#344 A tymczasem w USA…

Amerykańskie samochody są dziwne – kiedyś była w nich siła i pompa, teraz jakby im stejków zabrakło, jakby się opjerdaljały non stop. Ale ja im krzyżyka na drogę nie kreślę, bo coś w nich jest. Może nie we wszystkich, może ciężko znaleźć auto kompletne i skończone – ale smaczków i tak jest co niemiara. Taki trochę rakjet fjułel w butelce po Kubusiu, ale to i tak zawsze coś.

O, taki na przykład Caddilac CTS, który ponoć w wersji V daje radę, ale mi się i tak nie podoba, bo tak ostre kanty kojarzą mi się z tanim plastikiem. Ale proporcje ma potężnie dobre:

Ale pal licho blachy – obczajcie dwa gadżety we wnętrzu. Pierwszy to ekran na konsoli środkowej – gdy schowany – wyświetla tylko logo albo dwie linie radia, ale umie się wysunąć i wtedy może pełną mapą po oczach walić:

Genialne. Ale to nie wszystko – obczajcie te małe ekraniki od dwustrefowej klimy:

To nic, że kierowca nie widzi temperatury ustawionej przez pasażera i gdy jedzie sam to niepotrzebnie dogrzewa pusty fotel. To drobiazg.

Ważne jest to, że takiego mega gadżetu próżno szukać w Europie, gdzie wszystko musi być takie mądre, ergonomiczne i tak cholernie dopracowane pod względem logiki.

Albo taki Chevrolet Malibu – brzydki jak noc zarówno z blachy, jak i wewnętrznego drewnopodobnego plastiku. Korea po całości, psia ich jucha:

Ale ten rzyg ma w środku detal, który nokautuje. Obczajcie to – trącasz prztyczek pod wyświetlaczem i masz skrytkę.

Już widzę oczyma wyobraźni, jak wduszam tam czapkę typu worek, albo taśmę malarską do strzelenia okazjonalnego małysza, albo bieliznę na zmianę, gdyby mi tył na zakręcie ku latarni poniosło. A nie, wróć, tyłka nie poniesie, bo Malibu jest FWD.

O, albo tu niezła jest akcja – Dodge Dart, czyli amerykańska wersja Alfy Giulietty. Co sądzicie?

Dla mnie lepsze to niż pierwowzór. Alfa jest ładna, ale przez te swoje wielkie ślepia zatraciła pazur. Dodge nie jest przepiękny, ale wystarczająco ładny i agresywny. Wnętrze nie powala, ale daje się lubić. Założę się, że projektant rysując tę czerwoną linię we wnętrzu myślał o sznycie, który sobie w młodości zrobił grzebieniem na przedramieniu. Taki hołd samemu sobie oddał, a potem uśmiechnął się i zarzucił na plecy końcówkę szaliczka, która mu filuternie opadła na przyciasny tiszercik z krokodylkiem.

Wracając do Darta – to przykład tego, jak to niby królami stylistyki są Włosi. Ale założę się, że takiego sedana z Giulietty to Włosi by zrobić nie potrafili. A nawet gdyby im się udało, to w życiu w taki sposób by go nie reklamowali:

Tylko amerykanie mają tyle tupetu i pewności siebie. Tylko oni potrafią tak kłamać. I tylko oni umieją tak się cieszyć słonecznikiem między zegarami. To jest tak abstrakcyjnie napuszone, że aż mi się podoba. U nas marketerzy tylko by sportem auta sprzedawali, a w USA kwiatkiem się targety wyrabia. Inny świat, panie, inny świat.

O, tu ciekawa rzecz – Lincoln MKZ, który w prostej linii wywodzi się z Lincolna Zephyra, który z kolei jest lepszą wersją Forda Five Hundred, który jest niczym innym jak naszym poprzednim, kanciastym Mondeo z dieslem, w którym się coś tam w środku łuszczy i zapycha wtryski, urywa wirniki i non stop dymi na niebiesko.

No nie jest to najładniejszy samochód na świecie, ale i nie z powodu blachy go tutaj umieściłem. Obczajcie ten gadżet:

Nadmuchiwany pas. Świetny temat do rozmów, no ale nie wydaje mi się, żeby to było potrzebne u nas. Tam za oceanem ludzie są, delikatnie mówiąc, więksi i gdy ich cielsko podczas wypadku naprze na pasy z furią kilkuset ton, obojczyk i żebra mogą implodować. Ale my, ludzie szczupli i wysportowani mamy kości składające się w 103% z wapnia. To my pasy przecinamy, a nie one nas. U nas powinna być naszywka “Kevlar Reinforced Belt”.

Ale to nie wszystko – polecam Waszej uwadze ten dotykowy (taki jak w windach) panel klimy:

Oczywiście nie ma to nic wspólnego z wygodą użytkowania (niech szlag trafi guziczki od temperatury i dmuchawy w mojej najmojszej – są septylion razy gorsze od zwykłych suwaków, że o pokrętłach nie wspomnę!), ale mega czadem musi być przyciszanie radia lub zmniejszanie temperatury przez maźnięcie paluchem. Myślę, że bywalcy starbaksa jaraliby się tym ficzerem nieziemsko.

A jakby tego było mało, obczajcie Forda Taurusa, który… no mi się nawet podoba:

I on też nie pęka i daje w środku panele dotykowe – tym razem nie tylko do klimy, ale także do radia i kilku innych funkcji. Gdyby dizajnerzy Forda i Lincolna skoczyli z wysokości, na którą wzniosła się ich chora kreatywność, swobodny spadek Felixa byłby przy tym skokiem z dywanu na parkiet.

A jakby tego było mało, to jest jeszcze ogromny ekran dotykowy. I sterowanie głosem. I już chyba więcej totalnie nieergonomicznych, źle działających i niemożliwych do obsługi podczas jazdy po wybojach technologii nie można w auto zapakować. I choćby za to właśnie szacun się należy.

A wpis zakończmy grubą rurą, czyli Astrą zza oceanu. Skupcie się, bo oto patrzycie na auto, które gdyby tylko było sprzedawane w Polsce, rozniosłoby statystyki i Samar musiałby osobną kategorię dla niego stworzyć, żeby Skody i VW nie wypadały zbyt blado. Baczność – oto Buick Verano:

Obczajcie przód jak u Octavii, gwarantujący pierwsze miejsce w kategorii “Auta flotowe” oraz “Prestiż na strzeżonym osiedlu”. Obczajcie profil z lekka przypominający Thalię – co z palcem w nosie gwarantuje zwycięstwo w kategorii “Auto rodzinne” dla miejscowości do 10 tys. mieszkańców.

Obczajcie wnętrze, które do ładnego projektu Astry dorzuca mnóstwo drewnianego prestiżu kładącego na łopatki nawet… to będzie mocna teza… Audi A6 z tym obłym tyłem.

A do tego nazwa brzmiąca z włoskiego, zupełnie jak ta picernia na rynku w Grójcu. Verano. Vabene. Vecośtam. Przed oczyma piękna Toskania, w nosie zapach bazylii… tylko ten bjuk, bujk… jak to wymawiać, żeby nie brzmiało jak chrumkanie świni? Ale to drobiazg blednący przy powyższych zaletach.

Jedyną wadą jest brak diesla w amerykańskiej ofercie, ale to żaden problem – auta na EU dostałyby jakieś 2 litry od Opla, które nosiłyby oznaczenia – uwaga, będzie mocne! – TDl, gdzie ostatnia literą nie jest “i” tylko małe “l” jak lewarek. Że mógłby się VW wkurzyć? A niech się wkurza – sądy właściwe są w USA – zapraszamy do USA na proces i już widzę, jak ławnicy z Detroit stają po stronie firmy z Niemiec, już to widzę, aha.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Po co to wszystko? Bo coś mi się wydaje, że my tutaj w Europie w złą stronę się wysforowaliśmy. Zawsze to od nas wychodził postęp i fajny pomysł na motoryzację, ale w ostatnich latach jakoś straciliśmy wyczucie. Zamiast iść w to, co faceci lubią najbardziej (gadżety i prestiż) my idziemy w gejowsko-hipsterską ekologię. Zamiast wstawiać do aut panele dotykowe, pompowane pasy, schowki za ekranami, niewidoczne wyświetlacze, kwiaciarnie w zegarach i krwistoczerwone plastiki… zamiast łączyć style i budować auta niczym potrawy w kuchni fusion… zamiast emanować pewnością siebie… my koncentrujemy się na zakłamanej ekologii, na idiotycznych testach zderzeniowych i normach kolizji z pieszymi.

Może i te wybrane przeze mnie auta z USA nie do końca dobrze pokazały to co chciałem udowodnić, ale miejcie na uwadze, że nawet słowem nie tknąłem ichnich masylkarów i przeogromnych SUVów – a tam to dopiero jest festiwal testosteronu, pompy, siły i gadżetów. Tam nie ma opjerdaljania się. Tam są stejki broczące krwią, bo nawet trzech sekund nie leżały na grillu.

A u nas co? U nas wyścig na turbiny i mikroprocesory. Zamiast być zdobywcami świata, kolonizatorami, kolebką życia – stajemy się zababranymi technologią Japończykami. Daję Europie jeszcze dwa, góra trzy lata i jeśli nic się nie zmieni, to wkrótce normą będą faceci oglądający w metrze komiksy o zbiorowo gwałconych uczennicach, automaty z używanymi majtkami i teleturnieje pełne ojców rodziny taplających się w basenie pełnym brązowego kisielu.

36 komentarzy

  1. For Five Hundred to inaczej Ford Taurus. Odpowiednik Mondeo w USA to Ford Fusion. Niestety amerykanski Fusion (Mondeo?) byl budowany na plycie podlogowej Mazdy6 1st gen. Tak wiec trudno okreslic na ile Fusion = Mondeo.
    Ford Fusion a Taurus to dwa zupelnie inne auta.

    GM w tej chwili sprzedaje ople w USA pod brandem Buick’a. Kiedys Opel Astra byl w USA sprzedawany pod marka Saturn Astra. Auto bylo “zrobione” w stylu europejskim z calym tym pedalskim podejsciem i niestety Saturn padl. A Astra byla miazdzona przez kazdy magazyn motoryzacyjny i niemotoryzacyjny w tym przez Consumer Report.

    Co do samej Europy… No coz, skrzyzowanie komunizmu z XIX wiecznym kapitalizmem nie moze sie udac…

  2. Utyskasz na wciskaną klimę Bracie Szwagier, a ja wręcz wstecznej ewolucji zaznalemw autach swych.
    Chhrr..chaarkk…chronologicznie:
    Pug 405 – bezstopniowo regulowany pokrętłem nawiew – chyba z setka dostępnych prędkości.
    Pug 406 – tylko 4 biegi dmuchawy.
    Punciak – tylko 4 biegi dmuchawy.
    Scenic II – tylko 4 biegi dmuchawy.

    Nosz awruk..w 405 ani to się nie psuło, ani pewnie drogie nie było w produkcji. Dlaczego w manualnych sterowaniach ograniczono nas do 4 biegów. A imiona bestii to:
    1 Nic nie czuć
    2 Za mało dmucha
    3 Wyje
    4 WYJE.

  3. Wkurzasz Blogo… jak ja właśnie robię sobie zimową terapię AAA (anonimowego autoholika amerykańców), i usiłuję zostać na dłużej ze średnią 2,5 amerykańca na zagrodzie, to ten mi wstawia ukochanego mercury cougara w nagłówek notki. I gdzie miałem łeb i rozum, jak sprzedawałem thunderbirda. I dlaczego nigdzie nie ma w dobrej cenie polifta lincolna mark VIII (w sumie może i dobrze, że nie ma, bo zadłużyłbym się jeszcze bardziej…).

    Co do meritum, to może i przeciętny amerykaniec jest zaśmiecony gadżetami i jakościowo za niemcem czy japończykiem, ale wystarczy brać amerykany z nieco wyższej (wcale niekoniecznie droższej) półki, lincolny (albo spec-fordy, jak tbird/cougar, ten oflagowany, z nagłówka), caddy, buiki, itp. żeby mieć wszystko jak trza i działające.

    Oczywiście, wskazane postudiowanie tematu, żeby nie wejść na minę i wiedzieć czego pod żadnym pozorem nie kupować, jak 2.7 od chryslera czy northstara od GM, itp. No ale to normalne, że wiedza o babolach automoto pomaga; jak z wieloma markami i modelami, z .eu i .jp też.

  4. Z Ameryky to bym chciał jedynie ceny paliw. Cała reszta mi wisi jak koza z nosa dzisiaj rano przy skrobaniu szyby.

    Może jeszcze Eleanor bym wciągnął. I pierwszego Vipera SRT. I Corvette CZ6. I Mustanga Fastback.

    A myślisz Blogo, że KTO te gadżety amerykańcom produkuje ?
    Więc skoro CI SAMI robią elektronikę do aut EU i USA, to my nie możemy tego mieć ? MOŻEMY !
    Tylko mamy szczęśliwą unię.

  5. @bazylfox

    Zaraz udowodnisz, że nokia też może zrobić iphona, bo przecież foxconn zrobi go każdemu. Tylko że niekoniecznie. Podobnie z tego, że te same fabryki w Korei czy Chinach robią dla opla, chevroleta, dawniej pontiaka i w ogóle całej grupy GM, nijak nie wynika, że grupka germańskich oprawców jest mentalnie w stanie zaprojektować nową astrę podobną do grandama, czy vectrę jak cadillaca. Itd itp. Co ciekawe w druge stronę historycznie to się bardziej udawało (patrz – cadillac catera, czy merkur u forda (nie mercury!)), czy wejścia na US z modelami z Japonii.

    A wymienione dreamcary (fastback, eleanor, viper, itp), to mnie raczej śmieszą, no może poza corvettą, szczególniej gdy motomaniak z EU, któremu US cars przeciętnie wiszą jak gil z nosa, do nich wzdycha. Przecież to akurat złom, tyle że w chromie lub plastiku. Nie w tych modelach z USA jest piękno i dobro, w nich jest co najwyżej ładunek głupich emocji po jakichś filmach czy marketingach.

  6. Blogo na Forda w Stanach za dotykowe włączanie i wyłączanie wszystkiego, w ramach projektu MyFordTouch spadła wielka fala krytyki. Okazało się, że te wszystko włączniki-wyłączniki-przełączniki nie funkcjonują, gdy się ma się rękawiczki na sobie.

    I nawet nie chodzi o zimę. Ford miał wstawiać takie włączniki do pick-up’ów. A, że tam za wielką wodą świadomość BHP jest większa niż u nas to robotnicy i farmerzy z oburzeniem przyjęli, że mieliby ściągać rękawice po wejściu do auta…
    I w bardziej użytkowych Fordach technologi wymyślnej już nie uświadczysz.

  7. Blogo, a jakbyś tak bardzo chciał schowek za radiem w Polsce to Malibu zdaje się jest u nas sprzedawany, a dodatkowo taki schowek ma chyba jeszcze to to vanowate od Chevy.

  8. One już tak wszystkie wyglądają, jakby je w Europie robili i statkami przewozili, gdzie od wilgoci pęcznieją, a jak już na brzegu są to kreska na rozruch i dawaj!

  9. @Blogo – ty się starzejesz. Gadżety. Gadżety. Gadżety. Gdzie Moc?! Gdzie Radość?! W aucie z pożytecznych gadżetów jedynie grzany zydel i fenstery w prądzie, no ewentualnie rejdjo z empeczy, koniecznie z głośnością w gałce.

    Żadne guziki, żadne dotykowce – tego się kurna nie da używać bez patrzenia. W mojej cudownej ch*j mnie strzela, jak mam robiąc kornera sobie grzanie na nogi włączyć, bo po 4 latach jeżdżenia czeszką nie jestem w stanie na pamięć klimatronika ogarnąć. Muszę – kurna – MUSZĘ!!! – się spojrzeć, czy do właściwego batona się paluchem dopycham.

    Z hamerynanców jedynie dźwięk silnika bym chciał. Mówta co chceta, ale wolnossące 6.7L V8 robi. Nawet gupie 5.4 ruszając spod świateł brzmi jak startujący wahadłowiec, czujesz tę MOC. A nie jak kosiarka. Albo – tfu!tfu! – skuter piardio czy inna vesypka. A jeszcze jak dodasz do takiego zgrzyt mechanicznego kompresora… Normalnie mokry sen dwunastolatka po obejrzeniu bajłocza.

  10. “Zamiast iść w to, co faceci lubią najbardziej (gadżety i prestiż) my idziemy w gejowsko-hipsterską ekologię” – i za to cię kocham :D (Nie jestem gejem, choć to teraz takie trędi)

  11. Chyba nie jestem facetem, bo nie jara mnie ani pedalska pseudoekologia, ani gadżety, ani prestiż, ani “MOC”, ani nie jarają mnie przerośnięte, plastikowe, pokraczne tandety z USA, ani ich archaiczne silniki V8, ani przekombinowane europejskie rolexo-ajpady na kołach adresowane do nadętych snobów w markowych garniturach.

    Jara mnie motoryzacja z czasów, gdy koncerny tytoniowe sponsorowały motorsport, a sukcesy w rajdach i innych dziedzinach motorsportu decydowały o rynkowym sukcesie samochodu.

    A dziś samochody robi się dla lalusiów w spodniach-rurkach, którzy potem pytają w salonie, czy to ałdi ma czterordzeniowy procesor i fejsbuka… o_O

  12. Amerykańskie auta mają swój charakter i styl, jasne, że nie każdemu będą się podobać, jasne, że dużo spalają. Ale to się nie liczy, one po prostu mają być inne, wyróżniać się, być wielkie i dużo palić!

  13. Takie to czasy, że Europa dołuje, a w USA i Azji sprzedaż rośnie. Efekt? Aut dla Europy nie opłaca się już projektować (może poza VW Golfem). Liczą się gusta ze wschodu i z zachodu, do naszych samochody się co najwyżej dostraja. Ale tak właściwie nie gusta tu rządzą, tylko portfele.

    Szerokości,
    Marcin

    PS. Warto podkreślić, że w USA dane o zużyciu paliwa podawane przez EPA często pokrywają się z rzeczywistością… W przeciwieństwie do tych mierzonych w europejskim cyklu NEDC :-)

    1. @grigorij: W korku ostatnio utknąłem i mi się w aucie nudziło. Nic do zabawy, nic do klikania. Gdybym chociaż miał skrytkę za radiem albo pompowane pasy…

  14. A ja mam zabawkę:)
    Klikam sobie Benzyna – LPG – Benzyna – LPG.
    Klik, klik, klik.. SRU! Check Engine:)

    Albo sobie rapuję o życiu, szefowej, baranach z sąsiedniego pasa.
    Jako podkład służą mi szarpniecia silnika, szum nawiewu i pisk paska.
    Tak..moje auto zna tysiąc bitow:)

  15. Kiedyś Amerykanie mieli Camaro, Mustanga, pięknego Pontiaca Trans Am… i każdy z nich palił wiadro benzyny na 30 kilometrów. Potem długo długo nic, a teraz zaczynają robić naprawdę ładne autka, ale te już są takie europejskie…

  16. hahaha… hamerykańskie wozidła

    Japonia ma zaawansowane rozwiązania techniczne.
    Stylistyka, design to zdecydowanie Europa.
    USA mają już tylko wspomnienia i legendy.

    Corvette, Viper, Ford GT, Mustang – te auta to wciąż odgrzewane kotlety. Ileż można?

  17. @Gościu – a gdzie indziej to nie kotlety? Corolla, Golf, Passat, Panda, nie ma nowych modeli. Wszystko ma po parędziesiąt lat. Tamte kotlety to przynajmniej sama wołowina i do tego coraz lepiej przyrządzana (np. Magnetic Ride w GMowskich Camaro ZL1 czy Vette ZR1/Caddym CTS-V).

    Ale coś jest w tym “feelu” amerykańskich edycji. Taki np. Bjułik Regal. Insignia, na której jest bazowany to tylko Opel, ale ze znaczkiem Buicka to nawet fajnie byłoby mieć :P

  18. @Maggot: Pełna zgoda. Mi też się każdy badge-engeenering z USA bardziej od pierwowzoru z EU podoba. Znaczek, zderzaki, inne “drewno” w środku… jakoś tak lepiej to wygląda.

  19. Kilka razy próbowałem się do tej ichniej motoryzacji przekonać …. serio ani Corvete do mnie nie przemawia, ani Viper, nie wspominając o tych kanpowcach. Jest jedno jedyne amerykańskie auto które mnie kręci … Wrangler :) Przez myśl mi nawet przeszło że takiego żółtego bym se na dojazdy do roboty kupił i parkował sobie blaszaka niedbale gdzie popadnie :)

  20. Święte Słowa Blogo! Dobrze gada, dać mu wódki!
    Nie do końca kocham amerykańską motoryzację, ale to co się dzieje u nas… Słyszeliście nową reklamę forda, tą niby z Bondem, który zachwala 1.0 ekobust w mondeo? WTF? Świetny silnik dla króla macho.
    Jak ja kocham swoje 3.0R6, lękam się tylko, że hujnia-unija mi go zabierze i spali na stosie.

  21. Grill tego BUicka to mi jakoś chińskim Gelly zalatuje. A tylne światła ma jak w Renault Megane Classic po liftingu :P

  22. A ja żałuję, że amerykańskie samochody się coraz bardziej europeizują. Zauważcie, że wszystko, przez co wozy z Ameryki tracą tą odmienność, którą miały przez wiele lat, to jest małpowanie mało sensownych, ale za to bardzo dochodowych i udanych marketingowo rozwiązań, które przyszły z Europy. Przykład: downsizing.
    Już nawet w Ameryce coraz mniej osób docenia silniki robione wg starej szkoły, tzn. duża pojemność i moment, mała moc, pancerna konstrukcja. Co bardziej “nowocześni” i “postępowi” wolą nawet tam onanizować się przy 1,6 turbo wypierdkach z bezpośrednim wtryskiem i innymi wynalazkami (albo hybrydami), które cxxx strzeli po takim przebiegu, przy którym dawne widlaste szóstki albo ósemki dopiero się docierały.
    Dalej, czytając amerykańskie fora i strony widać, że wielu z komentujących i dziennikarzy nie może się doczekać przyjścia diesli do USA jak ponownego przyjścia Chrystusa. Dżizas, takich pieśni pochwalnych na temat diesli co tam to nawet na forum VW nie można znaleźć. Szkoda tylko, że dla ich wyobrażenie o dieslach opiera się na mercach z lat 80. a nie na tych skarbonkach bez dna, które tłuką dzisiaj.
    Tak samo ze skrzyniami-jeszcze niedawno 4-biegowy prndl starczał każdemu i każdy był zadowolony. A teraz zaczynają nawet i tam tłuc sześcio- a nawet ośmiobiegowe dwusprzęgłowce, które tyle mają wspólnego z uzasadnioną potrzebą co ZSRE z wolnym rynkiem.
    Tak samo nie zgadzam się z tym, że powinniśmy brać przykład i walić do samochodu wszystkie gadżety, jakie tylko dział marketingowy uzna za możliwe do opchnięcia. Skądś się ta masa problemów z elektryką, elektroniką i czujnikami w prawie każdym nowym europejskim samochodzie bierze.
    Na szczęście można w Stanach jeszcze kupić porządnego pickupa z fałósemką, szybami na korbkę i co najwyżej radiem z wyposażenia. Bo w Europie to już nawet biedny nie spojrzy na wóz bez klimy, 4 el.szyb, paru trzyliterowych systemów i dziesięciu wyświetlaczy i piszczałek.
    Za to spójrzcie sobie na starsze modele rdzennie amerykańskich samochodów (np. Crown Vic, Wrangler, Mustang, większość pickupów). TO jest motoryzacja. Ty i czysta mechanika. No, może poza automatem.

  23. Dobrze @Lasy prawi! @Blogo, polej mu!

    Amerykańskie silniki mają jedną jedyną wadę jak dla mnie – paliwożerność. Ryra mnie emisja, ale waporyzacja mamony ze skarbonki mojej już mi robi. Żeby takie fałosiem (TM) jadło 10 litrów a nie galonów po mieście – to bym brał.

  24. Młody jestem, ale za starych dobrych czasów automatyczna skrzynia miała dawać wygodę, a kto szukał aktywnej jazdy wybierał ręczną.

    Obecnie pchanie do Golfów DSG z pierdylionem biegów ma chyba na celu ułatwienie sprintów spod świateł tej czesci kierowców, która ma niedorozwój części mózgu odpowiedzialnej za ogarnianie sprzęgła. Kopiesz pedał i jesteś takim zajebisty Kubicą gdy komputer zmienia biegi za ciebie. A potem jest dramat bo skrzynia sama nie skręca i sama nie drapie po cojones.

    Dla mnie mogłyby pozostać 3-biegowe skrzynie ze starych aut. W dupowozach bez ambicji na pałowanie.

  25. Matko, Lasy, straszne głodne kawałki prawisz. Ten downsizing, który tak ci przeszkadza, postępuje bardzo powoli – bo właśnie jest tam potężny opór materii, który utrudnia producentom wprowadzanie mniejszych, mniej paliwożernych silników. Inna sprawa, że te “niezawodne”, “kuloodporne” silniki miały pewno niedorobionych rozwiązań, które ukręcały wały korbowe, urywały miski, rozpierniczały zawory i fundowały inne atrakcje. Owszem, silnik był w stanie zrobić te parę milionów mil, ale w tym czasie musiałbyś przekręcić swój własny licznik bluzgów po tym, jak czterdziesty raz twoje fałosiem jechało na tylko czterech cylindrach.

    Nie wspominając o tym, że te bydlęco pięciolitrowe bestie miały tyle mocy, co mikser z uzwojeniem z gównolitu. Depiesz, silnik robi “srrrruuuuuuuu whaaaaaaaa” i… tyle. True story.

    Diesle jak diesle, nawet jeżeli zostałyby zaakceptowane (bo ciągle są kojarzone – i to dość słusznie – z kopcącymi, robotniczymi maszynami o kiepskiej kulturze pracy jak ciężarówki i pickupy, w których od zawsze się regularnie pojawiają), tam przynajmniej będą je kupowali ludzie robiący przebiegi, przy których te niemieckie autobahnowe się chowają. To (w połączeniu z automatycznymi skrzyniami) autmagicznie poprawi ich niezawodność i kosztowność eksploatacji (ledżendari FAP, anyone?).

  26. Zresztą, faken. Czy wy nie jesteście świadomi tego, że taki Mustang już od drugiej generacji był dostępny z ledwo ponaddwulitrowym silnikiem z czterema cylindrami w rzędzie? Aż takiej rewolucji nie ma.

  27. Wiem o tym Mustangu. Ale ja jednak widzę różnicę między downsizingiem w wydaniu Mustanga oil crisis edition, gdzie zmniejszenie pojemności wiązało się ze zmniejszeniem osiągów, a downsizingiem w wydaniu dzisiejszym, gdzie zmniejsza się pojemność, ale osiągi pozostają podobne, co producent musi sobie we wiadomym czasie odrobić.
    A to, że miały mało mocy przy dużej pojemności, to nie jest w przypadku większości samochodów z US zbytni minus. Jeżdżąc (co prawda krótko) jako pasażer w US widziałem, jak dobrze taka konfiguracja (+kanapowate zawieszenie) musi się sprawować przy tamtejszych cenach paliw, i raczej spokojnym stylu jazdy na tamtejszych, że tak powiem, mało angażujących autostradach. W tamtejszych warunkach nie sądzę, że brak mocy im przeszkadza (a że samochody z US się słabo sprzedają poza Stanami, to nikt raczej nie zawracał sobie głowy zdaniem europejczyków i innych).
    Poza tym, moim przesłaniem nie było to, żeby każdego przekonać, jakie to nie świetne są amerykańskie samochody, tylko żeby pokazać, jak bardzo tracą one swoją odmienność i wyjątkowość i upodabniają się do europejskich przejmując, moim zdaniem, najgorsze ich cechy.

  28. Nie popadnij w hipsterstwo z tą ich unikatowością ;>. Ceny paliw idą w górę, to i masakrycznie niewydajne silniki lecą do kosza (nie oszukujmy się, wiele z nich to była kupa parujących kocich odchodów), wot przyczyna. Nie ma nad czym płakać; dla miłośników V8 zostają naprawdę warte uwagi rozwiązania jak LS3 od GM albo inne fajw-oł od Forda. U nas downsizing to 1.0 trzycilindrowe, u nich – zaturbione V6. Ciągle istnieje “American Muscle”, po prostu bardziej wydajne.

  29. Muscle cars i V8 rządzi. Jak dla mnie. I w poważaniu mam zdanie pozostałych antagonistów o ukręcaniu wałów, małej mocy, paleniu wiadra paliwa na setkę. Nie muszę się takim wozem ścigać spod świateł. Wystarczy nacisnąć mocniej gaz, a ryk silnika i drżenie ziemi zrobi szpaler, przez który sobie spokojnie przejadę. I za to kocham te wozy.

Pozostaw odpowiedź Maggot Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *