#481 Ferrari, Shell i ludzie tak bogaci, że aż brak skali (2/3)

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Witam po długiej przerwie spowodowanej sam nie wiem czym. Chyba nadmiarem pracy etatowej. A może czymś innym, kto mnie tam wie. Ale do rzeczy – dziś, poza fajnymi autami, będzie też jedna dygresja, która ewidentnie świadczy o tym, że jako bloger, który chciałby, żeby hajs się zgadzał, wyczucia marketingowego nie mam za grosz.

Ale zacznijmy od aut – pozwólcie, że w sposób nieuporządkowany. No niestety – na tej imprezie byłem w czerwcu a dziś mamy październik, strasznie mi się z relacją zeszło, wiele detali mi z głowy uleciało…

Pamiętam jednak (bo rzeczy typu „To skandal!” pamięta się najlepiej), że najnowsze Ferrari 488 GTB (następca 458 Italia) ma dość poważne braki jakościowe. Oczywiście o wszystkim nie wiem, ale mogę się domyślać po tym, co zobaczyłem. Wiecie jak to jest – czasami jeden respondent wystarcza, by sobie zdanie wyrobić.

Ferrari 488 GTB wygląda tak:

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

i ma jedno z najpiękniejszych wnętrz, jakie ostatnio widziałem.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Brakuje mi trochę wysokiego tunelu centralnego, by być otulonym (jak w Peugeocie 3008) – bo to co tutaj jest, ten karbonowy pałąk… to trochę przerost formy nad treścią.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Ale jakoś zbolałym brak tego środkowego tunelu – rekompensuje go powalająco piękny wentylator:

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

I to jest właśnie moim zdaniem problem z autami Ferrari. I z Włochami ogólnie. Bo to są spryciarze. Oni poświęcają miliony roboczogodzin na zaprojektowanie tego, co widać i czuć, ale po łebkach traktują duperele, których nabywca na pierwszy rzut oka nie dostrzega. A nawet jak potem dostrzeże, to pary na ich temat z gęby nie puści, bo przecież zapłacił milion za samochód, więc nie w jego interesie jest wychodzić przed kolegami na debila, co kupił kupę w pazłotku.

Jak wspomniałem wcześniej, wniosek ten wysnuwam z jednego detalu. Ale przecież generalizowanie jest głęboko zaszyte w ludzkiej naturze…

A ten detal to… tak wygląda wnętrze nadkola nowiutkiego 488 GTB tuż przed wyjazdem na tor – jakaś krateczka, elegancja-francja i koszmar detailingowca.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

A tak to wygląda godzinę później po zrobieniu kilku agresywnych kółek na Hungaroringu:

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

To detal. Duperel. Ot, gluty z opony to roztrzaskały i siatkę podarły. Ale potwierdza to tylko moje przeczucia odnośnie aut Ferrari. Że one są zaprojektowane i wykonane tak, by spełniały tylko ten właściwy, odpowiedni, na chłodno zaplanowany poziom jakości. Nic ponad to. Żadne tam „by przetrwało wieki”, absolutnie nic w stylu „pełna perfekcja”. Po prostu ktoś sobie tam w Maranello uzmysłowił, że marka ma już taką pozycję, że nic nie musi i niektóre rzeczy może mieć w pompie. I w sumie mają rację.

Tylko taki niesmak pozostaje, że niby masz Ferrari, to sławne Ferrari, ale lepiej ze zbyt bliska go nie oglądać, bo wtedy można dostrzec takie duperele, które po prostu nie przystają.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Yyy, tia…

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

A kierowca pewnie w tiszercie Dębicy. A pasażer w czapeczce Barum.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Wracając jeszcze do hejtowania Ferrari – na ten przykład koła tak wyważają:

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

No panie, to nawet moje koreańskie BBS-y mniej ołowiu potrzebowały. Ja wiem, że takie ciężarki to nic wielkiego, ale gdy mój wulkanizator widzi na maszynie, że musi 40g dokleić, to spuszcza powietrze i się z kumplem siłuje, żeby oponę obrócić na feldze, by mniej żelaza lepić. A tutaj… ale może ja się nie znam, może superkary rządzą się innymi prawami.

Dobra, kogo ja chcę oszukać…?

Jaram się Ferrari niebywale, mimo, że to jest kompletnie nie moja bajka. To znaczy byłaby moja, gdyby mnie było na nie stać. A to, kogo stać, widać po zegarku.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Powyżej np. macie przedramię faceta, który spokojnym tonem – tak spokojnym, jak my opowiadamy o tym, jak nam w biurze minął dzień – perorował jak to niedawno był na aukcji i chciał kupić 308 GTB za jakieś 100 tys. dolców, ale zadzwonił do niego kumpel i powiedział, żeby nie brał, bo gdzieś w Niemczech w sobotę będzie wystawiane 288 GTO za pół milion eurasów, co jest ponoć okazją, i lepiej to właśnie wziąć. Niestety jakiś Szwajcar mu je sprzątnął sprzed nosa, więc w przypływie emocji kupił sobie za 150 tys. funciaków „rudogłową”:

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

A ja co? A ja mam na nadgarstku Casio i jeżdżę autem mniej wartym niż jego czasomierz. Ale przynajmniej jestem czwartą władzą.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Nie wnikajmy, co z tym mikrofonem robiłem.
Co wydarzyło się na Hungaroringu, zostaje na Hungaroringu.

Ale wracając do Testarossy z końca lat 80-tych… w życiu chyba nie widziałem w żadnym aucie większego silnika. To V12 B12 Flat-12 to jakiś wielkogabarytowy potwór o kubaturze centrum handlowego.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Właściciel przyjechał nim sobie z Polski. Ot tak, wsiadł i przyjechał. Mówił, że to była męczarnia. Samochód nie ma żadnych systemów, żadnego wspomagania, nic. Dodatkowo strasznie lepi się do kolein i jak w takowe wpadniesz i ci prawa noga zadrży, a nie daj Boże obroty masz powyżej średnich, to jest krótki pisk, korkociąg i odkładasz łyżkę w płomieniach.

Sprzęgło gorsze niż w starym Ursusie a do zmiany biegów potrzeba tego narzędzia, którym strażacy rozcinają auta po wypadku by ofiary wydobyć. Ale jak już się jest na równej autostradzie i zapoda się piątkę, to ponoć piękne jest z niej gran turismo.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Drugiego dnia praktycznie identyczną przyjechała sobie węgierska rodzina typu 2+2

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Jak zapytałem, gdzie konkretnie podróżowały dzieci, to się pan mocno usztywnił, coś z żoną poszeptał i wręczając mi ukradkiem 100 euro szepnął: Take it, shut up and fuck off.

Też byłbym drażliwy, gdybym dał ponad 200 tys. dolców za auto trzymające się na blachowkrętach

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

toczące się na balonach

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

i mające dźwigienki gorsze niż Lublin

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Jedno co fajne, to kierownica

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Ah, ależ bym ją wziął w obroty!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A propos.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

To, jak bardzo mi się F12 podoba, to nie mam słów. Pewnie dlatego, że ma takie właściwe proporcje. Nie jest jakimś obarczonym wielkim dupskiem autem z centralnym silnikiem, tylko klasycznym front-rear’er z delikatnym tyłkiem i wielką maską.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Zauważcie, jak niesamowity jest profil tego auta – gdy patrzysz na nie normalnie (jak na fotce powyżej) to wydaje się przeogromne. Maska dłuższa niż u Vipera, tył filigranowy, wysokość niczym w Fordzie GT40. Ale gdy spojrzysz lekko z góry…

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Toż to jakiś maluch, resorak, zwinny gokart.

Fajnie, że zrobili takie bajeranckie tunele dla powietrza (założę się o milion, że dają tyle co nic i są tylko po to, by wokół nich legendę marki budować)

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

szkoda jednak, że nie dorzucili drugich przy tylnych szybach – np. takich, jakie miała poprzedniczka – fajna, ale nie aż tak piękna 599-tka:

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

A co do wnętrza, to gdybym miał wybierać, to zamiast iść w beże

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

poszedłbym we włochatą czerwień

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Aj, ależ mi się F12 podoba. Prawie tak bardzo jako pierwszy CLS.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

W sumie jak się tam trochę wśród tych wszystkich aut porozglądałem, to dość szybko zdałem sobie sprawę, że stare Ferrari nic a nic mnie nie kręcą. Ja wiem, że one są „klasyczne”, że czasami kosztują więcej od nowych, że są prawdziwe, męskie i w ogóle wtedy gdy wychodziły z fabryki, to miasta były pełne reklam papierosów, na filmach nawet kobiety jarały jak smoki a w prasie były reklamy, w których aktor przebrany za lekarza na męczący kaszel polecał fajki.

To były czasy prawdziwych mężczyzn, którzy żyli szybko i umierali młodo na raka płuc. To były czasy prawdziwych kobiet, które nosiły pończochy i z japy waliło im szlugami jak z popielniczki. Te auta tam pasowały z tymi swoimi przełącznikami z drutów, kratkami nawiewów z najtańszego plastiku i elementami karoserii zmontowanymi na gwoździe do papy.

Wiem, że są ludzie, którzy się tym zachwycają. Ale zobaczcie sami – naprawdę nie ma czym.

Na przykład takie Dino 246 GT z początku lat 70-tych. Kosztuje dziś ponad 300 tys. dolarów, a jakieś takie z profilu garbate.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Nie no, serio, ale stylistykę cab-forward o wiele lepiej ogarnął Chrysler w modelu 300M.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Okej, tylna szyba jest fajna.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Ale wnętrze… no sam nie wiem…

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Serio to piszę, serio. Bo we mnie jest szacunek do aut starych, ale zawsze oceniam je pod kątem tego, czy chciałbym sobie nimi pojeździć. I z tego co widzę, to chciałbym, ale troszkę. Tak króciutko. Ot, żeby mieć w CV. Ale na dłuższą trasę to bym chyba wolał nową Kię Rio.

Zegary są fajne. Ale z tego co zauważyłem, połowy nie widać. To chyba nawet ja bym nie umiał tak tego zaprojektować, by malutka kierownica o wieńcu drobnym jak rurka do coli z makdonalda zasłaniała połowę zegarów. Co ci Włosi, to ja nawet nie…

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Albo te biegi – jak już jedziesz to spoko, jakoś idzie. Ale weź kurde rusz spod świateł tak, by temu za tobą nie wjechać w chłodnicę?

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

O, audiofil!

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Albo weźmy takie inne Dino – tym razem 308 GT4, czyli młodsze, z końcówki lat 70-tych. Kosztuje to dziś grosze – bo raptem 70 tys. funtów a oficjalnie ma rumaka na masce (w przeciwieństwie do poprzednika) i profil całkiem ładny.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Wnętrze też ma fajniejsze, bo ta złamana na trzy tablica zegarów jako żywo przypomina dzieła, które w późnej podstawówce robiłem na lekcjach ZPT.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

W ogóle takie Dino 308 GT4 to są dla mnie miliony wspomnień. Ssanie jak w moich kilku Maluchach

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Również pomiędzy fotelami, szkoda że bez dźwigienki rozrusznika obok. Ale cóż, nie każdy może być tak stylowy jak Fiat 126p. Acz to Dino, trzeba przyznać, że się stara – obadajcie lusterka:

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Czyli wszystko zgodnie z moją teorią – im młodsze Ferrari, tym fajniejsze. A więc uważajcie teraz. Najlepiej usiądźcie. Dla mnie to w zasadzie KRUL całego tego zlotu.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Ej, spoko, żartuję. To tylko 575M Superamerica z 2005 roku, która robiła robotę nie tylko malowaniem godnym ziomala z rejonu amerykańskich Flyover States, ale także tylną szybą

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

ogólną pick-up’owatością

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

a przede wszystkim ceną – wyszło ich 559 sztuk i jakiś czas temu jedna poszła na aukcji za ponad pół milion dolarów. Czyli za więcej, niż dziś warte są te olaboga Testarossy. A nie mówiłem, że nowe są lepsze?

Bardzo chciałem na własne oczy zobaczyć, jak się toto otwiera, ale właściciel najpierw nie podchodził, a potem jak podszedł, to padało i odjechał w zamknięciu. Szkoda, bo patent jest nieziemski – tutaj czyjś filmik z jutuba – jedziesz bez dachu i nagle zaczyna lać, więc szybko zamykasz dach, ale on się nie tyle zamyka, ile na ciebie nakłada… a jest już pełen wody… więc spoko, czujesz się tak, jakbyś w celu ochrony przed deszczem wylał na siebie miednicę deszczówki. Ach ci Włosi, to są jednak nygusy.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ale wracając do chyba najfajniejszego auta zlotu… to o to mi chodzi:

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Ferrari F355 GTS. Ależ się nim jaram. 120 tys. funciaków i mój (acz wersja bez emblematu GTS jest o połowę tańsza). Końcówka lat 90-tych. To chyba moje ulubione lata jeśli chodzi o motoryzację. A to Ferrari ma wszystko, co z tamtego okresu najlepsze. Czyli piękny profil (mimo tego, że silnik jest centralnie, to jakoś proporcje nie są skaszanione), wysuwane reflektory i milion niepotrzebnych tuneli na drzwiach i progach plus jeszcze ten za tylnym okienkiem…

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

przewspaniały tyłek

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

z delikatną nutką czerwonej, dekadenckiej tuningowej siatki dziurawki

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Ależ co jak mówię, że z delikatną nutką. WRÓĆ! Tuningowej siaty jest tu nawalone tak jak lubię – pod korek, po całości, końcówka wieku pełnym ryjem!

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

No i ta tylna szyba. NO I TO WNĘTRZE!!! Posłuchajcie na tym filmiku, jak w 2:15 fajnie klika przy zmianie biegów. Otwarty ostry nawias i trójka, po całości!

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Czarne auto z czerwonym wnętrzem.
#najlepiej

Kupiłbym karszampu, rimtritmęt i hędlołszyn, i co weekend był się zajmował uszczegóławianiem.

Shell Ferrari Racing Days Hungaroring 06 2015

Tak, zdecydowanie tak – ostatni rocznik wozu typu „klasyk, który chcę mieć”, to jest plus minus 1995 rok. Z drobnym wyjątkiem na kilka żenująco słabych amerykańców z „ery złego samopoczucia”.

Cdn.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

PS. Obiecana we wstępie dygresja, która miała ewidentnie świadczyć o tym, że jako bloger, który chciałby, żeby hajs się zgadzał, wyczucia marketingowego nie mam za grosz, jakoś tak mi się w ten odcinek nie wpisała, więc niniejszym przesuwam ją na kolejny. Który, jak pewnie się domyślacie, będzie już wkrótce.

32 komentarze

  1. Ehhhh Panie wzbudzasz zazdrość i zawiść w Narodzie :P
    Co się zaś tyczy tych niedoróbek to jest (a raczej było) coś takiego jak „overquality”. Myślę, że ze świecą szukać teraz producenta czegokolwiek, który by utrzymał takie podejście w produkcji – wiem bo sam przykładam do tego łapę ;)
    Nie trafiło się tam gdzieś przez przypadek Scaglietti?

    Ferrari to jednak Ferrari i nic tego nie zmieni…

    PS. Pewnie gumiarzom dłużej zajęłoby przeważenie opony niż zjechanie jej na torze, 40g ołowiu to nic (nie dotyczy potylicy ofkors).

  2. Długo trzeba było czekać na kolejną część, ale miło było zacząć dzień taką lekturą.

  3. Obym akurat nie wydawał mojej niedawno narodzonej córki za mąż akurat w momencie kiedy Blogo niebawem wrzuci kolejną część :D

  4. Jeśli petrolhedowi muszą podobać się Ferrari, to, kurka, nie jestem petrolhedem. No nie jara mnie to kompletnie. Chyba bym wolał Peżo 208 GTi.
    Ale to F12 „z dwóch perspektyw” fajne.

  5. F355 piękne, zaiste. F12 – takoż. Ale takie Dino po zewnączu wg mnie też. Ferrari generalnie pod względem estetyki robią robotę bez względu na rocznik. Oczywiście mam swój ulubiony model (288 GTO, ZJAWISKOWY!!!) i anty-ulubiony (następca 355, czyli 360 – BLEURGH), ale ogólnie Ferrari pięknymi są.

    Cóż jednak z tego, skoro a) jakoś nie kręcą mnie tego typu samochody (acz przejechać się bardzo bym chciał), b) i tak mnie nie stać?

  6. Z tym wyważaniem, że tyle ołowiu to pewnie stąd, że w grę wchodzą bardzo duże prędkości. Minimalne odchylenia od normy są pewnie bardzo niebezpieczne.

    Ogólnie super auta więc aż się zdziwiłem oglądając te wszystkie „niedoskonałości”, płaci człowiek kupę kasy, a dostaje „detalową chińszczyzne”.

  7. W 355 widzę radio na kasety. Wyobrażacie sobie jeździć z radiem na kasety? :)

    PS
    widziałem w salonie Italię kabrio. Białą z granatowym wnętrzem i paskami na masce. Przeboska.

  8. @Tomek – wyobrażam sobie. W swojej Barchettcie posiadam kaseciaka.

    Po prostu się z niego nie korzysta. Ale po co skoro silnik brzmi lepiej niż jakakolwiek stacja:)

  9. Najmojszą kupiłem z kaseciakiem. Za 300 zł wymieniałem na CD, ale tylko dlatego, że kaseciak miał lekko wylany wyświetlacz i brak możliwości pokazywania godziny. Gdyby nie to, nadal bym z z nim jeździł, bo ani razu płyty w aucie nie odtworzyłem.

  10. Co prawda jestem Alfą i Romeą, ale wydaje mi się że w Testarossie jest „płaska dwunastka”. (zresztą Ferrari to odłam Alfa Romeo…)
    Kiedyś z kolega dyskutowaliśmy czym różni się V12 z kątem rozwarcia 180 od Boxera 12, ale nie pamiętam czym się to skończyło (chyba kacem…).

  11. Ulubionego modelu Ferrari, do którego bym się modlił dniami i nocami nie mam, po prostu oglądam się za wszystkimi, jednak ogromne wrażenie zrobił na mnie model z tego filmu: https://youtu.be/lH3YcQ5wegQ?t=55s.
    Dźwignia do sterowania tuzinem cylindrów – nie brzmi jak sen?

    PS: również mam kaseciaka, ale używam razem z kasetą-adapterem – 10zł i własna muzyka ;)

  12. Kaseciak do auta dużo lepiej się nadaje niż CD, jak już słucham płyt w swoim, to zmieniam krążki tylko na postoju (np. na długich światłach. A tak najczęściej to iPod podłączony do USB i najlepiej.

  13. Dźwigienki w Testarossie identyczne jak w Lancii Delcie Integrale, czyli unifikacja lat 80. Może nie są za piękne w porównaniu do tych najnowszych, wszędobylskich grubasów, ale świetnie spełniają swoją funkcję. Nazwijmy to… powiedzmy… oszczędnością formy i brakiem jej prymatu nad treścią. ;)

  14. @tomek
    JA w moim e46 też mam radio na kasety i nie zamierzam wymieniać (mam w bagażniku zmieniarkę na 6cd). Myślałem o zmianie, ale jak zobaczyłem że CD professional kosztuje powyżej 6 stów zostałem przy kaseciaku (w wersji professional). Cd Business kosztuje coś koło 200 ale jakość dźwięku o wiele słabsza.

  15. F12 wg mnie to też najładniejsze ferrari.

    Jakbym mógł i chciał kiedyś coś starego i włoskiego to lambo bardziej do mnie przemawia

    Blogo tak narzekasz na skrzynie biegów gdzie R tam gdzie 1?
    a starą eMka jak miała? W końcu się przyznałeś że BMW to pomyłka jest! :P

  16. Co jak co ale Blogo dobry marketingowiec, wie jak 1 zdjęciem zachęcić do kliknięcia i wejścia dalej ;-)

  17. Blogo zbyt wczesnie posypujesz głowę popiołem:) płaska V12 to nie jest bokser, różnica polega na innych wykorbieniach. W bokserze (zwanym też silnikiem przeciwsobnym) tłoki każdej pary umieszczone są jakby o 180 stopni względem siebie, podczas gdy w V są na jednym wykorbieniu.

    PS. Mój poprzedni komentarz (chociaż na inny temat w tym wątku wrzuciło do spamu :/)

  18. Blogo i Maciej: https://en.wikipedia.org/wiki/Ferrari_flat-12_engine, plus google: ferrari f113b.
    W Classic Auto (tym albo poprzednim) pisali o Testarrosie gruby artykuł i było tam właśnie o tym, że wbrew powszechnemu przekonaniu to nie jest boxer, ino właśnie płaskie V12. Także możesz skreślić B12 i napisac z powrotem V12. :P
    No i kurde tutaj było moje wytłumaczenie jak działa jedno i drugie, ale naprawdę zwątpiłem. :( chyba też będę miał kaca. Aczkolwiek dwa źródła przemawiają na mą korzyść. :P :D

  19. To ja się tutaj 2 godizny męczę z wytłumaczenie, wuj z tego wychodzi i w końcu odpuszczam a tu @piekłonakołach robi to w dwóch zdaniach. :(

  20. Ja w mojej 166 TB też mam kaseciaka I o dziwo z niego korzystam, mam pare starych oryginalnych kaset I czysta glowice w związku z czym dźwięk jest naprawde super jakości. No I słuchajac albumu vision thing z kasety czuje się lepiej niż gdy to samo leci z mp3 :D

  21. Co do tej zniszczonej kratki w Top Gear w odcinku w którym testowali samochody McLaren MP4-12C Spider, Ferrari 458 Spider, Audi R8 V10 Spyder na hiszpańskim lotnisku. W Ferrari uległy zniszczeniu elementy z okolic koła oraz lakier na samej feldze. Do tego Ferrari i McLaren miały odpryski na szybie a Audi nie miało żadnych uszkodzeń. Ale jak to w Top Gear mogło to byś wyreżyserowane.
    Odcinek tutaj: http://www.cda.pl/video/25375608 od czasu 33:55

  22. Jeśli chodzi o jakość wykonania- miałem okazję się przejechać w 458 Italia na prawym. Długa prosta, kierowca gaz w podłogę, 2 paki w momencik. Wjazd na rondo 20kmph i… Fotel kierowcy tak zgrzyta, że się po prostu nie da. To jest jedyne co pamiętam z tamtej przejażdżki- drący ryja o smarowanie fotel kierowcy. Zaznaczam, że nie był on gabarytów Kim Kardashian, ot, zwykły dobrze zbudowany europejczyk, żaden hamerykaniec.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *