#472 Krul i Germek, czyli Poznań Motor Show 2015 (2/2)

Poznań Motor Show 2015

Długo nie pisałem, bo tułałem się od sądu do sądu – w wiadomej sprawie. Ale już jestem. A zatem previously on Lost: w pierwszej części było trochę o autach z Korei, o Audi, Mercedesie i o naszej ulepionej ulubionej dumie narodowej. W tej części będzie o tytułowej dwójce. No wreszcie, ile można czekać?!

Ale zanim, to jeszcze kilka dygresji. Zacznijmy od wspaniałego (serio!) konceptu Sway od Nissana. Bo coś Wam powiem – ja nie dzielę aut na SUVy, sedany, coupe, minivany czy roadstery. Ja dzielę auta na te, które mi się podobają i na te, które są brzydkie i nieciekawe. I tego Nissana jadłbym garściami.

Poznań Motor Show 2015

Ten kolorowy plastik w dolnej części drzwi, tak skutecznie dziś montowany w każdy Renault – bardzo mi się to podoba. Oczywiście należy dodać “Ależ za kilka lat spod niego pięknie będzie rdza wychodziła!” – bo bez takich pieprzynych dykteryjek i nie jest się niezależnym blogerem.

Okrągłe wyświetlacze – ostry nawias i trójka!

Poznań Motor Show 2015

No i deska rozdzielcza tak ogólnie:

Poznań Motor Show 2015

Mam ostatnio takie wrażenie, że w kwestii wyglądu zewnętrznego to już niewiele można zrobić – wszak blachy koniec końców ograniczane są przez aerodynamikę i kwestie bezpieczeństwa podczas zderzeń, a ileż można dupereli na siłę wciskać w zderzaki i reflektory.

Poznań Motor Show 2015

Natomiast wnętrza – tutaj w zasadzie jest dowolność. O ile coś przy wypadku się nie urwie, lub rzucony siłą uderzenia pasażer na coś się nie nadzieje – to kurde niebo jest limitem. Sway specjalnie poprzeczki dzisiejszych projektów wnętrz nie podnosi, ale jest w tym coś takiego ładnego. Jak podwinięte rurki i njubalansy.

Ale odkładając heheszki na bok – drzwi mają fajnie oderwaną strukturę, spod której jaśnieją diody. Poetycko tak.

Poznań Motor Show 2015

Lubię takie projekty, bo zapowiadają coś fajnego. I oby wyszedł z tego mały SUV. Bo małe SUVy są dziś tak bardzo pożądanym towarem, że mogą balansować na granicy brzydoty, a i tak sprzedadzą się na kopy. A dla mnie wszystko co nawet trochę brzydkie, ale inne od nastawionego na prostackie gusta projektu typu Skoda Octavia lub VW Tiguan, jest mistrzostwem świata. Bo nie można ciągle schlebiać gustom ludzi przejmujących się tym, co sobie sąsiad pomyśli, gdy zamiast Skody kupię Renault albo Fiata. Trzeba ich olac i robić auta odważne – takie jak mój ulubiony Juke (poniżej w wersji Nismo) – wiem, że również go wielbicie, dlatego wrzucam kilka fotek celem kontemplacji:

Poznań Motor Show 2015

Poznań Motor Show 2015

Poznań Motor Show 2015

Poznań Motor Show 2015

Poznań Motor Show 2015

A propos tych okrągłych TFT w Sway’u – zobaczcie, jak tanio wygląda full-TFT w nowym Passacie:

Poznań Motor Show 2015

Coś z tym zastępowaniem zegarów ekranami bardzo ostatnio poszło nie tak. Ja rozumiem, że TFT jest dziś takie modne i w ogóle – ale próba odwzorowywania na nim realnych tarcz wypada tak samo żenująco, jak te wszystkie smart watche udające szwajcarskie tachymetry. Zapomniano chyba o tym, że człowiek jest drapieżnikiem i widzi w 3D – i potrafi rozróżnić wystający ring okalający prawdziwy licznik od jego graficznej imitacji z dodanym cieniem. Potrafi dostrzec różnicę pomiędzy pięknie wyciętą wskazówką podświetloną dyskretnie od tyłu czerwonym kolorem, od wyświetlonej na ekranie czerwonej kreski.

Nie dlatego wolę tradycyjne zegary, że żyję wedle ideologii “Wszystko co nowe jest do dupy”, ale dlatego, że z zegarami w aucie jest jak z zegarkiem na dłoni – mogą one być rzeczą wyłącznie praktyczną – i wtedy niech sobie będą wyświetlaczem TFT – tak jak nierozumiane przeze mnie smart watche czy inne akcesoria dla modnych biegaczy), ale w większości przypadków mają być czymś, na czym jest miło zawiesić oko – ja chcę na nie patrzeć i delektować się detalami, zaokrągleniami, szlifem i kształtem wskazówki. A delektować się zegarami w TFT to jak, jakby patrzeć się z uwielbieniem na telewizor, gdy akurat Monika Olejnik w makijażu trumiennym rozmawia z tym @#$%@ Sasinem.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Z innej beczki – ciekawe, jak łatwo jest taki reflektor wyjąć i czy nadaje się na doświetlanie plantacji trawki:

Poznań Motor Show 2015

A tutaj prawdopodobnie najlepszy samochód naszych czasów.

Poznań Motor Show 2015

A teraz przyszedł czas na GERMKA. W sumie dla mnie zaskoczenie tylko o tyle, że typowałem go na KRULa, ale o tym, czemu przegrał, za chwilę.

Poznań Motor Show 2015

Taki ze mnie fotograf, jak z czegośtam cośtam, więc na powyższej fotce Espace wygląda słabo. Ale na żywo jest świetny. Po prostu świetny. Nie razi ani są wielością, ani proporcjami – po prostu niczym. Super ładne auto i nie zdziwi mnie, gdy wkrótce będą po Polsce latały stadami.

Pozycja za kierownicą jest fajna, prawie tak samo fajna jak w Peugeocie 3008.

Poznań Motor Show 2015

A ta centralna konsola to jest dla mnie absolutny majstersztyk.

Poznań Motor Show 2015

Tak sobie myślę, że coś takiego spokojnie mogłoby wyewoluować w Volvo z tej ich poprzedniej latającej konsoli, gdyby tylko na to pozwolili. Wygląda to mega elegancko i tchnie taką jakością, jakiej próżno szukać w wysokich Audi, BMW i Mercach. Serio – marki tańsze niż ta niemiecka trójca już dawno ją dogoniły w kwestii stosowanych materiałów i ich spasowania – i teraz wydaje mi się, że się na czoło wybijają projektem, kształtem, ogólnym ujęciem tematu – mniej sztampowym, lżejszym, bardziej och-ach niż takie typowo niemieckie pierdzielnięcie – byle więcej, wyżej i masywniej.

Poznań Motor Show 2015

I teraz powód, czemu Renault Espace jest tylko GERMKIEM. Nie uwierzycie. Otóż ten wóz, ten prawdopodobnie cudowny Gran Tourer, w którym przeciąć z Warwaszy do Madrytu to betka i pikuś… ten wóz nie ma ŻADNEGO cup holdera dla kierowcy, więc biedak musi pedałować o suchym pysku. Moim zdaniem to podchodzi pod mobbing i te inne z “-ing” na końcu, typu popierdoling i pojebałing. Do dziś w ten brak cup holderów nie wierzę i mam nadzieję, że po prostu ich nie zauważyłem.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Tak przy okazji to sobie po raz wtóry sprawdziłem, co takiego ciekawego i niesamowitego jest w Lexusach. Tyle się słyszy o ich niebywałej jakości, o niecodziennym stylu, o poczuciu obcowania z czymś lepszym, innym niż wszystko i japońskim na pierwszy rzut oka.

No ja nie wiem. Blachy tych nowych mi nie leżą, a wnętrze nie robi na mnie wrażenia – a już na pewno nie jestem w stanie stwierdzić, co w nim jest takiego niby super zmontowanego i wykonanego z niebywałych materiałów z niebywałą starannością – ot środek jak środek. Fakt, że trochę inny w kształtach od tego co znam, ale akurat to jest minus, bo kształty te są po prostu słabe, by nie rzec, że brzydkie.

Poznań Motor Show 2015

Trochę jak poprzedni Civic, ten dziwny z trójkątnymi atrapami wydechu. Ojej, ale kosmos, jakie wnętrze – a jak przejechałem się nim kawałek, to czar prysł i pozostało wrażenie braku kompozycji – nieład i brak pomysłu. Tak samo jak w Leksach. Nie dla mnie. Gdybym miał wybierać, to brałbym Infiniti. Może dlatego, że markę Nissan to jak lubię tak, jak Toyotę i Hondę razem wzięte…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Mustang jak Mustang.

Poznań Motor Show 2015

Mnie nie porywa. Żaden z całej długaśnej historii. Ja po prostu zostałem spłodzony przez matkę z obozu Dodge’a Challengera i ojca z klanu Chevroleta Camaro. Więc Mustanga traktuję z kurtuazją i kindersztubą, ale pod nosem puszczam ku niemu wiąchy pełne niewybrednych epitetów o podtekście dżenderowo-homoseksulanym.

Walczę ze sobą, bo mi się to we mnie nie podoba, ale wewnętrzne bitwy przegrywam. No nijak mnie Mustang nie jara, mimo tego, że obecne wcielenie wygląda najładniej od lat, ma bardzo dobrze skalkulowaną cenę (5-litrowe V8 kosztuje 170 tys. zł, podczas gdy Alfa 4C z silnikiem od blendera aż 220! Powiem więcej to V8 od Forda jest w cenie wypasionego TDI w Passacie!!) i ogólnie nie ma wstydu. A mimo to ja jednak nie, no jakoś tak nie bardzo…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Dobra, to jedziemy z konkretem – oto KRUL imprezy!

Poznań Motor Show 2015

Citroen… sorry… DS model 5.

Ale zacznijmy od dygresji na temat całej tej nowej marki. Przeczytałem uważnie opinie Zbigniewa oraz Szczepana (zdecydowanie bliżej jest mi do tej drugiej) i powiem tak – dla mnie wyodrębnienie DS jako osobnej marki to jest przejaw wielkich cojones oraz dobrego zmysłu marketingowego.

Przyjrzyjmy się, kto dziś rządzi rynkiem motoryzacyjnym. Otóż są to dwie siły. Jedną jest Unia narzucająca normy dot. ekologii i bezpieczeństwa. A drugą jest konsument i jego pragnienia.

Unię zostawmy, wiele już o niej powiedziano, pogadajmy o klientach. Można się obrażać na cały świat dlatego, że dziś ludzie mają w dupie technikalia i po prostu chcą aut, które do nich pasują, które coś o nich mówią. Można strzelać focha z powodu tego, że dziś do samochodu, jakże bardzo skomplikowanej maszyny, nikt nie podchodzi z nabożną czcią – bo dziś jest to tylko i wyłącznie przedmiot codziennego użytku. I takim samym prawom, jak inne przedmioty codziennego użytku, samochód podlega.

Weźmy zatem pod uwagę ludzi, których stać na nowe auto. To ważne – patrzmy tylko na tych, których jako tako stać, albo nawet jeśli nie stać, to zakup nówki rozważają mimo wszystko.

No i nikt, normalnie kuźwa nikt z nich nie wstawia sobie do kuchni kuchenki mikrofalowej wyglądającej jak brązowa kupa z wielkim napisem CLAtronic, albo używki kupionej na allegro – każdy z nich się szarpie na metalowego Boscha (ewentualnie białego Samsunga). Bo tak chcą, nic nam do tego. Grupa ludzi, która powie “Chcę tę brązową kupę, bo robi to samo co to srebrne cacuszko ale kosztuje 200zł mniej” zmieściłaby się do zwykłej windy osobowej i jeszcze byłoby miejsca dla dostawcy pizzy.

Nikt z takich osób (które stać na nowe auto) sobie dziś nie kupi garnituru lub żakietu w kolorze PSL-owskiej zieleni. Nawet, gdyby taki ciuch kosztował 50% ceny czarnego czy granatowego. Bo kuźwa nie – bo ludzie, których stać na nowe auto, stać również na wywalenie trochę więcej kasy na to, by wyglądać tak jak grupa, w której się obracają – lub do której aspirują. I właśnie na to dopasowanie chcą wydawać swoje pieniądze. Uważamy, że to bez sensu? To sobie uważajmy, ale generalnie to nic nam do tego.

Wszyscy mamy rzeczy, które coś o nas mówią. Spójrz na swój zegarek – naprawdę zamierzasz kiedykolwiek zanurkować na głębokość 100 metrów? Kuźwa mać, ja kupiłem sobie G-Shocka z WR300 WR200, a jak schodzę na 5m, to mi bębenki rozwala. Po co mi on? Bo zawsze go chciałem. Bo taki miałem kaprys.

A czymże różni się mój kaprys za jednorazowe 380zł od kaprysu za 840zł miesięcznie w formie raty za nowy wóz? Niczym, kuźwa niczym. I jedną, i drugą rzecz można sobie kupić tylko i wyłącznie po to, by podbudować własne ego, by lepiej się poczuć w grupie, by komuś zaimponować lub spełnić swoje irracjonalne marzenie. Uważamy, że wydawanie takiej kasy co miesiąc na takie błahe cele jest bez sensu? To sobie uważajmy, ale generalnie nic nam do tego.

Marka DS idealnie wpisuje się w ten dzisiejszy trend traktowania auta jak przedmiotu, który jest emanacją ego. Jest francuska, czyli modna i szykowna – a dziś, mam takie wrażenie, powiedzonko “nie kupuj nigdy aut na F” popularne jest tylko na forach VW, na wsiach i we Warce.

Modele DS wyglądają inaczej, ciekawiej, są jakby rozdarte pomiędzy typowymi segmentami. No i, przynajmniej tak jest w przypadku DS5, mają wnętrza, które rwą dupę już poniżej płuc.

Poznań Motor Show 2015

Oczywiście, że ja też płaczę, że nie ma już hydro, chlip chlip, jak mogli!!!
Otóż ZONK! bo wcale nie płaczę – jeździłem Citroenem C5 i to całe dzisiejsze hydro z punktu widzenia zwykłego użytkowania nie jest czymś, co za wszelką cenę powinno być trzymane przy życiu. Opiszę to dokładniej w teście C-piątki – dziś powiem tylko tyle, że powyżej 20 km/h różnicy pomiędzy hydro a zwykłą mechaniką nie wykryje nawet typowy technik specjalista, który pół życia przepierdział w mięciutkim fotelu przed ekranem komputera i zna się na wszystkim.

Trochę mi szkoda nieruchomego środka kierownicy, bo to akurat jest naprawdę fajne – acz zdarzył mi się kilka razy nieprzyjemny incydent, gdy mi paluch tam utknął, bo zbyt nonszalancko wieniec łapałem podczas parkingowych nawrotów.

Ale po tym, poza brakiem hydro (któremu moim zdaniem można kibicować tylko i wyłącznie na siłę, gdy wyznaje się ideologię, że “wszystko kiedyś było lepsze” – bo praktyka za tym jakoś nie przemawia) i brakiem nieruchomego środka kiery – to DS5 jest w środku przekozakiem. Ten zegar i jakość otaczających go blach!

Poznań Motor Show 2015

Ta podwójna szyba cięta na kant!

Poznań Motor Show 2015

Te prztyczki na konsoli centralnej!

Poznań Motor Show 2015

Te prztyczki na konsoli dachowej!

Poznań Motor Show 2015

Te pokrętła!

Poznań Motor Show 2015

Poza tym, że przez podczwórny szyberdach (tak, serio, są cztery małe dla każdego posażera) nie ma za wiele miejsca nad głową, to ten wóz jest doskonały.

Gdybym spojrzał na sens tworzenia nowej marki DS przez oczy i potrzeby kogoś takiego jak ja, czyli osoby, która związała się dożywotnio z 17-letnim już autem, to nic mi w tym DS nie gra. Za mało ciekawej technologii, za mało nowatorstwa, za dużo blichtru i gadżetów. Ale wystarczy naprawdę niewiele dobrej woli, wystarczy wyjść ze skóry i spojrzeć na rynek by zobaczyć, czego tak naprawdę chce tłum wyborców mogących sobie pozwolić na nowe auto.

Otóż on dzieli się z grubsza na trzy grupy – i idealnie na potrzeby tej tezy zagospodarował ich koncern VAG. To są ci, dla których najlepszą rekomendacją do zakupu auta jest slogan “najpopularniejsza marka w Polsce” – i oni kończą ze Skodami. Nie wnikają w detale – jak ich nie stać, to biorą spierdzielone konstrukcyjnie TSI, jak stać, to drogiego w eksploatacji TDI. Potem jest grupa tych, która również się nie zna, ale chce się pokazać lub po prostu są na wyższym szczeblu drabiny społecznej. Oni kończą z Passatami lub Golfami. A na końcu jest grupa tych, która ma się choć trochę za petrolheadów i oni kończą z Audi, najczęściej z quattro, w kombi i koniecznie A6.

Citroen wydzielając markę DS tworzy ofertę właśnie dla tej środkowej grupy. A samego Citroena rzuca do walki ze Skodą. Bardzo dobry ruch. Już bowiem od bardzo dawna Citroen nie miał w ofercie niczego rozsądnego. I wykonywał dziwne ruchy. Ta ich chora polityka rabatowa (uważajcie teraz – znam kolesia, który kupił 6 lat temu Citroena po cenie katalogowej, bez żadnego rabatu – no beka maksymalna!). Ten ich poroniony udział w WRC. To jest jakaś kpina. Jakieś nieporozumienie. Citroen, marka kojarzona podobno z luksusem i szykiem (acz dzisiejsi klienci głosujący portfelami stare modele cytryn znają tylko z powtórek komedii z Louisem de Funesem) pocina po szutrach i asfaltach oklejona jak choinka? Gdzie tu szyk i elegancja?! To trochę tak, jakby nagle Rolls Royce wystawił fabryczny team w zawodach rally-crossowych a Maserati w drifcie.

Ja marce DS kibicuję. Może nie porywa jakoś specjalnie gamą modelową (poza naprawdę fajnym DS 5), ale nie wygląda to też jakoś specjalnie źle. Taki Seat to jest dopiero dramat, że o Alfie i Fiacie nie wspomnę. Ja im kibicuję. Bo mam już dość tych niemieckich sedanów i sportowych SUVów – chciałbym, żeby na naszych drogach było więcej aut pokroju Renault Avantime. A dziś coś takiego może zapewnić tylko DS. Tak to widzę.

Poznań Motor Show 2015

PS. Tylko z tych fejkowych wydechów to mogliby zrezygnować.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Tu jest cz.1 | to jest cz.2

28 komentarzy

  1. Przeczytałem bardzo uważnie, praktycznie tylko ze względu na opinię o marce DS. Ciekawy punkt widzenia. I pewnie jest w nim sporo prawdy.
    Natomiast co do hydro, to zawieszenie ma istotną zaletę nad innymi: dużo lepiej tłumi drobne drgania. Ponadto jest tańsze w utrzymaniu. Można się rozpisywać o zaletach praktycznych utrzymywania stałego prześwitu, możliwości podniesienia samochodu, czy automatycznym obniżaniu samochodu na autostradzie, itd. Ale nie ma po co, inni zrobili to lepiej ode mnie.
    Przy czym cały ten opis dalej nie odda sprawiedliwości, bo nie odniesie się do najbogatszej wersji zawieszenia z C6 z silnikami V6 (wersja z AMVAR) — tłumi inaczej, jeszcze lepiej, a przede wszystkim pokonuje podstawową wadę hydro, jaką jest dość kiepskie zachowanie przy nierównościach wzdłużnych. HA3+ AMVAR zupełnie rozwiązuje ten problem, bo tylne koła są zależne od przednich i nie zdarza się, żeby zawieszenie wprawiało samochód w dodatkowe ruchy. Tylko tyle. Jak możesz, przejedź się C6 z silnikiem V6 (dowolnym). Zrozumiesz.

  2. Blogo… Siriusli?

    Rajdowe Mistrzostwo świata konstruktorów 2003, 2004, 2005, 2008, 2009, 2010, 2011 i 2012
    Jeden z ładniejszych wurców – C4
    Najlepszy rajdowy kierowca ever – Sebastien Loeb (całe życie w cytrynie)
    Jedna z najpopularniejszych rajdówek w amatorskich rajdach w klasie 1600cm3 – Citroen Saxo
    W Polsce był puchar citroena c2 r2. Do tej pory sporo ich jeździ i robią piorunujące wrażenie, jak za czasów kit-carów

    Ale ty znasz citroena z kanapowego zawiasu. Szacun.

    “Citroen, marka kojarzona podobno z luksusem i szykiem” Chyba się zatrzymałeś w czasach oryginalnego DS’a.

    PS.
    DS3 jako R2 – straszna kicha. Lubię jako serię, rajdówka jest tragiczna. Przez turbinę, w ogóle jej nie słychać, a zawias jest na tyle dobry, że jedzie jak po szynach. Można zasnąć oglądając.
    DS3 WRC, no mogliby się bardziej postarać, ale dzięki klientom myślącym jak Ty, na to szans nie ma.

  3. To jest właśnie ten rozdźwięk. Połowa hurr-durr, że Cytryna odchodzi od hydro, a druga połowa że jakie hydro, jaki komfort i elegancka, to są wszak rajdówki. Ciężko znaleźć markę, która jest tak niespójna.

  4. Zegarek o oznaczeniu wodoodporności “100 m” w cale nie jest wodoodporny do głębokości 100 metrów, ani nawet przeznaczony do nurkowania. Te oznaczenia bywają mylące, ale “Water Resistant 10 ATM or 100 m: Suitable for recreational surfing, swimming, snorkeling, sailing and water sports. NOT suitable for diving”.
    Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Water_Resistant_mark

  5. Robert, ale 10 bezwzględnych atmosfer to jest 100-metrowy słup wody. Autor ma rację – zegarek oznaczony jako 10M lub WR100 powinien działać upuszczony na dno 100-metrowego zbiornika.

    Blogo, a ten twój gshock to nie jest czasem WR200? Z tego co się orientuję, to trzysetki były kiedyś a teraz już tylko jakieś specjalistyczne modele, a nie te zwykłe ze sklepów.

  6. 1. PoŻądany, nie porządany.
    2. 24 czerwca premiera Giulii. Spójrz na przedni zwis:
    https://scontent-ams3-1.xx.fbcdn.net/hphotos-xfa1/v/t1.0-9/11401298_467461093411858_726807669119414437_n.jpg?oh=088b8493cba37852a7be44fd39eb6bbf&oe=55EB932E

    Zemdlejesz, zobaczysz :).

    3. DS3 jest najfajniejsze z gamy, DS4 jest z dupy, a DS5? Nawet nie chcę wchodzić w szczegóły – samochód “premium”, którego nie mogę kupić w kanarkowo żółtym kolorze? Dziękuję, postoję. DS5 ma gamę lakierów i tapicerek jak Ford T. Wstyd. A wczoraj widziałem takiego cudnego pastelowego Cactusa. O, taki Cactus to jest fajny Citroen!

  7. Z takiej perspektywy to najmojsza nie ma w ogóle przedniego zwisu. A z Kaktusem jest coś nie tak – on już dziś wygląda jak stare, zaniedbane auto – te nadmuchane plastiki to jest jakiś żart jednak na żywo.

  8. Przesadzasz – ma porównywalny. Ale krótszy, niż mi się to wydawało jeszcze 5 minut temu :).
    Cactus jest inny. Citroeny zawsze były inne. I to jest pierwszy warunek, jaki musi spełnić Citroen. DS4 nie spełnia w ogóle, DS5 też nie bardzo.

  9. Wiesz co Ci powiem?
    Masz duży udział w dzieleniu fanów motoryzacji. Nikt inny tu nie wchodzi.
    Ja wiem blog prywatny i moja racja jest najmojsza, ale za każdym razem psują mi czytanie Twoich ciekawych tekstów CHAMSKIE wtrącenia. Tutaj piszesz “nic nam do tego” a zaraz po tym sprzedajesz prztyczki w nos, oceniając ludzi po tym czym jeżdżą?
    Ten ze Skody nie może być Petrolheadem? A ten z Audi to już może ale tylko trochę? Chłopie masz tyle lat na karku, a jak czytam takie fragmenty, to gdzieś znajduję w Tobie smutną złośliwość nastolatka.
    Niesamowity z Ciebie hejter, ja kocham auta i cenię sobie absolutnie każdego kto w swoim samochodzie znajduję chociaż nutkę motoryzacyjnej szczęśliwości.

    1. @Matti: To jest obrazowy podział stworzony na potrzeby jednej konkretnej tezy. Nie bierz tego do siebie, sam poprzednio miałem Almerę, a teraz mam dresowóz.

  10. Kibicuję DS, bo widoków na inną nową markę nie ma. Poza tym nie przychodzi mi do głowy żadna inna (poza odczapistycznymi urojeniami o planach produkcji 3 supercarów na rok), która mogłaby powstać i oferować coś dla zwykłego konsumenta. Obserwuję Księżną z zaciekawieniem, nietypowych aut nigdy za dużo.

  11. To zagłębienie pod deską w lexusie jest wyjęte z civica VII ;)

    Prosiak cayman ma lepiej umiejscowiony silnik niż 911, ale jest kastrowany trochę aby nie być lepszy od swojego większego brata ;)
    IMHO 911 to i tak jest ideał dla mnie i samochód marzeń.

    DS dla mnie spoko marka. Ja nigdy nie czaiłem koncernu Peżo-Cytryna dlaczego Cytryna jest lepszą marką niż Peugot.. Teraz to wyprostowali i Cytryna… wróć DS jest tą bardziej premium marką.

    Poprzedni mustang był lepszy :P

    Ja też uwielbiam te wszystkie dziwadła ;) Rzygam VAGiem.

    ps. Blogo navi jak na razie nie kupuję bo nie mają popielniczki z ramką srebrnej tylko czarna.. a To by paskudnie wyglądało przy srebrnym tunelu

  12. Moje odczucia są podobne, Espace zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie, żałuję, że nie miałem okazji sprawdzić DS5 bo mocno kibicuję Citroenowi ( hmmm czy teraz PSA??). Żałuję, że mimo wszystko za wzornictwem ( nie lubię słowa dizajn :P) nie idą techniczne niuanse ( vide hydro) ale co zrobić taki jest trend. Marzę o kupnie DS, żeby poczuć się kiedyś jak Fantomas. Czysto hipotetycznie gdyby było mnie stać na kupno nowego samochodu to DS byłby na pewno rozważaną opcją, jeśli nie jedyną, nawet jeśli paleta kolorów ograniczona będzie do jedynego słusznego.
    Może jeszcze automotive nie zabrnął w ślepą uliczkę ewolucji, czas pokaże.

  13. 1. Sądy? Coś niedobrego się stawszy?
    2. Espas fajny.
    3. NIE. Po prostu NIE. DS 5 owszem, jest ładny, choć nie w moim guście, wnętrze też spoko. Przejechałbym się, żeby zweryfikować opinie o tym, że jest twardo zawieszony – bo takie wyczytałem w testach. A skoro dziennikarze, pałujący się sztywnością zawiasu, piszą coś takiego, znaczy, że zawieszenie nie ugina się w ogóle. Takie rzeczy w DS-ie??? Już pomijając brak hydro (które JEST zajebiste, przejedź się jakąkolwiek starszą hydrocytryną – w C5 elektronika za bardzo upodobniła je do zwykłego zawiasu, choć nadal jest b. wygodne), coś, co nosi nazwę DS, po prostu nie może być idiotycznie twarde. Nie i już.

    A co do startów w rajdach – oryginalny DS startował. I wygrywał. Tak, z hydro. Startował też SM (ten z V6 Maserati) a nawet CX (na Autobezsensie jest bardzo dobry wpis o tym). I jakoś im nie ubyło od tego elegancji. A teraz? Ładna marketingowa wydmuszka, nic więcej.

    A JAK SIĘ NIE ZGADZASZ TO CHO NA SOLO

    (A jak dostaniesz DS 5 do testów to ten, no, daj cynk.)

  14. S-way najładniejszy koncept całych targów.
    Espace – fajny z zewnątrz i w środku też niczego sobie, ale ilość miejsca z tyłu to chyba mniejsza niż w Scenicu 1 generacji. To był kiedyś przestronny VAN a teraz to jakaś masakra.
    To samo tyczy się DS5. Ciasnota. Zgadza się że jest piękny, jak widzę go na ulicy to nie mogę oderwać wzroku, ale jest mega nie praktyczny. Nad głową czujesz jakby dach miał cię zaatakować.
    Z kolei DS4 po otwarciu drzwi ma blachę zasłaniającą tylną kanapę i jak wsiadasz lub wysiadasz to musisz uważać żeby tyłkiem o nią nie zawadzić. Po co to. Przecież przez to wsiada się ciężej niż do Coupe. Fanie wyglądają te DS są dużo ładniejsze i ciekawsze niż zwykłe cytryny, ale zupełnie niepraktyczne. Na samochód niepraktyczny ale ładny mogę wydać 20 tyś. ale za 100tyś to chcę mieć ładny praktyczny wygodny i pojemny. DS5 jest tylko ładny.

  15. A pod tą zasłonką koło lewarka nie znajdują się cup holdery?

    Co do C5 to z dnia na dzień podoba mi się on coraz bardziej. Abstrahując od hydro i usilnej kreacji na premium, to może być całkiem fajny wóz. Idealny konkurent dla nudnych VAG-ów. To wnętrze rzeczywiście jest mistrzowskie. Te pokrętła i pstryczki będą mi się dzisiaj śniły, jak w mordę strzelił.

  16. A ja naprawiałem i jezdziłem DS5 (jeszcze citroenem) z 2.0HDI i manualną skrzynią. Moim zdaniem zawieszenie nie jest o tyle twarde co rozbujałe i nie daje żadnej precyzji prowadzenia, np. zacieśniając zakręt w lewo w pewnym momencie wydaje się nam że przednie prawe koło wpada w oogromną dziurę (poprostu zapada się) odkręcamy trochę i samochód zostaje wystrzelony w powietrze i buda zaczyna sie bująć na boki, co ciekawe tak samo dzieje sie w berlingo III mojego ojca choć nie ma się co dziwić bo zawieszenie w DS5 i berlingo jest praktycznie te same (DS ma minimalnie dłuższe wachacze ok. 1cm wózek jest ten sam tak jak i piasty zwrotnice itp. co do mcphersonow nei jestem pewien ale tez wygladaja podobnie). Silnik 2.0HDI nad ktorym si ewszyscy zachwycaja to tez smiech, ten diesel na 3 biegu z 1500rpm wogole nie przyspiesza (nawet nie próbuje trzeba zredukować bo bedziemy czekac wiecznosc) od 2200 zaczyna sie cos dziać ale niewiel pozniej trzeba zmieniac bieg. Najlepszy diesel jakim jezdzilem to byl 2.2 HDI (ten biturbo) w c-crosserze gdzie niezaleznie od obrotów dotykalem gazu i oczy wbijaly mi sie w mózg (bylo tylko 0,5s opozneinia na przyrost boostu ale nie ma mowy o zadnej dziurze) no i wytwarzal tyle momentu w tak krotkim czasie ze przyspieszajac agresywnie na 1,2 i 3 biegu mielil wszystkimi 4 kołami, gwaltowne przyspieszenie z 2 biegu tez konczylo sie 4 kolowym mieleniem. A DS5 Z 2.0 jedzie jak benzyna z obciętymi 3 tys obrotow u gory.

  17. Mówiąc szczerze już dawno aż tak się z Tobą nie zgadzałem, ale… tak, jest pewien mały szkopuł. Hydro. Przynajmniej w pierwszym C5 (ale po FL) hydro było przegenialne i pierwsze auto, które dobiło do tego poziomu komfortem resorowania i którym miałem okazję pojeździć była aktualna klasa E. A różni je jakieś… 10 lat różnicy?

  18. Moim zdaniem ten Citroen wygląda jak robiony na odpust w Dzbądzu albo Kłaju. Kicz straszliwy, jak chińska zabawka z plastiku. Jak zresztą 90% nowych samochodów.
    A jak można ładniej? A chociażby stonowane, klasyczne wnętrze Mazd RX8 albo MX5 (nie mówię o tej nadchodzącej tylko poprzedniej), albo z tych mniejszych: spokojne, ładne kształty Fiata 500 czy VW Upa.
    To tutaj jest moim zdaniem bezguściem. No ale ja nie jestem targetem i na nowe auto to stać mnie co najwyżej na jakiegoś kompakta; klasę C. A i tak bym w życiu żadnego z obecnie produkowanych nie kupił :)
    Poza tym – ładnie to wyglądało wnętrze Ferrari 456 GT – takie coś wziąć, nieco unowocześnić i voila – mamy coś naprawdę ładnego.

  19. “DS5 jest w środku przekozakiem. Ten zegar i jakość otaczających go blach!”

    Całkowicie się z tym zgadzam! Wygląda świetnie!

  20. Jeździłeś tym DS5? Wygląda zajebiście, ale jak miałem okazję nim trochę pojeździć (jak jeszcze był citroenem) to mi się przestał podobać. Może to dotyczy tylko wersji którą jeździłem (2.0D, automat), nie wiem, ale przeszkadzał mi tam maksymalnie leniwy zespół napędowy (silnik który ciągnie dopiero po przekroczeniu 2krpm i skrzynia która za wszelką cenę stara się utrzymać obroty poniżej 2krpm) połączony z zawieszeniem, które przy jeździe po Warszawie jest po prostu niewygodne. Nie nadawał się ani do poszalenia, ani do spokojnego cruisingu. Najbardziej się nadaje, chyba po to, żeby go zaparkować przed domem i patrzeć przez okno, bo w czarnym wygląda naprawdę obłędnie. Podejrzewam, że wzięcie benzyny z manualem mogłoby podnieść ocenę, ale kto w dzisiejszych czasach kupuje auta klasy premium nie z dieslem i bez automatu? :p

  21. Powiem wam jedno. Jeździłem Porsche 911 Turbo cabrio. Wersja sportowa. I powiem tak. Są dwa ustawiania komfort i sport. W ustawieniach sport trzeba dobrze zapiąć pasu i trzymać się aby nie wypaść z samochodu. Tak trzęsie. W ustawieniach komfort trzeba dobrze zapiąć pasy, ale już tak mocno trzymać się to nie trzeba :)
    Pali to pół zbiornika 98 na godzinę jazdy. Przyspieszenie 3,6s do 100km/h. Niestety szefa już zwindykowali i porschaka zabrali (bankowcy złodzieje)
    Ale przygoda była!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *