#398 Suzuki Swift III, czyli Dum-dum

Suzuki Swift III

Lubię takie sytuacje – pierwszy dzień dwudniowej imprezy rodzinnej na działce, wszyscy już po kilku piwkach lub kielonkach a ja trzeźwy jak świnia (bo ja po prostu nie piję, ot tak nic a nic) wykradam kluczyki i pod osłoną dnia napieram na gaz, aż oponki piszczą.

Tego Swifta III siora ma od nowości, czyli do grudnia 2008 roku, i wozi się nim głównie po mieście. Solidna atmosferyczna benzyna 1,3 (już niebawem takie pojemności będą uchodziły za masl-kary i big-bloki) rozkręca przednią oś z mocą 92 koni, których nie czuć… ale o walorach zapachowych za moment.

Suzuki Swift III

Kupiony został u dealera kozaka, który nie peniał tylko przyozdobił boczur solidnie abarthowym logosem. Jak się ktoś nie zna to może sobie pomyśleć, że to jakaś lepsza wersja – wręcz sportowa, łał. Lubię takie rzeczy. Bo jak wiecie, tęsknię za pasami, emblematami, dziwnym malowaniem.

Suzuki Swift III

Dlatego dzień po tym, jak siora sobie tego Swifta kupiła, dostała ode mnie blaszkę na czoło aż plasnęło – za to, że nie wzięła dachu w innym kolorze. I szczerze mówiąc naczołowe blaszki dostaje ode mnie przy każdym spotkaniu, bo non stop jej mówię, żeby na dach folię lepiła, a ona że nie będzie robić festynu, więc ja jej KLEP! blaszkę na czoło. Tak to się nam w rodzinie układa – siostra wujeczna to fajna rzecz.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Słifcior przejechał już 65 tys. kilometrów. W pierwszym roku zwaliło się łożysko skrzyni biegów, ale to jest ponoć powszechnie znana wada fabryczna i ASO ogarnęło to na gwarancji. A kilka miesięcy temu (przy 60 kkm) zjarało się sprzęgło tak fajnie, że ruszać jeszcze jako tako szło, ale rozpędzić się ponad 50 km/h to już nie szło, bo silnik się wkręcał, a sprzęgło ślizgało się smrodząc.

Czym by Was tu jeszcze zanudzić? A, no tak – w mieście pali 9, w trasie trochę mniej niż 6. Śpicie? No wcale się Wam nie dziwię – wszak serwuję Wam treści rodem z Auto Świata. Ale mam litość – słowem o bagażniku i miejscu na tylnej kanapie nie zamierzam wspominać.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Uważajcie teraz, jaki greps i slogan wykombinowałem – otóż Swift to taki “Pocisk Dum-dum“. Dobre, co nie? Ma się ten konkretny baniak na szlauchu. Rizpekt for majself!

Kiedyś sądziłem (tak z samego oglądu), że Swift to taka inna interpretacji Mini. Że jest nawet realnym konkurentem dla Mini. Że trzeba być debilem, by kupować Mini, gdy za pół ceny jest równie fajny Swift. Dziś wiem, że z Mini to on ma wspólny tylko ogólny zarys. Poza tym jest pod każdym względem gorszy. No i mniej prestiżowy, bo tańszy. Proste.

Suzuki Swift III

Zabrzmiało, jakbym Swifta nie lubił?
A wręcz przeciwnie – jest uroczy i naprawdę fajny. Zacznijmy od wnętrza, które nawet bardzo lubię. Jest bardzo solidne, jest ładnie spasowane i jest w fajny sposób zaprojektowane – wygląda, jakby miało się nigdy nie zestarzeć.

Suzuki Swift III

To fajna cecha, bo można będzie sobie kupić takie Suzuki za 20 lat i bardzo przyjemnie będzie o takie wnętrze dbać – detailingować je pędzelkiem, nabłyszczać plakiem, skórkę na kierze kremem nivea natłuszczać, takie tam.

Suzuki Swift III

W ogóle kiera to jest klasa sama w sobie – mimo, że ma pierzynę, wygląda lekko, zwinnie i ogólnie trzymałbym, miętosiłbym i nie puszczałbym.

Ponadczasowy projekt wnętrza jest cholernie ważny. Wyobraźcie sobie, że za 20 lat kupicie dzisiejszego Focusa czy inną Kię. Bez kitu – nie znajdziecie grama przyjemności w dbaniu o takie diskopolowe kokpity. Gdy Wy będziecie ukradkiem wymiotować do popielniczek, właściciel ponad 20-letniego Swifta będzie pędzelkiem zaiwaniał, podgwizdując sobie kontent.

Suzuki Swift III

Serio – za 20 lat ten nienowy już Swift będzie bardzo atrakcyjnym wózkiem, a z dzisiejszych Fordów (oraz Kii) wszyscy będziemy pruli bekę – nie dość, że są barokowo-biznatyjsko-rubensowskie, to jeszcze jadąc chlapią roztworem chromo-wannabe-hajtechu.

A Swifcik spokojnie, elegancko, uroczo… z dnia na dzień się niby starzeje, ale nic a nic po sobie nie pokazuje. Gdyby zrobić mu re-launch w 2015 roku, bez wprowadzania jakichkolwiek zmian, wzbudziłby zachwyt nie mniejszy niż w 2005.

Suzuki Swift III

Oraz wożenie na swojej Kii naklejki “…a moja nowa Kia ma 7 lat gwarancji :-)” jest obciachem. Ale już coś takiego:

Suzuki Swift III

Coś takiego to jest wysokich lotów stylówa, ałtfit i glossybox. Pamiętacie reklamy radiowe sprzed kilku lat, w których lektor tak fajnie z japońska zaciągał: “aaaarebo suzuki, arebo nic”? Miszcz.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ma niestety ten Swift jedną podstawową wadę – jest nią taka ogólną “zamałość“. No bo posłuchajcie… niby silnik ma ponad 90 koni (co naprawdę jest solidną liczbą), ale przyspiesza jakoś tak jednostajnie i nudno. Nie ma żadnego (nawet delikatnego) kopnięcia w plecy, żadnego szarpania przy zmianie biegów, żadnej gwałtownej reakcji na dodanie gazu… Nawet hamowanie silnikiem jest niewyczuwalne.

Wszystko jest takie jak kiedyś w Maluchu – gdy podczas przyspieszania zredukowałeś na trójkę, zmieniało się tylko natężenie dźwięku. Tu podobnie – na każdym biegu i niezależnie od obrotów Swift idzie tak samo. Nie, nie idzie ślamazarnie, ale jakoś tak przynudza. Przez ten kompletny brak choćby odrobiny agresji i zadziora, non stop trzymasz gaz w podłodze – bo tak jest wygodniej – nogę prostujesz, opierasz o dywanik i jedziesz.

W najmojszej po mieście jeżdżę max. na 1/3 gazu – bo gdy wcisnę głębiej, to niepotrzebnie wyrywam, skaczę, czasami piszczę. Tutaj jazda na 1/3 czy na pełnej bombie wygląda i brzmi tak samo – więc ciśniesz, bo tak jest po prostu dla nogi wygodniej.

“Zamałość” widoczna jest także we wnętrzu. Fotele są OK, kierownica jest bardzo OK, nawet pozycja jest w miarę wygodna. Ale nie jest fajna – siedzisz trochę za wysoko w stosunku do deski. Albo deska jest za nisko w stosunku do tego, jak siedzisz. Cóż zrobić – kiedyś tak projektowano auta, nawet najmojsza na takie samo schorzenie cierpi…

“Zamałość” objawia się także w sposobie, w jaki Swift jeździ. Z zewnątrz ten samochód wygląda kozacko – ma piękne proporcje, przecudownie nieistniejące zwisy przednie i tylne, genialnie stylowy profil i światła, które po prostu fajnie wyglądają. Podchodzisz i myślisz – łomatko, ale gokart.

Suzuki Swift III

A tymczasem jest miękko i chybotliwie.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ale mimo tych wszystkich wad… bo co by nie mówić, to auto trochę rozczarowuje – wydaje się być sportowym poganiaczem, a jest trochę takim szybkim i zwinnym sklepowym wózkiem na zbyt miękkich resorach…

Ale mimo tych wszystkich wad, daję Swiftowi maksymalne noty: 10 na 10, jestem na Tak oraz wciskam, odwracam się na fotelu i zapraszam do mojej drużyny. I teraz powiem Wam, dlaczego.

Otóż ten Swift to jest taki pocisk Dum-dum. Powtarzam się? Być może, ale teraz wyjaśnię, o-co-cho. Otóż cho o rozstaw osi. Jest mikroskopijny. Spójrzcie na poniższą fotkę:

Suzuki Swift III

Zmierzyłem w fotoszopie rozstaw osi – wynosi dokładnie 300 pixeli. Na miłość Boską – 300 pixeli w samochodzie!!! Toż to prawie tyle, co nic!!!

Więc jedziesz i przed Tobą łączenie asfaltu – takie polskie: nierówne, tnące opony, typowe. Przy 60 na godzinę w najmojszej jest tak: ciche bum, elegancko-dostojne ugięcie przedniego zawiasu, chwila ciszy, kolejne ciche bum i elegancko-dostojne ugięcie tylnego zawiasu. W Swifcie przejazd przez takie łączenie asfaltu wygląda tak: dum-dum. A nawet dum, jak przetniesz z prędkością większą niż 80 km/h.

Wciepanie się najmojszą w źle spasowaną studzienkę cholernie mnie irytuje, bo po przednim bum mam czas, by się wkuźwić i z pianą na ustach oczekiwać tylnego bum. Tutaj sobie jadę i nagle jest dum-dum,i jadę dalej. I zero irytacji, bo skoro studzienka już za mną, to na kij drążyć.

Najmojsza mnie angażuje – muszę uważać na gaz (by bez potrzeby nie wciskać zbyt głęboko) a jak przodem wpadnę w dziurę, to często mam wystarczająco dużo czasu, by jakoś tę dziurę tyłem ominąć. Swift jest typowo użytkowym pojazdem – trotyl traktujesz zero-jedynkowo a jak przodem wpadniesz w dziurę, to nim to zauważysz, wpadniesz w nią też i tyłem. Więc w końcu przestajesz się czymkolwiek przejmować i po prostu napierdzielasz tym Suzuki tak, jakby było służbowe – i ludzie patrzą na Ciebie i widzą muchę z czkawką. Dum-Dum, dum-dum, dum-dum…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Nim obejrzycie poniższy filmik musicie wiedzieć, że wszystkie auta traktuję naprawdę dobrze – i własne, i rodziny, i służbowe, i prasowe. Po prostu jestem w samochodach zakochany i nie potrafię bez sensu napierdzielać nimi po dziurach, piłować pod odcinkę i szarpać skrzynią jakbym zwrotnicę przed tramwajem zmieniał. Serio – jestem mądrym i rozumnym kierowcą, dla którego słowa “służbowe”, “prasowe” oraz “czyjeś” absolutnie nie są synonimem anglosaskiego “Drive it like you stole it”.

Tymczasem ten Swift mojej siory sprawił, że wyszedł ze mnie debil – zamiast się smakowicie wozić i auta kosztować, zachowywałem się w nim jak nastolatek, który cieszy się ze swojej pierwszej świadomej erekcji. Albo jak kot, co pod nieobecność właścicieli dobrał się do waleriany. Albo jak napęczniała od mleka krowa, która zauważyła idącą ku niej babinę z wiadrem. Albo jak… wystarczy, myślę, że załapaliście przekaz.

Oraz przepraszam za outfit, ale porwałem siorze auto znienacka, nie zdążywszy się przedtem wystylizować. Nawet zegarka nie włożyłem, a mężczyzna bez zegarka jest jak celebrytka bez makijażu i kwasu haulu… hiloru… hialuronowego.

Już nigdy w życiu do żadnego Swifta nie wsiądę. To auto, mimo wielu swoich wad i ogólnej “zamałości”, działa jak eliksir młodości.
Niestety tylko na poziom IQ.

Suzuki Swift III

24 komentarze

  1. Blogo nie jesteś sam, ja mam tak samo z ta wersją swifta (następna generacja jest już jakaś zmulona i emerycka).
    Ten po prostu taki jest trochę prowokujący do jazdy jak debil: przyjemnie wspomagany układ kierowniczy, fajnie działająca i zestopniowana skrzynia biegów, w miarę sztywne zawieszenie i silnik co budzi się do życia od 6k obr./min. Za tą kasę nie było z nówek nic ciekawego.

    Tylko te ciulowe fotele i brak 16″ w serii, ehhhh szkoda że nie miałem okazji pojeździć wersją sport

  2. Trochę jak jazda Thalią (ta która przyśpiesza tylko lewą stroną #blogo #love)

    Dziura? COME AT ME BRO!
    W mieście jesteś najszybszy bo nikt inny się nie odważy ciąć przez studienkę miliard na godzinę :D

  3. Rzeczywiście fajna ta kierowniczka (zakładam, że powyższe tyczy się również siory ;)) – taka malutka i zwinna. Miętosiłbym jak…
    Długo nie mogłem się przyzwyczaić do kierownicy w obecnym samochodzie. Przesiadłem się z gokarta i obecna wydaje się za duża. Ale to jeszcze nic: jej wieniec nie jest okrągły w przekroju, tylko eliptyczny? lekko spłaszczony? Długo miałem z tym problem, ale po roku przywykłem…

  4. Moim zdaniem efekty są wybitnie przemyślane i nieprzypadkowe :D

    A o Swifcie myślę podobnie – też mi się kiedyś wydawał takim innym Mini, ale potem kupiła go sobie moja mama więc się przejechałem i bliżej mu było do Yarisa. Ale mimo wszystko rasowo-sportowi kuzyni robią robotę i nie umiem na Swifta patrzeć inaczej jak na miejskiego gokarta – mimo że seria wcale tak dobrze nie jeździ.

  5. Jeździłem Swiftem już prawie dwa lata temu na kursie prawa jazdy (nowszy model/ po lifcie) i jestem bardzo zadowolony, jest parę detali które irytują młodego kierowcę ale do wszystkiego da się przyzwyczaić :) Szczerze to bardziej drażniło mnie z początku moje obecne auto (Astra III 1.6 115KM), te makabryczne kierunkowskazy, obsługa klimatyzacji i parę innych ;D Ogółem jednak jestem zadowolony, swoją drogą mógłbyś kiedyś zamieścić wpis o takiej astrze, miło by się czytało. Mogę nawet udostępnić model do testów ;)

  6. @Daniel: Jestem z rodziny oplarzy, mam na podorędziu dwie Astry II (obie 1,4 16V) i jedną III (1,7 CDTi). Spoko auta, ale jakoś nie idzie mi się zabrać do ich opisywania.

  7. u… taki japański a skrzynia się sypie…. sprzęgło wysypało przy 60kkm? :D :D :D

    Gdyby to była włoszczyzna wyśmiewał byś to co 2 akapity tekstu…. ehhh blogo blogo…

  8. Blogo, a śmigałeś kiedyś Corolla w hatchbacku z silnikiem 1.4 D4D? U mnie w domu w garażu stoi Passat 2.0 TDI 4Motion i taka właśnie toyotka (oba z 2007 roku) i jak Passat ma po prostu kopa na światłach a na zakrętach fun z wciśnięcia gazu na zakręcie przy 4motion to Toyotką jeździ się jak dosłownie jak gokartem…jak do niej wsiadałem to nie ważne jak spokojny bym wsiadał to budził się we mnie demon…przy tak małej masie i dizlu ten samochód lata a nie jeździ…

  9. Rozdziabdział mnie ten tekst o wahlowaniu zwrotnicą przed tramwajem.
    To przemawia do mojej wyobraźni (rozumiem że tramwaj leci ze 40kmh w tym momencie ;p )

  10. Tak dla porównania polecam się przejechać na przykład Suzuki Lianą z silnikiem 1.6. Silnik jest podobno dość starego typu, ale pali koło 8 litrów w mieście (w większym samochodzie!) i ma naprawdę porządnego kopa, nawet na małym gazie. Na trójce niewiele samochodów na drodze może z nim rywalizować.
    Mimo, iż wygląda jak dla grzyba a wygłuszony jest FATALNIE.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *