(m446) Koszmar senny (nie Ayrtona)

Remont

Dawno temu wjechałem nocą na remontowany wiadukt. Typowa sytuacja – dwie nitki “w moją stronę” są rozorane, więc wiedziony znakami wjeżdżam na dwie nitki “idące pod prąd”, bo tam jest żółty podział na prawą moją, i lewą tych z naprzeciwka. Proste.

Dojeżdżam stówką do szczytu wzniesienia (była noc, było pusto – kto nigdy 6-ciu dych w mieście nie przekroczył niech pierwszy pierdnie chmurą niebieskich spalin) i nagle z przeciwka wypada na mnie inne auto – ale zamiast iść swoim pasem, pakuje moim wprost na czołówkę.

Prosta sytuacja – wjechał od swojej strony na wiadukt, nie zauważył żółtych linii remontowych i szedł bombą pod prąd. A u mnie, gdy go zobaczyłem, również pojawiła się kwestia bomby – wielkiej, gigantycznej bomby, który eksplodowała w moim brzuchu, rozsiewając po całym ciele odłamki bezradności i kompletnego zaskoczenia.

Szczyt wiaduktu, żadnego trawiastego pobocza by uciekać i walące mi na czołówkę auto. Tak byłem przerażony, że zielonego pojęcia nie mam, co to był za wóz, ani nawet w jakim kolorze. Zacząłem hamować tak mocno, że skurcz w prawej nodze łapał mnie jeszcze przez następne dwa dni. I zacząłem dusić klakson tak mocno, że gdyby w kierownicy była poduszka powietrzna, to bym ją zgniótł na proch. I nic poza tym nie zrobiłem – trąbiąc jechałem na zblokowanych kołach wprost na niego.

On się jorgnął, wrócił na swój pas, ja pusciłem hebel i klakson – i tak się to cool story skończyło. Byłem wtedy młodym kierowcą, jechałem Escortem ojca, ale wcale nie jest powiedziane, że dziś zareagowałbym inaczej. Dlatego tak jak nie lubię oglądać filmików z Rosji, tak akcji w stylu jak poniżej wprost nie trawię i nawet teraz, gdy wklejam embeddujący kod, zachowuję się jak mała dziewczynka zasłaniając sobie oczy poduszką z twarzą Hanymontany.

Niestety te okazjonalne pojeżdżawki po torach sprawiły, że zacząłem się uważać za lepszego kierowcę. Za takiego, który w trudnej sytuacji sobie po prostu poradzi. I przez to, gdy droga jest pusta, czasami przeginam (rzadko, ale się zdarza). Ale jak wokoło jest już kilka aut, wtedy robię się potulny jak baranek. Nie dlatego, że swoim nieogarnięciem mógłbym komuś zrobić krzywdę. Litości, jakim trzeba być mięczakiem (lub zakłamańcem), by w ten sposób myśleć?! Ja przy ludziach zwalniam, bo IM NIE UFAM. Bo zawsze może jakiś Zenon Michalak (76 l.) postanowić w drodze na cmentarz zajechać po kwiatki i znicze do tej kwiaciarni, o tutaj, po przeciwnej stronie drogi – i przetnie podwójną ciągłą miażdżąc mnie przodem swojej Hondy Civic / Skody Fabii / Chevroleta Aveo.

Sytuacja z wiaduktu śni mi się co jakiś czas. Ot tak po prostu – niczego nie zwiastuje, nie jest przestrogą – po prostu mi się śni. Ciekawe, czy ten gość co mi szedł na czołówkę, też ma takie śniące mu się sytuacje. I czy tak samo jak ja uważa, że on to nigdy nikomu w maskę nie wjedzie – co najwyżej jakiś inny debil wyskoczy mu na czołówkę…?

13 komentarzy

  1. Zgoda w 100%, ja wyznaję zasadę “jadę to, co widzę” (czyli staram się zostawić sobie dość miejsca na hamowanie awaryjne, jeżeli ktoś gwałtownie pojawiłby się na granicy mojego pola widzenia). Już na kursie na prawko dostawałem opieprze, że zbyt mocno obserwuję, jak się ktoś czai przy wyjeździe z podporządkowanej itp., ale wolę tak, niż kiedyś zareagować “o, a ten to skąd znalazł się w moich drzwiach?”…

  2. Czy dziś, z perspektywy czasu, wiesz gdzie popełniłeś błąd? Co mogłeś zrobić inaczej? Masz jakieś dobre rady? Co mam zrobić, żeby za 5 lat nie mieć w domu poduszki z twarzą Hanymontany?

  3. Na innych kierowców nic nie poradzisz. Tak samo jak oni nic nie poradzą na Ciebie. Jak ma być dzwon, to będzie, bo tak jest Ci pisane. Allahakbar.

  4. Od pewnego czasu powtarzam jedną rzecz jak mantrę: powyżej 55/60 lat (a może mniej) powinny być robione testy sprawnościowe, koncentracji, refleksu etc dla posiadaczy prawka, żeby to prawo jazdy utrzymać. Bo wybaczcie, ale im więcej jeżdżę, tym częściej cholera mnie bierze. Nie chodzi mi o to by kogoś szykanować. Chodzi mi tylko o bezpieczeństwo na drodze, a niestety, im człowiek starszy, to bywa że zwyczajnie nie ogarnia.
    Chyba za dużo miałem sytuacji nie z mojej winy, gdzie mało brakowało a bym skończył minimum w rowie.

  5. Ja spotkałem auto jadące mi na czołowe na obwodnicy Trójmiasta. Też essim jechałem ;P

    Kierowca tira, którego wyprzedzałem, przytulił się do barierki, ja do tira, pajac z naprzeciwka darł barierę energochłonną – minęliśmy się o prawie 2 metry.

    Jak w końcu się zatrzymałem to miałem ochotę wysiąść i pójść zabić kierowcę tamtego auta na miejscu.

    …ale nie byłem w stanie. Galareta. Meduza normalnie. Dobrze, że w gaciach sucho. Znaczy – sucho w sensie zwieraczowym, bo w pocie to ze dwa kilo zgubiłem. Łapy mi się trzęsły jak w delirce. Mało się nie rozpłakałem. Kurza twarz, trauma normalnie.

  6. @Blogo – obwodowa trójmiasta ma dwa pasy w każdą stronę, nitki są rozdzielone pasem zieleni i barierami energochłonnymi.

    Na wysokości Pruszcza Gdańskiego w kierunku na Łódź jest dłuuugi łuk w prawo. Prawym pasem jechał TIR z naczepą, ja szedłem lewym pasem i powoli łykałem towarowego. Było mokro, więc szedłem ledwie powyżej setki – dlatego manewr był długotrwały. Z naprzeciwka moim pasem wyjechało mi coś srebrnego – jakieś nieduże auto, chyba Aveo właśnie.

  7. Byłem w podobnej sytuacji – jak mi Peżociną zza autobusu wyskoczył (że wyprzedać chciał znaczy) – to musiałem się delikatnie stoczyć do rowu… Szczęściem moja prędkość niewielka była (droga podrzędna i wąskawa), auto raczej pancerne (Polonez jeszcze wtedy – bo to dawno było) no i rów niekoszony…
    Zawsze myślałem, że takie “drobiazgi” specjalnego wrażenia na mnie nie zrobią. Ale nie że wyjdę z samochodu, otrzepię teszirta i z bondowskim akcentem mruknę: “Qrka… już trzeci raz dzisiaj” – aż taki twardziel to ja nie jestem. No po prostu myślałem, że będę najzwyczajniej spokojny… ot, człowiek był młody, piękny i głupi…
    A dalej to mogę od szanownego przedpiścy (‘zibiego’) skopiować cały fragment: “Jak w końcu się zatrzymałem … Kurza twarz, trauma normalnie.” Nic dodać, nic ująć. Brrrrrrr…

  8. Ale ja tego filmu nie ogarniam… Co ten koleś chciał zrobić? Nawet nie zdążył dojechać do tego auta, które chyba planował wyprzedzić… Prawy pas pusty a ten tnie na czołowe.

  9. Mnie dziś w nocy pewien pryszczaty szesnastolatek w białym outbacku mamusi omal nie skasował bordowej na krzyżowce.

    Chłopak najwyraźniej nie zakumał, że pas zjazdowy kończy się znakiem ustąp pierwszeństwa i próbował wbić się w mój błotnik kiedy opuszczałem krzyżówkę z lewoskrętu (zasadą prawej ręki chyba się zasugerował).

    Chłopak w ostatniej chwili depnął w hamulec, a ja zdążyłem zanurkować na drugi pas – tak czy inaczej brakło może 20 centymetrów żeby zrobił mi z prawego przedniego motorsporta jajecznicę…

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *