#424 Genewa 2014 (1/7)

Genewa Motor Show 2014

– Ej, no weź jedź z nami na dwa dni do Genewy! – przekonywał Damian w zeszłym tygodniu. Z początku nie chciałem, bo wszak blogerska niezależność, niesprzedajność, niepodległość… Ale potem wypchałem się tymi frazesami i po prostu w środę z samego rana stawiłem się na lotnisku.

Gwoli ścisłości – Damian Śmiegielski współpracuje z Castrolem i to właśnie na jego, Castrola, zaproszenie razem m.in. ze Spalaczem polecieliśmy. Pierwszego dnia atrakcje zapewniał Castrol (m.in. w CERN, ale o tym później), drugiego mieliśmy czas wolny i łaziliśmy po Geneva Motor Show. Tak więc oto relacjonuję.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Już z samego rana, nim otwarto drzwi do hal targowych, spotkałem pod hotelem Astona i Teslę.

Genewa Motor Show 2014

I bardzo dobrze się stało, bo nie musiałem na te chałowe auta tracić potem czasu. Aston jak Aston – jak z bliska nie przeczytasz nazwy modelu, to kurde wiesz tyle, że to jest… jakiś Aston.

Genewa Motor Show 2014

A Tesla jak Tesla – mnie jakoś nie grzeje. O ile idea miejskiego auta na prąd jest ze wszech miar rozsądna (by nie powiedzieć, że wręcz genialna), o tyle wstawianie baterii do czegoś kształtem i rozmiarem predestynowanego do Wielkiej Turystyki to jakiś żart.

Genewa Motor Show 2014

Nawet jeśli to coś ma i 500 km zasięgu to plażo proszę – po autostradzie te pół tysiąca trzaśniesz w 3,5 godziny a potem co – ładowanie przez pół dnia? Ja wiem, że jest opcja szybkiego ładowania do 80 (czy iluś tam) procent w pół godziny, ale wyruszanie w podróż poza miasto czymś, czego nie można napełnić wachą w byle wiosce jest nie na moje nerwy.

Co innego małe auto miejskie – jak ci stanie to je najwyżej zepchniesz na chodnik i do domu wrócisz metrem. A jak kurde do domu wrócisz z pobocza drogi gminnej rozciągającej się pomiędzy Szyszki Włościańskie a Ostaszewo-Pańki, gdy Ci w tej Gran Turismowej Tesli zabranie soku w bateriach? No ja nie wiem.

Na szczęście wielkiego hejtu na Teslę walić nie muszę, bo nie jestem w ich targecie:

Genewa Motor Show 2014

Moja babcia jest (od 2 lat), ale ona akurat nie ma prawka.
No taka sytuacja.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Wracając jeszcze na chwilę do Astona, którego stoiska z premedytacją nie odwiedziłem (podobnie jak Ferrari, ale o tym dwa słowa napiszę później), to mam taką teorię, że skupcie się proszę.

Otóż jest sobie taka manufaktura co się zwie Zagato. Coś tam osiągnęli, są bardzo poważani, ogólnie 90% znawców i smakoszy motoryzacji na widok “Z” się brandzluje. Ja zaś uważam, że tej firmie nic się nigdy nie udało. Jak coś zrobią, to wygląda to jak kupa, ma skaszanione proporcje i jest po prostu brzydkie. Ja wiem, że stworzyć brzydkie auto też trzeba umieć. Ja wiem, że brzydota jest nowym szykiem. Ale kuźwa bez przesady! -> klik, klik, klik, klik, klik, klik, klik oraz klik

Dla mnie wszystko z logiem Zagato jest nie tylko o wiele brzydsze od pierwowzoru, ale też brzydsze od prażonego syra z hranolkami, od oblanych tłuszczem bramborków, od lentilek które bardzo brzydki pies najpierw zjadł, a później… wiadomo co.

Ale wracając do mojej teorii… otóż myślę sobie, że jeśli jakieś auto zmienione przez Zagato jest ładniejsze i po prostu lepsze od wersji fabrycznej, to coś z taką firmą musi być nie teges. To jest to sygnał, że firmowi dizajnerzy zatracili się w popijaniu kawy, chodzeniu w szaliczkach i porannym naciąganiu spodni o nogawkach tak wąskich jak horyzonty posła Protasiewicza.

No i teraz zobaczcie sami – Aston Martin Centennial Zagato zbudowany z okazji jakiejś tam rocznicy na bazie DB9 (czyli po prostu na bazie Astona o kształcie każdego Astona, tylko w tym przypadku może akurat kilku karbonowych wlotów powietrza na masce nie było, ot detale). Wygląda tak:

Genewa Motor Show 2014

Genewa Motor Show 2014

Genewa Motor Show 2014

Oczywiście ma lekko skaszaniony profil przez te nie do końca ładne pofalowania wokół tylnej szyby, ale przód jest rewelacyjny, a i tył ma w sobie coś z solidnej klasyki. Bardzo źle jest z Astonem, jeśli Zagato zrobione na flagowym DB9 wygląda lepiej niż auto fabryczne.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Hyundai pokazał koncepcyjne Intrado, które generalnie z niektórych ujęć wygląda fajnie – tak konceptowo fajnie, czyli projektant postradał zmysły i naszkicował coś, co jest bez szans na produkcję seryjną, ale za to zadaje szyku na salonach:

Genewa Motor Show 2014

Genewa Motor Show 2014

Ale w tym przypadku nie chcę oceniać samego auta, ale podjąć temat opon pokazywanych w Genewie, bo Intrado obute było w mokry sen dizajnera. Ale o tym za chwilę. Oczywiście są stoiska ze zwykłymi gumami – ot tutaj choćby moje Bridgestone Adrenalin:

Genewa Motor Show 2014

Gdyby ktoś szukał czegoś na lato, to je po prostu polecam – świetnie wyglądają, genialnie jeżdżą po suchym, mają drobne problemy na mokrym (relatywnie mało nacięć) ale są zaskakująco tanie – z wyglądu wysokie premium, z cennika średnia półka. Ja jestem kontent i wcale nie dlatego, że dostałem je do testów. Ale kto mi tam uwierzy…

Oczywiście są też prezentacje opon przyszłości – i serio, co do tego nie mam żadnych wątpliwości – moim zdaniem za 30-40 lat odejdziemy od prehistorycznych balonów na rzecz czegoś takiego:

Genewa Motor Show 2014

Wiem, że wygląda to głupawo, ale pomyślcie, jak doskonale (w porównaniu do dzisiejszego gumowego worka z powietrzem) można taką “oponę” dopasować do pojazdu – przez dobór twardości tych szprych, ich sprężystości i podatności na odkształcenia boczne, grubości bieżnika… w takich oponach wszystko może być kontrolowane i zaplanowane. Jedyny problem jaki widzę, to przygrzanie bokiem w krawężnik – dzisiejszy balon jakoś to ogarnia, ale co ja się będę na zaś przejmował. Projektują to inżynierowie, których mózgi osiągnęły poziom mojego obecnego wtedy, gdy mieli 11 lat, więc i wjazd boczurem w krawężnik przewidzą.

Ale pomiędzy oponami dzisiejszymi a tymi z przyszłości są jeszcze opony… no ten mokry sen dizajnera… opony, które nie wiem jak nazwać, więc pozwólcie, że użyję słowa, które 99% Polaków napisze na kartce, gdy ich poprosić o napisanie czegokolwiek ale bez zastanowienia się, po prostu teraz, już, natychmiast.

No więc są jeszcze opony z dupy, które po prostu wyglądają tak przekozacko, że założone do Logana (nówka z salonu) czynią z niego rarytasa budzącego pożądanie. Czek dis ałt!

Genewa Motor Show 2014

Genewa Motor Show 2014

10 faktur (od plastra miodu po gumę z butów wspinaczkowych), 20 wzorów (trójkąty, kwadraty, dawidy podsiadło), rynna po środku. Wiem, że to ściema, że to nie jeździ – ale wygląda na żywo tak, że uwagę od auta odciąga. Miszcz!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A na koniec tej części relacji zastosuję klamrę – skorośmy zaczęli od Astona, to czemu by na nim nie skończyć? Tak jakby. No prawie. Co widzisz poniżej?

Genewa Motor Show 2014

No BMW, jak w mordę strzelił. Zaglądasz do środka i w sumie nadal tkwisz w mylnym błędzie:

Genewa Motor Show 2014

Ale nie, chwileczkę! – krzyczysz w myślach zerkając na kapsel w feldze.

Genewa Motor Show 2014

Przecież to Aston Martin! Zachodzisz go od przodu i tak, to jest Aston Martin – tego znaczka nie sposób z niczym innym pomylić.

Genewa Motor Show 2014

A tymczasem – you’ve been trolled. No tak się blogerowi nie robi, bo bloger nie ma nad sobą redaktora naczelnego i jak się wkurzy, to nikt go nie spostponuje, nikt mu korekty nie strzeli, żaden dział reklamy mu przepełnionego hejtem tekstu nie zablokuje. Hjundaju, ty se zważaj!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Część 1, czyli Aston, Tesla, Maserati, Hyundai i opony
Część 2, czyli czerstwy żart, superkary i Camaro
Część 3, czyli o autach francuskich, w tym o Jeepie
Część 4, czyli 7-minutowy filmik
Część 5, czyli o autach pięknych, wygodnych, niewygodnych i ażurowych
Cześć 6, czyli galimatias o hybrydach, ekologii i poronionych projektach
Część 7, czyli wiele pytań i jeszcze mniej odpowiedzi

24 komentarze

  1. Alfa Romeo Giulia SZ – auto bazowe piękne, ale SZ-ka też cudna. Ten Aston mi się nie podoba. Wolę oryginał.

  2. Niecierpliwie czekam na relację ze stoiska maserati, renault i alfy! Chcę to już, dziś, teraz. Mam nadzieję, że właśnie siedzisz i piszesz ;D

    Zgoda co do Tesli, też nie ogarniam wsadzania baterii do tak wielkiego auta. Ale to chyba było wyliczone na podbój ameryki, a tam w małym BMW i3 wstyd byłoby się pokazać pod klubem fitness.

  3. “Z początku nie chciałem, bo wszak blogerska niezależność, niesprzedajność, niepodległość… ”

    Strasznie śmiesznie brzmi ten fragment zważywszy na fakt, że razem z BMW kupiłeś E46, by coś tam udowadniać w internetach na swoim blogu.

  4. Coś mi się wydaje, że te szprychowe opony są bez szans. Wystarczy wjechać nią w błoto lub śnieżną breje, by się cała tym czymś zatkała i potem biłaby na kierownicy jakby była krzywa i niewyważona. To jest fajny patent dla pojazdów użytkowych (kosiarki, wózki widłowe, koparki) gdzie prędkość jest nieznaczna a liczy się trwałość, niezawodność i odporność na ostre kamienie itp. Nie widzę tego w zwykłym aucie, nawet w miejskim na prąd.

  5. A zdjęcia hostess bendom. Bo bym kciał!
    PS. Czepiasz się Astona. Może i mają jeden wspólny kształt, ale za to jaki!!!

  6. Nie wieszajcie tak psów na Tesli, kamą, 500 kilosów na ładowaniu wam mało? W ciągu roku jak często robicie większy dystans (wykluczam repów latających codziennie Warszawa-Poznań)? Jeżeli non-stop trzaskacie więcej, to robicie coś źle albo jesteście kierowcą TIRa.

    U nas faktycznie bida, bo nie ma ichnych Superchargerów, ale w stanach mają solidne pokrycie. W trasie uwzględniasz postój, zajeżdżasz, podpinasz samochód pod kabla, a ty idziesz na siku, krótki spacerek i hot-doga. Pół godziny to nie aż tak długo, a nieraz i w benzynie postoje robi się na krótszej trasie – tu przynajmniej przed wyjazdem możesz dobić do pełna nie zdejmując kapci, wystarczy żeby samochód na noc podłączyć. Oszczędność z tankowań w godzinach szczytu PRZED wyjazdem będzie większa niż przewietrzenie się chwilę dłużej na postoju :)

    Ten samochód ma inne wady (jak nieergonomiczny kolosalny ekran dotykowy), które bardziej należy im się wytykać, ale sens to ma. Tylko w pytę drogie i wytwarzanie baterii to ciągle paskudny przemysł :/. Trzeba czekać na rewolucję w przechowywaniu energii elektrycznej i ja pierwszy przesiadam się w coś takiego. Gorzej niż w nowych Audi z dieslem czuś się na pewno nie będę ;)

  7. @Maggot: bierzesz pod uwagę zasięg w trasie podczas ładnej pogody. Ciekawe jak sprawa się ma w zimę na krótkich odcinkach.

  8. To nie diesel, krótkie odcinki aż tak nie wpływają na zasięg :) (a jak podłączasz wysiadając/na noc, jak smartfona, są absolutnie żadnym problemem).

    Co do niskich temperatur też miałem takie same obawy, ale po zimie w USA dały radę całkiem nieźle. Obyło się bez raportów o padających bateriach i zerowych zasięgach. No i Christian von Koenigsegg jeździ takim po Szwecji i jest zadowolony :)

    Kręcę nosem na elektryki, ale w przypadku Elona Muska nie można wątpić w jakość wykonania, skubaniec potrafi dopilnować, żeby wszystko działało. W końcu jego firma wozi graty na orbitę dla NASA.

  9. Ale właśnie ja bym się o krótkie zimowe przebiegi nie martwił tylko o te dłuższe w trasie. Zgadzam się z Blogo, że miejscem elektrycznych aut jest miasto a nie trasa. A skoro tak to na CH%$#%JA robić je takie wielkie?!1

  10. …piszą to mieszkańcy kraju-królestwa Paska w TDI, najmniejszego samochodu pod słońcem ;). Segment D po naszemu i tyle, przecież to nie SUV. Do standardowego użycia w mieście się nada. Plan jest taki, żeby to była pełna konkurencja dla spalinowych silników, nie “tylko w mieście”. Jedyna trasa, na jakiej Model S może mieć problemy z konkurencyjnością, to jakiś transkontynentalny trip z serii Moskwa-Lizbona. Wiecie, taki, jaki statystyczny Polak wykonuje swoim daily driverem co dwa tygodnie – znaczy Model S się nie nadaje.

    Poza tym spoko, mniejsza wersja w drodze.

    Kurna, to na jednym ładowaniu z Warszawy na każdy kraniec Polski powinno na luzach dojechać a wy pierdzielicie o problemach w trasie? Bicz, pliz.

  11. Z tego co mówi szybkie googlanie przy ok. -6 to ciągle 400km. Przy niższych bateria będzie się rozładowywać, żeby się podgrzać. Jeżeli samochód będzie stał w garażu (a przynajmniej podłączony do kontaktu) przed rozpoczęciem jazdy zasięg będzie ciągle ok. Nie jest idealnie (po parkowanie pod chmurką rodzi problemy), ale technologicznie całkiem spoko.

    I nie wyjeżdżajcie z “brakiem gniazdek na parkingu”, bo to nie jest wina producenta samochodu. Trzeba się tak zorganizować, żeby były, to zajmie trochę czasu (ale musi się stać, bo elektryki w mieście to świetne rozwiązanie).

  12. Do Tesli nic nie mam, podobnie jak do idei samochodu elektrycznego. Ale wystarczy spojrzeć na obłędnego Fiskera Karmę, żeby tesla z powrotem kojarzyła się wyłącznie z czeskim producentem żarówek.

  13. Gdzieś kiedyś widziałem norweskie testy, które pokazywały, że normalne używanie samochodu przy właśnie -kilku to rzeczywisty zasięg trochę ponad 200 km.

  14. Blogo, 85+ na Tesli oznacza rok urodzenia. Ale wtedy to za stary jesteś na to. Ja jestem w targecie :), ale raz: nie chcę, dwa: nie stać mnie.

  15. Jezeli komus z rocznika ’85 podoba sie Tesla S to jak dla mnie jest to raczej osoba w targecie Bepiąteczkiwtedeiku

  16. Hyundai – padaka, widzę, że dalej brną w design, który ma za wzór pewnie samochody pancerne z okresu III Rzeszy – wielkie koła, przezierniki w miejsce szyb i kształt krowiego placka.

    W sumie – coraz częściej się zastanawiam, gdzie w tym wszystkim jakieś elementy ergonomii – szyby, przez które nic nie widać (do tyłu to w ogóle – miłego parkowania wzdłuż), w samochodach reklamowanych jako “rodzinne” wielkość miejsca z tyłu porównywalna ze starym polskim Mikrusem… Co to ma być?

  17. A tam pierdolisz o Zagato. Po prostu Ci się marka nie podoba. Zagato zrobiło kawał dobrych, niecodziennych samochodów. Po prostu pewna grupa ludzie nie łapie tego zamysłu.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *