(m523) Miejscówka

BMW E46 323i 1998

Ostatnio zauważyłem, że lubuję się w parkowaniu najmojszej pod domem w jednym konkretnym miejscu. Gdy jest zajęte, to cicho klnę pod nosem. A jak wiemy, każdy emeryt ma ulubioną miejscówkę i jak mu ją ktoś zastawi, to się wścieka, spać nie może, powietrze z kół spuszcza albo kartki za wycieraczką zostawia.

Ja emerytem jeszcze nie jestem, dlatego postanowiłem tę swoją starczą przypadłość jakość ogarnąć, zrozumieć, wyjaśnić i zasadności jej dociec. I już wiem – chodzi o to, że najmojsza postawiona w tym właśnie miejscu po prostu wygląda ZAJEBIŚCIE, gdy sobie na nią z okna sypialni od niechcenia wyjrzę.

BMW E46 323i 1998

Czyli o przywiązaniu do miejscówki parkingowej decydują u mnie względy estetyczne, czysto hedonistyczne – a nie jakieś emeryckie zgrzybienie. Tak to sobie tłumaczę.

16 komentarzy

  1. Najgorzej jak wstajesz rano idziesz zaspany na stare miejsce a tam inny samochód stoi, a Twojego auta nie ma. Stajesz jak wryty, zimny pot po plecach płynie i nagle luzujesz wodze bo orientujesz się, że zostawiłeś auto w innym miejscu. Efekt kawa nie potrzebna.

  2. A pytałeś emerytów czemu oni preferują stałą miejscówkę? Może też podają podobne argumenty. Na przykład jakiś miły dziadek powie „Panie, jak parkuje koło tej studzienki, to jak patrzę z okna na mojego Uniaka to przypomina mi furę z DTM!” :)

  3. Znajomy z pracy, już emeryt, koneser kuracji sanatoryjnych, też ma takie cuś. U niego pod blokiem na największym osiedlu w mieście auta parkują prostopadle do chodnika a jego upatrzone miejsce jest pierwsze od wjazdu pod blok (najdalej od klatki o dziwo!). I zazwyczaj zrywał się z pracy przysłowiowe za 5 piętnasta żeby być pierwszy na parkingu pod blokiem i zająć swoje miejsce. On to tłumaczył tym, że to miejsce jest na tyle długie, że jak odwiedza go syn, to nie musi szukać po całym osiedlu skrawka zieleni żeby zaparkować tylko zastawia jego auto i jest git. Inna sprawa że syn nawiedzał go może raz na 2-3tyg. No ale wytłumaczenie jest.

  4. Ja przy parkowaniu na podjeździe to mam normalnie takiego Tetrisa, że szkoda gadać :/

    Nie dość, że zmieszczenie tego mojego skansenu na placu tak, żeby nic nie poodzierać i nie wgnieść samo w sobie stanowi egzamin na prawo jazdy na poziomie ken block (prostopadłe bordową robię już z zawiązanymi oczami używając wyłącznie trzech palców lewej stopy i prawego pośladka) to na dokładkę muszę zawczasu przewidzieć czym mam jutro ochotę pojechać do pracy.

    I czym chce jechać Iza.

    Wtedy muszę ustawić pozostałe wozy najgłębiej, a na wylocie zostawić dwa wytypowane.

    Bramę mam równie wąską co horyzonty myślowe więc czasami oznacza to 40 minut wyjeżdżania, zostawiania samochodów po trawnikach sąsiadów i ponownego wjeżdżania w odwrotnej kolejności.

    P.S. Z tej perspektywy czarna wygląda jak na scenie z pościgu kręconego z policyjnego śmigłowca (tylko kręcących się kółek jej brakuje).

  5. Mnie wystarcza, kiedy moje trzy wozy stoją w kupie, znaczy się przy sobie. Zazwyczaj któryś jest wtedy zastawiony i mam mniejszego kaca moralnego w związku z zajmowaniem miejsc pod blokiem. Prąd też można bez kombinacji pożyczyć z jednego do drugiego, bo blisko. Fotelik przełożyć.

  6. @radosuaf, przed wrednym gołębiem nie ma ucieczki. U mnie pod blokiem nawet parkowanie w odległości setek kilometrów od drzew i balkonów, gzymsów czy trzepaków nie powstrzymuje ptaków od srania na świeżo wypucowaną karoserię.

  7. U mnie też nie ma lekko, ale parkowanie pod drzewem = 60% na g***o na karoserii, a parkowanie nie pod drzewem (chociaż do drzewa jest jakieś 5 metrów w porywach obniża to ryzyko do jakichś 2-3%, więc warta skórka wyprawki :).

  8. ja to zawsze myślałem, że na Alfy to sraki nie ptakają a tu jednak szok i niedowierzanie… no to jakie atuty mają te Alfy? ;]

  9. @Spalacz:
    Mniej ich niż Audi na ulicach i kobietom się podoba :D. Poza tym pokazuje, że jesteś naprawdę bogaty, skoro kupujesz nówkę mając świadomość porażającej utraty wartości i fortuny, którą będziesz musiał wydać w serwisach.
    Jeśli kupujesz Audi, podchodzisz kunktatorsko i bez polotu, a jak kupujesz TDI to w ogóle – paliwa w zasadzie przybywa w baku z każdym pokonanym kilometrem, a po 5 latach możesz z pocałowaniem rączki sprzedać drożej, niż kupiłeś :).

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *