#383 Najlepszy tor w Polsce

Tor Poznań Track Day

550 zł – tyle kosztuje udział w Tor Poznań Track Day. Od wszystkich, którzy w życiu na żadnym torze nie byli non stop słyszę, że to nie tylko jest dużo, ale nawet dużo za dużo. I się zacząłem zastanawiać, ile to w ogóle jest „dużo”…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Jeżdżę po torach od ponad roku. Nie mam na tym polu żadnych spektakularnych osiągnięć, nie wykręcam ryjących mózg czasówek, jeżdżę jak frajer, czasami trafiam w apexy, uczę się powoli. Dodatkowo pojęcie o torach w Polsce mam mizerne – byłem tylko w Kielcach, w Lublinie, na Ułężu i w Poznaniu właśnie. Więc miejcie świadomość, że swoje generalizowanie oprę o te cztery. Zatem po kolei…

Tor Kielce

Udział w imprezie na torze w Kielcach kosztuje 250 zł. W zamian dostajesz… możliwość jazdy po torze. I koniec. Wsparcie instruktora jest słabe, wręcz nie istnieje. Czasy (na ogół) nie są mierzone. Płatny catering zapewnia lokalny bar. Toalety są OK. Tor sam w sobie szału nie robi – jest cartingowy, więc jazda polega na przekładaniu auta z lewa na prawo, kręcąc dwójkę pod czerwone. Łatwo wypaść na tarki, które są niedelikatne, a najszybszy zakręt wyłożony jest asfaltem ryjącym bieżnik. Naprawdę szału nie ma i bardzo szybko pojawia się zmęczenie. Dodatkowo zdarza się, że próby ustawiane są mocno z dupy i już po godzinie wszyscy jeżdżą jak chcą, olewając pachołki wyznaczające pola nawrotów lub pętli.

Tor Lublin

Udział w imprezie na torze w Lublinie kosztuje 70 zł. Kiedyś przed startem można było sobie trenować przez 2 godziny za friko – teraz rozgrzewka przed imprezą kosztuje dodatkowo 50 zł za godzinę (max 3h za 150 zł – ostatnio wydałem 120 zł: 1h rozgrzewki + impreza właściwa, ale korciło mnie na wywalenie dodatkowych 5 dyszek). Wsparcia instruktora brak. Jakiś ToiToi pod ogrodzeniem stoi. Żarcia nie uświadczysz. Tor jest cartingowy – więc również non stop dwójka pod czerwone – acz jest o wiele lepszy od kieleckiego – albo przynajmniej mi się takim jawi, bo go po prostu lubię.

Niestety każdy lubelski RallySprint to inny układ toru – co wbrew pozorom jest takie sobie (bo nie idzie postępów oceniać) i czasami (jak ostatnio) prowadzi do sytuacji, w których meta jest na środku toru i co jakiś czas trzeba wstrzymywać starty, by ci co swoje przejechali mogli zjechać ze środka toru ku linii startowej. Wiem, to skomplikowane i nic nie kumacie – podobnie jak ja i inni uczestnicy imprezy, gdy błądziliśmy po krzakach i staliśmy w korkach na torowych dojazdówkach.

Tak częste zmienianie trasy wydaje mi się bezsensowne i czasami mocno na siłę (bez pomyślunku). Ale ogólnie tor fajny, imprezy są fajne, organizatorzy się bardzo starają a ludzi, których tam spotkałem, bardzo miło wspominam. Szkoda, że lada miesiąc to wszystko zostanie zniszczone i powstanie tam kolejne osiedle dla lemingów – z blokami tak blisko siebie, że niczego poza szosą dojazdową do garaży i chodnikiem szerokim na dziecinny wózek wokoło nie będzie.

Lotnisko Ułęż

Udział w imprezie na torze w Ułężu kosztuje 250 zł. W zamian dostajesz… możliwość jazdy po torze. I koniec. Wsparcie instruktora jak wyżej – praktycznie żadne. Czasy mierzone raz są, a raz nie są. Płatny catering czasami zapewnia jakaś przyczepa. Toaletą jest las lub odrzucający mnie tła-tła. Tor sam w sobie jest ciekawy, bo bardzo zróżnicowany – ale nawierzchnia męczy opony (miejscami jest dziurawa, miejscami popękana). Ogólnie jeździ się fajnie i mam do tej miejscówki spory sentyment, acz nie zaliczam jej do tych totalnie bezbolesnych (zużycie opon plus ewentualne wizyty w polu, które czasami jest kilkanaście cm poniżej asfaltu, więc można co nieco obić lub urwać podczas wypadu w zielone).

(Aktualizacja dodana kilka minut po opublikowaniu wpisu: WTEM! Jaram się!)

Tor Poznań

Udział w imprezie na torze w Poznaniu kosztuje 550 zł. W zamian dostajesz przezajebiste szkolenie (od 8:00 do 12:00) oraz możliwość zrobienia po torze co najmniej 100-120km pełnym ogniem (mój rekord to coś koło 180km). Toalety są schludne a catering darmowy (solidny obiad + napoje i ciastka non stop). Dodatkowo w pełni profesjonalny pomiar czasu i grono instruktorów, którzy podczas popołudniowej serii czasówek łażą w te i wewte sami pchając się na prawy fotel by doradzić, pomóc, skorygować błędy lub po prostu zrypać idealny rozkład mas.

A tor sam w sobie jest po prostu świetny. Uwielbiam to, że na dobrą sprawę, gdy się nie napinasz, możesz całość przejechać na trójce i czwórce – bez męczenia auta czerwonym polem drugiego biegu, bez niewygodnych zmian – tylko w przód i w tył, i w przód i w tył. Że nie wspomnę o czymś takim, jak będące partnerem poznańskiego toru Oponeo, które za friko pomoże Ci na miejscu wymienić, dopompować i doważyć koła. Niby detal, a robi robotę.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

No i teraz czas powrócić do pytania, ile to jest „dużo”.
Jeśli przyjąć, że 3 pierwsze imprezy (Kielce, Ułęż, Lublin) kosztują 170-250 zł – to Track Day na poznańskim torze powinien kosztować co najmniej 1328 zł – patrząc na to, co oferuje. Serio – tych imprez nie da się porównać. Te pierwsze to amatorszczyzna – de facto nie wiadomo dlaczego tak dużo płacisz i otrzymujesz tylko możliwość wjazdu na tor. W Poznaniu poza 100 razy lepszym torem masz profesjonalne szkolenie, kilku świetnych instruktorów i genialne zaplecze z pomiarem czasu, cateringiem i świetną atmosferą. Plus nagrody na koniec. Plus poczucie uczestniczenia w czymś profesjonalnym i ogarniętym – przez co nabierasz szacunku do samego miejsca.

Gdyby z kolei przyjąć, że to właśnie 550 zł za imprezę w Poznaniu jest jakimś tam wyznacznikiem, wtedy Kielce powinny kosztować 49 zł, Ułęż 100 zł a Lublin wraz z 1-godzinnym treningiem przed zawodami nie więcej niż 8 dyszek.

Nie mając punktu odniesienia, 550 zł wydane na Poznań jawi się jak sporo kasy – wszak można za to mieć dwie nowiutkie Bridgestone Adrenalin na niewysilone 15 cali. Ale mając w głowie cennik alternatywnych imprez – ciężko wyzbyć się wrażenia, że ludzie z poznańskiego toru za pobrane pieniądze dają Ci to, co dać powinni – i w żadnym aspekcie (serio – ŻADNYM) nie idą na łatwiznę / maliznę / chałę.

Dla mnie 550 zł to JEST sporo kasy i faktem jest, że wydanie 250-ciu przychodzi mi łatwiej. Ale dzień po każdej pojeżdżawce nachodzą mnie przemyślenia i nigdy jeszcze udziału w imprezie poznańskiej nie żałowałem – natomiast zawsze po Ułężu lub po Kielcach (po Lublinie rzadziej, bo jest taniej i jakoś ten tor po prostu lubię) miałem poczucie bycia zrobionym w balona. Nie bardzo, ale tak troszkę. 250 zł za to, by wjechać na tor?! Skąd taka cena? Za co ja płacę?

No bo przecież nie za obsługę imprezy – która jest przemiła (pozdrawiam i Kaję, i Piotrka, i Waszkę – szczerze!), ale nijak nie dąży do tego, by uczestników czegoś nauczyć, by ich w klimaty jazd torowych wciągnąć, by ich zarazić pasją szukania apexów i idealnej racing-line. To są zwykłe upalarnie – zapłać, ruszaj, nie myśl o przenoszeniu masy, hamuj byle jak, utrwalaj błędy. Nazwanie tego czegoś treningiem (lub nie daj Boże szkoleniem) to śmiech na sali. Tymczasem na poznańskim torze ludzie rzeczywiście się szkolą, wyrabiają prawidłowe nawyki, uczą się teorii zakrętów.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

I coś jeszcze, na co organizatorzy „tych innych imprez” nie wiem czemu nie wpadli. W Poznaniu każdy zakręt ma swoją nazwę, swoje historie i ciekawostki. Podczas treningu jesteśmy nie tyle uczeni najlepszej linii (zależnej od mocy i rodzaju napędu), ile słuchamy opowieści.

Tor Poznań Track Day

„Właśnie trwają w naszym gronie kłótnie, czy lepiej jest w części cartingowej zakręt (7) zrypać i (8) pojechać prawidłowo, by wyjść na prostą szybciej, czy lepiej jest z (7) wypaść szeroko i zwalić (8), bo na siódemce najwięcej można ugrać. Ale tego się dowiemy, jak przyjedzie Giermaziak autem napakowanym telemetrią – wtedy ostatecznie ustalimy, który tor jazdy jest lepszy.”

„Ta ósemka to jest w ogóle ślepa – musisz skręcać nie widząc ani apexu, ani wyjścia na prostą. Wiele błędów, ostatnio nawet ktoś wydachował.”

„A tuż za (2) podczas deszczu przez asfalt przepływa mała rzeka – jeśli przy RWD zredukujesz, to skończysz na bandzie.”

„A (3), czyli pierwszy lewy, wielu lekceważy, a tymczasem do niego dochodzi się czasami z tą samą prędkością, co do (1) na końcu prostej startowej.”

„A propos (1), czyli „Baby Jagi” – jak się go pokonuje Radicalem, to przeciążenie jest takie, że po kilku kółkach nie tylko szyja Ci nie wytrzymuje, ale masz wrażenie, że zaraz stracisz przytomność.”

„(11) pokonujesz na pełnym heblu przez tarkę, (12) praktycznie olewasz wypadając na środek toru chłodnicą ku bandzie i dopiero wtedy skręcasz w prawo szukając apexu na (13).”

„Dwa lewe, czyli (3) i (4), są zdradzieckie dla tych obutych w slicki – bo tor ma większość prawych zakrętów i ciężko dogrzać prawe gumy, więc jak dopadasz tych dwóch lewych to często opona nie trzyma – a do bandy niedaleko.”

A zakrętu (9) ja (ja jako ja – Wasz Blogo, kłaniam się i do usług – bo wcześniejsze teksty były cytowaniem instruktorów) po prostu się boję. Wszyscy mi mówią – nie odpuszczaj, pełna dzida. A mnie on przeraża, sam nie wiem czemu. Zawsze ujmuję tak bardzo, że prawie hamulca dotykam. Czemu? Nie wiem, może jakieś lęki z dzieciństwa…

Takie historie może nie wyrywają z butów, ale tworzą wokół toru atmosferę przesiąkniętą tremą, pasja i szacunkiem. Tymczasem tor w Lublinie to po prostu jeden wielki zawijas. Tor w Kielcach dzieli się na dwie sekcje – zawijasów i leśną. A tor w Ułężu to składowa wąskich uliczek, szerokich pasów startowych i miejsc, w których trzeba uważać na wyrwy w asfalcie.

Czemu nikt nie wpadł na to, by te tory obudować filozofią, by opowiadać o nich historie? Nawet jeśli byłyby naciągane – warto to zrobić. Bo teraz jest tak, że tor „Poznań” budzi szacunek, a te pozostałe to są po prostu takie tam tory drugiej kategorii. A naprawdę KIELCE i UŁĘŻ spokojnie mogłyby ryć beret, gdyby ktoś potraktował je z należytym szacunkiem, gdyby ponazywał zakręty, gdyby dorobił filozofię ich pokonywania, gdyby ruszył tyłek i poza machaniem „na start”, zechciał uczestników pojeżdżawek czegoś nauczyć. Bo naprawdę nie po to jedzie się na tor, by dawać w dzidę, cisnąć bombę i zrywać bieżnik z płużącego przodu, nie ucząc się przy tym niczego…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

O cholera, wstęp przerodził mi się w jakąś epistołę. Normalnie luźny strumień świadomości, gaddemit! Zatem by nie nużyć Was opisem moich żenujących wyników z 12 maja, od razu napiszę, że moja najmojsza wykręciła swoją życiówkę (2:13.215) a ja zdobyłem tym samym 3. miejsce w klasie CITY. Żaden wyczyn biorąc pod uwagę fakt, że wyprzedziły mnie dwa 200-konne auta, a za mną uplasowała się Mazda MX5, Peugeot 307 i Ford Fiesta. Czyli na szczęście dla mnie obyło się bez sensacji, każdy ugrał to, co ugrać powinien.

Tutaj na stronie 9 są wszystkie moje czasy z tego dnia. Mega niekonsekwencja i brak powtarzalności. Ale to nie moja wina – na ogół w każdej sesji jechałem z kimś na fotelu pasażera – i co 2-3 kółka osoba ta się zmieniała. A na koniec dnia, gdy wyruszyłem na kilka kółek samemu, by tę życiówkę wreszcie wykręcić, autem miotały diabelskie wibracje – ale o nich, i o winowajcy opowiem Wam już za chwilę.

Tymczasem zerknijmy na małe Blogo-Foto-Love-Story.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Patrz! – ha! – to dziecię uszło – rośnie – to obrońca!
Wskrzesiciel narodu,
Z matki obcej; krew jego dawne bohatery,
A imię jego będzie czterdzieści i cztery.

Tor Poznań Track Day BMW E46 323i

A tu Siwy (przy swoim 350Z) z kumplami. Ta Ibiza była lżejsza od mojej szafki nocnej, a ten Jeep jeździł tak cholernie szybko, że organizatorom z wrażenia wypłaszczył się płat czołowy. Szacun.
Tor Poznań Track Day

Tu różnorodnie.
Tor Poznań Track Day

Tu wieje nudą.
Tor Poznań Track Day

Wyjechałem z WWy w niedzielę o 4:30 rano po to, by sobie o 8:20 postać w korku w Poznaniu. Ryba mówi, że dziwne mam hobby. Ale i tak się cieszy, bo ponoć nie ma nic gorszego, niż mąż bez hobby.
Tor Poznań Track Day

Stańcie tutaj i przyjrzyjcie się tej beemce. Jak przed tym zakrętem zobaczycie ją za sobą we wstecznym lusterku…
Tor Poznań Track Day

…to zasada jest jedna – spieprzacie ku zewnętrzej…
Tor Poznań Track Day

…bo kierownik ma zajebiście opanowany tor jazdy, w pół sekundy zniknie Wam tam za zakrętem i nietaktem byłoby psuć mu czasówki.”
Tor Poznań Track Day

Z innych fajnych aut to mą uwagę zwrócił Focus…
Tor Poznań Track Day

z wyflokowanym dachem…
Tor Poznań Track Day

lusterkami…
Tor Poznań Track Day

i oczywiście dechą.
Tor Poznań Track Day

Powiem Wam w tajemnicy, że flokowana decha bardzo mi się podoba i wielokrotnie już mi przez myśl przechodziło, czy sobie w najmojszej futerka na podszybie nie wrzucić. Serio.

Tak, planowałem nagrać jakiś film, ale jedyne co miałem to telefon przylepiony duct-tejpem do nawigacji TomTom… więc powstały „Głośne stukania z trzeciego okna” (reż. S. Spielberg) oraz „Okno na podnóżek” (reż. A.Hitchcock) – oba zamiast do kin od razu trafiły na VHS. W mono i bez dolby.
Tor Poznań Track Day

I tak to mniej więcej było…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A co do opon – zachwyciłem się nimi i do dziś mi zachwyt nie przeszedł. Powiem szczerze i z ręką na moim sprzedajnym blogerskim sercu – Bridgestone Potenza Adrenalin RE002 to najlepsze opony, na jakich dotychczas jeździłem. Na 100% można kupić inne w każdym parametrze trochę bardziej doskonałe, ale te moje mają coś, czego innym brak. Mają świetną nazwę, genialnie wyglądający bieżnik i trzymają w mokrym zakręcie cholerstwa niesamowicie. A po całym dniu na torze „Poznań” wyglądają na nietknięte:

Tor Poznań Track Day

Serio – za tę cenę (one są naprawdę niedrogie – moje 225/45R17 to wydatek 385zł/szt., a bardziej zwykłe 205/55R16 to stówka taniej) ciężko znaleźć coś lepszego. 5 gwiazdek, odznaka „Perfect lifestyle” oraz kupon na wizytę przy nagraniu „Dzień Dobry TVN”. Polecam, serio.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A pod koniec dnia na fotelu pasażera usiadł Piotrek z RaceTec i na pierwszym zakręcie zgubił gdzieś w najmojszej telefon, i zamiast mną dyrygować, wciąż się wiercił i pod fotel zaglądał, psując mi rozkład masy. Więc go wysadziłem i pojechałem zrobić wspomnianą już życiówkę. Byłoby szybciej, gdyby nie to, że coś mi w aucie terkotało, brzęczało i biło… ciężko trzymać koncentrację, gdy podłoga wibruje.

Akcja była taka – pod przednimi fotelami są dwa wąskie kanaliki wiejące na nogi pasażerów tylnej kanapy. I w taki kanalik wsunął się telefon Piotrka – głęboko aż pod deskę rozdzielczą. Mówię mu – daj spokój, na pewno kiedyś wypadnie. A on, że nie może czekać, że musi mieć go teraz natychmiast. Więc poszedłem się odpryskać, a gdy wróciłem, szlag mnie trafił:

Tor Poznań Track Day

Już miałem mu przykopać, z czuba pociągnąć, kolanem poprawić, gdy ujrzałem tak uroczy rowek hydraulika, że mi się ciepło na serduszku zrobiło i agresja prysła jak woda z cieknącego kolanka. Piotras, masz stajla!

Tor Poznań Track Day

Ale telefonu nie udało się wyjąć. Nijak. Siedział tak głęboko, że nawet dysponująca smukłymi rękoma dziewczyna Piotrka (mając taką stylówkę nie dziwota, że dziewuchy do niego lgną!) nie podołała.

Tor Poznań Track Day

Aż tu nagle wtem! w drodze powrotnej sam się wysunął. Ot tak po prostu – zatrzymałem się w Maku a on leży na dywaniku…

Tor Poznań Track Day

Biały. No bo niby w jakim innym kolorze miałby mieć telefon zią dysponujący ałtfitem tak wyrafinowanym, że potrafi go od kopniaka uchronić?

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Na koniec kilka spostrzeżeń. Luźnych i bez napinania się już na oceny torów i organizatorów pojeżdżawek, bo jeszcze mnie ktoś przestanie lubić ;)

370Z i Cayman. Oba piękne, ale tylko w Porsche się mieszczę.
Tor Poznań Track Day

Nie ma chyba na świecie bardziej obciachowego dźwięku od trzasku, który wydają z siebie zamykane drzwi w Lotusie. To jest kakofonia chrobotu kamieni w betoniarce, gruźliczego kaszlu i krzesła pękającego pod ciężarem Olafa Lubaszenki. Koszmarnie nieciekawy dźwięk. Żeby normalne auto zabrzmiało w taki sposób przy zamykaniu drzwi, trzeba je najpierw solidnie wydachować, sfatygować czołówką w drzewo i kilka razy wrzucić pod rozpędzonego TIRa. Te blade rudzielce z Norfolk mają rozmach.
Tor Poznań Track Day

Dwóch na jednego, banda Łysego!
Jesteście u Pani!
Tor Poznań Track Day

Jeździłem dokładnie tym KTM-em- i latem, i zimą. Fajowszczański.
Tor Poznań Track Day

„Pamiętajcie, że manewr wyprzedzania jest zawsze problemem tego, który chce Was wyprzedzić. Nie zjeżdżamy ze swojego toru jazdy, nie dajemy znaków kierunkowskazami, nie stresujemy się. Co najwyżej możemy zrobić dwie rzeczy. Pierwsza – po wyjściu z zakrętu zdejmujemy nogę z gazu – to wystarczy, by nas szybciutko łyknął. Jeśli to jednak nie pomaga, możemy otworzyć okno i wystawiając najdalej jako to tylko możliwe lewą rękę, machamy zachęcająco. Plus obowiązkowy wyraz twarzy na tzw. obudzoną pandę.”
Tor Poznań Track Day

Fajny (i pięknie charczy) ale dopiero na torze widać, jak bardzo do toru nie pasuje. SLS to Gran Turismo, a nie żaden ścigant. Nie twierdzę, że jest powolny albo rady nie daje – on po prostu na torze wygląda głupawo. Wśród GT-Rów, Porsche i beemek jawi się jak delikatny klasyk, którym w zimę się nie jeździ.
Tor Poznań Track Day

Klocki hamulcowe tak średnio lubią tor w Poznaniu, acz muszę przyznać, że trochę się wyrobiłem i coraz mniej hamuję (początkowo na całe okrążenie deptałem heble 9 razy, obecnie 6 a podobno ideał to 3), więc jakoś się tragicznie nie grzeją.
Tor Poznań Track Day

I na koniec najbardziej znienawidzone przeze mnie miejsce na torze. Poranny trening odbywa się równolegle z giełdą samochodową, która ma miejsce na około-torowym terenie. I jeden z etapów szkolenia zakłada wykonanie spokojnej nawrotki pod kładką i ruszenie pełną bombą ku zakrętowi (14), by wypaść z niego ogniem na prostą startową i elegancko odhamować przed pierwszym prawym.

Tor Poznań Track Day

I na tej kładce zawsze stoi tłum gapiów. I czekam tak w kolejce do nawrotki i startu, i słyszę, jak z pięknym basem idą w długą te wszystkie M3, Porszawki i Nissany. I pierdzą przy zmianie biegów, i prychają odejmując przed zakrętem. I tłum szaleje, wiwatuje – to cud, że kładka się jeszcze nie zarwała! I potem ruszam ja – z szumem zagłuszanym przez wiatr, z dynamiką płyty tektonicznej, z agresją krowy podłączonej pod dojarkę. Wątpię, by ktokolwiek zauważył, że ruszyłem. Lecz mimo to idę ku zakrętowi, ujmuję i łykam go piękną linią… a tłum w ciszy się zastanawia, co wśród zawodników robi dostawca cateringu i skoro już tu jest, to czemu wiezionej w bagażniku zupy jakoś lepiej nie zabezpieczył – mógłby wówczas trochę bardziej się rozpędzić, a tak sunie jak melex po polu golfowym….

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

PS. Dlatego decyzja zapadła – poczytałem, poszperałem i najpewniej u schyłku wakacji zamówię sobie końcowy tłumik Proex – kosztuje sporo poniżej 400 zł, zbiera dobre opinie i ponoć bardzo ładnie prycha – zauważalnie, acz nienatarczywie.

50 komentarzy

  1. Jak „borze”, to chyba małą, nie wielką ;).

    To, co piszesz o wartości trackdaya w Poznaniu, ma sens. Kasy jest sporo, ale faktycznie dużo dostaje się w zamian. Minus taki, że z Warszawy daleko. Można byłoby też jakąś małą wypożyczalnię rozkręcić przy torze, jakieś kijanki pożyczać czy coś, dałoby się z kumplami zabrać jednym wozem, rozłożyć koszta dojazdu i zamiast gokartami poszaleć w poznaniu porównywalnymi samochodami bez stresu o ewentualne straty.

    Realnie patrząc, to Poznań to JEDYNY tor wyścigowy w Polsce. I fajny jest. Ale 3 hamowania tylko? Damn, nie chce mi się wierzyć, że to w ciśniętym GT3 Cupie czy czymś tego typu. I serio ludzie lekceważą Uśmiech Diabła? Przecież to chyba jeden z ważniejszych zakrętów.

  2. Ja już to chyba powiedziałem z rok temu i nadal się tego trzymam. Złapałeś zaraza i teraz to już nie ma odwrotu – musisz dobrze męczyć bułę w BMW bo za jakiś czas Ci drugie e46 będzie potrzebne jak z najtwojszej zrobisz DTMa co żeby po bułki do Lidla podskoczyć będzie lawety potrzebował.

    A odnośnie torów – trafiłeś w sedno. Tor wyścigowy, podobnie jak samochody potrzebuje historii. Potrzebuje wspomnień, charyzmatycznych kierowców, opowieści przy butelce zimnego pilsnera i kłótni o idealnym torze toczących się w tonącym w półmroku garażu, gdzieś nad stołem z rozebraną starą, rzędową szóstką .

    Poznań to trochę taka Narnia, niestety większość ludzi wchodzi tylko do toi toia. Tobie najwyraźniej udało się znaleźć tę właściwą szafę.

  3. Jak chcesz mieć dobry hałas, zerknij na Remusa – może wyglądać trochę wsiowo (przynajmniej do Giulietty wygląda), ale ryczy fajnie.

  4. Tor w Polsce jest jeden.

    Reszta to jakieś adaptowane lub przeterminowane bunkry.

    Magia liczb – 550 PLN kogoś przeraża, bo nie potrafi policzyć ile go będą kosztowały opony, hamulce i paliwo jeżeli będzie jeździł cały dzień zgodnie ze sztuką… wtedy 300PLN różnicy w opłacie startowej to pikuś.

    Największą bolączką w Poznaniu są nadwrażliwi na hałas sąsiedzi. Międzynarodowe lotnisko 500m dalej, ale na torze ma być cicho jak makiem zasiał – kabaret.

  5. z większością argumentów się zgadzam, zresztą gadaliśmy już o tym. Ale dodałbym, zwłaszcza dla tych którzy jeszcze nigdzie nie jeździli, że w Poznaniu w cenie masz naprawdę duże poczucie bezpieczeństwa. Tak długo jak nie jedziesz na samej granicy swoich umiejętności to organizatorzy dbają o to, żeby nic Ci się nie stało. Na każdym zakręcie masz sędziów z flagami więc jeśli kogoś przed tobą wysypie czy obróci to będziesz o tym wiedział zanim w niego wjedziesz, na torze jest nim stop karetka i straż pożarna (z tego co wiem jeszcze nie byli potrzebni), auta popsute natychmiast są zawierane z toru przez lawetę a współuczestnicy zachowujący się w sposób zagrażający bezpieczeństwu innych mogą dostać karę finansową albo zostać wywaleni z toru.

  6. Jak chcesz flokowane podszybie to polecam Fiata Multiplę. W ogóle to fajne, piękne auto, tylko na ściganie się trochę nie nadaje.

  7. Jedyne z czym się nie zgodzę to brak instruktora na Ułężu. Ja będąc tam pierwszy raz w życiu na tego typu imprezie przez cały dzień przejechałem kilka kółek z instruktorem na prawym siedzeniu – nie było to tak idealne jak Poznańskie szkolenie ale wiedziałem nad czym pracować.

    Z dobrych historii na Poznańskim torze nigdy nie zapomne swojego pierwszego szkolenia (prosta startowa):
    „(Przed z14) Co my tu mamy? A no przejebany zakręt numer jeden.” Potem historyjka o tym jak ktoś wypadając tam wpadł do depo.
    Zmiana zakrętu na z1 i słyszymy:
    „A Tutaj przejebany zakręt numer dwa”

    I tylko ta myśl: w co ja się wpakowałem moim autem prosto z ulicy??

  8. Ja pamiętam, jak ktoś się kiedyś na porannej odprawie w Poznaniu zapytał, który zakręt jest najłatwiejszy. Cóż – powiedział Darek – na każdym mieliśmy kilka dachowań…

  9. W końcu długo oczekiwany tekst, podpisuję się pod nim wszystkimi kończynami.
    TPTD robi super robotę, niemogę się doczekać kiedy znów pojadę, nie polecam imprez organizowanych przez p. Szagierczaka (nie ujmując jego wiedzy i umiejętnością) za dużo po całej pętli się nie pojeździ. W Ułężu świetne pojeżdżawki kiedyś robił Wróbel (3-4 instruktorów i pomiar czasu)apropo Ułężu wylali nowy asfalt gdzieniegdzie, jedynym zmartwieniem jest brak zabezpieczenia (karetka itp). Kielce są nudne i niefajne, Lublin jest na drugi bieg. Nie byłem w NMnP podobno fajnie ale nierówna nawierzchnia i mało informacji kiedy tam coś się odbywa.

  10. Poznań ma jedną wadę $$$$$
    550 uczestnictwo + dojazd (paliwo, autostrada, hotel) i robi się 1000zł-1200zł i więcej zależy od auta/

    ALE to najlepiej wydany tysiąc złotych raz do roku :)

  11. @Zyzy: jeśli to lubisz, to raczej raz do roku Ci nie wystarczy.

    Nie oszukujmy się, „sport” motorowy to nie jest zabawa dla biednych.

  12. ku obronie kielc… tarki rzeczywiście kiedyś mi zamordowały łożyska… ale tor jest techniczny, dobry dla aut która nie maja miliona koni mechanicznych ( na superoesie seryjny civic objezdrza zakute lancery bo… umie jedzic). Natomiast największa zaleta Kielc jest odcinek leśny (obecnie kończy się remont), który rekompensuje wszystko, katering na torze jest średni ale obok jest przyzwoita restauracja o podobnych cenach. Natomiast prawda jest taka ze to porównanie jest błędne bo tylko Poznań jest torem a reszta to 2ga liga.

  13. Uważam, że cena 550 zł nie jest strasznie wygórowana warunki są na prawdę bardzo dobre. Może na innych torach jest taniej jednak tam dostajesz możliwość jedynie jazdy i koniec.

  14. @Maciek
    Pracuję w okolicy lotniska i uwierz mi że samolotów praktycznie w ogóle nie słychać – no chyba że przelatujące helikoptery.

    Dobrze wiem kiedy jest impreza na torze bo ciągłe „piłowanie” i pisk opon potrafi wku… ;)

    PS. Okno mam w przeciwnym kierunku do toru i lotniska także wszystko co słyszę jest z odbicia.

  15. @t4ndeta – to wy jakieś inne samoloty macie. Ja mam lotnisko spory kawałek od domu, ale trasę przelotową nad dachem i samoloty napieprzają jak nienormalne. Idzie ich nie zauważać po pewnym czasie (przyzwyczajenie), ale jak ktoś nieobyty je słyszy, to dają im się wyraźnie we znaki.

    Inna sprawa, że na torze może bardziej nieregularnie hałasują, to ciężej się przyzwyczaić, ale wolałbym blisko tor, bym się zakumplował z obsługą czy co ;).

  16. Oczywiście trasa przelotowa w sensie zejście do lądowania, więc dudni tak, że rozmawiając przez telefon przy otwartym oknie jest „czekaj, przelatuje”.

  17. odnosnie ‚czy to duzo’, dodam tylko, ze bylem w tym roku w mediolanie na monza, jesli dobrze pamietam, 30′ na torze = 30€, nie byl to zaden track day czy cos takiego, po prostu weekend, w ktory nie bylo zadnej imprezy, wstep wolny

  18. Ja nie dostrzegam większego sensu (poza pojechaniem po to, by powiedzieć „Byłem!”), w pojechaniu na kompletnie nieznany tor i zapłaceniu tylko za wjazd. Bez nauczenia się toru na wcześniejszym szkoleniu taki przejazd jest jak szybsza jazda autostradą – trzymasz się prawej, lokalsi cię wyprzedzają, nie masz pojęcia o tym, jak wygląda zakręt przed Tobą, gdzie uważać, gdzie cisnąć…

  19. No trochę przegiąłeś Blogo. Jak może nie być sensu w tym, żeby przejechać sie po takim torze jak monza? To prawda, że prawdziwą, „wyścigową” frajdę z obiektu można mieć dopiero po kilkudziesięciu, może kilkuset przejechanych kółkach, kiedy już mniej więcej pamięta się jak wyjś z którego zakrętu, żeby ustawić się do kolejnego. Ale są przecież tory (m. in. Monza), które zanim odwiedzisz możesz już znać na pamięć z relacji wyścigów czy gier. Na pewno nie pobijesz rekordu toru jak się na nim pokazesz swoim autem ale tez raczej nie zaskoczy Cię wyskakująca z nienacka szykana…
    No i pomyśleć sobie „Byłem” o Monza track to też dla mnie kilka miejsc nad galerią Mokotów :)

  20. Tak jakoś. Byłem na torze Ascari i mimo gigantycznego zachwytu przeważa irytacja, że jeździłem jak ślepiec, nie wiedząc co się czai za zakrętem.

    Właśnie to (oraz kwestie finansowe) powstrzymują mnie przed wyjazdem na Nurburgring – bo pewnie zrobiłbym po nim w sumie góra 5-7 kółek, i każde jak po zwykłej drodze – w miarę szybko, lecz bez torowej zajawki, bo non stop Porsche we wstecznym lusterku plus zero wiedzy co przede mną.

    I od razu wybiję Ci z ręki argument ;) o gierkach i YT – ludzie, którzy byli na Ringu twierdzą, że nawet jak w GT5 masz ten tor obcykany na pamięć, to wjeżdżasz na żywo i po dwóch zakrętach nie wiesz, co-gdzie-jak.

  21. @Blogo

    Nie pamiętam, który zawodowy ścigant, ale któryś z motocyklistów grał w TOCA przed treningami. Żeby przypomnieć sobie tor. W którejś starej gazecie miałem o tym artykuł. Jak znajdę to zeskanuję i podeśle.

  22. Zerkam czasami na różne galerie z imprez torowych i M-trójek zawsze jak psów. Tak samo jak porszawek, subaryn i lancerów. Ostatnio też zaczęły mnie nudzić GT-Ry. Wszędzie tego wszystkiego pełno – człowiek by jakieś egzotyki pooglądał :-D

  23. @t4ndeta
    Tor Poznań ma ponad 30 lat, boom na tanie działeczki zrobił się później. Widać, nieprzypadkowo były tanie.

    ABT tarki na Miedziance: jadowite tarki to są w Wyrazowie, Miedzianka przy Wyrazowie jest niczym pluszowy miś. Po prostu trzeba trafiać w czarne, a nie nastawiać się na cięcia ;)

    Miedzianka do niedawna miała też zaletę w postaci śliskiego asfaltu, ale to już chyba historia.

    @Samochodziarz
    Trzeba mieć 1000+ (dojazd, paliwo, oliwa, ewentualne klocki, opony, usterki). Nie masz, nie jeździsz, proste.

  24. Dzwine, że nikt jeszcze nie zwrócił uwagi, że 550zł(+bak paliwa) to Track Day kosztuje osobę mieszkającą w Poznaniu. Jak ktoś mieszka w takiej Warszawie, to dochodzi mu paliwo, opłata za autostradę, jakiś nocleg żeby nie wracać po całym dniu itd. więc wyjdzie spokojnie ponad 1000zł.
    Nie mówię czy to jest dużo czy mało bo to indywidualna sprawa, ale to nieco bardziej realny koszt wycieczki na TP TD.

    pozdr

  25. Jak tam będziesz znowu to potrzebuję prawe drzwi przednie do T4 przed liftem – kolor obojętny, bo sobie pomaluję, mogą być nieuzbrojone, ale fajnie jakby były z korbką.

  26. 550 zł – wydaje się dużo, jednak kwestia warunków które na torze w tym przypadku są bardzo dobre. Pytanie co dostaniecie za 250 zł na innym :) ?

  27. Blogo miałeś wrzucić zestawienie z serwisu BMW jak to wyszło po roku użytkowania na torze.
    Pozdro

  28. Te magiczne „pół tysia” hmm xD
    Jedni kupują wędki po kilka tysięcy, inni znaczki, ale Ci tutaj na blogu paliwo do auta, które się ulatnia … i o to w tym chodzi, żeby nie chodzić a jeździć :)

  29. Pytanie do Blogo, jakis czas temu na Twojej stronie (albo jakos przez nia) znalazlem filmik ilustrujacy „jak sie jezdzi w korkach po warszawie”. Przyznam ze byl bardzo pocieszny. Napisz prosze gdzie go znalezc bo szukalem dobra godzine i znalezc nie moge.

    Dzieki!

  30. Chodził za mną Track Day od jakiegoś czasu i w sumie przekonałam się, że warto w końcu przestać się zbierać, załadować opony i przyjechać.

  31. Najpierw, w naturalnym (przynajmniej dla mnie) odruchu, pomyślałem, że 550 to BARDZO dużo, ale potem poczytałem, przemyślałem sprawę… i nie, to nie jest dużo za to, co zdaje się oferować ten tor. Dodajmy jeszcze do tego koszta dojazdu, ponadto w takich przypadkach trzeba mieć jakąś rezerwę na wybadek, gdyby coś się poszło ryćkać w zawiasie czy silniku… Jest po prostu tak, jak napisał SSSS: „Nie oszukujmy się, “sport” motorowy to nie jest zabawa dla biednych”. Czyli również nie dla mnie – człowieka, który o średniej krajowej gdzieś kiedyś coś czytał i ew. jest skłonny uwierzyć, że naprawdę istnieją ludzie, którzy tyle zarabiają. Dlatego przyznaję – to jest dobra cena za to, co się dostaje, tym bardziej, że jeśli kogoś stać na sprzęt, którym nie wstyd (i nie strach) wjeżdżać na tor, to wydatek 550 zł nie jest dla niego dramatem. Natomiast ja nawet gdybym mógł wywalić pół pensji (czyli opłata za wjazd plus dojazd tam i z powrotem, gdybym miał liczyć jeszcze budżet na ewentualne fuckupy zrobiłoby się powyżej miesięcznej pensji) na zachcianki typu pojeżdżawka to 73-konną Madzią na „trzynastkach” nie miałbym czego tam szukać, n’est-ce pas?

    Dlatego chyba po raz pierwszy zgodzę się z Blogo w pełnej rozciągłości. To dobra kwota za dobry track day na dobrym torze. A ja jak będę miał wolne 550… odłożę je celem dalszej inwestycji w sprzęt basowy. Albo zrobię wreszcie tylne błotniki w Madzi, gdyż zaczyna je chrupać rudzielec. I będę sobie po cichutku marzył, że może kiedyś skoczę sobie na tor…

  32. @Leniwiec:
    Na ostatnim TPTD było Sajo 54KM, a moja Alfina jeździ na 14″, więc dramatu nie ma, aczkolwiek potwierdzam, że te 120, 130 kunia się przydaje, żeby cosik poszaleć, bo inaczej tniemy pełną fafą prawie całe kółko, co się trochę mija z celem :).

  33. Kielce nie są torem z prawdziwego zdarzenia z prostego powodu – DK74 jako część trasy. Gdyby nie to, to konfiguracją, zmianami wysokości terenu bije na głowę Poznań. Poza tym Poznań wygląda tak a nie inaczej z prostego powodu – teoretycznie był robiony pod F1. Nawet znajdujący się tam most był wymogiem (bodaj) Berniego Ecclestona. Zresztą wystarczy obejrzeć odcinek Legend PRL poświęcony torom i można się dowiedzieć i o Kielcach i Poznaniu trochę interesujących rzeczy.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *