(m542) To jest szokujące

Note vs. 2 X-Traile

Często się mnie pytacie: Blogo, czy jest coś takiego, co rozjebuje ci mózg?

Otóż jest. A mianowicie najmojsza jest w stanie dobrym. Dziś, gdybym chciał nią jechać do Chorwacji (by pyknąć 4000 km wycieczki objazdowej), lub na tor Hungaroring (by pełną bombą po nim pojeździć), to bym po prostu zatankował i pojechał – bez strachu, czy dojadę, czy auto da radę. Wszystko w niej po prostu działa. Może nie tak gładko jak za nowości, ale ogólnie nie narzekam.

Gdybym zaś najmojszą chciał dziś sprzedać, to wziąłbym maksymalnie 13 tys. zł.
A pewnie nawet mniej.

Tymczasem kupując nowy wóz podobnej klasy (czyli segment D jakich wiele) 13 tys. zł płacisz czasami za same lepsze fotele. Albo za lepszy system navi. Albo za garść czujników i guzików.

To właśnie mi mózg rozjebuje. Bo na ogół ceny towarów zwykłych (nie zegarków, nie perfum, nie biżuterii) są skalkulowane mądrze – bo dba o to ta mityczna niewidzialna ręka rynku. Tymczasem w motoryzacji chyba coś się popsuło, chyba ktoś tej niewidzialnej ręce paluchy w drzwiach przyciął i ona już się w te nasze petrolheadowe rejony nie zapuszcza.

Musi tak być. W przeciwnym razie nie byłoby możliwe, żeby sprawne auto dające nadzieję na bezawaryjną jazdę jeszcze przez lata kosztowało tyle, co dwa fotele do nowego. Albo tyle co ekranik, jakiś soft, 6 guzików i kabelki.

To co się dzieje na rynku aut używanych, to jak gigantyczna jest utrata wartości, jak wielkie jest przywiązanie do cyfry rocznika i przebiegu, i jaką te cyfry mają moc dewastowania ceny…

Kumple, rynek aut używanych to jest dziś jakieś pierdolone Eldorado. Nie ma chyba drugiego takiego przedmiotu, który 3 lata po premierze jest nadal tak samo sprawny, nadal wygląda i działa tak samo jak nówka, czasami niczym poza metryczką się od nówki nie różni, a kosztuje połowę jej ceny.

Że nie wspomnę o casusie najmojszej, która jak wspomniałem, kosztuje dziś tyle, co sportowe fotele z podgrzewaniem. Pojedź se takimi fotelami na Hungaroring. Albo pojedź se samą nawigacją z rodziną na Istrię. Powiedz “wsiadajcie” wskazując na ekranik, kabelki i 6 guzików. Powodzenia.

Strasznie na motoryzacyjnym rynku wtórnym rozjechała się faktyczna wartość auta i jego cena. Bo chyba nikt mi nie powie, że najmojsza faktycznie jest warta tyle, co fotele. Ona tyle kosztuje, ale warta jest wielokrotnie więcej. Tylko że jest jak jest – światem rządzi najgłupsze powiedzonko, jakie kiedykolwiek powstało – że “rzecz jest warte tyle, ile ktoś inny chce za nią zapłacić”. Hasztag bullshit.

Rynek aut używanych jest niesamowity. Jeśli ktoś w nim siedzi głęboko, to zatraca ogląd. Ale jak w niego wchodzi nowicjusz…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Taka historyjka: znajoma szuka auta. Nie zna się, ale ma zdolność kredytową, więc chodzi po salonach. Dzwoni też do mnie i się pyta, czy Nissan Note jest fajny. Mówię, że jest bardzo fajny. Ona mówi, że też się jej podoba, ale wolałaby takiego X-Traila, co wygląda jak terenówka. Czyli tego poprzedniego.

To sobie kup – mówię. Na co ona – nie stać mnie. Na co ja odpalam allegro i mówię, że można mieć go za 25 tys. zł. Na co ona mówi, że to niemożliwe, bo w zasadzie tyle to ona musi dać wpłaty wstępnej za Note’a, a potem jeszcze 40 kawałków dorzucić w ratach.

Więc ja jej mówię: bierz X-traila za 25, dodatkowe 8 wrzuć w pierwszy serwis i będziesz za pół ceny Note’a miała fajną kanciastą terenówkę, którą 3 lata bezawaryjnie pojeździsz a później sprzedasz na pniu w dwa dni.

I jej mózg rozjebało. Siedzi teraz z mężem (totalnym antypetrolheadem, nawet prawka nie ma) i szukają używki. I już zdążyli mi podziękować i zaprosić na wystawny obiad jak tylko coś kupią, bo zaoszczędziłem im 30 tys. zł.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Wyjdź z siebie, stań obok, tabula raza i takie tam duperele, wejdź w skórę kogoś, kto już ma kasę na nówkę i spojrzyj na ceny aut używanych wiedząc, że w kieszeni masz 60 tys. zł na nowe wozidełko segmentu B+. I policz, ile za połowę tej kwoty możesz mieć aut lepszych, po prostu pod każdym mierzalnym i niemierzalnym względem lepszych. No nie policzysz, bo tyle ich jest.

To mi właśnie teraz mózg rozjeb

78 komentarzy

  1. Ile razy słyszałem, że przecież zakup używanych to ryzyko. No ryzyko, owszem, że się spieprzy. Tak, jak nowe też może się spieprzyć. Tylko tym razem trzeba zapłacić z własnej kiesy.

  2. Mam dokładnie tak samo. Po prostu chore jest to jak ceny aut spadły na pysk. Z drugiej strony fajnie jak za średnią krajową możesz sobie kupić coś co jeszcze dwa lata pojeździ nawet bez serwisu.

  3. Umówmy się, Blogo, że samochodu szukało Ci pół Polski, a BWM Polska zrobiło Ci bardzo dobrze w kwestii jego totalnego dopieszczenia. Przeciętny Polak może iść do salonu i kupić względny spokój, albo pojechać do Gniezna i wp***dolić się na minę za 30 tys. zł. To handlarze spieprzyli ten rynek. Sorry.

  4. Rynek używek w Polsce jest rozjebany i tyle. Ściągniete z Zachodu szroty obniżaja cenę. W rezultacie cierpia na tym wszyscy, ktorzy kupili nowe auto. Przeciez w Niemczech czy Francji nie ma az takiej utraty wartości. A u nas pokutuje: nówka w 3 lata traci 50%. I w ten sposób przeciętny Janusz szuka auta. A podaż sie do niego dostosowuje. Taki to oto mechanizm rynkowy.

  5. a to przypadkiem nie jest tak, że ceny nowych aut są z dupy kosmiczne, a rynek wtórny reguluje wartość samochodu odejmując 50% nadwyżki za prestiż posiadania nówki?

  6. Jeżeli ktoś się nie interesuje samochodami i nie ma o nich bladego pojęcia to dla niego auto 10 letnie to stary kapeć, dymi olejem, ma gaźnik i radio na kasety. Ogolnie jest trujace, niebezpieczne i trzeba zlomowac.

    Moim zdaniem ludzie kupujacy takie przecietne auto za 60 tysi w stylu Note kupuja go z dwoch powodow:
    1. nie znaja sie kompletnie i boja sie kupic uzywki, w koncu tyle sie mowi o handlarzach, zlomie z Niemiec, kreceniu licznikow, powypadkowych przystankach itp.
    2. chca miec swiety spokoj, chca miec gwarancje i niczym sie nie przejmowac ze sie zepsuje.

    BMW jeszcze trzyma ceny ale pomysl, ze za 15 tys mozna kupic 10 letnie 407 z nawigacja, xenonem, tempomatem, naglosnieniem JBL itp. Nigdy nie rozumialem czemu ludzie wywalaja tyle siana na male auto, plastikowe do bolu byle nowe, ale ja jestem typowy Janusz z polski, tez mam nastoletnie E46 i lubie zupe z buraków.

  7. Nowe auto kupuje się łatwiej, ale większość ludzi marzy o tej łatwości. Dlaczego łatwiej? Bo znalezienie czegoś w dobrym stanie które nie było roladą bądź nie ma masakrycznego, przekręconego przebiegu jest cholernie trudne (no i sąsiada musi boleć). Fajne w zakupie auta które jest już kilka lat na rynku jest to, że można zaczerpnąć języka który silnik, skrzynia najlepiej się sprawuje i szukać tylko takiego. Opinia o awaryjności może być zabójcza dla rynkowej ceny modelu (np. auta z 2.5TDI w porównaniu do 1.9TDI, Mercedesy z zawieszeniem ABC). Trzeba na zakup używanego samochodu mieć ze sobą kogoś ogarniętego, kto nie da się nabić w butelkę handlarzowi. Jak ktoś nie ma żadnego wsparcia ani własnej wiedzy to samobójstwem jest wejść do komisu i powiedzieć “o, ten czerwony!”.

  8. @radosuaf
    Zgadzam się, że można się wpierniczyć na minę. Ale to nie tylko handlarze zepsuli rynek, choć ich uczciwość jest równa zeru, a o większości mam zdanie złe. Rynek zepsuli też ludzie, którzy za nic w świecie nie chcą auta z przebiegiem powyżej 200kkm i kupują historie o starszych profesorach jeżdżących dieslami do sklepu i kościoła. Handlarze po rpostu wykorzystali to obrzydzenie do +200kkm na blacie i wciskają ludziom gunwo. Oczywiście to ich nie usprawiedliwia – prawo winno być takie, by handlarze odpowiadali za zgodność ich opisu (stan techniczny, historia na piśmie) ze stanem faktycznym auta na placu.

  9. Samochody używane są tak dużo tańsze od nowszych, że jak ktoś ma budżet na nowy za np. 60 000 zł, to może kupić używany lepszy za 45 000 zł, a spokój sobie kupić robiąc lokatę na 15 000 na ewentualne naprawy.
    Nie ma szans, żeby względnie dobrze sprawdzone przed zakupem auto niespodziewanie zrobiło większe koszty

    Powód kupowania auta w salonie może być inny. Są ludzie którzy rocznie trzaskają po 70 000 kilometrów. Jak taki kupowałby używki z wstępnym przebiegiem 250 000 km, to by musiał zmieniać te auta co chwilę, bo umówmy się, nawet jeśli auto dalej jeździ, to przy 500-600 k większość robi się już bardzo nieestetycznie zmęczona.

  10. Panie, to popatrz Pan teraz na ceny nowych elektryków. 120 patyków za auto prostsze w konstrukcji od tego Note. Mózg rozjebany (2x)

  11. To faktycznie rozdupca mózg, ale taka sytuacja cieszy (oczywiście jeśli się jest kupującym) bo można czasem za przysłowiową czapkę gruszek kupić naprawdę kawał dobrego auta (nie tyczy się chyba tylko VAGów, chociaż teraz kto wie). Też jestem za kupnem używanego egzemplarza i wsadzeniem pewnej ilości gotówki żeby cieszyć się czymś naprawdę kozackim (taki Lexus GS dajmy na to), niż kupieniem sobie “spokoju” w postaci nowej Fabii z salonu.

  12. A gdzie te czasy że po roku jeszcze się zarabiało. Dawno dawno temu np. na taką Skodę Felicie było takie wzięcie, że w rok po zakupie nowego można było sprzedać drożej używany. I jeszcze kilka modeli miało takie branie, ale wtedy rynek nie był tak spustoszony zaniżającymi cenę wrakami. Tak, uważam że to te wraki tak zaniżyły rynek, bo jak ma ktoś do wyboru 5-letnią furę za np. 30 tys. (co z tego że składaną i szpachlowaną i cholera wie co), to nie kupi takiego samego za 40-50 tys. (co z tego że oryginalne z salonu nie klepane). Oczywiście tracą i klienci którzy rzucają się na niską cenę i skręcony licznik a potem zalewają internet żalami o danej marce/modelu, a i tracą ludzie co uczciwie kupili samochód i chcą go uczciwie sprzedać, ale nie mogą, bo jak wystawią z uczciwą ceną to nikt an ogłoszenie nawet nie spojrzy.

  13. Używane auto. Trochę jak używany płaszcz. Niczego sobie, można wybrać naprawdę ładny i nie zużyty, ale jak masz pieniądze to i tak wolisz nowy.

  14. jest jeszcze jedna ważna rzecz – faktura (leasing).
    jak na jakimkolwiek portalu chcesz wyszukać auto na fakturę VAT to zostaje Ci 1/3 aut. w salonie dobierzesz sobie co chcesz, jak chcesz… odliczysz VAT i dochodowy i masz auto 33% tańsze niż w cenniku.

  15. Ja już czas jakiś temu doszedłem do wniosku, że auta dzielą się na trzy kategorie:
    1. Najlepsze na świecie – służbowe. Wtedy wszystkie inne cechy są nieważne.
    2. nowe, w leasingu, na gwarancji, co trzy lata wymiana. Fajne, ale drogie.
    3. Starsze auta, ale w topowej wersji. Mogą i kosztować 10 tys, pierwszy serwis kolejne 10. I tak wychodzi o wiele taniej niż punkt 2, a komfort jest nieporównywalny.

    Dlatego mój następny samochód będzie kosztował maks 10 tysięcy złotych. Czyli tyle, ile bym stracił trzaskając drzwiami w “salonowcu”.

  16. Telewizory, telefony, komputery, tablety itd. cała elektronika traci na wartości w dniu wypuszczenia na rynek.
    Tak jak wyjeżdżając autem z salonu.
    Czasy, kiedy za auto mogłeś dostać więcej niż to samo w salonie bezpowrotnie minęły, chociaż wait – a klasyki? Oldtimery, youngtimery… teraz to dobra inwestycja. Tylko trzeba wiedzieć co kupić.
    Gdybyś zamiast 323i na najTwojszej widniał znaczek CSL, to Szwagier większego zysku mógłbyś oczekiwać tylko po Madonnie z upadłym cycem Van Klompa… i po Matce Whistlera.

    Ceny nowych aut są proporcjonalne do europejskich standardów. Jeśli zarabasz średnią pensję europejską, to stać Cię na bywanie w BMW Welt raz na dwa, trzy lata.
    Punkt widzenia jak zwykle zależy od punktu siedzenia.
    Jeden znajomy pytał mnie o opinię na temat nowej Mazdy 3, drugi o paska B4.

    Podobnie jest z rowerami. Mi wystarczy podstawowy góral z kilkoma przeżutkami, a ktoś musi mieć pół kilogramowego ultranowoczesnego hitecha z karbonowymi przekładkami.

  17. Z tymi uzywkami w dobrym stanie jest tak, że sa, ale dla wszystkich nie starczy. Statystycznie. Koniec. Ale kazdy Polak uwaza, że on da rade kupić igłę. I jeszcze raz powtarzam: polski rynek jest zalany szrotem. Auta uzwyki w dobrym stanie na zachodzie sa duzo droższe.

  18. To jest niesamowite, że oprócz tego że Blogo fajnie pisze to jeszcze wszyscy jego czytelnicy i komentujący również dają radę! To chyba jedyny tego typu blog w Polsce, gdzie nie ma hejterów i każdy w komentarzach pisze coś mądrego! Szok… a co do samochodów, jeżdżę 15 letnim samochodem, silnik 2.8, wyposażenie dużo lepsze niż w połowie nowych aut, czyje się w nim bezpieczny i dbam o nie jak mogę. Kupione za 15 tysi, włożone 5 w naprawy. Wiem, że za 2 lata nie stracę połowy jego wartości, jeżeli nadal będę o nie tak dbał. Jeżeli dbasz o auto i jest naprawdę dobre, to sprzeda suę bez problemu za lepszą kasę niż od handlarza. Część ludzi zrozumie twoją cenę…

  19. Coś w tym jest, zaliczam się do grupy absolutnych hejterów nowych samochodów. Takich od 2006 w górę. Kocham wszystkie stare, i takimi jeżdżę.
    W ciągu kilku najbliższych tygodni jednak muszę sprzedać moje wychuchane E30 i przesiąść się do czegoś nowszego. Wybór marki nie jest zaskoczeniem, ale szukam czegoś z 3.0d i w kombi. Czyli rozstrzał od e46 przez e39, e61 aż do e91. Cyfry na blacie mnie nie przerażają. Jeden sąsiad ma e46 3.0d z przelotem 400 000, drugi ma piękne mpakietowe e39 i licznikowo dochodzi do miliona. I co? i nic. Dbać i jeździć. A komfort i wykonanie jak na tamte lata bajka.
    Czy znalazłem chociaż jedno auto w Polsce, które byłoby odpowiednie? Niestety nie.
    Na aukcjach i na zdjeciach jest bajka, ale chwila rozkminy, kalkulator w ręke i już się nie zgadza przebieg, nie zgadza się wyposażenie ani blachy, ciągle coś…

    Drugi wątek, o nowym sprzęcie rowerowym, który podjął ktoś w komentarzu. Akurat tu się nie zgodzę. Jeśli kupujesz carbonowy sprzęt tylko do jazdy po mieście i pokazania że możesz to nie ma tematu. Ale różnica jazdy jest przeokropna. Jeździłem kilka lat w zjazdach i szeroko pojętym fr/dh. Zaczynając na kiepskich sprzęcie się uczysz, ale już mając świadomość tego co się robi, kupuje się nowszy i lepszy sprzęt żeby doskonalić umiejętności i poprawiać technikę. Nie wspomnę już o kontach ram, o wadze, czy systemie amortyzacji. Tu akurat warto kupować nowszy sprzęt, bo coś on daje i nie jest zabójczy dla budżetu.

  20. “rzecz jest warte tyle, ile ktoś inny chce za nią zapłacić”

    Szok, niedowierzanie, odkrycie na miarę Nobla :O

  21. Blogo – użyłeś w tekście najważniejszego zdania, o którym “zapomina” wielu kupujących używki. Brzmi ono “dodatkowe 8 wrzuć w pierwszy serwis”.
    Jak kupujesz samochód, którym jeździła osoba, chcąca go od dłuższego czasu sprzedać, możesz założyć się o zbielałe oko, że będzie w nim sporo rzeczy do wymiany czy naprawy. Dlatego totalnym frajerstwem jest kupowanie używki na poziomie cenowym 100% swojego budżetu.
    ZAWSZE trzeba zostawić konkretny grosz (25 tys.), żeby usunąć tzw. zaległości serwisowe.

  22. Wystarczy sobie przypomnieć ile Blogo czasu straciłeś na znalezienie egzemplarza gdzie w pierwszy serwis wystarczyło wrzucić jedyne 8tyś(?). Jeśli masz ten czas i specjalistów którzy później to auto ocenią to wszystko spoko.

    Inaczej ryzyko, że coś konkretnego walnie w pierwszym tygodniu używania jest całkiem spore.

    Samochód to jednak inwestycja gdzie kalkulujesz ryzyko czy stracisz trochę, czy trochę więcej.

    Kupując nowy samochód jesteś świadom utraty wartości, kosztów serwisu i jeśli jeździsz z głową to przez te pierwsze 3-5 lat masz z grubsza spokojną głowę (dla kogoś kto używa samochodu do zarobku to może być bezcenne) i ułożone finanse.

    Ładując się w używkę, przy szczęściu rzeczywiście będizesz miał auto za pół ceny ale ryzyko jest i jak padnie rozrząd i dajmy na to skrzynia to może wyjść w sumie kwota nowego auta.

    Co do używek…
    A jakie to 15 letni samochód ma wyposażenie, którego dajmy na to taka Kia Ceed nie ma w standardzie lub za drobną opłatą? Jedyne co mi przychodzi do głowy to jakieś super komfortowe siedzenia z dobrej skóry. Bo akutalnej nawigacji z w miarę czytelnym wyświetlaczem, info o korkach pewnie nie ma.

    Albo taka Skoda Fabia z 2002 miała jeszcze blachę ocynkowaną, więc pewnie buda przeżyje nie jedno nowe BMW.

  23. Wszyscy, którzy kupują auto używane myślą że kupujący nowe to frajerzy. A postacie się na miejscu kogoś kto ma jeszcze mniej kasy. On też powie frajer kupił auto za 20tys. a ja mogę kupić za 2tys ibtez będę jeździł. A i tak znajdzie się ktoś kto powie że 2tys. to kupę kasy i można kupić taniej. Każdy kupuje na co go stać – co nie oznacza że jak masz 100 tys. na koncie stać cię na auto za 100tys. To nawet nie oznacza że stać cię na auto za 20tys. Sam decydujesz na co cię stać. Stan konta (wielkość limitu kredytowego) wyznacza tylko limit wydatków. Wszyscy kupujący auto używane po prostu nie chcą przyznać że nie stać ich na takie auto jak im się podoba. Już ich wszystkich widzę, jak dziedziczą kasę po np. jakimś miliarderze i lecą kupić używane e30. Niech każdy kupuje na co go stać.

  24. Blogo a ile ty masz lat ? bo wydaje mi sie ze mniej wiecej tyle co ja… czy nie sadzisz ze jedno w zyciu auto powinno sie kupic nowe ?

  25. @krzyss: Ja już swoją nówkę kupiłem – Almerę w 2001 roku. Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, byłoby lepiej, gdybym zamiast niej posadził wtedy jakieś konkretne drzewo sobie na działce.

  26. @krzyss noo… cos nowego, statecznego, bezawaryjnego, moze japonczyka np. Nissana moze almere… a nie czekaj…

  27. “Już ich wszystkich widzę, jak dziedziczą kasę po np. jakimś miliarderze i lecą kupić używane e30.” – ja bym właśnie dokładnie tak zrobił. Pierwsze co, to bym zaczął szukać E30 M3, a później E24 635CSi, następne Renault Alpine 110 i Safrane V6 BiTurbo Quada, kolejne Pug 205 T16… cholera, nie starczyłoby mi nawet na jedno nowe auto o_O
    W 2012 zaoszczędziłem ok. 100 kafli na zakupie 5-letniej Laguny GT (skrót wcale nie od GrandTour). Od tego czasu włożyłem już kilka tysi, ale to głównie na poprawianie fabryki, a nie na pierwszy serwis (prawie nic nie musiałem, bo przed zakupem była w ASO). Cieszę się z samochodu o mocy powyżej 2 setek koni i tylko AWD mi brakuje.

  28. @Wojtek – nie do końca o to chodzi. Ja sam kupiłem 23-letnie Volvo za 3500. Nie, nie jest idealne. Nie, nie uważam kogoś, kto kupuje nówkę-salonówkę za frajera. Jednak patrzę na mojego Volviacza i na dostępne obecnie nowe samochody i… żaden mi nie pasuje. Żaden nie spełnia moich potrzeb (szczególnie w kwestii bagażnika) tak dobrze, jak mój trumnowóz. Nawet nowe modele Volvo nie potrafią kilku spośród tych rzeczy, które potrafi mój 23-letni grat. Owszem, potrafią wiele innych, niedostępnych dla starszych modeli, ale tak się składa, że to nie na nich mi zależy. A co bym kupił mając możliwość wydania większej kasy na samochód? Wiedząc to, co wiem, kupiłbym… też Volvo 940. Tylko bardziej zadbane i z lepszym wyposażeniem (klima). Włożyłbym jeszcze trochę i jeździł kolejne dziesięciolecia. Bo tak mi te auta odpowiadają, i tyle.

  29. @PoGOOD – pamiętasz jak szukałem swojego używańca – ZAWSZE miałem odłożone pare tysi na serwis i ubezpieczenie, żeby nie było płaczu potem. No dokładnie tyle poszło na zrobienie auta po zakupie.
    Nie skomentuje tych co kupują używane auto (szczególnie klasy średniej i wyższej) za ostatnie pieniądze – a potem załamywanie rąk, że “dwumas” trzeba zrobić.

    No, ale tzw. handlarze dobrze wiedzą jak podejść.

    Ostatnio będąc spacerem w salonie Skody słyszałem jak pani sprzedawca przekonywała parę z dzieckiem, że oczywiście lepiej nowe, bo gwarancja i wiadome pochodzenie, a używane to na pewno z przekręconym licznikiem albo powypadkowe. Patrząc na ich przerażone miny myślę, że finalnie wzięli Fabię “golasa” 1.0 MPI…

  30. zeus
    Nie kupiłbyś, a nawet jeśli to byś nimi nie jeździł. Już wielu takich znałem co przyrzekali wierność E30 i E32, W124 itp., a jak przyszła dobra praca i dobra płaca to wszyscy co do jednego poprzesiadali się do nowiuteńkich Mondełek, Passerati w Hajlajnie, a co zaradniejsi do X5-tek. Klasyki o ile nie posprzedawane to gniją gdzieś po garażach, wyciągane raz na rok żeby się polansować na zlocie.

    Leniwiec Gniewomir
    Jak wyżej. Jutro wygrywasz w Totka albo dostajesz w spadku 10 mln, to pierwsze co robisz żeby to wszystko sprawnie poogarniać lecisz do salonu Volvo po najdroższe co tam teraz mają. 940-stka kończy tak jak ta Siary, po roku lub dwóch jak już masz spokój, kupujesz sobie jakiegoś grubego klasyka, o ile Cię wcześniej nowy Polestar nie skusi.

  31. na samym początku robisz błędne założenie “nie zegarków, nie perfum, nie biżuterii”. otóż samochód jest trochę z tej kategorii – słynny złomnikowy spendiż. a druga sprawa to to co już inni napisali, dobrze kupić używany to nie jest taka banalna sprawa.

  32. @Łukasz – otóż nie. Na pewno popatrzyłbym, poszukał, zobaczył co kto ma ciekawego, ale moich najważniejszych założeń – kombi, do bagażnika mają wejść minimum 3 basy w futerałach, w poprzek, bez składania oparcia, zaś samo oparcie ma kłaść się na płaściutko – nie spełnia żaden znany mi z autopsji nowy samochód. ŻADEN, nie licząc vanów o dostawczej proweniencji (które zresztą lubię i nie wykluczam, że dla zespołu coś bym dużego, pojemnego i wygodnego zanabył). Wszystkie mają kretyńsko zabudowane burty bagażników. I tak, nowych Volvo ten problem też dotyczy. Dlatego Twój argument jest inwalidą.

  33. Dodam jeszcze, że Volvo aktualnie nie robi tylnonapędówek, do tego mają same R4. Niemcy robią, ale niemieckich nie lubię (no, może ewentualnie Mercedes, ale niechętnie). Japończycy też robią, japońszczyznę lubię bardzo, ale Lexus i Infiniti nie oferują kombi. No, Jaguar jest jeszcze, ale jakoś mnie XF nie głaszcze. Owszem, ciekaw jestem nowego (mam nadzieję, że też wypuszczą w kombiaczu), ale podejrzewam, że w bagażniku ma miejsce raczej na prestiż własny, a nie na sprzęt.

    A co do klasyków – no ba. Na poszukiwania doskonale utrzymanego DS-a ruszyłbym od razu. To byłaby chyba pierwsza rzecz, jaką bym zrobił. No, zaraz po kupieniu paru kolejnych basów i wymarzonego nagłośnienia.

  34. a pamietacie tak z 10 lat temu jakie byly ceny samochodow…..no pamietacie? Za byle jakie 10-15 letnie g…..o trza bylo dac kilkanascie, kilkadziesiat tysiecy. I nagle bach wchodzimy do UE, nagle nima granic niema cel, kontyngentow bezclowych itp. Popularne wtedy auta Golfy Dwojki, Trojki Ople Astry czy inne Fiesty stracily z dnia na dzien polowe swojej wartosci jako auta uzywane ….wiec to nie handlarze zepsuli rynek tylko raczej politykiery i nie wiem czy slowo “zepsuli” jest tutaj odpowiednie…
    Ja tam nie narzekam na taki stan rzeczy ….po nowe sie nie wybieram do salonu a ostatnio za 4 latka na pelnym wypasie przyszlo mi zaplacic jakies 40 proc ceny salonowej….
    Lubie to…:)

  35. A w dupie z używkami. Dzisiaj o 17 odbieram nową, świeżą, pachniutką, jeszcze przez nikogo nie zapierdzianą BMW 3. Memento Peugeot 407.

  36. W 100% zgadzam się z Łukaszem. Skończyło by się tak, że jeździlibyście nowymi autami a stare albo by gniło albo zostało by na niedzielne wycieczki. Jak jest wystarczający zapas pieniędzy zaczyna się myśleć o bezpieczeństwie rodziny (nowe auta dzięki budowie i elektronice dają jej więcej niż stare), komforcie (również tym psychicznym – że jest nowe i się nie popsuje, prestiżu (również) i.t.p.

    Czy znacie kogoś kto ma naprawdę dużo kasy i jeździ starym autem? I nie chodzi mi o jakieś drogie klasyki tylko np. Passat B5 w TDIku. Pewnie na świecie (bo jest duży) kilka takich osób by się znalazło ale większość z Was (nas) skończyło by z nowym autem w garażu. Dla potwierdzenia np. Jay Leno, Jay Key – mają niezłe kolekcje ale nie myślę, że na co dzień ich używają.

    Co do zmieszczenia 3 basów w futerałach do auta – to pewnie jakbyś poszukał to byś znalazł odpowiednie auto. Ale najprawdopodobniej okazało by się, że wcale ich ze sobą nie musisz wozić. Że lepiej i przyjemniej jest pojechać swoim Ferrari/Porsche/Mercedesem czy innym a basy niech jadą osobno.

    Kolejna teza dla potwierdzenia słów powyżej – np. pralka. Wszyscy mówią/piszą, że teraz to nie ten sam sprzęt co kiedyś, że kiedyś się tak nie psuł, ale co robicie jak się wam jednak zepsuje – szukacie na allegro używanej czy po prostu idziecie do sklepu i kupujecie nową? Dlaczego tak jest – bo was stać.

    Jeżeli stare auta są lepsze od nowych – czy bylibyście w stanie zapłacić np. za stare 525 tyle samo co za nowe? I nie chodzi o klasyki tylko o zwykłe auta użytkowe? Nie – bo jednak te stare auta nie są takie dobre. Jestem ciekaw czy na tym forum jest ktoś kto rozważał zakup auto używane/nowe w tej samej klasie. Czyli np. kupię zamiast nowej Pandy stare Cinquecento. Nie każdy raczej myśli zamiast nowej Pandy kupię stare BMW – niech sąsiedzi widzą. Jak przyszła by kasa było by tak samo – zamiast starego BMW kupię nowe.

  37. Zasadnicza sprawa w zakupie auta to jest to na co Cię w danej chwili STAĆ i jakie widzisz perspektywy finansowe przed sobą. Albo możesz sobie POZWOLIĆ na “dreszczyk” ryzyka i kupujesz wypasioną używkę klasy D w której coś może beknąć i koszty będą duże ale wiesz że je udźwigniesz kosztem wakacji, niedzielnego schabowego, itp., albo idziesz do salonu i masz przez 3-4 lata dość precyzyjnie określone koszty i ten okres śpisz spokojnie.
    Nowe też się może “opłacać kupić” i wiem to z autopsji. Na wyprzedaży rocznika kupiłem nówkesalonówkę w sumie 30% taniej niż podaje katalog (20% na cenie auta, 5% -zimowe na alu, 3% – na OCAC – salon płacił, box na narty – 3%). Za 3-4lata sprzedam za 50% ceny z katalogu. Zatem stracę realnie jakieś 20%. Nowe też można fajnie kupić…

  38. @Łukasz
    No dobra, pewnie kupiłbym sobie jedno nowe, ale raczej nie z salonu (taki już ze mnie sknerus), a raczej 2-3 letnie.

    @Wojtek
    Z pewnością nie używałbym takich klasyków na co dzień. Takie auta bym kupił dla faktu posiadania i możliwości przejażdżek weekendowych, ewentualnie wypadów na tor.

    Dodam jeszcze, że pod wieloma względami wolę stare auta. Mniej elektroniki, systemów wspomagających i innych pierdół, które zmniejszają przyjemność z jazdy. Kiedyś samochody ociekały czystą mechaniką. Gdyby nie większa awaryjność starych aut (wiek i zużycie robi swoje) i ceny tych, które mnie interesują, to możliwe, że jeździłbym teraz czymś z lat ’70-’80.

  39. Aha, czyli jeśli przed sprzedażą E30 robię jej remont zawieszenia z tyłu i zmieniam oleje i pierdoły to robię podstawowy błąd oferując potem to auto na rynku?

    Powinienem wystawić tak jak stoi, za mniejszą cenę, z dopiskiem “kilka rzeczy do zrobienia, powiem przez telefon” ?

    Eeee to nie mój styl. Ja wolę zrobić wszystko na cacy, bo nienawidzę jak ktoś kupujac auto szuka pierdołki jak np niedziałająca żarówka od licznika ( koszt 50gr i 15 minut pracy) i targuje się 2 tyś w dół.

  40. Jakiś mądry filozof kiedyś napisał, ze jeżeli hipoteza jest niefalsyfikowalna to jest bezużyteczna. Także (m.in) Leniwcze mówienie co BYŚ zrobił GDYBYS nagle poczuł przypływ potężnego szmalu, jest tylko gadką tu i teraz. Nie da się tego zweryfikować. Moze nie polecisz do salonu zamawiać hurtem xc90, a moze polecisz.
    Ja np mówię, że gdybym dostał 10 baniek, to połowę bym rozdał. Ale to tylko gadka. Nie wiem co zrobiłbym

  41. W mordę, ale się teraz czuję. Jeżdżę salonówką – 3 rok z rzędu, prawie 90kkm na liczniku. Zdecydowałem się bo cena była znośna, wyposażenie aż nadto co mi potrzeba, założone przebiegi roczne 25kkm-30kkm. Nie miałem ochoty bawić się w naprawianie czegokolwiek i szukanie używki, tylko chciałem coś, czego historię krok po kroku będę znał. A to, że założyłem, że rozstanę się z tym samochodem gdy już go zupełnie zajeżdżę, lub się rozpadnie. C4 – 1,6 hdi – taki mój “błąd”. Pali mi średnio 4,5 z włączoną klimą non stop. Przeglądy robię, bulę słono za oc/ac (to mnie wku… najbardziej) i tankuję.

    Poniekąd nie jest tak, że żeby kupić używkę to ktoś ją musi wcześniej, no nie wiem, kupić w salonie? Tak tylko pytam:-) Inaczej zostaje tylko odkupowanie od flot, bo jak inaczej.

    A nie zmienia to faktu, że drugi samochód będę zmieniał na używany. A obecnie szukam dla siostry czegoś używanego za nie za duże pieniądze. Więc to trochę nie jest tak, że każdy ma inne potrzeby i inaczej je motywuje? Mi potrzebny jeden pewny samochód plus drugi jako awaryjny i dla żony jak gdzieś pojechać musi, najlepiej taki “do miasta”.

    Za te 10 lat jak mnie będzie stać – to pewnie też kupię nówkę, no chyba, że sobie budownictwo jakieś po drodze wymyślę, wtedy nie mam pojęcia.

    Co do wygranej czy spadku. Od razu pozbywam się starego polo, obecny zostawiam jako drugi samochód (taki awaryjny) i wybieram coś fajnego – tyle:-) Budowa pewnie też ruszyłaby jakoś od razu po znalezieniu działki. Te marzenia..

  42. @Wojtek – bezpieczeństwo może i tak (choć nie jeżdżę po to, by się rozbijać), komfort – nie wiem, starsze samochody mają przyjemniej pracujące zawieszenie (nowe, którymi jeździłem, w większości są idiotycznie twarde), ale prestiż? Chłopie, cóżeś nielegalnego spożywał ostatnio??? O prestiżu myślą właśnie ci, których nie stać, bo desperacko potrzebują wyglądać na lepiej sytuowanych, niż są. I to też pod warunkiem, że nie mają nic innego czym można się pochwalić. Ci, którzy kasę mają (nie licząc nowobogackich – oni wożą się najgrubiej, ale też zazwyczaj nie potrafiliby znaleźć innych powodów do dumy, niż stan posiadania), mają to w gdziesiu, bo nie potrzebują nikomu nic udowadniać. A co do wożenia basów – nie, wolę je mieć ze sobą. Czuję się spokojniejszy.

    Gdyby na rynku było obecnie coś, co mi naprawdę pasuje, mielibyście z Łukaszem rację. Ale problem polega na tym, że nie ma. Nie ma i whooy, brak, co zrobię jak nic nie zrobię. Nie jeździłem wszystkimi nówkami (nie jestem dziennikarzem motoryzacyjnym), ale miałem okazję bujnąć się sporą ilością i stwierdzam, że po prostu jeździ mi się nimi słabiej niż starszymi modelami. Nie poradzę.

    Ale – powtarzam – na pewno sprawdziłbym wszystko, co się da, potestowałbym, pojeździł. A gdyby Volvo nadal robiło 940/960, zaś Mercedes wciąż tłukł W124, miałbym naprawdę zajebisty dylemat. Chciałbym mieć takie dylematy. Ale niestety już nie będę – urodziłem się za późno.

  43. “Nie ma chyba drugiego takiego przedmiotu, który 3 lata po premierze jest nadal tak samo sprawny, nadal wygląda i działa tak samo jak nówka, czasami niczym poza metryczką się od nówki nie różni, a kosztuje połowę jej ceny.”

    Komputery, bo rozwój mocy procesorów praktycznie się zatrzymał. Różnice w osiągach między obecnym a trzyletnim MBP czy Lenovo T4xx są pomijalne. Wymienić baterię, może zmienić dysk na SSD i pracować dalej.

    @samochody:
    Trzy lata to taki słaby okres, bo to mniej-więcej cykl życia floty. Stąd na rynku następuje nadreprezentacja wołów roboczych i egzemplarzy poleasingowych. I wtedy owszem, golas BMW 316d z manualem to jest połowa, albo i 1/3 ceny nowego – czyli gdzieś w okolicach doposażonego Nissana Note. Natomiast zakup takiego, jaki bym sobie wybrał sam (np. 320i xDrive + automat) to już zupełnie inna para butów i okazuje się, że za tę cenę (~120 tysięcy) to ja mogę konfigurować nowego Levorga.

    Oczywiście jednak, jeżeli ktoś ma do wydania 30 tysięcy (lub mniej) PLN to z reguły może zakupić coś większego i dużo lepiej wyposażonego niż ktoś, kto ma 60 i uparł się na nowe. Kwestia tego, że musi mieć też czas i ochotę na szukanie odpowiedniego egzemplarza i aplikowanie pakietu startowego.

  44. W sumie to zgadzam się z Łukaszem, za 10 baniek to bym wybudował małą halę z dobrą wentylacją i trzymał W125 500E, E34 M5, Audi S6+, Omegę Lotusa itp. Ale to na niedzielę, a codziennie bym tyrał pewnie jakiegoś nowego z salonu. Usiadł bym przed konfiguratorem i zrobił sobię jakąs fajną E-klasę :)

  45. Moje spostrzeżenia są troszkę inne jeśli chodzi o ceny samochodów.
    15 lat temu można było kupić nową astrę clasic (astrę I pomimo tego że od 2 lat była już sprzedawana astra II) za 30 tyś zł. Wiem bo u mnie w rodzinie była kupiona taka. Golas totalny, ale nowa. Miała silniczek 1.4 60 kM, 2 poduchy, central i elektryczne szybki nic więcej. Obecnie najtańsza astra na wyprzedaży rocznika (w kwietniu byłem w aso wymieniać klocki w aucie żony to sobie pooglądałem) kosztowała 56 tyś. Silnik 1.6 115 kM klima manualna, elektryka, abs, central, czujniki parkowania i nic więcej z ekstrasów.
    Pytam zatem skąd taka różnica prawie 100 % więcej. Zaraz napiszecie, że jest lepsza, że ma bajeru, że strefa kontrolowanego zgniotu, tylko nie wiem czy to jest warte aż 100% więcej.
    Druga sprawa co bym kupił gdybym miał kupę kasy. Kupiłbym takie same e46 coupe jak mam obecnie, ale z motorem M54B30 i max wyposażeniem. Potem zrobiłbym z nim coś takiego jak gość który sprzedaje to auto:
    http://www.gieldaklasykow.pl/bmw-635-csi-e24-1980/
    Następnie cieszyłbym się jadzą nowym e46 w stanie fabrycznym.

  46. Dapo: moje wrażenie jest przeciwne. 15 lat temu kupiłem moje pierwsze auto – nowe Clio 2 za 39 tysi. Na wypasie ówczesnym, tzn. centralny zamek i lusterkam, silnik 98KM. Teraz nowe Clio kupisz fajne za 45-50 tysi. Biorąc pod uwage inflacje, to raczej staniało.

  47. A ja się dziwię, że ty się dziwisz.
    Spróbuj sprzedać używany mebel z Ikeii, spodnie, gacie, rozpakowany batonik, płytę cd, nie mówiąc o elektronice…
    Poza tym nowy ma gwarancję, wybierasz kolor.
    Oczywiście nowy opłaca się kupić jak planujesz jeździć 5 lat i więcej, na pewno nie na 1 rok.

  48. @Leniwiec Gniewomir

    Co do bezpieczeństwa to sądzę, że praktycznie każdy kto miał wypadek powie to samo co ty – nie jeżdżę po to, by się rozbijać. Wypadek – jak nazwa wskazuje jest zdarzeniem losowym i nie masz (w większości przypadków) wpływy na to kiedy i gdzie. Możesz jeździć super bezpiecznie a ktoś uderzy w ciebie.
    Komfort – nie chodzi tylko o same wrażenia z jazdy. Jest jeszcze komfort psychiczny. Auto nowe – duże prawdopodobieństwo, że się nie popsuje. Wiesz, że w swojej przeszłości nie było częścią innego auta (drzewa lub przystanku autobusowego), że niemiec nie pozbył się go bez własnej woli, albo że nie zdało na patent płetwonurka. Za ten komfort się płaci – każdy musi ocenić sam ile to jest dla niego warte.
    Prestiż – tu zacznę od tego, że nie każdy musi decydować na podstawie wszystkich wymienionych warunków. Dla jednego ważny będzie prestiż a dla innego bezpieczeństwo a dla innego oba te aspekty. Tutaj nie zawsze chodzi o to żeby inni zazdrościli (chociaż dla niektórych jest to najważniejsze). Wyobraź sobie, że prezes dużej korporacji przyjeżdża na podpisanie wielomilionowego kontraktu starym Golfem – czy nie wygląda to nieprofesjonalnie?
    A o tych co mają kasę (bez nowobogackich) – zgadza się nie potrzebują nikomu nic udowadniać i mogą jeździć starym autem aż je zajeżdżą lub się zepsuje. Tylko jak już to nastąpi to nie szukają auta na allegro tylko idą do salonu i kupują nowe (bo ich stać) – a właśnie o tym była rozmowa – jak będzie Cię (Mnie, Nas) stać to po prostu będziemy kupować nowe auta.

    Podsumowując – jak osiągniesz pewien pułap bezpieczeństwa finansowego (nie określam gdzie on leży – bo to dla każdego może być inna kwota) po prostu patrzysz na rzeczy droższe/nowsze. Kupujesz model nowszy, większy a na końcu po prostu nowe auto z salonu. Piszesz, że kupiłeś swoje auto za 3500 – jak się domyślam nie była to decyzja typu nie kupię Volvo XC90 za 300kPLN bo ma mały bagażnik zamiast tego kupię stare 940 za 3,5kPLN.

  49. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że przy funduszach rzędu 10mln PLN każdy popędził by do salonu po nówkę. Ja wiem, że bym tego nie zrobił z kilku powodów. Po pierwsze obecnie, wśród nowych konstrukcji, nie ma samochodu, który by spełniał wszystkie moje zachcianki. Mówię o zachciankach bo przy takiej kasie “rozsądek i racjonalność” przy zakupach schodzi na dalszy plan. Po drugie, posłużę się przykładem: pożądam Maserati Quatroporte. Przy niegraniczonych funduszach (a przy proponowanych tu wyżej 10mln PLN można tak mówić:-) mogę kupić najdroższą nówkę sztukę ale ona mi się nie podoba, nie ma V8, którą chciałbym mieć i nie ma dla mnie tego czegoś co sprawia, że chcę ją mieć. Dysponując w/w kasą można kupić samochód taki jaki się chce i wyszykować go na nówkę z salonu.

  50. Ceny na auta “premuim” nówka / używka to jest dopiero kosmos – nową M6 znajomy sprzedaje po 6 tygodniach używania bo mu nie pasuje – za cenę – 20% w dół – jakieś 80 KOŁA!

    A ja na remont silnika w 20 letniej madzi dam więcej niż za całe auto! Co z tego że zawiecha na wielowachaczach z 4WS, silnik 200KM V6, solar, klima elektryka etc – rocznik 95 i bez gazu – więc nie warta więcej niż 5 koła!

    Mogę oczywiście wydać 4K na silnik na ori częściach z Japoni, 6K na nowe zawieszenie, remont blach, lakier etc kolejne 5K, hamulce na felgę 17 3K,do tego czujniki fotochromy ekrany, kamery, kolejne 5K, 2 auto na części 5K, dodatkowe Assistance 1K?- wydam ok 35K na auto klasy wyższej średniej, którym pojeżdżę spokojnie 3-5 lat, a w czym będzie gorsze od nowego auta klasy A/B za tą samą cenę?

  51. @Wojtek – oczywiście, że nie była to tego typu decyzja, powiedzmy sobie szczerze, że mam ważniejsze wydatki (utrzymanie rodziny choćby). Jednak moje 940 poza brakiem klimy spełnia wszystkie moje motoryzacyjne potrzeby. Bardzo chciałbym znaleźć wśród nówek coś, co też by je spełniało, bo dzięki temu znów miałbym o czym marzyć, a lubię to, gdyż marzenia mnie napędzają. No dobra, lubię hybrydy, przekonują mnie, a Toyota robi wyśmienite. Do tego ufam japońskiej niezawodności. Fajnie. To może Prius Plus? Nawet zakładając, że sprzęt by wlazł, brakowałoby mi RWD. Nie sądziłem, że to kiedykolwiek napiszę, ale odkąd pozamiatałem sobie trochę tyłem (oczywiście na pustej, szutrowej drodze – nie jestem kretynem) to wiem, że brak takiej możliwości (ot tak, dla zabawy) uwierałby mnie gdzieś z tyłu czaszki). Podobny problem mam z Subaru Levorgiem (co za genialna nazwa, brzmi jak kosmita wyżerający ludziom mózgi) – Subaryny zawsze lubiłem, Legacy SW i Outback 2 generacje wstecz to coś wspaniałego (późniejsze już nie), Levorg prezentuje się fajnie i bagażnik wygląda dobrze. Ale… CVT w Subaru? To, co nie razi mnie w hybrydzie, w samochodzie z AWD i boxerem zwyczajnie boli. Przykłady można mnożyć – zawsze coś mi nie pasuje.

    Ja po prostu lubię starsze auta. I o ile moim marzeniem BYŁOBY (gdyby na rynku był spełniający moje wymogi samochód) kupić nówkę-salonówkę a następnie jeździć nią przez dziesięciolecia, to wiem, że tak se ne da, bo 1. samochody projektowane na dziesięciolecia nie są już produkowane, 2. patrz wyżej – nie miałbym czego wybrać.

    A co do prezesa – no Paaanie. Podjechanie idealnym Jagiem albo Mercem (albo – #najlepiej – DS-em) z lat 60-70 to byłby szał. Oznaczałoby to, że gość ma nie tylko kasę (bo kosztują), ale także gust oraz jest na tyle dokładny w tym co robi, że to, czym się opiekuje, działa długo i bezproblemowo.

    I na koniec jeszcze jedna uwaga: wychodzisz z bardzo powszechnego i tak samo bardzo błędnego założenia. A założenie to brzmi: “wszyscy mają takie same potrzeby/upodobania jak ja”. Otóż nie. Ludzie się różnią. I jeżeli nie pasuję z moimi poglądami do Twojego obrazka (a wierz mi, że nie jestem jedyny), to może czas poszerzyć jego ramy?

  52. @Leniwiec Gniewomir
    Co do prezesa w starym golfie.
    Poczytaj o założycielu IKEA. “Ingvar Kamprad” jeździ starym Volvo 240, lata samolotami rejsowymi, ogólnie żyje bardzo skromnie, a jego majątek szacuje się na ponad 3 mld $

  53. Ingvar nie jest żadnym wzorcem, tak samo jak Benny Hill oraz George R.R. Martin. To są, co by nie mówić (bez ujmowania im zasług) trochę dziwaki, mentalne grzyby i osoby bardzo problematyczne w życiu codziennym.

  54. @Leniwiec Gniewomir:
    Solidność samochodów jest oceniana retroaktywnie, więc zdanie “teraz już nie robią samochodów na dekady” jest niefalsyfikowane. Pożyjemy, zobaczymy. Samochody trwałe i niezawodne są, tylko nie tam, gdzie kilkanaście lat temu. Kilkuletnia (do 10-ciu) Honda czy benzynowe Subaru trzymają ceny jak wściekłe, z reguły są droższe od porównywalnych VAGów czy Opli. Także w Niemczech.

    Obawiam się natomiast, że stawiasz zbyt wielkie wymagania rynkowi nowych samochodów – to nie jest magiczne miejsce, to rynek jak każdy inny. Jak się wymaga, to trzeba za to płacić. W kategorii “równie pojemne jak 9xx kombi” jest co najmniej kilka samochodów, od Volvo V70 z trzylitrową benzyną (AWD) przez XF Sportbrake (RWD/AWD, może być z pięciolitrową benzyną) do Outbacka (AWD). Z tym że w przypadku dwóch pierwszych mówimy o ~300k PLN.

    BTW, co ci nie pasuje w Lineartronicu? ZF 8HP to to nie jest (nie ten budżet), ale gdyby rzeczywiście była to jakaś beznadziejna skrzynia to Subaru brałoby skrzynie od Aisina (są powiązane przez Toyotę) zamiast samemu to wymyślać. No chyba że wolisz manual, ale to niestety chude lata nadchodzą. Inna sprawa, że hybrydy z Toyoty nie używają CVT.

    @Dapo:
    Kampard ten wizerunek “życia skromnie” budował latami, wliczając w to ukrywanie przed opinią publiczną że ma winnicę w Prowansji, wielki pałac w Szwecji i że przed Volvo jeździł Porsche.

    Nie mówiąc o tym, że prezes korporacji jest słabym wyznacznikiem czegokolwiek.

  55. @sosek – m.in. dlatego zostanę przy używkach.

    A co do CVT – lubię moment zmiany biegów, zarówno w manualu, jak i w automacie. Tę lekką zmianę przyspieszenia. Oczywiście moja k. 10-kilometrowa przejażdżka za kierownicą Aurisa HSD (bardzo przyjemne auto tak swoją drogą – i jaką skrzynię ma, jeśli nie CVT?) jest niezbyt miarodajna, jednak wiem, co lubię, i tyle.

  56. To przekładnia planetarna która udaje CVT, dokładne działanie można sobie poklikać tutaj:

    http://eahart.com/prius/psd/

    Lineartronic natomiast (jak większość CVT oferowanych w USA, a także przekładnia w Lexusie IS 300h) ma wirtualne biegi, łopatki i całą resztę tego zestawu do symulowania “tradycyjnego” automatu. Dwa w jednym.

  57. Zalew używanych aut spowodował spadek cen. Złomnik kiedyś w motorze robił taką analizę poszczególnych modeli – gdzie 90% ogłoszeń to szrot, a gdzie można liczyć na coś przyzwoitego. I wnioski nie były wesołe np w odniesieniu do Scenica.
    W Polsce jest głód dobrych aut. Handlarze go nie zaspokoją, bo sprowadzają auta mniej lub bardziej bite, tylko takie można sprzedać w akceptowalnej w PL cenie. Tych aut jest coraz więcej. Pytałem się ostatnio w różnych salonach o możliwość zostawienia auta w rozliczeniu przy zakupie nowego – 90% odpowiada – tylko auta z polskiego salonu, sprowadzone=skreślone. To się przełoży również na rynek aut używanych, ich jest za dużo po prostu.
    Do tego dochodzi kult 200 tysięcy km. Po ich przekroczeniu niektórych aut nie da się sprzedać.
    Dlatego przy dużych rocznych przebiegach to właśnie używka nie ma sensu. Auto z małym przebiegiem jest drogie, wcale nie traci 50%, chyba że to dacia. Auto sprowadzone z magicznym 180 000 ma liczniku jest cofnięte o co najmniej 100 000. Pojeździsz, pojeździsz, włożysz trochę pieniędzy w serwis i co dalej, komu je potem sprzedasz, jak jest tysiąc następnych ogłoszeń ze 180 000?
    Inna rzecz, że nówki bardzo podrożały – taka Octavia o 15 tysięcy w dwa lata, Mondeo 20 tysięcy w rok. I teraz dla rodziny taki np. nowy Logan jest moim zdaniem bardzo rozsądnym wyborem. Kupując w tej samej cenie używane Audi owszem, kupujemy wioskowy prestiż, ale dostajemy w pakiecie wszystkie jego ukryte przygody, o których się dowiemy w najmniej oczekiwanym momencie oraz niespodzianki w kosztach normalnego serwisu. I potem narzekanie, że tak drogo, kombinowanie, drutowanie. Skoro cię nie stać na Audi – jesteś chłopie w klasie Dacii, to żaden wstyd!
    Jakby istniała polska marka aut, to wszystko byłoby inaczej, bo byłaby pierwszym, naturalnym wyborem i nikt by się tego nie wstydził, nie dorabiał ideologii do zakupu użytkowego narzędzia, jakim jest auto. I może na rynku najważniejszym wydawnictwem nie byłyby poradnikokatalogi aut używanych.

  58. @Leniwiec Gniewomir
    Może moje założenie jest błędne, ale dlaczego ty wychodzisz z założenia, że mając odpowiednią sytuacje finansową traktował byś auto inaczej niż np. żelazko. Czym auto oprócz ceny różni się od innych przedmiotów użytkowych? Zepsuło się/ jest stare/ nie podoba mi się kupuję nowe. Jest wiele opinii na Internecie, że teraz już nie robią takiego sprzętu AGD jak kiedyś, jednak praktycznie każdy kupuje nowy a nie szuka używanego. Związane jest to z zasobnością portfela. Nasi rodzice pewnie w przeszłości nigdy by sobie nie wyobrazili aby np. wyrzucić żelazko bo jest stare – a teraz jakoś większość osób nie ma z tym problemu.
    Sprawa druga – co byś powiedział sprzedającemu tobie twoje Volvo jakby powiedział, że jego cena to np. 400kPLN bo po pierwsze teraz już nie robią tak dobrych aut a poza tym nie ma na rynku auta z tak dużym bagażnikiem. Zgodnie z opiniami wyrażanymi bardzo często i tutaj i na innych forach tak powinny wyglądać ceny używanych aut. A podejrzewam, że twoją odpowiedzią było by “za takie pieniądze to ja kupię nowe auto”.
    Dziwne jest to, że opinie o super autach jakie były kiedyś wyrażają zwykle ci, którzy jeżdżą autem starym. Ja jeździłem już 6 nowymi samochodami i nie zauważyłem, żeby nowsze psuły się częściej.

  59. Ja potrzebując czegoś dodatkowego co przewiezie dziecko do przedszkola kiedy zimno pada (2km) kupiłem żonie forda ka.
    Zapłaciłem uwaga uwaga – 1200pln.
    Przecież za tyle ciężko jest znaleźć fajny rower a na rowerze może jechać jedna osoba i nie ma dachu.

  60. @Wojtek – jeśli podchodzisz do samochodów jak do AGD, to co tu robisz? ;-)

    Ja sam lubię jeździć, wiem też, co lubię w zachowaniu samochodu. I z tych nowych, którymi jeździłem, do końca nie pasował mi żaden. Jasne, były samochody, które sprawiają frajdę (choćby nowe, tylnosilnikowe Twingo – rany, jak to fajnie jeździ), ale nie miały innych, bardzo ważnych dla mnie cech. A jak wydaję kasę, szczególnie sporą (dla mnie), chcę za nią dostać to, czego potrzebuję. A jeżeli nówki nie dają mi tego, co potrzebuję i co lubię, to co pozostaje? Starsze modele. I tyle.

  61. No i jeszcze jedno: 400k nie kosztuje nawet nowy odpowiednik mojego 940 (czyli załóżmy, że V70). Za 400k to ja bym kupił drugie mieszkanie. Pod wynajem. Zarabiałoby na siebie. Wydawać tyle na samochód (choć bardzo je lubię)? W życiu.

  62. @Leniwiec Gniewomir
    Są jeszcze inne samochody spełniające twoje kryteria: MB W211 “kombi” Ford Scorpio, Audi 200 c3 avant 2,2 turbo quatro (albo 5000s avant)

  63. @Leniwiec Gniewomir
    Lubię auta ale preferuję nowe. Dlatego jestem tutaj. Oczywiście chciałbym również jakieś auto stare ale to raczej coś ze smakiem na niedzielne przejażdżki. Na codzień muszę mieć coś niezawodnego i bezpiecznego.

    W twoim zamiłowaniu do aut używanych widzę tylko jeden problem – będziesz zmuszony do jeżdżenia swoim Volvo do końca życia gdyż żadne inne auto nie daje ci tego czego potrzebujesz (no chyba że zrezygnujesz z basów) ;-)

  64. @Leniwiec Gniewomir:
    Porównujesz jedną stronę równania. Sprowadzasz sytuację nabywcy nowego samochodu do “czy mam odpowiednią ilość gotówki na koncie” i zostawiasz problemy osoby ubogiej, więc wychodzi ci oczywistość “nawet jakbym miał, to i tak najpierw spełniłbym bardziej pilne potrzeby których teraz nie zaspokajam, a potem się zastanowił.” Równie dobrze można się zastanawiać “czy gdybym nagle dostał kilka milionów to kupiłbym nową Cessnę”? Oczywiście nie, przecież za cenę Cessny mogę pojechać w podróż dookoła świata, kupić mieszkanie, samochód i domek letniskowy.

    Posługując się przykładem z Volvo XC70: osoba, która wydaje z własnej kieszeni 300 tysięcy PLN na samochód to z reguły ktoś, kto co roku ma takie wartości na zeznaniu podatkowym i jest blisko wieku emerytalnego. Raperzy, piłkarze i zwycięzcy loterii to margines. Pomocna statystyka, Forbes robił podobne analizy:

    http://www.bimmerfest.com/forums/attachment.php?attachmentid=74325&d=1146095304

    Poprawne ćwiczenie umysłowe (kwoty netto), wymaga pewnej dozy empatii:

    Od pięciu lat zarabiasz co najmniej 400 tysięcy rocznie, a w ciągu ostatnich piętnastu lat nie spadłeś poniżej ćwierć miliona. Masz ~50 lat, dzieci wyprowadziły się z domu. Czy kupiłbyś sobie nowe Volvo XC70/BMW 550i czy może wolałbyś mieszkanie “żeby na siebie zarabiało”?

    I podobnie: Masz ~40 lat i stabilną pracę, od ponad dekady przynosisz do domu co najmniej 120 tysięcy rocznie. Czy raz na 10 czy 12 lat jesteś skłonny za 90 tysięcy kupić sobie nowego Golfa/Megane/Aurisa z pięcioletnią gwarancją (absolutny standard od kilku lat) i pakietem serwisowym? Albo Clio Grandtour na pełnym wypasie za 70k?

  65. @sosek
    Absolutnie się z Tobą zgadzam.
    Tylko zmieniłbym modele aut w przypadku 40 latka na 2-3 letnie BMW.
    Oczywiście nie oznacza to że pozbyłbym się obecnego auta, które kupiłem z myślą, że będę je miał tak długo, aż stanie się dużo droższe niż w chwili jego kupna.

  66. @Wojtek – absolutnie nie zrezygnuję, muzyka jest tym, co kocham najbardziej. Nawet motoryzacja jest na dalszym planie. Zresztą kasa z grania stanowi zauważalny kawałek mojego dochodu. Dlatego podporządkowuję moje motoryzacyjne ukierunkowanie potrzebom transportowym. Acz mam też kilka innych ważnych kryteriów.

    Generalnie wygląda to tak:
    1. Bagażnik – o tym już pisałem. Nie wożę sprzętu codziennie, ale robię to na tyle często, by propozycje “wynajmij sobie busa” stały się idiotyczne z ekonomicznego punktu widzenia. Dodam, że uniwersalność i ustawność, szczególnie szerokość i płaską powierzchnię po położeniu oparcia (oczywiście MUSI być dzielone), cenię wyżej niż “gołą” pojemność wyrażaną w litrach.
    2. Komfort. Chodzi mi tu głównie o pracę zawieszenia (lubię raczej miękko) i wygodę foteli, bardzo pożądanym dodatkiem jest elektryka szyb i lusterek (mam), klimę powitałbym z radością (nie mam a chciałbym). Automat nie robi mi większej różnicy – acz miałem kiedyś samochód z automatyczną skrzynią i przyznaję, że to przyjemny wynalazek. Inne dodatki jakoś mnie nie łechcą.
    3. Może to dziwne kryterium, ale… widoczność. Nie znoszę obowiązującej od ok. 10 lat mody na stosowanie wizjerów czołgowych zamiast normalnych szyb. Szczególnie z tyłu. Tzw. widoczności 3/4 (koniecznej przy wyjeżdżaniu tyłem z miejsca parkingowego prostopadłego do ulicy) nie zastąpi żadna kamera, zaś modlitwy o to, by nic akurat nie jechało, nie byłyby skuteczne, jako żem niewierzący.
    4. Sensowna, nieprzekombinowana konstrukcja, dająca się po ludzku serwisować i przez wiele lat utrzymać w ruchu. Z tym aktualnie robi się problem – samochody są coraz bardziej skomplikowane, i o ile ten fakt sam w sobie da się przeboleć, bo dzięki temu zyskujemy parę innych rzeczy, to metody używane przez producentów najzwyczajniej mnie mierżą. Łączenie części w nierozbieralne (i bardzo kosztowne) moduły, kodowanie… Np. w aktualnym Mercedesie klasy E, który do niedawna był jednym z b. niewielu nowych samochodów, które do mnie przemawiały, nie wymienisz ot tak akumulatora. Trzeba go zakodować w ASO. A to kosztuje… 7000 zł! SIEDEM TYSIĘCY ZA WYMIANĘ AKUMULATORA! Nawet bogaty człowiek, którego stać na taki samochód, nie lubi wyrzucać kasy w błoto (i m.in. dlatego jest bogaty). A taka procedura to najzwyklejsze w świecie dymanie klienta. I właśnie ta informacja sprawiła, że aktualna E-klasa przestała mnie kręcić.
    5. Nie jest to najważniejszy priorytet, ale odkąd jeżdżę 940 (a wcześniej miałem Mercedesa 190 na kilkudniowe testy), stwierdziłem, że tylnonapędówkami jeździ mi się fajniej. Co nie oznacza, że odrzucam FWD (wszak uwielbiam stare hydrocytryny a DS 21 jest szczytem mych klasycznomotoryzacyjnych marzeń) – po prostu RWD daje mi w pewnych warunkach więcej frajdy. Nie mówiąc już o tym, że tylnonapędówki często są zwrotniejsze.

    Jak widzisz, nigdzie w tych założeniach nie ma ani słowa o tym, że auto ma być używane. Gdyby na rynku występowała nówka, która spełniałaby wszystkie te założenia, lub przynajmniej pierwsze cztery, śliniłbym się do niej jak zły, zaś gdyby mnie było stać, nawet bym się nie zastanawiał. Pytanie jednak, czy coś takiego istnieje.

    Poza tym nie, moje Volvo nie jest jedynym samochodem, który spełnia moje potrzeby – doskonałymi przykładami (no, może poza ostatnim punktem) są piewsze dwie generacje V70 czy np. starsze wersje Subaru Legacy/Outback. Mój ojciec miał przez kilka lat Legacy z bodajże 2000 roku – rewelacyjne, niezawodne auto z bardzo dobrym bagażnikiem. Późniejsza generacja też super. Ale już ta następna… łojezu. Nie.

    Tak więc pozwól, że wyprowadzę Cię z błędu: nie jestem fanatykiem samochodów używanych (choć uwielbiam klasyki i nigdy się z tym nie kryłem). Po prostu mam swoje potrzeby i nie widzę, by którekolwiek nowe auto je spełniało. A jaki jest sens – tak z czysto logicznego punktu widzenia – wydawania kilkukrotnie większej kasy na coś, co nie spełni Twoich potrzeb, gdy za mniejszy pieniądz możesz mieć coś, co te potrzeby spełni? Tak na logikę.

    @sosek – jasne, takie przykłady są sensowne i rozumiem je, jednak w polemice z Wojtkiem chodzi mi o coś zupełnie innego. Otóż Wojtek stwierdził, że mając odpowiednie pieniądze KAŻDY wybrałby nowy samochód. A ja jestem ogromnym przeciwnikiem stosowania tego typu wielkich kwantyfikatorów, gdyż ludzie i ich potrzeby są różne. I tak, wiem, że jestem w mniejszości, ale bardzo mi to odpowiada. Nie jestem każdy, nie jestem wszyscy, nie jestem nawet większość. Patrzę i polemizuję ze swojego punktu widzenia, gdyż ten znam najlepiej – jest to najzwyczajniej uczciwe ;-) Doskonale wiem, że ktoś inny, mając odpowiedni pieniądz, kupiłby nówkę-salonówkę, ale ja nie jestem tym kimś innym i to chciałem uzmysłowić Wojtkowi, który w swych wypowiedziach najzwyczajniej lekceważył istnienie ludzi, którzy wśród obecnie produkowanych aut nie znajdują takich, które spełniają ich potrzeby. Nie twierdzę i nigdy nie stwierdzę, że kupienie nowego samochodu to głupota (no chyba, że to VAG z silnkiem TSI ;-)). Po prostu zauważam brak na rynku aut, które ja osobiście chciałbym mieć. I bardzo mnie ten brak smuci.

    Teraz jaśniej?

  67. @Dapo:
    Yyy, przecież kupno 2-3 letniego BMW (lub innego “premium”) to wyrzucenie pieniędzy w błoto. Kupujesz samochód ze wszystkim wadami używanego (bardzo ograniczony wybór, niepewna historia, konieczność zaaplikowania pakietu startowego) za cenę nowego z niekoniecznie niższej klasy.

    Za 90 tysięcy możesz mieć dwuletnie BMW 1er z przebiegiem do 50 tysięcy lub całkiem nową Giuliettę Sprint. Zupełnie nie wiem dlaczego miałbym wybrać to pierwsze.

  68. @Leniwie Gniewomir

    Ok przyjmuję do wiadomości że możesz być jednym z wyjątków (pewnie w skali świata może ich być dużo), ale np. mówimy, że człowiek ma 2 nogi i 2 ręce mimo, że na świecie jest wiele ludzi, którzy mają tych organów więcej lub mniej. Więc nie bierz tego tak do siebie. Rozmawialiśmy o ogóle ludzi ale patrząc przez Ciebie. Dobrym dowodem może być to, że im bogatsze społeczeństwo tym więcej nowych aut kupuje.
    Co do ceny za wymianę akumulatora to skąd masz takie informacje? Szczerze mówiąc to raczej włożył bym to do jednego worka z historią o czarnej władze. Druga opcja – ktoś bardzo zszedł za skórę serwisowi. Moje doświadczenia z cenami są inne – a jeżdżę już 2 nowym Mercedesem.

  69. @Wojtek – będę musiał dokładniej podpytać kolegi, który mi to sprzedał. Jego znajomy miał taką historię. W każdym razie rzecz dość łatwa do zweryfikowania.

    Oczywiście, że im bogatsze społeczeństwo tym więcej kupuje nówek. Nie mam nic przeciwko, niech kupują. Może któregoś dnia któryś z producentów wypuści coś, co po wieloletniej przerwie wywoła i mój ślinotok.

  70. @sosek
    1. Napęd RWD , rozkład mas, prowadzenie, jakość użytych materiałów. W większości wypadków oglądasz swój samochód od środka, a jakość materiałów we wnętrzu samochodów obecnie produkowanych w cenie do 100 tyś niestety pozostawia wiele do życzenia. Mam obecnie 2 samochody: 15 letnie BMW i 4 letniego Opla, którym jeździ głównie moja żona. Jeśli chodzi o jakość użytych materiałów w Oplu to do BMW jest ogromna przepaść. Po prostu króluje tani plastik obecny wszędzie. Na drzwiach jest może 30 cm 2 materiału. W BMW ponad połowa powierzchni drzwi to materiał do tego kawałek skóry i górny pas przy szybie to miękki i przyjemny w dotyku plastik. Jak byłem ostatnio na targach w Poznaniu utwierdziłem się w tym że większość samochodów klasy C i nawet kilka klasy D marek “przystępnych cenowo” niestety jest mniej lub bardziej plastikowa. Niestety także Alfa. Podobnie z prowadzeniem, komfortem jazdy. Przepaść (opinia z własnego doświadczenia, a miałem i jeździłem już wieloma markami).
    2. Kwestia gustów. Nie chcę umniejszać innym markom, bo mają fajne, ładne auta, Alfa też, ale mi po prostu podobają się BMW (choć też nie wszystkie). W tej kwestii nie ma argumentów. Jeden lubi skode inny mercedesa.

  71. @sosek
    Jeszcze jedna kwestia. Wyposażenie, kolor wersja itp. Tu masz trochę racji. Jak szukałem samochodu w przypadku BMW zajęło mi to prawie rok i nie ma on wszystkiego tego co chciałbym żeby miał. Na szczęście w przypadku starszych samochodów pewne rzeczy są łatwo dostępne i można sobie auto udoskonalić.
    W przypadku Opla poszukiwania trwały 1,5 miesiąca. Wyposażenie super (grzane zydle i kiera, klima automatyczna, PDC ESP, itp) jedynie kolor nie najlepszy, ale moja żona uważa że kolor jest doskonały (pasuje jej do koloru lakieru do paznokci). Biorąc pod uwagę to że na nowy samochód skonfigurowany pod siebie też czeka się 3-4 miesiące nie jest tak źle przy używanych.

  72. @Dapo:
    IMHO RWD jest pomijalny w 316i/116i z silnikiem z Mini/Peugeota, albo w 116d/316d z zawrotną mocą 116 KM, a takie dwu-trzyletnie BMW możesz kupić za 90 tysięcy. 320d/320i (i wyżej) to rzadkość, raczej po flocie z przebiegami rzędu 60 tysięcy/rok. Nie mówiąc już o tym, że w przypadku F20 premium to tam jest tylko cena, bo na pewno nie jakość materiałów. Ten samochód jest tak skandalicznie tandetny, że Kia c’eed jest solidniejsza.

    Piętnasto- czy tam nawet dziesięcioletnie BMW to i owszem, z reguły da się znaleźć coś fajnego od prywatnego nabywcy. Ale do tego wcale nie trzeba dziewięćdziesięciu tysięcy, tylko raczej 30-40 (licząc z rozbudowanym pakietem startowym). O czym zresztą jest OP blogo.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *