyś wciskałem się w pierwsze rzędy – im bliżej wejścia, tym lepiej. Teraz jest z goła inaczej a rekord pobiłem niedawno – gdy pojechaliśmy po zakupy szkolne (początek września), zaparkowaliśmy bliżej domu niż wejścia do sklepu – by ktoś w tym tłoku broń Boże drzwiami w lakier nie przywalił.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

To jest klątwa, pieprzona klątwa. Za bardzo sobie tę trójkę wymarzyłem. Za bardzo się nią cieszę. Za bardzo mi się podoba.

Wczoraj. Wczoraj kropla coś tam przelała. Mało tego – nawet ucho się od czegoś urwało. I uznałem, że już dosyć, dosyć tego cackania się. Wielbię moją najmojszą, ale to jasnej cholery – to jest tylko samochód!

W miniony weekend przeszedł mi koło nosa ostatni w tym sezonie Track Day w Poznaniu – żałuję łzy lejąc, ale mi rodzina / praca nie pozwoliły. Ale coś się na Ułężu kroi. Że asfalt jest tam nierówny i ma łączenia tnące opony? Wali mnie to. Zbyt długo się z moją najmojszą cackałem i dla własnego zdrowia muszę jej trochę dać w palnik. Ona to zniesie na luzach, a mi wreszcie, śladowo bo śladowo, ale testosteron się w organizmie pojawi.

Bo już naprawdę dłużej tak nie mogę – przez te lęki o auto zauważyłem, że gdy stoję, to mi się nóżki tak w kolankach zginają do środka, tak bezradnie i smutno. A dziś rano owinąłem szyję delikatnym szaliczkiem. I się kuźwa miarka przebrała!

Co ja jestem, emo-kuźwa-hipster?! Dosyć smyrgania deski i polerowania blach. Najmojsza, the boy is back in town, szykuj się na wypalanie nagaru!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

PS. Oby padało, oby padało, oby padało…

64 komentarze

  1. Auta dzielą się na dwie grupy: przedmioty użytkowe i obiekty uczuć. Przedmioty użytkowe nie wzbudzają w nas kompletnie żadnych uczuć, są od przewiezienia nas z punktu A do punktu B. Jak się uciapią błotem, niech będą uciapane. Jak ktoś je porysuje – trudno. Taki przedmiot jak lodówka albo kostka chodnikowa. Obiekty uczuć powodują w nas wszystkie stany emocjonalne od miłości do nienawiści. Masz Alfę? Kochasz ją bo jest piękna, nienawidzisz – bo zawieszenie sypie się w niej jak tirówki na obwodnicach. Ale coś do niej czujesz.

    Widać, że chciałbyś przełożyć BMW z jednej kategorii do drugiej, ale to będzie trudne. Przecież nie tak łatwo z kochanki zrobić pralkę ;)

  2. Mam takie pytanie: Czy każdy, kto założy bloga musi tu spamować swoim wypowiedziami czasami nawet nie na temat, ale ważne by był link i nazwa bloga w nagłówku komentarza ? Koniecznie musicie ?

  3. Proponuje jeden dzień otwarty. Bez filtrów i barier. Niech zaleje nas fala spamu i ofert powiększania i przedłużania…

    1. To byłby hardkor. Ostatnio znaczną część spamu stanowią wpisy gości (gościa?), co się podpisuje mną lub połową Waszych nicków, lżąc innych. Czasami mam mega ubaw, jak znajduję w spamie komcia od siebie z tekstem „dowolny_nick ty chuju” ;)

  4. Znam to.
    W niedzielę rano zwykle widzę że ktoś z mojego telefonu dzwonił wiele razy nocą.
    I smsy wysyłał.
    I na gorzałe ludzi zapraszał.

    Nnnie wiem..nie pamietam:)

  5. Blogo…nie znam Cię, więc trudno mi powiedzieć czy cały ten post to ironia czy mówisz serio…
    Toż to zwykła trójka jest :) Ja wiem, że każdy ma inne marzenia i możliwość ich realizacji…no ale nie przesadzasz trochę? Pojeździsz 2 lata, sprzedasz, dołożysz trochę i kupisz kolejną…może tym razem 330i. Jakbyś usunął z postu o jakim modelu piszesz (zostawiając jedynie markę) to pomyślałbym, że piszesz o M3 E30 w idealnym stanie z przebiegiem 24508km :)
    Peace!

  6. Blogo a mi się zdaje, że troszkę żal kasy na paliwko jest by do centrum turlac się trójeczką no i fakt, mi też by było szkoda, gdyby ktoś ją źle potraktował.. ;)

    Na początku po kupnie Alfy było to samo, ale teraz? Teraz przez idiotów w Sopocie nie umiejących parkować, przez Panią co zakupami mi tylną klapę porysowała auto ma tyle „Suvenirów” i taki sentyment mam, że już nie zważam na ryski, drogi, parkingi – auto stało się moją integralna częścią i żyjemy „pełnią” a co tam.. ;)

  7. A nie można by po prostu usunąć tego pola strona internetowa i zrobić tak, żeby tylko posty Blogo wyświetlały się na czerwono, skoro to tak ludzi irytuje ?

  8. Beznadziejny, męczący jest ten początkowy okres po zakupie, kiedy to się chucha i dmucha, 5x patrzy w lusterko cofając, czy zatrzymuje na łączeniach asfaltu aby przypadkiem nie urwać amortyzatora… dlatego pierwszą rysę na lakierze trzeba jak najszybciej sobie zrobić samemu…

    ajj… zapomniałem wstawić linka… :/

  9. Co z tego, że zwykła trójka? Nie warto o nią dbać z tego powodu, że to zwykły sedan z 2.0 pod maską?

    Wszystko trzeba wypośrodkować.. wiem o co chodzi, bo też miałem okres, że samochód pochłaniał zbyt wiele uwagi i był za bardzo głaskany ;)

  10. A ja ze swoim już od sierpnia się umawiam na polerke i jakoś nie mogę. A mam już ślad od drzewka na spodzie zderzaka, i ryske od niewiemczego przy wlewie gnojowki…

  11. To mówię ja – Jarząbek.

    Blogo doskonale wiem co czujesz, bo przechodziłem to już dwa razy, a właśnie jestem w trakcie 3. choroby na Saabinkę :)

    Z aut do miasta to nie patrz na markę, tylko jak najmniejszy silnik, lpg, wspomaganie i 2 poduchy.
    Ważniejszy będzie stan karoserii i podwozia niż znaczek na masce.

  12. No to witaj w klubie … nawet nie chcę rozpisywać się na temat mojej paranoi …. wychodząc z auta oglądam je dookoła pod światło czy nikt aby drzwiami nie dotknął … doszło do tego że zaczynam widzieć na blasze gdzie są wzmocnienia i z tym skrzywieniem pojechałem do fachowca od wgniotów żeby mi coś z tym zrobił … Blogo ….. czaisz ze wzmocnieniem pojechałem bo gdzieś się lakier załamuje „inaczej” :) Tylko delikatnie wspominę o tym że parkuję tylko równolegle … nigdy prostopadle – a markety wybieram te które mają strategiczne miejsca …. Takie między dwoma słupami czy koszami na śmieci … takie żeby nikt obok nie stał :)

    Może to się da leczyć – nie wiem ….. ale ja od zawsze kupowałem auta z tej drugiej kategorii …. z tej kategorii przedmiotów pożądania (lepsze gorsze) ale zawsze takie które mnie cieszyły, jarały …. i w efekcie życie skracały o co najmniej 20%

  13. @CapaBarsavi – ale to raczej nie są Warszawsko-miejskie kilometry :).

    Inna sprawa, że nabicie samych kilometrów w Kaliforni czy innej Arizonie garażując samochód to nie to samo co przejeździć choćby i 80k po polskich miastach trzymając samochód pod chmurką. Jak dziś oglądałem pordzewiałe śruby na wahaczach i myślałem o tym, że muszę wreszcie wymienić tarcze i bębny, bo wyglądają jak rude ciasto francuskie, to mi się trochę słabo robiło.

    Też bym chuchał i dmuchał. Dlatego ze swoim autem marzeń przeczekam kilka paździerzy i mam nadzieję, że będę mógł je wstawić od razu do garażu :)

  14. To sobie lepiej przygotuj mały palnik na gaz, wd40, młotek, dość dużą dźwignię i nie mniejsze pokłady cierpliwości :)

  15. Ej, można kochać auto a mimo to sobie trochę pozwolić od czasu do czasu. Moja zielona miała ciężkie życie, wyglądała … no raczej niespecjalnie. Porysowana, z reguły ufajdana błotem po dach, za moim fotelem dyżurny śmietnik. Ale mechanicznie – bez zarzutu. Tylko coś mi zaskrzypiało nie tak, jak powinno – telefon do braciaka, że „się zepsuło”. Silnik dopieszczony przez dobrego mecha, regularnie nagar wypalany ;P Paliwo zwykle na jednej sprawdzonej stacji.

    Można auta używać do codziennej orki, do poszalenia, do wożenia się – i mimo, że jest przedmiotem użytkowym – kochać je i dopieszczać, jak ulubionego misia w dzieciństwie.

  16. Blogo, było sprzedawać Nissana ? Teraz byłby jak znalazł. Nie kupuj „trupka” za 2-3tys bo to będzie więcej stało i gniło niż jeździło. Na dodatek Twoje dziewczyny się pewnie zbuntują i nie będą chciały do padliny wsiadać… Używaj normalnie E46 :)

  17. Ja chyba dopiero zaczynam popadać w ten stan. Chucham i dmucham na swój dresowóz, ale nie boję się nim jeździć i parkować gdzie popadnie. Może to dlatego, że jak dotąd tylko raz ktoś mi drzwiami na parkingu przyłożył?
    Za to mam inne zaburzenia. Jak wychodze z pracy to zawsze mam myśli, czy jeszcze stoi tam gdzie zostawiłem? Jak zbliżam się do miejsca, gdzie zaparkowałem to wypatruję kanciastej mordy, jak tylko nie widze tam gdzie wydaje mi się, że zostawiłem to od razu ciśnienie mi skacze. Za każdym razem tak jest jak gdzieś zostawiam wóz.

    Z innej beczki: Jaki jest koszt takiego trackdaya? Na stronie motoparku Ułęż jakichkolwiek informacji brak. Z resztą tę stronę lepiej przemilczeć…

  18. Jak Cie czytam Blogo to myśle se że mogłem kupić od Ciebie tego bezpłciowego Nissana :)

  19. @Krz: 250 zł.
    @All: Zluzujcie w temacie linków, bo sam się zawsze i wszędzie nazwą bloga podpisuję i mi się zaraz głupio zrobi, żem taki nachalny.
    @grigorij: A kto powiedział, że Nissana sprzedałem? Proces w toku.

  20. wracając do tematu:
    pierwszym moim autem był VAN odziedziczony po mamie. stara amerykańska Honda Shuttle, którą kochałem jak tylko mógł studenciak kochać 7osobową landarę- nadawało się to to i na dojazd na uczelnię i na wypad nad morze z szóstką przyjaciół na pokładzie. I żadnych namiotów brać nie musiałem bo wystarczyło tylne kanapy położyć na ziemię :)
    Ale samochód już jak go dostałem był tu i tam przerysowany, trochę mama zaokrągliła zderzaki a sprężyny skrzypiały tak, że wszyscy znajomi mówili na tą furę HONDA PIKU PIKU :) wtedy nie wiedziałem, co to znaczy dbać o samochód – wystarczyło zebrać zrzutę na wachę i jechać na Hel.
    Moim następnym autem był funkiel-nówka-sztuka-prosto-z-salonu-zrywałem-folie-z-siedzeń LEON w dieslu. No i się zaczęło. myjnia przynajmniej dwa razy w tygodniu, sprzątanie dwa razy w miesiącu, krzyk i awantura jak ktoś wsiadł nie otrzepawszy butów w sposób satysfakcjonujący :) miałem tak prawie rok. bo tydzień przed pierwszymi „urodzinami” Leona facet wyjechał z podporządkowanej i Leon poszedł na żyletki.
    Później na pół roku przejąłem od babci Peugeota 106 1.0 KAT (dane z dowodu rej :) )w pięknym białym kolorze z naklejką postaci na wózku na szybach i znowu zapomniałem o tym, że auto to coś więcej niż mikrofalówka (jak nic w środku nie wybuchnie to nie myjesz).
    Jak udało się po ojcu wyłapać jego piękną E39 to wszystko wróciło ze zdwojoną mocą. Wkręciłem się do tego stopnia, że zacząłem uważnie studiować kosmetykaaut.pl (niby bloga nie mam ale jakieś tam adresy znam) i bardzo nieudolnie naśladować prace gości, którzy tam swoimi relacjami się chwalą. Żona mnie nienawidzi. Pluje na mnie i bije mnie kluczem francuskim za każdym razem jak jej mówię, że idę na moment do garażu.
    Ale facet, który kupił ode mnie E39 wyglądał na zadowolonego :)
    Mój post jest jak monty python i jarosław-polskę-zbaw. Bez pointy

  21. Ja stoję przed podobnym dylematem bo wiem, że będę miał podobną korbę po kupnie nowego samochodu (normalnie dochodzę już do wniosku że dla dobra kondycji psychicznej lepiej auta nie zmieniać). Ale od początku: jestem szczęśliwym posiadaczem ibizy II rocznik 95 (w przyszłym roku uroczysta osiemnastka:) parkuję gdzie się da, na krawężniki nie zważam, staję pod każdym drzewem itp. autko jest totalnie bezawaryjne i polegam na nim w 100% więc pod względem użytkowym jest dla mnie bezcenne. Od około roku jednak, coraz mocniej przymierzam się do zakupu (proszę bez bluzgów…) Alfy 159. Dla mnie jest to najpiękniejszy samochód pod słońcem, oczywiście spośród tych na które mnie stać i wiem, że muszę je mieć. Wiem także, że w momencie jego zakupu spokojne noce staną się wspomnieniem a do galerii handlowej już po prostu nigdy w życiu nie pojadę. Wiem to, a mimo wszystko zdania nie zmienię – Alfę kupię na 100%. Zrobię to skazując się na permanentny stres i zrobię to z przyjemnością. Ale wiecie co, chyba dobrze że mamy tak nierówno pod deklami. W przeciwnym razie wszyscy jeździlibyśmy Lanosami…

  22. I dlatego właśnie tak wdzięcznym tematem wszelkich zabaw są starsze wiekiem samochody. Możemy do woli w nich dłubać, ciąć i przerabiać a i tak nigdy nie pojawi się to poczucie, że „szkoda” tego czy tamtego.

    Rafał – wszystko jest dobrze dopóki to Ty panujesz nad samochodem, a nie on nad Tobą ;]

  23. Podpisuję się rękami i nogami. Ludzie, nie kupujcie Alf, bo potem zwariujecie. Najbardziej traumatyczne wspomnienie tegorocznych wakacji – wjazd na prom w Chorwacji. Oczywiście zarysowałem felgę. Pół dnia na wstecznym… No i przez całą trasę zastanawianie się, czy czasem ktoś nie zaciągnął ręcznego i się przesunie alboco. Na następne jadę Peżotem :).

  24. @Tommy

    Niby tak, ale znowuż kupujesz Alfę 75 i jest jeszcze gorzej, bo spędzasz noce i dnie na ryciu po eBayu i innych ustrojstwach w poszukiwaniu tej jednej spinki do tapicerki, której brakuje w tylnych drzwiach ;).

  25. @radosuaf – życie niestety jest tak dziwnie skonstruowane, że te najfajniejsze rzeczy przychodzą najtrudniej.

    Dopóki jednak w poszukiwaniach tych spinek odnajdujesz przyjemność, a nie smutny obowiązek (a potem tupiesz nóżkami i piszczysz jak małe dziecko kiedy kurier dzwoni do drzwi) to wszystko jest w jak najlepszym porządku.

    Z nowymi samochodami zawsze pojawiają się bariery – a to gwarancja, a to wysokie koszty modów, a to skomplikowana konstrukcja, a to żona nie pozwala bo drogie było… Nigdy nie zrobisz z takiego samochodu czegoś „swojego”.

    Taka choćby Alfa 75 będzie Cię wku***, kraść Ci czas i ostatnie zaskórniaki, ale będziesz mógł zrobić z nią absolutnie wszystko. Nie będziesz się bał, że niechcący urwiesz to czy tamto – nawet jeśli urwiesz to nowe kupisz za pięć dych.

    W tym właśnie cały urok – to jak z kobietami. Nową Toyotę też zabierzesz na kolację czy do kina, ale wszystko będzie się kręciło wokół trzymania się za rączki i patrzenia sobie w oczy.
    Chcesz więcej wrażeń? Poderwij sobie Alfę…

  26. @Tommy – znajdź miejsce, gdzie sprzedają poduszki skrzyni biegów do 75-ki, nawet za te 50zł, a kilka osób Cię ozłoci :D. Tanie są tylko filtry (powietrza można za 12 zł chyba dostać na allegro, oleju i paliwa niedużo więcej), z resztą jest już gorzej…

    Z Toyotą to by było raczej jak zabranie swojej księgowej na kolację, a ona cały czas dyskutuje zmiany w ordynacji podatkowej :).

  27. @MarekS – IMHO najładniejsza Alfa to Brera, ale może ja się nie znam…

    Z drugiej strony sam się powoli zastanawiam nad jakimś jeździdłem dla siebie (takie okazjonalne auto) i ostatnio biłem się z myślami bo spodobała mi się… Alfa GTV. Przynajmniej na bank byłoby okazjonalne jeżdżenie bo trzeba by było ją robić co jakiś czas :D

    No dooobra, ewentualnie jest jeszcze Vołovina C70, albo E46 w kompakcie albo… ;)

  28. @Camel – najładniejsze Alfy to:
    a/ 8C Competizione
    b/ Tipo 33 Stradale
    c/ GT/GTV serii 105

    Ale tylko to ostatnie leży w zasięgu finansowym przeciętnego śmiertelnika…

  29. @Camel – no w sumie Brere pominąłem, ale tylko dlatego że ma dla mnie bardzo małą wartość użytkową (tym to ani na narty wyskoczyć ani ze znajomymi na wakacje). Nie wspominając już o tym że jakbym takie cudo miał, to chyba bym w niej spał:)

  30. Ja zachwytów nad Brerą kompletnie nie jorgam – jest taka sama jak 159 tylko o wiele brzydsza. Ktoś się gdzieś w projekcie pomylił i zamiast niskiego i szerokiego coupe zrobił hatchbacka z ciężka dupą. Dla mnie Brera gra w tej samej lidze co Opel Signum – oba auta to przyciężkie wersje bardzo zgrabnych sedanów.

  31. Blogo – pomimo dyskusyjnej urody za Brerą zawsze się obejrzysz, albo żeby ją zbluzgać albo żeby nacieszyć oczy. Zgrabne sedany wtapiają się w otoczenie i przestają być widoczne w masie mijających Cię samochodów. Dlatego na temat Brery można dłużej pogadać, posprzeczać się czy dać sobie po pysku. Jak napisałem że świadomie chcę 159-tkę to ani jednego komentarza że po co, że jak, że to takie owakie. Spospoliciał po prostu.

  32. Brera jest taką sobie Alfą, ale jest za to przepięknym samochodem i za pieniądze, za które jest teraz oferowana, nie można kupić nic ładniejszego (za 3 razy większe również). Przeszczepiłbym Busso i jeździł, jeździł, jeździł… ;)

  33. @MarekS – przeca ja nigdzie nie pisałem, że Brera jest praktyczna, ino, że ładna – na jedyne auto w statystycznym gospodarstwie domowym raczej się nie nadaje :). Gdzieś widziałem opinie użytkowników Brery, że czasami po prostu wsiadają, żeby sobie pojeździć (o tym radosuaf naskrobał) – coś w tym musi być.

    @Blogo – zachwytem to bym tego nie nazwał, podoba mi się po prostu. Jakbym miał kupować bardziej rodzinne jeździdło, to wiadomo, że raczej 159 niż Brera.

  34. To Blogo na pocieszenie coś powiem do siebie. Moja Honda nawet nie ma roku, a ktoś mi pierdolnął w zderzak na parkingu, oczywiście zauważyłem po paru dniach. Żadnej kartki nic, zdarty lakier, zderzak sie wypiął z tych tych no i przejebane. Zniżka AC sie poszła… Mimo, że to nowy samochód to po paru miesiącach już traktowałem go jak przedmiot użytkowy. Wiadomo dbam w miare możliwości, ale jak coś się stanie lub ubrudzi to nie panikuję. Teraz wiem, że to naprawi kasa z ubezpieczalni, a ubezpieczenie mam nieziemsko wysokie, więc cóż pomalują i będę jeździć dalej.

  35. @bazylfox – tam nie ma kościoła tylko przedszkole u sióstr na ul. Kościelnej. Kawałek dalej, przy skrzyżowaniu Kościelnej z Malczewskiego jest niepubliczna szkoła Lingwista-Oświata. Wczoraj był zjazd na zajęcia i wszystko co się dało palanty zastawili gablotami. Sam dwa razy dzwoniłem po SadoMaso do aut zaparkowanych dentralnie na prześciu dla pieszych. O wolnym miejscu do przejścia chodnikiem zapomnij. Poparkowali nawet na skrzyżowaniach. To, że nerwy puściły starej zakonnicy to nic dziwnego. Wiesz, jak ciężko doprać czarną sutannę z drogowego syfu? Mnie w całym tym układzie wkur$!%, że dopieprzą starszej pani, a wieśniaki nawet mandadu nie dostaną.

  36. Zgadzam się całkowicie, że parkowanie aut gdzie popadnie bez ładu i składu powinno być tępione.

    Co innego jest wk… się i zadzwonić po Samopomoc Miejską, a co innego uszkadzać auta.
    Idąc tym tropem, ta starsza Pani mogłaby dźgać nożem ludzi przy pl. Dominikańskim, bo nie ma jak przejść.

    Ale miasto też powinno zapewnić alternatywę, c’nie ?

  37. Ludzie ale ale mi się z was śmiać chce. Widać, że lata komuny i oglądania zachodu w telewizji odcisnęły na was straszne piętno. Ja się zastanawiam jak można 14 letniego grata wywyższać do poziomu jakiejs relikwi. Śmiać mi się chce jak widzę kolesi co za ostatnie pieniądze kupili 3 letnią Audiczkę czy BMW i jak pojadą do hipermarketu(trzeba przyoszczędzić bo raty, OC i AC kosztują) stają w ostatniej alejce parkingu przy markecie i idąc oglądają się 4 razy za siebie. Wiocha na maxa.

  38. Po prostu masz inne podejście do motoryzacji niż my. Jak Ci w chacie keczap wystrzeli z butli i masz plamę na pół ściany, to masz to w pompie, bo to wiocha? Lubimy mieć ładne samochody, a żeby mieć ładny samochód, trzeba o niego dbać… Proste.

  39. @Dominik – Ja mam nową Toyotę Prius (zmieniam co roku na nową w innym kolorze żeby sąsiedzi nie pomyśleli, że biedny jestem), a szwagier ma topową wersję Dacii Duster – słyszałem jednak, że niektórzy ludzie z premedytacją kupują 14 letnie beemki i inne starocie bo je lubią.

    Normalnie jacyś idioci, co nie :}?

  40. Możesz, ale to już nie jest trendi. Powinieneś czym prędzej kupić sobie Priusa i w żadnym wypadku nie patrzeć na niego kiedy stoi na parkingu.

    Tylko plebs tak robi :}

  41. No myślę, że gdybym posiadał Priusa to element spoglądania na auto zostałby sam z siebie ograniczony do minimum… A tak, cholera, oglądam się, no oglądam jak już wyjdę i zostawiam…

    Może by zrobić osobne parkingi dla plebsu i hipsterki – hipsterka by się okładała wzajemnie drzwiami i koszykami, a plebs mógłby spokojnie zakupy robić.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *