#387 Expert vs. Mirek i Janusz

MotoRaporter

Gdy z Waszą pomocą szukałem najmojszej i tłukłem się po PL oglądając mniejsze i większe truchła, pewnego dnia odbyłem rozmowę z Pogoodem, który powiedział coś mniej więcej w ten deseń: „A może założymy firmę i będziemy za niewielkie pieniądze pomagać ludziom kupować auta, sprawdzając za nich te sztuki, które stoją w komisach i garażach handlarzy?”

Wtedy, prawie 2 lata temu, takich usług praktycznie nikt nie oferował – rynek był dziewiczy i zasłany leżącą na chodniku kasą, więc rozdzieliliśmy zadania i… tydzień później nikt z nas już o tym temacie nie pamiętał. A dziś takich firm jest kilka. Bo pomysł jest naprawdę zacny – nigdy nie podliczałem, ile kasy poszło na poszukiwanie najmojszej (bo często na oglądanie jeździłem autem użyczonym przez BMW Polska, a solidne oględziny w ASO BMW również nie były na mój koszt), ale spokojnie można powiedzieć, że gdyby wszystko szło z mojej kieszeni, trzy tysiaki pękłyby na luzach. A gdyby doliczyć do tego mój czas (wyceniany wszak w EUR), kwota byłaby niebywale sroga.

Jakiś czas temu (już po zakupie najmojszej) odezwał się do mnie Marcin Ostrowski, współwłaściciel i Prezes spółki Caliope, do której należy sieć MotoRaporter. Nie mam z tą firmą (ani z Marcinem) nic wspólnego – nie znamy się osobiście, nigdy z ich usług nie korzystałem i nijak z nimi nie współpracuję. Po prostu po krótkiej wymianie maili uzgodniliśmy, że oni przygotują specjalnie dla mnie krótki text dot. co ciekawszych spraw, które prowadzili, a ja w wolnej chwili to opublikuję w dowolnej formie (zdecydowałem się na obszerne fragmenty) – nie oczekując nic w zamian. Ot tak, po prostu – temat jest ciekawy i chcę zwrócić Waszą uwagę na obecność takich usług na rynku – bo gdy kupuje się auto za kilkadziesiąt tysięcy, wydanie 249 zł na całkiem solidny raport (bez konieczności ruszania tyłka sprzed fejsika), to są naprawdę groszowe sprawy.

Oczywiście najczęściej zdarzają się kłamstwa dotyczące historii wypadkowej auta. Właściciele czują się dość komfortowo, bo w razie wpadki tłumaczą się brakiem wiedzy o takim zdarzeniu (komis) albo semantyką słowa wypadek (kolizja to jeszcze nie wypadek itp.). Bardzo często też nasi eksperci mają wątpliwości – przeważnie uzasadnione – dotyczące prawdziwości przebiegu. Na trzecim miejscu pod względem popularności mógłbym uplasować stwierdzenie: auto nie wymaga wkładu finansowego.

Jestem sobie w stanie wyobrazić tylko cztery sytuacje, gdy sprzedawane auto rzeczywiście po zakupie nie wymaga wkładu finansowego. Pierwsza to wtedy, gdy właściciel zmarł na zawał w chwili, gdy przyjechał autem z warsztatu po zrobieniu gigantycznego przeglądu – podjechał pod dom, zgasił silnik i zmarł – a żona nie mając prawka wystawia auto na allegro. Druga to wtedy, gdy ktoś kupił nówkę z salonu i już nazajutrz postanowił ją sprzedać, bo mu się niewygodnie siedzi albo podłokietnik przeszkadza mu we wbijaniu czwórki. Trzecia sytuacja, gdy sprzedawane auto rzeczywiście nie wymaga wkładu finansowego nie istnieje. Jak i czwarta. Jak i każda kolejna. Auta sprzedaję się, gdy się ma ich dość lub ma się już nowe. Ale zawsze zawsze zawsze jeździ się nim oporowo i nigdy nigdy nigdy nie wymienia się niczego dla nowego właściciela.

O czym my w ogóle mówimy, o jakich prewencyjnych wymianach w przededniu sprzedaży auta my w ogóle dyskutujemy, gdy kupić auto z pełnym bakiem jest trudniej, niż trafić szóstkę w Lotto? Czego my wymagamy od ludzi pozbywających się niechcianego już auta, gdy ja Almerę kupiłem w salonie – nówkę sztukę nieśmiganą – i w baku było ćwierć litra benzyny. Sprzedawca, sorry Konsultant ds. Obsługi Klienta, powiedział mi, że zawsze tyle nalewają ale spoko, bo przecież tu jest Statoil – tylko muszę pojechać przez chodnik, bo jakbym chciał zgodnie z przepisami wyjechać na główną i zawrócić tam daleko na światłach, to na tych oparach mogę nie dać rady.

Aż w 66% przypadków stan auta deklarowany w ogłoszeniu nie zgadza się ze stanem faktycznym. Właściciele sprzedawanych samochodów często mają tak wiele do ukrycia, że aż 30 proc. z nich nie zgadza się na oględziny samochodu wykonane przez eksperta. Aż w 40 proc. przypadków ekspert dokonujący oględzin miał podstawy by podejrzewać cofnięcie przebiegu. I, uwaga, uwaga – aż 74 proc. wystawianych na sprzedaż aut jest po wypadku.

74% aut powypadkowych – jestem w stanie w to uwierzyć i mnie to przeraża. 40% aut z prawdopodobnie cofniętym przebiegiem – opierając się na własnych (i zasłyszanych) opiniach, rzekłbym że powinno być 95%. Ale może jest tak, że MotoRaporter głównie otrzymuje zlecenia na auta droższe i młodsze – i możliwe jest, że w aucie 3-letnim, opierając się o ocenę zużycia wnętrza, przegląd dokumentacji, itp. – nie jest możliwe podważenie przebiegu deklarowanego na poziomie 95 000 km (mimo że rzeczywisty zbliżał się do 200 000 km). Oraz miejmy na uwadze fakt, że to 40% to jest spośród aut, do których sprzedawca eksperta dopuścił – więc teoretycznie albo miał niewiele do ukrycia, albo tak bardzo był pewny kunsztu, z jakim jego szwagier włada migomatem.

A teraz czas na mięso.

MotoRaporter

Pewnego dnia trafiło do naszego biura zlecenie wykonania raportu dot. BMW serii 5 z 2004 roku. Samochód wyróżniał się dość urodziwym M pakietem. Pierwsze wrażenie po przeczytaniu ogłoszenia było dość pozytywne. Właściciel w treści zapewniał o bezwypadkowej przeszłości. (…) Tymczasem samochód nosił ślady napraw lakierniczych w przedniej części oraz po prawej stronie, które dokonane zostały w dość ubogi sposób. Nieudolne naprawy pokolizyjne zauważone zostały również na klejonych mocowaniach przedniego prawego reflektora.

Właściciel pojazdu był dość zdziwiony dokładnością oględzin i negatywnymi szczegółami, które miały zostać zawarte w raporcie, dlatego zaproponował naszemu ekspertowi łapówkę w zamian za pozytywny wynik ekspertyzy. Oczywiście nasz ekspert odmówił i opisał całą sytuację w raporcie, który później trafił do naszego klienta, który z kolei z przyczyn oczywistych stracił zainteresowanie opisywanym autem.

Link do raportu: http://motoraporter.com/raport/4zkyr

Ja bym brał łapówkę bez mrugnięcia okiem. Wziąłbym w łapę, poprzytakiwał Mirosławowi i bym sobie poszedł. A potem solidny i prawdziwy raport wysłałbym komu trzeba. Bez skrupułów, że wziąłem w łapę za ściemnienie raportu a ostatecznie przygotowałem prawdziwy – bo wszak oszukać oszusta to nie grzech, zapytajcie księdza.

MotoRaporter

„Mazda 3 2.0 Stan BDB!! Samochód sprowadzony i zarejestrowany w Polsce, pierwszy właściciel. Auto jest w super stanie technicznym i wizualnym, nie posiada żadnych wad, wnętrze jest jak nowe, nigdzie nie jest uszkodzone, silnik pracuje bardzo ładnie, klimatyzacja, ABS, alufelgi, immobiliser, ESP, komputer, radio cd, tempomat, central zamek, el. szyby, el lusterka” – tak brzmiało ogłoszenie o sprzedaży Mazdy 3.

Po wizycie naszego eksperta otrzymaliśmy raport, który stanowczo wskazywał na naprawy blacharsko-lakiernicze z uwzględnieniem napraw elementów takich jak podłużnice, a wzmocnienie (belka) między podłużnicami została wspawana z innego pojazdu. Całości dopełnił raport Vin-info z aukcji z USA, gdzie ten pojazd sprzedawany był jako powypadkowy – jego przód praktycznie nie istniał.

Link do raportu: http://motoraporter.com/raport/4z1oe

Najlepsze jest to, że przed komputerem to każdy z nas jest chojrakiem, ale jak się człowiek pochyli nad otwarta maską to bez lat doświadczenia nie sposób orzec, czy chłodnica i połowa osprzętu silnika nie pochodzi z jakiegoś znalezionego na szrocie bliźniaczego modelu. Trzeba mieć łeb jak sklep i oczy wokół głowy, by wszystko obadać. Ja w mojej najmojszej np. dopiero po roku zauważyłem (a to i tak tylko dzięki ludziom z Bawaria Motors), że przednią szybę mam inną od pozostałych – inny producent, inne oznaczenia. Po prostu w natłoku obaw, punktów do obadania i miejsc do sprawdzenia – zapomniałem o takim detalu. Mam tylko nadzieję, że powodem jej wymiany był kamień – dokładnie taki sam, jaki niedawno sam złapałem. I wygląda na to, że niebawem (o ile pęknięcie się powiększy) przednią szybę wymienię najmojszej ponownie.

MotoRaporter

To ogłoszenie to kolejny przykład, że w naszym kraju za bezwypadkowe samochody uznaje się takie, które nie miały naruszonych elementów nośnych. Trochę szpachlówki lakierniczej i pomalowanie kilku elementów jeszcze nie kwalifikuje przecież tego Audi A4 do przyznania mu miana wypadkowego. Oczywiście jak widać każdy ustala sobie własne kryteria, którymi się kieruje podczas zamieszczania ogłoszenia.

Gdyby nie kłamstwo o bezwypadkowości, to prezentowany pojazd byłby całkiem ciekawą propozycją dla osoby godzącej się na zakup samochodu, który posiada powierzchowne naprawy w zamian za dość atrakcyjną cenę. Nasz ekspert stwierdził w raporcie, że przebieg 227 tys. km. jest trochę nierealny, dlatego na podstawie elementów wnętrza określił go na ok. 300 tys. Po sprawdzeniu tego Audi w światowej bazie danych VIN odkryliśmy zdjęcia, które dokumentowały przebieg tego egzemplarza w czerwcu 2012 na 290 tys. km.

Link do raportu: http://motoraporter.com/raport/4zvzj

Fajną sprawą w tych raportach jest pomiar bieżnika opon. W przypadku tego Audi jedna guma ma połowę tego, co 3 pozostałe. Nie wnikam, czemu tak jest – chcę przy tej okazji tylko powiedzieć o czymś innym, otóż o oponach w używanych samochodach. Ja moją najmojszą kupiłem na gumach tak tragicznych, że pojęcia nie macie. Z przodu inne, z tyłu inne. Żadne nie nadawały się do jazdy – primo: bo bieżnik był miejscami tak płytki, że te malutkie wałeczki informujące o agonalnym stanie opony były aż starte. Secundo: dwie opony rocznikowo miały 13 lat. I tertio: po kilku wizytach na torze poodpadały z nich (ze wszystkich czterech) fragmenty bieżnika wielkie jak czipsy serowo-cebulowe. I takim serowo-cebulowym polaczkiem byłem ja, jeżdżąc na nich. A potem pojawiło się Oponeo i Bridgestone, i temat możemy uznać za niebyły.

Ale wracając do kwestii opon w sprzedawanych autach – na ogół są to parchy wyjęte za grosze z hałd zalegających obok zakładów wulkanizacyjnych. Ale kto na to zwraca uwagę – kupuję auto za 35 tys. zł i się cieszę, że jest w miarę OK i pachnie Plakiem, więc o oponach pomyśli się potem. Sęk w tym, że dobre opony to czasami 10-20% wartości kilkuletniego auta. Dlaczego tak olewamy ich stan podczas zakupu? Czemu nigdy stan opon nie jest kartą przetargową? Czy ktokolwiek kiedyś powiedział handlarzowi: „Biorę to auto za cenę z allegro, bez negocjacji, ale musisz je Mirosławie obuć w markowe opony nie płytsze niż 6mm?” Sam na to nie zwracałem uwagi. Jakoś to będzie – sobie mówiłem. W moim wypadku faktycznie jakoś się ułożyło – ale jeśli kiedykolwiek w przyszłości będę kupował używane auto, to przysięgam, że opony obadam tuż po podłużnicach i lakierze.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

I jeszcze jedna sprawa bijąca z tych trzech raportów: WYRAŹNE SAMOCZYNNE ZJEŻDŻANIE W LEWO/PRAWO, NIETRZYMANIE LINII, ŚCIĄGANIE W BOK.

Się zastanawiam, czy jest coś bardziej irytującego w aucie niż fakt, że delikatnie ściąga w bok… Można mieć fotele z masażem, skrzynię biegów o srylionie sprzęgieł, silnik mocniejszy do tego w drimlajnerze, felgi większe niż diableski młyn w Kołobrzegu – a gdy auto delikatnie ściąga w bok na prostej jak lodowisko drodze – człowiek chce podrapać prezesa koncernu w szyszynkę, aplikując mu bagnet olejowy (o ile takowy w aucie występuje) bezpośrednio przez dolne ujście przewodu pokarmowego.

Serio – nie jestem sobie w stanie wyobrazić gorszej „usterki” auta (mówimy o usterkach pozwalających na dalszą jazdę, a nie czymś w stylu Alfy, że trach i laweta), bardziej irytującej i sprawiającej, że na myśl o wieczornym pojeżdżeniu sobie (bo akurat popadało i jest fajnie ślisko), człowiek woli przełączyć na TVN i zadumać się nad problemami Kasi Zielińskiej z „Na Wspólnej”.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Jak już wspomniałem, nic mnie z MotoRaporter nie łączy, acz jestem im (szczególnie Marcinowi) wdzięczny za czas, który poświęcił na przygotowanie tekstu specjalnie dla mnie. Jeśli macie doświadczenia z takimi usługami – śmiało piszcie o nich w komentarzach. Może dzięki wydaniu tych 249 zł ktoś kiedyś nie skończy z autem, w którym fotelik dziecięcy przyczepiany jest do ukrytej pod tylną kanapą konstrukcji wyciętej ze znalezionego na szrocie przystanku autobusowego, bo akurat pasującej ćwiartki od identycznego auta nie było, a terminy goniły, bo wąsaty Janusz już z lawetą po nie jechał, bo gruby Mirek już klienta na nie ugadał…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

(Aktualizacja 25/09/2013)
O, na przykład podobna oferta, ale kilkadziesiąt złotych tańsza,
jest na Auto-Check.

38 komentarzy

  1. Mnie auto ostatnio ściągało w bok ale dopompowalem koło i przestało :) (wcześniej korzystałem z zepsutego kompresowa który niby nabił po równo a jednak nie – dopompowując przed trasą)

  2. Zastanawiam się czym się różni taka usługa od wizyty w ASO? Ja ostatnio byłem z Nissanem Notem na Puławskiej i 4 strony raporcik wystrugali panowie, z tego co pamiętam to chyba tylko opon nie sprawdzili, ale i tak całość z 1h trwała.

  3. @Krzysiek – może różni się tym że Ty nie musisz nigdzie jechać ? Że możesz szybko sprawdzić kilka aut w różnych miastach/rejonach ?

    btw. nie obraź się ale Twój post wygląda trochę jak ukryta reklama ASO Nissana ;) ale może to tylko moje złudzenie… Podaj jeszcze cenę jaką zapłaciłeś za taką przyjemność, wraz z kosztami dojazdu – zobaczymy czy cenowo jest konkurencyjnie.

  4. Do ściągania idzie się przyzwyczaić; w żelazku podejrzany jest któryś drążek (bo ściąga), do tego kierownica z nabą nie jest w 100% wycentrowana, więc śmiało stwierdzam, że jazda na prostej z kołem skierowanym o ~20 stopni w którąś stronę jest wykonalna i do przeżycia :D.

    Co nie zmienia faktu, że wkurzająca i jakbym sprzedawał takiego strucla, to bym zadbał, żeby się „nie rzucało w ręcę”.

  5. @Maggot nie do przeżycia jest nawet 0,2 stopnia. Co chwile bym sprawdzał czy ściąga czy nie. A zrobienie prosto kosztuje 60 zł.

  6. I biznes życia szlag z hukiem trafił… ;)

    A na poważnie – takich firm na rynku jest kilka, różnią się zakresem oferowanych badań, podejściem do tematu i cenami.

    Za najtańsze, telefoniczne „macanie handlarzyny” biorą ok. 30 zł za jedno ogłoszenie. Za wyjazd fachowca do oglądnięcia samochodu na miejscu – płacisz znacznie wyższą stawkę.

    Czy ja bym z tego korzystał?

    Z tej najtańszej formy, która odsiewa tylko prawdziwy chłam – pewnie nie. Bo z byle forum danej marki jesteś w stanie w 2-3 wieczory wyciągnąć info o „typowych usterkach” i odpytać sprzedawcę z interesujących cię szczegółów.

    Jaką takie podejście ma zaletę – lepiej jest komuś zapłacić 250,- za JEGO czas i fatygę, zamiast samemu dymać przez pół Polski, bo to zupełnie inne pieniądze (czas + wacha + min. 1 zdjęcie z podróży)…

  7. Sam pomysł ok, ale wykonanie…
    Dla mnie ta cała „ekspercka” firma już wygląda nieprofesjonalnie, ze względu na błędy ortograficzne i ogólny brak czytelności raportu.
    Powinni nad tym popracować, bo ich poziom jest porównywalny z poziomami dużej liczby ogłoszeń, a to powoduje nieufność.

    Przykładowo E60. Nie wiem z raportu, czy auto nie jedzie prosto, czy tylko „DELIKATNIE PRZEKRZYWIONA KIEROWNICA”, ale prosto jedzie. Pierwsze to problem, drugie to przypadłość wielu aut (przy zbieżności zwykle mechanicy kręcą tylko jeden drążek).

    Ponadto brak właściwych wniosków… a nie są, trzeba tylko do nich wrócić, bo są trzecim od końca punktem.

    Ogólnie niespójne to wszystko.

    I czemu raport zaczyna się od załączników (wyniki pomiarów)? Przecież większości ludzi trzeba te wyniki zinterpretować, bo nie wiedzą jakie powinny być szpary między elementami, albo grubość lakieru.

    Raport DEKRY jest dużo czytelniejszy i zawsze podsumowany jasnym tekstem w stylu:
    „Pojazd spełnia/nie spełnia standardy techniczne DEKRA dla samochodów używanych”.

    Miło by było gdyby powstała nasza, polska instytucja, która mogłaby konkurować z podobnymi instytucjami naszych zachodnich sąsiadów.

  8. heh, szkoda, że nie napisałeś tego posta w kwietniu jak kupowałem E36 ;p.

    Też chciałem skorzystać z tego rodzaju usługi, tylko akurat firma u której chciałem zrobić taką ekspertyzę, akurat wtedy zawiesiła tą usługę. Ostatecznie z upatrzonym egzemplarzem pojechałem do Bawaria Motors w Katowicach. Wnioski? Za przegląd zapłaciłem 600 zł, a na dobrą sprawę ekspertyza, którą otrzymałem pod względem szczegółowości była gorsza od tych przykładowych z linków, które podajesz na MotoRaporterze… No, chyba, że jest się „blogerę”, zna się Karolinkę, i w ogóle akcja z kupnem Bmw na całą Polskę dla Blogo ;), to fachowcy inaczej do tego podchodzą i robią przegląd na 120%.

    Generalnie z przeglądu w ASO byłem zadowolony, bo otrzymałem trochę informacji na temat kupowanego przeze mnie auta, ale pewien niedosyt pozostawał, zwłaszcza, że 600 zł to znowuż nie taka mała kwota. A tu, za to samo, albo i więcej zapłaciłbym 250. Mówiąc krótko, na dzień dzisiejszy, wolałbym skorzystać z usług takiej firmy niż ASO.

  9. kiedys pod otomoto był link – wyslij eksperta czy jakos tak – kosztowałao to 100-150 PLN, ale dzis widze, ze juz tego nie ma… brak rynku? wiekszosc osob jednak jeździ z przysłowiowym szwagrem lub nawet 2 czy 3 i sprawdzaja sami…

  10. Ze swojej strony moge powiedziec ze zadne ASO oferujac przeglad przedzakupowy nie jest w stanie zapewnic poziomu rzeczoznawcy DEKRA/PZM. Oczywiscie raz czy dwa znajdzie sie Mariusz ze sciezki diagnostycznej co zrobi wszystko jak trzeba.

    Ja ostatnio rozgladalem sie za bmw 535 e28 i stoi taka w berlinie jest podany vin. I taki vin mozna se wklepac i remote mamy juz historie serwisowa choc nie za darmo a czesto drogo. Tak wiec za granico mozna sie czegos dowiedziec rowniez bez wychodzenia z domu ale tam sie nawet w nieASO kontynuuje komputerowa historie.

    Ogolnie blogo fajny temat. Bo ludzie kupuja i potem placza. Polaki cebulaki.

  11. No i trzeba dodac ze Polaki cebulaki robia 2 bledy:

    1) polegaja na zdaniu szwagra. jak moj znajomy pojechal z kumplem co sie zna bo inzynier i on jest na forum tej marki co pojechali kupic. auto obejrzal i polecal. od zakupu minelo 6 mies ktore auto spedzilo w garazy bo nie ma poduszek i nie przeszlo przegladu. ale szwgier polecal bo inzynier. elektryk.

    2) nie robi sie przegladow ani na czas ani po zakupie

  12. Ech panowie… U mnie na wiosce standardem jest „cholzwagen passat kombi w dizelku prawie nówka niebita” z dziurawym wydechem, zderzakiem poklejonym taśmą bądź związanym drutem, obowiązkowo z jednym nie działającym światłem, poobijany, brudny jak nieszczęście, który podczas jazdy wydaje całą gamę odgłosów od klekotania, przez piskogwizd, po metaliczne stuki wszelkiej maści.
    Porady zaś przysłowiowych „szwagrów” – mój szwagier chciał sobie nabyć jakąś samochodzinę i drugi szwagier (jest nas tam kilku :) ) na to „sprowadź sobie coś dobrego, niemieckiego” (sam ma VW Bora, z Belgii, po dzwonie z przodu – ale „cholzwagen, tanio jak barszcz”). No i sprowadził golfinę jakąś tam. W ciągu 2 lat wymienić zdążył silnik (rozrząd pieprznął), tylny most, układ kierowniczy, elektryka mu ciągle świruje i mechanicy rozkładają ręce i tak dalej.
    Czasami zarówno marka samochodu jak i porady róznych „szwagrów” bardziej otumianiają człowieka niż LSD :)

  13. Pomysł zaiste fajny i pomocny, szczególnie u nas w kraju. Ale ja chyba zbyt ufam ludziom ,bo sam jak sprzedaje auto to zanim je oddam to jade na przeglad :P

  14. Na temat różnych oględzin wyrobów samochodopodobnych tworzonych przez polskich znawców designerstwa i dobrego smaku, oraz wszechstronnego zastosowania szpachli i trytytek można poematy wypisywać. 95% samochodów które oglądam czy to dla ludzi czy dla siebie do dalszej odsprzedaży nie nadaje się…na niewiele się nadaje. Generalnie u nas pokutuje jedno-jesteśmy śmietnikiem Europy, tylko u nas samochody sprowadzone i opłacone są tańsze niż w docelowym kraju skąd pochodzą. Tak jak i z tym BMW stawiam zgrzewkę mineralnej, że cena była „okazyjna” i odbiegała od SAMOCHODÓW z Niemiec.
    Polak niestety nie szuka samochodu tylko ceny. Samochodu szuka 5-10% kupujących, reszta szuka ceny. Do tego stopnia, że ludziska piszą mi maile-„Nie sprzedasz Pan tego w takiej cenie, z tego rocznika są 2 tyś tańsze i z klimą”, gdzie np mam samochód doinwestowany, w którym większość standardowych usterek została w ciągu 2 lat wymieniona i są faktury na to, no ale temat rzeka. Lubimy kupować sobie marzenia, szkoda że szybko ze snu się budzimy…Najlepsze jest to, że znam ludzi co niby każdemu tłumaczą, że najtańsze to guano, dopóki nie stają się sami kupującymi, wtedy podrzucają mi linki do oceny sądząc, że właśnie to oni są szczęśliwymi wyszukiwaczami i że to akurat ta jedna prawdziwa okazja…:( Jeszcze dużo wody w Wiśle upłynie, ale powolutku widać światełko w tunelu i Ci co raz się przejechali zazwyczaj mądrzeją i do kolejnych zakupów podchodzą z głową, a sądząc po ilości śmieci na rynku moto, tych mądrych powinno przybywać lawinowo :)

  15. W tym roku wymieniłem Borę na A4 B6 (Małysz 2003)1.(TDI).
    Szukanie auta w PL odpuściłem sobie bardzo bardzo szybko – tony szpachli, rozłączanie się na pytanie o VIN, krzywe parchy już na zdjęciach z motoszroto i alledrogo. Pomogło dwóch znajomych – jeden genialny mechanik, a drugi to znajomy handlarz. I piłka była krótka – „chcesz auto dobre, czy odpicowane?” I drugie „debilu nie kupuj oczyma”. oraz „szwab dobrego auta nie sprzeda, zawsze coś będzie”. Udało się w de. znaleźć auto doinwestowane z realnym b.niskim przebiegiem, za to po wymianie obu drzwi (lewe) w niemieckim AUDI po parkingówce jakiejś, zarysowany rant drzwi kierowcy po cofaniu do garażu plus felgi kondony i opony jeszcze gorsze zimowe kondony. Coś za coś. 220tys w 1.9TDI 10 letnim, ale przeszłość serwisowa jest. Auto przed kupnem już w Polsce miało sprawdzone wszystkie blachy, podłużnice, VAG, zdjęcie większości osłon i filtrów, sprawdzanie zawieszenia. W sumie jak na razie zadowolony jestem mimo kosztu 24tys po opłatach i rejestracji oraz konieczności władowania w auto jeszcze 4-6tysi żeby przestały mnie pewne rzeczy wnerwiać (na czele z felgami 15″ :-/). Co gorsze rynek w de już się zepsuł -auta od turasów są takie same jak od naszych rodzimych mistrzów szpachli i migomatu. Plus bomby czyli auta z PL rejestrowane na DE i tam sprzedawane :)

  16. Naprawdę fajna sprawa z tymi raportami – w sumie pomimo, że uważam się za istotę potrafiącą w pewnych okolicznościach odróżnić podłużnicę od wahacza to poszukiwania „w miarę nowego” samochodu za kilkadziesiąt tysi w życiu bym się nie podjął – tym bardziej po prześledzeniu Twoich bojów w poszukiwaniu najTwojszej;}

    Widziałem już kilka „bezwypadkowych” samochodów po tych nieistniejących ponoć naprawach i przyznam szczerze, że niekiedy poziom maskowania śladów po drzewie był tak wysoki, że nawet ASO mogłoby się w tym teatrze nie zorientować (że o szwagrach z miernikami lakieru z allegro nie wspomnę).

    Drugi problem to ten technologiczny thriller pełen błędów, przebiegów i raportów vin. Ja nie potrafię wyłączyć pstrykniętej przypadkowo telegazty, a co tu dopiero mówić o weryfikowaniu oszukanych czujników poduszek.

    Prawda jest taka, że moje kompetencje skończyły się w czasach, w których o wypadkowej przeszłości samochodu świadczył inny odcień błotnika i wypływająca z odpływów drzwi świeża konserwacja.

    Jedynym wyjątkiem może być e36 i escort ale to i tak wyłącznie dlatego, że kupiłem takie trupy, że chcąc nie chcąc musiałem poznać osobiście każdą ich śrubkę i wiązkę przewodów… ;}

  17. Radek, przywal też ode mnie, ale oczywiście w bok przeciwległy do Twojego, coby symetrycznie było. :D

  18. @jarek

    co do rynku w niemczech jest ten problem ze nie dziwota ze po 20 latach nie ma „okazji” hurtem. dlatego coraz czesciej widac auta z francji no i mitycznej szwajcarii(podobno zadne auto nie wyjezdza z tamtad rozbite). a o turkach powiem tyle ze sa i ci uczciwy i inni.

    ale okazje sie zdarzaja, szczegolnie jak ktos szuka czegos do drobnego remontu choc nie bedzie to B4 cz B5 ale auta ktore niemcy sprzedaja bo maja stare Euro normy i nie noga po miescie jezdzic.

    swoja drogaz ciekawe ile osob robi przeglad w DE np w ADAC tak jak w topgear??

  19. Tak dla porównania, ostatnio zapłaciłem 250 zł za przegląd przed zakupowy w ASO Peugeot :)

  20. Co do opon to faktycznie, polecam zwracać na to uwagę. Jak kupowałem swoją Alfę to po przyjeździe do torunia okazało się, że stoi na ślicznych 16′ felgach, tak jak obiecywano, ale obuto je w.. no nie nazwę tego oponami bo tak owe w cywilnym aucie mają bierznik. I wszystko było by ok gdyby nie fakt, że była połowa grudnia a TVN24 cos tam mamrotał o zimie stulecia. Więc na tych łysych jak glaca obrońców pań na Gdyńskiej plaży oponach(letnich) jechałem w śniegu, mrozie, zamieci, lodzie z Torunia do Trójmiasta. Było by ok, gdyby nie fakt, że po 50km autostradę zamknięto i wylądowałem na krajówce. Młody i głupi byłem, ale co w tedy się nauczyłem o różnych poslizgach i rodzajach nawierzchni.. ;)

  21. Właśnie zaczynam współpracę z firmą :)
    Plus jest taki że nie trzeba dymać przez całą Polskę kiedy jakieś auto Cię interesuje – wiadomo masz pracę , żonę , dzieci może, łorewer… Szkoda czasu na rozczarowanie… Ładnie sprawdzą , opiszą i niedużo kosztują..
    Właśnie mam jutro otrzymać 1 raport i już wiem że A5 była w rowie , a miała mieć tylko drzwi lakierowane… Ech… Mój zainteresowany Klient się ucieszy.

  22. Zdazaja sie prawdziwe okazje. Musialem sprzedac swoja „doinwestowana” MR2 doslownie tydzien po wymianie sprzegla. Akcja byla taka, ze MUSIALEM miec kaske w 24h zeby nie przegapic biznesowego deal’a(u). Auto poszlo do handlarza za polowe realnej rynkowej wartosci… Ot zycie.

  23. @Blogo:
    Skoro Cię stać albo nie jesteś szczególnym estetą, to nie ma spinki, nic nie będę urywał przecież, do domu spokojnie wrócisz :D.

  24. siedziałem raz w ASO gdy przyjechał jedne golf na przegląd przedazakupowy, 3 osoby kupowało tego golfa (oczywiście TDI) jako auto dla jednej kobiety, która chciała diesla bo mniej pali, choć sama miała zamiar mało jeździć…

    kupująca i znajomi z całego przeglądu najbardziej interesowali się zużytymi klockami hamulcowymi, tj. aby w związku z tym dostać rabat…

    wszystko inne nie było ważne, kręcony przebieg, malowane elementy, itd.. bo przyjmowali wszystkie tłumaczenia sprzedawcy… który z resztą twierdził, że cena tak niska, że już praktycznie dokłada do tego biznesu…

    nawet jak ten przegląd w ASO został zrobiony rzetelnie, wyszczególniono wszystko co należało to kupujący chyba zainteresowani byli tylko zbiciem ceny za auto, te 250 zł to chyba była „inwestycja” w to, że znaleziony zostanie jakiś nowy malowany element za który będzie dało się urwać trochę z ceny… a, że malowany to zapewne przecierka parkingowa… a ten golf miał malowany dach! a kupujących w ogóle to nie ruszało, ważne były zużyte klocki bo już za chwilę do wymiany… auto kosztowało 13-15 tys. zł, nie pamiętam dokładnie…

    plusem takich „internetowych” przeglądów jest to, że dane otrzymuje się po czasie, ma się informacje na ekranie monitora i nie trzeba podejmować decyzji na miejscu, można zastanowić się…

    minusem, że pewnie szkoda zapłacić te 250 zł „tylko za informację”, w końcu przy zakupie i tak będzie trzeba jeszcze raz robić przegląd i to wszystko sprawdzać…

  25. z drugiej strony, gdy kupujący ma takie podejście jak wyżej opisałem to żaden raport, żaden przegląd, żadne sprawdzanie auta nie pomoże… chociaż w tym internetowym raporcie piszą wyraźnie „auto nie polecamy, malowane z każdej strony, po ciężkim dzwonie” więc może kupujący na chłodno przyjmie to do wiadomości… bo na miejscu, przy sprzedawcy który powie „no to schodzę z ceny o 1 tys. zł” będzie się zastanawiać czy oby nie trafił na prawdziwą okazję, co prawda auto z elementami przystanku no ale ta cena… taka niska…

  26. Fajny biznes, popieram, może sam kiedyś skorzystam.
    Natomiast jest jeszcze jedna możliwość zakupu samochodu nie wymagającego wkładu finansowego: firma zamówiła a potem zbankrutowała, czyli casus AmberGold. No ale wtedy to praktycznie nówki są…

  27. Kupiłem jakiś czas temu pojazd, od pierwszego właściciela, z polskiego salonu, z pełną historią serwisową, fabryczny pierwszy lakier. Co było nie tak? Otóż pojazd miał przerysowany lewy przedni i tylni błotnik o murek betonowy. Ja w ciągu 3 lat użytkowania zadbałem o wyrównanie stanu lewego i prawego boku, przerysowując na pięknym i ciasnym parkingu podziemnym prawy bok. 2 lata jeździłem podrapańcem, co rano odwracając wzrok od rys szpecących mój pojazd. Nie malowałem, bo co powie cwany Rysiek jak będę chciał sprzedać za 5 lat? Tego lata postanowiłem, że dużym kosztem własnym obniżę wartość pojazdu i po 2 latach męczarni ulżę sobie w mękach malując bok jeden i drugi. Zapewne nie pomylę się, że jeżeli opiszę w domniemaniu auto jako bezwypadkowe, to Pan Ekspert Mietek z Czesławem nazwą mnie oszustem i krętaczem, a pojazd mój paździerzem i szpachlowozem. Ot kolejny absurd, łatwiej w pięknej naszej ojczyźnie sprzedać pojazd z uszkodzoną szybą czołową i podrapanym lakierem, wmawiając potencjalnym kupującym, że takie jest lepsze niż „naprawiane”. Pozdrawiam bez zbędnej napinki :)

  28. 2tyg temu kupilismy dla dziewczyny corse c z 2006 roku czyli ostatni wypust.
    Od maja przeglądałem oferty i szukałem czegoś co zwróci moją uwagę ale nie na zasadzie JEDYNY TAKI NA ALLEGRO ZOBACZ, tylko swoim faktycznym stanem i brakiem kłamstw w ogłoszeniu.

    Jak już takie znalazłem to było sprzedane (ciekawe czemu)
    W końcu te 2tyg temu znalazłem 3 auta i pojechałem oglądać.
    1. cdti z 2004roku z zewnątrz niby ok ale chłodnice z 2001roku, zderzak na nieseryjnych mocowaniach i silnik cały zapaćkany olejem od dołu.
    2.cdti z 2005 po serwisie w oplu, od 1 właściciela w pl, tylko zmieniał klocki i olej, potem się przyznal że koło dwumasowe było robione. Pytam o rozrząd i tu hit.
    AUTO NIE MA ROZRZĄDU, tak mechanik mówił. Podziękowałem.

    3. benzyna 1.2twinport z zewnatrz ok, mechanicznie ok, papiery ok, jeździ ok, od prywatnej osoby ale tu gdzies ryśnięty tu brakuje plastiku. Poprosilem kolegę z http://pewne-auto.com/
    żeby mi zrobił opinie. Przywiozłem na lawecie fure, wjechało na 2 godziny do niego i sprawdzaliśmy kawałek po kawałku.
    Efekt: Prawy tył miał kiedyś przycierkę ale bardzo ładnie naprawioną, do wymiany drążek kierowniczy lewy i prawa jego końcówka, poduszka skrzyni biegów.
    Właściciel który auto sciagał twierdził że zrobił rozrząd i olej, rzeczywiście było wymienione na oryginalnych częściach.
    Szybkie targowanie i auto zostało u nas, teraz jest rejestrowane.

    Po Vinie też wyszło wszystko dobrze, 100% oryginał wyposażenie.

    Da się dorwać fajne auto tylko trzeba się trochę napocić.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *