(m482) Trąb, Trybson!

Trąb debilu trąb

Wiele rzeczy mnie na drodze irytuje, ale jedna bardziej niż inne. To tak zwani naprawiacze świata, nauczyciele życia przyrośnięci do klaksonów. Znacie ich, na 100% ich znacie.

Obejrzyjcie filmik i powiedzcie, co na nim widzicie:

Ja widzę totalnego kretyna z kamerą, którego jedynym celem w życiu jest pouczanie innych klaksonem. Ależ się zajarał, jak tylko zobaczył tego białego Seata na wstecznym. Klakson, kuźwa, klakson! Już ja Cię nauczę!

Nie bronię dresiarza w Seacie, bo gdy Bóg rozdawał rozumy, on akurat stał w kolejce do modnego fryzjera – i jak już się w takie miejsce wjechało, trzeba pakować przed siebie do najbliższego zjazdu. Acz ja w takich sytuacjach zawsze wierzę w dobroć i mądrość ludzi i się zastanawiam, czemu gość się tak zachowuje. Może ma w aucie rodzącą żonę i zmylił ścieżki. A może jest na tak głębokiej rezerwie, że jak wjedzie na ekspresówkę, to dupa zbita i utknie na poboczu? Gdybym ja znalazł się w jednej z tych dwóch sytuacji, to bym zawracał i pakował dojazdówką pod prąd – ostrożnie i maksymalnie uważnie. Łamiąc przepisy, a jakże, ale nie bez sensu, tylko w jakimś celu – w moim mniemaniu – chwilowo nadrzędnym wobec prawa drogowego.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Przy bloku moich rodziców jest taka uliczka (taki szerszy chodnik, taki CIĄG PIESZO-JEZDNY), która nie wiedzieć czemu od niedawna jest oznaczona jako jednokierunkowa. Wszyscy lokalsi walą z tego znaku i jeżdżą jak chcą – szczególnie, że jadąc pod prąd zaoszczędza się mniej więcej 1km przebijania się przez osiedle. Jest szeroko, spokojnie można się minąć. Ale raz na jakiś czas trafia się tam na zidiociałego grzyba w Fabii lub w Aveo, który stanie na środku i trąbi, póki się nie wycofasz. Nigdy nie cofam, zawsze wysiadam porozmawiać. Miło i uprzejmie mówię, że mam czas i albo zjedzie na swoje prawo i zrobi mi miejsce, albo spędzi wieczność dusząc klakson. Dzwonię na Policję! Niech Pan dzwoni. Nigdy nie dzwonią.

Wiem, że jadę pod prąd, ale nie wymagam, by pakował się na pobocze – wystarczy, żeby nie jechał środkiem. Często jak mijam się z kimś (tam co drugie auto jedzie pod prąd), to ten ktoś po prostu daje mi wzrokiem znać, że robię coś źle. Kiwam wówczas głową, przepraszam, informuję że wiem, ale… Tak to już jest na niektórych osiedlach – stare pierdziele w administracji najpierw zdemontowały wszystkie ławki (bo młodzież na nich siadała i rozmawiała) a potem pozmieniali szerokie uliczki w szlaki jednokierunkowe, jakby to cokolwiek miało zmienić.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Wracając to sytuacji z filmiku… nie pochwalam zachowania Seata, ale gdybym miał je oceniać w skali od 1 do 10, gdzie 10 to wzorowa jazda a 1 to zapindalanie 80 km/h po osiedlowej drodze tuż przy szkole podstawowej, dałbym mu 5. Bo ani dojazdówka, którą pojechał w końcu pod prąd, nie była jakaś nad wyraz międzynarodowa i pełna TIRów, ani ten Seat jakiś wielki i dwa pasy zajmujący.

Natomiast debilowi, naprawiaczowi świata, nauczycielowi życia, mentalnemu pierdzielowi co prawie dziesięć sekund non stop trąbił, w tej samej skali dałbym co najwyżej 3 punkty. Bo trzeba zrozumieć jedno – przepisy przepisami, ale w tym wszystkim trzeba widzieć człowieka. Nie można napieprzać dłonią w klakson nie wiedząc, o co tak naprawdę chodzi. Szczególnie, że mu ze strony Seata nic nie grodziło – po prostu dostrzegł szansę, by wreszcie móc komuś dać klaksonem nauczkę.

Jak ja bym się zachował na miejscu kamerzysty? Podjechałbym powoli do gościa i przez szybę wyczaił, czy to jest wkuźwiony ogr, czy zwykły zagubiony turysta. I albo bym pojechał dalej nie wykonując nawet wymownego kręcenia głową, albo bym pomógł, podpowiedział, doradził.

Nie dziwię się, że ten dres tak szybko wysiadł z Seata. Klakson działa bardzo na nerwy. Wielu nie umie potraktować go inaczej jak reprymendę, jak skarcenie. I uderza im testosteron. Masz coś do mnie, kutasie?! Chodź na solo, frajerze?!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Kiedyś zatrąbiłem na kogoś na światłach, bo naprawdę bardzo, ale to bardzo przespał zielone. Wyrwał wtedy swoją Laguną jak dzik, przeskoczył skrzyżowanie i zwolnił. Gdy go leniwie dogoniłem, zaczął hamować. Gdy chciałem zmienić pas i go wyminąć, to mi zajechał. Odpuściłem w pół sekundy. Chwilę potem pojechał – Conan kuźwa Zwycięzca. Sęk w tym, że ja pojechałem za nim. Bez celu, ot tak – akurat wracałem z leniwej wieczornej przejażdżki, więc nigdzie się nie spieszyłem.

Jechałem za nim w czarnym BMW. Na ringach, polerowanych felgach i z naklejkami na przedniej szybie. Taki zestaw nie wróży niczego dobrego, więc nie mógł się domyślać, że w środku byłem ja – uosobienie spokoju, rubaszny miś, wesołek robiący psikusa a nie schab szukający sparingpartnera. Nie poganiałem go, nie jechałem za nim jak Audi, po prostu snułem się jak w amerykańskich filmach, gdy tajniak śledzi bandziora. Trzymałem dystans, czasami byłem tuż za nim, czasami dwa auta z tyłu. Ot tak sobie, dla draki, nie miałem żadnych planów i tak naprawdę, chciałem już na najbliższym rondzie zawrócić.

Gdy on nagle skręcił w osiedle. No to ja za nim. I wtedy on upewnił się, że jednak coś do niego mam. Na bank mnie wcześniej widział, bo nasze oczy raz czy dwa spotkały się w jego wstecznym lusterku, gdy akurat pomiędzy nami nie było innych aut. I jak wjechałem za nim na osiedle, to maksymalnie się spietrał. Wyciął alejkami, wyleciał po drugiej stronie na większą ulicę i poszedł w długą. Niestety złapało go czerwone, więc spokojnie się dotoczyłem. Miałem ubaw, ale że jechaliśmy akurat w moją stronę, to chciałem zaraz się zmyć do domu. A wtedy on z piskiem wjechał na parking przy osiedlowym komisariacie Policji.

To było zabawne, serio. Zamiast po moim pierwszym trąbnięciu unieść dłoń, że sorry, fakt, ale ze mnie gapa, już jadę – to on wziął to do siebie i zaczął kozaczyć. Co za ludzie? Czy on nie ma w domu żony i dzieci, które mógłby bić? Musi się na ulicy na innych kierowcach wyżywać?!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ja klakson olewam – jak się zagapię i spóźnię start, i ktoś trąbnie, to nie łapię nerwa i nie ruszam za szybko z piskiem – ot po prostu, OK, sorry, machnę, już jadę, WRUM. Traktuję klakson jak zwykłe szturchnięcie. Jak pytanie, czy stoję w kolejce do kasy. Tak, stoję, tylko się nie przesuwam, bo wybieram tiktaki. Szkoda, że samochody nie mają dwóch systemów dźwiękowych – tradycyjnego klaksonu na sytuacje naprawdę awaryjne, i delikatnego kaszlnięcia EKHM-EKHM na wszystkie inne.

Oraz szkoda, że większość ludzi za kierownicą nie dostrzega w innych autach ludzi. Tak, jakby te blaszane puszki jechały same. Trąbią, rzucają mięsem, brzydko gestykulują. Ale jest na to rada – wystarczy otworzyć okno lub wysiąść. Wystarczy się pokazać. Hej, kuźwa, debilu, zobacz, jestem człowiekiem. Chcesz pogadać? To do cholery jasnej użyj paszczy, wszak ewolucja nam dała struny głosowe. Powiedz, co cię boli, bo ja klaksonu nie rozumiem. Serio chcesz tak ze mną rozmawiać? A wiesz, że ja to odbieram tak, jakbyś wysiadł, przysunął swoją twarz to mojej i wydarł się na całe gardło PIIIIIIIIIII!! I co, że niby ja się mam zorientować, o co ci chodzi? Z talerzem żeś się na mózgi pozamieniał?

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Uf, dość tego. Gdy ktoś na mnie trąbi, umiem to olać, zero bulwersa. Ale jak zobaczę taki filmik, który ewidentnie zwiastuje to, że internauci w swojej masie zaraz najadą nie na tego, co trzeba… ciśnienie mi skacze. Kończę więc, bo muszę coś łyknąć.

Halo, Ryba, gdzie schowałaś walerianę? Po co mi? No muszę łyknąć. Tak, ZNOWU muszę łyknąć. Nie, żadnego szlabanu od ciebie nie chcę, sam sobie jutuba ograniczę. Czyli gdzie jest, w szafce? Sprawdzam, ale nie widzę. Czyli co, że nie ma? Ale serio? No Ryba, proszę cię, przecież wiesz, że musi być ZAWSZE. Co ty mnie nie znasz? Nie wiesz, jak na jutuba reaguję?! No ja zaraz zwariuję, ja nie jestem grzecznym chłopcem, ja z tych nerwów za trzy sekundy wstanę i sobie krzesłem przyje**ę zaraz tak, że spadnę…!!

44 komentarze

  1. Nie mogę powiedzieć, że bym nie zatrąbił, gdybym po raz pierwszy wjechał w taką osiedlową uliczkę i zobaczył gościa walącego pod prąd (ale nie byłoby to SRUUUUUUUUU na pewno, raczej właśnie krótkie „tutnięcie” + może błysk światłami – podobnie na tym wyjeździe).

    Podobną doświadczenie miałem jakiś czas temu z „trąbofilem”. Stojąc na czerwonym (nie udało się kulturalnie przejechać w lewo przez duży ruch, więc zaraz za linią sygnalizatora, ale nic nie zastawiam) i słyszę ciągły klakson tak ze dwa samochody z tyłu. Nie wiem o co chodzi, cztery razy sprawdzam czy światło przypadkiem nie zielone, coś mi nie odpada z samochodu czy coś, aż podchodzi do mnie zaraz przed zmianą zapowietrzony trąbiący i ma pretensję (kategoria: z pełnym ryjem), że nie podjechałem jeszcze bardziej do przodu (tak, żeby już powoli przyblokować poprzeczną ulicę i w ogóle nie widzieć sygnalizatora), bo on „by mógł z pasów zjechać”.

    Głupi jestem, zapomniałem że to właśnie to znaczyła minuta „sruuuuuuuuuuuuu” w klaksonowym.

  2. Stosunek do klaksonów mam bardzo zbliżony do Twojego, ale absolutnie i definitywnie nie mogę się zgodzić z Twoją obroną gościa w Seacie. Wiem, że niektóre przepisy są dla jednego ważne, a dla drugiego nie, ale w tym przypadku jak dla mnie gość stwarza realne zagrożenie. Co z tego, że droga prawie pusta. Dla mnie ma znaczenie to, że zrobił coś na co ja bym nawet nie wpadł czyli zachował się totalnie nieprzewidywalnie.

    Fakt, że wysiadł i się burzył już totalnie go w moich oczach skreśla. Guzik mnie obchodzi czy zabłądził, albo faktycznie wiezie żonę na porodówkę. Jakby po prostu przeprosił gestem i nawet dalej kontynuował swoje manewry to 10 sekund później bym już to miał gdzieś. Ale nie. Taki to musi się wyżyć na innych. Niczym się nie różni od tego, który nadużywał klaksonu.

    A nie przepraszam. Klakson to mnie może najwyżej zdenerwować. Ale jak widzę takiego półmózga, z bicepsem wielkości mojej głowy , który idzie w moją stronę to zwyczajnie się boję, a to nieporównywalnie gorsze. Teraz gość po prostu wkroczył do grupy stworzonej niedawno przez dwóch kierowców BMW, którzy ostatnio „zasłynęli” na YouTube. Czyli to jednak nie marka winna :) .

  3. Tak, ale w sumie nie. Albo na odwrót.
    „Nauczycieli życia” nienawidzę, czy to na drodze, czy gdziekolwiek indziej. Moja ulubiona sytuacja: stoję na wąskiej, jednopasmowej drodze do lewoskrętu, z przeciwka sznur aut zderzak-w-zderzak, nawet nie da się wymusić, i od razu z tyłu klakson -w zasadzie stoję na ciągłej, dałoby się mnie ominąć, ale nie…
    Ale z drugiej strony, jak patrzę na nasze społeczeństwo- czy to na drodze, czy w sklepie, czy gdziekolwiek, to mi czasem ręce opadają i gryzę się w język. Kolejka na pół godziny, a dopiero przy kasie leniwe szukanie portfela, zastawianie wózkami przejść w sklepach, blokowanie ruchomych schodów z lewej, wpieprzanie się w kolejki, parkowanie na kilku miejscach itd itp. A z jednokierunkowymi – niby masz rację, że nic się nie stanie, ale z drugiej strony przepisy po coś są (Jasne, nie powinny być bzdurne) i ludzie do pewnych rzeczy się przyzwyczajają. Zdaje sobie sprawę, że odkąd w moim sąsiedztwie dwie uliczki zrobili jednokierunkowe (może i sensownie, ale dałąbym odwrotnie), wyjeżdżajac z jednej z nich prawie ignoruję spojrzenie w prawo, bo teoretycznie nic mi stamtąd nie powinno wyjechać. Ale tylko teoretycznie.
    Inna rzecz- parkingi marketów, gdzie często wg znaków ruch też jest jednokierunkowy – tak, bez sensu jest czasem objeżdżać, ale w okresie okołoświątecznym podejrzewam, że jednak poprawia nieco bezpieczeństwo, bo ludziom odbija i po trzech godzinach zakupów chyba brakuje cierpliwości.

  4. Klaksonem informuję, że coś mi nie leży. Trąbnięcie może być lekkim szturchnięciem (Tut!), skarceniem (Tuuut!), pozdrowieniem (Tutut!), ostrzeżeniem (TuTuTuTut!), wkurwem na rzeczywistość, że obrodziła debilami zagrażającymi istnieniu inteligentnego (czyli mojego ;D) życia na ziemi (oparcie się łokciem o kółko i robienie sobie manicure przez kilka minut).

    Na załączonym filmiku było by Tutut!, lewy, szybki look, dwójka, but.

    Ale gdy ktoś do mnie wysiada z łapami…

    … to mi się zaraz normalnie włącza dżihad. Nagła szpryca adrenaliny zestraja mnie z półtoratonowym pancerzem wspomaganym. Jedynka (prawie 16:1), 3500-4000 RPM, szybki strzał sprzęgłem i hebel. I radosny uśmiech nr 3 p.t. „Chodź, skurwionku!”.

  5. A może ten trąbiący grzyb, pierdziel czy jak tam ich nazywasz uratował komuś d…ę bo de….il z białego Seata mógł polecieć w kogoś na czołówke???Można przeżyć jazdę pod prąd na osiedlu jak się toczysz 20 kaemów, ale na dojazdówce?która jest jednym wielkim zakrętem?No chyba też bym był takim gzybem i pierdzielem który by strąbił debila!!!
    Miesiąc temu jadąc po autostradzie, absolutne lenistwo, ładna pogoda, prędkość przelotowa 120, autostrada prawie pusta ,sielanka, lekki zakręt- patrzę i nie wierzę!!!NA MOIM PASIE Nissan Micra. Naprawdę bałem się zrobić cokolwiek trąbić migać swiatłami co by ten bardzo ogarnęty kierowca nie spanikował i nie wyrżnął mi prosto w maskę!!!Dopiero mijając obmrugałem i obtrąbiłem de….la kierowcę!!!Myślisz że zawrócił?POJECHAŁ DALEJ a do kolejnego zjazdu POD PRĄD miał jakieś 15 km.

  6. hłe hłe, ale jaja, to akurat jest mój zjazd! i nie jest to Sosnowiec, bardziej to jeszcze Dąbrowa Górnicza http://goo.gl/xV0KNA , no ale często tam jeżdzę. I bez bicia się przyznaję, że bym gościa również obtrąbił (tyle że nie tak intensywnie) bo nie trawie takich zachowań (zawracania pod prąd i innych nieprzewidzianych manewrów, pomyliłeś się pacanie to jedź dalej jak droga nakazuje), uważam za jedne z bardziej niebezpiecznych, tu akurat widoczność auta była jeszcze w porządku, ale miałem już takie przypadki że gość zawracał albo zatrzymywał się na takim łuku gdzie nie ma żadnej szansy wcześniej go zobaczyć i cała nadzieja w refleksie i dobrych hamulcach.

  7. Z jednej strony się zgadzam, mógł odtrąbić, ale nie napierdalać przez nie wiadomo ile. Ale kuźwa. Przepisy są po coś, wiem że czasem są kretyńskie, ale po to zostały wymyślone żebyśmy ich przestrzegali i nie wpadali na siebie na każdym skrzyżowaniu.
    Blogo postaw się w sytuacji gdybys jechał tą ekspresówką i taki debil by Ci jechał pod prąd. I nie uwierzę żebyś uznał to za normalne i bezpieczne zachowanie i byś w ogóle nie zwrócił uwagi na to.

  8. Zacznę od tego, że tak mnie wychowali, żeby szanować prawo. Taki jakiś zepsuty jestem, że staram się przestrzegać przepisów w miarę możliwości. Mandaty miałem 3 w życiu: 1 za prędkość, 1 za brak dokumentów i jeden za skręt w lewo na zakazie.

    Ja nie trąbię, ja stoję i nie ruszam.

    Jedzie mi pod prąd – stoję i nie puszczę dopóki się nie wycofa. Pieniacz, nie pieniacz, paniusia czy dziadek. Wcześniej czy później zawsze pęka i cofa.

    Z drugiej strony staram się wybaczać ludzkie błędy popełniane za kierownicą. Czy zaspane zielone czy skręcanie na zakazie, czy wymuszanie pod marketem z mojej lewej strony…
    Nie mogę wymagać od reszty kierowców tak idealnego stylu jazdy i tak szerokiej wiedzy z zakresu przepisów ruchu drogowego.

    Klaksonu używam jako broń ostateczna – gdy ktoś cofa w mój przód.

    Nie jestem typem nauczyciela mściciela, ani natręta śledzącego gdzie się zatrzymam.

    W prowadzeniu samochodu niezbędna jest pewność siebie, refleks i spostrzegawczość oraz mnóstwo – naprawdę mnóstwo cierpliwości. Tego ostatniego jeszcze się uczę, bo sam łapię się na tym, że bez sęsu komentuję gadając sam do siebie. Ale może dzięki temu nie tłumię emocji wewnątrz ?

    komentując filmik – jeden i drugi siebie warci. Nadużywanie klaksonu i nadmiar energii. Jakże milej scena wyglądałaby gdyby filmowany wysiadł z auta widząc nadjeżdżającego z tyłu i grzecznie poprosił o pomoc, a filmujący z uśmiechem zabezpieczył pobratymcowi miejsce na wykonanie manewru, lub nawet poratował mapą…

    Make love not war !

  9. „…przepisy przepisami, ale w tym wszystkim trzeba widzieć człowieka…” – Niestety w przytłaczającej większości, włącznie w pokazanym przypadkiem, przyczyna niebezpiecznego/bezmyślnego zachowania bierze się ze zwykłego chamstwa, zakorzenionego bardzo głęboko. Kiedyś jechałem z koleżanką, ona była za kierownicą, też ktoś nam wjechał przed maskę czy coś w tym stylu i ona zaczęła trąbić, tak z 20s. Po czym powiedziała: gdy titniesz raz, to gość uważa się się za cwaniaka i jego pasażerka myśli to samo „no, wepchał się, ale co tam”. Trzeba trąbić tak długo, aż w głowie pasażerki wykiełkuje myśl „czy ja muszę to znosić, czy muszę jeździć z takim durniem” gdy nasz sprawca dostrzeże tę myśl w oczach pasażerki misja skończona :-)

  10. A jakby tak wszyscy jeździli zgodnie z przepisami?? O! Można tak? Nie, niemożliwe! Przecież trzeba cwaniakować, to takie „nasze”, czujemy się wtedy tak, że ho ho!
    A powinno być inaczej. Wuj mnie obchodzi, że trzeba nadrabiać 1km(!!!) na drodze osiedlowej, wuj mnie obchodzi czy gość ma opary w baku i musi cofać. Zanim się wyruszy w drogę, zanim gdzieś dotrze – TRZEBA POMYŚLEĆ. Ale po co, wolę pocwaniakować, iść na łatwiznę i znajdę 100 wymówek, żeby się z tego wytłumaczyć i „wyjść z twarzą”. Buraka.
    Gdyby wszyscy szanowali przepisy drogowe, byłaby możliwość zmiany tych durnych, to uwierzcie mi – KAŻDEMU ŻYŁOBY SIĘ LEPIEJ (i lepiej jeździło po drogach).

  11. Dlatego ja jestem zwolennikiem klaksonów wielotonowych, prosto z amerykańskich wozów. Są o wiele przyjemniejsze w odbiorze, c’nie? ;)

    W ogóle nie toleruję krzyków, wolę porządnie zakląć niż wydrzeć się na kogoś. To samo mam na ulicy.

    A tak serio, to jest coś takiego, że w momencie zagrożenia nie myśli się o tym nieszczęsnym titku, tylko o jakiejś ucieczce, czy ratowaniu tyłka. Ja osobiście klaksonu użyłam w życiu 4 razy i dokładnie te chwile pamiętam, bo były to momenty godne miejsca w jakiejś książce (oczywiście okraszone adekwatnym komentarzem). No dobra, raz obudziłam pana w tirze. Obudziłam albo poddenerwowałam, nie wiem – ale użyłam głosu w dobrej wierze.

    Dla mnie nadmierne używanie klaksonu jest tak irytujące jak stawianie na końcu zdania dwóch lub więcej znaków zapytania, czy analogicznie – wykrzykników. Taka osoba ma problemy emocjonalne, innej wersji nie przyjmuję do wiadomości.

    A kwestia naginania przepisów to inksza inkszość – w sytuacji patowej, gdybym musiała zawrócić w takim miejscu to tylko z światłami awaryjnymi. A jazda pod prąd… Lubię iść pod prąd, ale wjazd pod zakaz jest dla mnie czymś równie głupim, co jazda na kacu. I mówię to z pełną świadomością, bo a – niestety na kacu jechałam, b – byłam za przeproszeniem zesrana po pachy, gdy ktoś mi wyjechał na czołowe na jednokierunkowej.

    Ale jestem człekiem z krwi i kości i doskonale wiem o tym, że przepisowo jeździ się tylko w czasie egzaminu.

  12. @Blogo:
    „Przyjęcie” czołówki z rodzącą żoną w środku to chyba nie najlepszy pomysł. Ryzyko dzwona bo zabraknie paliwa też. W tej sytuacji ja bym nie trąbił, ale gość z Seata to kompletny palant.
    Co do osiedlówki… Wyobraź sobie, że jakiś dzieciak z bloku wie, że to jednokierunkowa, więc biegnie z piłą, patrzy tylko w jedną stronę i wybiega Ci prosto pod koła. Niemożliwe?

  13. Kwestia osiedlówki jechanej pod prąd wygląda tak, że primo – nie da się tam jechać szybciej niż 20 km/h (bo garby, bo zawijasy) i secundo – to nie jest droga osiedlowa w rozumieniu „droga”, to jest taki wewnętrzny ciąg pieszo-jezdny, taki szerszy chodnik.

    Nie czepiajmy się detali, mi chodzi o bycie skończonym kretynem (przyspawanym do klaksonu) w bezwzględnym przestrzeganiu przepisów.

  14. @Blogo, z całym szacunkiem, ale trochę przeginasz z tą jazdą pod prąd. Ja też codziennie bujam się po osiedlu gdzie połowa ulic jest jednokierunkowa, ale nie wyobrażam sobie, żeby jakiś cwaniura wjechał „od dupy strony” i się pokornie nie wycofał. Dlaczego?

    Osiedle owo jest stosunkowo ruchliwe – dwa przedszkola, szkoła, supermarket, trochę sklepów – w dodatku stada „eLek” obrały sobie te kilka ulic jako „żerowisko” – i teraz wyobraź sobie, że jedziesz pod prąd a przed Tobą wyrasta kolumna złożona z dwóch „eLek” i jakiegoś grzyba w lanosie jadąca Ci na czołówkę. I wycofujesz się wtedy, nie ma bata (bo w dodatku drogi te są tak wąskie, że dwa auta się nie wyminą).

    Z przykrością wielką muszę to napisać – z przykrością, bo Cię lubię stary. Wyłazi tutaj z człowieka teraz takie „warsiastwo”, taka mała cwaniaczkowatość, bo to w sumie drobiazg, gówno, ale jak się tych drobiazgów pozbiera do kupy to już się robi niefajnie. Jeden pojedzie pod prąd bo mu się nie chce krążyć, inny ruszy sobie sprzed czerwonego bo mu się nie chce czekać (tak, byłem takiego czegoś świadkiem – szczęka mi opadła), inny zje jabłko w markecie i schowa ogryzek za palety, jeszcze inny znalazłszy portfel zabierze sobie kasę a dokumenty wyrzuci do kanału i tak dalej. Ziarnko do ziarnka a zbierze się miarka, panie…

  15. CIĄG PIESZO-JEZDNY, TAKI SZERSZY CHODNIK, taka wewnętrzna alejka pomiędzy dwoma blokami, a nie droga / szosa / ulica prowadząca do sklepu lub peczkola. Źle się wyraziłem w tekście. Zakumajcie wreszcie, że nie jestem debilem pakującym na czołówkę po czymś, co jest szosą! Wiara w ludzi (i we mnie) – to podstawa. O tym też jest ten wpis.

  16. No i się okazało że Blogo tak naprawdę jeździ pod prąd po chodniku samochodowym, a nie jakiejś tam ulicy. W zasadzie to nawet nie jest chodnik zwykły trawnik (ekolodzy?) w zasadzie ziemia, tak czarnioziem zeby ktoś nie pomyślał ze Blogo jeździ po piaskownicy :) i zabiera dzieciom zabawki :)

  17. Czyli nie droga a chodnik, nie Blogo a Spalacz, nie jedzie tylko pcha, i nie BMW tylko Audi! Czytać ze zrozumieniem!

  18. Blogo gryzło sumienie za ten przejazd pod prąd, dlatego znalazł filmik o trąbieniu żeby się usprawiedliwić.

    A zupa była za słona !

  19. siema, wiem, że moje pytanie nie jest na temat wpisu ale co tam :D
    Szwagry drogie pomóżcie człowiekowi wybrać nowe auto do 71tys PLN ze stajni VW (vw, skoda, ducati (lol) itp :)).
    Warunki: 1. auto do miasta dla żony – ma się jej podobać, benzyna, ok 10 sek do setki , manual, 5 biegowa skrzynia wystarczy, 5 drzwi!!! – dziecko w foteliku 1 roczne. Wyposażenie standardowe ale użyteczne – klima, audio, czujniki parkowania itp.
    Na pytanie dlaczego stajnia VW – bo tak musi być i nie pytajcie dlaczego p[roszę :D
    Pozdr

  20. Niedawno mi się trafił taki pieniacz – stałem na środkowym pasie (do jazdy na wprost), a obok mnie, rozpoczynał się pas do skrętu w prawo – podjechałem maksymalnie ile sie dało do samochodu przede mną, licząc że zrobie tyle miejsca zeby samochód za mną mógł sobie na ten zaczynający się pas wjechać – i jakaś Micra może by wjechała, ale nie BMW X5, którego kierowca wydał się tym faktem niezwykle oburzony i przez cały czas gdy staliśmy na czerwonym, walił klaskonem i światłami żebym podjechał do przodu (a byłem już przyklejony zderzakiem do samochodu z przodu….)

  21. Ja wczoraj dałem ostro po trąbie. Jakiś dychawiczny dziadzio w „cholzwagenie” chciał mnie wepchnąć na barierkę – pewnie stwierdził, że jest tak stary i doświadczony a przez to tak zajebisty, że nie musi już patrzeć w lusterka boczne przed zmianą pasa :)

  22. @szukam bolida – a mało to dobrych samochodów marki „200% BEZWYPADKOWY IGŁA STAN IDEALNY LALKA OD NIEMCA EMERYTA OKAZJA ZOBACZ”? Kup pierwszy lepszy, co za różnica. Dopóki Ci się nie rozwali na pół będziesz zadowolony.
    W końcu 98% „wagonów z drewna”* w Polsce to takie właśnie „igiełki”.

    * holzwagen – holz(drewno), wagen(wagon) :) :) :)

  23. Blogo wrzucił kontrowersyjny temat i jeszcze stanął po niewłaściwej stronie żeby sobie podnieść klikalność, bo inaczej się tego nie da wytłumaczyć :)

    Klaksonu używam od wielkiego dzwonu (średnio może raz na miesiąc i to króciótko) ale w tym konkretnym przypadku absolutnie gościa rozumiem. Gdybym to ja jechał to miałbym na tym wjeździe pewnie co najmniej 70 i spotkanie z gościem idącym na czołówkę źle by się dla wszystkich skończyło.

  24. @micrus: Założę się, że po twojej wypowiedzi o nabijaniu sobie klikalności Blogosław wybuchnie. Pamiętam jak kiedyś na mini spocie w wawie się pieklił na takie komentarze. Idę po popcorn :D

  25. KABOOM! Nigdy nie ugrałem niczego dzięki statystykom. Ugrałem, bo jestem znany z tego, że jest znany. Bo jestem fajny. I skromny. I się nie napinam.

    Oraz nigdy nie napisałem niczego kontrowersyjnego tylko po to, by mieć tu gównoburzę. Piszę co myślę. No bo jak słabym trzeba być kierowcą, by zderzyć się z tym cofającym Seatem? Chyba że się zaśnie za kółkiem. Albo że się zapomni zwolnić, bo się wszystkim, nawet nogami, pociska klakson.

    I znów się wzburzyłem. Rybaaaa! Kaj jest waleriana?!

  26. @Szukam bolida:
    No to ten, który się żonie podoba – wygląd to są główne różnice między tymi samochodami :).

  27. Nie trzeba być słabym kierowcą żeby mając 70 km/h nie uniknąć zderzenia z autem zastawiającym całą drogę, którego kierowca postanowił sobie akurat zawrócić na jednokierunkowej.

  28. @micrus – prawda, poza faktem, że w tym konkretnym miejscu (droga wpadająca na główną) jechać 70, mając przed sobą znak „ustąp pierwszeństwa”, może tylko skrajny idiota.

    Poza tym wy naprawdę jedziecie na ślepo? Ja zawsze staram się jechać tak, że gdyby na łuku, po którym jadę, pojawiło się na granicy widoczności coś w poprzek drogi, miałbym szansę się zatrzymać przed tym („jadę to, co widzę”). To nie rajd, gdzie doginasz na notatki.

    Owszem, skląłbym tego gościa pod nosem, odsądził od czci i wiary itp. (bo mu się należy), ale wasze kontrargumenty momentami są równie głupie, tyle że na drugim końcu spektrum. Egoizm jednej strony (cofam pod prąd i mam innych w dupie) vs. egoizm drugiej (jadę z prądem i mam innych w dupie).

  29. Z bocznych uliczek też nigdy nikogo nie wpuszczacie w dużym ruchu? Przecież też macie pierwszeństwo…

  30. Oczywiście, że mam w dupie jak jadę po jednokierunkowej. Mam zakładać cały czas, że jakiś debil samobójca będzie zawracał w poprzek drogi? Po autostradzie też mam jechać 50 km/h bo ktoś może zechcieć zawrócić albo pocinać po zapasce na wsteku?

    To droga jest akurat żeby jechać 70 bo na filmie widać pas do rozpędzenia z którego włączasz się do ruchu.

  31. Na autostradzie możesz jechać znacznie szybciej, bo widzisz znacznie dalej. Jednocześnie w gęstej mgle zwalniasz, jednokierunkowa czy nie.

    Tutaj był długi łuk, ze ślepą prawą stroną. SEAT stał (bo nie jechał praktycznie wcale) w miejscu, gdzie mogły stać inne samochody (zakorkowana trasa i kolejka do wjazdu?) Jakby leżało tam zwalone drzewo to też wpieprzasz się w nie z uśmiechem, bo pas jest do rozpędzania się?

  32. Na takie poirytowanie meliska jest za słaba. To tak, jakbym ranę ciętą po mieczu leczył gencjaną. Ja tu już dożylnie muszę coś zapodać.

  33. „to bym zawracał i pakował dojazdówką pod prąd – ostrożnie i maksymalnie uważnie. Łamiąc przepisy” Napisz chłopie w jakim terenie się poruszasz, a będę maksymalnie ostrożny. Przez takich lekkomyślnych kierowców jak ty mamy w naszym kraju sporo kolizji.
    DLA MNIE JESTEŚ CO MNAJMNIEJ NIEROZSĄDNY

  34. Ja niestety nap….m lewopasowców i każdy kto to robi ma u mnie w skali 1 do 10 pełne 14 punktów.
    Reszta historii spływa jak po psie, nomen omen.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *