(m451) Spalacz na Ringu

Spalacz Benzyny

Namawiał mnie chyba milion razy. Pisał, dzwonił, nagabywał. Zawsze odmawiałem. A jak już był na miejscu, to SMSował i dzwonił plując emocjami – jak dzieciak, co po raz pierwszy misia Haribo dostał. Brałem to na chłodno.

Miałem dobre wytłumaczenie. Solidne. Logiczne. Ring nie jest bezpieczny. Wyprawa jest droga. Moje umiejętności (przy jego skillsach) są mizerne. Tak mu zawsze ripostowałem. Rozsądnie. Dojrzale. Jak głowa rodziny. Dziś, gdy oglądam jego filmy, gdy czytam jego relacje – czuję, że popełniłem błąd. Że zachowałem się jak miękka carbonara, jak wiotkie tagliatelle.

Ponad 4000 zł za taki 2-dniowy wyjazd na Ring to furmanka kasy. Ale marzeń nie należy przeliczać na banknoty. Spora szansa za wyjazd na pobocze lub nawet wydzwonienie. Ale bez ryzyka nie ma frajdy. Niech go szlag. Niech go szlag. Zazdrość level pierdylion.

Miłej lektury -> W Zielonym Piekle, czyli moja jazda po Północnej Pętli Nurburgringu

10 komentarzy

  1. Jakby tak Blogo dobrze przycisnąć to by pojechał. Teraz tak się wakacjami zasłaniał, innymi planami, itd. Raczej nie oparłby się zmasowanemu atakowi w komentarzach czy emailach…

  2. Bo na Blogusa to trzeba by rzucić, jak to on nazywa “Masę Radosną” – wtedy by się poddał.

    @PoGOOD – Tobie by pozwolili Pastucha zabrać na Ring?

  3. Zawsze lubiłem sformułowania Blogo że Polska blogosfera to tylko wzajemne klepanie się po tyłkach i kółko wzajemnej adoracji ale odkąd Blogo zaczął robić to samo że Spalaczem przestałem lubić i szanować Blogo. Sorry ale jesteś taki sam jak większość polskich blogerów.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *