#480 Samochody z wyspy Rodos (1/2)

Samochody z wyspy Rodos

Generalnie to bardzo Rodos polecam – byliśmy tam po raz pierwszy i było cholernie gorąco, ale pięknie tak, że omójboże. Chyba jeszcze tam wrócimy, ale w czerwcu lub we wrześniu. A co do samochodów? No czegoś takiego to ja się nie spodziewałem.

Zacznijmy od tego, że Rodos jest wyspą na morzu… i tu mam problem, bo po jednej stronie jest pofalowane i uroczo agresywne Morze Egejskie, a po drugiej spokojne jak jezioro Morze Śródziemne… ale kluczem jest słowo wyspa. Bo na każdej wyspie przemysł samochodowy rządzi się swoimi prawami, jakże odmiennymi od tych znanych na kontynencie.

Na wyspie takiej jak Rodos (oraz na Krecie, Ibizie i Majorce – na innych na razie nie byłem) praktycznie nie ma czegoś takiego jak u nas – że handlarz jedzie do Rajchu lub Holandii i co tydzień ściąga do kraju kilka lawet 15-latków z przebiegiem 187000 km – i potem takich aut jest zatrzęsienie. Na wyspie większość starych dziś auta trafiła tam lata temu jako auta nowe – i jest teraz skutecznie i systematycznie zajeżdżana. A te, które przypłynęły tam jako używki, to dzielą się na dwie grupy – te zwykłe, popularne i łatwe w naprawie auta jeżdżone codziennie, i te coraz starsze, coraz rzadsze i prawie-klasyczne wychuchane cacuszka.

Wiem co piszę, bo wyspę zjeździłem maksymalnie – wzięliśmy sobie Toyotę Auris na 5 dni i zrobiliśmy nią 680km. Poczujcie to – 680km po wyspie, która jest na 80km długa i na 40 szeroka. Jesteśmy hardkory.

Samochody z wyspy Rodos

A propos prywatnego importu – na Rodos spotkałem 3 sztuki BMW E46 i dwie sztuki E36. Co więcej – gdy my E36 zawijamy na drzewach lub wykorzystujemy do wożenia ziemniorów, a E46 traktujemy jak eleganckie auto na niedzielne wypady do kościoła lub celebrycki wóz na całe życie, to oni wręcz odwrotnie – te starsze traktują z namaszczeniem charakterystycznym dla aut klasycznych, a te nowsze jak woły robocze.

Oto jedno z dwóch zauważonych E36 (a ja mam oko do BMW, więc skoro widziałem dwa, to są tam tylko dwa):

Samochody z wyspy Rodos

Przemyślane koła, pełna polerka lakieru i naklejka z Ringu. Wątpię, by obecny właściciel tam był (skoro ja się wybrać nie mogę, a jest mi o wiele łatwiej, bo po drodze nie mam promu), ale nie w tym rzecz – chodzi o to, że auto jest zadbane i bez wgnieceń. Drugie E36 było pięknym kabrioletem z czerwonym dachem w stanie idealnym.

Tymczasem E46, czyli nasz polski król prezencji, stylu i proporcji, pozamiejska alternatywa dla reprezentatywnej B-piątki… na Rodos wygląda tak:

Samochody z wyspy Rodos

lub tak:

Samochody z wyspy Rodos

Samochody z wyspy Rodos

Jak nie poobijane, to generalnie w dość zaawansowanej formie rozpadu – to odłazi, tamto odstaje. A wnętrza typowe dla polskiej wsi.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ale dość już o BMW, omówmy rodyjskie auta dzieląc je na 5 podstawowych grup.

(1) WYPOŻYCZONE

Najmniej ciekawa grupa aut – głównie nieradzący sobie na stromych podjazdach segment A (stara i nowa Kia Picanto, Fiat Panda, VW Up! itp.), całkiem żwawy segment B (zdominowany przez Nissana Micrę) oraz kompakty – głównie Aurisy i Nissany Note (o ile można Note’a do kompaktów zaliczyć). Plus zaskakująco nieliczne Suzuki Samurai – pamiętam, że na Ibizie było ich milion, tutaj ledwie garstka.

Samochody z wyspy Rodos

Ale generalnie to głównie miejskie maluchy. W sumie nie ma się czemu dziwić – są najtańsze w wypożyczeniu, a tyłki dowiozą i klimę mają. Oczywiście pod większość wzniesień ledwo podjeżdżają na kaszlącej dwójce, ale… ale podjeżdżają. Kto by się tam na wakacjach spieszył.

Samochody z wyspy Rodos

Więcej o wypożyczaniu aut i właścicielach wypożyczalni napiszę przy okazji większego testu Aurisa. Kiedy? Wiadomo – wkrótce. Więc stójcie nastrojeni.

(2) TAKSÓWKI

Taksówkarz na Rodos jest absolutnym KRULEM drogi. Jest na szczycie łańcucha pokarmowego i nie ma żadnych naturalnych wrogów. Co prawda jest jeszcze coś takiego jak autokar, ale ich jest niewiele – a i pory żerowania mają dość ograniczone i ściśle uzależnione od godzin przylotów/odlotów czarterów z największych biur podróży.

Samochody z wyspy Rodos

Taksówkarzem na Rodos może zostać tylko ktoś, kto poci się testosteronem, ma włosy w nosie gęstsze i dłuższe od tych na pędzlu do golenia, wkuł na pamięć wszystkie znane rodzajowi ludzkiemu przekleństwa i przy wyborze typu: zatrzymać się przed pasami czy przejechać ciężarną matkę z małym dzieckiem w wózku, zawsze wybierze opcję drugą, a potem się zatrzyma i zelży truchła, że mu wycieraczki połamały i szybę osoczem zatłuściły.

Generalnie na Rodos, jak jesteś pieszym, to jak nie wymusisz, to nikt nigdy cię nie przepuści – nawet jak jesteś już na środku przejścia, to i tak będą cię omijać. Tam po prostu na drodze panuje zasada, że każdy jest dorosły i dba o siebie. Nie ma ograniczonego zaufania – jest brak zaufania i troska tylko o siebie.

Przejść przez jezdnię udaje się tylko dlatego, że 80% aut stanowią te z wypożyczalni – a w nich siedzą na ogół europejczycy z kontynentu – inaczej wychowani, bardziej szarmanccy, dżentelmeni po prostu.

Albo ujmę to tak – turyści w wypożyczonych autach bardzo szybko podłapują lokalne zwyczaje i mają pieszych za powietrze (znam to z autopsji – w życiu nie byłem tak blisko od potrącenia pieszego jak tam na Rodos kierując Aurisem), ale w sytuacjach krytycznych, gdy wypadek zdaje się być nieunikniony, przychodzi otrzeźwienie i hamują – w przeciwieństwie do lokalsów.

Więc jak już jakimś cudem znalazłeś się na środku drogi, na środku przejścia dla pieszych, to spokojnie poczekaj, aż na milimetry ominą cię wszyscy – auta, autokary, taksówki i skutery. A potem gdy zobaczysz, że nadjeżdża czysta biała Micra, to ruszaj – wejdź jej przed maskę. To turysta, on się zatrzyma, jak to na nim wymusisz.

Jedna mała uwaga – jeśli kątem oka dostrzeżesz, że za tym zatrzymującym się przed tobą turystą jedzie taksówka – wtedy ani drgnij. Po prostu o nic nie pytaj, nie kombinuj tylko stój, ani drgnij – gdy ta Micra się zatrzyma, będzie idealną osłoną. Bo taksówkarz jak widzi przed sobą jakiegoś zwalniającego turystę, to rozumuje tak: albo się pacan zgubił, albo szuka miejsca do zaparkowania – i go na pełnej bombie wyprzedza. Do głowy mu nie przyjdzie, że to może być próba przepuszczenia pieszego na pasach. O takich rzeczach rodyjski taksówkarz nie myśli. Bankowo ma zapisane w regulaminie, że jak tylko o tym pomyśli, to od razu straci pracę.

Z czystej ciekawości karnęliśmy się raz taką taryfą – nową E-klasą…

Samochody z wyspy Rodos

…i było zajebiście. Podczas 15-minutowej jazdy (za 6 EUR) kilkanaście razy prawie potraciliśmy pieszego, trzy razy zepchnęliśmy skuter do przykrawężnikowego rynsztoka (jak ich prawie przytrzesz spychając z drogi, to oni wtedy tak fajnie się na tym skuterku bujają, machają na boki nogami i gubią japonki, ratując się przed upadkiem – ubaw po spocone pachy) i raz wdaliśmy się w przepychankę słowną z kierowcą autokaru, który nie wiedzieć czemu poczuł się od taksówki ważniejszy. Ależ to było z jego strony faux pas – musiał cofać po łuku, bo zbyt zamaszyście zakręt wziął i mu przód zaszedł tak, że KRUL musiałby tor jazdy zmienić. Albo nawet cofnąć. A takich rzeczy KRUL w taryfie po prostu nie robi – bo niby w jaki sposób miałby, gdy lewą ręką gestykuluje w rytm rzucanego mięsa, a prawą non stop trąbi?!

Jeszcze jedna ciekawostka – mieszkaliśmy w stolicy (nazywa się Rodos, jak i cała wyspa) i taksówką postanowiliśmy się wybrać na pobliski tzw. akropol. Sęk w tym, że na wyspie jest takich „akropoli” kilka (drugi jest np. w oddalonym od stolicy o 50km mieście Lindos) i gdy wsiedliśmy do taryfy i powiedzieliśmy, że chcemy na Akropol ten tutaj, o tu niedaleko, to się KRUL zirytował i zaczął na nas kląć po swojemu. A jak go poprosiłem, żeby może „english”, to mi w twarz wykrzyczał, że „I don’t have time for this acropol!” i kazał nam wysiadać.

W sumie to trzech następnych taksówkarzy również nie miało czasu na „ten akropol” – dopiero czwarty łaskawie nas tam zabrał. To trochę tak jak z taksówkami na naszym lotnisku – stoi taki jeden z drugim w długaśnej kolejce i jak w końcu przychodzi co do czego, to wsiadam ja i mówię „Ursynów”, co w jego języku znaczy: „gównokurs za 25zł a potem powrót i ostatnie miejsce w kolejce” – więc zawsze się lekko marszczy – ale jedzie, bo jednak u nas jest inna kultura – trochę rycerska, trochę szlachecka, na pewno bardziej empatyczna niż na Rodos.

(3) WOŁY ROBOCZE

Jest trochę jak na Kubie, jakby jakieś embargo było. Z tą różnicą, że tam się o auta dba, się je ratuje, się je reperuje byle jak, byle by tylko jeździły. A na Rodos to się nimi po prostu jeździ a jak się zepsują, to… ale nie uprzedzajmy faktów, w drugiej części będzie więcej o tych nieruchomościach.

Patrząc na te zwykłe auta, które w oczach swoich właścicieli duszy na pewno nie mają – co najwyżej taki sam powab jaki dla nas ma odkurzacz, zlew lub krzesło – to wydaje mi się, że słowo „dbałość” w języku greckim w ogóle nie występuje.

Samochody z wyspy Rodos

Świeci? Świeci. Kruszy się na ulicę? Już się nie kruszy. Więc o co ci chodzi?!

A tutaj praktycznie już nie wół roboczy, ale jeszcze nie tuning. No bo z jednej strony kołpak, z drugiej zaś sportowy wlew paliwa (sportowy i wlew – jakże mistrzowsko te słowa ze sobą konweniują). Z trzeciej zaś szczera chęć zglebienia auta zniweczona przez brak funduszy.

Samochody z wyspy Rodos

Ale zaraz, chwileczkę, przecież jak się zderzak opuści, to się auto wizualnie do asfaltu zbliży, c’nie?

Ups, przeszlifował Pan sobie kołpak.

Samochody z wyspy Rodos

Oraz próg, ale tylko trochę.
Gdyby Pan miał takie bajeranckie lusterko, to by Pan umiał do krawężnika na milimetr podjechać.

Samochody z wyspy Rodos

Te Mazdy, te ich japońskie silniki… mój Boże, ależ to się kręci, ależ to rwie, trzeba z gazem delikatnie, coby zderzak lakieru nie zgubił.

Samochody z wyspy Rodos

Eulampiusz najwidoczniej o tym nie wiedział – raz się z Polikseną pokłócił, gaz w afekcie przydusił i oto efekt.

Podstawowe właściwości bagażnika są spełnione – zamyka się i do wnętrza nie kapie.

Samochody z wyspy Rodos

To znaczy trochę kapie, ale tylko po prawej stronie. Poza tym na Rodos nie pada, więc o czym my mówimy.

Samochody z wyspy Rodos

To nie jest przycierka, to jest modyfikacja.

Samochody z wyspy Rodos

Teraz strumień powietrza opływającego nadwozie kierowany jest w tylne nadkole chłodząc ręczny, który się 3 lata temu zapiekł i cały czas lekko trzyma. Kiedyś nie dało się dalej niż 20km ujechać, bo smród był niemożebny i felga aż parzyła – teraz spokojnie można 5 dych wykręcić i wielkiego dymu nie ma.

Bo to jest tak: jak zrobisz na cacy, to ci w to zaraz ktoś przywali.

Samochody z wyspy Rodos

A jeżdżenie z robotą rozbabraną jest po prostu bezpieczniejsze. Prawa Murphy’ego, plażo.

Trochę spierdzielił.

Samochody z wyspy Rodos

Bardziej rasowo byłoby to zrobić szarym duct tejpem. Teraz, z tym sreberkiem, to wygląda jak auto jakiegoś geja.

Wielkim ciepełkiem dla mojego serduszka były bardzo liczne Seicento Sportingi.

Samochody z wyspy Rodos

Samochody z wyspy Rodos

Samochody z wyspy Rodos

Zwykłe Seicento to jest kupa straszna – zawieszenie ma żadne, ergonomię wnętrza wyrysowaną pod rozgwiazdę lub konika morskiego, a w razie wypadku całe staje się strefą kontrolowanego zgniotu. Ale w Sportingu jest coś fajnego. Nie umiem tego nazwać ani opisać… to chyba chodzi o to, że ja wiem, iż Włosi są mistrzami w robieniu małych, zadziornych aut… i ta wiedza sprawia, że jak widzę kupę z emblematem Sporting, to pałam do niej rządzą.

Szkoda, że już praktycznie nigdzie nie można spotkać Cinquecento Sportinga – on z tymi swoimi kantami był od Seicento o wiele fajniejszy. No i lepiej z tym 1,1 szedł, o wiele lepiej. Ależ ja o nim marzyłem w przeddzień robienia prawka…!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Taką mam dygresję – otóż nikt tam nie jeździ w kasku, mimo że czasami te kaski są na podorędziu.

Samochody z wyspy Rodos

Nawet na ścigaczach potrafią zaiwaniać serpentynami pod górkę grubo ponad sto z rozwianą grzywką tylko w tureckich rejbanach. Każdy jeździ półnagi (nie tylko w mieście, ale również po drogach szybkiego ruchu w interiorze) – spodenki, japonki, goły sagan, okularki, tiszercik – a jakoś nie widziałem nikogo, kto miałby na całym ciele ślady po szlifowaniu asfaltu. Dziwne.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

O-E-SU, ale się zląkłem!

Samochody z wyspy Rodos

Przez moment myślałem, że jestem w ogarniętej wojną Syrii.

Słońce na Rodos pali niemiłosiernie. Plus z jednej strony wyspy (tej od Morza Egejskiego) konkretnie wieje. Plus bywa sporo kurzu. W efekcie czego reflektory są mleczne, bardzo mleczne.

Samochody z wyspy Rodos

Albo żółte, bardzo żółte.

Samochody z wyspy Rodos

Tia, słońce pali niemiłosiernie. Pali tak, że aż złuszcza lakier z Włochów…

Samochody z wyspy Rodos

Japońców…

Samochody z wyspy Rodos

i starych Niemców.

Samochody z wyspy Rodos

Ale o ile jestem w stanie zrozumieć, że złuszczył się Kadett, o tyle nie jestem w stanie zrozumieć, jak mogło się złuszczyć coś takiego:

Samochody z wyspy Rodos

Serce stanęło mi na 10 sekund. Stanęłoby na zawsze, gdybym zobaczył złuszczoną beczkę. To by pogrążyło mit o jej niezniszczalności. A tego żaden petrolhed by nie przeżył.

Ale jest na to sposób – miejscowi zwą go „na predatora”:

Samochody z wyspy Rodos

Ponoć jak konkretnie uwalisz auto błotem, to staje się ono niewidzialne dla tych złuszczających lakier promieni słonecznych UVL (gdzie „L” jak lakier).

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Tak między nami mówiąc, to przez te wszystkie odbarwienia lakieru, czułem się na Rodos, z tym swoim nowo nabytym bielactwem (obadajcie tytułową fotkę – już mi dość konkretnie lewą stronę twarzy przy oku i na szyi zżarło), jak u siebie w domu. Raz jak stanąłem na wielkim parkingu pełnym takich właśnie aut – wypalonych słońcem, całych w odbarwieniach – to ludzie krzyczeli z przerażenia, bo myśleli, że nie mam głowy – tak bardzo moja twarz wtapiała się w otoczenie.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

część 1 | część 2

18 komentarzy

  1. Wyspiarska motoryzacja to poezja, nijak się ma do kontynentu. Nawet w UK jest trochę inaczej. To chyba wpływ słonej wody wokoło.

    Słuszne spostrzeżenia dot. starszych BMW, na Zakintos była ich garść, może pięć. A nowych dwa. Żadnego Audi. Żadnego SUVA. Zakochałem się w segmencie A w aygo. Cudowne!

  2. A mnie zastanawiają te wypalone słońcem auta. W zeszłym roku ma Majorce aż tyle ich nie widziałem, w tym roku na Krecie praktycznie każde starsze niż 5 lat auto nie miało zdrowego lakieru ani na dachu ani na masce ani na żadnej górnej krawędzi. Albo Grecy są niechlujni i nie naprawiają tego co naprawiają Hiszpanie, albo to kwestia klimatu. Ktoś wie?

  3. W tym roku na Krecie szukałem aut na zimówkach – w Polszy są ich latem tysiące – i nie znalazłem żadnego. Można?

  4. Ja w lipcu jeździłem po Rodos up!em. Polecam to wozidełko. Nie polecam jednak wyspy latem bo można umrzeć od upałów.

    Ten up! miał zdrowy lakier jakby Niemiec pod kocem trzymał ale w środku słońce zrobiło swoje i łuszczyła się kierownica, gałka i klamki. Małżowinka mówi, że tam powietrze ma właściwości papieru ściernego.

  5. Sąsiad ściągnął sobie Corollę bug-eye z gorącego południa Hiszpani przez jakiegoś śmiecia handlarza i mu po miesiącu spod warstwy wosku powyłaziły właśnie takie ubytki lakieru na całej masce, bagażniku i na dachu przy krawędziach. Strasznie klął ale nadal z tym jeździ bo naprawa jest nieopłacalna, chyba tylko dolne połówki drzwi są niewypalone.

    PS. Pozdro biały cumplu :)

  6. @orest: Kreta na przykład jest wyspą wulkaniczną i to co się tam w powietrzu pałęta jest ostre jak papier ścierny. Dodaj do tego słońce i już wiesz, czemu pierwsza bezbarwna warstwa lakieru potrafi się całkowiecie w kilka lat spolerować.

    Nie wiem jak jest na Majorce i na Rodos, ale na Krecie to potwierdzone info, kumpela ze szkoły wyszła za przedsiębiorczego Greka co ma rent-a-car i on auta wstawia na prom do sprzedaży najpóźniej co dwa lata, bo w trzecim roku już widać przecierki lakieru na oko a wcześniej to jeszcze dobry wosk potrafi je ukryć.

  7. Mnie na wyspach urzeka prawie zerowa kradzież aut, bo niby gdzie mieliby je zabrać, nielegalnie na ląd, za dużo zachodu. Więc olewasz zamykanie, domykanie szyb, parkujesz, wysiadasz i odchodzisz. Jak auta nie ma tam gdzie być powinno, to jest tylko jedna opcja – że źle stało i służby odholowały.

    Ależ bym mieszkał na jakiejś wyspie i miał nową Mazdę 6 lub nową Hondę Accord!!!!1

  8. Byłem raz w Grecji i raz na Krecie. I pamiętam że raz mieliśmy nieszczęście otrzymać w wypożyczalni zamiast zamówionego Punto, Hyundaia Atosa Prime. Taki ładny był, błękitny. Tyle że wyglądał jak budka telefoniczna, miał podobne prowadzenie i właściwości jezdne. Podróżowanie nim na krętych górskich serpentynach nad przepaściami było niezapomnianym przeżyciem.

  9. Coraz więcej takich złuszczonych i centkowanych aut widuję we WRO, ciekawe czy ściągane z południowych krajów czy po prostu ekologia wdarła się na całego do fabryk i lakier bezbarwny jest zdatną do picia wodą?

  10. Kiedyś kupiłem przednie światła używane ori do mojej starej Astry właśnie z Grecji, tak stało w opisie. Na fotkach nie było tego widać a sprzedawca zapewniał o ich jakość, że są igła, mocowanie nie połamane. Tylko nic nie wspomniał o tym że klosze jak i odbłyśniki we wnętrzu były całe wytarte. Ostatecznie użyłem z nich tylko obudowę bo moja była połamana a szyby i sreberka zostały stare.

  11. Być na Rodos w sierpniu i trafić na deszczowy dzień – bezcenne, niespotykane, nietypowe, szokujące – czy puściłeś może Lotto? ;)

  12. Z tego co wiem to problemy z odłażącym lakierem bezbarwnym w ciepłych klimatach zaczęły się wraz z przejściem koncernów na ekologiczne farby. To jest po prostu pewien kompromis – lakier jest o wiele lepszy dla natury, ale w kilku miejscach na świecie słabo się sprawdza i greckie wyspy są z tego znane. Tam na rzeczy jest chyba jakaś mieszanka słonego powietrza i pyłu ale fachmenem nie jestem.

  13. Błogo, zamiast wziąć jakiś nietuzinkowy pojazd to Ty Aurisa 1… Proponuje więc, w ramach pokuty na kilka dni, zmienić opis na stronie na Razowy Blog Motoryzacyjny

  14. Ogolnie w Grecji/ tamtejszych wyspach zachwycily mnie stare pickupy i to nie jakies Toyoty ala terrorist style ale male Mazdy, Daihatsu, VW wszystkie w wieku 30+. I tam naprawde te male pickupy sluza do pracy …..:)
    Jezeli ktos chce zobaczyc klasyczna fajna stara motoryzacje na drogach to powinien sie wybrac na Malte (i wcale nie mowie o Poznaniu:)) Borze…czym oni tam nie jezdza normalnie az szyja mnie bolala:)

  15. „Generalnie to bardzo Rodos polecam – byliśmy tam po raz pierwszy i było cholernie gorąco, ale pięknie tak, że omójboże. ”

    No to może ja, bo ktoś musi, a innym widać głupio.
    – Urlop spędziłem na Rodos
    – ?!
    – Yup. Rodzinne Ogrody Działkowe Ogrodzone Siatką.

  16. Pięknie to tam jest ale te gorąco to katorga za pierwszym razem mieliśmy auto bez klimy po prostu nie dało się wytrzymać za drugim razem już tego błędu nie popełniliśmy i było o niebo lepiej.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *