#483 Suma drobnych incydentów, czyli jak dobry mechanik rzucił wszystko w cholerę

mechanik

Na każdym forum motoryzacyjnym jest co najmniej jeden taki wątek, w którym ktoś mówi o tym, jak to mechanik go strasznie oszukał, na co on mu powiedział „Spotkamy się w sądzie”, i jak to mechanikowi w pięty poszło, jak się zląkł i od razu naprawił co spieprzył. Tymczasem…

Rozmawiałem ostatnio z mechanikiem, wybitnym specjalistą w temacie aut, dajmy na to, marki Tata. Swego czasu był on wręcz rozchwytywany – każdy forumowicz i członek fanklubu Taty go znał i każdy u niego coś robił. Interes się kręcił, wszystko spoko.

Natomiast w pewnym momencie suma drobnych incydentów zsumowała się w taki ogrom, że jakoś tak przestało mu się chcieć być mechanikiem. Czemu? Opowiedział mi naście historii, ja przytoczę jedną. Znamienną.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Przyjechał kiedyś do niego młody człowiek, który świeżo, praktycznie dzień temu kupił sobie używaną Tatę z wyższej półki. Prestiżowy model Taty. Zapłacił za wóz połowę ceny rynkowej i był z tego bardzo dumny. Ale oczywiście w samochodzie wszystko było rozpieprzone – zawieszenie tłukło, wszystko ciekło, hamulce praktycznie nieobecne, opony jak z drewna… Cóż, typowa okazja cenowa.

Oczywiście chłopak kupił to za wszystko co miał, plus się zapożyczył. Więc nie miał nic, był spłukany. Sprzedał zatem zegarek i rower, który nie tak dawno temu dostał na Komunię, i kupił za to jakieś elementy zawieszenia – wszystkie oczywiście były pierwsze w kategorii „sortuj po cenie, od najniższej”. Wóz był segmentu prawie premium, więc miał z przodu wielowahacz. Chłopak kupił tylko części dolne. Bo na więcej nie miał.

– Stary, to nie ma sensu – mówi znajomy mechanik – ty masz całe zawieszenie do naprawy. Jak ja ci te nowe na dole tylko wstawię, to ci się za tydzień góra totalnie rozsypie.
– Nie, stary, nieee – powiedział chłopak – nic nie pękaj, rób z tego co jest, będzie super.

Dwa dni później dzwoni i od razu z aferą, bo samochód mu tłucze prawie tak samo jak przed wymianą, ogólnie chała, nie tego oczekiwał od tak renomowanego i polecanego warsztatu. Wywiązała się drobna sprzeczka i cóż… z ust chłopaka padło „Spotkamy się w sądzie”.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Jestem zdania, że ludzie, którzy kupują samochód i potem ich nie stać na podstawowe naprawy, są debilami. Nie dlatego, że nie mają pieniędzy, są biedni, niezaradni. Nie.

Oni są debilami dlatego, że jak kupowali samochód, to pieniądze posiadali. Lecz kupili wóz ponad swój stan, za więcej niż mieli. Po prostu wydali na niego wszystko. A ile powinni wydać?

70 kuźwa procent.

Gdybym był mechanikiem i przyjechałby do mnie młody Seba autem kupionym za wszystko, i w bagażniku miałby jakąś wyhaczoną na allegro skrzynię biegów śmierdzącą jajkami, mąką i innymi uszczelniaczami – bo ta jego zgrzyta i tylko na nieparzystych jeździ, to bym mu dał napisane językiem prawniczym, skomplikowane i nieczytelne jak sukinsyn pismo, w którym zrzeka się wszelkich w stosunku do mnie roszczeń, jestem tylko dłońmi które robią to co on mówi, i jak coś jutro nie będzie banglać, to może do mnie pisać skargę na berdyczów.

A jakby nie chciał tego podpisać, to bym mu powiedział tak: Na raz wyjeżdżasz, na dwa cię nie ma. I schwyciłbym w dłoń stalową rurkę, która za przedłużkę przy odkręcaniu zapieczonych śrub robi.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A teraz tych z Was, którzy nie lubią czytać, lub chcieliby mnie po prostu posłuchać, zapraszam na trwający 5 i pół minuty filmik z serii „3 MINUTY”, w którym innymi słowami mówię o tym samym, a na pierwszym planie jest moje krocze. Czyż to nie urocze?


Bezpośredni link to YouTube

Dodam jeszcze na koniec, że powinna powstać jakaś komórka, jury, komisja, cokolwiek… byleby tylko móc prawidłowo i skutecznie wyłapywać z masy ludzi przymierzających się do zakupu auta tych, którzy idą po bandzie i mając 10 tys. (z czego 4 tys. są pożyczone) szukają auta normalnie chodzącego po 12 tys. Bo tacy zawsze kończą z najgorszym możliwym aktualnie dostępnym egzemplarzem, mając potem w kieszeni zero złotych na niezbędne, naprawdę niezbędne naprawy.

I to, że jeżdżą takim złomem, to jest pół biedy. Najgorsze jest to, że wstawiają to do mechanika, wymagają wymiany połowy niezbędnych rzeczy zawsze na najgorsze zamienniki z cyny, a potem drą mordę, że jak to tak – przecież dwie świece są funkiel nówka, czemu auto mi przerywa. Bo głąbie kapuściany, trąbo powietrzna, kredko świecowa – trzeba było auto za 70% własnych funduszy kupić.

Pamiętam jak dziś taki jeden wpis chyba na Wykopie – gość się pochwalił nowym autem (E46 troszkę młodsze od mojego) – umyte, błyszczące, ładne. Gdy ktoś mu zwrócił uwagę, że klamka po stronie pasażera jest pęknięta, ten w pełni poważnie i rzeczowo odpisał w ten deseń: Wiem, wiem, klamka jest pęknięta i dywaniki są przetarte. Na szczęście to jedyne wady. Oczywiście klamkę naprawię i dywaniki wymienię, jak tylko trochę kasy nazbieram, bo wiesz, he he he, na zakup wydałem wszystko co miałem.

Wlazłem na allegro i:
– używana klamka stan idealny: 24 zł
– nowe dywaniki: 50 zł
I zapłakałem. 74 złote, a jego kuźwa nie stać. Tydzień temu dał za auto 15 tysięcy, dziś nie ma 74 zł.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Na koniec szybka sonda, bo może się mylę i niepotrzebnie czepiam.


39 komentarzy

  1. Sądzę, że na problem składa się kilka rzeczy, po pierwsze taki seba teraz może kupić sobie wszystko, po drugie nie ma weryfikacji stanu technicznego, a po trzecie, to pojęcie odpowiedzialności za swoje czyny gdzieś się rozmyło.
    Niektórzy są chyba za ubodzy na samochód – zarówno w pieniądze, jak i mentalnie :)

    Ja z tych przyczyn, o których mówisz zrezygnowałem z serwisowania ludziom (akurat innych niż samochody) sprzętów.

  2. To teraz napisz tekst o drugiej stronie medalu jaką są mechanicy samochodowi/motocyklowi posiadający blade pojęcie o swoim fachu, a mimo to żądający bajońskich sum za naprawy bo „dobra robota” musi kosztować…
    Ja niestety z tego powodu z mechanikami mijam się szerokim łukiem- sępię na usługi, które z reguły nie są wykonywane jak by się tego oczekiwało albo mechanik bawi się w strzelca wyborowego, a Ty ponoś koszty.

    Co się tyczy Sebiksów; młodość, pierwsze autko… sądów nie ma się co bać, bo jeżeli robota była faktycznie wykonywana zgodnie ze sztuką i na zlecenie chłopaczka to jego problem, przed poważnymi ludźmi niczego nie dowiedzie, a że bruździ później taki jeden z drugim na forach… No cóż, tu już tylko pozostaje liczyć na to, że „marka się wybroni”.

    Bardziej od młodych sebików denerwują mnie ludzie którzy sumę swoich wypłat z 10 lat ładują w samochód typu S500 czy inny worek bez dna, tylko po to, żeby zaimponować sąsiadom. Tylko, kiedy przychodzi do tego, żeby zabrać żonę i dzieciaki raz na kilka lat na jakieś fajne wakacje, to jedyne co gość jest w stanie zrobić to wzruszyć ramionami albo zabrać ich do Ciechocinka. (bez urazy dla mieszkańów)

  3. Pytania w sondzie są tendencyjne! A to o czym piszesz to stały fenomen na forach – młody sebix zapragnął beemki, wychaczył E46 320d za 9000 i teraz płacze że nie ma mocy, wszystko wali i dymi na biało.

  4. Hahaha czyżby mój brat Ciebie trochę zainspirował? B-)

    Ale ja bym nie popadał w skrajność. Jak muszą to niech kupują, ale ja byłbym za tym, żeby przed naprawa podpisywać umowy. Wtedy raz, że mechanik jest czysty. A dwa mechanik nie powie nagle, że śruba się urwała i musiał robić to 3h dłużej i będzie kosztować 7 razu tyle. Powinien być cennik: wymiana hamulców tyle i tyle. I koniec kropka

  5. Bo to jest teoria trzech kupek.
    Jedna kupka na zakup samochodu.
    Druga na pakiet startowy.
    Trzecia na naprawy tego, co padnie chwilę później po pakiecie startowym.
    Rozmiar kupek może być dowolny, reguły nie ma. Ale na drugą i trzecią dobrze mieć połowę tego co jest w pierwszej.
    ALE kupując auto za 10 tysięcy ja bym trzymał w garści co najmniej drugie tyle.

  6. Czy ja wiem… Generalnie to niech sobie robią co chcą. Nikt nie broni ludziom brać niekorzystne kredyty w parabankach na wysokie procenty oraz chwilówki. Więc dlaczego by zabronić im kupowania samochodów za całość swoich pieniędzy + pożyczka, a potem dieta z chleba i margaryny do końca miesiąca. Ich wybór, ekonomii wszystkich nie nauczysz. Jedynie w tym wszystkim mi żal dobrych fachowców, którzy są obsmarowywani na forach przez „niezadowolonych” klientów, którzy nie rozumieją że dobrze i tanio to nie w tym samym warsztacie.

  7. Lubię takie opowieści, dawaj więcej :)
    @Mierzej ale tak wygląda praca mechanika, nikt przy każdej usłudze w cenniku nie ma z góry wliczonej urwanej śruby bo ceny byłyby z kosmosu

  8. Z jednej strony chcemy wolności i burzymy sie na każda regulacje która cząstkę nam jej odbiera bo złe państwo chce zakazać jeździć prawie idealnym autem. Z drugiej sa ludzie którzy maja do wyboru auto zezłomować albo sprzedać za grosze.

    Ale moze dobrze by było gdyby ktos chciał kupic 15 letnie musiał pojechać na przegląd dostać listę rzeczy która musi naprawić bo mu dowodu nie wyrobią.

    Niby niech ludzie robia co chcą tylko potem taki sebix taką tatą bez zawieszenia wyleci na zakręcie bo nie przyczepności bez amortyzatorow i zabije czyjaś rodzine. Wtedy będzie płacz lament ze złe państwo nie zabroniło jezdzic szrotem ktory miał być prawie dobrym autem.

  9. a uchylona szafka symbolizuje myślenie poza pudełkiem ;)

    Blogo, lodówka Ci się nie grzeje przy takiej zabudowie? Plecki ma odsunięte?

    W temacie mechaników – wszystko jest fajnie, póki mechanik i przede wszystkim klient są rozsądni. Życie ponad stan to chyba „symbol naszych czasów”, wieczne szukanie okazji po niemieckim emerytowanym lekarzu, byleby mieć lepiej i sąsiadów w oczy kłuć..
    Protokół z zakresem naprawy z wyceną itd dostałem tylko w jednym warsztacie póki co, mechanicy chyba powoli dopiero dorastają do „rynku konsumenta” bo teraz prawa klienta są momentami nieproporcjonalnie wyższe niż prawa sprzedawcy/profesjonalisty/usługodawcy.

  10. Kilkukrotnie widziałem u mnie w mieście Cayenny i Touaregi z kompletnie łysymi, popękanymi oponami, na których bałbym się jeździć lub w lato na oponach zimowych. Seby nie zdają sobie sprawy , ze takich opon nie kupi się uzywanych po 70 zyli za sztukę..Że jeden amor do takiej BMW 7 z pneumatycznym zawieszeniem moze kosztować 2,5 kloca… Znam przypadek zakupu Audi A8 w mocnej benzynie i wyjezdzanie nia do pracy raz w tygodniu bo na wiecej nie stac…. Jakoś nie szkoda mi tych ludzi…

  11. Mam taki przykład w domu :) żona jest w szoku że na świeżo kupioną omege wydałem już 3tyś w 2 miechy po zakupie. A auto kupiłem za 8tyś. Więc w wydziale komunikacji powinni sprawdzać czy masz kasę na odszczurzanie auta po zakupie

  12. Muszę się przyznać że popełniłem taki sam błąd dawno temu, 4ta klasa technikum, w portfelu 500zł, to pożyczyłem 200 żeby starczyło na malucha za 600 i 100 na zarejestrowanie, na szczęście OC było na pół roku i potem się tylko na zmiane leżało pod autem byle jechał i tankowanie nieraz i za 5zł byle do dziewczyny dojechać ( a benzyna była chyba po 3zł ) a jeszcze trzeba był o te 200 oddać…

  13. Gdzie leży problem? W internetach, gdzie każdy pisze, że:
    a/ trzeba kupować wielką lochę – Clio niewygodne, 207 małe gówno, Astra porażka, Polo bez sensu, poniżej Passata/BMW3 to nie ma co schodzić, wiadomo, komfort wygoda, bla bla bla. A do mnie Duńczyk z Kopenhagi przyjechał Peugeotem 206+ i nie widzi w tym problemu.
    b/ trzeba kupować niemieckie – najlepiej z wielkiej trójcy, no bo przecież Opel gówno, a VW mały prestiż, reszta, wiadomo, do niczego się nie nadaje
    c/ musi być diesel – nawet jak kręcisz 3 tys. km rocznie tylko po mieście, to przecież diesel mało pali, łatwiej potem sprzedać, EGR, DPF i całą resztę się wytnie, cziptuning +70KM na wejście i jakoś to będzie, samochód za pół darmo kupujesz
    Jak się doda a + b + c + mały budżet = kibel

    A zdarza się i punkt d/ typu „no trochę dymi, ale w sumie jeździ spoko, więc najpierw gwint i nowe fele”…

  14. No dobra Blogo, temat kiepskich nabywców już wyczerpałeś, więc teraz z powrotem proponuję wejść na grzbiet mechanikom. Najbardziej boli jak eksperymentują na klientach i pozwalają praktykantom grzebać w trzewiach naszych wozideł.

  15. W mojej okolicy podobnie, tylko głównie problemy są z samochodami „użytkowników końcowych”, czyli osób których samochód kończy na złomie i nie jest dalej odsprzedawany. Gdy taki samochód ma poważne problemy z jazdą trafia do mechanika z taką ilością usterek i patentów widocznych gołym okiem, że naprawa ich wszystkich byłaby warta tyle co samochód.
    Naprawa jednej z usterek i brak znaczącej poprawy to już gniew właściciela z powodu wyrzucenie pieniędzy w błoto. Do tego musi być szybko, bo samochód cały czas potrzebny, trzeba dzieci wozić do szkoły, ewentualnie osoby starsze muszą cały czas jeździć na badania/leczenie.

  16. Parę lat temu chciałem kupić Mondeo MKIV około 2009 rok. Ostatecznie kupiłem za połowę ceny Mondeo Audi A6 (trochę starsze (2004) i z ogólnie pogardzanym silnikiem 2.5TDI). Auto od pierwszego właściciela, krajowe, nie bite, bardzo zadbane. Mimo wieku spisywało się bardzo dobrze, pewnie nadal miałbym je w swoim garażu ale w lutym tego roku wjechały we mnie 3(słownie: trzy) auta i musiałem z bólem serca oddać truchełko na złom. Ponieważ chwilę wcześniej sprzedałem drugie A6(C6) to na szybko szukałem czegoś innego, duże autko z 2011 roku. Dałem normalną cenę rynkową, żadna okazja. Ale miałem te pieniądze. Może jestem dziwny, ale kredyt to może wziąłbym na lodówkę albo tv, a nie na auto.
    Przed wakacjami zacząłem szukać drugiego auta, takiego typowo do tłuczenia. Jedyne wymagania to sprawna klima i jak najmniej rdzy (bo czego wymagać od auta ktore ma 10 lub 15 lat. Przeznaczyłem na to 10tysięcy, kupiłem za 4,5, dołożyłem 500zł i mam auto w pełni sprawne i pewne jak to pierwsze.
    A z racji tego, że wszyscy chcą auta klasy „prestiż”, gdzie ceny części są czasem zaskakujące, to uważam, że 70% to za dużo. Ja przeznaczyłbym jakieś 50-60% max.

  17. @slawq

    Po tym wg mnie idzie poznać dobrego mechanika.
    Że on wie ile to będzie kosztować, wie że czasami się może coś urwać i się z tym liczy. Ja mam takiego mechanika w Toruniu, że jak mówi, 500 to jest 500. Nie jest najtańszy, ale wiem ile zapłacę.

    A jak coś wynika, że jest jeszcze do wymiany to dzwoni i się pyta czy robimy.

    Jak ktoś szuka dobrego mechanika w Toruniu, co mi skrzynię ogarnął to mogę polecić! ;)

  18. To jest typowo nasza przypadłość i to bez względu na budżet- auto musi być prestiżowe i na wypasie, a jak :) Oczywiście w cenie śmieci ma być bezwypadeczek okazja. Żadna frajda ładować później kasę w prestiż furkę niż np. fajne wakacje :)No, ale to już jak kto woli

  19. Wszystkich, którzy twierdzą, że mechanik ma przewidzieć ile dana naprawa będzie trwać i kosztować w samochodzie:
    a – wysłużonym;
    b – bez rzetelnej historii serwisowej;
    c – bitym (nawet gdy obecny właściciel o tym nie ma pojęcia);
    d – kupionym od grzyba;
    e – kupionym od kobiety, typu „tylko nim dzieci do szkoły – 1.5 km w jedną”; pozdrawiam serdecznie. Umowa o naprawę tak, ale z wyłączeniem przypadków a – e i dalszych,których nie przytaczam, a zapewne każdy sobie dopowie.

    Stworzenie cennika wszystkich usług do różnych samochodów jest grubo nierealne. Bo wymiana paska rozrządu w CCento to kilka śrubek, a ta sama czynność w RRover to rozpięcie i zdjęcie… karoserii i wymiana dwóch pasków po dwóch stronach silnika. I często w takim samym pozornie samochodzie bywa 10 rodzai tarcz hamulcowych o różnych średnicach, konstrukcjach (Subaru jest tu chyba liderem, a bębny w Imprezie 1.6 to już jest przegięcie) Tego się nie da porównać.

    Ale są miejsca, gdzie takie cenniki są – to wyspecjalizowane warsztaty obsługujące daną markę, czy też tzw. salony. Roboczogodzina kosztuje 120 – 250 zł tak na oko i niektóre naprawy są wycenione ryczałtowo. W cenie jest robota mechanika, utrzymanie miejsca jego pracy, schludnego miejsca dla klienta oraz opracowania cennika w oparciu o doświadczenie grupy placówek. No i wszystko niby gra, aż raz ja sobie pojechałem do takiego autoryzowanego miejsca FIAT/LANCIA/ALFA samochodem Autobianchi A112 Abarth i nikt nie rozpoznał nawet co to w ogóle jest. Pozostali zupełnie obojętni, zarówno sprzedawcy jak i serwisanci. Rozumiecie to, nie było go w cenniku, nigdy takiego nie widzieli. Chodziło o niewielki element dostępny bez rozbierania od spodu auta i pasujący od Fiata Pandy I / 127 / Yugo etc. Nie rozpoznali tego elementu jako „ze swojej stajni”. No i klapa, obecność cennika nie zmieniła tu niczego. Cennik może gwarantuje cenę, ale nie gwarantuje sukcesu w naprawie.

    A co to jest takie białe na szafce po lewej stronie, takie cylindryczne?

  20. W takim wypadku mechanik powinien powiedzieć, że albo robimy fachowo wg jego wiedzy albo koleś podpisuje oświadczenie, że naprawa jest niezgodna ze „sztuką” i klient bierze odpowiedzialność za jej skutki.

    Pytanie ilu jest takich pacjentów i czy odrzucając ich da się zarobić ;).

  21. To jest prosta relacja klient – usługodawca która jest regulowana przez odpowiednie ustawy. Jakieś takie oświadczenia, że zbywam się odpowiedzialności ale biorę kasę nic tutaj nie dadzą :)

    Jeżeli umowa była związana z usterką pt. „stuki w zawieszeniu” no to jest problem bo mechaniki wiedział, że nic to nie da a podjął się naprawy przez co w praktyce naciągną klienta na koszty. Ale jeżeli umowa miała treść „wymiana wahaczy” no to jest OK, wahacze zostały wymienione prawidłowo, nie ma co do czego się przyczepić a to że to nic nie dało to inna sprawa ale nie tego dotyczyła umowa. Klient chciał wymienić wahacze a nie wyeliminować stuki w zawieszeniu.

    I tutaj klienta interesowała opcja nr 2 no bo zwykle tak to jest, że każdy kto „się zna” to sobie sam ze szwagrem czy przez interety diagnozuje usterki i do serwisu jedzie z gotowym rozwiązaniem i częściami do wymiany. Jak taka podmianka nie da rezultatu to oczywiście ma się pretensje do mechanika :)

    Teraz mechanik tylko powinien mieć czarno na białym, że klient przyjechał po to aby wymienić wahacze (co zostało zrobione) a nie po to aby usunąć usterkę zawieszenia (co nie mogło być zrobione).

  22. JA na kupno przeznaczyłem 14 tyś a na naprawy 5 tyś . Niestety zbrakło. Może dlatego że oprócz filtrów, olejów, łączników stabilizatora, czujnika temperatury zakupiłem droższe zimówki i zrobiłem konserwację podwozia. Podstawa to sprawdzenie samochodu przed kupnem i ocena kosztów. Za sprawdzenie płacisz te kilka stów ale wiesz na czym stoisz.
    Z mechanikami też różnie bywa. Jak jadę do ASO (autem żony bo w miarę świeże)zawsze określają ceny i ich nie zmieniają. Wcześniej robią wyceną z kosztami części i robocizny. Ceny oczywiście są wyższe niż w innych warsztatach choć nie zawsze. Np wymiana klocków hamulcowych w ASO niecałe 300 zł (części oryginalne). W stacji szybkiej obsługi na dobrym zamienniku 360zł.
    Mechanicy w warsztatach małych -niezależni niestety często potrafią negatywnie zaskoczyć. Ale są też uczciwi. Ostatnio jak robiłem zawieszenie (wahacz i tuleje stabilizatora) i jak wyszły dodatkowe rzeczy do zrobienia (tuleja tylna wahacza) zapłaciłem tylko za dodatkową część. Niestety znalazł też uszkodzenie chłodnicy i trzeba było umawiać się na kolejną wizytę i kolejne 5 paczek wydane.
    Generalnie to nie rozumiem ludzi którzy żyją z dnia na dzień bez jakiejkolwiek odłożonej gotówki(rezerwy). Będąc mężem i ojcem trzeba przewidzieć to że mogą pojawić się jakieś wydatki, a dodatkowo mając samochód trzeba mieć zawsze tego tysiaka czy dwa w razie co na naprawę auta.

  23. Chciałem napisać, że w ogóle mi takich mechaniorów nie żal – bo porządny mechanior pogoni cwaniaka, jeśli naprawa w ogóle nie rokuje. Ale w sumie ten passus o nieczytelnym pisemku prawnika wyczerpuje temat. Masz rację blogo.

  24. Borze….jak bym slyszal moich dwoch kumpli….obecnie obaj kupuja auto. I tak oczywiscie pakuja sie w auta typu Audi A6, A4 albo Be Em Wu 320 de. Na haslo typu ze ameliniowe zawieszenie w pierwszych dwoch przypadkach i i klapki w kolektorach w trzecim przypadku twierdza ze jakos to bedzie. Ze tyle ich jezdzi po drodze i przeciez ludzie jakos dajom rade. Na haslo typu kup se auto klase nizej tupu Golf Piec czy Focus nie reaguja. Oczywiscie kupuja za WSZYSTKIE oszczednosci nie zwracajac nawet uwagi na OC czy pasek rozrzadu…… Rece opaduja ale czekam z utesknieniem na final sprawy i biadolenie ze trza ameliniowa zawieche robic bo tlucze…..:)

  25. Śmiesznie było jak znajomy kupił używaną e36 (za cały swój fundusz oczywiście) i po dwóch dniach jazdy urwało mu tłok. Niestety, takie rzeczy się zdarzają, trzeba to też mieć na uwadze.

  26. Dzińdobry, jako posiadacz pojazdów mechanicznych ale i mechanik półzawodowy amator przytoczę historię z drugiej strony:
    Znajomy jeździ golfem II. To znaczy jeździł, bo nagle zaczęło mu ubywać płynu chłodniczego. Fura dostawała temeratury, ciśnienie w układzie idzie w górę i chciał nie chciał, płyn znikał. Podjechać do mnie nie mógł bo raz że regularna praca mi na to nie pozwalała, a dwa kiedy ja znowu miałem czas to on w pracy siedział – tytułem wstępu.
    Znajomy ma też Staruszka na chodzie, tj Ojca, głowę rodziny, nestora rodu. Ten skądinąd bardzo miły starszy pan zaoferował się zabrać auto do warsztatu i zrobić synowi wóz – czas ma, chęci ma, dlaczego nie. I pojechał, i wrócił, i się zaczęło.
    „poszła, panie, uszczelka pod głowicą” (cholera, poważna sprawa se myślę)
    „samej robocizny będzie tutaj z 700 złotych” (tutaj już sobie myślę co oni w zasadzie będą robić w tym prymitywnym silniku 1,3 że chcą za samą robotę skasować 7 stów. Bez planowania. Cholera, to jeśli robię komuś to biorę zdecydowanie za mało)
    Kolega podjechał z ojcem, żeby się dopytać, bo to jednak poważne sprawy, auto warte może z 2k (albo jedyny taki cult gleba rarytas zobacz – wtedy 20k) skąd pewność że to uszczelka (a spod auta już się regularnie lało, podjechali wozem zastępczym.
    „bo tutaj, widzi pan, nie zauważył pan, widzi tutaj, wody w wydechu (lol) i trzeba wszystko rozebrać, a to dużo rozbierania jest” (ciągle piszemy o czterocylindrowym 1,3, na gaźniku, który nawet nie ma płaszcza wodnego w kolektorze takie to grubo ciosane. Aż dziwne że gaźnik ma automatyczne ssanie)
    I dzwoni znajomy że problem, że kupa hajsu, że trzeba zerknąć bo z częściami ponoć zamknie się w 1k plnów. Spoko, będzie trzeba zerknąć bo wszystko się powoli wymyka spod kontroli.
    Odpalilim golfa. Golf złapał temperaturę, i rzeczywiście, zaczął lać. Pierwsze fachowe oględziny – jak nic cieknie z łapy mocującej silnik (żart, tak się wydawało). Oględziny numer dwa – wężyk który jest na małym obiegu, a idzie od gaźnika do trójnika przy pompie wody CHYBA puszcza (tak sobie widoczny drań, od gaźnika idzie do mocowania pod kolektor) Bez zbędnych opisów – po kwadransie, z nowym wężykiem 15cm nagle uszczelka pod głowicą dostała jakiejś magii i nagle zrobiła się sprawna (też żart, wężyk był pęknięty).

    I nie uwierzycie, golf znowu będzie jeździł. A durni klienci (ale o tym może przy innej okazji) i durni mechanicy (chociaż może nie taki durny skoro chciał skasować 7 stówek za jakieś MAKS dwie godziny roboty) zdarzają się wszędzie. Pzdr.

  27. Przecież zawsze tak jest i w każdej branży znajdą się tacy, co by chcieli mieć tanio, szybko i dobrze a nie zwrócą uwagi na to, jakie są ceny rynkowe. No cóż – tak już jest i trzeba się chyba z tym pogodzić :)

  28. @radosuaf:
    z a/ ja się właściwie zgadzam – nigdy bym nie kupił auta pokroju 207/Clio itd. bo jest dla mnie bardzo niewygodne. Ale to się da łatwo rozwiązać w granicach rozsądku. Wystarczy wziąć auto typu Berlingo/Kangoo/Caddy. Albo jak się ma troszkę więcej pieniędzy jakiegoś Scenica albo Zafirę.
    Wtedy jest dużo miejsca i wygodnie, a koszty utrzymania dalej pozostają znośne.

  29. O Panie, temat rzeka.
    Problem w tym, że ludzie nie kupują samochodów – kupują marzenia. Bo przecież jak to jeżdzić oplem skoro można mieć biemdablju – i sąsiadowi oko zbieleje.
    Historii jak to ktoś kupił auto za wszystko co miał i potem płakał, albo dalej jeździł tico ojca słyszałem już setki.
    Sam rok temu zakupiłem auto średniej klasy (powiedzmy, że Dacię) samo auto kosztowało nieco poniżej 50k. I gdybym nie miał „górki” na OC/AC, pakiet startowy i później na naprawę skrzyni (jak się okazało „spadek” po poprzedniej właścicielce – notabene model auta niezbyt popularny więc chwilę trwało i kosztowało), to bym teraz oglądał jak pięknie się prezentuje na kołkach. Pewnie, że zabolało fch** bo znam lepsze sposoby wydania paru tysięcy, ale właśnie dlatego założyłem najgorszy scenariusz i przygotowałem się finansowo. Gdyby nie to – wydałbym kilka tysięcy mniej na auto, wciąż żeby miec zapas.

    O kufra, zima idzie, muszę jakies ładne felgi z zimówkami kupić… ;)

  30. To że kupił, jego problem. Problemem Pana mechanika było to że podejmuje się zlecenia nie wartego realizacji. Serwisant powinien ocenić opłacalność naprawy informując o tym klienta. Nie należy podejmować się napraw które nie mają sensu, są nazbyt ryzykowne, nie opłacalne. Nie warto za wszelką cenę łapać wszystkie zlecenia które się nawiną.

  31. @wroooom.tv i dlatego właśnie każdy mechanik powinien wcześniej obejrzeć auto pod kątem tego, co jeszcze mogło się uszkodzić, a nie po prostu naprawiać tylko jedną usterkę która jest najbardziej widoczna.

  32. Mój ojciec był mechanikiem. Kochał samochody i motoryzację i zawsze twierdził, ze nigdy nie mógł by robić niczego innego. Nie raz i nie dwa, jechał z klientami w środku nocy na drugi koniec Polski, żeby zobaczyć auto i doradzić czy warto. Dzięki temu ludzie uniknęli wielu późniejszych kłopotów

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *