(m544) Różne standardy

Miejsce dla inwalidów

Ta poniższa fotka jest z dzisiejszego poranka… zaznaczę, że ów rowerzysta, mimo iż miał w pompie przepisy i biegnącą obok ścieżkę, nic mi nie przeszkadzał – minąłem go w sekundę i więcej nie widziałem. Chwilę później był drugi taki sam – tnący po ulicy, gdy obok była ścieżka, ale również zero problemów.

Droga dla rowerów

Chodzi jednak o to, co się w Internetach uskutecznia, jaka wielka jest niesprawiedliwość i obłuda. Bo jest społecznie akceptowalne, gdy luźne podejście do przepisów wykazuje rowerzysta, ale nie ma zgody na to, by kierowca samochodu zrobił cokolwiek nieprzepisowego. I nie chodzi mi tutaj o cięcie przez czerwone, tylko o takie małe drobiazgi ułatwiające życie.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Trzy sytuacje.

Ktoś z NIEWIADOMYCH POWODÓW parkuje pod supermarketem na miejscu dla inwalidów. Co prawda tych miejsc jest 20, wszystkie są wolne i tak naprawdę gdyby nagle przyjechało nawet i 19 inwalidów, to i tak mieliby gdzie stanąć. Ale jest skandal, fotka na fejsie, sprawdzanie po numerach czy ma ubezpieczenie i inne tego typu stalkowanie. Ogólnie to gwoździem bym rysował i karnego kutasa na butapren lepił.

Ktoś z NIEWIADOMYCH POWODÓW zamiast ze stacji wyjechać jak przepisy każą w prawo na dwupasmówkę, to tnie powolutku po drodze dla rowerów i chodniku, by się na biegnącą poprzecznie obok ulicę dostać. No co za luj, opony bym ciął, przecież ja tamtędy z dzieckiem w zeszłym roku raz jechałem, mógł mnie zabić.

Ktoś z NIEWIADOMYCH POWODÓW toczy się leniwie po osiedlu drogą jednokierunkową pod prąd, bo inaczej nie da rady w rozsądny sposób pod klatkę podjechać. No gdybym go przyuważył, to bym mu stanął przed maską i kazał się cofać aż do końca. A jakby wysiadł i pyskował, to bym mu zakurwił z laczka i poprawił z kopyta.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Sęk w tym, że my wszyscy znamy te NIEWIADOME POWODY, które tymi ludźmi kierowały. To na ogół jest lekkie lenistwo, takie delikatne i pozytywne życiowe cwaniactwo lub niezgoda na panujący porządek, bo np. ten porządek jest do dupy – typu: nasrali tych miejsc dla mutueli tyle, jakby co chwilę ich wycieczka emerytów z dysplazją stawu biodrowego odwiedzała; wyjazd ze stacji jest tylko na taką dwupasmową niby-ekspresówkę i jak mieszkasz w drugą stronę, to musisz 5km do pierwszego nawrotu zrobić; albo osiedlowe uliczki projektował ktoś z zespołem Tourette’a i żeby przepisowo pod blok podjechać, to się trzeba 2km tłuc po garbach, podwórkach i krawężnikach.

W zdecydowanej większości przypadków takie miękkie przewinienia, które nikomu nie wadzą, nikogo nie krzywdzą i nie stanowią zagrożenia popełniane są przez kierowców bez ich złej woli. Oni na ogół wiedzą, że robią coś źle, ale wychowali się w epoce punk-rocka i czasami muszą pieprzyć system, by czuć się kimś charakternym.

Ale my tego nie akceptujemy.
Bo to są kierowcy.

Tymczasem… wiecie, co chcę napisać.

Tymczasem jak widzi się rowerzystę jadącego po drodze, gdy wzdłuż niej jest ścieżka rowerowa, to 95% osób komentujących usprawiedliwia jego zachowanie. Stary, ale on jechał po ulicy, bo ma ostre koło nabite do ośmiu atmosfer a ścieżka jest z kostki. Albo: po DDR jeżdżą dzieci, a on chciał zaiwaniać. Lub: gdybyś ty robił 100km dziennie, to też byś ścieżek unikał. I takie tam. Spoko, rozumiem to. Ba, ja nawet jego wybór akceptuję, bo on, jadąc blisko prawej, nie stanowi dla mnie przeszkody lub utrudniania więc jeśli mu tak wygodniej, to ode mnie ma okejkę.

Tak samo jak niczego nie utrudnia ktoś, kto zajmie jedno miejsce dla inwalidów, gdy pozostałe 19 jest wolnych. Ktoś, kto przetoczy się autem przez chodnik i DDR, żeby nie tłuc się przez pół miasta bez sensu. Ktoś, kto leniwie pojedzie osiedlówką pod prąd, żeby oszczędzić sobie 10 garbów.

Ale przecież:

  1. przepisy są po to, by ich przestrzegać;
  2. gdyby wszyscy tak robili, to byłby Sajgon.

.
Sęk w tym, że mówimy o wyjątkach, o zdarzeniach jednostkowych. Gdy ja widzę rowerzystę tnącego szosą wzdłuż DDR-a lub cwaniakującego po przejściach tak, by nie stać na czerwonym, to – jeśli nikomu krzywdy nie robi – patrzę nawet z aprobatą – ot, życiowy cwaniak, punk’s not dead i A w kółku. Nie drę japy, że to skandal i co by było, gdyby wszyscy się tak zachowywali. Bo nigdy wszyscy nie będą się tak zachowywać. Jesteśmy cywilizowanym narodem i wbrew temu, co w sezonie ogórkowym wyciągają na jedynkę wszystkie media, poszanowanie dla prawa jest w Polsce ogromne.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Zatem skąd ta dysproporcja w ocenie?
Czemu rowerzysta może, a kierowca nie może?

Już wiem – bo jak rowerzysta w Ciebie wjedzie, to ci najwyżej złamie miednicę, a jak kierowca swoim samochodem to… Tylko kto tu mówi o cięciu bombą? Rozpatrujemy przypadki, w których jedyne niebezpieczeństwa są następujące:

  • o bezprawnie stojący na miejscu dla inwalidy samochód obetrze się pani Grażyna i ubrudzi sobie palto;
  • przed toczącym się po chodniku lub ścieżce rowerowej samochodem ktoś będzie musiał zwolnic, delikatnie skręcić by go wyminąć lub w ostateczności się zatrzymać.

.
Takie niebezpieczeństwa prowokują kierowcy dopuszczający się trzech przytoczonych sytuacji. O niebo mniejsze niż tnący wśród aut rowerzysta, gry obok ma bezpieczną DDR-kę. Ale to kierowca jest zgłaszany do prokuratury, a rowerzysta w minutę ma stu obrońców z urzędu, którzy najpierw radzą mi się szosówką przejechać po kostce, a potem podnoszą typowe dla rasistowskich murzynów okrzyki o dyskryminacji i ogólnym spierdoleniu umysłowym władz miejskich, bo budują ścieżki nie dość, że nie z idealnego asfaltu, to jeszcze czasami zakręcające.

Teraz wyobraź sobie sytuację że ktoś na twardym zawiasie i niskim profilu opon mówi: pierdolę, mam dość, ten kawek odtąd do tamtąd będę jechał po ścieżce rowerowej, bo jakiś kutafon nasrał na drodze tyle wystających studzienek i jedno iście off-roadowe torowisko, że mi deska rozdzielcza w aucie z mocowań wypada.

Wiem, wiem – trzeba było twardego zawiasu nie montować. Cóż – trzeba było szosówki nie kupować, gdy dla górala kostka bauma jest równa niczym fryzura depesza. Trzeba było wyjechać wcześniej, by nie musieć się spieszyć i bezpiecznie DDR-em wśród dzieci jechać. Trzeba było…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ciężki mam dziś dzień, taki od rana spierdolony. Więc mnie naszło i na przekleństwa, i na wylewanie żalów, i na narzekanie na brak sprawiedliwości…

33 komentarze

  1. Prawa powinni przestrzegać wszyscy – i kierowcy, i rowerzyści. Może nie do tego stopnia faszystowsko, jak w Szwajcarii, ale tak na 95% :).

  2. Ehh, podwójne standardy – obecne w niemal każdej sferze życia.
    Dla przykładu: kiedy kobieta mówi, że nigdy nie umówi się z facetem poniżej 180cm wzrostu nikt nie zwraca uwagi. Kiedy facet mówi, że nigdy nie umówi się z grubą kobietą wszystkim odpierdala.

    Nie mam nic do użytkowników rowerów, ot zwykły pojazd napędzany siłą mięśni. Problem mam z rowerzystami, którzy domagają się budowania ścieżek rowerowych, równych praw z samochodami i blokują miasto swoimi masami kretynicznymi. A kiedy już dostają równe prawa i nowe, asfaltowe ścieżki gładsze niż autobahny i tak zapierdalają po ulicy równoległej do nowej ścieżki i przejeżdżają na czerwonym świetle (często widywane przeze mnie na sfotografowanej ul. KEN). I gdzie tu logika ja się pytam? Dać rowerzystom obowiązek rejestracji i płacenia OC i niech jeżdżą gdzie im się podoba.

  3. „jak rowerzysta w Ciebie wjedzie, to ci najwyżej złamie miednicę”

    No ja tam nie wiem- jak znajomą na chodniku rowerzysta potrącił to rąbnęła tak, że miała wstrząs mózgu. A rowerzysta odjechał…

  4. Jak chcą równych praw, to i równych obowiązków, zakazów i nakazów. Niech rowerzyści płacą OC, okresowe badania rowerów, obowiązek rejestracji roweru w starostwie, egzaminy na prawo jazdy rowerowe etc.

  5. Ja dodam od siebie (patrzę z dwóch stron)
    1. Mam kolarkę, na której trenuję i to moim zdaniem jest jeden z niewielu sytuacji (gdzie zachowując się z poszanowaniem zasad ruchu) nie ma bata żeby jeździć inną drogą niż główna ulica, asfalt. Po prostu się nie da, jest to niewykonalne, samobójstwo.

    2. Garby na drogach. To co dzieje się u nas w kraju i samowola z jaką dochodzi do ich budowania w najróżniejszych kształtach i rozmiarach (niezgodnych z prawem) to przechodzi ludzkie pojęcie. To zapobiegliwe karanie wszystkich kierowców przez niewielkie grupy mieszkańców (pomijam szkoły i tego typu miejsca). Wtedy mam ochotę jeździć po chodniku i prywatnych posesjach, bez poszanowania kogo i czegokolwiek. To jakieś kuriozum cywilizacyjne, że przez tysiące lat doskonaliliśmy szlaki, technologię budowy dróg i kulturę jazdy po nich aby na koniec zbudować sztuczne zapory, które powstrzymują karetki, straż pożarną a nam dokumentnie rozdupcają auta. Przysięgam, mam koło siebie wiele garbów podrzutowych (niezgodnych z prawem) przez które swoim autem w fabrycznej wersji po prostu nie jestem w stanie przejechać bez jego demolowania i uszkadzania. Jakieś rady?

  6. Miejsca dla niepełnosprawnych zazwyczaj są większe od takich standardowych (nie bez przyczyny) dla tego popieram tych co tępią osoby bez takich uprawnień parkujące na nich.

  7. Rowerzyści… skoro poszły miliony na ich upragnione ścieżki to niech z nich łaskawie korzystają, dla własnego i innych bezpieczeństwa.

  8. Zgoda z wyjątkiem parkowania na miejscach dla niepełnosprawnych. I to nie dlatego, że pani Grażyna sobie kubraczek upaprze, bo to nieprawda. Prawdziwa szkodliwość takiego zachowania jest znacznie większa!

    Po prostu jeżeli ktoś jest tak skończonym bucem, żeby parkować na miejscu dla niepełnosprawnych nie mając ku temu podstawy, to znaczy, że w tej samej dupie, co niepełnosprawnych, ma też pieszych, dzieci, innych kierowców i ogólnie wszystkich ludzi wokół siebie. I tak samo, jak miejsce dla niepełnosprawnych zablokuje całe przejście dla pieszych wysadzając dziecko pod szkołą o 7:50, jak i sąsiednie skrzyżowanie odbierając to samo dziecko ze szkoły o 16:15.

  9. @Yatzek: weź nie generalizuj. co z bzdury, aż się wpieniłem. Bo jak zajmie mijesce na inwalidów, to znaczy, że parkuje na przejściu. Weź się tym znakiem z wókiem walnij w łeb. A może inaczej – jak skręca w prawo nie czekając na cieloną strzałkę to znaczy, ze jak widzi na chodniku po prawej grupkę dzieci to w nich wjeżdża? Zjedz snikers człowieku.

  10. „Ktoś (…) tnie powolutku po drodze dla rowerów i chodniku, by się na biegnącą poprzecznie obok ulicę dostać. No co za luj, opony bym ciął, przecież ja tamtędy z dzieckiem w zeszłym roku raz jechałem, mógł mnie zabić.” – Byle droga osiedlowa budowana jest w klasie obciążalności statycznej 40 ton, chodnik i droga rowerowa – w obciążalności 1.5 tony. Pewnie, rozwalić samochodem drogę dla rowerów, a potem bluzgać, że jeżdżą jezdnią, nie? Kali (i Mea) twoja mać!

  11. Rzeczywiście istnieją podwójne standardy – wyobraźmy sobie rowerzystę, który zaparkował rower na środku drogi tylko dla samochodów (ekspresowej bądź autostradzie) – ile czasu minie do interwencji służb? A teraz wyobraźmy sobie kierowcę, który zaparkował na środku drogi tylko dla rowerów – ile czasu minie zanim jakakolwiek służba racz się zainteresować?

  12. Drogi blogmotive, każde koło poniżej 400 kG (nie kg!) razy 4 to ile daje poniżej 1600 kG? I pisałem o obciążalności statycznej, jak jedzie to wali bardziej (przykład: połóż sobie na głowie 5 kg młotek, a potem się nim walnij – czujesz różnicę?). Do tego – rowerzysta napotykając na samochód na drodze rowerowej musi zsiąść i ominąć, bo inaczej staje się cholernym bandytą jadącym po chodniku, prawda?

  13. Alez mnie wkurwia postawa: mam kolarkę, trenuję, to walę ściezki rowerowe i napieram ulicą. Chcesz trenować, to jedź poza miasto. Drogi są dobre, ruch jest mniejszy, nie ma chodników, nikt się nie będzie czepaiał. A nie jedź obwodnicą gdzie jest ruch non-stop na obu pasach, ty siedemdziesiąt+ nie pojedziesz, a trzeba cię wyprzedzać z odstępem, gdy obok jedzie cztery TIRy. Naturalnie, wzdłuż obwodnicy jest ścieżka, ale jest be, bo nierówno. Wczoraj za takim jechałem. Szósta wieczór, ciemno, ćwok w szarym wdzianku i zero oświetlenia, czy odbalsku. Mam szczerą nadzieję, że jakaś cięzarówa go przemieliła. Bo on trenuje, kwa jego mać. A ja trenuję strzelectwo, nudzi mi się strzelanie do tarczy, chyba nikt nie będzie miał nic przeciwko, jeśli sobie powalę do pieszych, co? Bo ruchomy cel jest fajny, a tarcze takie nienaturalne. Górnictwo też trenuję, i materiały wybuchowe. Jutro sobie wypierdolę kopalnię odkrywkową na skrzyżowaniu.

    I żeby nie było: rowerem codziennie jeżdżę do i z pracy, cały rok na okrągło, chyba, że wali mocno deszczem to biorę auto. I diabli mnie biorą gdy widzę rowerzystów śmigających na czerwonym, olewających ścieżki i naparzających chodnikiem pełną bombą. Nie ma, k… pobłażania. Do wora.

  14. Ta, właśnie. To nie jest takie proste jakie jest. Standardem dla DDR powinna być kostka o wysokości 6 cm i odpowiednio dobranej podbudowie. To znaczy jakby fundamencie. Dla ruchu pojazdów powinna być kostka o h 8 lub nawet 10 cm i solidniejsza podbudowa. Obrzeża DDR nie muszą być krawężnikowe, a wystarczą z opornika. Jeden metrowy krawężnik waży około 120kg, a opornik około 25kg. Ich prawidłowo wykonane fundamenty ponad drugie tyle. Każdy samochód taką drogę ograniczoną oporniczkiem jest w stanie rozwalić na obrzeżach, nie musi być nawet BMW:-) Do tego DDR powinna być wykonana z kostki bez fazy lub z małą fazą. Ta pierwsza się pokruszy na krawędziach jak ją potraktować samochodem, tej drugiej nie oferuje połowa producentów. No kurka z technicznego punktu widzenia to nie powinno się tam jeździć autem. A płytki chodnikowe to w ogóle mają 4 lub 5 cm grubości i po prostu popękają, bo leżą na miękkim piaseczku. Nie są w stanie przenosić obciążeń dynamicznych pochodzących od samochodu,a nawet niewielki ruch kierownicą taką płytkę może zdestabilizować. I dlatego w Niemczech i podobnych cywilizacjach, za wjechanie na chodnik kołem jest słono… i liczą każde kolejne koło, które wjechało. Verstehen?

    Nie, żebym jakimś przesadnym legalistą był, co to to nie. W Poznaniu „przerabialiśmy” kiedyś wysokie krawężniki przecinakami (tzw. majslami), żeby dało się wjeżdżać na nie rowerem.

    Co do zaś leżących w poprzek przeszkód to jestem stawnoczo na nie, a nawet NIE. Nosz kuwra przeca można to inaczej rozwiązać. Zwężkomijanka wystarczy, wyniesienie w miejscach przecięcia się szlaków pieszych z mobilnymi. Sposoby są, ale leżący trup policjanta jest jakiś taki ulubiony w PL.

    Inwalidzi? Te miejsca, które Blogo pokazał na fotce to wystarczą najwyżej dla motocyklistów albo microcarzystów z inwalidą katapultowanym przez rufę. Człowek z wózkiem inwalidzkim, albo z balkonikiem się nie wykaraska z samochodu w ramach jednego pola. Skoro na parkingu jest 1000 miejsc, a 20 dla Inwalidów, to jaki problem jest stanąć na tym 1000-cu? Akurat wczoraj byłem w jednym podpoznańskim dużym sklepie i kurczezbladłe muszę powiedzieć, że parking był absurdalnie pełen, auta potulone między filarami i pod schodami, ale miejsca dla inwalidów były wszystkie wolne. To barometr kultury jednak jest, prędkościomierz zmian podsufitowych, kontrolka sprawności oceny zagrożenia chwili i test na poziom empatii. Bo w końcu idziemy tylko do sklepu, a nie na bierzmowanie. Co to w ogóle może być bierzmowanie? Ale brzmi ważnie bierzmowanie – takie to brzęczące zdanie.

    Rower na ulicy osobówce nie przeszkadza, przysłowiowy SUV go zignoruje i minie na 15 cm, ale Scania nie ma z rowerzystą szans. To znaczy ma, ale jak z przeciwka nic nie jedzie jakiś czas. Taki zestaw jak już zwolni, a potem usiłuje wyprzedzić to trwa to nawet kilkadziesiąt sekund, a w prawym lusterku wstecznym Scanii rowerek jest taaki malutki. Łatwo niechcący przyskrzynić do krawężniczka… ojj.

    Mimo to jazda rowerem (przepisowo wyposażonym) jest legalna na drogach, a jazda samochodzikiem po chodnikach jest tyleż anarchią co nieposzanowaniem i po prostu niszczeniem mienia. Tak, że to są właśnie te różne standardy. Standardy obciążeń stastycznych i dynamicznych nawierzchni jezdnych:-)

    A grubej baby to nie wiem, nie próbowałem.
    1,8 mb faceta też nie.

  15. Blogo, po raz pierwszy od nie wiem kiedy dobry tekst. Nareszcie nie ma białych felg, idziesz w dobra stronę :)

  16. Ja bym wspomniał jeszcze o pieszych, którzy DDR mają centralnie w pompie i leza jak swinia przez swoja zagrode. A sprobuj takiej np. mamusi z wozkiem i z drugim dzieckiem za raczke zwrocic uwage, ze DDR to nie chodnik – tylko najpierw zausz kask i uwarzaj na musk…

  17. Problem ze ścieżkami rowerowymi i ddr jest taki, że w bardzo wielu przypadkach one nie są budowane dla rowerzystów. One są budowane bo jest obecnie taki trend. Zarządzający miastami i gminami słyszą, że „ktoś” się upomina o ścieżkę to zrobi się kilka ddr-gniotów w gminie i już można całemu światu ogłaszać jacy jesteśmy nowocześni, proekologiczni, wyczuleni na potrzeby mieszkańców itd.

    Gdyby rozwiązania zastosowane przy budowie ddr były dobrze przemyślane, bezpieczne i wygodne dla rowerzystów to ta grupa uczestników ruchu by z tego korzystała…

  18. Miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych są przeznaczone dla niepełnosprawnych i chvj! Choćbym musiał 2km człapać do zasranego markietu to na takim miejscu nie postawię auta. Trochę szacunku i zrozumienia…Ludzie niepełnosprawni ruchowo z chęcią zamienią się z każdym w pełni zdrowym bez problemu poruszającym się człowiekiem. A jeśli jeden z drugim jest zbyt leniwy, to wstyd dla nich i tacy powinni przechodzić przez specjalne drzwi. Uniosłem się…

  19. U mnie miejsce dla niepełnosprawnych pod blokiem jest niemal zawsze puste. To takie miejsce z konkretnym numerem rejestracyjnym specjalnie dla któregoś z sąsiadów. Tylko on w nim nie staje, bo po co, jak może stanąć pomiędzy dwoma miejscami parkingowymi obok. Wtedy ma 1,5 miejsca wolnego z jednej strony, zazwyczaj pół z drugiej i nikt mu samochodu nie porysuje.

  20. Przeczytałem kilka pierwszych zdań, obejrzałem fotkę i dalej dałem sobie spokój. Jeżeli ktoś jeździ spokojnie z punktu a do b powiedzmy i ma równe ścieżki to ok. Ale jeżeli ja obieram trasę z lekkiej górki i jadę powiedzmy 40km/h a obok jest położona wąska niespecjalnie równa i poprzecinana zakrzewionymi pofałdowanymi wyjazdami z posesji ścieżka, z której w każdej chwili może wyjechać roztargniony kierowca, no to sorry ale mam gdzieś te Twoje przepisy i z skorzystam z równej i szerokiej trasy obok. W przeciwnym razie zgadzam się z Tobą;)

  21. Nigdy w życiu nie zaparkowałem na miejscu dla niepełnosprawnych. Jakoś nie kumam jak można utrudniać życie komuś, kto ma i tak pod pewnym względami cieżej niż my. Pod żadnym sklepem nie widziałem 20 miejsc dla niepełnosprawnych. 5-6 owszem. Więc tym bardziej tam nie stanę. Od roku mam dziecko, korzystam z miejsc dla ludzi z dziećmi (nie wszędzie są). Od wiosny mam przyciemnione szyby, fotelika z zewnątrz nie widać. Tylko czekam aż po powrocie ze sklepu będę miał drzwi kluczem porysowane :)

  22. Gdyby nasi policjanci byli „normalnymi” ludźmi i nie mieli narzuconych targetów na mandaty, pewnie nie karaliby nikogo za takie przewinienia.
    Inna sprawa że na tych miejscach dla niepełnosprawnych to przeważnie widać wypasione fury za kilkaset tyś. Takich to nienawidzę i tępię jak tylko mogę. Myślą że jak już mają troszkę więcej kasy niż inni to mogą jeździć jak chcą i stawać gdzie chcą. Wymuszają, skręcają z pasów do jazdy na wprost, NIENAWIDZĘ ICH. Jestem gotów rozbić samochód żeby ich nauczyć gdzie jest ich miejsce.

  23. Ech,

    No bo to nie chodzi o to że jeżdżą rowerami po jezdni. Chodzi o to że jadąc mają wszystkich tam gdzie im tylko owsiki dochodzą. And napisał o co cho: osobówki (zazwyczaj) nie mają problemu z łyknięciem rowermana. Problem mają ciężarówki i autobusy, i wszyscy jadący za nimi. I ja to potwierdzam jako kierowca osobówki i jako rowerzysta. Który nie ma trudności z zauważeniem że za nim jest jakaś ciężarówka i ma kłopot żeby go wyprzedzić. Dość powiedzieć, że sporo kierowców dziękuje awaryjnymi, jak im zjadę. A kiedyś się zatrzymałem na środku pasa, żeby koleś stojący beznadziejnie zestawem w bramie fabryki miał szansę wyjechać na drogę. Facet pozbierał szczękę z podłogi, strzelił banana i pojechał. Chodzi, kruchwa, o to że nie widzimy, a część z nas z rozmysłem nie zauważa, że to co robimy na drodze może stanowić problem dla innych. Póki się tego nie zauważy to będzie gadka z serii „a u was biją Murzynów”. I, co ważne, nie mowy, że tyko rowerzyści są ujami dla kierowców czy odwrotnie. Zawsze (jako kierowca) mogę spotkać gnoja parkującego na dwóch miejscach bo mu się nie chce dokładnie, palanta wciskającego się po wyprzedzeniu 3cm przed maskę a 5cm przed samochodem jadącym z przeciwka czy na rowerze dwójkę baranów jadącą całą szerokością DDR, grupkę pieszych loklaesów obozujących na ścieżce rowerowej, albo tnąc 40+ po jezdni (takiej bez ścieżek) być zmuszonym do awaryjnego hamowania przez alegorię bezmyślności majestatycznie przemierzającą pasy dla pieszych na holenderskiej damce. Bo zwykle każdy ma każdego w dupie. Z trzeciej strony, jak zauważą barb, jadąc po ulicy masz by definition pierwszeństwo przed wszystkimi bocznymi drogami, wyjazdami z posesji itepe. Jak jedziesz po DDR bywa to dyskusyjne.

  24. Blogo; – „Bo jest społecznie akceptowalne, gdy luźne podejście do przepisów wykazuje rowerzysta, ale nie ma zgody na to, by kierowca samochodu zrobił cokolwiek nieprzepisowego” – i tu się srogo mijasz z prawdą. Przeczytaj komentarze pod swoim wpisem, lub u kolegi Z.Łomnika, który ma już chyba fobię antyrowerową. W skrócie: jak rowerzysta jedzie chodnikiem to jest mordercą małych dzieci, codziennie giną ich setki pod kołami obłąkanych rowerzystów. Jak jedzie ulicą a obok jest ścieżka za miliardy biliony euro (które powinny pójść na 8-smy pas drogowy) to do uja niech nią jedzie! A na drodze to mam prawo go przejechać lub zastrzelić!!!!!
    „obok ma bezpieczną DDR-kę” – czy to zamierzony lapsus językowy?
    Trzy sytuacje które opisałeś i ich wyjaśnienie, że to niby takie delikatne, nieszkodzące, no co się stało? Nic się nie stało.
    Mógłbyś mieć rację gdyby były jednostkowe. Ale to tak nie działa. One są jednostkowe dlatego, że są piętnowane. Gdyby nie to, to miałbyś jak w Rosji. Chcesz na naszych drogach, żeby było jak w Rosji czy jednak bliżej Ci do standardów na zachód od Odry?
    Ale ja rozumiem Twoją frustrację. Jak korzystam z samochodu w Wawie to też jestem wkurwiony ;). Gdzie te czasy, gdy się jeździło malaczem i była z tego przyjemność a teraz fura na wypasie a jest wkurw, bo na rodzinę przypadają dwa samochody a nie na klatkę. Zaparkować nie ma gdzie, przejechać nie ma jak, mandaty, punkty, radary i jeszcze ci jebani rowerzyści, którzy przemieszczają się po mieście szybciej od samochodów i w dupie mają przepisy.

  25. Najgorsze jest to co ktoś powyżej już napisał, budowanie DDR dla ideologii a nie dla rowerów. Szczególnie w stosunkowo małych miastach, o dużych się ne wypowiadam bonie mieszkam.
    Mieszkam w małym mieście, 50tyś i grupa rowerzystów od dłuższego czasu robi dym o ddr.
    po przekątnej miasto rowerem przemierza się w ciągu 10-15 min, a walczą o bezużytecznie, ścieżki w centrum? gdzie? 20lat jeźdźę tu rowerem i nie widzę ani potrzeby ani miejsca na ścieżki. normalnymi ulicami po centrum samochody jeżdżą w tempie roweru 20-30km/h w ciągu dnia, pozatym jest masa szerokich chodników, bocznych uliczek. a tu widzę walkę w imie ideologi o zakorkowanie miasta dla samochodów aby rowerem było MOŻE jeszcze o minutę szybciej. idiotyczne przepisy stanowią teraz że na ścieżce rowerowej rowerzysta prawie nie musi patrzec na boki wjeżdżając na ulice, bo odpowiedzialność jest po stronie kierowcy, to jest odmużdżanie ludzi. Nadmierne w tym momęcie przywileje rowerów wobec samochodów to już przegięcie. Przecież łatwiej zatrzymac rower niż samochód w nagłej sytuacji. Rowerzysta usłyszy jadący za nim lub z boku samochód, kierowca nie usłyszy rowerzysty… itd

    Jeżdże do pracy rowerem kiedy tylko mogę, nierzadko przy okazji odwożąc dziecko do przedszkola na foteliku i najgorsze co sobie mogę wyobrazić to to że mi zrobią droge rowerową którą będę musiał wtedy jeździć. Będzie wtedy wolniej i ciaśniej, małe miasto to nie Warszawa, Wrocław czy Kraków. W centrum nie ma miejsca na scieżki a infrastruktura drogowa w zupełności wystarcza …aby się dostosować i bezpiecznie jechać ulicami między samochodami które w godzinach szczytu jada wolniej niz rowery a po godzinach jest ich na tyle mało że da się wspólnie egzystowac na ulicy. Ja najlepiej czuję się jako użytkownik taki sam jak pozostali na ulicy.

  26. sorry, ale jesli 150m jednokierynkowa pod blokiem to to samo co omijanie rowerzysty (czyli blokowanie asa w oczekiwaniu, az bedzie wolna z przeciwnej strony itd) lawirujacego miedzy studzienkami – to chyba nie ma o czym rozmawiac.

  27. Wszędzie po trochę racji. Punkt widzenia zależy, jak widać, od punktu siedzenia. Co ja biedny zrobię w takiej sytuacji, jak moje korzystanie z dróg jest mniej więcej równomierne w każdej z opisywanych kategorii? Bo i pieszy, i rowerem czasem, i osobówką (też e46), a zdarza się też mi taka scania 17-metrowa.
    Ktoś tu fajnie napisał. Nie mieć wszystkich w dupie. To nawet jak inni będą ciebie mieli, to to nie będzie bardzo stresujące. Bo Ty wtedy jesteś Chiquita, a oni są zwykłe banany…

  28. Inwalidom dać po Syrenie, najlepiej w dieslu, tym z bardziej ubecką przeszłością –
    po Trabancie a automacie, znaczy w Hycomacie.
    Oczywiście cały czas mam na myśli inwalidów umysłowych.

  29. I ja Cię doskonale rozumiem. Tylko jak zacząłem więcej jeździć na rowerze… Obczaj sytuację. Masz ulicę i chodnik, jedziesz więc ulicą. I nagle ni z tego, ni z owego pół chodnika staje się scieżką rowerową. Tak po prostu. No ale wjechać nie ma jak, bo co? Zatrzymasz się na ulicy, jakiś blachosmród pierdyknie cię w plecy, potem przez trawnik, psich gówien po kostki, pewnie jeszcze jakiś płotek trzeba przeadzic jak skubany ninja. Tylko oni skaczą bez rowera na plecach. Fuck. Jedziesz sobie tą ulicą i myślisz jakim jesteś kutasem – oboś ścieżka a ty walisz jezdnią. Nie ma wała. Najbliższe skrzyżowanie, tniesz przez pasy i na ścieżkę. Dzida! Fuck. 50 metrów dalej ścieżka się kończy i jedziesz chodnikiem, czego teoretycznie ci nie wolno. K*rwica strzela? Strzela.
    Albo wjeżdżasz sobie dumnie na ścieżkę. Równa, super, nic że kostka, da się jechać. Nagle znak, że koniec ścieżki. Wiesz dlaczego? Bo jest skrzyżowanie. Szeroko, fajnie, ale nikomu nie chciało się namalować pieprzonych pasów. Chociaż to jeszcze pikuś. Krawężnik ma pół metra, dzieci i staruszki muszą sobie rękami pomagać, żeby wejść i zejść. Nie masz już jednego zęba, spod paznokci leci krew, w głowie huczy, jaja bolą. Pokonujesz krawężnik i nagle pojawia się cudowny znak, że jest już ścieżka rowerowa! Do następnego skrzyżowania. Całe 30 metrów dalej. I znów półmetrowe krawężniki. Pokaż mi kogoś, kto nie pojedzie ulicą.
    Owszem, jest zajebiście dużo fajnych ścieżek. I drugie albo trzecie tyle, bo ktoś wziął kasę za oznakowanie, ale jechać się tym nie da, chyba że na gnojozrywie.

  30. Widze, ze brakuje Wam wyobrazni. Nie pamietam, czy stanalem na miejscu dla niepelnosprawnych ale gdybym dostal rozstroju zoladka albo wrocil sie po portfel z duza iloscia kart/gotowki, albo po laptopa z waznymi danymi, czyli gdy liczy sie kazda sekunda, to szczerze mowiac mialbym gdzies, ze niepelnosprawny musial pojezdzic i poczekac na wolne miejsce tak, jak i czesto my musimy. Karanie wowczas kogos takiego uwazalbym za glupote. Co innego, jak stoi tam dlugo ale zawsze powinno sie wysluchac co człowiek ma na swoja obrone. Ogolnie popieram podejscie – nie rob drugiemu, co tobie nie mile, a przynajmniej staraj sie. Przepisy niech beda dla ciebie podpowiedzia, czego oczekuja inni.

  31. To tylko dodam od siebie, że przepisy odnośnie rowerzystów wcale nie są oczywiste jakby mogło się to wydawać. Na pierwszym zdjęciu nie jest zaznaczona droga dla rowerów czy może pas rowerowy, które są wymienione w ustawie o ruchu drogowym, tylko jest do dziwny twór jakim jest DDRiP. Według rozporządzenia o znakach drogowych są 2 typy DDRiP oznaczone znakami C-13/C-16 z kreską poziomą lub pionową. Jest to połączenie drogi dla rowerów i pieszych, ale nie spełniający wymogów ustawowych dla drogi rowerowej. Na drodze rowerowej jest wymagana m.in. tzw. separacja, jeżeli tej separacji nie ma, to nie można mówić o drodze rowerowej, a więc i o obowiązku jazdy po niej. W tej materii panuje ogromny chaos prawny i z całym szacunkiem, ale nawet eksperci prawa nie wiedzą jak to interpretować/rozumieć ponieważ przepisy są po prostu niedoprecyzowane. Proponuje lekturę na różnych stronach www(Wnikliwie!).
    Kolejny przykład jest taki, że rowerzyści nie mogą jeździć po pasach dla pieszych. Ale są grupy, które mogą to robić legalnie! Proszę odpowiedź na pytanie, kto?
    Odpowiedź… ?
    W myśl ustawie o ruchu drogowym jest to rowerzysta do lat 10 oraz jego opiekun. Proszę sprawdzić.
    Na zebrze może jeździć rowerem dzieciak razem ze swoim pełnoprawnym opiekunem.
    Niestety z przepisami jest tak, że jako kierowcy aut patrzymy na innych czasami dziwnie, czasami krzyczymy, albo dajemy ostro klaksonem nie rozumiejąc takiego czy innego postępowanie/czy po prostu nie znając przepisów. Weryfikacja następuje później na rowerze/hulajnodze kiedy sami wsiadamy na sprzęt i okazuje się że jesteśmy w czarnej „prawnej” d….

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *