#399 Ergo Hestia i ciacho

Ergo Hestia Szkoła Jazdy Michała Kościuszko

„Jeśli zrobisz te ostatnie poprawki malarskie, to ja zrobię dla Ciebie wszystko” – powiedziała Ryba dziś rano. Teraz mamy wieczór, Margolcia spędza noc u dziadków, a poprawki malarskie są zrobione. Hmmm, czas więc wyegzekwować obietnicę.

– No, Ryba – szepnąłem. – Pamiętasz, co obiecałaś?
– Nooo doooobraaa… – odparła niechętnie. – Mów.
– To ja napuszczam wody do wanny, a ty przychodź za 5 minut do łazienki.
– Ale ja się kąpałam przedwczoraj, dziś nie muszę.
– A kto ci powiedział, że się masz kąpać. Ja będę się odmaczał, a ty przychodź z laptopem, będziesz notować wszystko co powiem.

Ergo Hestia Szkoła Jazdy Michała Kościuszko

– Gotowa?
– Jedziesz.
– No to weź zanotuj, że szkolenie odbyło się w Krakowie w Szkole Jazdy Michała Kościuszko, i że zaprosiła mnie na nie Ergo Hestia, bo chcą promować bezpieczną jazdę. Zapisałaś?
– „… bezpieczną jazdę. Zapisałaś?”. Okej.
– Czyli masz to?
– Każde słowo.

Ergo Hestia Szkoła Jazdy Michała Kościuszko

– Napisz, że najpierw było krótkie szkolenie i pogadanka o tym, co nas czeka, jak reagować, na co uważać i takie tam. A potem, w bardzo fajnym Clio, sprawdzaliśmy jak się jeździ po pijaku.

Ergo Hestia Szkoła Jazdy Michała Kościuszko

– Miałeś już nie pić!
– Nie piłem.
– Nie piłeś, a jeździłeś po pijaku? No cud, panie, istny cud!
– Weź przestań.
– Co przestań? Raczej alleluja!
– Dobra, śmieszne… weź napisz, że potem prawie wymiotowałem, bo mózg szalał po tych okularach.
– „…wymiotowałem, bo…” co szalało?
– Mózg.
– To ty masz?

Ergo Hestia Szkoła Jazdy Michała Kościuszko

– Napisz, że potem jeździliśmy Focusem z piłką na tacy – taki prosty slalom, cały przeciąłem na jedynce.
– „…przeciąłem na jedynce.” W sensie, że japonią po asfalcie, na zębie?
– Napisz też, że akurat ta zabawa jest bez sensu, bo przejechać slalom powolutku to każdy umie, a trochę szybciej to już nikt nie umie, bo piłka spada od razu.
– Ja bym umiała.
– No oczywiście.

Ergo Hestia Szkoła Jazdy Michała Kościuszko

– Napisz, że potem wsiedliśmy już w swoje auta i robiliśmy gęsty slalom po połowicznie suchej nawierzchni…
– Jak się pisze „nawierzchni”?
– Nie wiem, napisz po prostu: „po suchym asfalcie”.
– Ale „suchym” przez ceha?
– Nie kurde, przez żet z kropką.
– „Sużym”? Chyba cię misiek pogrzało.
– Aha, i weź mi zanotuj, żebym to zilustrował tym artystycznym zdjęciem, na którym cała grupa robiąca gęsty slalom jest na drugim planie.
– A co jest na pierwszym?
– Mój nowy wygar.
– Lecz się.

Ergo Hestia Szkoła Jazdy Michała Kościuszko

– Napisz, że w tym gęstym i powolnym slalomie najbardziej było widać, kto ogarniał kręcenie kierownicą, a kto nie ogarniał. Gdy żeśmy potem przy obiedzie…
– Co było na obiad?
– Grill.
– Ale co konkretnie?
– A to ważne?
– Ważne, bo nie mam pomysłu na jutro.
– Szaszłyki były. Na czym to ja… a, że jak potem przy obiedzie gadaliśmy, to kilka osób się przyznało, że sobie nieźle paluchy powybijało. Ty wiesz, Ryba, że ja się kręcić kierownicą ponad rok uczyłem.
– „…ponad rok uczyłem”, mam to.
– Ale tego nie musisz, to do ciebie było.
– To mi mów, co notować a czego nie notować. Jakiś znacznik rób, jak chcesz tylko do mnie mówić. Coś chrząknij, beknij…
– Może zabulgoczę?
– Ani mi się waż!

Ergo Hestia Szkoła Jazdy Michała Kościuszko

– A potem usunięto co drugi słupek i mieliśmy jeździć już naprawdę szybko. A nawet niektóre słupki ze slalomu postawiono na płycie poślizgowej. To jest mistrzostwo świata – taki rzadki slalom z kilkoma pachołkami na śliskim. Każdy się czuje jak chojrak, bo przecież ma prawko od lat a tu trzeci zakręt i wypłuża przodem 5 metrów poza trasę. Albo zamiast poprawnie kierownicą kręcić, to krowę doi albo szyby poleruje. I klaska. I paluchy sobie wybija. Wiesz w ogóle, jak kierą trzeba kręcić? Trzeba ciągnąć, a nie pchać. I ręce ładnie przekładać. Niby proste, a nauka ponad rok mi zajęła. Zanotowałaś?
– No nie.
– Kurde, czemu?
– Bo na samym początku zabulgotałeś.
– Kurde, Ryba, zabulgotałem niechcący, bo po grillu mam wzdęcia.
– Niechcący, niechcący… skąd mogłam wiedzieć, że to nie był znak-symbol?

Ergo Hestia Szkoła Jazdy Michała Kościuszko

– Napisz, że do dziś pamiętam, jak po tym rzadkim i szybkim slalomie zawodowo chodził Passat B5 kombi. Oczywiście TDI.
– A to ważne?
– Ważne, bo z takich Passatów jest wieczna beka. Poza tym ich właściciele to na ogół pajace, co to chipa wsadzają i idą dwieście na prostej, ale zero umiejętności skręcania i hamowania. Zawsze jak na torze (lub na takim szkoleniu) widzę coś tak prestiżowo-gminnego, to się tym jaram i czuję wielki szacunek do kierowcy, taki prawdziwy i szczery.
– W sensie, że to taka jaskółka?
– No, byłoby super, gdyby Ci wszyscy mistrzowie z Passatów, Mondeo i Lagun pojawili się kiedyś na jakimś torze lub na takim szkoleniu. By się dowiedzieli, co ich auta potrafią (a raczej czego nie potrafią) – może by mniej pociskali przez małe miasteczka.
– Mówisz, jak nawiedzony. Ty chcesz świat naprawiać?
– A sorry, masz rację, poniosło mnie.
– No chyba.

Ergo Hestia Szkoła Jazdy Michała Kościuszko

– A, no i koniecznie napisz, że mega akcją jest bycie pouczanym i szkolonym przez Michała Kościuszko. To naprawdę nie jest byle kto.
– A kto to?
– Serdak wie lepiej. Weź zanotuj, żebym do niego podlinkował, bo ładnie o Kościuszce napisał.
– Ale tak w skrócie?
– Dwukrotny rajdowy wicemistrz świata.
– U, grubo. Ale tu chcesz mieć tylko link, czy też jakąś fotkę.
– Może być i fotka. Wybierz coś.
– To on, ten Kościuszko?
– Yhy.
– Niezłe ciacho.

Ergo Hestia Szkoła Jazdy Michała Kościuszko

– Napisz, że potem mieliśmy pełne hamowanie na płycie poślizgowej tak mniej więcej z 70 km/h. Albo nie, może o tym nie pisz…
– Czemu?
– Bo tragicznie hamowałem. Prawie każde auto się zatrzymywało jeszcze na śliskim, a ja dopiero dwa metry dalej, już ma suchym.
– Chcesz mi powiedzieć, że mamy słabe hamulce?
– Hamulce mamy spoko, ale chyba te opony słabo odprowadzają wodę. Tak przynajmniej mówił Michał…
– O, jesteś na „ty” z wicemistrzem świata! Brudzia piliście?
– Żółwika przybiliśmy.
– A jak tak, to spoko.
– Michał mówił, że te Adrenaliny mają trochę za mało rowków wychodzących poza bieżnik, takich którymi mogłoby sporo wody uciec. Takie bardziej sportowe są – mało nacięć, sporo płaszczyzn lepiących się do suchego. Byłem bez szans z Clio na zimowkach – ja trykałem ABSem i jechałem prawie jak po lodzie, ono ryło płytę poślizgową przodem i hamowało jak wściekłe, piszcząc jak cholera.

Ergo Hestia Szkoła Jazdy Michała Kościuszko

– Napisz, że na koniec było najlepsze – omijanie przeszkody z wjazdem na płytę poślizgową. Kozacka sprawa. Powiem Ci, Ryba, że mamy świetne auto – tak mistrzowsko wyważone, że latanie bokiem to łatwizna.
– Ktoś to widział? Ktoś to twoje latanie bokiem potwierdzi?
– Sam Kościuszko dawał mi 10 na 10 i nazwał królem driftu.
– Sam? Myślałam, że ma na imię Michał.
– W każdym bądź razie…
– To się pisze razem, czy osobno?
– Nie wiem, napisz: „tak czy siusiak”.
– Chyba „siak”.
– Tak czy siak szkolenie to otworzyło mi oczy na jedną niewiarygodnie ważną rzecz, o której ostatnio kompletnie zapomniałem. Chcesz wiedzieć?
– Tia, umieram z ciekawości, cała drżę.
– Ale serio, powiedzieć ci, czy nie?
– No jak musisz…

Ergo Hestia Szkoła Jazdy Michała Kościuszko

– Otóż przednionapędówki są cholernie niedoceniane. Każdy rasowy petrolhed jara się RWD, bo można bokami polatać, bo to takie męskie, takie samcze. Ale prawda jest taka, że 99,98% czasu spędzonego w aucie to jest normalna jazda – w mieście, w trasie, po wybojach, kałużach, w śniegu. I wtedy, jak jedziesz prosto, to napęd nie ma wielkiego znaczenia. Ale jak się zaczyna dziać coś niedobrego, tak bardzo niedobrego że już nawet ESP nie pomaga…
– Ale do rzeczy, misiek, do rzeczy.
– …to wtedy różnica pomiędzy napędem przednim a tylnym jest następująca… teraz uważaj…
– No wal.
– Jak tylnym napędem złapiesz boczny uślizg i lecisz sobie boczurem w poprzek drogi a z naprzeciwka nadjeżdża TIR, to jedyny ratunek w niedotykaniu gazu i takim kontrowaniu, by jakoś na swój pas wrócić. Ale to nie zawsze się udaje, czasami jest tak:

Ergo Hestia Szkoła Jazdy Michała Kościuszko

– No co ty do mnie mówisz?!
– No, takimi spinami kończyłem 20% manewrów omijania na płycie poślizgowej. I najgorsze jest to, że jak już tył za daleko się wyślizgnie, to nie ma rady, trzeba się w sobie skulić, napiąć i modlić się, by jakoś miękko się z TIRem skleić. Normalnie na czymś tak śliskim przy RWD, jak systemy już się poddadzą, to nie masz żadnych, ale to żadnych możliwości ratowania się. Trzeba tylko trzymać kontrę, nie dotykać gazu, raczej nie dotykać hamulca (acz to zależy, jak bardzo nieuchronny jest dzwon) i mieć nadzieję, żeby jednak przyczepność tyłu okazała się odrobinę większa niż przodu – wtedy spokojnie da się wrócić na swój pas.

– I ty chcesz, żebym ja teraz do auta wsiadła?! Teraz, gdy jesień, deszcz i wilki jakieś…?!
– Taka sytuacja. A tymczasem w tej wyśmiewanej, i uznawanej za leszczarską, przednionapędówce, jak wylecisz bokiem na przeciwległy pas, i jeśli przy okazji masz jaja wielkości helołinowej dyni, to nawet jadąc tyłem do przodu wyciągasz się gazem i nie tracisz zniżek na Auto Casco. Obadaj – dla mnie taki bok to już jest odkładanie łyżki i kopanie w kalendarz, a tymczasem ten koreańczyk:

Ergo Hestia Szkoła Jazdy Michała Kościuszko

– Co ja tu widzę?!
– Widzisz, jak jadący w pełnym uślizgu Hyundai, w zasadzie już prawie tyłem do przodu, wyciąga się gazem bo kierowca ma jaja i nie panikuje, tylko dobrze kontruje i daje w palnik. Skumaj bazę:

– Czyli co z nami będzie?
– W sensie?
– Jak spotkamy lód na zakręcie?!
– Właśnie nie wiem…
– No pięknie.
– Pociesza mnie trochę fakt, że Spalacz ze swoim 4×4 ma tylko trochę lepiej, bo jak przegnie z gazem to wyspinuje bardziej niż ja.
– I to ma mnie podnieść na duchu?!
– Fakt, mnie też nie podnosi.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Tytuł jakiś temu dasz?
– Zawsze w ostatniej chwili wymyślam.
– Ja mogę teraz jakiś dać, jak chcesz.
– Ale że niby jaki?
– No sama nie wiem, może „Ergo Hestia i ciacho”?
– „Ciacho” w sensie, że…
– Yhy, w sensie że on.
– No sam nie wiem… Niby żółwika przybiliśmy ale może się obrazić.
– Dobra, ja wpisałam to z ciachem, a ty sobie to potem zmienisz jak będziesz te notatki redagował. Co teraz?
– Teraz uważaj – na górze masz guzik „Save draft” oraz „Publish”, ale kliknij ten pierwszy a nie ten drugi, bo wtedy…

Klik.

19 komentarzy

  1. Oj Blogo, następnym razem Ryba niech kartkę i ołówek weźmie ;) A swoją drogą Michał rewelacyjny gościu i ogarnia temat po mistrzowsku :) Zazdrochę mam z tego szkolenia Twojego :) Pozdrawiam

  2. Ja mam napęd przód. I mimo że wiem, że trzeba gaz cisnąć, w wielu przypadkach deptałem heble i lądowałem dupą w zaspie. Szacun dla kierownika z filmu.

  3. A ja mam pytanie czy będąc na płycie w krytycznym momencie, takim, że jesteś już na tej granicy pomiędzy uślizgiem nie do wyjścia a tym do wyjścia, próbowałeś oprócz oczywistego zakładania kontry… wysprzęglać? Bo ja jestem nauczony, żeby w takich momentach rozpinać napęd. Żeby jak najszybciej zakończyć mielenie tylnych kółek i złapać nareszcie trakcję :) (Kurde trzeba by samemu na taką zmokłą płytę wstąpić)
    W każdym razie miałem kiedyś taką sytuację na zaśnieżonej drodze w zakręcie kiedy sprzęgło pozwoliło mi nie wjechać do rowu :)

  4. @Algrabsky: Próbowałem wszystkiego – wysprzęglania, jazdy z i bez ESP, dodawania gazu i hamowania. Jeśli fizyka chce w RWD przerzucić ci tył, to kurde choćbyś się sfajdolił, nic na to nie możesz poradzić.

    Trochę to jest tragiczne – w FWD do końca walczysz, nawet jak finalnie nie ma sukcesu, do i tak do ostatniej sekundy starasz się jakoś przodem auto wyciągnąć. Cochones rosną, adrenalina tryska, jesteś panem sytuacji.

    W RWD po prostu przychodzi taki moment, że bardziej kiery skręcić już nie możesz i pozostaje Ci tylko skulenie się w sobie i patrzenie, ile słupków (lub jadących z naprzeciwka aut) zgarniesz.

    Zeszłej zimy miałem tego typu akcję – za szybko na śniegu wjechałem w prosty zakręt i mogłem tylko się modlić, by felga minęła krawężnik na milimetry. Minęła. Ale nie było w tym mojej zasługi, ot po prostu śnieg był przewiany i złapałem asfalt.

    Świadomość tego, że w RWD nie ma walki do końca, jest trochę stresująca.

  5. Taaaa ja przechodziłem drogę FWD.RWD i na końcu AWD i opowiedział bym, że wcale nie jeste tak że AWD ma niewiele lepiej. Pomijając już fakt że w AWD ciężko w ogóle wpaść w poślizg w warunkach w których jedna ośka już wiruje, to wyprowadzenie jest trudne raczej ze względu na dużo wyższe prędkości przy których to się dzieje. Jednak przy AWD mamy w poślizgu jeszcze jakąś siłę napędową na przednich kołach i jeśli nie przesadzimy z dodawaniem gazu i nie zerwiemy przyczepności to przednie koła -jak w fwd- pomogą się ‚odbić’ w kontrze i złapać przeciwny spin. Jest więc moim zdaniem znaaacznie lepiej niz w RWD, tylko trzeba tez do tego znacznie więcej przyzwyczajenia. Ja osobiście jak wsiadłem w subaru po BMW to uczyłem się od nowa jeździć, za to po roku BMW wydawało mi się zabawką dla małych chłopców;) serio. Po prostu RWD nie ma możliwości poważnego przyśpieszania w zakręcie bo się szybciej obróci niż pójdzie do przodu, w AWD jest znaaacznie więcej zabawy. To co z kolei jest wadą w np subaru to podsterowność wynikajaca z rozkładu mas, z tym jest trochę walki czasem, ale do opanowania. No i to jest akurat kwestia w subaru bo w np EVO już nie;)Reasumując na śliskim AWD ma znacznie lepiej bo trudniej wpaść w poślizg i łatwiej się wyratować, wymaga po prostu więcej umiejętności niż RWD. Dowodem są np rajdy, tam widać różnicę w czasach AWD i ośki dopiero na śliskich odcinkach lub zimą a RWD nikt normalny już nie startuje…. nie bez powodu:) Mam nadzieję że da się coś zrozumieć z tego co napisałem;)pozdrawiam!

  6. jaka byla roznica miedzy OFF a ON – lepiej gorzej?
    licze na odpwiedz dluzsza niz jedno zdanie i przyklady!

    w trasie ASC ON czy OFF? :D

  7. ASC jest generalnie do dupy – ten system u mnie działa tylko na tylną oś i to nie jest typowe nowoczesne ESP. Więc jak ingeruje, to przez ujęcie gazu, co w przypadku zwykłej jazdy jest OK (gdy np. przesadzę z gazem w zakręcie i system mnie utemperuje) ale gdy z autem dzieje się coś nie teges (np. wpadam w poślizg nie z winy zbyt dużego gazu, a po prostu utraty przyczepności na zakręcie), to mnie totalnie dezorientuje, bo ja próbuję walczyć, a samochodem mi szarpie.

  8. Jak przeczytałam ten tytuł to od razu skojarzyłam tego pięknisia (;/) z reklamy. Całe szczęscie,ze to nie o niego chodzilo…

  9. do dupy nie powiem – raz w poslizgu przy 180 lecialem na sciane i mnie wyprowadzil tym szarpnieciem ;] tak wiec jestem dozgonnie wdzieczny, ale wiem o co chodzi przy mniejszych predkosci ;] DSC jest duzo lepszy

  10. Moje pierwsze BMW, pierwsze auto RWD i jestem właśnie na szukaniu lampy, wahacza i felg. Wpadłem w poślizg, tylna oś uciekła. Było po deszczu, dość solidne zakręty, przede mną samochody jechały szybciej, mi też prędkość wydawała się bezpieczna. Wydaje mi się, że gdybym miał doświadczenie autora Blogu to może bym sobie poradził, niestety stety uszkodziłem samochód. Wszystko było chwilą nie było czasu na myślenie, tutaj by się przydało doświadczenie, obycie i kilka kontrolowanych poślizgów na torze.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *