#420 Stłuczka na parkingu (5/5)

Stłuczka na parkingu

No więc jak to się wszystko skończyło? Dobrze. Bardzo dobrze. Dostatecznie. Nie narzekam.

Auto zastępcze

Fiata Bravo miałem przez pięć dni. Tak bardzo się nim cieszyłem, że jak go oddawałem, to nawet go nie dotankowałem (bo koszty paliwa były po mojej stronie – odebrałem auto zalane do pełna i takie miałem oddać), bo raptem przejechałem nim 18 km.

Stłuczka na parkingu

Nie dlatego, że Bravo nie lubię. Wręcz przeciwnie – lubię i o tym pisałem. Nie lubię tylko foteli, które są wstawiane w podstawowej wersji.

Stłuczka na parkingu

One są tak wyprofilowane, że uciskają mi jakiś narząd na samym dole pleców, przez co już po minucie chce mi się wymiotować. Absolutnie nie żartuję. Coś niesamowitego. Fotel lekarstwem na niestrawność. Zjadasz syfa, wsiadasz, jedziesz, wymiotujesz, czujesz się jak młody bóg.

Naprawa przycierki

Jako, że mi się zupełnie nie spieszyło, to wszystko trwało około tygodnia. Wgniecenie nadkola zostało wyprostowane (jest taka metoda, że się spawa do wgniecenia drut i się go takim specjalnym “młotkiem” odciąga, prostując tym samym wklęśnięcie – brzmię pewnie jak lamer, bo to jak nic ma swoją fachową nazwę typu borbeksowanie czy inne wydidaskaliowywanie i każdy tru-men ją zna) i delikatnie, na grubość włosa, poszpachlowane.

Stłuczka na parkingu

Dodatkowo polakierowana została dolna część całego zderzaka – bo tam też rysa sięgnęła, a nijak nie było gdzie lakierowania “odciąć”. Przy okazji zderzak został wreszcie prosto zamontowany.

Dodatkowo (płaciłem już z własnej kieszeni) Darek poprawił mi przednie nadkola, bo na każdym była już odrobina rdzy (niewiele, góra 2-3 cm, ale lakier już pękał i jakby się postarać, to można by paznokciem kawałek odłupać).

Koszty

Przypomnę tylko, że na samym początki Ergo Hestia zaproponowała mi wypłatę 863 zł brutto do reki – żebym brał i sobie naprawiał samodzielnie. Wybrałem rozliczenie bezgotówkowe, czyli kasy nie wziąłem, napisałem upoważnienie na zaprzyjaźniony warsztat i to on, Darek, przepychał się o pieniądze. I ostatecznie skończyło się tak jak widać na poniższym dokumencie:

Stłuczka na parkingu

Firma Panek, która w imieniu Hestii udostępniła mi Fiata Bravo, zainkasowała za to 675 zł brutto, a Darek za wszelkie swoje prace związane z usunięciem szkody przytulił 1975 zł brutto. Nie ma co ukrywać – koszt wynajęcia auta jest spory i wcale nie dziwi mnie dzisiejszy news, jakoby PZU otwierało własną wypożyczalnię aut zastępczych, by minimalizować koszty podobnych zdarzeń. Co do kwoty przytulonej przez Darka – nie będę z nią polemizował, bo primo – nie znam się na kosztach takich prac, oraz secundo – uważam, że dobrze wykonana praca rzemieślnicza powinna być właściwie wynagrodzona. A to co Darek zrobił ja uznaję za wzorowe.

Straty

Niby wszystko luz, auto mam teraz nawet ładniejsze niż przed przycierką, ale nie należy zapominać o jednej rzeczy – o utracie wartości. W przypadku najmojszej przy takim detalu nie ma o czym mówić. Poza tym ja trochę na wygląd auta leję – jeżdżę brudnym, w środku też nie najlepiej, taki trochę fleja jestem – oby mechanicznie był cymesik i żeby nic nie pukało, nic nie stukało. A to, że się nie błyszczy, to ja mam w pompie trochę.

Ale spokojnie mogę sobie wyobrazić kogoś, dla kogo to jest ważne – bo co z tego, że teraz ma polakierowany i prosto osadzony zderzak, jak kosztowało go to dodatkową szpachlę (małą bo małą, ale czujnik ją wyczuje) a wcześniej miał auto niebite, nietknięte, nawet koło szpachli nie stało. To są niewymierne straty, ale jednak straty. I o ile ja, gdybym wystąpił o rekompensatę utraty wartości po czymś takim, stałbym się pośmiewiskiem internetu, o tyle ktoś, kto ma auto albo naprawdę nowe, albo cholernie klasyczne, zabytkowe czy po prostu wychuchane, wypolerowane i całe w plaku, inaczej patrzy na takie sytuacje i tam, gdzie ja widzę wreszcie prosto zamocowany zderzak, on zobaczy szpachlę i naprawę blacharską, czyli coś, co niszczy obraz jego auta typu “igła jak z fabryki”.

Ciekawostka na koniec

Pomyślałem sobie, że dobrym podsumowaniem byłoby dowiedzenie się, jak sprawa skończyła się dla tej dziewczyny, która cofając przytarła najmojszą swoim Clio. Zadzwoniłem do niej i przedstawiłem się pełnymi danymi.

– A, dzień dobry – odpowiedziała tonem, jakby mnie kojarzyła. Ja od razu poznałem ją po głosie, bo ma taki nietypowy, lekko świszczący, zapadający w pamięć.
– Otóż – kontynuowałem – ja własnie zamknąłem temat naszej stłuczki i z ciekawości chciałbym zapytać, jak to u Pani wygląda?
– Ale ja nie miałam żadnej stłuczki – powiedziała zmieniając ton na mniej przyjemny.
– Proszę mi wierzyć, ja nie dzwonię z żadnymi pretensjami czy roszczeniami. Spotkaliśmy się pod Biedronką, jak Pani cofając lekko przytarła mi nadkole. Ja temat już zamknąłem, u mnie wszystko gra. Chcę się tylko spytać, z czystej ciekawości…
– Powtarzam panu, że ja nie miałam żadnej stłuczki.
– Zmieniała pani numer telefonu niedawno?
– Nie.
– Na pewno?
– Na pewno nie zmieniałam numeru i na pewno nie miałam żadnej stłuczki na Ursynowie.

Ciekawe, bo ja słowem nie wspomniałem o Ursynowie…

Podziękowałem i się rozłączyłem. Jestem na 101% pewien, że rozmawiałem z właściwą osobą. I tylko na jeden sposób mogę jej zachowanie tłumaczyć – widzi się czasami w mediach wzmianki o tym, jak to ludzie robią przewałki na autach i ubezpieczeniach. Musiałem brzmieć jak taki cebulak spod miasta wojewódzkiego, że się jej czerwona lampka zaświeciła. Muszę popracować nad dykcją i doborem słów. Ponoć pomaga, jak się przez telefon rozmawia na stojąco i z uśmiechem…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
.

  1. Wstęp, czyli opis sytuacji
  2. Chcę likwidatora, a nie pracownika warsztatu
  3. Wizyta likwidatora i o aucie zastępczym
  4. Najmojsza wjeżdża na warsztat a ja mam auto zastępcze
  5. Finał całej sprawy, w tym kilka cyfr

.

14 komentarzy

  1. Przyouszczam, że mężowi mówi to samo: ja na Ursynowie żadnej stłuczki nie miałam tylko jakiś facet w dziwnej czapce z BMW we mnie wjechał :)

  2. No, Blogo dobrze prawisz o tej utracie wartości. Jakby się nad tym głębiej pochylić to do pełnego zadośćuczynienia poniesionej szkody powinien być wypłacany ekwiwalent za utratę wartości. Nawet w przypadku Twojej, drobnej przecież stłuczki jest to na pewno ok 1000pln, zwłaszcza, że jak wspominałeś wcześniej auto nie było naprawiane. Oczywiście, można powiedzieć że teraz wygląda nawet lepiej, ale naprawiany element zawsze już będzie naprawianym elementem i tego się nie cofnie. To ciężki temat; trudno wymagać od ubezpieczycieli takiego zachowania, jednak spójrzmy na temat szerzej. Jeśli wiatr zerwie dach z domu i ubezpieczyciel zapłaci za ponowne zadaszenie budynku oraz naprawę i pomalowanie ściany, która przez spadający dach została uszkodzona to możemy z całą pewnością stwierdzić, że szkoda została naprawiona. Jednak, jeśli po małej “parkingówce” w aucie zostaną naprawione uszkodzone elementy to czy na prawdę wszystkie straty zostaną wyrównane?

  3. Znam przypadek, że typ dzwonił do znajomego, że nie zmieścił się w cenie oszacowanej przez TU i chciał dodatkowo pieniędzy oczywiście kasy nie dostał, ale może ktoś kiedyś gdzieś poczuwał się nadal winny i zapłacił…

  4. Parę lat temu obtarłem Audi A4. Jadąc z górki 30km/h, po świeżo utartym śniegu na zakręcie 90 stopni. No rękę dałbym sobie uciąć, że gość mi ściął zakręt. No ale trudno.

    Po zajściu gościu wyskakuje z auta z łapami, totalny burak, jego matka za nim, do niego: “Krzysiu, przecież nic się nie stało…”, gość ochłonął, ja czekam. Wtedy myślałem, że to ewidentnie moja wina, no i pewnie taka by była po przyjeździe policji. Spisaliśmy oświadczenie u mnie w biurze nieopodal.

    Dostałem info od ubezpieczyciela, potwierdziłem wszystko, porobiłem foty auta, mojego, jego.

    Po 1,5 miesiąca gościu robi wjazd do biura z kolega pomocnikiem i przy moich współpracownikach: “No i co kurwa?? Kasy nie widzę, wyskakujesz miszczu, 3 tysie mnie to kurwa kosztowało będzie!!!”

    Ochrona go wyprowadziła, więcej go nie widziałem.

  5. Blogo, przez Ciebie wzrośnie mi składka na ubezpieczenie… Skoro nie potrzebowałeś tego samochodu zastępczego, to po co go brałeś? Ergo za te 18 km musi zapłacić Pankowi 675 zł. No i skąd Ergo weźmie te 675 zł??? Ano ze składek. Samochód zastępczy? Jak najbardziej, ale dla tych co go naprawdę potrzebują, a nie po to żeby stał, bo mi się należy…

  6. @tommy ty się ciesz że ustalenie winnego trwa w Polsce krótko i taki Blogo miał auto zastępcze tylko przez kilka dni. W Anglii ustalenie winnego zajmuje ubezpieczalniom miesiące i moi znajomi jeździli zastępczym przez 8 miesięcy zanim dostali swoje z powrotem. Koszt zastępczego był 2 razy większy niż naprawa ich auta.

  7. Blogo możesz wystąpić do hestii o zwrot pieniędzy w związku z utratą wartości auta. Jest na to nawet orzeczenie SN. Może jednak warto się schylić po tego tysiaka?

  8. @gfurm no i dlatego w UK takie, a nie inne (wysokie) ceny ubezpieczeń – zapytaj znajomych
    @micrus jaka utrata wartości? za taką obcierkę? bez przesady

  9. Tutaj cena ubezpieczenia zależy przede wszystkim od adresu. Jak masz kod pocztowy gdzie jest dużo wypadków to składka dużo wyższa. Jeszcze przy każdym wypadku ludzie chcą odszkodowanie za bolący kark to koszt dla ubezpieczyciela wyższy. Jeśli koszt naprawy ich auta był 1300£ koszt zastępczego 3500£ a za bolący kark dostali po 1000£ to z małej stłuczki robi się szkoda na 7000£ bez kosztów prawników. Dlatego ceny są tutaj zabójcze jak mieszkasz w dużym mieście. A sprawa ciągnie się długo bo nawet jak policja przyjedzie do wypadku to nie orzeka o winie. Jak nie widzieli zdarzenia to nie mogą powiedzieć kto winny. I wtedy ubezpieczalnie się kłócą miesiącami.

  10. Mała szkoda więc nie ma co kruszyć kopii , ale tak w realu to robi się następną wycenę u niezależnego rzeczoznawcy.
    Otrzymujesz wtedy całą kwotę do ręki-a czy naprawisz czy nie to inna sprawa.
    Utrata wartości handlowej w przypadku aut starszych niż 4-ro letnie jest problematyczna, z resztą przy tak małym uszkodzeniu raczej niemożliwa do uzyskania.
    Utrata wartości handlowej w warunkach polskich to maksymalnie okolice 5%.

  11. Po przeczytaniu, nurtuje mnie pytanie, dlaczego ta kobieta bała się przyznać? Miałem kilka spraw (stłuczek z ubezpieczycielami) i zastanawiam się nadal co wymyśliła sprawczyni otarcia. Może pożyczyła od kogoś sam. i ten ktoś do tej pory nie wie o sprawie :)

  12. Ta twoja najmojsza to żadna marka a przeżywasz jakby to był Bentley. G masz g się obtarło a ty kruszysz kopię nie wiadomo o co. Dla mnie to byłby wstyd ubiegać się o świadczenia z OC przy samochodzie takiej klasy jak ty masz. A taki samochód z blizną wygląda lepiej. W ogóle ekscytujesz się jak szczur przy otwarciu nowego kanału. Co cię tak dziwi? Przecież wiesz jakie są ogólne i szczególne warunki umowy OC. Godziłeś się na nie podpisując umowę z ubezpieczycielem. Teraz będziesz mieć ślipka jak u 1000 sów.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *