(m543) Jestem nacinaczem opon

Wyznania łgarza, Philip K Dick

Tyle się mówi o tym, jak no u nas handlarze oszukują, jak kantują, jak naiwniaków w konia robią. No to obadajcie to!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ale najpierw ultrakrótka dygresja – otóż jestem fetyszystą używanych książek. Uwielbiam je kupować, uwielbiam je czytać. Używana książka jest milion razy lepsza od nowej – bo jest pogięta, styrana i od razu pachnie książką, a nie miksem smrodu drukarni, lakieru okładkowego i tuszu. Używana książka pachnie drewnem i kurzem. Lepszy od tego jest tylko zapach świeżo zmielonej kawy i ciemnego, czekoladowo-kawowego piwa Outmeal Stout.

Wyznania łgarza, Philip K Dick

Dobra koniec dygresji. Co się chciałem pokazać jako lifestyle’owiec i hedonista, to się pokazałem, wróćmy do rzeczy.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Zawsze się zastanawiałem, skąd się Ci nasi handlarze Mirki wzięły. Skąd oni biorą pomysły na te swoje idiotyczne przewałki. Skąd u nich taki brak poczucia obciachu i łatwość w ściemnianiu w żywe oczy. Już wiem, kuźwa już wiem!

Otóż w tej ww. książce jest taki jeden fragment, który zrył mi mózg widelcem i jednocześnie wyjawił genezę typowego Mirka – handlarza i przedsiębiorcy. Bo to jest tak: ja wiem, że Filip K. Siusiak był fantastą, zmyślaczem i ogólnie nie wierzył w istnienie Stanisława Lema, więc pewnie również miał paranoję. Ale jak każdy pisarz, miał również niebywały dar obserwowania otoczenia – i to co widział, ubierał w słowa, pewnie lekko koloryzował… ale jednak w znacznej mierze na jakichś tam obserwacjach się opierał. A więc…

…fragment, który Wam poniżej przytaczam, pochodzi z książki wydanej po raz pierwszy w 1975 roku – czyli dokładnie z czasów, w których dzisiejsze Mirosławy (panowie na ogół w okolicach 55 roku życia) mieli 15 lat. Czyli byli młodzi, chłonni jak gąbka i szukali wzorców, by się ukształtować, by znaleźć pomysł na siebie i na biznes. I ci z nich, którzy trafili na „Wyznania łgarza”, dziś ściągają te wszystkie diesle z przebiegami 187 tys. km.

Przeczytajcie, co się 40 lat temu w Ameryce wyprawiało:

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Jestem nacinaczem opon. Bierzemy łyse opony, to znaczy takie, które są zjechane do tego stopnia, że prawie lub w ogóle nie mają bieżnika, a potem ja i inni nacinacze pogłębiamy rozgrzanym prętem stary bieżnik, aż rowki sięgają do samej osnowy.

Opona wygląda po tym tak, jakby była na niej jeszcze guma, chociaż właściwie jest tam tylko tkanina, z której robi się osnowę. Następnie malujemy wszystko czarną farbą na bazie gumy i opona wygląda, jakby była nie wiem jak dobra. Oczywiście, gdybyście założyli ją na koło, to wystarczyłoby najechać przy cofaniu na zapaloną zapałkę i trach! Kapeć. Zwykle jednak nacięta opona starcza na jakiś miesiąc.

Nawiasem mówiąc, nie moglibyście kupić tych opon. Sprzedajemy tylko hurtowo, to znaczy handlarzom używanymi samochodami.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Powinniśmy się cieszyć, że u nas handlarze ograniczają się tylko do zamiany opon na starsze.

12 komentarzy

  1. Milion propsów za Filipa K. Siusiaka, to jeden z moich ulubionych autorów. Łgarza nie czytałem, bo ponoć tematycznie odbiega od futurystyki, ale chyba sięgnę jeśli jest tam więcej takich motosmaczków mirasowych :D

  2. K.Dick to wymyślacz więc pewnie to cięcie i malowanie opon to linencia poetica. Z drugiej strony tyle się kiedyś nasłuchałem o tym jak warsztaty w USA oszukujo na wszystkim, od wymiany (niewymiany) filtrów przez wymianę (niewymianę) oleju, że pewnie tradycje majo długo i kto wie czy przed nastaniem ery milionów prawników chcących się sądzić o wszystko, tak się z oponami nie robiło.

    Jeśli to prawda, to wniosek jest jeden – wszystko przed nami!

  3. Jeśli gość nie zmyśla, to tam w tych Stanach w latach 70. musiał być niezły sajgon. Mimo, że u nas Mirasy ktęcą wały, to czegoś takiego sobie nie wyobrażam.

  4. Całe moje postrzeganie zafiksowało się na kawowo-czekoladowym piwie. Coś o Ameryce, książce i oponach tylko migocze mi w zakamarkach świadomości.

    Lecę do pobliskiego sklepiku, co to takie niegodne Januszowego podniebienia napoje sprzedaje. No i po zeszycik do zapisywania deemesów i innych, coby żłopanie piwska wznieść na poziomy dystyngowanej degustacji.

  5. Słyszałem od kolegi pracującego kiedyś w zakładzie wulkanizacji (jakieś 15 lat temu), że w tym właśnie zakładzie robili takie rzeczy w oponach do ciężarówek. Z tym że oni pogłębiali bieżnik tylko trochę, na tyle żeby nie trzeba było malować nici z osnowy (zostawało jeszcze trochę gumy).

  6. Pytanie, ile kosztowały wtedy opony, że włożenie w nie stosunkowo dużej ilości pracy się opłacało.

  7. @DAPO

    Wszystkie opony ciężarowe są przeznaczone do 1-razowego nacinania o 8mm chyba, później jeszcze się robi retyre – jeśli tylko karaks jest OK, ,nawet goodyear etc mają własne serwisy specjalizujące się w tym, bo opona wychodzi połowę taniej.

  8. zanabyłem knigę i siem rosczytuje jestę, a na ogumie do ciężarówy były kiedyś takie napisy: „regroovable” – dla nacinaczy – nie wiem jak jest teraz – no i karkas był najważniejszy, bo zużytą się robiło na nowo – we wczesnych latach 90 kultem otczano i czczono karkasy michelina, goodyeara i bridża

  9. Witam
    Jakie Mirki ? Z tego co wiem to na takich magików mówi się Janusze, szczególnie w budownictwie. Janusze budownictwa.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *