#437 Chorwacja, czyli #cebulowewakacje (2/?)

Budapeszt

Dziś, wbrew tytułowi, będzie o Budapeszcie, który stanął na naszej drodze do Chorwacji. Spędziliśmy w Budapeszcie 2 noce więc jestem ekspertem, proszę o zadawanie pytań, stolica Rumunii nie ma przede mną tajemnic.

Węgry mają dwa plusy. Pierwszym są ceny. Naprawdę ciężko dziś znaleźć kraj pierwszego świata, w którym ceny są porównywalne z tymi w Polsce. Na ogół jak my cebulaki gdzieś jedziemy, to wszędzie jest dla nas drogo. Taka średnia krajowa. Taki rząd. Taka sytuacja. Tymczasem w Budapeszcie wszystko kosztuje tyle samo co w Warszawie, albo nawet trochę mniej.

Drugim plusem jest Budapeszt sam w sobie. Wiedziałem, że gdzieś tam jest (acz nie byłem pewien, czy na Węgrzech czy w Rumunii), ale nigdy mnie do niego nie ciągnęło. Aż tu nagle pojechałem i SZOK! Ryba się ze mną nie zgadza, ale ja twierdzę, że w tej swojej górzystości i romańskiej monumentalności jest ładniejszy od Paryża i Wiednia razem wziętych.

Węgry mają też dwa minusy. Pierwszym jest brak denominacji i ciężko się połapać w cenach. Gałka lodów kosztuje 250 HUF i to jest jeszcze w miarę łatwo przeliczać (100HUF = 1,3PLN), ale jak przychodzi co do czego i w sklepie za zwykłe spożywcze zakupy trzeba zapłacić ponad 7 tysięcy HUF, to się człowiek zaczyna zastanawiać, czy go jakiś lokals w trąbę nie robi. To, że kiedyś mieliśmy tak samo, w niczym nie pomaga, bo ja dziś na stare to nie umiem już rachować. Więc plan, by sobie kupić na Węgrzech jakieś hisperskie Njubalansy legł w gruzach, bo za cholerę nie wiedziałem, czy 29899 HUF to dobra cena, czy taka dla turysty.

Drugim minusem jest ich język. Nie jestem poliglotą, ale w szkole osłuchałem się z niemieckim i francuskim, a po angielsku pracuję – więc generalnie wszędzie jak się nie dogadam, to przynajmniej wiem, czy mnie obrażają. A na Węgrzech kurde tabula raza – ktoś coś mówił, może sobie z mojego nosa bekę toczył, a ja patrzyłem nań jak cielak bez cienia myśli w oczach. Znaliśmy tylko dwa słowa po węgiersku – UDZIO oraz IMRE – i używaliśmy ich non stop w każdej sytuacji. Jako dzień dobry, dziękuję, proszę, poproszę. Do dziś nie mam pojęcia, co oznaczają.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A teraz o samochodach. Od razu do sedna. Otóż tak Budapeszt, jak i całe Węgry, zalane są autami Suzuki bardziej, niż polska wieś zalana jest Passatami, Golfami, Skodami, Audikami i Beemkami E36 razem wziętymi.

Zdaniem wiki, w 1991 roku powstała na Węgrzech firma Magyar Suzuki, która już rok później ruszyła z produkcją Swifta II, o dokładnie takiego – w wersji 3d

Budapeszt Suzuki

oraz 5d i sedan:

Budapeszt Suzuki

A potem już poszło z górki i lokalny rynek został zalany przez Suzuki SX4 / Fiata Sedici

Budapeszt Suzuki

przez Suzuki Ignis

Budapeszt Suzuki

i przez te wszystkie inne Splashe, Wagony eR Plusy, Ople Agile i Subaru Justy. Oraz oczywiście przez nowego Swifta

Budapeszt Suzuki

Zrobienie tych wszystkich fotek zajęło mi zero minut. Po prostu w wolnej chwili kierowałem aparat na ulicę i pstrykałem co popadło. Nie wszystkie oczywiście się nadawały – bo np. na niektórych było tak wiele różnych Suzuki, że aż się gubiłem. O na przykład tutaj – Suzuki, gruba baba z dzieckiem, Suzuki, Suzuki i najmojsza.

Budapeszt Suzuki

Zrobienie fotki bez Suzuki, o na przykład takiej

Budapeszt

wymagało sporo zachodu – trzeba było odpowiednio kadrować, zumować… Nota bene zwróćcie uwagę, jak niewiele potrzeba Kii Picanto by wyglądała kozacko – wystarczy zarzucić jej czysty felunek i lekkie dystanse (lub mniejsze ET) i już jest kurde mały wariat z Kia Picatno Cup.

Alba taka sytuacja typu warszawiak budapesztańczyk dwa bratanki:

Budapeszt

Oczywiście jak wieczorem zabierałem auto z tego parkingu, to środkowe miejsce zajęte było przez… a, i tak nie uwierzycie, bo fotki nie strzeliłem.

Generalnie jest tak, że jak nawet Ci się wydaje, że już to masz, że wreszcie nie ma Suzuki w kadrze… to ono i tak jest, łypie z ukrycia, skryte po drugiej stronie dystrybutora.

Budapeszt Suzuki

Czy są w Budapeszcie jakieś inne auta niż Suzuki. No kilka udało mi się znaleźć – na przykład jedno klasyczne BMW

Budapeszt

jednego klasycznego Saaba

Budapeszt

Tak w ogóle to jest w Budapeszcie całkiem fajne akwarium, w którym jest szklany tunel (niedługi, raptem kilka metrów, ale staliśmy tam godzinę, bo ryby oglądane od dołu są zjawiskowe).

Budapeszt

Ale i tak najtrudniej było Margolcię odciągnąć od baseniku z małymi płaszczkami, które wynurzały się przy krawędziach i aż piszczały, by je głaskać. Nigdy wcześniej nie dotykałem płaszczki. A dotknąć płaszczkę to więcej niż spłodzić syna, posadzić drzewo i wybudować dom. Mogę więc już puszczać wiosła i mrzeć.

Budapeszt

Jakie najciekawsze auto przyuważyłem w Budapeszcie? Otóż takie:

Budapeszt

Toyota Yaris gen. 1 – nic specjalnego. Ale obadajcie znaczek!

Budapeszt

Ja wiem, że każdy mający stare BMW chce mieć znaczek ///M. Ja wiem, że połowa starych Audi ma na grillu znaczek quattro. Ja wiem, że ludzie w swoich 105 konnych Passatach zmieniają oznaczenie na srebrne T i czerwone DI. Ja to nawet rozumiem – jak ktoś przywiązuje wagę do emblematów, to na ogół ma trochę benzyny we krwi i jak go nie stać, to przynajmniej chce poudawać. Ale na Boga w Trójcy jedynego – dolepiać sobie znaczek Hybrid Synergy Drive…?!

A może w tę właśnie stronę to wszystko zmierza? Może już mocne i usportowione auta nie są tym, co wywołuje gęsią skórkę? Bo ileż można – wersje M, RS, GTI istnieją prawie od początku motoryzacji, mogły się już znudzić. Może do nas wkrótce też to dojdzie i ulice zapełnią się rozdeptanymi E36 ze znaczkiem ActiveHybrid, przechodzonymi Carinami E z HSD albo Renault 19 z Z.E. na klapie?

Czyżby nadchodziły czasy, w których nie quattro, nie TDI, nie ///M, nie HighLine… tylko kurde prąd jest prestiżem? Tak sobie gdybam…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Reasumując… Budapeszt to jest cholernie ładne miasto! No sami zobaczcie:

Budapeszt

To miasto żyjące nad wodą, zupełnie inaczej niż Warszawa, gdzie Wisła jest totalnie niewykorzystana. Powoli się to zmienia, ale od kilku barek i jednej hipsterskiej plaży do pięknego bulwaru z milionem kafejek jeszcze daleka droga.

Budapeszt

Absolutnie chciałbym tam wrócić na dłużej niż na dwa dni. Dobrze karmią, jest co zwiedzać… tylko język durny i waluta jak w Boliwii, gdzie chleb kosztuje kilkaset milionów…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

W sobotę wyjechaliśmy w kierunku Chorwacji – czyli w tym samym kierunku co wszyscy mieszkańcy 1,7 milionowego Budapesztu – drogą nad Balaton.

Budapeszt

Na zewnątrz było 34,5 stopnia, klima dawała radę, silnik się nie grzał – mogłem stać, się nie napinać, czymże jest dłuższa o 3 godziny podróż wobec ogromu wszechświata?

Budapeszt

Ale nie, ja musiałem kombinować – z prawego na lewy, z lewego na prawy. Aż w końcu oba pasy stanęły, jakoś tak mniej więcej na pół godziny – my na lewym, a coś takiego obok nas na prawym:

Budapeszt

Tak, dobrze widzicie – to 3-piętrowa przyczepa pełna świń jadących na rzeź.

Budapeszt

Nigdy nie czułem w swoim życiu większego smrodu. Żadne filtry i obiegi zamknięte nie pomagały – w najmojszej waliło koszmarnie. Zapach trupa to przy tym pestka, perfum, pachnidło, woda kolońska. Święcie wierzyłem w to, że ten smród już nigdy z auta nie wyjdzie, że będę musiał całe wnętrze ogniem wypalić i kupić nowe. Na szczęście jakoś temat ogarnęliśmy i już kilka dni później w najmojszej chlewem nie waliło…

Inna sprawa, że na maksa waliło cebulą – ale cóż było robić – nie mogąc sobie z wonią chlewu poradzić, pewnego dnia zostawiliśmy na kilka godzin w nasłonecznionym aucie kilo cebuli z chorwackiego Lidla. Jak puściła soki, jak zaczęła się gotować w upale… no z ręką na sercu przysięgam, że jak wieczorem wróciliśmy do auta, to znikąd chlewem nie waliło… Waliło czymś innym – równie intensywnie i gryząco, ale jakby bardziej swojskie to było walenie, takie patriotyczne…

Cdn.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Część 1 | To jest część 2 | Część 3 | Część 4 wkrótce

18 komentarzy

  1. Coś przy tych Twoich relacjach zawsze mało komentarzy. ;) A co do piękna, uroku krajów po których byśmy się się nie spodziewali to z całego serca polecam Słowenię na jakiś dłuższy pobyt. Ni weim czy byliście czy tylko przelatywaliście, w każdym razie WARTO. My byliśmy w sumie po parę godzin w Mariborze i w Ljubljanie i to w sezonie zimowym przy okazji nart w Austrii. Świetnie wyglądające miasta, czyste, zadbane, urokliwe, owszem na obrzeżach wielka płyta rzondzi, ale powoli acz sukcesywnie jest zastępowana przez nowe budownictwo. UE pomaga. ;) Aha, no i mają jakąś normalną walutę, czyt. Euro.

  2. Mam rodzinę w Budapeszcie i to jest prawie mój drugi dom. Nigdy nie przeżyłem zaskoczenia bo zawsze wiedziałem jak zajebiste jest to miasto. Typowe WTF i OMG. Każdy myśli o Węgrach tak samo jak o Czechach, ironicznie lub z nutką wyższości, a stolicę mają na levelu Paryża i zgadzam się, że ciężko położone na równinie miasto porównywać do takiego jak Budapeszt, znajdującego się w górzystej dolinie rzeki.

    Miło się czytało, na sercu ciepło, w tym roku jeszcze nie byłem, planowane są dopiero święta.

  3. Budapeszt zawsze na maksymalnym propsie!!!!!
    Miłość Węgrów do Suzuki jest taka jak Francuzów do PSA i Renault. Szkoda że my tacy prestiżowi pro VW – powinniśmy Astrami i przede wszystkim Pandami patriotycznie jeździć.

  4. Blogo – Bulgaria tez w UE, a w kurorcie ceny jak w mieście w PL, w głębi kraju podejrzewam taniej. No espresso (jak juz znajdziesz kafejkę) za ~1lv (2.2zl) w Polsce? Powodzenia.

  5. Wystarczy o Węgrach powiedzieć że jak rozpisali konkurs na budynek parlamentu, to taki mają rozmach że od razu 3 postawili, ten który wygrał (przepiękny swoją drogą) i dwa inne naprzeciwko (jeden to chyba muzeum a drugi jakieś ministerstwo). Byłem 2x w Budapeszcie, ale chętnie bym wrócił jeszcze raz.

    1. Plus ta akcja z budową 108 tekturowych kamienic, z których trzy (bo tak się spodobały) przerobiono na prawdziwe, kamienne. Kiedyś to ludzie mieli rozmach.

  6. @c5tourer:
    Piran polecam :)

    @Blogo
    1. Ceny są OK, jak się mieszka w Warszawie… Dla nas z prowincji drogo ;).
    2. Lepiej napisz, co to to żółte za dystrybutorem, bo mi się felga sympatycznie kojarzy…
    3. Węgrzy dalej nie umieją jeździć po autostradach?
    4. Byłeś w “Abszint”? BARDZO polecam :).

  7. Bardzo lubię Budapeszt. Onegdaj, dziecięciem będąc, okazyję miałem zwiedzić z wycieczką zorganizowaną (szkolną, pierwsza klasa liceum). Zacnie.
    Od tamtej pory bywałem jeno przejazdem i kiedyś muszę się wreszcie zebrać i pojechać na dni kilka.

  8. Byłem w Budapeszcie raz, i też przeżyłem szok. To miasto jest niesamowite, dużo fajnych zabytków. W końcu miasto nie było zniszczone przez wojnę.
    Natomiast co do cen to mam trochę inne zdanie. Poza Budapesztem jest taniej (np gdy byłem w Egerze), ale sama stolica nawet dla nas jest droga.

  9. Jak podoba Ci się Budapeszt to polecam książkę Artura Philipsa “Praga” (tak, tak – książka o Budapeszcie zatytułowana Praga).

  10. @Blogomotive:
    Proszę – popraw tą Rumunię na Węgry!
    “Dziś, wbrew tytułowi, będzie o Budapeszcie, który stanął na naszej drodze do Chorwacji. Spędziliśmy w Budapeszcie 2 noce więc jestem ekspertem, proszę o zadawanie pytań, stolica Rumunii nie ma przede mną tajemnic.”

  11. Budapeszt jest tak piękny że aż ryje beret. Warto jednak wszystkim wybierającym się na Węgry zwrócić uwagę na ceny paliwa (ropa/benzyna powyżej 6 pln, gaz 3.50-4.00 pln). Poza tym gaz jest na co dziesiątej stacji, na pewno nie shellu czy bp.

  12. Blogo tym yarisem z doklejonym emblematem “Hybrid Synergy Drive” to mnie zniszczyłeś :) Nie jesteś dozorcą ale mam pozamiatane heheh :) pozdrawiam

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *