#445 Pit Party, czyli fajna część Verva Street Racing 2014 (1)

Dakar na Narodowym

Mam trochę kaca moralnego po tym pełnym przekleństw wpisie dot. „Dakaru na Narodowym” – bo z jednej strony człowiek chce być wyrazisty i jakiś, a z drugiej zranić kogoś słowem pisanym jest łatwiej niż ostrym jak brzytwa nożem od Trollsky’ego. No cóż, stało się, co się w necie opublikowało, tego się już z netu nie usunie. Więc przestań Blogo być mientki i nawijaj o tym, co wokół Narodowego można było oblukać.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Zacznijmy od Galanta, którym zgodnie z ustaleniami przyjechał SirSmark. Ucieszyłem się na widok jego stanu (auta, nie SirSmarka), bo musicie wiedzieć, że jak ja ustawiłem się na mini sesyjkę z Autokratą, to złapałem wcześniej tak absurdalną napinkę, że nie tylko najmojszą w środku wyprałem, ale jeszcze ją delikatnie wydetailingowałem, spolerowałem i nawoskowałem (tiaaa… ja sam to wszystko zrobiłem) – i bałem się, że mi odwaliło. Tu zaś patrzę, a Galant odpicowany, normalnie jakby był nowy. Widać jestem zdrowy, bo nie tylko ja takie napinki łapię, jak się jakaś sesyjka foto kroi.

Mitsubishi Galant

Auto naprawdę brylowało połyskiem i prestiżem gasiło nawet zaparkowanego tuż za nim Passata. Zdziwieniem nie był również doskonały stan blacharki – zdrowe nadkola

Mitsubishi Galant

i solidne progi

Mitsubishi Galant

wróżą długą i bezproblemową eksploatację. Bo wiecie jak to jest – zawias wymienisz, silnik kupisz nowy, ale jak blacha zgniła, to myśl typu „w takie próchno nie kalkuluje się już inwestować” nadchodzi wcześniej niż później.

Takie detale, dbałość o takie szczegóły, pozornie nieistotne przy codziennej jeździe, odróżniają właścicieli typu fleja od prawdziwych motomaniaków i petrolhedów. Zaskoczeniem dla mnie było to, że SirSmark nie miał na sobie koszuli ze znaczkiem Mercedesa, kurteczki od Audi i butów od Porsche. Ludzie jego pokroju, pielęgnujący auta z chorobliwą wręcz precyzją, na ogół manifestują swoje hobby nie tylko czynami, ale również noszoną dzianiną.

Wnętrze… mój Boże, jadłbym z każdej półeczki!

Mitsubishi Galant

Absurdalna, wręcz szpitalna sterylność – prof. Religa mógłby podczas przeszczepu czyjeś serce na moment odłożyć na pokrętełkach od wentylatora, potem wziąć i bez mycia wszczepić, a gość by wcale następnego dnia nie umarł!

Mitsubishi Galant

Mitsubishi Galant. Generacja ósma. Okolice 2000 roku. Przebieg co najmniej 240 tys. km. Zdrowa blacha. Auto zadbane. Jedyne takie. Nie odpowiadam na SMSy.

Mitsubishi Galant

Prawdą jest to, co się o japończykach mówi – jak takie auto trafi na właściciela, który je pucuje, szoruje, pędzelkiem kratki nawiewów czyści – to ono się odwzajemnia, ono się wtedy spina, stara, w sobie zbiera… i nic a nic nie rdzewieje. Japońska blacha, Szwagry – nawet Godzilla jej nie przegryzie. Jest moc!

Dobra, kończę te podśmiechujki, bo mi jeszcze kolega Złomnik od tych zdjęć i zakurzonej patyny na zawał zejdzie z lubości.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

O, taki Bitter CD przywitał mnie tuż po wejściu na teren Pit Party:

Dakar na Narodowym - Pit Party - Bitter

Nie mam o tym aucie zielonego pojęcia – wiem tylko, że wygląda zajebiście. Oczywiście mógłbym wyguglać i dowiedzieć się, że to jest twór małej niemieckiej manufaktury, że jest mniej więcej z połowy lat 70-tych, i że pod maską pracuje ponad 220 koni z V8 Chevroleta. Ale taka wiedza jest niebezpieczna, bo o ile to info o silniku jest do przełknięcia, o tyle świadomość tego, że to niebywale piękne auto (widząc je na żywo klęknąłem przed nim, serio!) powstało na bazie takiego oto Opla Diplomata

Dakar na Narodowym - Pit Party - Opel Diplomat

… no taka wiedza może rozsadzić mózg. Primo – bo jest maksymalnie bezużyteczna. I secundo – bo zrobienie tak ładnego auta w tych samych latach, w których po ulicach jeździł kloc wygladający jak amerykańska kupa jest równie możliwe i wykonalne, jak dzielenie przez zero. Raz podzieliłem przez zero i mi się w mózgu utworzyła malutka czarna dziurka, która od tamtego czasu systematycznie i powolutku wciąga kolejne neurony. Na drugą czarną dziurkę nie reflektuję, więc umówmy się, że tego co wyżej napisałem, to ja nie wiem.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ale ta Impreza typ dwudrzwiowy sedan dobrze wygląda!

Dakar na Narodowym - Pit Party - Impreza

Zbudowana w 2014 roku, 550 koni, 640 niutonów, oklejenie na wzór Hołek/Fortin z 1999 roku. Obok niej stał Lancer Evo X i mimo tego, że jest agresorem, to tak jakoś wyglądał jak wóz treningowy do robienia opisów trasy.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Formuła 1 na prąd.

Dakar na Narodowym - Pit Party - Formuła

Kompletnie nic o niej nie wiem, ale muszę sie w temacie rozeznać, bo to jest chyba mega fajna akcja. O ile do konstruktorów zwykłych aut można mieć pretensję, że niektóre dzisiejsze silniki nie brzmią tak jak by mogły, o tyle w przypadku F1 ja się cieszę, że one już tak jak kiedyś nie wyją i chciałbym, by wkrótce były jeszcze cichsze. Bo trzeba mieć raka ucha wewnętrznego, by tęsknić za tym jazgotem, który niedawno F1 z siebie wydawały. Toż to był jakiś absurd. To nie wyło, to po prostu chamsko przekraczało granicę bólu. Tak za tym tęsknisz? To idź na budowę i postój chwilę przy pracującej szlifierce kątowej.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

O, jakby Syrena:

Dakar na Narodowym - Pit Party  - Warszawa

Z tyłu ładniejsza, bo taka gładka:

Dakar na Narodowym - Pit Party  - Warszawa

Fajna pozycja za niefajną kierownicą:

Dakar na Narodowym - Pit Party  - Warszawa

Jestem rasowym Polakiem. Już daję przykład. Otóż w skali od 1 do 10 na mechanice znam się tak mniej więcej na 1. Ale ten brak wiedzy (zwany ignorancją) nie przeszkadza mi oceniać pracy tych, którzy bez wątpienia się na robocie znają. Muszą się znać – wszak zbudowali takie FSM z V8 od Mercedesa – a to nie fiu-bździu. No i tęgie głowy po polibudzie i innych zawodówkach samochodowych się nad tym projektem miesiącami (jeśli nie latami) męczyły, a ja podchodzę z głową pustą jak bak w aucie studenta i od razu stwierdzam, że przecież tak umiejscowiony filtr powietrza nie może dobrze działać, bo nie ma doprowadzenia zimnego cugu z zewnątrz, więc tylko ssie gorąc z silnika.

Dakar na Narodowym - Pit Party  - Warszawa

Oczywiście kupę się znam, w kupie byłem, kupę widziałem a stojącego obok konstruktora o zdanie nie pytam, tylko od razu na blogasku sądy wygłaszam. Lubię się za to, że jestem takim prawdziwym cebularzem. Niby urodzony w Warszawie, całe życie w stolicy, a zachowuję się tak, jakby mi ktoś kiedyś transfuzję zrobił i zalał mnie juchą jakiegoś warczanina. Wstyd mi.

A może właśnie dlatego taki buc jestem, żem od urodzenia w Warszawie…?
Przypominam, że to jest pytanie retoryczne.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Przyjrzałem się temu policyjnego Fordowi bardzo dokładnie i powiem Wam, że to jest kwintesencja Ameryki.

Dakar na Narodowym - Pit Party  - Ford

Na pierwszy rzut oka fajny, budzący szacunek – ale jak się człowiek przyjrzy, to kuźwa za 100 zł bym nie wziął. Poziom wykończenia, niespasowania, braku stylu i takiego gigantycznego „don’t give a fuck” jest w tym aucie niewyobrażalny. Ono jest tragiczne w ogóle i szczególe. W Europie nie ma swojego odpowiednika. No nie mamy aż tak nijakich aut. Na dalekim wschodzie kiedyś było jedno – zwało się Kia Pride.

Ale kierę ten Ford miał fajną – tak wysuszonego na pumeks tworzywa jeszcze nigdy nie widziałem.

Dakar na Narodowym - Pit Party  - Ford

Ależ to musi pięknie pillingować. Kilka razy zawrócisz na trzy i masz dłonie jak hrabianka, która nigdy żadną pracą się nie zhańbiła.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A tutaj absolutnie porażające Lambo. Na własne oczy widzę je po raz czwarty. Nie po raz drugi, nie po raz trzeci i nie po raz ósmy – tylko po raz czwarty. Ten samochód na żywo sprawia tak niesamowite wrażenie, że pamiętam każde z nim spotkanie.

Dakar na Narodowym - Pit Party  - Rambo Lambo

A tutaj Noble M600, który jak gdyby nigdy nic ma w środku V8 od Volvo oraz prztyczek, którym przełączasz się pomiędzy mapą na 456, 558 lub 659 koni (oczywiście cyfry rzucam z głowy, jestem omnibusem).

Dakar na Narodowym - Pit Party  - Noble

Zastanawiam się, czy takie klikanie ma w ogóle jakikolwiek sens. Przecież gdybym ja miał w aucie do wyboru 90, 130 lub 170 koni, nie widziałbym sensu jazdy inaczej niż na pełnej mocy. Nie dlatego, że taki ze mnie kozak – po prostu montowanie do aut tych wszystkich ograniczników typu guzik „ECO” to idiotyzm. O ekologicznej lub powolnej jeździe decyduje prawa noga i brak wyobraźni, a nie to, ile auto ma koni. Znam gości, którzy w swoich oklejonych w cukierki lub podpaski Yarisach zniszczyliby w mieście w każdej kategorii (max spalanie, średnia prędkość, przyspieszenie 0-100km/h) takiego Noble, nawet gdyby szedł on pełną bombą na najmocniejszym set-upie.

Wtem!… coś.

Dakar na Narodowym - Pit Party

Oraz Porsche 918, które jak na superkara z przyszłości wygląda na maksa beznadziejnie.

Dakar na Narodowym - Pit Party  - Porsche 918

To kolejny przykład tego, jak bardzo leniwi i niezdolni są projektanci Porsche. Zamiast przysiąść fałdów i zrobić auto, na widok którego rzuchwy żuchwy wylatują z zawiasów, oni wolą projektować nieciekawe buty, długopisy czy płaszczyki przeciwdeszczowe zwane mekintosz za prawie tysiąc sto eurasów sztuka (I shit you not -> klik)

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Przyznać muszę, że Peugeot trochę mnie oczarował swoim dakarowym 2008. Nie wnikam w kwestie marketingu i nie pytam, czemu akurat to jest 2008 a nie 3008 albo np. 508. Ważne, że wygląda to coś naprawdę fajnie.

Dakar na Narodowym - Pit Party  - Peugeot

Ma fajne akcenty kolorystyczne oraz wygląda tak, że chciałbym pracować jako designer przy tym projekcie. Fajne barwy, fajne detale – myślę, że dobrze bym się bawił rysując coś takiego. Wygląda jak te wszystkie pojazdy, którymi w komiksach sci-fi astronauci jeżdżą po Marsie.

Dakar na Narodowym - Pit Party  - Peugeot

O rety! Mój Boże! Ale ze mnie kretyn – jaram się marketingowym plastikiem, gdy obok stoi takie zajebiste 205!!!

Dakar na Narodowym - Pit Party  - Peugeot

Otóż nie jest ono dla mnie zajebiste. Bo chodzi o to, że jak byłem mały, to w drodze do szkoły prawie codziennie przechodziłem obok bardzo na tamte czasy wypasionego Peugeota 205 1,9 GTi. I na ogół gdy go mijałem, to jeżdżący nim chłopak go odpalał… a w zasadzie próbował odpalić. Raz mu się udawało, innym razem nie. Okoliczni mieszkańcy (i cała osiedlowa flora) woleli, by jednak silnik nie zaskoczył. Bo gdy zaskakiwał, to mało co było widać – pluł dymem tak, jakby tam zamiast 130-konnej benzyny siedział jakiś przechodzony TDI. A smród czuć było jeszcze po południu, gdy po 7 lekcjach, majtając sobie workiem z kapciami, wracałem na chatę. Takie mam reminiscencje z dzieciństwa, nic na to nie poradzę. Żeby z lubością dziś patrzeć na 205-tkę musiałbym sobie najpierw jakąś część mózgu czymś ostrym nakłuć i wspomnień się pozbyć.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Swoje stoisko miał również Mercedes. Od razu było widać, że ktoś nieźle ogarnięty auta poustawiał. Bo musicie wiedzieć jedno – ja nie mam Mercowi za złe, że wytycza trendy rozmieniając swoją tylnonapędową tradycję na drobne i wypuszcza na rynek klasę A pędzoną na przód. Albo że wypuszcza również pędzone na przód CLA pozycjonując je jako coś więcej niż VW Jetta. Takie mamy czasy, nie jestem ich klientem, więc nie ma sensu, bym się burchlił.

Ale ja mam niewiarygodnie dziką satysfakcję za każdym razem, gdy mogę się klasie CLA przyjrzeć z profilu. Bo to auto jest tak niewiarygodnie szkaradne, ma tak niebywale skaszanione proporcje, że do dziś pojąć nie mogę, jak firma, która jeszcze niedawno narysowała model CLS, CL oraz GLA (mimo że van, to mi się podoba) wypuściła coś tak zrypanego.

Niestety te cwaniaki tak poustawiały stoisko, że nijak się nie dało CLA z boku z większej odległości obejrzeć. Co najwyżej tak:

Dakar na Narodowym - Pit Party  - CLA

A to nie o to chodzi, bo w takim ujęciu wygląda nawet-nawet, jakiś tam czynnik #chcęto jest. Ale wyobraź sobie, że kupisz i na przykład pojedziesz gdzieś do Oszą, zabalujesz tam długo na dziale z pachnącymi klejem butami, i gdy już lektor cię wraz z ostatnimi klientami wypędzi, wyjdziesz przez automatyczne drzwi i na pustym parkingu zobaczysz coś takiego stojącego pod latarnią:

Dakar na Narodowym - Pit Party  - CLA

Zwisy, otłuszczenia, malutkie kółka, śmieszny rozstaw osi… obok pierwszego CLS-a to on nawet nie przejeżdżał. No ja rzygam dalej niż widzę. Jeśli dziś przylecieliby na Ziemię kosmici i powiedzieli, że ich planeta wybuchnie, jeśli nie dodadzą do jej jądra esencji z najbrzydszych proporcji we Wszechświecie, dałbym im CLA i niech go cisną, niech go wyżymają, niech im się krople profilowego bezguścia leją wartkim strumieniem na zdrowie.

Cdn.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Verva Street Racing 2014: Wulgarnie | Pogodnie cz.1 | Pogodnie cz.2

19 komentarzy

  1. Blogo,
    Wszystko fajnie pięknie – jak zawsze. Ale z małym ALE :)

    Dawne F1 to była bajka, kwintesencja tego typu wyścigów – niesamowite brzmienie, które zostało zniweczone dla poprawy ekologicznego stanu rzeczy – bleeeee.

    Co do CLA – z boku jeszcze jakoś daje radę, ale widziałeś Panie to z tyłu :)

  2. Oj CLA… Taki piękny, hamerykański… CO za kicha XD
    A 205 lubię i wuj. I GTI kiedyś się znajdzie w mym garażu :)

  3. Co do Hamerykańskiego standardu – to masz Szwagier pełną rację. W Kanadzie jeździłem jego bardziej luskusowymi braćmi i ani Grand Marquis ani Town Car szału wykonaniem nie robią. Niby jest skóra, plastikowe drewno i gadżetów masa, ale wszystko taką taniością podszyte, że żal się robi patrzeć.

    Co nie zmienia faktu, że takiego Panthera przytuliłbym do garażu i cieszył się jak dziecko szukając miejscówki do zaparkowania pod domem… :)

    Ja kurdę lubię te hamerykańskie klocki.

  4. Blogo, jak chcesz dać fotki CLA w pełnej okazałości to przynajmniej zasłoń czarnym paskiem najgorsze kawałki. A tak muszę monitor z wymiocin czyścić…

  5. Ja tam nie rozumiem, CLA wygląda dokładnie jak CLS, tak samo brzydko, pokrewieństwa się nie wyprą :D

    Za to CrownVic – oj, brałbym. Do niczego spalanie, w środku plastik&paździerz, ale koniecznie szperacz nad lusterkiem, opcjonalnie bullbar z przodu i mógłbym umrzeć szczęśliwy. Po prostu jest w nim ten niesamowity urok woła roboczego-ikony stanów :D

  6. A tak przy okazji – to tylko ja, czy ostatnio jakoś powiadomienia email o komentarzach nie działają? :(

  7. Ile zapłaciłeś Trollskiego za prawo do wizerunku? :P Bo patrząc po liczbie odsłon to raczej nie on Tobie za reklamę płacił :P

  8. Jeździłem ostatnio w takim hamerykanckim radiowozie przez godzinkę i tragedia panie. Jedyne co jest tam fajne to silnik i ogólny „look”. Bo budzi grozę – jak bym takiego w lusterku zobaczył ze mnie goni to od razu sie poddaje. Ale w środku dramat – tragiczne plastiki, niewygodna ergonomia, fotele tez trochę kiepskie. I magia prysła.

  9. hamerykańce mają coś w sobie, bajery mają, często działają odwrotnie niż w europejczykach – spróbuj ustawić nawiew bez włączania klimy, otworzyć bagażnik,czy np skorzystać z funkcji „auto” przy szybach, albo te automatyczne pasy bezpieczeństwa, a cupholdery potrafią pół-galonową cole pomieścić!
    i jeszcze te jednobarwne wnętrza – mam auto z fioletowym wnętrzem – nawet uszczelki są pomalowane pod kolor!
    Do tego ta bujająca zawiecha,niemożność skręcania, wspomaganie jak w najnowszych autkach miejskich,to niespasowanie elementów jak w starych koreańcach, ale ceny części ze stanów nie są wygórowane w porównaniu ze starszymi czy nowszymi japońcami, przeważnie dobre audio i wypas typu klima skóra i V-ka pod maską :)

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *