#447 Pięć słabych rzeczy w nowych autach

Nowe auta

Kontynuując pięciówkę o nowych autach, dziś będą chałki i zepsucia. I chyba nie wyjdę na kredkę pisząc, że winę za to, że dzisiejsze samochody mają w ogóle jakiekolwiek wady (a naprawdę nie powinny ich już mieć – 100 lat rozwoju motoryzacji to wystarczająco dużo czasu, by wszystko elegancko ogarnąć) ponoszą w 36% klienci (którzy chcą aut coraz bardziej i bardziej prestiżowych), w 59% Unia i jej normy, a w 27% koncerny, które mają za małe jaja, by powiedzieć “Walcie się na ryj z tymi bzdurami!”

Zwróćcie uwagę, że w tym dążeniu do prestiżu (ja naprawdę jestem przekonany, że to nie jest wymysł koncernów, ino chęć sprostania oczekiwaniom klienteli) nie tylko Kia dziś wygląda jak mega wypas full opcja sport i chromline, ale także Dacia coraz ładniejsze i bardziej ociekające szpanem auta robi. Dzisiejszy Logan ma się nijak do tego pierwszego, bo jest po prostu ładny. A Duster… kurde, nie wiem czy wiecie, ale dziś jest w sprzedaży “zainspirowana lotnictwem wersja Blackstorm“… Dacia + lotnictwo… zostawił Saab niszę po sobie, patentem jej nie zamknął, to co się dziwić.

Wałęsa

Dobra, dosyć śmieszkowania, jedziemy.

Układ kierowniczy

To nie chodzi o to, że dziś jest elektryka a kiedyś wszystko było mechaniczne i przez to milion razy lepsze. Postęp jest konieczny i mi nie przeszkadza. Poza tym elektryka w kierze jest fajna, bo można zrobić Active Steering, można zrobić Drive-By-Wire – to jest spoko, to daje ciekawe możliwości kastomizowania i ustawiania auta pod siebie, tym można model od modelu odróżnić łatwo i naprawdę zauważalnie.

Układ kierowniczy

Sęk w tym, że niezależnie od tego, co takie nowoczesne układy kierownicze mogą oferować (a skoro są elektryczne, to mogą oferować wszystko – pokazało to Infiniti w Q50 – zero wstrząsów, trzymanie się pasa, zmienna responsywność w zależności od prędkości i promienia skrętu…), to one i tak zawsze nastawione są na… bycie bardziej miękkimi i bardziej delikatnymi od waty cukrowej czy innego kisielu.

Są ponoć wyjątki – Cayman i Macan – ale reszta (w tym również zawsze świetnie się prowadząca seria 3) została ustawiona tak, by zamożna tipsiara sobie szponów nie połamała, gdyby zechciała nawrócić na parkingu podczas gadania przez ajfona i tłuszczenia sobie błyszczykiem napompowanych war. By grubas siedzący daleko od kiery (chciałby bliżej, bo ma krótkie nóżki, ale mu brzuch nie pozwala) mógł pokonać trasę Szczecin-Zakopane kierując dwoma palcami lewej dłoni spoczywającej na tłustym udzie.

Tak wiele mogą elektryczne układy wspomagania zaoferować, tak różnorakich doznań dostarczyć – a wszystkie są na jedno kopyto ustawione. Zupełnie jakby dziś wyznacznikiem jakości auta było to, jak łatwo się w nim kierownica obraca. Kurde, czasy zacierających się przekładni są już dawno za nami!

I nie obwiniam za to producentów. Oni w tym przypadku ewidentnie robią to, co wskazuje im niewidzialna ręka rynku. Sami zobaczcie – kiedyś, raptem 15 lat temu, w prawie każdym aucie kiera chodziła ciężko, nawet ze wspomaganiem. Miejskie maluchy w ogóle wspomagania nie miały i jakoś urzędniczki gminne i zwykłe mamy dawały radę. Dziś, jak na rynku pojawi się auto z ciężko chodzącą kierownicą, to jest od razu zarzut i wada.

Dość powiedzieć, że jak ja kilka razy wspomniałem o tym, że mi kierownica w najmojszej ciężko chodzi, to 100% głosów było w klimacie “maglownica zepsuta”. To ciekawe, że nikt nie napisał “I tak ma krwa być, ziom!”. Miękniemy, nie da się ukryć.

Ekrany dotykowe

Jeżdżąc Infiniti i Peugeotem 308 (test, prawda, wkrótce) fajnie się ich ekranami bawiłem. Bo to jest extra gadżet, jak się snujesz w korku – coś tam klikasz, coś smyrgniesz, jakiś wirtualny pasek przewiniesz – czujesz się jak Bond, jak bohater domu co to ot tak sobie, bez zerkania w instrukcję, z palcem w tyłku zegarek w odtwarzaczu VHS ustawia, bo te migające od miesiąca 00:00 już żonę irytowało.

Ekrany dotykowe

Ale podczas jazdy to jest jednak dramat. Spotkałem się kiedyś (dobre 10 lat temu) z bardzo fajnym wytłumaczeniem, czym jest ergonomia. Było to pisane w kontekście organizacji swojego miejsca pracy, ale jako przykład podano… wnętrze auta. Że jak siedzisz za kierownicą to wiesz, gdzie wszystko jest. Sięgasz prawą lekko w dół i masz biegi, niżej masz ręczny, szyby na drzwiach (koszmarne są w najmojszej te guziki koło skrzyni!), klakson po środku, pokrętło od radia tu a od nawiewu tam. Kierunki wrzucasz tak a kawę odstawiasz tutaj.

Wtedy, te dobre 10 lat temu, wnętrze auta podawane było jako przykład wzorowej ergonomii. I trudno się z tym nie zgodzić, że kiedyś te wnętrza takie były. Najlepszym przykładem na to, że szczyt ergonomii osiągnięto już dawno i dziś praktycznie każda zmiana jest na złe, jest spojrzenie na drobne detale. Ot choćby na akcesoryjne radioodtwarzacze. Znam mnóstwo ludzi, którzy kupując sobie takie radio patrzyło tylko i wyłącznie na jedną cechę – by głośność była regulowana pokrętłem, a nie durnymi przyciskami.

Tak samo jest z obsługą klimatyzacji – mam u siebie guziki + i – od temperatury i nawiewu. Z dupy to jest strasznie, wolałbym mieć pokrętła. Albo te wszechobecne dziś powracające kierunkowskazy – przez 99% czasu są OK, ale w końcu zdarzy się ten moment, gdy dasz znaka, że skręcasz a potem Ci się odechce i próbując wyłączyć kierunek przerzucasz go z prawej na lewą i odwrotnie. Nie jestem technologicznym kretynem i jak czegoś nie kumam, to nie klikam nerwowo bez sensu, a mimo wszystko z tymi nowymi kierunkowskazami zdarzyło mi się kilka razy dawać idiotyczne sygnały.

W takich detalach, w takich ulepszeniach na siłę, najlepiej widać tzw. przefajnowanie – czyli ktoś się uparł, by poprawiać coś, co działa idealnie. Wiecie, takie przełażenie szapanersko cross-fitowym przerzutem przez parkan, gdy metr obok jest otwarta furtka.

Ekran dotykowy, którym obsługuje się m.in. radio i klimę (bo że nawigację i inne funkcje rzadko używane, to jest OK) jest dla mnie porażką stulecia. I o ile przyciszyć radio można z kierownicy, o tyle już podrzucić pół stopnia w górę inaczej niż opuszkiem się nie da. A niestety wygląda na to, że dotyk wyprze genialny w ergonomii iDrive. Bo po porstu jest bardziej modny, bardziej na czasie, taki smarftonowo-ajfonowy.

Unia we wszystko się miesza, zawsze ma na celu nasze dobro i bezpieczeństwo (to jest ironia, bo nigdy nie ma tego na celu – dla tego molocha liczą się tylko interesy koncernów), więc jak to się stało, że ekrany dotykowe sterujące podstawowymi udogodnieniami auta (radio i klimatyzacja) są dozwolone? Pokrętło możesz obrócić bez patrzenia. Od biedy guzik też na ślepo wciśniesz. Ale utrafić opuszkiem w ten konkretny punkt śliskiego ekranu…? Noł fakin łej.

Różne tryby jazdy / pracy układu jezdnego

To jest coś, co mi się podoba w autach testowych, ale na wskroś przeraża, gdyby miało się nagle pojawić w najmojszej – w sensie że się rano budzę, idę do auta a tam guziki “Comfort”, “Sport” itp. zmieniające prześwit i twardość zawiasu. Umarłbym ze stresu jeszcze tego samego dnia. Albo z wkurwu.

Adaptacyjne zawieszenie

Zawieszenie to jest, w moim odczuciu, najbardziej eksploatowana rzecz w samochodzie. Różne gadżety mogą, ale WCALE NIE MUSZĄ się zepsuć – i świadomość tego, tej szansy na bezawaryjność sprawia, że jestem w stanie zaryzykować i iść w różne elektroniczne duperele.

Ale zawieszenie… tu nie ma “może” i “chyba” – zawias w końcu padnie i mam co do tego 100% pewności. A że jestem na bakier z wydawaniem na auto pieniędzy (to znaczy lubię wydawać na rzeczy, które chcę kupić, ale nie cierpię na te, które kupić muszę), więc nawet nie chcę myśleć o tym, jak wygląda serwisowanie czegoś takiego.

Dodatkowo jest jeszcze jedna kwestia – uważam możliwość takich zmian za bezsensowną. OK, ktoś powie, że dzięki temu masz dwa (lub nawet trzy) auta w jednym. A ja powiem tak – miałem mnóstwo testówek z takimi funkcjami i nigdy zmiana nie była na tyle wyraźna, bym po kliknięciu miał inne auto. Różnica była, ale nie aż taka. No dobra – w BMW 5GT tryb “Comfort” jest przegięty, bo auto robi się tak miękkie, że na nierównościach zbierało mi się na wymioty, jakbym kutrem płynął. Ale to wyjątek.

Możliwość zmieniania trybów jazdy jest bezsensowna w swej istocie, bo jak się człowiek wjeździ w to co ma, to sobie z tym czymś poradzi zawsze i wszędzie. Jak nawet na miękkim budyniu się po torze trochę powłóczy, to potem będzie ten miękki budyń ogarniał. A tak wozisz się nocami sam na trybie “Sport” i każdy zakręt robisz jak należy, każdy ruch auta czujesz – a potem z rodziną jedziesz elegancko na wczasy i nagle musisz idącego na czołówkę TIRa minąć głębokim poboczem i jeszcze tył przy tym złapać, bo na szutrze ESP nie do końca ogarnia, no i wtedy dupa, bo mimo, że ten manewr ćwiczyłeś na opcji “Sport”, to teraz bokiem lecisz na “Comfort” i co kuźwa?! Ja wiem, że to nie są AŻ TAKIE różnice, ale wiecie jak jest – sama idea mi się nie podoba, więc tworzę hipotetyczne sytuacje, by ten ficzer zdeprecjonować.

Poza tym sprawa prozaiczna – po początkowym zachwycie przełączaniem i innym czuciem auta dość szybko znajdujesz sobie ten jeden właściwy tryb i… pół biedy, jeśli to jest “Normal”, który zapięty jest z automatu jak rano auto uruchamiasz. Ale jeśli najlepiej jest Ci na “Sport”, wtedy kurde co rano trzeba coś kliknąć. Irytujące.

Jestem zwolennikiem jednego trybu jazdy, jednego zawieszenia i jednej reakcji auta na deptanie w pedały. Dawanie wyboru to tak naprawdę czynienie kierowcy inwalidą, który sam nie umie pojechać szybko lub spokojnie, jeśli nie ma odpowiedniego trybu załączonego. Aktywny układ kierowniczy to co innego – on jest fajny. Ale te tryby jazdy głównie irytują. Serio, trzeci dzień z takim czymś i od razu znasz odpowiedź na pytanie, jaki jest najbardziej przereklamowany gadżet.

Zegary TFT

Same w sobie są dla mnie gadżetem typu UWIELLLBIAM. Niestety to, jak zostały one dziś w autach zaimplementowane, woła o pomstę do nieba. Bo sami zobaczcie – kupujesz auto z wielkim TFT zamiast tradycyjnych zegarów i z łaski dostajesz trzy tryby – każdy różniący się kolorami, sposobem pokazywania prędkości, obrotów itp.

Zegary TFT

A ja się pytam – dlaczego kuźwa tylko trzy?! To jest tak, jakbym na komputerze miał możliwość wyboru tapety z folderu, w którym byłyby trzy obrazki. Skoro już się coś realnego zastąpiło wielkim ekranem, to jakim problemem jest zamknięcie w pokoju bez klamek teamu typu programista i grafik, i zlecenie im przygotowania 100 różnych wizualizacji? No ile to może kosztować? Pewnie coś koło jednej milionowej tego, co wydaje się na aerodynamikę i zaawansowane studia nad zmniejszeniem masy.

Dzisiejsze, tak ubogo wdrożone ekrany TFT nie mają sensu, bo poza wodotryskiem typu “Zmień wygląd zegarów, dajemy Ci krwa aż 3 opcje, nażryj się tym!” nie mają żadnej przewagi nad zegarami tradycyjnymi. Gdybym miał do wyboru 40 różnych wizualizacji, z obrotomierzem okrągłym, paskowym czy sam nie wiem jakim, z wielką mapą i bez zegarów, z możliwością wrzucenia fotek córki – wtedy to miałoby sens. Nie mówię, że bym z tego korzystał i że na prędkościomierzu miałbym facjatę Ryby, no bez przesady – ale irytuje mnie to, że dostajesz rzecz mogącą pokazać milion barw i trylion różnych pikseli, a do wyboru masz coś czerwonego, coś niebieskiego i coś, co udaje prawdziwe wskazówki. No biczplis!

Ponadto… załóżmy, że jednak utrafiono w moje gusta i podoba mi się jedna wersja, dajmy na to niebieska, ale WTEM okazuje się, że ona jest na sztywno przypisana to trybu “Eco”, który zmienia fajne auto w amerykańską grubaskę z brzuchem wyłażącym jej z gaci bokami. Argh! – chciałoby się zakrzyknąć, cokolwiek to znaczy.

Przycisk “ECO”

Dramat. Jazda o kropelce to nie dławienie osiągów, a mądra praca nóg – brak bezsensownego bombienia przed zmieniającymi się na czerwone światłami, odpowiednie pokonywanie wzniesień, planowanie manewrów, przewidywanie. Eko-driving jest w nogach i głowie, a nie idiotycznym przycisku, który dusi silnik i zmienia reakcję na gaz z tej znanej i oczekiwanej w taką typu “NO KRWA JEDŹ!”.

Eco

Wszelkich trybów “Eco” nienawidzę milion razy bardziej od wszystkiego, co powyżej wylistowałem. One psują każde auto. Nie ma samochodu, który na “Eco” jedzie dobrze. Dzieło diabła. Zamiast “Eco” powinno być napisane “Popsuj”. Jedziesz, wszystko jest OK, auto reaguje na gaz jak przystało na to, co pod maską i nagle wciskasz “Popsuj” i z autem dzieje się dokładnie to, co napisano na guziku.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

To chyba z grubsza tyle. Są oczywiście jeszcze rzeczy, których w nowych autach niespecjalnie lubię (małe zaturbione silniki, abstrakcyjnie skomplikowane i wyżyłowane diesle, łączenie wielu awaryjnych elementów w jeden kosztowny moduł, zmniejszanie wagi kosztem jakości i trwałości), ale to jest coś nieuniknionego, bo takie a nie inne mamy czasy i, co by nie mówić, współczesna motoryzacja trochę żre swój ogon. I dopóki nie pojawią się auta na wodór, dopóty będą stosowane abstrakcyjne wybiegi, by zmniejszyć wydaliny z wydechów.

Tak, dokładnie tak uważam – jak wejdą auta na ogniwa wodorowe, to nagle te wszystkie działania mające na celu zmniejszenie emisji wszystkiego przestaną mieć rację bytu i znów zacznie się liczyć jakość, wykończenie i osiągi. I z reklam prasowych znikną te durne adnotacje o CO2 i innych duperelach. I Aston nie będzie musiał robić Cygneta, BMW modelu 114i a Ford wyjmie z Mondeo silnik 1,0.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A tutaj opisałem 5 fajnych rzeczy w nowych autach

45 komentarzy

  1. Absolutnie i w całej rozciągłości popieram modowe a nie logiczne nadwyposażanie samochodów.
    Pojeździłem tez autem z aktywnym kierownikiem i nie mam niestety do tego takiego zapału,średnio przydatne, jak popielniczka dla niepalącego.
    Za to Cactus ze swoim ekranikiem to jakiś sen wariata,powinno być zabronione obsługiwanie tego w czasie jazdy-porównywalne do pisania sms-ów w ajfonie.
    Po ruszeniu ekran powinien się po prostu wyłączyć by nie kusić alternatywnie przewidujących do miziania ekranu.

  2. O rany, BLOGO, tym razem podpisuję się wszystkimi kończynami. Ze swojej strony dodałbym jeszcze takie sprawy jak:

    – wysilone zaturbione silniki
    – maleńkie okna i szerokie słupki
    – Nissan Juke :)

  3. Cygneta nie robi Aston Martin tylko Toyota (iQ). Aston dodaje znaczki, poduszeczkę i mnoży 2x cenę i tak już abstrakcyjnie drogiego malucha.

  4. Przejechalem ponad 1000km z alfoskim DNA w tym wloskie autoatrady i alpejakie aerpentyny i imho caly ten system jest naprawde spoko. Rozwiazuje Twoj problem z galaretowata kiera – w trybie dynamic chodzi dosc mesko, a do tego system zapamietuje Twoje ustawienie wiec mozesz caly czas latac na dynamicu i o tym nawet nie pamietac a jak Twoja zona/kochanka ma prowadzic to przezucasz na normal i masz kiere jak w budyniu plus zero dynamiki :)

  5. Z tymi trybami trochę przesadzasz – w Julce to jest sensownie zrobione, tylko że tryby nie odpowiadają za zawias, a za ESP, reakcję gazu itp. Po mieście np. w trybie “Dynamic” jeździłoby się dość ciężko…

  6. “Gdybym miał do wyboru 40 różnych wizualizacji, z obrotomierzem okrągłym, paskowym czy sam nie wiem jakim, z wielką mapą i bez zegarów, z możliwością wrzucenia fotek córki – wtedy to miałoby sens.”

    W C4 Picasso masz też tylko 3 wizualizacje, ale za to wszystko, co resztę “chcesz” to masz ;) Jest i obrotomierz okrągły, paskowy i jeszcze nie wiem jaki, jest możliwość wrzucenia mapy bez zegarów i fotek córki ;)

  7. Wyświetlacze dotykowe to zło wcielone. W Infiniti Q50 idiotyzm doprowadzili do najwyższego lvlu, nie da się z tego korzystać, mryga to, razi to, złe to jest i tyle.

    A co tft…zło. Ale mówisz o pełnej customizacji, a to powinno się w nowym TT pojawić Podobno, tak to wygląda na prezentacjach.

    A, i jest jeszcze jedno zło w nowych samochodach – downsizing zabijający silniki. Pal licho dźwięk i moc, ale zywotność jest marna.

  8. depreżeco? ;)
    A tak poważniej – zgadzam się obiema rękami z jednym wyjątkiem: tryb eco w toyotopochodnych hybrydach nie jest aż taki zły, żeby go na guziku/pokrętle w “popsuj” zmieniać.

  9. Zdecydowanie TFT to najwieksza klapa wspolczesnych samochodow. zarowno jesli chodzi o imitacje zegarow jak i o “komputer” do obslugi wszystkiego. dotykowo.

    najgorsze wrazenie z “zegarow” lcd mialem chyba ogladajac nowa S-klasę. jeeezu jaka porazka. dwa prostokatne panele, jeden kierowcy, drugi centralny. wyswietlane zegary okropnie brzydkie. i tak kanciaste, ze sie rzygac chce.

    w byle smartfonie za 350zl mamy nadzgane tyle pikseli na cal^2, ze wszystko (nawet malutkie czcionki) jest gladziutkie. ale nieeee. w merolu za >500k PLN masz wstawiony ekran jak z nokii 3310, tyle, ze kolorowy.

    a wskazowki normalnie widac jak skacza z piksela na piksel. fu. juz by lepiej “termometr” jak w duzym fiacie zrobili.

  10. Co do zasady się zgadzam. Ale regulacja zawiasu z kabiny to akurat dla mnie świetna sprawa. Chociaż bez bicia przyznam, że jak po 150 000 km przyszło mi wymieniać amory za 8000 zł to z bajeru rezygnuję i zakładam gwincior za połowę tej ceny :)

  11. Dodałbym StartStop ale wtedy nie było 5 tylko 6 co zepsułoby wszystko. Albo inaczej, bo bym wywalił z tej listy Tryby Jazdy bo są fajne i w ich miejsce StartStop.

    Poza tym pełna zgoda, touchscreeny to w poruszającym się aucie nieporozumienie.

  12. Touchscreen i przyrządy TFT mają dokładnie ten sam problem: Wyglądają na zlecone ludziom, którzy się totalnie na tym nie znają. Oba są wolne, ograniczone i po prostu biedne w porównaniu do nie-samochodowych zastosowań.Ja chętnie widziałbym przyrządy TFT w aucie gdybym mógł wrzucać tam rzeczy, które mnie interesują w danym momencie. Np. na torze temperaturę hamulców, oleju i inne petrolheadowe wskaźniki (dane są zbierane przez OBD), a do jazdy nocą po autostradzie tylko prędkościomierz. Gdy jedynym customem jest zmiana koloru to jesteśmy jednak w głębokich latach 90-tych.

    Natomiast bez Unii i jej norm diesle dymiłyby nadal jak te w Baleronie czy Passacie B4. Euro 6 spełnia stary jak węgiel silnik 1.6 110 KM (K-Seria z 2001 roku) z Renault czy wszystkie obecne benzynowe Hondy, presja jest na diesle (w benzynie Euro6 to to samo co Euro5). A że ludzie chcą by miało co najmniej 160 KM w kompakcie, “ciągnęło od dołu” i miało moment obrotowy jak w dawnym V8 to trzeba wkładać turbiny. Przecież Honda ma przejść na turbodoładowanie nie dlatego “że normy”, tylko dlatego, że trzeba nadgonić za konkurencją i gustami odbiorców. Ludzi, którzy chcą jeździć “w starym stylu” (wysokie prędkości obrotowe i jazda “do odcinki”) jest na tyle mało, że nie warto się nimi przejmować.

  13. Trudno się z tym wszystkim nie zgodzić, jednak co do winy to klientowi więcej procent bym przypisał. Kupując nowy samochód oczekujemy jednego wielkiego WOW, kupy nieprzydatnych opcji, a do tego najlepiej, żeby wszystkie świeciły się na trylion kolorów co by Zygmunt spod piątki przypadkiem nie przeczył naszego wehikułu i jego ‘wypasu’. Koncern tylko i wyłącznie zaspokaja nasze potrzeby, a że wszelka elektronika kosztuje tylko na etapie projektowania, bo jej podzespoły są tańsze niż ryż w Biedrze, to dodatkowo na tym zarabia każąc nam płacić za te nowości.
    Na szczęście wciąż mamy do wyboru sporo aktualnych modeli bez tych pierdół, a rynek używanych bolidów też nie wygląda, żeby się zmniejszał.

  14. 1. Eco knefel to nie tylko mapowanie gazu, ale czasem np. inne sterowanie klimatyzacją. Tego nóżką nie da się zrobić.

    2. Wodór? Nie sądzę, przynajmniej tak długo, jak długo przechowywanie wodoru będzie trudne, a wytwarzanie będzie pochłaniało więcej energii niż potem będzie można “wyjąć” z jednoski pojemności nośnika energii. Póki co auta na wodór to taki wyższy poziom cygnetologii.

    3. Te wszystkie wynalazki z pogranicza drive-by-wire mają jedną, podstawową wadę: zakłócają nam pamięć ciała. Chciałbym, żeby moje pedały i moja fajera stawiały ten sam opór w funkcji drogi i miały to samo przełożenie.

    4. Zegarownia LCD. Do podświetlania w nocy wyłącznie prędkościomierza nie potrzeba LCD, co udowodnił Saab wiele lat temu. Póki motoprzemysł będzie działać jak do tej pory, zegary LCD nie mają sensu: ten przemysł nie potrafi wykorzystywać takich narzędzi. To wygląda tak, jakby warunkiem dostania pracy w automotive była wycięta wyobraźnia (bo np. do tej pory nie rozumiem, dlaczego Yaris HSD nie ma wśród zegarów choćby ośmiodiodowej linijki pokazującej naładowanie HVB). A tymczasem moja ulubiona zegarownia wygląda tak:

    https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-xpa1/v/t1.0-9/1622074_225579150980901_911499466_n.jpg?oh=17f12978d5c969b798ac23464b7e7e47&oe=54C090CB

    (a jeszcze bardziej z takimi tarczami: http://revlimiter.net/store/gauges-prototipo-na.php)

  15. Oooo, przycisk Eco! Jak kiedyś kupię auto, w którym to będzie, to albo zamaluję na czarno, albo wyrwę. Ewentualnie jak to będzie nówka to poproszę o rezygnację z tej opcji ;)

  16. Co do tego znienawidzonego downsize-ingu to powiem krótko: mam od nowości jedną z pierwszych jego ofiar – golfa V 1.4 TSI, obecnie ma przejechane 188 tys. km i oprócz felernego łańcucha rozrządu, który zaczął rzęzić przy 40 tys. km (wymieniony na gwarancji) absolutne zero awarii. Czegoś takiego nie miałem w żadnym z poprzednich samochodów, Nawet w poczciwym Civic-u i 323 uchodzących za wzory niezawodności. A co do silnika to chodzi tak jak wtedy gdy wyjechałem z salonu w grudniu 2007.

  17. Hmm, za kierownicą (czyli w zasięgu wzroku) mamy ekran z którym nic nie możemy zrobić, za to z boku i niżej jest drugi (dotykowy!) ekran który służy do robienia wszystkiego. Bardzo to rozsądne i ergonomiczne! Z pewnością jest to przyszłość motoryzacji.

  18. A’propos downsizingu. Był kiedyś taki samochód jak Charade GT-ti. I pamiętam, że to był bardzo fajny dałnsajzing :) (przynamniej do momentu, w którym się nie rozkraczył).

  19. Przycisk Eco może być przydatny mniej wprawnym kierowcom mocnych aut RWD np. na śniegu. Auto mniej gwałtownie przenosi wtedy moc na koła.

  20. Ja jesli rozwazam kupno auta to tylko nowego. Nie chce mi sie zamartwiac i sprawdzac czy aby na pewno auto uzywane jest bezwypadkowe i czy jest rowne rozlozenie lakieru. Poza tym zawsze gdzies jest jakis haczyk, cos sie moze zaraz popsuc. z nowym tak nie jest. jesli nie walniemy od razu w drzewo to bedzie nam na pewno sluzyl przez pare lat bez awarii. przynajmniej jesli wybierzemy dobra marke ktora tych awarii nie ma typu toyota. ja na nowy rok kupuje sobie auto i bedzie to wlasnie ktorys z mnijszych modeli toyoty.

  21. Blogo myśli, że wodór da się tankować do baku jak benzynkę i jak “amerykańscy naukowcy” wynajdą super-hiper szczelny zbiornik to będzie miał zasięg jak normalne auto, a przede wszystkim po miesiącu stania w garażu stan baku będzie się zgadzał, tymczasem:
    1)Obecnie większość wodoru produkuje się z metanu (no ale przecież w miastach będą jednorożce, słoneczniki i czyste powietrze) – polecam przestudiowanie hasła “reforming parowy”.
    2)Do niedawna wodór wykorzystywało się w silnikach spalinowych, czyli sprawność nie była zachwycająca.
    3)Dystrybucja – przebudowa stacji benzynowych byłaby kosmicznie droga (teraz np. w USA z tą ich rewolucją łupkową buduje się masę zbiorników na metan do napędzania aut CNG, ale i tak koszt tej technologii jest znikomy i nie ma takich problemów jak z samym H2).
    4)Ogniwa wodorowe są awaryjne, potrzebują pierwiastków ziem rzadkich (mniej lub więcej ale zawsze), nie znoszą skrajnych temperatur i ogólnie w porównaniu z elektrykami na baterie to mrzonka – już prędzej uwierzę, że za 2-3 lata w jakimś hinduskim, chińskim czy europejskim laboratorium “wynajdzie się” baterie/akumulatory, które będą dawały zasięg porównywalny do benzyniaków, nie trzeba będzie napadać Afganistanu bo brakuje pierwiastków i recykling nie będzie niszczył 1000 jednorożców – naprawdę niewiele do tego brakuje, w porównaniu z wodorem, który nie tylko nie ma zamiaru współpracować z naukowcami, ale po prostu nie ma opcji, żeby wymyślić technologię idiotoodporną. (śmieszne są np. filmiki z Rosji, jak komuś LPG w kabinie “wybucha”, przez uszczelki leci ogień, a ludzie uciekają w popłochu wcześniej stojąc w korku – sam mam starego klamota z tym nieprestiżowym paliwem, ale staram się wymieniać na zapas i w porę wszystko co może się zepsuć).

  22. I jeszcze jedno dla marzycieli o autach wodorowych: wodór nie jest i nigdy nie będzie paliwem pierwotnym to pośrednik energetyczny, tak jak akumulator albo benzyna, czy diesel (które uzyskuje się z ropy naftowej). Dlatego pisanie o “autach wodorowych” tak naprawdę niczego nie przybliża, bo jest masa różnych ogniw paliwowych/wodorowych, a także można się i obejść bez nich i spalać go bezpośrednio w komorze – albo współspalać z innymi paliwami, jednak choćby nie wiadomo, jak ludzkość by się ogarnęła, zaprzestała wojen i całą wartość dodaną inwestowała w naukę, to wnuki naszych wnuków, żyjących w najlepszej krainie na Ziemi nie doczekają się czasów, kiedy to bierze się szklankę wody, wlewa do zaczarowanej maszyny i po paru minutach (pobierając energię elektryczną z dowolnego źródła) z drugiej strony wyskakuje puszeczka z mitycznym wodorem, którą wystarczy wsadzić do swojego ogniwa paliwowego stylizowanego na kino s-f i można cały dzień latać swoim samochodem. To po prostu niemożliwe, wodór jest trudnym paliwem – żeby zrobić z niego ciecz trzeba uzyskać temperaturę o 20 st. C wyższą od zera bezwzględnego.

  23. TFT zagościło z 2 powodów:
    – jest dużo tańsze w produkcji niż analog, a jednocześnie trzeba za nie dopłacać np w bmw, czyli mokry sen marketingowca
    – spójrz na grafikę 3-4 letniego ajfona i już chcesz nowego. Sen staje się jeszcze bardziej nawilżony.

    BTW, obsługa telefonu jest zabroniona a obsługa panelu w nowym peżocie nie, plażo proszę!

    Kiedyś miałem zajęcia z ergonomii interfejsu, wtedy uczyli, że wszystko co ważne trzeba robić na zegarach analogowych, pokrętła i suwaki jako sterowanie itd, to minimalizuje pomyłki, ciekawe co teraz wykładają na tych zajęciach.

  24. “wtedy uczyli, że wszystko co ważne trzeba robić na zegarach analogowych, pokrętła i suwaki jako sterowanie itd”
    Bzdura. Każdy współczesny system jest na tyle skomplikowany, że użytkownikowi pokazuje się dynamiczny wycinek całości. Tego nie zrobisz analogowo. Tak samo mając całą szafę ważnych suwaków ona nie działa. Operator się gubi. A tak można mu zaprezentować tylko ten, który aktualnie jest potrzebny.

  25. @bbk – tylko po grzyba to wszystko komplikować niepotrzebnie? W Najmojszej do sterowania taką klimatyzacją mam jeden przycisk, jeden przełącznik i trzy pokrętła. Koniec. Pożądaną wartość ustawiam sobie “na dotyk” i po temacie.
    Nie muszę “przeklikiwać” się przez menusy na ekranie dotykowym zastanawiając się czy w końcu ustawię sobie to co chcę zanim wjadę w kufer komuś stojącemu na światłach.
    Coraz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że obecne auta są tworzone dla ludzi, którzy:

    – uwielbiają techno-nowinki – te wszystkie błyskające panele, ekrany dotykowe, kamery itp.

    – debileją z wiekiem (bo przecież tak trudno jest zaparkować, wycofać, jechać równo po szosie, odczytywać znaki drogowe, włączać wycieraczki – wszystko muszą robić czujniki i systemy).

  26. @bbk:
    No bez jaj, ilość przycisków w radio czy klimatyzacji nie zmieniła się istotnie od początku lat 90-tych…

  27. Ja się odnosiłem do interfejsów ogółem, a nie do samych samochodów. Nie lubię wielkich dotykowych wyświetlaczy w samochodach, ale daleko mi od wielbienia analogów.

  28. Ale to wszystko robi się tak naprawdę po to żeby miało się co psuć w autach… Te wszystkie nowinki są skomplikowane układy, bez specjalistycznego sprzętu, który najczęściej posiadają tylko autoryzowane serwisy nie da się ich naprawić.

  29. Tym razem aż mi miło, bo się zgadzamy. Pozwolę sobie jednak wpis streścić, równocześnie go rozwijając. W Top Gear robili kiedyś samochód dla starszych ludzi i May stwierdził, że panel klimatyzacji jest zbyt rozbudowany. Ma dwa przyciski “HOT” i “COLD”, a powinien mieć jeden: “JUST FINE”. Mamy XXI wiek, chcemy by wszystko nam pomagało: telefony przypominały o wszystkim, telewizory same przyciszały reklamy, tunery same nagrywały a piekarniki same piekły w doskonałych temperaturach i wilgotnościach. W mojej 166 mam klimę z guziczkami, nie przyciskami, ale cieszy mnie to niezmiernie, że wciskam przycisk AUTO i bardzo sporadycznie zmieniam temperaturę. Mam stale ustawione 21 i mam stale “just fine”, zima czy lato. Tak powinien wyglądać postęp technologii, jeden tryb kierowniczy – just fine, jeden zestaw zegarów – just fine, jeden tryb jazdy, jeden tryb zawieszenia, jeden dźwięk audio – wszystko ustawione na just fine. Powinna być automatyczna regulacja dźwięku w zależności czy ktoś siedzi na tylnej kanapie, a nie miliard ustawień którymi dźwięk bardziej popsujesz niż poprawisz. Jedynie wydechy z dwoma opcjami mają pewien sens, bo każdy czasem lubi pobyć dzieciakiem :)

  30. Bardzo ciekawy artykuł, zresztą jak wszystkie na blogu. Przychylam się do tych pięciu punktów, ale moim zdaniem można się jeszcze przyczepić do kilku innych historii;)

  31. Ja bym dodał do tych wszystkich rzeczy które się psują w nowych autach jeszcze wiele innych. Nic nie zastąpi starych sprawdzonych rozwiązań. Nawet jeśli skomplikowany i drogi element ma nieznacznie poprawić komfort jazdy konstruktorzy powinni pamiętać, że istnieje tez inna grupa docelowa. Nieco mniej majętna.

  32. Hej, z większością rzeczy, które opisałeś się zgadzam. Niby można u Ciebie wygłosić “monolog”, więc skorzystam. Jestem od jakichś 2 lat szczęśliwym posiadaczem Land Cruisera HDJ 80 z … 92 roku. Docelowo miał służyć do ciągania przyczepy do Rumunii i Albanii (zawodowo – sprzęt do nurkowania + skoków spadochronowych). Używam także jako tak zwanej “wyprawówki” – na razie Syberia, Murmańsk i Finlandia (zimą :)) oraz Ułan Bator. Miał być na początku tylko używany zawodowo, ale praktycznie jeżdżę nim na co dzień (poza miastem – tutaj z racji gabarytów się nie nadaje). Powody:
    1. Relatywnie małe spalanie – około 10 litrów, w trasie da się zejść do 8,5. Niby dużo, ale pali tyle samo z jedną osobą, co i kompletem pasażerów i holując 2tonową przyczepę. Jedyne co zwiększa spalanie, to bagażnik dachowy.
    2. Odporność na złej jakości paliwo (i to bardzo złej – chociażby wspomniana Albania). Swoja drogą, samochód spełnia normę Euro 3 (przerobione jeszcze przez poprzedniego właściciela w Niemczech). Zastanawiam się nad dorzuceniem LPG do diesla – powinno wtedy spełniać Euro 4.
    3. Odpala na dotyk, nawet przy -30 (sprawdzane w Murmańsku i Finlandii) :) Silnik dość szybko łapie temperaturę. Poprzedni właściciel dorzucił jeszcze webasto (Eber’a) – analogowe. Nie ma więc bajerów z odpalaniem z pilota, ale można w samochodzie spokojnie przenocować przy wspomnianej temperaturze.
    4. Niezawodność – samochód pracował też w temperaturach bardziej dodatnich, tak ponad 40 w cieniu – zero problemów, także z klimą (stary układ, po 2ch regeneracjach, jeszcze suwakowy)
    5. ABS musiałem dorzucić (w miarę bez problemowo i tanio) – występował w tych rocznikach, ale w wyższych wersjach wyposażenia. Jako bonus mogę go wyłączyć, przydaje się na śniegu/lodzie oraz co dzikszych drogach (np. w Mongolii – tam większość jest tylko na mapach)
    6. 90% napraw można zrobić samemu – ale to ogólna zaleta wszystkich starych samochodów. Wiadomo, że trzeba później sprawdzić – ja robię przeglądy w OSKP przy ITD -> więc naprawdę robią solidne checki i póki co, dziwią się że tak stary samochód może być tak dobrze utrzymany
    7. Blokada centralnego mechanizmu różnicowego i reduktor. Można załączyć reduktor bez blokowania centralki – i to na prawdę jest super, przydaje się np. na asfalcie w górach (strome podjazdy i serpentyny). Można spokojnie uzyskać prędkość powiedzmy 1-2 km/h przy obrotach około 2000. Blokada centralnego dyfru jest z kolei super na oblodzonej drodze. Wszelkie command-tracki (takie kółeczka z wyborem nawierzchni – snow, mud itd …) nie umywają się do tego. Miałem już okazję wyciągać takie pojazdy z rowów i zasp.
    8. Blokady przedniej i tylnej osi – super sprawa. W połączeniu z poprzednim punktem, można przejechać przez naprawdę wielkie zaspy (tak ponad 1 metr :)) nie używając w ogóle wyciągarki, trapów czy łopaty. Wymaga to jednak trochę wprawy – można tak rozwalić most.
    9. W mieście nie poradny (ale tutaj poruszam się przeważnie autobusami/tramwajami) ale niesamowicie pakowny. Pojemność od 850 paru litrów, do około 2000 po złożeniu tylnych siedzeń. Czasami żonę gdzie podrzucę, na jakieś duże zakupy (naprawdę duże, przy okazji remontów) jak znalazł
    10. Silnik ma już przejechane około 600k km – nie był jeszcze ani razu remontowany. Zastanawiam się tylko nad dorzuceniem mocniejszej pompy, ale ma to wady (zalety też), które na razie mnie powstrzymują
    11. Mimo wszystko, ma złącze kontrolne, do którego można nabyć w miarę tanio moduł bluetooth . Jest trochę apek na androida i windowsa do monitorowania. Wtedy masz podgląd podstawowych parametrów silnika np. lapku. Z racji dużej ilości miejsca w środku, ja mam nad centralną konsolą zamocowana (precyzując – przyspawaną :) ) stację dokującą, do której idzie stary toughtbook Panasonica – stary model, z 2004 roku, są do nabycia w dobrym stanie z około 2 tys. zł. Do lapka idzie jednocześnie połączenie z GPS’a – w zależności od potrzeb jakaś darmowy mapnik, czy automapa. Po zamknięci lapka – wgląda to jak seryjna konsola – nie widać że coś jest tu ukryte.
    12. Samochód nie wygląda brzydko, czy niechlujnie, ale skromnie. Widać że z początku lat 90tych, zresztą ma nadruk 1992 :) Jest to wyjątkowo skuteczna metoda przeciw kradzieżowa. Raz miałem nawet problemy z Policją – przed jakimś marketem, okradli wszystkie praktycznie samochody – tylko mój niczym samotna wyspa, nie skusił nikogo :)
    13. Dużo miejsca w środku, stwarza super warunki do zabudowy – po wyjęciu tylnej kanapy (albo nawet złożeniu) spokojnie można zmieścić system szuflad, skrzyni, a na to położyć wygodny materac, koc/spiwór/kołdrę i zrobić sobie łóżko w aucie. Np tak http://canada.motoseller.com/c/images/2828888.jpg -> to nie jest reklama, specjalnie daję fotkę z Kanady, co by nie być o to posądzonym :)

    Rozpisałem się, ale nie po to, żeby się chwalić, ale pokazać, że stare samochody też mogą być super. I relatywnie tanio jesteśmy w stanie dostosować je do naszych potrzeb.

  33. Ucz się od Złomnika.
    Albowiem lemingiem technicznym przez Korpo programowanym Jesteś.
    Samochód jest narzędziem jak wiertarka.
    Jedzie albo nie jedzie-cała reszta funkcji ewentualnie poza klimą ABS i poduszkami jest dla gadżeciarzy którzy napędzają ten
    cały plastikowy interes.

  34. a gdzie blacha? przeciez kilkuletniego Logana kornika zjadaja do reszty a w podlodze nie ma co lepic…nie lepiej jest w Oplach.

  35. Jako że akurat robię w zegarkach do samochodów, to coś wyjaśnię: LCD nie jest po to żeby było lepiej użytkownikowi, tylko producentowi.

    @monogramus
    “TFT zagościło z 2 powodów:
    – jest dużo tańsze w produkcji niż analog…”

    To nieprawda, wyświetlacz jest droższy niż silniki krokowe i maska sitodrukowana, wymaga znacznie mocniejszego procesora i więcej pamięci.

    LCD powoli wchodzi mimo że koszty bezpośrednie na sztukę są wyższe, bo na dłuższą metę ma niższe koszty opracowania. Z naciskiem na “na dłuższą metę”. Przy silnikach krokowych co chwilę trzeba robić nową wersję hardware, bo na następny rok trzeba dołożyć dwa LEDy albo jakiś dynks w mechanice – a formy do wtrysku i zmiany na linii produkcyjnej kosztują ładnie. Przy LCD zmienia się tylko program.

  36. Artykuł fajny, zwłaszcza że subiektywny ;), więc każdy może ocenić wedle własnych spostrzeżeń. Dla mnie (zwłaszcza za językowe gadżeciki i smaczki) 9/10. Z jedną rzeczą nie mogę się zgodzić – też oceniam subiektywnie. W Giulietcie mojej żony jest słynny (ponoć ;) system DNA. Jest to jedyny przycisk, którego ZABRONIŁEM jej używać, chociaż miłosiernie wytłumaczyłem jakie ma zadania. Jechałem na przegląd (100 km, czyli nic), w pierwszą stronę normalnie, z powrotem na włączonym wariancie Dynamic (czytaj “sport”). (j) Ebnięcie jest (170 km w dieslu), różnicę czuje się nawet na dieslowskiej jedynce. I fajne jest, że po wyłączeniu zapłonu auto wraca do zwykłego trybu. Muszę dodać, że Dynamic potrafi p…dolnąć dosyć ostro na niskim biegu (sposób puszczenia sprzęgła ma znaczenie), a żona raczej nie posiada umiejętności Hołka ;). Jak pisałem wcześniej – ma zakaz używania tego przycisku, bo sam się przekonałem że 330 nanometrów to więcej niż 350, i chociaż różnica nie rzuca na glebę, to przełożenia skrzyni również sporo dodają. Tak czy inaczej – w automatycznym “powrocie” do systemu normal jeden dostrzeże wadę, drugi pozytyw…

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *