#464 Brak pojęcia o pojęciu, czyli cała prawda o samochodach i motoryzacji w ogóle

Warszawa

To było przypadkowe spotkanie na parkingu pod centrum handlowym. Nasze auta stały obok siebie, w tym samym momencie do nich podeszliśmy, w tej samej chwili spojrzeliśmy na siebie i razem głośno krzyknęliśmy „O, cześć!”

Z Markiem chodziłem do liceum. Potem spotykaliśmy się bardzo sporadycznie – raz gdzieś z dziećmi z zaskoczenia, raz w Oszą przy jogurtach, innym razem na jakiejś n-tej rocznicy matury czy święcie ogólniaka. Są z nas raczej kumple tacy bardziej żadni. Ale mimo wszystko, mimo tych przypadkowych spotkań, jakieś pojęcie o tym, czym się Marek zajmuje, miałem.

A zajmuje się on… no nie w kij dmuchał. Marek pracuje w jednej z wielkiej trójki czwórki firm audytorsko-consultingowych (lub po prostu firm księgowych, jak zwał, tak zwał) i jest starszym menadżerem średniego szczebla ds. konsumenckiego rynku energii elektrycznej. Zarabia grubo, naprawdę grubo. Na pewno 5 cyfr, być może teraz już wysoka dwójka z przodu. I ma się za osobę ważną – mówi dużo, praktycznie wszystko co wie. Oraz wydaje mu się, że wie co mówi. Zdecydowany tembr głosu i argumentacja nawet jeśli mizerna lub nielogiczna, to zawsze wypowiadana w sposób ostatecznie kończący dyskusję.

Ten przydługi wstęp ma sens. Chcę, byście dobrze sobie Marka wyobrazili. To ważne. Bo Marek, dzięki swojej naprawdę dużej sile nabywczej i stylowi życia (praca od ósmej do ósmej, rodzina, brak czasu na zagłębianie się w szczegóły tematów dla niego błahych) jest wręcz encyklopedycznym klientem – takim, który we wszystkich wewnętrznych prezentacjach firm motoryzacyjnych nazywany jest per „Primary Target„. To do niego kierowane są reklamy. To pod niego tworzone są pakiety wyposażenia dodatkowego. To na jego portfel kalkulowane są ceny wszelkich wersji Executive, Privilege, Luxury czy S-line.

Marek kilka lat temu miał najbogatszą wersję Laguny II. Potem miał Passata. Potem Mondeo. Potem Audi A4 quattro. Potem Volvo S60. Obecnie ma nowiutkiego 200-konnego Accorda Type-S w sedanie, który wygląda porażająco doskonale. Auta zmienia co dwa lata, bo taki ma harmonogram leasingu.

Dodajmy do tego jeszcze magisterkę na UW i MBA na SGH, i już macie pełny obraz człowieka. Naprawdę nie w kij dmuchał – byle Kuźniar mu nie podskoczy, słoiki z Wilanowa i karierowiczów z Domaniewskiej wciąga nosem bez popitki.

Tymczasem… oto, co Marek wie o motoryzacji. Oto, czym się ze mną podzielił, gdy staliśmy obok swoich aut i niezobowiązująco rozmawialiśmy. Czytajcie, wchłaniajcie, bądźcie od teraz mądrzejsi.

Sorry, ale nie ma pic. related. Bo głupio mi było przy takiej grubej rybie wyjąć telefon na Androidzie i robić fotki naszym autom. Generalnie mam w pompie, co inni o mnie myślą, ale są jednak granice, których nie przekraczam. No nie mogę przy koledze z liceum, który kosi gruby hajs i ma się przy mnie za półboga, wyjść jeszcze bardziej na jakiegoś gimbusa, co to się jara samochodzikami, wożąc się jednocześnie 17-letnią wypierdzianą padliną.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Cała prawda o komforcie jazdy

– Auta mające silnik wiszący przed przednią osią są bardziej komfortowe – powiedział Marek. – Bo gdy najeżdżasz na dziurę, to najpierw silnik nad nią „przelatuje” a dopiero potem przednie koła w nią wpadają. Więc zawieszenie ma o wiele mniej masy resorowanej do obsłużenia – bo silnik już dziurę minął i jego ciężar się jakby z równania usuwa.
– Usuwa, aha.

– Dlatego dziwię się Rafał, że Twoja rodzina nie protestuje – powiedział, gdy staliśmy nad otwartymi maskami naszych aut. – Pamiętam, jaki niesamowity komfort zapewniało mi Audi A4. Nie-sa-mo-wi-ty. A wiesz dlaczego? A zaglądałeś pod maskę. A widziałeś, jak blisko zderzaka jest silnik? No właśnie!

Próbowałem oponować, ale z Markiem nie ma rozmowy. Rzucił coś w stylu „To sobie sprawdź, gdzie są zamontowane silniki w Rolls-Roycach, Bentley’ach i Maybachach”. Oczywiście nie miałem jak przy nim na szybko tego sprawdzić (bez wyjmowania telefonu na Androidzie), więc podwinąłem ogon pod siebie.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Cała prawda o przyspieszaniu

– Często Ci się ESP włącza, jak dynamicznie ruszasz? – spytał.
– Jak naprawdę dynamiecznie, to oczywiście, że mi się włącza. Ale tak na co dzień, to prawie w ogóle.
– A widzisz! – zatryumfował.

Sęk w tym, że nie wiedziałem, o co mu biega. Dopytałem. Wytłumaczył.

– Jak gwałtownie ruszasz, to każdy samochód przysiada na tył, lekko unosząc przód. I jak masz napęd na tył, to moc silnika jest tłamszona przez ten przysiad. Ale jak masz napęd na przód, to dzięki temu, że auto się lekko z przodu unosi, przednie koła nie napotykają żadnych dodatkowych oporów. Ba! Im jest nawet łatwiej – i silnik może efektywniej przekazywać na nie moc.
– Ale przecież… – chciałem coś wtrącić o gorszej trakcji przednich niedociążonych opon.
– Daj mi dokończyć. Co więcej, jak masz napęd na tył… a ile ty masz koni w ogóle?
– 170.
– Okej, bo ja mam dwieście jeden. Ale te twoje 170 to są konie czysto teoretyczne, bo moc wynosi tylko tyle, gdy jedziesz autostradą bez przeciążeń wzdłużnych, rozumiesz? Gdy jedziesz równo, bez wciskania gazu nerwowo. Bo jak przyspieszasz, to auto przysiada na tyle, tylna oś jest gnieciona w asfalt i tak naprawdę z tych 170-koni to nie wiem, ile masz faktycznie na kołach, może 120, a może i mniej. Reszta idzie na pokonywanie oporów wywołanych większą masą.

Nawet nie próbowałem mu przerywać…

– U mnie zaś jest pełne 201. Bo przednia oś ma lekko, auto się odchyla do tyłu, więc silnik nie musi walczyć z dodatkową masą na nią narzuconą. I dzięki temu auto przyspiesza najefektywniej. Ja nie mówię, że najszybciej, bo to kwestia mocy i różne silniki różną moc mają, ale generalnie przedni napęd przyspiesza najefektywniej.

– A nie 4×4? – spytałem.
– To zależy, jakie 4×4. Miałem quattro w Audi A4, 160 koni, i tam wcale przyspieszenie nie było dobre. Bo tam za dużo mocy szło na tył, gdzie te konie zamiast pchać auto, musiały walczyć z dodatkową masą, bo samochód kucał. Wtedy na przodzie zostawało jakieś 60%, może mniej… i to naprawdę nie jechało.

I cóż ja mogłem powiedzieć? Czy jak kiedykolwiek miałem 160 konne Audi A4 quattro? A może teraz mam 201-konną Hondę Accord? Nie miałem i nie mam, więc się nie znam. Milczałem zatem, by nie wyjść na kuca teoretyka – co to coś tam wie, bo gdzieś przeczytał i ma śmiałość się z posiadaczem i praktykiem kłócić.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Cała prawda o trakcji i skręcaniu

– Tak samo auta z zamontowanym z przodu silnikiem i napędem na przód najlepiej skręcają. Bo skręcanie jest kwestią tarcia. A tarcie można wywołać poprzez dobre dociążenie przedniej skręcającej osi. A to się robi leżącym nad nią silnikiem. Tarcie również można wywołać napędzając przednią oś. Jak np. chcesz w zakręcie pojechać szybciej, to w mojej Hondzie dociskasz gaz i przyczepność opon robi swoje – auto przyspiesza tam, gdzie wskazują przednie koła.

– Ale przecież… – chciałem wypowiedzieć zdanie zawierające słowo „płużenie”, lecz Marek podniósł znacznie głos, dając mi do zrozumienia, że jeszcze nie skończył.

– A jak Ty w swoim BMW dodasz gazu, to tył zacznie pchać auto i przednie koła będą poddawane dwóm siłom – jednej nadanej przez ciebie za pomocą kierownicy, czyli sile skręcającej, a drugiej nadanej przez tylną oś, czyli tej chcącej jechać prosto. Bo tylna oś może jechać tylko prosto, prawda?

Przytaknąłem.

– I w efekcie czego u ciebie przednie koła będą jednocześnie chciały i jechać prosto (bo je tylna oś pcha), i skręcać (bo tego od nich kierownicą wymagasz). Więc ich trakcja będzie jakby dzielona na pół (oczywiście w przybliżeniu) i tylko połowa przyczepności prowadzić cię będzie w zakręcie. Druga połowa, kto wie czy nie ta większa, będzie walczyła o utrzymanie auta na kursie walcząc z wypychającą siłą nadawaną przez tylną oś, gdy dodajesz gazu.

„Większą połowę” jakoś przełknąłem, to dość popularny błąd u ludzi, którzy mówią bezrefleksyjnie. Ale jednego przemilczeć nie mogłem:
– Czemu zatem najlepsze auta rajdowe są 4×4, a Formuła 1 ma napęd tylny? Przecież tam chodzi głównie o trakcję.

– Naprawdę chcesz do zwykłych aut porównywać takie profesjonalne maszyny? To tak, jakbyś się zastanawiał, czemu liniowy Boeing nie ma dwóch miejsc siedzących jedno za drugim i bomb podwieszanych pod skrzydłami. To są zupełnie różne światy i przełożenie technologii sportowej na ulicę nie ma sensu. Przecież to jest oczywiste, że to się ma nijak do siebie.

„Przecież to jest oczywiste”… argument typu EOT. Jak ktoś tak powie, nie ma sensu dalej dyskutować.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– A ta moja Honda to już w ogóle jeździ jak po sznurku. Bo jak masz silnik przed przednią osią, to wyobraź sobie, że twoje auto jest takim jakby kombajnem, w którym skręcają się tylne koła. Pędzisz i silnik wisi z przodu i zawsze chce jechać prosto – tam go niesie bezwładność. I gdy ty skręcasz, a przednią oś masz za silnikiem, to tak jakbyś w kombajnie skręcał tylnymi kołami. Manewrowość jest ogromna!

– Czyli moje auto gorzej skręca? – spytałem.
– Przy wyższy prędkościach na pewno gorzej. Zobacz – u ciebie silnik jest dość mocno cofnięty, tutaj masz dwa cylindry przed osią i tam dwa za osią…
– Ale ja mam w sumie 6.
– 6? A ile masz pojemności?
– 2 i pół litra.
– Nie no, to masz 4 cylindry. Ja mam 2,4 litra i też mam cztery. Nie możesz mieć sześciu.
– Aha.
– No i u ciebie pół silnika jest za osią, niejako w środku samochodu, i bezwładność niesie go naprzód. Ja skręcisz, to on, ta połowa silnika ze środka, pcha koła prosto psując trakcję w zakręcie.
– Nie ogarniam… – westchnąłem, naprawdę nie ogarniając.

– Dobrze, to powoli. Popatrz – jak masz silnik z przodu i oś skrętną za nim, tak jak u mnie w Hondzie, czy tak jak miałem w Audi lub Volvo, to on, ten silnik, swoją bezwładnością zawsze chce jechać prosto. Twój silnik też. Tylko różnica jest taka, że u mnie oś skrętna znajduje się za silnikiem, więc jak ja lekko ruszę kierownicą, to koła nie będą walczyć z chęcią silnika do jazdy na wprost, tylko delikatnie mu zmienią wektor – i auto skręci. U ciebie część silnika jest za przednią osią, więc jak skręcisz, to ta połówka nadal będzie chciała jechać prosto i dlatego pewnie dość szybko zdzierają ci się przednie opony.
– No właśnie przednie mi się w ogóle nie zdzierają.
– Pewnie powoli jeździsz i nie skręcasz dynamicznie.

Nie chciałem brnąć w dyskusję, kto z nas skręca dynamicznie, bo jeszcze mógłbym się dowiedzieć, czym TAK NAPRAWDĘ jest apex, i to zburzyłoby mój światopogląd. Więc zapytałem:

– Ale jakby tak było, że łatwiej skręca się autem z silnikiem wiszącym daleko z przodu, to takie centralno-silnikowe Lamborghini lub tylno-silnikowe Porsche w ogóle by nie skręcały…
– A widziałeś, jakie one z przodu mają opony? To są walce. Gdyby je postawić na tym co my mamy, to by jeździły tylko po prostych.
– A no tak.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Cała prawda o teście łosia

– To jest wymysł skandynawski i powinien być realizowany tylko na śniegu. On został wymyślony po to, by pokazać przewagę aut z napędem 4×4 na oponach zimowych względem innych aut na gorszych oponach. Czytałem gdzieś o tym, że wymyśliła go jakaś redakcja na zlecenie firmy oponiarskiej. I co ciekawe, w pierwotnej wersji wykonywali go powoli i pod górkę – by właśnie promować nowy typ opon zimowych.
– A tego to nie wiedziałem.

– No właśnie, bo o tym się nie mówi. Ale to jest czysty marketing. Nie wiem, po co koncerny biorą w tym udział. Ale pewnie już niedługo – bo po tym, jak ta sportowa Toyota, ta nowa, testu łosia w ogóle nie zaliczyła, i jak się Jeep wywalił – tylko patrzeć, jak inni się obudzą i dadzą sobie z tym spokój. Ten test o niczym nie mówi i nie jest obiektywny.

Nie dyskutowałem. Wątek o teście łosia pojawił się znienacka i tak samo nagle się urwał.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Cała prawda o hamowaniu

– Teraz, jak mi się za rok leasing skończy, to chyba jednak wezmę coś 4×4, myślę o Superbie albo Insignii. Bo trochę już mi przeszło to ściganie się, człowiek z takich rzeczy wyrasta. Jak kupowałem tego Accorda to głównie po to, by być pierwszym ze świateł i mieć trakcję w zakrętach, ale już mi się nie chce, teraz ważniejsze bezpieczeństwo. A 4×4 o wiele lepiej hamują.
– ?

– Wiesz, ile czasu mija zanim kierowca przeniesie nogę z pedału gazu na hamulec, gdy coś się przed nim dzieje? Czasami nawet i 1,5 sekundy. Policz sobie, ile wtedy metrów przejedziesz, jak grzejesz stówką!
– Ale co ma do tego 4×4?
– Jak w 4×4 zdejmiesz nogę z gazu, to auto natychmiast zaczyna hamować silnikiem, i nie tak jak w przypadku mojej Hondy, że tylko przednią osią, ale wszystkimi kołami. Silnik bez gazu zużywa moc na poruszanie tłokami, więc się na kołach tworzy ujemny moment obrotowy i przez te 1,5 sekundy, mimo że ty nic nie robisz, samochód sam czterema kołami zwalnia. Wiesz, czasami to nic nie znaczy, ale jak przyjdzie co do czego, to te kilka metrów mniej mogą ocalić życie.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Cała prawda o SUVach i środku ciężkości

– A nie zastanawiasz się nad jakimś SUVem? – spytałem.
– No co ty! Przy moim stylu jazdy, przy tym jak ja wykorzystuję potencjał silnika i napędu, to ja bym SUVem już drugiego dnia wylądował w rowie. Mówi ci coś słowo „środek ciężkości”? Jak zrobią SUVa który dobrze skręca, to pomyślę. Na razie to nie dla mnie, zbyt dynamicznie jeżdżę na samochody ze środkiem ciężkości.
– Ale każdy samochód ma środek ciężkości…
– No ale przecież nie każdy ma taki jak SUV.

Czyżby pływał w temacie? – pomyślałem.
Nie, to nie jest możliwe, Marek zawsze wie co mówi.

– Toyota mogłaby Avensisa zrobić w hybrydzie, to bym się skusił. Bo hybrydy słyną z dobrego środka ciężkości. Kolega ma hybrydę Aurisa, dla mnie niestety jest trochę za mały, ale…
– Jeździłem – napomknąłem.
– No i jak?
Niespecjalnie
– Bo pewnie nie jeździłeś naprawdę szybko w zakrętach. Wtedy dopiero czuć dobry środek ciężkości. Hybrydy mają dobry środek ciężkości, idealnie w środku, nie tak jak SUVy.

Pytania „Czyli gdzie?” już nie zadałem.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Cała prawda o bulgotaniu silników

– Jak kupowałem Accorda, to myślałem też nad Subaru Legacy. Ale tam nie ma dobrych silników. Poza tym, jak widzę co się z nimi potrafi stać, to wolałem się w to nie pakować.
– A co się z nimi dzieje?
– Posłuchaj sobie czasami jakiegoś Subaru. One tak bulgoczą…
– No własnie, to jest super.
– Może i super, ale ja za dużo jeżdżę, zbyt dużo mam wyjazdów służbowych, żeby nie móc na aucie polegać.

– ?
– Nie wgłębiałem się, ale albo tam jest coś z elektroniką, albo ogólnie z blokiem silnika. Wiesz skąd się bierze ten bulgot? Z wydechu. A pojawia się wtedy, gdy np. jeden cylinder nie pali. Wtedy w cyklach wydechowych masz luki, robi się podciśnienie, nadciśnienie, spaliny się cofają, napierają na siebie, są potężne spadki mocy i ten bulgot z silnika. Zdrowy silnik pracuje równo.

– Ale amerykańskie auta też bulgoczą.
– Byłem w Nowym Jorku, jeździłem amerykańskimi taksówkami i one pracują jak mój Accord. Te co bulgoczą, to są starocie. One wszystkie mają V8 pod maską i nawet bez jednego cylindra będą dobrze jechać, więc się nikt tym nie przejmuje. Kontrahent nas przewiózł swoją Corvettą, nowiutką i zadbaną, i tam, przysięgam ci, nie było żadnego bulgotu, tylko basowy pomruk z wydechu. Jak jest auto dobrze utrzymane, to na wszystkich cylindrach pracuje równo.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

I w ten deseń sobie rozmawialiśmy. Powiem Wam, że totalnie straciłem wiarę w ewolucję. Straciłem wiarę w zasadność studiowania i sens robienia jakichkolwiek MBA. Straciłem także wiarę w to, że kiedykolwiek konsumencki rynek energii elektrycznej będzie w Polsce działał jak należy – jeśli tacy ludzie zajmują się jego audytem.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ale jako że jesteśmy na blogu motoryzacyjnym, to pozwólcie, że wyciągnę z tej rozmowy wniosek motoryzacyjny. A mam takowy. Otóż wniosek z tego płynie dla mnie jeden – jeśli tacy są właśnie ludzie (a nie mam powodu przypuszczać, że są w swej masie inni, i że Marek jest wyjątkiem – prędzej ja, oraz Wy to czytający, jesteśmy w swej mizernej liczbie nietypowi)… jeśli tacy są właśnie ludzie, których stać na kupno co 2 lata auta za 140 tys. zł (lub więcej, wszystko jest kwestią priorytetów i umowy leasingowej), to nie dziwią mnie niepopularne decyzje podejmowane przez niektórych producentów.

Bo po co dążyć do doskonałego rozkładu mas, klasycznego napędu, coraz bardziej zmyślnych systemów 4×4, większej niezawodności, tańszych w serwisowaniu podzespołów… gdy „Primary Target” wie swoje (czyli gówno wie) i przy zakupie kieruje się logiką tak pokrętną, że aż nie do zrozumienia. Skoro nie wykazuje żadnej lojalności marce. Skoro po dwóch latach zmienia auto na nowe, i to nowe jest zawsze lepsze, w jego mniemaniu, od poprzedniego. Skoro kwestia awaryjności dla niego nie istnieje. Skoro pojęcia „handling” oraz „performance” rozumie na swój, kompletnie sprzeczny z logiką, fizyką i mechaniką sposób…

Ja wiem, że my, prawdziwi petrolhedzi, mamy się za sól nasiąkniętej benzyną ziemi. Że uważamy, że to przed nami koncerny powinny klękać, nam schlebiać, pod nas tworzyć i naszej opinii słuchać. Ale prawda jest inna – i dla nas niestety smutna – my się nie liczymy. Liczą się osoby takie jak Marek – ludzie, którzy mają pieniądze, zero wiedzy i oczekują od auta tylko jednego – prezencji.

Wcale się nie zdziwię, jak spotkam go za 5 lat, a on będzie miał wtedy jakąś Kię, następcę dzisiejszego modelu Optima. Dla nas to niepojęte – jak można mieć fundusze na Audi, BMW, Mercedesa, Hondę, Mazdę lub Subaru, a kupić Kię. Dla Marka będzie to naturalny wybór – wszystko inne już miał, a ten koreańczyk wygląda jak milion dolarów. Poproszę. Tak, w odnawialnym leasingu na 2 lata.

I ta Kia tak samo mu się przez ten czas nie zepsuje, jak nie zepsuła mu się Laguna, Passat, Mondeo, A4, S60 i Accord. I tak samo będzie mógł nią „dynamicznie” pokonywać zakręty. I utwierdzać się w swoich teoriach. Które, tak między nami mówiąc, są przeurocze, nieprawdaż?

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Bonus track: Jeszcze 4 „całe prawdy” od kolegi Marka z Big4

58 komentarzy

  1. Brakuje mi słów, żeby to opisać, dlatego też zostawię tylko to – <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

  2. Hęęę?Moglbys jeszcze raz powtorzyc te teorie?:)Aleś Ty to wszystko nagrywal na ten telefon z androidem czy nie? Bo jak żeś to wszystko Blogo spamietal co on pitolił….hęęę?;)

  3. Dzięki Blogo za zaprezentowanie trochę fachowej wiedzy. Tak się składa, ze nosiłem sie z zamiarem kupna Imprezy. Do dzisiaj! Ja wiedziałem, że z tym silnikiem to coś musi być nie tak! Co prawda miałbym lepiej z hamowaniem, w końcu to 4×4, no ale teraz wiem że to kosztem trakcji.
    Jadę dzisiaj oglądać Hyundaia, bo widziałem w reklamie, że ładny. Sprawdzę, jak ma ustawiony silnik.
    Dzięki.

  4. Blogo stań teraz przed lusterem i zadaj sobie pytanie – co ja najlepszego zrobiłem? Dlaczego kupiłem najmojszą, a nie melexa?

  5. Blogo – błagam. Powiedz, że to jest gruuuubaśny fejk. Że takich gostków nie ma. Że zmyśliłeś to po spożyciu… Błagam!

  6. No to żeś mnie zmartwił Blogo. To znaczy że zostałem oszukany i mój silnik ma też tylko 4 cylindry. Skoro to tylko 2,2l (M54) to nie może mieć 6 cylindrów. Fu.k, ale dałem się nabrać i dodatkowo moje e46 też źle skręca i zły środek ciężkości.

  7. „Silnik bez gazu zużywa moc na poruszanie tłokami, więc się na kołach tworzy ujemny moment obrotowy” <3<3<3

    idealnie się uśmiałem na początek tygodnia, najfajniejszy wpis od dawna :)

  8. Jeszcze niedawno bym uznał to za fejkowy wpis wyssany z palca, ale niedawno mój brat zmienił pracę i jego obecny szef ma od kilku lat Mercedesa W124 500E o którym mówi, że ma napęd na wszystkie koła, bo inaczej takiej mocy nie da się przenieść na asfalt.

    Ale Mercedes nigdzie się tym napędem 4×4 nie chwali bo w tamtych czasach liczyła się tradycja napędu tylnego. Taka tajemnica poliszynela i prawdę znajdą tylko ci którzy takie auto mają. Nie pogadasz z nim, nie przetłumaczysz mu niczego – on ma i uważa się za petrolheda i wie swoje. Ty nie masz, więc się nie znasz.

  9. Wielkiej czwórki, drogi kolego:
    – Deloitte,
    – EY,
    – KPMG,
    – PwC.
    Pozdro od byłego pracownika jednej z B4 :).

  10. Kurde, miałem hajs na Audi, BMW, Mercedesa, Hondę, Mazdę lub Subaru, a nie kupiłem… – nie mogę się teraz nazywać petrolhedem? :-|

  11. To mój pierwszy komentarz, a czytam Cię od 2 lat.

    Mimo tak historycznej chwili jedyne co potrafię napisać to:

    JA P$##$%^$.

  12. Jakoś tez tak mam,że spotykam super ekstra wysokiej klasy specjalistów, których pewnosc siebie jest odwrotnie proporcjonalna do wiedzy. On w swojej dziedzinie też jest takim głównie domorosłym filozofem.

  13. Bo ludzie, którzy mają najmniejszą wiedzę startują od razu z poziomu „expert”. Potrafią „zakrzyczeć” swoimi argumentami, głosem nie znoszącym sprzeciwu. Wiem, bo mam takiego kolegę. Nazywamy go własnie „Expert”. Zna się na wszystkim, w każdym temacie ma własne zdanie, od wbijania gwoździe po fizykę kwantową i loty w kosmos.

  14. MATKO BOSKO KOCHANO.

    Mój brak wiary w ludzkość został właśnie wzmocniony po fhóikroć. Nie ma żadnej nadziei, we’re doomed, możemy kopać grób naszej cywilizacji. Choć może i jest jakiś promyczek – wszystko wskazuje na to, że Marek to klasyczny, stereotypowy wręcz korpożołnierzyk, nie znający się z samej swej definicji na niczym poza swą wąziutką (i zazwyczaj całkowicie bezużyteczną) działką, potrafiący jedynie tworzyć raporty z wyjścia do klopa, zgodności wyciśniętego stolca z misją firmy i oczywiście z napisania raportu, za to uważający się za Alfę i Romeo w każdej dowolnej kwestii, bez względu na to, czego by ona dotyczyła. Całkowicie oddany Wielkiemu Korpobratu. Takie jednostki zazwyczaj porażają swą bezdenną tępotą i oderwaniem od rzeczywistości a to, jak ich zachowanie jest zbieżne z parodiami, choćby z „rogatym” z Dilberta, może naprawdę przerażać. Dlaczego jest to promyczek? Otóż stanowią oni niewielki procent społeczeństwa, do tego są po cichu wyśmiewani nawet przez swoich kolegów z pracy, którzy jeszcze nie stracili kontaktu z rzeczywistością. Poza tym zazwyczaj dość wcześnie wymeldowują się na zawał, na co pozostaje mieć nadzieję i w tym przypadku.

    Rzekłem.

  15. Ależ nie wiem skąd takie zdziwienie… Każdy z moich kolejnych manago idealnie wpisywał się w nakreślony obraz. Grunt, że excele „na zielono” (przy czym ich zieloność nie ma żadnego związku z faktycznymi efektami pracy, zlicza się to, co wygląda zielono).
    Tacy, którzy mają czelność powiedzieć „Streść mi tę procedurę w max 2 zdaniach” nadają ton każdemu korpo. I co zrobisz, nic nie zrobisz…

  16. Znam trochę kadry z Big 4, sam kiedyś byłem tam „starszym menedżerem”, i raczej panuje tam kult wiedzy, a nie podejście typu „oto moja racja, fakty mówią co innego – tym gorzej dla faktów”.
    Z drugiej strony, zdecydowane opinie potrafią imponować, a ekspertem w konsultingu wedle przysłowia zostaje się w ciągu jednej nocy.
    Przypadek powyżej to drastyczna skrajność po tej drugiej stronie. Ja się z aż taką nie spotkałem.

  17. Ja w to wierzę, bo na temat piłki nożnej oraz motoryzacji każdy facet ma nie tylko swoje zdanie ale także rozległą wiedzę. A jak dodatkowo w życiu mu się układa, ma osiągnięcia na kanwie zawodowej popartej odpowiednim szczeblem w karierze i comiesięcznymi zarobkami to już w ogóle mu odpierdala i ma się za omnibusa.

    Pewnie na temat żeglarstwa lub gotowania tak konkretnych opinii i przemyśleć p. Marek by nie miał. Ale jak już wspomniałem na samochodach i piłce nożne znać się musi każdy facet i basta.

  18. I tak oto w ciągu kilku miesięcy nasz szanowny gospodarz wyparuje z sieci. Uwieczniony w krotochwilnym pościku kolega poczuje się urażony, w sądzie dojdzie naruszenia swoich dóbr osobistych w postaci potargania opinii przez wpływowego opiniotwórczego blogera zazdrosnego o jego wiedzę i możliwości pojazdowe. Zasądzona przez znajomych korpoluda prawników nawiązka wystarczająca na kupienie nowego Maserati przytłoczy Blogosława, który sprzeda nerkę, płuco i płat wątroby, byle tylko zachować najswojszą. Ale i tak czeka go los łotewskiego chłopa – nie będzie najswojszej, będzie tylko mroźna zima, halucynacja z niedożywienia i śmierć.

  19. Ja pierdolę, Marek Januszem filozofii motoryzacyjnej :( Inżynierowie płakali jak czytali

  20. Ale Pan Marek to nie jest odosobniony przypadek. Przecież większość ludzi myśli, że np. im większa masa samochodu tym bezpieczniej, bardziej komfortowo itd.

  21. Mam podobnego znajomego:) kiedyś krew mnie zalewała jak z nim rozmawiałem, teraz mam w sobie beke z niego, i sam go nakręcam na przeróżne wątki;) np wie lepiej, że w mojej 20 letniej Hondzie nie ma wielowachacza z tyłu bo nie może być, bo w aucie za kilka tysiecy i tak starym nie ma. Gość który przezajebiste felgi amg zamienił na hińskie oczojebne pseudo chromy, i zjebał mnie srogo gdy hamowałem lewa nogą w jego mesiu, bo lewej nogi w automatach sie nie używa! Ba, lewej sie nigdy nie używa do hamowania…

  22. To dlatego mój Citroen C5 we wszystkich zakrętach objeżdża te BMW i inne Infiniti mimo dychawicznego 2.2 HDI 133KM i 4 biegowego automatu. I prawda, że mam 4 cylindry. w końcu to pojemność 2.2 l

  23. @Dominik bis
    ależ im większa masa samochodu tym ma on wieksza energie kinetyczna. porównaj zderzenie tira z maluchem. albo np. forda explorera z fordem ka

  24. Podziwiam Ciebie za wytrwałość i stalowe nerwy.
    Ja słuchając takich bredni wysiadł bym po pierwszej poruszanej kwestii albo kłócił się aż by nas ochrona wyprowadziła bo C.H. by zamykali, lub utraty cierpliwości.
    Po prostu nie mogę i już…

  25. Moje stare V6 2.5 TDI też miało 4 cylindry w rzędzie. Przecież w 2004 roku nie montowali innych. O co tu robić aferę?

  26. @Dominik bis do Dominik
    Nie zapominaj, że jeśli ciało A działa na ciało B to ciało B działa na ciało A z taką samą siłą, lecz odwrotnie skierowaną. Ciężarówka z pełną paką nie jest bezpieczniejsza od tej z pustą paką. W przypadku zderzenia, na szoferkę zgniotą jeszcze graty z paki.
    No chyba, że większa masa oznacza tylko i wyłącznie więcej systemów bezpieczeństwa. Wtedy jak najbardziej :)

  27. @Dominik bis – zgadza się, ale mam wrażenie, że mniejsze samochody są bardziej plastikowe… zreszta wystarczy wpisac TOP GEAR MARUDER i zobacz

  28. Mój boże, cały mój światopogląd motoryzacyjny diabli wzięli, co ja teraz pocznę…

    Toż to był jakiś inżynier chyba, co on robił w poprzednim życiu?

  29. jak nie lubię generalizowania tak tutaj pod wszystkim się podpisuję. spędziłem w PwC ostatnie 5 lat życia (teraz księgowością zajmuję się u konkurencji) i poza chlubnymi wyjątkami, zdecydowana większość expertów to są ludzie mający mgliste pojęcie o mglistym pojęciu – pieprzą komunały, prezentację którą można upchnąć na 1 slajdzie i opowiedzieć w 5 minut przeciągają na 15 slajdów i godzinę ględzenia o niczym.

    i co ciekawe każdy z nich ma jakieś swoje pozapracowe zainteresowanie, w którym czuje się expertem. ale biada temu, kto odważy się jego kompetencje podważyć. ten twój znajomy Marek pewnie jest pozapracowym expertem od motoryzacji. ależ bym chciał sobie z nim pogadać tak dłużej przy piwku :-]

    jedna uwaga – jeśli Marek nie jest na szczeblu dyrektorskim, to wysokich dwudziestu tysięcy złotych nie zarabia, może połowę wyciąga, może. wbrew pozorom wielka czwórka wcale nie jest takim dobrym pracodawcą – wyławiają najlepszych studenciaków z sgh i mamią ich karierą oferując proste prace księgowe za niewielkie pieniądze. zarobki i kominy płacowe zaczynają się na szczeblach bardzo wysokich, ale na pewno nie managerskich.

  30. @Dominik
    No tak. Wiadomo, że podczas wypadku lepiej jak otacza nas blacha, a nie plastik :) Ale to nie masa o tym świadczy, a bardziej sztywność. Poza tym większa fura ma też większą strefę zgniotu.
    Oglądałem:)

  31. Ej, ale w sumie gość może mieć rację. Ja mam 2.4 i też mam 4 cylindry :D. No więc skoro w 2.4 są 4 to jak może być 6 garów w 2.5. No nijak z równania nie wychodzi, excel mówi inaczej.

    Blogo – patrzyłeś ty chłopie pod maskę? :D

  32. i pomyśleć, że ja wytrzymuje w natłoku takich Marków. Mam nadzieję, że te teorie nie są zaraźliwe choć pewne przerzuty u znajomych już widzę….:-)

  33. Złomnik napisał kiedyś cudowne zdanie; parafrazując: „taki człowiek jest tzw. polskim znawcą, który wie wszystko o wszystkim a następnie sra do bidetu”.
    To jest przerażające.
    A że ja pracuję już w którejś z rzędu korporacji (też księgowość) to potwierdzam – zarządzający to często prymitywne, pewne siebie buraki wyrwane z wiosek i przeniesione nagle w wielki świat. Ludzie o horyzontach umysłowym ameby – ale na stanowiskach zdobytych pracoholicznym zasuwaniem i tępą wiernością korporacyjnym schematom. Temat na książkę.
    I co ja tu robię? :D

  34. Typowy przykład buraka i buca, który przejedzie na pasach matkę z dzieckiem i będzie przekonany o swojej niewinności.

  35. Jestem dobrym kolegą i właśnie z tego powodu nieomieszkałbym powiedzieć znajomemu (czy to bliższemu czy dalszemu): „Pierdolisz jak potłuczony!”. Status materialny w takich kwestiach jest nieistotny.

  36. 2.5 litra i musi mieć 4 cylindry? Daj mi namiar na Marka, pokażę mu coś, co zawali jego świat. Też 2.5 litra – ale chłodzone powietrzem. I V8…

    (tylko poskładam do kupy)

  37. Cóż, znawców jest wielu. Wśród ciekawych blogów warto zwrócić uwagę na „historia z kołem w tle”. Niby prosty, bez wodotrysków a znaleźć tam można prawdziwe cuda.

  38. Mąż mnie zmusił do przeczytania tego artykułu po tym jak stwierdziłam, że na kursie prawa jazdy powinno być więcej fizyki – bo ludzie (czytaj motłoch) nie zdają sobie sprawy ile auta potrzebują, żeby się zatrzymać przy hamowaniu, że takie sobie zahaczenie o lusterko może więcej znaczyć itd.

    Powiem szczerze – nie znam się za dużo na autach, nie mam prawa jazdy, nie studiowałam fizyki – zajęło mi ponad półtorej godziny, aby dobrnąć do końca. Co chwila musiałam przerywać i wydawać z siebie nieartykułowane dźwięki w stylu mamy Kyle’a z South Parku.

    Mimo wszystko – środek ciężkości mnie załamał.

    Życzę szerokości na drodze. Obyś nie spotykał takich Marków na zakrętach.

  39. ja najczęściej jestem rowerzystą i wkurza mnie jak tiry wyprzedzają mnie tak że podmuch wiatru spycha mnie pod ich koła! już dwa razy o mało bym ostatnio nie wpadł!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *