#402 Zakład, kebab i świrnięty VW

VW Up!

Tak to już jest, że jak się człowiek nie zepnie w sobie i jako pierwszy czegoś nie opisze, to potem musi kombinować, spastykować i palec ssać, by plagiatu nie poczynić.

O przegranym przeze mnie zakładzie, i naszym z tego powodu spotkaniu, Złomnik napisał już wszystko. W skrócie – wierzyłem w mądrość rodaków i przyjąłem, że Panda na luzach sprzedażowo pobije VW Up!

Tymczasem rzeczywistość okazała się być inna – Fiat przegrał sromotnie. Przemawia do mnie argument Złomnika, że my Polacy nie chcemy już jeździć Fiatami. Musieliśmy nimi jeździć przez 123 lata okupacji (czy jakoś tak), bo innego wyboru nie było, i teraz chcemy odmiany. To bardzo solidna teoria. Nadal jednak zaskakuje mnie nasza mentalność – zawsze jest “zastaw się a postaw się” ponad rozsądkiem. Bo jakich by porównań nie robić, jakich by konkurencji nie wymyślać – Panda zawsze w obiektywnym teście wygra z Up!

Przegrałem zakład bo zapomniałem, o czym sam często piszę – samochodu nie wybiera się obiektywnie i sensownie. Nawet nowego Logana prosto z salonu kupuje się po to, by komuś coś udowodnić. Na przykład to, że ma się wy.ebane na prestiż. A “mieć wy.ebane na prestiż” to też jest poza, światopogląd i filozofia – wbrew temu, co właściciele nowych (i bezawaryjnych) Loganów z salonu sądzą.

Ale wracając do przegranego zakładu – kosztowało mnie to trzy dyszki (2 kebaby i dwa razy coś do popicia). Pierwszy raz w życiu jadłem kababa i na tej fotce widać jak go wyrzucam, dojadłszy tylko do połowy.

Kebab Wiatrak

Nie moja bajka. Tylko teraz nie wiem co mi dolega – albo mam chore kubeczki smakowe, albo ksenofobiczno-narodowościowy światopogląd. Chyba to drugie, bo z wiekiem każdy staje się trochę bardziej rasistą i pierdzielącym narodowościowo-powstańcze bzdury dziadygą z uchem przylepionym do rydzykowego radia.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Nim jednak przejdę do snucia refleksji nt. Volkswagena pozwólcie, że załatwię pewną prywatę. Otóż przemiło mi się ze Złomnikiem gawędziło i wierzę, że coś wspólnie uda się nam wyblogowo-ziventować… ale jedno nie daje mi spokoju. Nie wiem jak Ty, kolego z blogosfery, zostałeś wychowany, ale ja nigdy bym sobie nie pozwolił na to, by na forum publicznym drzeć łacha z czyjegoś nosa. Ale skoro sam zacząłeś, to proszę, przyjmij te oto dwie bomby.

Pierwsza. Otóż zrywam przysięgę milczenia i oto piszę wszem i wobec, czym tak naprawdę jeździsz, Ty hipokryto i ściemniaczu. Tymi Starletami i innymi cab-over-vanami to tylko mydlisz oczy swoim czytelnikom, którzy bezrefleksyjnie patrzą w Ciebie jak w obrazek. A rzeczywistość jest zupełnie inna. Niezłego fotoszopa żeś z naszego spotkania u siebie wrzucił. Więc za tę bekę z mojego nosa pozwól, że ja pokażę światu twe zakłamanie. Oto, jak nasz spotkaniowo-kebabowy park maszynowy wyglądał w rzeczywistości:

Złomnik i Blogo

Druga. Wspomniałeś o tym, że nikt do nas w salonie VW nie podszedł, nie spytał w czym pomóc, kawy nie zaproponował. Wcale mnie to nie dziwi biorąc pod uwagę Twój strój, który nawet z daleka wyglądał tak, jakbyś go pod osłoną nocy wyciągnął z kontenerów PCK. Ha. Ha. Ha.

Koniec bomb.
Tak kończy każdy, kto polewkę sobie z mojego kinola robi.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A wracając do pojedynku Fiata z VW… o Fiacie Złomnik napisał już wszystko i, mimo że bardzo chcę, to nie umiem się z tym nie zgodzić. Zasiadłem więc wczoraj wieczorem na porcelanie i zamyśliłem się nad istotą marki VW. To, że jest dla nas Polaków prestiżem, to wiadomo i nie chce mi się o tym pisać. Ruszyłem więc z rozmyślaniami w drugą stronę i postanowiłem w zakamarkach pamięci odszukać najbardziej wykręcony i szalony wóz, jaki w ostatnim czasie opuścił fabryki VW. Wielkoseryjnie, a nie jednostkowo – wszak VW to auta dla ludu a nie unikatowe prototypy, których jedynym celem jest wywołanie erekcji w redakcjach papierowych czasopism.

Bo najbardziej szalony wóz wiele mówi o marce. Fiat ma Coupe i X1/9, Opel ma Merivę, Ford ma Pumę, Hyundai ma Velostera, Citroen ma C6 i DS5. A VW co ma?

Po długich studiach myślowych (tak długich, że gdy wstałem z porcelany to krew do nóg wracała mi przez kilkanaście minut) doszedłem do wniosku, że najbardziej szalonym, dziwnym, nietuzinkowym i zwariowanym autem, które na masową skalę wypuścił VW jest… Lupo z lat 1998-2005.

VW Lupo

W każdej wolnej chwili myślę sobie o tej frakcji krejzoli, która wtedy musiała zarządzać dizajnem VW. Jak to możliwe, że Piëch zgodził się wypuścić na rynek coś o tak filuternych, zwariowanych, obłędnie okrągłych światłach przednich?!

VW Lupo

A jakby tego było mało, w środku zagościły zegary tak niepoczytalnie zawadiackie, że aż w tubusach:

VW Lupo

Przypomnijcie sobie detale różnych VW z przełomu wieków. Auta te były projektowane bardziej topornie niż ówczesne wnętrza Volvonów. Światła wyglądały jak luxsfery byle jak włożone w prostokątne dziury nadwozia. Deski rozdzielcze były strugane heblem, docinane krajzegą i montowane babą do wyburzania domów. Więcej polotu mają trumny, płyty chodnikowe i emeryckie sandały Scholl.

To Lupo było szalone. Mój Boże, ale bym chciał wtedy pracować w biurze projektowym VW. Myślę, że amfę popijano szampanem, pastylki kwasu na firmowych imprezkach wciskane były w te małe koktajlowe kanapeczki, gdzie nie spojrzeć zawsze ktoś coś białego sobie w dziąsła wcierał, a płukania żołądków i kroplówki z glukozy były na porządku dziennym.

Ale jest coś, co jest jeszcze bardziej niewiarygodne niż wypuszczenie na rynek tak obłędnie szalonego Lupo, że aż się chce biegać po mieszkaniu i krzyczeć “Aaaaaaaale jazda!”. Gdyby mnie w 1998 ktoś zapytał o prognozę, odparłbym, że jak nic zaraz ktoś z biura projektowego VW po prostu umrze z przedawkowania i pozostali się opamiętają. I wtedy spojrzą na to Lupo i zgodnie przyznają, że co prawda niewiele pamiętają z ostatnich miesięcy, ale skoro coś takiego wypuścili na rynek, to impreza musiała być bombowo-czadowa.

I czym prędzej spuszczą na Lupo zasłonę milczenia, i następca nie powstanie. Co w sumie się zgadza, bo nie powstał – w 2005 roku skończono produkcje i tyle. Dzisiejszy Up! żadnym spadkobiercą nie jest – ma tylko mniej więcej podobne wymiary.

Ale nie, oni się nie opamiętali. Oni dalej imprezowali, ćpali i biegali nago po biurze podpalając sobie nawzajem włosy łonowe. Mój Boże, wiele bym dał, by móc wtedy tam z nimi być.

No sami zobaczcie, co te szajbusy nawyprawiały w trzecim liftingu Polo III (tuż po debiucie Lupo, również w 1998) – z zewnątrz tradycyjne “Das Auto” ciosane ciężkimi uderzeniami dłuta, zbudowane z klocków Duplo, podobne do taniego nagrobka:

VW Polo III

A tymczasem w środku, zza kierownicy łypią zegary zwariowane, pląsające w szalonym tańcu chochołów, odziane w radość, śmiejące się pełną piersią ku kierowcy:

VW Polo III

Nie mam danych, ale wydaje mi się, że zdarzały się przypadki obłąkania wśród kierowców tego Polo. Ludzie prości, przyzwyczajeni do starannie do sobie przylegających elementów kształtem przypominających pustaki, wielbiący bezfugowy montaż prostokątnej glazury “Veneziana” odcień beż po 45,99 za m.kw. nagle podczas jazdy atakowani są czymś tak postrzelonym, jak zegary w tubusach. No na bank wielu zbzikowało.

Ale to nie koniec, impreza w dziale projektowym trwała nadal. Cóż to był za świrnięty okres w historii VW! Bo oto wtem i nagle w 2001 roku zadebiutowało Polo IV, które krewką szajbniętość trójki wywlokło ze środka na zewnątrz:

VW Polo IV

Te światła. Znowu! O ja pikolę! Nie ma skali, by ocenić trzepniętość i wariatkowość projektantów VW. Szok, szok i niedowierzanie. No nijak nie mogę się powstrzymać przed zanuceniem: “Krejzi, krejzi, krejzi is maj lajt!”.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Tyle się mówi o dzieciach kwiatach, o pierwszym Woodstock, o Jarocinie, o przystankach Owsiaka… ale tak naprawdę najdłuższa, najbardziej hulaszcza i impetycznie wręcz zbzikowana impreza trwała w dziale projektowym VW od 1998 roku (gdy narodził się Lupo) aż do 2005, w którym to Polo IV z toczonymi przez szaloną szajbę okrągłymi reflektorami poddano liftingowi i krejzi się skończyło.

Przez siedem lat strumień koki, kwasu i amfy płynął nieprzerwanie do żołądków, nosów i w dziąsła dizajnerów VW. W sumie, gdy zda sobie człowiek z tego sprawę, to przestaje się dziwić temu, że dziś te auta są takie kasztanowate, nijakie i bezpłciowe. Gdybym ja po 7 latach ostrego zapodawania w palnik wszystkiego co białe doszedł do siebie dzięki niekończącej się serii lewatyw, też nie miałbym ochoty na żadne szaleństwa i jechałbym po najmniejszej linii oporu linii najmniejszego oporu. Ciekawe, czy w dziale dizajnu VW pracuje jeszcze ktokolwiek pamiętający tamte obłąkane lata. I ciekawe, czy jak mu się dziś pokaże tamto Lupo lub Polo, to rozsiada się wygodnie w fotelu i z lubością wspomina tamte dni, czy wręcz przeciwnie – kuli się w sobie i spina pośladki na myśl o bolesnych płukankach?

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

No, cóż za porywającą marką jest VW, jeśli najbardziej zwariowanym wielkoseryjnym autem w jej dziejach jest takie w gruncie rzeczy nijakie Lupo i klockowate Polo.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Lubię takie wpisy, bo jest w nich wszystko – i przybombienie w ziomala z blogosfery, i wątek jedzeniowo-lajfstajlowy, i odrobina populistycznego nacjonalizmu, i nikomu nieznana historia wielkiego koncernu. Dzięki takim wpisom blogosfera rośne w siłę – a nie ciągle jakieś miksy-sriksy.

Ups, trzecia bomba uleciała mi sama, zupełnie niechcący, takim cichaczem. Ale Ty Tymon wiesz, że co bym nie napisał, to i tak między nami jest sztama.

Blogo Złomnik

Elo zią, be-zet for lajf, madafaka, czek ałt dis Up!
Joł.

51 komentarzy

  1. Blogo, Ciebie tam nie było i dobrze. Bo skoro masz taki nos, a tam było tyle proszku, to jak byś zassał w jedną dziurkę, zapadłbyś w śpiączkę. A jak w dwie naraz, to myślę, że zamiast Blogomotive byłoby Trupomotive, a sorry, recenzji miękkości wyściółki w przedziale “pasażerskim” karawanów to ja czytać nie chcę!

  2. Był następca Lupo: Fox, który wyglądał jak ziemniak. Poza tym Polo 4 to zajebiste auto, nawet z 1.2 pod maską wyrywa z butów i uroczo warczy. No i ma super wnętrze.

  3. Ferstowol: jak żeśta to ostatnie zdjęcie zrobili? Nosem trzymałeś aparat? Hehe, suche jak pięta… aa wszyscy to znają.
    Sekondowol: czemu wydaje mi się, że zdjęcie jest odwrócone, w sensie to coś czarnego w kształcie kawałka okrgu wygląda jak kierownica. Emajrajt?

  4. Otóż tak żeśmy mądrze do fotki zapozowali, że ja zamiast “b” pokazałem “d” a on zamiast “z” pokazał “s” – ot tak sobie, bośmy głąby. Więc musiałem fotoszopować typu rotejt horizontaly. Duuuga historia.

  5. Ja tam nie wiem, co wchłaniali dyzajnerzy w fałweju nie znam się. Ale tak se dumam na porcelanie, że takie kwieciste metafory jak “biegali nago po biurze podpalając sobie nawzajem włosy łonowe” to też się człowiekowi tak całkiem znikąd nie biorą.

    Bo nie wierzę, że kebab był aż tak ostry…

  6. Właściciel niemieckiego samochodu opisuje polot innych niemieckich samochodów. Trzy razy mi się przysnęło, ale początek to nawet ciekawy był, tak do drugich kropeczek :).

  7. coś nie jest Ci dane zjeść kebaba do końca, na misji festiwalowej (to jak z tym pierwszym będzie? :P) też musiałeś wyrzucać w połowie :)

  8. Znaczy, że jak? Że Złomnik “holzwagenem” jeździ? Ło matko boska z któregokolwiekbądź kościoła!

    I weź rzuć te kebaby w holere, panie! Jedząc kebaba wspierasz Araba, jak mawiał Stanisław Ignacy Mickiewicz…

  9. Rany! I to pewnie jeszcze “pasek tedei kombiak 200% bezwypadkowy klimatronik okazja stan idealny zobacz”….!!!!

  10. Ale Notlauf wrzucał zdjęcia startleta w wersji off-road obok najmojszej. A ten pastuch to chyba z jakiś wycieczek sponsorowanych przez Hestię? Coś tam blogo pisałeś, że wymiata mimo napędu na przód.

  11. Ej, a Beetle nie jest takim odcięciem od genezy VW? Mówię o New Beetle. Nijakie do bólu, ale jednak…
    No i XL1, ale to chyba nie jest wielkoseryjne auto, mimo wszystko.
    Ale coś ostatnio nawet Skoda wydaje się bardziej szalona ;)

  12. Szkoda, że Złomnik się dzisiaj urlopuje (albo nie może się pozbierać po ujawnionych tu rewelacjach) bo byłaby piękna wymiana zdań na dwóch blogach :P

  13. Skończyła się pewna epoka. Toż to niemal tak samo, jakby się okazało, że Ralff von Blogoenstein jeździ dacią logan, lub – o zgorozo – tatą indica ;)

  14. Najbardziej szalonym pomysłem VW jest sprzedawanie w Polsce aut samochodów z silnikiem benzynowym. Jak to część sprzedaży? 2%? :)

  15. Drogi Blogo,

    Posiadanie bloga to nie jest zajecie dla ludzi takich jak ty.
    Wlasnie czekam w kolejce w Macu, przydalbys sie tu, rece do pracy potrzebne, prawdziwa robota, moze nawet mowili by do ciebie “Manager”.

    z uszanowaniem,

    kolejny anonimowy hejter

    (Zlomnik Walczy!)

  16. Plażo proszę!

    Teraz Fiat rzeczywiście jest atrakcyjny jak expose premiera, ale jako marka, historycznie, prezentuje więcej niż cały VAG razem wzięty!!!

  17. Pandziak bardzo daje radę. Strasznie lubię ten samochód, mimo iż sam takiego bym nie kupił :). Ale w tej klasie raczej nie ma nic fajniejszego. Szczególnie 110HP jest elegancka.

  18. Ewidentnie czasy się zmieniły i mając na rynku samochodowym taki wybór aut nie jesteśmy już skazani na Fiaty. Na oferty salonów trzeba patrzeć jednak trzeźwo a nie wybierać pod kontem tej czy innej marki.

  19. Ja bym z samaru wziął dane dotyczące reeksportu tej szwabskuej blaszanki i jeszcze mógłbyś wygrać ten zakład…

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *