#424 Genewa 2014 (5/7)

Genewa Motor Show 2014

Dzisiejsza część nie ma motywu przewodniego (o, tak jakby poprzednie jakiś miały, lol) – po prostu wybrałem kilka fotek i okrasiłem je komentarzem niczym Karol Okrasa okrasza boczkiem i śmietaną pierogi z mięsem. Czy coś w ten deseń.

A więc na stoisko Cadillaca trafiłem praktycznie na samym początku i od razu zakrzyknąłem w duchu, że oto patrzę na najpiękniejsze auto całej imprezy:

Genewa Motor Show 2014 Cadillac Elmiraj

Serio, nie żartuję – ten koncepcyjny Elmiraj zwalił mnie z nóg nie tyle blachami

Genewa Motor Show 2014 Cadillac Elmiraj

Genewa Motor Show 2014 Cadillac Elmiraj

ile wnętrzem:

Genewa Motor Show 2014 Cadillac Elmiraj

Nie wiem, jakie uczucia targają Wami gdy patrzycie na powyższe fotki – może nawet i żadne, to możliwe, ponoć są ludzie ich genetycznie wyzbyci – ale na żywo ten samochód prezentuje się katastrofalnie pięknie. Poza tym to jest Cadillac – marka, która w mojej głowie nijak nie jest kojarzona z grubym amerykańskim emerytem. Sam nie wiem dlaczego, tak jakoś nie jest i już.

Dla mnie Cadillac to coś takiego jak kiedyś Saab, a obecnie Lexus i Infiniti – taki nieoczywisty zawodnik, który na pierwszy rzut oka wywołuje u znafffcy uśmiech typu “przekąs”, ale jak podejdziesz bliżej, jak dotkniesz, powąchasz, zrozumiesz… to nagle się okazuje, że bez żadnych kompleksów może stawać w szranki i konkury z Audi, BMW i Mercedesem, i nie ma “Mirmiłku, nie desperuj!” – po prostu może i już.

Pozostając więc przy Cadillacu warto jeszcze wspomnieć o dwóch rzeczach. Pierwsza to sposób, w jaki narysowane są kadilaki coupe (kadilaki zapisałem fonetycznie nie dlatego, że jestem taki luzak i precz-z-ortografią, tylko po prostu zielonego pojęcia nie mam, jak zapisać to poprawnie – bo czyż słowo Cadillaci uchodzi?).

Genewa Motor Show 2014 Cadillac ELR Coupe

Genewa Motor Show 2014 Cadillac ATS Coupe

Tak, ja też widzę w tych autach coś z Insigni, ale fuck-it, są po prostu ładne, zwarte, nabrzmiałe i proporcjonalne. Serio, one mi się podobają i wcale nie czułbym obciachu jeżdżąc po Warszawie nawet takim niewielkim CTS-em Coupe – wszak pędzony jest na tył i ma logo fajnej marki – dokładnie jak najmojsza.

A druga rzecz, o której warto wspomnieć, to jakość, a w zasadzie pietyzm, z jakim wykonane są w Cadillacach wnętrza. Próbkę z Elmiraja macie tam powyżej, a tutaj w zbliżeniu środek wspomnianego CTS-a Coupe:

Genewa Motor Show 2014 Cadillac CTS

Który co prawda w sedanie wygląda gorzej niż Hegemon w szlafmycy

Genewa Motor Show 2014 Cadillac CTS

ale przynajmniej drzwi od środka ma ładne:

Genewa Motor Show 2014 Cadillac CTS

A jak wiemy, wykończenie wnętrz w autach amerykańskich nie tyle kuleje, ile jest po prostu podłączonym do kroplówki pacjentem w stanie terminalnym. Albo Zbójcerzem, który nieopatrznie wszedł w zasięg maczugi Łamignata i wiecie, lelum polelum, GRUCH! i na plasterki.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Równie prześlicznie jak Elmiraj prezentowało się Infiniti Q50 Eau Rouge – a ja dodatkowo mam do Q50 ogromną słabość (poczekajcie tylko, jak opublikuję jego kolejny test – tym razem nie hiszpański ino nasz polski, krakowsko-zakopiański – będzie grubo, bo zdrady się wręcz dopuszczę).

Genewa Motor Show 2014 Infiniti Q50 Eau Rouge

Genewa Motor Show 2014 Infiniti Q50 Eau Rouge

Nim poleciałem do Genewy to się o tym ą-róż naczytałem ile wlezie. I wszyscy jak jeden mąż jarają się tym, że to jest wreszcie taki Nissan GT-R, jakiego każdy chciał mieć wcześniej, ale nie mógł. Czyli wreszcie wygląda dobrze, ma odpowiednią ilość drzwi oraz solidną kubaturę wnętrza.

Bo ten kju-fifty ą-róż ma pod maską silnik żywcem wyjęty z Nissana GT-R właśnie.

Genewa Motor Show 2014 Infiniti Q50 Eau Rouge

AAAAAAAA!!! – chciałoby się zakrzyknąć z błogości.
A ja się pytam, czy to silnik czyni GT-Ra GT-Rem, czy może czasem całe to unikatowe i niewiarygodnie precyzyjne i zmyślne połączenie zawieszenia ze sztywnością budy i skrzynią biegów za każdym razem indywidualnie strojoną z silnikiem? No właśnie – GT-R jest tak dobry nie dlatego, że ma taki silnik jaki ma – bo czymże jest ten silnik – ot, zwykłe V6 dające 550 koni, czyli raptem 144 KM z litra. Nieproporcjonalny Mercedes A45 robi 170 koni z litra. Że o robiących 200 koni z litra scigaczach nie wspomną.

A propos – najmojsza daje z litra 68 koni co uważam za wynik wielce żenujący, ale mam nadzieję że przynajmniej gwarantuje on bezproblemowy przebieg w okolicach miliona kilometrów.

Ale wracając do Infiniti – to fajnie, że ma silnik od GT-Ra, ale nie będzie GT-Rem, jeśli nie dostanie jego napędu na 4 koła, jego sprzęgła, zawieszenia, skrzyni biegów i launch-control. A przecież mogłaby to wszystko dostać – skoro udało się cały układ jezdno-napędowy upchnąć pod karoserią Juke’a, to spokojnie wszedłby pod blachy Q50.

Ale nie mi decydować o tym, jak to auto ma ostatecznie wyglądać, bo za chudy w uszach jestem, taki Karpal pod Hegemonem ze mnie, by móc je sobie kiedykolwiek kupić. Niemniej jednak – fajne jest, oj fajne!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A to jest koncepcyjny MINI Clubman

Genewa Motor Show 2014 MINI Clubman

który mam nadzieję, że nigdy nie trafi na rynek. Bo Clubman jest moim ulubionym modelem MINI – za dziwaczne drzwi – i te podwójne z tyłu, i te małe od strony pasażera otwierane pod wiatr. Ten koncepcyjny Clubman nie ma już tych małych bocznych drzwiczek – czyli jest zwykłym kombi. Jak chcę zwykłe kombi, to sobie kupuję Mondeo kombi. A jak chcę dizajnerskie kombi, to sobie kupuję Insignię kombi.

Ale jedno warto zauważyć. Na pewno pamiętacie, że parę lat temu każde auto koncepcyjne było perłowe lub matowo-białe. Taka była moda. Potem (tak jakoś rok-dwa temu) każdy koncept był matowo szary. A teraz króluje czerwień / purpura / głęboka wiśnia – nie wiem jak ten kolor się zwie, ale było go w Genewie po prostu pełno. Wylewał się zewsząd, jarzył się z boków i skrzył z przodu. Ot, taka ciekawostka.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Na ten przykład malutka i prze-prze-prześliczna Mazda Hazumi w kolorze… no jak widać, w prze-modnym krwistym burgundzie, czy jakoś tak:

Genewa Motor Show 2014 Mazda Hazumi

Genewa Motor Show 2014 Mazda Hazumi

Prześliczny mały koncept. I obserwując poczynania Mazdy wygląda na to, że wypuszczą go na rynek bez większych zmian. Ja wiem, że w gruncie rzeczy on się aż tak bardzo od obecnej Mazdy 2 nie różni, ale w tym aucie diabeł tkwi w szczegółach – może i podobne, może i wręcz takie samo, ale jednak inne, ładniejsze, cholernie zgrabne i po prostu śliczne.

A obok stała Mazda 3

Genewa Motor Show 2014 Mazda 3

która po prostu wyglądała z przodu tak samo jak koncepcyjne Hazumi i tak samo jak szóstka. Z jednej strony to dobrze, że auta jednej marki mają wspólny mianownik, genom, no ryj po prostu – bo to trzyma je w jednym zbiorze.

Wyobrażacie sobie taką firmę, która w swojej gamie ma model miejski taki jak Fiat Panda, potem segment B wyglądający jak Kia Soul, kompakt identyczny jak Astra a flotowe auto dla KAM-ów toczka w toczkę jak Passat? Każde auto inne – inne ryje, inne światła, inne projekty wnętrza – tylko znaczek wszędzie ten sam?

Ja to sobie wyobrażam ale wiem, jak bardzo bym to hejtował pisząc o zerowej tożsamości, bałaganie w dziale dizajnu i inne takie duperele. Bo wiecie jak to jest – jesteśmy Polakami, na wszystko narzekamy. Jak auta jednej marki są z wyglądu zbyt homogeniczne i podobne – źle. Jak zbyt roztrzepane – jeszcze gorzej. Taka to nasza przywara narodowa.

Ale wracając do trójki i “paląc licho” (?) jej wygląd, muszę z całą powagą piastowanego przeze mnie samozwańczego stanowiska pt. Naczelny Tester Pozycji Za Kierownicą (w skrócie DUREŃ, o ile pozamieniacie kilka liter na inne)… otóż muszę stwierdzić, że siedzi się w Maździe 3 po prostu ZAJEBIŚCIE – czemu dałem też niedawno wyraz w filmiku:

Genewa Motor Show 2014 Mazda 3

Okej, to nie jest najpiękniejsze i najlepiej wykonane wnętrze ever, ale gdy się człowiek usadowi, gdy się abstrakcyjnie nisko i głęboko opuści, gdy kierę ku sobie wyciągnie, gałkę biegów znajdzie idealnie pod ręką, w fotel się wciśnie… to wszystko inne przestaje być istotne.

Absolutnie genialna pozycja za kierownicą. Absolutnie genialne wrażenia ze środka – wydaje się, że auto jest jednocześnie za duże (bo siedzi się tak nisko) i takie wręcz małe, urwipołciowate (bo kiera jest dokładnie tam gdzie być powinna, i gałka zmiany biegów, i pedały, i pokrętła, guziki, manetki…). Jeśli Mazda ma jakiegoś manekina, pod którego wnętrze trójki układała, to dam sobie jądro uciąć, że ten manekin jest toczka w toczkę taki sam jak ja – ma za duże biodra, za krótkie nogi, za szerokie ramiona… no idealnie się w to auto wpasowałem.

A propos idealnego wpasowania się w auto… pójdźmy może na drugi biegun czyli tam, gdzie za projekt wnętrza odpowiadał orangutan o króciutkich nóżkach, długaśnych rękach i bez szyi… lejdis end mada-fada-dżentelmen, oto nowa Honda Civic.

Genewa Motor Show 2014 Honda Civic

To koncepcyjny Type-R, czyli auto, które mimo naprawdę solidnego wyglądu (szczególnie z tyłu, gdzie spoiler typu bookshelf robi tłustą robotę)

Genewa Motor Show 2014 Honda Civic

jak tylko pojawi się na rynku przyjmie na siebie takie wiadro hejterskich pomyj, że olaboga. Bo co? Bo już nie szlifierka 2,0 tylko zaturbione 1,6 2,0. No żaaaal. Ale wiecie co Wam powiem? A nich sobie i to auto ma pod maską 1,2 biturbo, to jest bez znaczenia. Wiecie dlaczego? Bo pozycja za kierownicą jest tragiczna, nie-do-zniesienia po prostu.

Oczywiście mówię o drogowej wersji Civica, bo ten koncepcyjny Type-R był zamknięty na głucho i w niego wsiąść mi się nie udało.

Genewa Motor Show 2014 Honda Civic

Tego nie widać na fotce. Mało tego – jak się patrzy na wnętrze, to ono naprawdę robi wrażenie – jest wykonane ze świetnych, zaskakująco wręcz świetnych materiałów:

Genewa Motor Show 2014 Honda Civic

a i sam projekt, mimo że nadal kosmiczny, wydaje się być bardzo dopracowany i przemyślany wizualnie:

Genewa Motor Show 2014 Honda Civic

Ale co z tego, na cóż ten trud rysowników i panów od doboru plastików, gdy pierwsza minuta w aucie jest niekończącym się ciągiem zniechęcających doświadczeń.

  • Fotel wysoko jak diabli. Ale spoko, na pewno przede mną siedziała tu jakaś mała kobieta. WTEM zaskoczenie, bo zydel jest maksymalnie opuszczony.
  • Pedały blisko tak, że prawie pod fotelem. Spoko, ktoś się wcześniej pakował do tyłu i chciał miejsce na nogi obadać, więc pewnie fotel kierowcy do przodu wypchnął. WTEM niekoniecznie – co prawda jest jeszcze ruch w tył na szynach, ale wtedy do dźwigni biegów nie sięgniesz bez odrywania pleców od oparcia.
  • Kiera zasłana prędkościomierz. Spoko, ktoś ją zbytnio podniósł, opuszczę. WTEM dupa zbita, nie da sie jej bardziej opuścić, bo mi się w uda wbije. A i podnieść się jej bardziej nie da, bo jest już najwyżej. Plus regulacja osiowa równie bez sensu. Generalnie dla mnie ta kierownica nie ma żadnej regulacji – istnieje opcja “wszystko na maksa – do siebie i w górę”, bo tylko tak jako tako mogę nią kręcić, ale wtedy zasłania mi cały górny wyświetlacz. Normalnie stending owejszyn.

.
Ja wiem, że to są dorbiazgi i być może mam posturę tak unikatową, że żadnemu producentowi nie opłaca się auta pode mnie tworzyć, bo to raptem promil promila nabywców. Ale wątpię, aż takim pokrakiem kuźwa nie jestem!

Piękne auto. Naprawdę wspaniale Civic sobie ewoluuje od Mark VIII, czyli ufoka z 2006 roku, do dziś. Ale na Swaroga! Jak można w aucie o ewidentnie sportowym wyglądzie i bądź co bądź charakterze stworzyć miejsce pracy kierowcy porównywalne z pozycją, którą zapewnia kościelna ława? Pedały za blisko, kiera za nisko, skrzynia biegów pod łokciem… Bardzo bym się frustrował, gdybym taką Hondę miał.

Tak, to są bardzo frustrujące detale. Ja na przykład kocham najmojszą bardzo, ale w dłuższe trasy to mi się nią zupełnie nie chce jeździć. Wiecie czemu? Bo nie ma szóstego biegu. Tak mnie to wkuźwia, że wszystko robię, by się nią dalej niż na działkę wozić jak najrzadziej.

Gdybym miał Civica, to bym się nim nie woził nigdzie – bo sam fakt jechania nim byłby męką. Nawet gdyby szedł jak dzik, skręcał jak kot goniony przez psa i moc miał nosorożca… nawet gdyby, to ja i tak bym sie w środku czuł jak ktoś, kto wpadł z potrzebą numer dwa w ostatniej chwili do toalety a tu kibel zajęty i tylko bidet – no i spuścił gazie, wypiął się i jakoś się wpasował. Niby wszystko OK, zrzuca balast, ale ani to wygodne, ani mądre.

Piękne auto. Szczególnie w tej Joannie Moro.

Genewa Motor Show 2014 Honda Civic

Ale jakże bardzo nie dla mnie.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ale żeby nie kończyć tej części takim hejtem niezrozumiałym dla ludzi o karyplowatej posturze Dildo Bilbo Bagginsa, oto koncepcyjna Kia GT4 Stinger:

Genewa Motor Show 2014 Kia GT4 Stinger

Ja wiem, że poza szpanerską nazwą to auto nie wygląda zachwycająco ani z tyłu, ani tym bardziej z przodu:

Genewa Motor Show 2014 Kia GT4 Stinger

ale jest fajnym przyczynkiem do dyskusji, czemu takie ażurowe słupki przednie nie weszły jeszcze do seryjnej produkcji?

Genewa Motor Show 2014 Kia GT4 Stinger

Z tego co pamiętam, pierwsze, oczywiście w czasach nowożytnych, a nie zgrzybiałych (zauważyliście, że ilekroć ktoś powie, że coś właśnie pojawiło się w motoryzacji po raz pierwszy, to zawsze znajdzie się ktoś inny, kto wyciągnie z odmętów historii auto rzadsze niż rosół i triumfalnie stwierdzi, że to phi! żadna nowość, by to samo było już w 1924 roku w Hildenburgu Waidersmannie DKF24/C Zagato i co teraz leszczu? wypluj to coś napisał i przeproś!)… no więc moim zdaniem z czymś takim pierwsze wyjechało Volvo. A potem temat przycichł.

Teraz ponownie dla mnie wypłynął w tej Kii, i ponownie uważam, że jest to doskonałe rozwiązanie. Gdzież więc ono jest i czemu nie na naszych drogach?! Nie wierzę, że produkcję wstrzymują względy technologiczne, bo wyprodukowanie dziś takiego ażuru o wytrzymałości pełnego słupka na milion procent nie jest ani problemem, ani dodatkowym kosztem!

W dobie coraz mniejszych okien (llllubię!), coraz grubszych słupków (uwielllbiam!) i coraz gorszej widoczności ze środka (akceptuję to, bo chcę siedzieć głęboko i być otoczony niczym w kokonie) taki detal naprawdę jest bardziej przydatny niż te wszystkie piszczałki i wibracje ostrzegające przed zjechaniem z pasa lub byciem czegoś w martwym punkcie (szczególnie, że sferyczne lusterka martwych punktów nie posiadają).

Zostawiam Was więc z pytaniem, czemu tego ażuru nie ma w produkcji – myślcie, kombinujcie, a ja w międzyczasie sobie kolejną część relacji wklepię.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Część 1, czyli Aston, Tesla, Maserati, Hyundai i opony
Część 2, czyli czerstwy żart, superkary i Camaro
Część 3, czyli o autach francuskich, w tym o Jeepie
Część 4, czyli 7-minutowy filmik
Część 5, czyli o autach pięknych, wygodnych, niewygodnych i ażurowych
Cześć 6, czyli galimatias o hybrydach, ekologii i poronionych projektach
Część 7, czyli wiele pytań i jeszcze mniej odpowiedzi

22 komentarze

  1. Bardzo mięsne te relacje. Jedyne które sprawiają mi przykrość, że tam nie byłem. Gratulacje.

    A te dziurawe słupki to moim zdaniem właśnie ze względów technologicznych nie przechodzą, bo się pewnie łamią w testach zderzeniowych, a jakby miały się nie łamać, to by musiały być z carbonu, a to jest zbyt drogie by do wysoko wolumenowych auta wkładać. Taniej czujnik dodać, dwa metry kabelka i brzęczyk.

  2. Jak 2 lata temu był szau na białe samochody, to przeczuwałem, że się szybko skończy. No i chyba się skończył :).

  3. Cofam suba, cofam lajka, Wszystko cofam! Blogo się nie zna, Blogo się skończył, Kominka bede czytał!

    No sorry – Insignia dizajnerska? Równie dizajnerskie jest na wpół zużyte mydło!

    CTS Coupe wnętrze ma rzeczywiście świetnie dopracowane, ale co z tego, skoro wstyd z niego wysiąść w każdym miejscu innym niż zlot miłośników Batmana?

    Hazumi śliczna? Oczywiście! na tyle, na ile może być śliczna krosta tak czerwona, ze widać, ze za chwilę pęknie. W dodatku z pyskiem Złomka.

    A nowy Civic? Piękny? Efektowny trochę, to może i tak. Ale dyzajn to ani nowy, ani Civic… (http://youtu.be/YGL9w6wKDXI)

  4. Z Insignią się zgodzę. No może jeszcze po części z Civikiem (ale przecież i Ci z przedstawionego Velostera nie byli pierwsi którzy włożyli na auto idiotycznie duży spoiler który wcale dobrze nie wygląda).
    W pozostałych przypadkach raczej zgodzę się z autorem. Mazda wygląda naprawdę ładnie. Jak nie jestem fanem japońskich sprzętów to dowolną obecną Mazdę bym przygarnął.
    Z drugiej strony jestem przeciwnikiem ujednolicania wyglądu. Grupa Volkswagen a zwłaszcza niedawna gama Seata pokazuje wyraźnie, że to nie jest dobry pomysł jak wszystko ma ten sam ryj. Może i być wszystko inne jedynie z tym samym znaczkiem. Byle było ładnie i stylistyka pasowała do danego modelu. Popatrzcie na Fiaty 500 (fantastyczny) i 500L. Pomysł z L jest fajny, ale po jaką cholerę robić wszystko na 500 która fajnie wygląda, bo proporcje w niej grają. Nieduże “vanokombi” pasuje go gamy, ale stylistykę powinien mieć indywidualną.
    No i Cadillac. Tak od końca lat 90-tych zaczęły mi się podobać, ale z jakością wnętrza (a to przecież najbardziej istotne w samochodach tej klasy) było słabo. Teraz widzę, że jest już dobrze, więc ja osobiście bym się nie wstydził z takiego wysiadać. Jedynie ta nowa hybryda bazująca na Volcie/Amperze jest trochę bez sensu.

  5. Na zdjęciach ten “czerwony” kolor robi ogromne wrażenie, jeszcze lepiej musiało to wyglądać na żywo. Fajna obszerna relacja + filmik, no, no – dajesz jeszcze radę ;P

  6. Blogo, ślepaku i znafffco!!! Ten CTS Coupe to je ino ATS Coupe. Nawet napis masz przed nim na podłodze. :D :D :D A ATS to jak wiesz rywal trójki. ;)

  7. Sorry że 2 pod sobą- skleisz to jakoś Blogasku? :)
    Jak wymawiasz Eau-Rouge, to nie “ą” tylko “o”, takie jakbyś się zdziwił. Tylko nie “OOOooooo” tylko “oo”. Wpisz se w translejta – francusko-francuski. :D

  8. Ale zdjęciom się mógłbyś bardziej przyjrzeć. :D
    Ale ja też już tego powoli nie ogarniam. ATS CTS ELR, jeszcze jakoś, ale te suvy plus niedługo nowa wielka limuzyna….

  9. I tak podsumowując te cztery relacje z Genewy, powiem jedno – jestem chyba stara pierdoła, stylistyka tych aut nijak do mnie nie trafia.

  10. Dla mnie w tej części relacji zdecydowanie wygrywa Mazda. Honda jak zawsze idzie w stronę kosmotoryzacji. Cadillac… ktoś tutaj ładnie to ujął, że nadaje się jedynie na zlot fanów Batmana. Kia do złudzenia swoim wyglądem przypomina mi postać z jakiegoś komiksu, tylko nie mogę teraz skojarzyć konkretnego bohatera :) w każdym razie śmieszny samochód.

  11. Wytlumaczcie mi prosze dlaczego zaturbione silniki sa gorsze od tych niezaturbionych, bo ja laik jestem…

  12. Bo nie ma turbo laga, bo “there’s no replacement for displacement” i można, a nawet warto kręcić pod czerwone :).

  13. Zaturbione nie są gorsze od wolnossących. Wszak stare 1,8T od VW było i jest genialnym silnikiem. Tak samo to ich 2,0TFSI sobie świetnie radzi.

    W zwrocie “zaturbione są złe” jest pewien skrót myślowy – otóż najnowsze zaturbione silniki łączą się z downsizingiem i to jest po prostu słabe. Bo nagle mamy 1,2 turbo, które zastępuję wolnossące 1,6 i o ile nie ma problemu podczas normalnej jazdy (a nawet jest zysk, bo to 1,2T idzie lepiej), to z tyłu głowy jest strach przed tym, co się stanie przy przebiegu 100kkm, wszak maszyna jest bardzo wysilona.

    Nie mam nic do turbo o ile jego zadaniem jest ulepszenie silnika, a nie bycie awaryjną łatą pozwalającą spełnić chore normy EU.

  14. Kiedyś turbo było dokładane, by poprawić osiągi i uczynić auto jeszcze lepszym, ostrzejszym, unikalnym. Saaby, 911 Turbo, Impreza, 1,8T w VW, Lancer. A dziś pakują je tylko po to, by móc w Mondeo zastąpić silnik 1,8 malutkim 1,0 turbo – bo dzięki turbinie są w stanie tak zaprogramować dawki paliwa, by w ściśle określonym unijnym teście spalania auto osiągnęło jakiś kosmicznie mały wynik.

    Takiego turbo nie kochamy. Ale już BMW 328i jest dobrze. I Audi 2,0 TFSI. Ale już fiatowski TwinAir –> kill’em with nuke!

  15. Zaturbione są słabe bo 2.0 tsi pali tyle co wolnossące 3.0 (przy normalnej jeździe, nie w teście spalania producenta). I nawet jeśli dynamika jest podobna to brzmienie i trwałość już zupełnie inne.

  16. O, plażo, ile można to “wysilenie” gnębić :D. Wszystkie silniki powinny być jak Flathead Chryslera – 130 koni z 6 litrów!

    Turbo kiedyś było “unikalne” nie dlatego, żebyśmy czuli się jak królowie świata, tylko dlatego, że było droższe w produkcji (łożyskuj sobie coś, co zapiernicza kilkanaście tys. obrotów na sekundę, w kilkuset stopniach celsjusza). Teraz jest łatwiej i taniej zaturbiać (tu dziękujemy rozwojowi turbodyszli, w ciągnikach siodłowych m.in., które pozwoli na trafienie turbo “pod strzechy”).

    Tak samo więcej KM z litra – lepiej dopracowane obliczenia jeżeli chodzi o wytrzymałość materiału, bardziej wypasione kształty tłoka (lepsze, równiejsze spalanie mieszanki, kształt tłoka ograniczający spalanie stukowe itp.) pozwalają na poprawienie współczynnika kompresji (tu znowu podziękowanie dla doświadczeń z dyszli, które są powoli doganiane przez benzyny – vide plany Mazdy dot. Sky-Activ).

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *